Po opinii Rzeczniczki Generalnej TSUE w sprawie C-471/24 bankom udało się wypracować wspólną narrację na potrzeby mediów: według tejże narracji stawce WIBOR i klauzulom z nią powiązanym nie zagraża widmo negatywnych wyroków sądowych. Sektor skoncentrował się na tym, że Rzeczniczka nie dopuściła możliwości badania wskaźnika jak i metodologii jego wyznaczania, konsekwentnie milczy jednak na temat tego, że wyrok, który zapadnie już 12 lutego, najprawdopodobniej otworzy złotówkowiczom drogę do kwestionowania staranności, z jaką banki wypełniały nałożone na nie obowiązki informacyjne. I choć sami bardzo często podkreślamy w naszych tekstach, że to właśnie niespełnienie tych obowiązków może utorować „wiborowcom” drogę do zwycięstwa w sądach, wcale nie jesteśmy przekonani do tego, że WIBORu podważyć się nie da. Wiele wskazuje na to, że takiego przekonania nie mają również krajowi sędziowie, którzy wyraźnie zwlekają z braniem wskaźnika po lupę, przynajmniej do wydania pierwszych wyroków TSUE. I niekoniecznie chodzi o ten, który zostanie upubliczniony w przyszłym tygodniu.
Z tekstu dowiesz się:
- Które pytania prejudycjalne zarejestrowane w TSUE powinny niepokoić bankowców bardziej niż te zadane w sprawie C-471/24
- Czy to prawda, że samo powiązanie wskaźnika WIBOR z unijnym rozporządzeniem BMR zamyka sądom drogę do kontrolowania sposobu jego wyznaczania
- Czy odsetki maksymalne mogą uchronić sektor bankowy przed odpowiedzialnością za wprowadzenie do umów z konsumentami potencjalnie abuzywnych klauzul zmiennego oprocentowania
- Ile prawdy jest w statystykach sądowych, którymi chwalą się banki w odniesieniu do, rzekomo masowo przez nie wygrywanych, postępowań przeciwko klauzulom „wiborowym”
- Co niektóre banki robią już w tej chwili, aby uciec przed ryzykiem związanym z pozwami o WIBOR.
Prawda o WIBORze może być inna niż chciałyby tego banki i niż sugerują nam to kancelarie odszkodowawcze
Od kilku już lat w przestrzeni publicznej funkcjonują dwie skrajnie różne narracje wokół wskaźnika referencyjnego WIBOR. Pierwsza należy do sektora bankowego i jest podzielana przez administratora stawki, przedstawicieli władzy publicznej oraz instytucji sprawujących nadzór regulacyjny nad rynkami finansowymi. Według niej wskaźnik WIBOR jest niepodważalny, zgodny z wyśrubowanymi normami unijnymi i absolutnie odporny na manipulacje.
Z kolei drugą możemy przypisać podmiotom wyspecjalizowanym w kwestionowaniu klauzul zawartych w umowach kredytowych, które stawiają szereg ważnych pytań dotyczących transparentności WIBORu, sprawowanego nad wskaźnikiem nadzoru i metod jego wyznaczania. Po tej stronie barykady możemy usłyszeć bardzo różne głosy: te bardzo wyważone i te radykalne, wieszczące rychły upadek WIBORu w sądach.
Rzeczowe, rozsądne opinie, poparte merytorycznymi argumentami pochodzą od doświadczonych prawników, którzy nie próbują przesądzać o tym, czy WIBOR da się podważyć w sądzie, czy też nie. Eksperci prawni zadają publicznie ważne i niewygodne dla regulatorów pytania, przedstawiając przy tym dokumenty, które mogą świadczyć na niekorzyść wskaźnika.
Dużo bardziej skrajne stanowisko prezentują niektóre kancelarie odszkodowawcze i skupy wierzytelności, stawiające znak równości pomiędzy ogólnopolskim sporem o WIBOR a wojną o kredyty frankowe. Według tych podmiotów masowe podważanie umów opartych o ten wskaźnik jest już tylko kwestią czasu – taka narracja ma oczywiście służyć zachęceniu kredytobiorcy do jak najszybszego złożenia pozwu, oczywiście za odpowiednią opłatą.
Chcielibyśmy wierzyć, że spółki z o.o. informują swoich klientów o tym, jakie mogą być konsekwencje przegrania sprawy przeciwko bankowi, ale jesteśmy realistami. Wiemy, że te podmioty nie podlegają nadzorowi samorządów i nie muszą kierować się w swojej działalności zawodową etyką, dlatego nie mamy złudzeń.
Pogląd banków i rządu na WIBOR to jedno, opinie kancelarii – drugie. Ale na tej scenie, pomiędzy wspomnianymi ośrodkami opiniotwórczymi, jest jeszcze kredytobiorca, zdezorientowany i bardzo często zdesperowany, pragnący zrozumieć, jakie są rzeczywiście szanse na skuteczne zakwestionowanie wysoko oprocentowanej umowy złotowej. Jaka zatem jest prawda na temat stawki WIBOR? W naszym przekonaniu przyszły scenariusz orzeczniczy nie będzie ani czarny, ani biały. Wskaźnik referencyjny nie jest bowiem ani tak idealny, jak chcą tego banki, ani tak łatwy do usunięcia z umowy, jak życzyłyby sobie tego niektóre kancelarie.
Prawnik, który wielokrotnie reprezentował frankowiczów przed TSUE, ujawnia kulisy spraw sądowych „o WIBOR”
Na polskim rynku funkcjonuje wiele kancelarii adwokackich, radcowskich i odszkodowawczych, które związały swoją działalność z reprezentowaniem kredytobiorców w sprawach przeciwko bankom. Niewiele jest jednak takich, które miały okazję reprezentować kredytobiorców przed Trybunałem Sprawiedliwości UE. Jednym z najbardziej doświadczonych w tym względzie prawników jest Radosław Górski, który reprezentował kredytobiorcę przed TSUE w jednej z najgłośniejszych spraw frankowych.
Mamy tu na myśli sprawę C-520/21, dotyczącą wynagrodzenia za korzystanie z kapitału, po zakończeniu której w sądy uderzyła potężna lawina powództw przeciwko bankom. Mecenas Górski od dłuższego już czasu zgłębia temat wskaźnika WIBOR, prowadzi też w sieci akcję edukacyjną skierowaną do polskiego konsumenta – to on opublikował na YouTube materiał „Czy banki mówią nam prawdę o WIBORze”, w którym znaleźć można najważniejsze argumenty „wiborowych” sceptyków.
28 stycznia br. na jednym z profili społecznościowych kancelarii pojawił się wpis ujawniający kulisy tego, co obecnie dzieje się w krajowych sprawach o WIBOR. Mecenas Górski odnosi się w nim do statystyk prezentowanych przez Związek Banków Polskich, a dotyczących spraw przeciwko umowom powiązanym z tą stawką. Wg ZBP na koniec 2025 roku takich postępowań miało być w sądach ok. 2,5 tys.
Z kolei mec. Górski powołuje się na dane pochodzące z Ministerstwa Sprawiedliwości, według których już na koniec 2024 roku w sądach miało być ponad 5 tys. spraw z tej kategorii. W tym miejscu chcielibyśmy przypomnieć, że dalekie od statystyk ZBP były również dane zaprezentowane przez Karolinę Wysotę, dziennikarkę money.pl, w tekście opublikowanym 24 listopada 2025 roku. Mowa w nim o 5090 sprawach o WIBOR, które trafiły do krajowych sądów od początku 2024 roku do końca września 2025 roku.
Według tych doniesień tylko od stycznia do września 2025 roku w sądach zarejestrowano 3149 takich postępowań – więcej niż według banków w ogóle trafiło przed polski wymiar sprawiedliwości.
W kontekście tej nieścisłości zasadne wydaje się zatem pytanie, czy można wierzyć bankom, gdy twierdzą, że:
- kredytobiorcy nie wygrali jak dotąd prawomocnie ani jednej sprawy o WIBOR (a prawomocnych orzeczeń w tych sporach podobno jest już ok. 150)
- spraw, w których zwycięstwo kredytobiorcy ma charakter nieprawomocny, jest raptem kilka
- w ok. 97 proc. przypadków sąd odmawia złotówkowiczom zabezpieczenia roszczenia, a przypadki, w których takie zabezpieczenie ma charakter prawomocny, są absolutnym wyjątkiem (takie rewelacje kolportuje w przestrzeni publicznej jeden z najbardziej znanych bankowych prawników).
Do odpowiedzi na to pytanie przybliża nas wspomniany już wpis mec. Górskiego, który ujawnia swoim obserwującym, jak sprawa wygląda z perspektywy praktyka, reprezentującego złotówkowiczów w sądach na co dzień. Przede wszystkim, Radosław Górski podkreśla, że w toku pozostają tysiące spraw czekających na rozpatrzenie. Z doświadczenia prawnika wynika, że sędziowie wstrzymują się z rozstrzygnięciem tych spraw do momentu wydania wyroków TSUE.
Część spraw krajowych jest zawieszana, w części nie dochodzi do formalnego zawieszenia, ale wyrok jest odkładany w czasie. Ekspert porusza również wątek zabezpieczenia roszczeń i przypomina, że już sam fakt przyznania konsumentowi takiego środka tymczasowego oznacza, że co najmniej uprawdopodobnił on swoje roszczenie. Zwraca również uwagę, że sprawy o WIBOR nie byłyby zawieszane w oczekiwaniu na wyroki TSUE, gdyby sędziowie nie mieli żadnych wątpliwości co do sposobu rozpatrzenia sporów z tej kategorii.
Odpowiedź na które pytania prejudycjalne nurtuje polskich sędziów?
W czwartek 12 lutego 2026 roku Trybunał Sprawiedliwości UE po raz pierwszy odniesie się do zagadnień związanych z kredytami hipotecznymi opartymi o stawkę WIBOR. Najbardziej prawdopodobny scenariusz jest taki, że unijni sędziowie wydadzą orzeczenie zgodne z wrześniową opinią Rzeczniczki Generalnej, co oznaczałoby dopuszczenie możliwości badania klauzul zmiennego oprocentowania pod kątem ich ewentualnej abuzywności, pod pewnymi ściśle określonymi warunkami.
W tym scenariuszu sądy krajowe nie mają kompetencji, by poddawać kontroli sam wskaźnik WIBOR i metodologię jego wyznaczania. Czy to oznacza, że WIBOR jest absolutnie bezpieczny i nie ma szans, by sądy zaczęły badać jego faktyczną miarodajność i transparentność?
Okazuje się, że niekoniecznie. Musimy mieć na uwadze, że TSUE w swoich wyrokach nie odnosi się do hipotetycznych scenariuszy i nie dywaguje nad tym, co by było, gdyby było. TSUE podchodzi do przedstawionych mu zagadnień prawnych wyłącznie w kontekście sporu, który stanowił bodziec do zadania pytań prejudycjalnych. I tu dochodzimy do sedna.
W sprawie C-471/24 przedmiotem konfliktu stron jest umowa kredytowa podpisana po 2018 roku, czyli po wejściu w życie unijnego rozporządzenia BMR, wyznaczającego standardy opracowywania kluczowych wskaźników referencyjnych, jak i nadzoru nad administratorami tych wskaźników. Ale WIBOR funkcjonuje jako kluczowy wskaźnik w polskim systemie finansowym od lat 90. ubiegłego wieku i wiele umów, w których znalazł zastosowanie, a które zawarto przed wejściem w życie BMR, wciąż funkcjonuje w obrocie prawnym.
Co niezwykle istotne, do Trybunału Sprawiedliwości wysłano już pytania prejudycjalne dotyczące zagadnień związanych z taką właśnie umową. Mamy tu na myśli sprawę zarejestrowaną w Trybunale pod sygnaturą C-630/25, w której organ odsyłający (Sąd Okręgowy w Warszawie) pyta między innymi o to, czy bank:
- miał obowiązek przekazać konsumentowi szczegółową informację o zasadach wyznaczania wskaźnika referencyjnego, według którego oprocentowany będzie jego kredyt
- powinien był uświadomić konsumentowi, że wskaźnik referencyjny wyznaczany jest w oparciu o deklaracje banków, nie zaś na podstawie realnych transakcji zachodzących na rynku międzybankowym.
Sąd jest zainteresowany również tym, czy zdaniem TSUE można uznać za nieuczciwy warunek umowny odnoszący się do zmiennego oprocentowania, w którym bank posługuje się wskaźnikiem wyznaczanym w oparciu o deklaracje grupy banków, nieodzwierciedlającym rzeczywistych kosztów finansowania kredytu, a w dodatku nieobjętym nadzorem organów państwa.
Równie ciekawie prezentują się pytanie prejudycjalne zadane w unijnej sprawie C-607/25. We wspomnianym postępowaniu chodzi o umowę podpisaną po wejściu w życie rozporządzenia BMR, w przypadku której sąd wyłapał interesujący detal. Otóż na wysokość wskaźnika WIBOR w połączeniu z marżą banku podmiot udzielający finansowania nie nałożył żadnych umownych ograniczeń, dzięki czemu, w teorii, może dojść do przekroczenia limitu przewidzianego dla maksymalnych odsetek. Sąd w swoim pytaniu zwrócił uwagę, że w świetle krajowych przepisów maksymalna wysokość oprocentowania może się zmieniać w trakcie wykonywania umowy.
Pytanie prejudycjalne krakowskiego sądu spowodowało, że kwestia maksymalnych odsetek jest brana pod lupę przez ekspertów prawnych ze zdwojoną częstotliwością. W swoich publikacjach zadają oni pytanie o to, czy bank nie narusza obowiązku informacyjnego, nie zaznajamiając kredytobiorcy z faktycznym charakterem tej regulacji. Wszak granica maksymalnych odsetek jest ruchoma, zależna od decyzji podejmowanych przez Radę Polityki Pieniężnej.
Kredytobiorca, przeczytawszy umowę i zapoznawszy się z częścią poświęconą maksymalnym odsetkom, może utwierdzić się w fałszywym przeświadczeniu, że istnieje górna granica oprocentowania jego kredytu, co może z kolei naruszać zasadę przejrzystości, która wynika z dyrektywy 93/13.
Zdaniem ekspertów prawnych, aby prawidłowo zrealizować obowiązek informacyjny wobec konsumenta, bank powinien uświadomić mu, że potencjalny wzrost odsetek maksymalnych może być nieograniczony, a co za tym idzie nie ma żadnej górnej granicy kosztów kredytu.
Co ciekawe, na iluzję bezpieczeństwa zapewnianego przez instytucję odsetek maksymalnych nabierają się nawet niektórzy sędziowie, którzy w uzasadnieniach do wyroków negują twierdzenia kredytobiorców, jakoby górna granica potencjalnych strat nie istniała – wszak polskie prawo reguluje tę kwestię właśnie dzięki maksymalnym odsetkom. Sądy pomijają w tym przypadku, że odsetki te zależne są od stopy referencyjnej ustalonej przez RPP, która jest przecież zmienna.
Sektor bankowy broni WIBORu, ale część używanych argumentów wzbudza podejrzliwość kredytobiorców
Ostatnie tygodnie przed wydaniem orzeczenia TSUE w sprawie C-471/24 przyniosły prawdziwą medialną inwazję sektora bankowego, którego przedstawiciele (i wspierający ich eksperci) w dziesiątkach publikacji starają się przekonać opinię publiczną, że próby kwestionowania WIBORu są z góry skazane na porażkę. Najczęściej pojawiający się argument dotyczy oczywiście powiązania wskaźnika z unijnym rozporządzeniem BMR, ale jego zwolennicy nie wspominają przy tym, że parasol ochronny rozpostarty przez ten dokument dosięga wyłącznie umów zawartych po 2017 roku.
Polacy czytają również, że administrator stawki WIBOR, spółka GPW Benchmark, podlega nadzorowi KNF, który odnosi się do wielu aspektów związanych z zarządzaniem wskaźnikiem (także z przeciwdziałaniem konfliktowi interesów i z funkcjonowaniem systemów wewnętrznej kontroli). Oczywiście autorzy tych opinii prezentują tylko jedną stronę medalu, konsekwentnie milcząc na temat drugiej.
Chodzi o to, że obecny administrator WIBORu otrzymał od Komisji Nadzoru Finansowego oficjalną zgodę na wyznaczanie stawki dopiero w grudniu 2020 roku. W dokumencie, w którym KNF informuje o wydaniu zezwolenia, widnieje informacja o tym, iż wcześniej spółka opracowywała wskaźnik na podstawie przepisu przejściowego BMR. W tym miejscu powinniśmy jednak zadać pytanie, jak KNF sprawowała swój nadzór nad administratorem. Rąbka tajemnicy uchyla Najwyższa Izba Kontroli w raporcie z października 2024 roku.
Możemy się z niego dowiedzieć, że KNF sprawowała nadzór nad spółką zgodnie z obowiązującymi przepisami, jednak wykorzystując przysługujące jej uprawnienia w niepełny sposób. KNF nie prowadziła kontroli bezpośrednio w siedzibie administratora, w dodatku urząd nie dokumentował podejmowanych działań ani ustaleń. W tym miejscu warto dodać, że administrator WIBORu nie wpuścił kontrolerów NIK do swojej siedziby, co prowokuje oczywiste pytania o to, co spółka zależna od GPW miała do ukrycia przed urzędnikami.
Należy wspomnieć, że wyraźne problemy z uzyskaniem od administratora żądanych informacji dotyczących sposobu wyznaczania stawki referencyjnej mają również obywatele, kierujący swoje wnioski w trybie udip. Opór administratora skutkował nawet skierowaniem sprawy do sądu administracyjnego, który rozpatrzył spór w obu instancjach i, jak czytamy w serwisie prawo.pl, wystosował wobec spółki zobowiązanie „do zbadania, czy dane o „kuchni” WIBOR są informacją publiczną i podlegają udostępnieniu w trybie ustawy z 2001 r.”.
W naszej ocenie zachowanie administratora stawki stoi w opozycji do zapewnień sektora o transparentności WIBORu. Skoro wskaźnik jest przejrzysty i uczciwy, to dlaczego spółka GPW Benchmark tak niechętnie odpowiada na wnioski o dostęp do informacji publicznej i jaki był powód niewpuszczenia urzędników z Najwyższej Izby Kontroli?
Wiele kontrowersji wzbudza również argument za odpornością WIBORu na manipulacje, dotyczący wyznaczania stawki zgodnie z metodą kaskady danych. Jak to wygląda w teorii? Otóż w procesie opracowywania WIBORu w pierwszej kolejności uwzględnia się dane pochodzące z rzeczywistych transakcji zachodzących na rynku międzybankowym.
Następnie, jeśli brak takich danych, administrator celem opracowania stawki używa tzw. kwotowań wiążących, czyli zbiera deklaracje panelistów dotyczące tego, zgodnie z jaką stawką byliby gotowi do udzielenia pożyczki na dany okres. Jeżeli i takie dane nie byłyby dostępne, to kaskada daje jeszcze trzecią możliwość opracowania stawki, w oparciu o kwotowania modelowe, będące szacunkami powstającymi w oparciu o inne dane z rynku.
Jak już doskonale wiemy, w historii wyznaczania stawek WIBOR na konkretne okresy wielokrotnie dochodziło do przypadków, w których administrator kierował się właśnie kwotowaniami wiążącymi, czyli danymi hipotetycznymi, przekazywanymi przez 10 dużych banków, mających przeważający udział w rynku produktów kredytowych. Właśnie ten kontrowersyjny aspekt związany z opracowywaniem wskaźnika może stać się w przyszłości źródłem poważnych kłopotów sektora.
Unijna sprawa dotycząca klauzul wiborowych została wykreślona z rejestru na wniosek krajowego sądu. Jaka mogła być przyczyna?
Patologiczna sytuacja, w której występuje ścisła zależność pomiędzy wysokością WIBORu a deklaracjami banków, została dostrzeżona również przez jeden z sądów odsyłających, który skierował do TSUE pytania zarejestrowane pod sygnaturą C-243/25. Pozwanym w sprawie był ING Bank Śląski. Czas przeszły nie jest tu przypadkowy – unijna sprawa ma już status zakończonej, mimo że TSUE nie zdążył nawet przeprowadzić w niej rozprawy.
Powodem zakończenia sprawy było wydanie postanowienia przez sąd odsyłający (był nim Sąd Okręgowy w Przemyślu), który zdecydował się wycofać wniosek prejudycjalny. Z tego względu sprawa została wykreślona z rejestru TSUE.
Powstaje pytanie, dlaczego sąd odsyłający zwrócił się w ogóle do TSUE z prośbą o wykreślenie sprawy. Najbardziej prawdopodobny scenariusz jest taki, że bank dogadał się z powodem i doszło do zawarcia porozumienia, ewentualnie że pozwany uznał roszczenie powoda. W takim przypadku postępowanie przez krajowym sądem zakończyło się i nie było już potrzeby angażowania w spór unijnego Trybunału.
Nie byłby to zresztą pierwszy w ostatnim czasie mocno asekuracyjny ruch ze strony ING Banku Śląskiego: 20 stycznia 2026 roku podmiot wydał komunikat, w którym informuje, że wycofuje dolny próg oprocentowania dla kredytów hipotecznych zawartych pomiędzy 17 sierpnia 2015 roku a 29 września 2025 roku.
Dobrowolna rezygnacja banku z dodatkowej ochrony, którą zastrzegł sobie w umowie na wypadek drastycznego spadku wartości wskaźnika referencyjnego, może świadczyć o realnych obawach związanych z ukształtowaniem się negatywnej linii orzeczniczej w sprawach dotyczących hipotek złotowych. W kontekście sprawy C-243/25 nie można zatem wykluczyć, że ING Bank Śląski wolał uznać pojedyncze roszczenie kredytobiorcy, byleby tylko nie dopuścić do wydania niekorzystnego orzeczenia TSUE, dotyczącego danego wzorca umownego.
PODSUMOWANIE:
Najnowsze doniesienia i teorie dotyczące WIBORu czyta się jak dobrą powieść sensacyjną. Spór kredytobiorców z bankami jest pełen dynamicznych zwrotów akcji i odbywa się w atmosferze przesyconej manipulacją. Stawka w tej grze jest ogromna – chodzi o coś więcej niż miliardy złotych, które, podobnie jak w przypadku sagi frankowej, mogłyby zostać przetransferowane do kredytobiorców.
Na szali jest stabilność całego sektora bankowego, nie może zatem dziwić, że w tej walce banki mają po swojej stronie rząd i instytucje nadzorcze. Powstaje jednak pytanie, czy skala potencjalnych następstw ukształtowania się prokonsumenckiej linii orzeczniczej w sprawach WIBORu sama w sobie powoduje, że jako społeczeństwo powinniśmy przestać interesować się transparentnością rynku finansowego i po prostu zaakceptować, że kredytodawcy oferują nam produkty oparte o wskaźnik, który nie znajduje pokrycia w realnych transakcjach.
Czy sprawiedliwe jest to, że banki stosowały w swoich umowach klauzule minimalnego oprocentowania, chroniąc się w ten sposób przed skutkami drastycznej obniżki stóp procentowych, podczas gdy ochrona konsumenta, związana z maksymalnym dopuszczalnym oprocentowaniem kredytu, ma charakter wyłącznie iluzoryczny?
Polscy konsumenci potrzebują, by TSUE zajął się zagadnieniami związanymi z klauzulami zmiennego oprocentowania, nie tylko celem pozyskania wiedzy o uczciwości działań banków. Unijna kontrola relacji polskiego konsumenta z bankiem jest potrzebna również po to, by przedstawiciele krajowego rynku finansowego znaleźli w końcu motywację do pracy nad poprawą bezpieczeństwa oferowanych produktów długoterminowych.
O tym, jak bardzo bankowcy boją się unijnego „bata”, świadczą intensywne prace nad wystandaryzowaniem jednolitego wzorca umowy kredytowej i rozpoczęcie publicznej debaty dotyczącej przyszłej możliwości oferowania kredytów na stałej stopie.
Czy gdyby złotówkowicze nie poszli ze swoimi wątpliwościami do sądów, a te nie skierowały pytań prejudycjalnych do TSUE, prezesi banków dyskutowaliby dziś o powyższych kwestiach? Czy duży giełdowy bank sam z siebie zrezygnowałby ze stosowania klauzuli dolnego progu? Odpowiedź na te pytania pozostawiamy naszym Czytelnikom.
Dziękujemy za lekturę.
Publikujemy najważniejsze i aktualne informacje dla kredytobiorców:
WIBOR, raty, wyroki sądów i praktyczne wskazówki.
Bądź na bieżąco — obserwuj FrankNews:



