Niecałe dwa tygodnie dzielą frankowiczów (i banki) od wyroku TSUE w sprawie C-471/24, w której pytania prejudycjalne dotyczą klauzul zmiennego oprocentowania opartych o wskaźnik referencyjny WIBOR. Sektor bankowy zdaje sobie sprawę, że Trybunał najprawdopodobniej dopuści możliwość poddawania tych klauzul kontroli krajowych sądów, dlatego jego przedstawiciele starają się już dziś zbudować odpowiednią narrację wokół roszczeń kredytobiorców, tak aby po 12 lutego 2026 roku sądy nie zostały zalane kolejną falą powództw, tym razem dotyczących hipotek złotowych. Jednym z najaktywniejszych komentatorów wspierających przekaz bankowców jest mec. Wojciech Wandzel z kancelarii KKG Legal, który przekonuje opinię publiczną, że złotówkowicze nie mają z czym iść do sądów. Jako argument podaje brak prawomocnych, korzystnych dla kredytobiorców wyroków w sprawach wskaźnika WIBOR, ponadto wskazuje na masowe oddalanie przez sądy wniosków o zabezpieczenie roszczenia. Ale to nie wszystko. Mec. Wandzel coraz częściej wchodzi w publiczną dyskusję z prawnikami reprezentującymi stronę konsumencką, dając przy tym do zrozumienia, że to właśnie ci eksperci są „animatorami rynku WIBOR-owego”. Czy rzeczywiście za tą retoryką idzie merytoryczna argumentacja? A może to jedynie naginanie faktów na potrzeby sektora bankowego?
Z tekstu dowiesz się:
- Z jakimi twierdzeniami kancelarii „wiborowych” nie zgadza się mec. Wojciech Wandzel i jak, jego zdaniem, naprawdę wyglądają szanse kredytobiorców na wygraną w sądzie
- Dlaczego eksperci sektora bankowego już teraz, przed wyrokiem TSUE, polemizują z opiniami głoszonymi przez pełnomocników prawnych złotówkowiczów
- Czy prawdą jest, że kredytobiorcy złotowi nie wygrali prawomocnie ani jednej sprawy przeciwko bankowi i nie uzyskują w swoich sprawach zabezpieczenia roszczeń
- Czy, w świetle fałszywej narracji na temat franków, rozpowszechnianej latami przez bankowych prawników w mediach, należy uznać ich opinie o WIBORze za wiarygodne.
Znany „bankowy” prawnik wchodzi w publiczną polemikę z pełnomocniczką kredytobiorców. Chodzi o wskaźnik WIBOR
Już 12 lutego 2026 roku Trybunał Sprawiedliwości UE wyda orzeczenie w sprawie C-471/24, które będzie stanowić odpowiedź na kilka niezwykle istotnych zagadnień związanych z krajowymi sprawami „o WIBOR”. Najważniejsze z nich dotyczy tego, czy polskie sądy mogą w ogóle badać klauzule zmiennego oprocentowania powiązane z tym wskaźnikiem pod kątem abuzywności.
Z opinii Rzeczniczki Generalnej TSUE (data wydania: 11 września 2025 roku) wynika, że taka możliwość powinna istnieć. Co innego, gdy chodzi o kontrolowanie samego wskaźnika WIBOR oraz mechanizmów jego ustalania – zdaniem RG nie leży to w kompetencjach krajowych sądów, wszak WIBOR jest kluczowym wskaźnikiem, wynikającym z unijnego rozporządzenia BMR. Czy to znaczy, że banki mogą odetchnąć z ulgą? Absolutnie nie.
Jak wskazują eksperci prawni reprezentujący stronę konsumencką, umowa będąca przedmiotem sporu, który trafił na unijną wokandę, została zawarta po 1 stycznia 2018 roku, a więc po wejściu w życie tego rozporządzenia. Niewykluczone, że opinia Rzeczniczki wyglądałaby inaczej, gdyby krajowy proces dotyczył umowy sprzed BMR, z czasów, w którym wskaźnik zarządzany był przez Stowarzyszenie ACI Polska, podmiot prywatny, niepodlegający zinstytucjonalizowanemu nadzorowi.
Co się odwlecze, to nie uciecze: we wrześniu 2025 roku do Luksemburga trafił kolejny komplet pytań prejudycjalnych o WIBOR, tym razem dotyczący umowy wprowadzonej do obrotu przed wejściem w życie unijnych regulacji. Być może właśnie to jest przyczyną rosnącego napięcia w sektorze bankowym, którego przedstawiciele bardzo uważnie śledzą pojawiające się w mediach wzmianki na temat spraw „wiborowych” i starają się polemizować z niekorzystnymi dla nich doniesieniami.
Banki doskonale wiedzą, że opinia publiczna podchodzi do wypowiedzi ich przedstawicieli z dużym dystansem, dlatego coraz chętniej korzystają z merytorycznego i przede wszystkim wizerunkowego wsparcia reprezentujących je kancelarii. Jednym z najbardziej aktywnych medialnie prawników zajmujących się reprezentowaniem banków w sądach jest mec. Wojciech Wandzel z kancelarii KKG Legal.
Uwagę prawnika zwrócił opublikowany w social mediach wpis mec. Beaty Strzyżowskiej, wyspecjalizowanej w prowadzeniu spraw przeciwko bankom. Prawniczka w niezwykle entuzjastycznym tonie zapowiedziała przełom w sprawie WIBORu, do którego miało dojść w sądzie okręgowym na warszawskiej Pradze.
Prawomocne zabezpieczenie w sprawie WIBORu. Bank uznał argumenty kredytobiorcy?
Sprawa, której dotyczy wpis, jest o tyle szczególna, że sąd ją prowadzący zdecydował się na zadanie pytań prejudycjalnych TSUE (sygnatura C-586/25). Mec. Strzyżowska w swoim wpisie dość enigmatycznie stwierdza, że w niniejszej sprawie nie tylko sąd, ale również sam bank uznał argumentację kancelarii dotyczącą wad umowy kredytowej opartej o wskaźnik WIBOR. Po szczegóły odesłała do „rolki” dotyczącej sprawy, którą możemy odnaleźć na profilu facebookowym kancelarii. Okazuje się, że w sprawie zostało wydane kredytobiorcom zabezpieczenie wstrzymujące egzekucję. Co więcej, zabezpieczenie jest już prawomocne, a bank nie złożył zażalenia na decyzję sądu I instancji, co zdaniem mec. Strzyżowskiej oznacza, że uznał argumentację co do nieważności umowy.
Taka interpretacja najwyraźniej nie przypadła do gustu mecenasowi Wandzlowi, który zdecydował się szeroko odnieść do słów prawniczki. Jest to o tyle interesujące, że mec. Wandzel nie jest pełnomocnikiem banku w sprawie, której dotyczy wpis mec. Strzyżowskiej. Czytelnik nie musi się domyślać, jakie były pobudki adwokata, gdyż sam je wyjaśnia: w jego ocenie potrzeba sprostowania wynika z tego, że temat dotyczy szerokiego grona odbiorców, w tym nieposiadających wiedzy z zakresu prawa, sam przekaz z kolei znacząco odbiega od rzeczywistości. Co zatem ma do zakomunikowania opinii publicznej ten znany bankowy prawnik?
Mec. Wandzel przypomniał między innymi, że zabezpieczenie dotyczy jedynie zawieszenia postępowania egzekucyjnego, prowadzonego przez pozwany bank wobec pozywających go kredytobiorców. Wydanie tego zabezpieczenia ma być związane z zadaniem Trybunałowi Sprawiedliwości UE pytania prejudycjalnego odnoszącego się do „badania rzekomej abuzywności umowy na etapie postępowania przeciwegzekucyjnego”.
Mec. Wandzel podkreślił, że bank nadal wnosi o oddalenie powództwa kredytobiorców, ponadto stwierdził, że sąd nie przesądził o wadliwości klauzuli zmiennego oprocentowania. Choć nie jest pełnomocnikiem banku w toczącej się sprawie, pokusił się o wyjaśnienie prawdopodobnych motywacji banku, kryjących się za rezygnacją z zaskarżenia postanowienia. Jego zdaniem stało się tak dlatego, że postanowienie nie dotyczyło wstrzymania płatności rat, a zawieszenia samej egzekucji, co ma być, w jego ocenie, standardem w postępowaniach przedegzekucyjnych.
Mecenas Strzyżowska zdecydowała się skomentować tę polemikę. Zacytowała fragment uzasadnienia postanowienia sądu w przedmiocie przyznania zabezpieczenia. Wynika z niego, że sąd uważa, iż prawdopodobieństwo uwzględnienia powództwa kredytobiorców, przynajmniej w części, jest znaczne. W związku z tym prawniczka wskazuje na dwie możliwe przyczyny niezaskarżenia decyzji przez bank: albo podmiot godzi się z możliwością częściowego uwzględnienia roszczenia powodów, albo przegapił termin na podjęcie akcji.
Co ciekawe, 28 stycznia 2026 roku na fanpage’u kancelarii pojawiła się informacja o kolejnym prawomocnym zabezpieczeniu w sprawie kredytu powiązanego ze wskaźnikiem WIBOR. Tym razem jednak zabezpieczenie dotyczy wstrzymania płatności rat kredytu na czas trwającego postępowania sądowego. Jakby tego było mało, sąd odstąpił od uzasadnienia swojej decyzji, wskazując, że podziela w całości argumentację kancelarii użytą na potrzeby wniosku.
Najprościej rzecz ujmując, oznacza to, że kancelarii udało się uprawdopodobnić roszczenie, na tyle, że interes konsumenta decyzją sądu został zabezpieczony na wczesnym etapie postępowania.
Bankowe żonglowanie statystykami w sprawie WIBORu. Gdy trzeba, liczba toczących się procesów topnieje o kilkadziesiąt proc.
31 grudnia 2025 roku mecenas Wandzel na łamach portalu infor.pl polemizował z twierdzeniami mec. Roberta Piskora, opublikowanymi w tym samym serwisie, a dotyczącymi możliwości kwestionowania umów kredytów hipotecznych opartych o wskaźnik WIBOR. W swoim tekście bankowy prawnik podał garść statystyk. Z zaprezentowanych danych wynika, że:
- w sądach toczy się ponad 2000 spraw, w których powodowie kwestionują umowy złotowe powiązane ze wskaźnikiem WIBOR
- w niniejszych sprawach sądy wydały już 200 wyroków korzystnych dla sektora bankowego
- ponad 130 wyroków w tych sprawach ma charakter prawomocny, niekorzystny dla kredytobiorców, którzy zostali obciążeni kosztami procesowymi
- sądy oddalają ponad 97 proc. wniosków o zabezpieczenie, a prawomocne zabezpieczenia stanowią absolutny wyjątek, który może wynikać z wyjątkowych okoliczności sprawy.
Warto się przez chwilę zatrzymać przy tych statystykach, a to dlatego, że weryfikacja liczb pod kątem ich prawidłowości jest zadaniem znacznie prostszym niż badanie słuszności tez stawianych przez mecenasa w polemice. Ile spraw „wiborowych” toczy się obecnie w sądach? Z pomocą przychodzi artykuł opublikowany 24 listopada 2025 roku na portalu money.pl. Wynika z niego, że tylko od stycznia do września ur. do sądów trafiło 3149 spraw z tej kategorii. Od początku 2024 roku do końca września 2025 roku sądy zarejestrowały 5090 takich spraw. Jeśli odejmiemy od tego 200 spraw, które, jak twierdzi mec. Wandzel, zostały już zakończone, wciąż otrzymamy blisko 5 tys. spraw, które z dużą dozą prawdopodobieństwa nadal są w toku.
Wniosek? Statystyka podana przez prawnika, a dotycząca liczby spraw „o WIBOR” jest zaniżona, i to w sposób rażący, na korzyść sektora bankowego. Ciekawostką jest to, że w tekście opublikowanym 29 stycznia 2026 roku na portalu forsal.pl mec. Wandzel podaje już inne dane. Tym razem prawomocnych orzeczeń ma być ponad 120, a samych postępowań ok. 2200. Po bankowym prawniku spodziewalibyśmy się sprawdzonych informacji i przede wszystkim rzetelnej komunikacji, o którą tak zabiegał w polemice dotyczącej wpisu mec. Strzyżowskiej.
To nieprawda, że nie ma prawomocnych wyroków na korzyść kredytobiorcy w sprawach umów opartych o WIBOR
Trudno zweryfikować informacje dotyczące liczby prawomocnie zakończonych spraw, gdyż pochodzą one od samych banków (dane tego typu rozpowszechnia w mediach między innymi Związek Banków Polskich). W tym miejscu warto jednak przypomnieć, że banki, podając te statystyki, zwykle chwalą się tym, że złotówkowiczom nie udało się prawomocnie wygrać ani jednej sprawy. A to akurat nie jest prawda: dnia 14 marca 2025 roku Sąd Okręgowy w Warszawie wydał wyrok niekorzystny dla spółki Siemens Finance, oddalając jej apelację od wyroku warszawskiego Sądu Rejonowego. W mocy został zatem utrzymany wyrok ustalający nieważność umowy dotyczącej pożyczki leasingowej opartej o stawkę WIBOR 1M. Sygnatura sprawy w II instancji to XXIII Ga 763/24.
Gdy zapytamy przedstawicieli sektora bankowego o ten wyrok, dowiemy się, że sąd nie podważył w nim samej stawki WIBOR czy metodologii jej wyznaczania. I to jest oczywiście prawda. Umowę unieważniono z uwagi na niedopełnienie przez bank obowiązków informacyjnych – i na powtórkę z tego scenariusza liczą kredytobiorcy, których sprawy wciąż czekają na rozpatrzenie. W sprawie C-471/24, którą TSUE rozpatrzy za niespełna dwa tygodnie, gra nie toczy się o ważność bądź nieważność WIBORU. Chodzi w niej o to, czy samo niedopełnienie przez bank obowiązków informacyjnych wobec konsumenta może prowadzić do uznania klauzuli zmiennego oprocentowania za abuzywną. Jeśli Trybunał odda w ręce krajowych sądów kwestię badania tych klauzul pod tym konkretnym kątem, to podobne wyroki jak ten w sprawie XXIII Ga 763/24 najprawdopodobniej przestaną należeć do rzadkości.
Argumentacja bankowych prawników w kwestii WIBORu się nie klei. Wystarczy nadać sprawie szerszy kontekst
Odłóżmy na bok luki w statystykach podawanych przez mec. Wandzla i zastanówmy się nad tym, czy to, że banki wygrywają (na chwilę obecną) większość spraw o WIBOR rzeczywiście oznacza, że kredytobiorcy nie mają racji? Niestety dla sektora bankowego, odpowiedź na to pytanie brzmi: nie. A główne powody są trzy:
- linia orzecznicza sądów w skomplikowanych sprawach z dziedziny prawa konsumenckiego nie powstaje w miesiąc czy rok. Sprawy frankowe pokazały, że od pojawienia się określonego zagadnienia prawnego w sądach do ukształtowania się jednolitego orzecznictwa mijają lata. Frankowicze zaczęli masowo protestować przeciwko klauzulom przeliczeniowym w 2015 roku, tymczasem pierwszy wyrok TSUE w sprawie tych kredytów zapadł w październiku 2019 roku, a dopiero w 2023 roku unijni sędziowie zdecydowali, że bankom nie należy się wynagrodzenie za bezumowne korzystanie z kapitału. Nie można również zapominać, że przez pierwsze lata wojny o franki to kredytobiorcy przegrywali większość takich sporów. Dziś wygrywają w sądach ok. 97 proc. postępowań
- pierwsze nieprawomocne, korzystne dla kredytobiorców złotowych wyroki w sprawach dotyczących hipotek „wiborowych” wskazują na to, że pozwy przeciwko klauzulom zmiennego oprocentowania nie są marketingową wydmuszką, a stanowią obraz realnego problemu prawnego. Gdyby było inaczej, krajowi sędziowie nie kierowaliby do TSUE kolejnych pytań prejudycjalnych dotyczących tych umów
- jak zostało już wcześniej wskazane, osią sporu nie jest wadliwość samego WIBORu, a to, jak o ryzyku tego wskaźnika banki informowały swoich klientów. Konsekwencja, z jaką przedstawiciele sektora bankowego pomijają ten fakt, skłania nas do wyprowadzenia wniosku, iż jest to celowe działanie, obmierzone na wytworzenie w odbiorcy tych treści fałszywego wrażenia, iż sama legalność WIBORu przesądza o przegranej konsumenta w sądzie.
Kto kreuje popyt na pozwy „o WIBOR”? Bankowi eksperci twierdzą, że kancelarie…
W polemice z 31 grudnia ur. mecenas Wandzel bardzo krytycznie wypowiedział się o kancelariach prowadzących sprawy przeciwko kredytom złotowym, które są jego zdaniem „motorem” kwestionowania tych umów. Nazywa on te kancelarie „animatorami rynku WIBOR-owego”, sugeruje ponadto, że próbują one wygenerować nową kategorię sporów, rzekomo z uwagi na wyczerpujący się potencjał spraw frankowych. Prawnik zarzuca tym podmiotom, że dbają swój interes, a konsumenta traktują w sposób instrumentalny.
Trudno nie odnieść wrażenia, że tym mało subtelnym atakiem wymierzonym w kancelarie mecenas próbuje odwrócić uwagę opinii publicznej od sedna sprawy. Z perspektywy oceny abuzywności klauzul zmiennego oprocentowania nie ma żadnego znaczenia, czy kancelaria zarabia na prowadzeniu sprawy. Bank przecież też zarabia na kredycie, i są to niebagatelne kwoty, jednak to mecenasowi już nie przeszkadza.
Z prawnego punktu widzenia motywacje kierujące kredytobiorcą nie mają żadnego znaczenia. Sąd, badając sprawy z dziedziny prawa konsumenckiego, zwraca uwagę na treść umowy i procedury informacyjne. Gdyby umowy były nienaganne pod względem zawartych w nich zapisów, a same procedury spełniały najbardziej rygorystyczne standardy, banki nie bałyby się powództw przeciwko klauzulom zmiennego oprocentowania. Wiedziałyby po prostu, że są na wygranej pozycji, a skoro tak, skłonność kredytobiorców do zakładania kolejnych spraw wygaśnie w sposób naturalny, wskutek negatywnego orzecznictwa.
Czy jednak istotnie to kancelarie prawne odpowiadają za popyt na pozwy przeciwko umowom złotowym? Trudno się z tym zgodzić. Skłonność do kierowania takich spraw na drogę sądową pojawiła się w związku z radykalnymi wzrostami stopy referencyjnej, co pociągnęło za sobą wzrost wskaźnika WIBOR, który w niespełna rok wzrósł z poziomu ok. 0,2 proc. do 7 proc. To z kolei skutkowało drastyczną podwyżką miesięcznej raty kredytowej.
Z analogiczną sytuacją mieliśmy do czynienia w przypadku kredytów frankowych, tylko że tam ryzyko zmaterializowało się za sprawą wzrostu kursu waluty waloryzacji. Nie bez przyczyny frankowicze zaczęli protestować i walczyć o przewalutowanie swoich hipotek na PLN w 2015 roku. To właśnie 11 lat temu, 15 stycznia 2015 roku, kurs franka szwajcarskiego znacząco wzrósł, przekładając się nie tylko na wysokość miesięcznej raty, ale i salda zadłużenia. Dziś już wiemy, że frankowicze mieli rację, skarżąc się na abuzywne klauzule umowne. Czas pokaże, czy argumentacja złotówkowiczów również spotka się z aprobatą sądów.
Banki przestrzegały ustawy i rekomendacji KNF – jednak czy jest to jednoznaczne ze spełnieniem wymogu przejrzystości?
W omawianej polemice mec. Wandzel powołuje się na opinię Rzeczniczki Generalnej TSUE w sprawie C-471/24 i przypomina, że bank nie jest zobowiązany informować konsumenta o sposobie wyznaczania wskaźnika WIBOR (takiego obowiązku nie nakłada na bank również żadna ustawa czy rekomendacja KNF). Wskazuje ponadto, że zakres obowiązków informacyjnych banku względem kredytobiorcy jest określony przez krajowe przepisy, w tym ustawę o kredycie hipotecznym. Ale to nie wszystko.
Banki musiały dostosowywać się również do rekomendacji wydawanych przez Komisję Nadzoru Finansowego, dotyczących między innymi obowiązku przekazania kredytobiorcy symulacji zmiany wysokości miesięcznej raty kredytu w przypadku zmiany wartości wskaźnika WIBOR. W ocenie mecenasa banki realizowały swoje obowiązki, zarówno wynikające z ustaw, jak i rekomendacji Nadzoru, dostosowując przy tym swoje procedury.
Jak zwykle w takich przypadkach zastanawia nas jedno: skoro banki tak perfekcyjnie wywiązywały się ze swoich obowiązków, to po co jest cała akcja informacyjna obmierzona na zniechęcenie kredytobiorców do składania kolejnych powództw? Niestety, nie jesteśmy w stanie uwierzyć w to, że bankowcy troszczą się po prostu o portfele swoich klientów i nie chcą, by ci musieli opłacać wysokie koszty przegrywanych procesów.
Może przyczyną jest w tym przypadku świadomość tego, iż zgodność z krajowymi przepisami nie musi oznaczać realnej przejrzystości? Wszak z unijnego orzecznictwa wynika, że formularz informacyjny przedstawiony konsumentowi przez bank nie chroni przedsiębiorcy, jeśli ów konsument nie był w stanie zrozumieć ekonomicznych następstw podpisywanej umowy (wyroki TSUE o sygnaturach C-186/16, C-609/19).
Same rekomendacje KNF również nie uchronią banków przed ewentualną odpowiedzialnością za wprowadzenie do obrotu prawnego umów niespełniających unijnych standardów informacyjnych. Tak samo, jak nie zabezpieczyły interesów sektora w sprawach o kredyty frankowe. Rekomendacje wydawane przez Nadzór mają charakter tzw. soft law, nie są w stanie wyłączyć ochrony wynikającej z unijnej dyrektywy 93/13, podobnie jak nie zwalniają sądu z konieczności zbadania, czy decyzja konsumenta o zawarciu umowy w oparciu o określone klauzule została podjęta świadomie, z uwzględnieniem ryzyka.
Nawet jeśli bank przedstawił kredytobiorcy symulację zmiany raty w sytuacji wzrostu stawki WIBOR do 15 proc., wcale nie oznacza to, że obowiązek informacyjny został zrealizowany prawidłowo. Powstaje bowiem pytanie, czy konsument, któremu przedstawiono tę symulację, miał świadomość, kiedy i dlaczego może dojść do tak radykalnego wzrostu oprocentowania kredytu? Nie zapominajmy, że w przypadku kredytów frankowych banki również próbowały zabezpieczyć się przed ryzykiem – kredytobiorcy podpisywali specjalne oświadczenia, które rzekomo miały świadczyć o pełnej wiedzy na temat możliwego zagrożenia. Banki powołują się na te oświadczenia w sądach, wnioskując o oddalenie roszczeń kredytobiorców, czynią to jednak bez sukcesu – sądy stają bowiem zgodnie na stanowisku, że podpisywany przez konsumentów dokument miał charakter blankietowy. Co się dzieje z tymi umowami, gdy trafią już do sądu, chyba nikomu nie trzeba tłumaczyć. Czy tak samo będą w przyszłości traktowane umowy kredytów złotowych oparte o WIBOR? Tego nie wiemy, ale w odróżnieniu od bankowych prawników, nie lekceważymy argumentów strony powodowej.
Bankowy prawnik mylił się w sprawie waloryzacji frankowego kapitału. Czy w sprawie WIBORu będzie inaczej?
O tym, ile warte są przewidywania mecenasa Wandzla w odniesieniu do przyszłości powództw przeciwko bankom, najlepiej świadczy jego wypowiedź z sierpnia 2023 roku, opublikowana na łamach Rzeczpospolitej (tytuł artykułu „Wydział frankowy dopytuje TSUE o waloryzację kapitału”). Przypomnijmy, że w tamtym czasie media rozpisywały się o tym, jakie będą skutki wyroku TSUE w sprawie C-520/21, tzn. czy banki bezpowrotnie stracą możliwość żądania od frankowicza jakiejkolwiek rekompensaty za korzystanie z kapitału. Na tamten moment wiadomo było, że banki nie mają co liczyć na wynagrodzenie za korzystanie z kapitału, jednak ich prawnicy wciąż utrzymywali, że bankom może się należeć waloryzacja samego kapitału. Takie stanowisko zaprezentował w rp.pl również mec. Wandzel. Oto cytat:
„W mojej ocenie waloryzacja roszczenia banku jest zasadna. Nie jest bowiem dochodzeniem przez bank dodatkowego roszczenia, ale prawnym mechanizmem urealniania rozliczenia stron umowy kredytu. ”
Już w styczniu 2024 roku TSUE rozwiał nadzieje bankowców (i reprezentujących ich prawników) na jakąkolwiek waloryzację. Wyrok w sprawie C-488/23 zakończył medialne dywagacje w przedmiocie tego, czy bankom należy się od frankowiczów cokolwiek ponad zwrot samego kapitału kredytu. Eksperci prawni, którzy swego czasu przekonywali opinię publiczną, że jakakolwiek forma rekompensaty jest bankom należna, niezrażeni tą porażką interpretacyjną, nadal używają swojego autorytetu do kolportowania w przestrzeni publicznej kolejnych ryzykownych twierdzeń.
Czy tym razem tezy bankowych prawników obronią się w sądach? Jest zdecydowanie za wcześnie, by odpowiadać na to pytanie. Jeśli jednak TSUE dopuści możliwość badania klauzul „wiborowych” przez sądy, to pierwsze poważne rysy na argumentacji banków pojawią się już w najbliższych miesiącach, a duma z braku prawomocnych prokonsumenckich wyroków bardzo szybko może ustąpić trosce o zapewnienie odpowiednich środków na pokrycie materializującego się ryzyka prawnego.
PODSUMOWANIE:
W social mediach i branżowych portalach trwa słowne przeciąganie liny. Pełnomocnicy obu stron wiborowego konfliktu walczą o przeforsowanie swojego poglądu w przestrzeni publicznej, używając do tego argumentów, które coraz częściej mają charakter pozaprawny. Pełnomocnicy banków kierują swój przekaz przede wszystkim do samych konsumentów, zdają sobie przy tym sprawę, że w tym celu muszą wyjść poza ramy zawodowego żargonu. Przeciętny kredytobiorca może nie być zainteresowany prawnymi meandrami ustawy o kredycie hipotecznym czy szczegółami rekomendacji wydawanych przez KNF, ale najprawdopodobniej zaciekawi go, czy kancelaria, która reklamuje w Internecie możliwość pozwania banku, jest uczciwą, rzetelną firmą, dbającą o interes swojego klienta.
Bankowcy nie są w stanie przekonać Polaków, że WIBOR, wyznaczany w oparciu o dane hipotetyczne pochodzące z samego sektora, jest wskaźnikiem miarodajnym, odzwierciedlającym realia rynkowe i odpornym na manipulacje. Nie potrafią też zmienić zdania klientów w kwestii przejrzystości samych klauzul zmiennego oprocentowania (stopień skomplikowania umów kredytowych jest w Polsce legendarny, z czym nawet trudno dyskutować). Skoro więc nie wiedzą, jak wzbudzić zaufanie klienta, próbują zniszczyć wizerunek kancelarii, bez których wojna o nieważność klauzul „wiborowych” będzie przegrana. Powodzenie tej misji zależy jednak od czynników niezależnych od sektora: od wyroków TSUE i od przyszłej linii orzeczniczej krajowych sądów. Jeśli Trybunał zaaprobuje argumentację kancelarii „wiborowych”, a w ślad za nim pójdą polskie sądy, marketingowa akcja sektora okaże się równie nieskuteczna jak wcześniejsze programy informacyjne skierowane do frankowiczów.
Dziękujemy za lekturę.
Publikujemy najważniejsze i aktualne informacje dla kredytobiorców:
WIBOR, raty, wyroki sądów i praktyczne wskazówki.
Bądź na bieżąco — obserwuj FrankNews:




