Wyrok TSUE WIBOR 12.02.2026 WŁAŚNIE otworzył drogę do podważania klauzul choć wiborowicze przegrywają w sądach

12 lutego 2026 r. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wydał pierwszy wyrok w polskiej sprawie dotyczącej WIBOR – C-471/24. Sprawa trafiła do TSUE na skutek pytań prejudycjalnych Sądu Okręgowego w Częstochowie i dotyczyła typowego kredytu hipotecznego z 2019 r. (ok. 100 000 EUR), oprocentowanego według zmiennej stopy opartej o WIBOR 6M powiększony o stałą marżę banku. Konsument zarzucił bankowi (PKO BP), że nie został poinformowany w sposób rzetelny, wyczerpujący i zrozumiały, jak ustalany jest WIBOR, jakie czynniki na niego wpływają oraz jaką rolę odgrywają same banki w kształtowaniu tej stawki. W ocenie kredytobiorcy brak tych informacji uniemożliwił mu realną ocenę ryzyka finansowego, przy jednoczesnym przerzuceniu całego ryzyka zmian stóp procentowych na konsumenta.

Wyrok ma fundamentalne znaczenie dla ochrony konsumentów i może być przełomem w sporach dotyczących kredytów hipotecznych opartych o zmienne oprocentowanie. Kluczowy jest punkt 1 sentencji: TSUE jednoznacznie potwierdził, że sam fakt objęcia wskaźnika referencyjnego regulacją BMR (rozporządzenie 2016/1011) – obowiązującą w tym zakresie dopiero od 1 stycznia 2018 r. – nie wyłącza sądowej kontroli pozostałych elementów klauzuli zmiennego oprocentowania. Oznacza to, że bank nie może zasłaniać się BMR, by uchylić się od badania abuzywności warunków umownych dotyczących m.in. konstrukcji oprocentowania, marży, mechanizmu zmiany stopy czy rozkładu ryzyka po stronie konsumenta. Innymi słowy: regulacja wskaźnika nie „legalizuje” automatycznie całej klauzuli oprocentowania, a ochrona konsumenta wynikająca z dyrektywy 93/13/EWG pozostaje w pełni aktualna.

TSUE odpowiedział jednoznacznie również na pytania dotyczące samej kontroli abuzywności: klauzule zmiennego oprocentowania oparte na wskaźniku referencyjnym takim jak WIBOR podlegają pełnej kontroli na gruncie dyrektywy 93/13. Ani BMR, ani polskie przepisy o kredytach hipotecznych nie wyłączają stosowania unijnej ochrony konsumenckiej. Trybunał podkreślił, że jeżeli klauzula dotyczy głównego przedmiotu umowy, jej potencjalnie nieuczciwy charakter bada się przede wszystkim przez pryzmat przejrzystości: czy postanowienie zostało sformułowane prostym i zrozumiałym językiem oraz czy bank wywiązał się z obowiązków informacyjnych wynikających przede wszystkim z dyrektywy 2014/17 w sprawie umów kredytu związanych z nieruchomościami mieszkalnymi.

Z perspektywy praktyki sporów istotne jest również to, że punkty 2 i 3 wyroku mają znaczenie wtórne i w gruncie rzeczy odnoszą się do funkcjonowania WIBOR w reżimie BMR po 1 stycznia 2018 r.; nie rozstrzygają one o legalności historycznego stosowania WIBOR ani nie zamykają drogi do badania umów zawartych przed 2018 r. Tym samym banki tracą podstawowy argument obronny, zgodnie z którym samo odwołanie do WIBOR miało rzekomo przesądzać o zgodności z prawem całej klauzuli oprocentowania i wyłączać jej ocenę pod kątem abuzywności. TSUE wprost temu zaprzeczył: posłużenie się wskaźnikiem referencyjnym nie legalizuje całej konstrukcji zmiennego oprocentowania i nie wyłącza sądowej kontroli pozostałych elementów umowy, zwłaszcza w odniesieniu do umów sprzed 1 stycznia 2018 r.

Ważnym elementem wyroku jest także przypomnienie, że na kredytodawcy ciążą konkretne obowiązki informacyjne. Trybunał wskazał (m.in. w pkt 92), że art. 14 dyrektywy 2014/17 nakłada na kredytodawcę obowiązek dostarczenia przed zawarciem umowy zindywidualizowanych informacji niezbędnych do porównania ofert, oceny skutków kredytu oraz podjęcia świadomej decyzji – w szczególności za pośrednictwem ESIS. ESIS (European Standardised Information Sheet) – Europejski Standaryzowany Arkusz Informacyjny – to obowiązkowy dokument, który bank musi przekazać konsumentowi przed podpisaniem umowy kredytu hipotecznego, aby umożliwić mu realne zrozumienie produktu i ryzyk, zwłaszcza przy zmiennym oprocentowaniu.

W ESIS powinny znaleźć się m.in.: rodzaj oprocentowania (stałe/zmienne), mechanizm jego zmiany, RRSO, symulacje wzrostu rat przy zmianie stopy procentowej, ostrzeżenia o ryzyku oraz wpływ zmian oprocentowania na całkowity koszt kredytu. Przy kredytach o zmiennej stopie bank powinien pokazać alternatywne scenariusze, zasygnalizować ryzyko gwałtownego wzrostu rat i jasno wskazać, że koszt kredytu nie jest stały.

Co kluczowe: sam fakt wręczenia ESIS nie wystarcza — liczy się treść, zrozumiałość i rzetelność informacji oraz to, czy konsument rzeczywiście mógł ocenić ryzyko. Jeśli ESIS był lakoniczny, schematyczny, pozbawiony realnych symulacji i nie wyjaśniał ryzyka WIBOR, może to świadczyć o niewypełnieniu obowiązków informacyjnych i otwierać drogę do kontroli abuzywności klauzul oprocentowania.

To orzeczenie nie zamyka sprawy WIBOR – wręcz przeciwnie. Daje polskim sądom konkretne wskazówki, jak w indywidualnych sprawach oceniać, czy konsument został wystarczająco poinformowany o ryzyku i mechanizmie działania wskaźnika. Dla tysięcy kredytobiorców oznacza to realną szansę na skuteczną kontrolę klauzul umownych.

Już od blisko czterech lat „frankowi” prawnicy publicznie zadają pytania o potencjalną wadliwość wskaźnika WIBOR, dając przy tym do zrozumienia, że banki nie wywiązywały się z ciążących na nich obowiązków informacyjnych. Krajowe młyny sprawiedliwości mielą jednak powoli: jeśli wierzyć bankom, do tej pory sądy wydały ok. 150 prawomocnych wyroków w sprawach dotyczących abuzywności umów złotowych kredytów hipotecznych. Jak dotąd sądy były łaskawe głównie dla banków, co te konsekwentnie podkreślają w komunikatach dla mediów. Czy to, że złotówkowicze nie są w stanie przeforsować swoich argumentów w sądach, oznacza, że ich roszczenia są bezpodstawne? A może przegrane konsumentów w sądach są tylko etapem na drodze poszukiwania prawdy o WIBORze, powiązanych z nim klauzulach i procedurach informacyjnych banków?

Bankowi prawnicy chwalą się sukcesami w sprawach „o WIBOR”. Ich radość może się okazać przedwczesna

Ilekroć branżowe media pytają wpływowych bankowców (lub bankowych prawników) o pozwy dotyczące klauzul zmiennego oprocentowania, ci zgodnie odpowiadają, że orzecznictwo krajowych sądów jest po ich stronie. Padają statystyki, według których w sprawach WIBORu zapadło już ok. 150 prawomocnych wyroków, z czego żaden nie był korzystny dla kredytobiorców.

Z medialnych wypowiedzi przedstawicieli sektora złotówkowicze mogą się dowiedzieć, że sądy nie chcą nawet udzielać w tych sprawach zabezpieczenia powództwa – jeden z bankowych pełnomocników prawnych stwierdził nawet, że wnioski o zabezpieczenie są oddalane w 97 procentach, a sprawy, w których sąd prawomocnie zdecydował o przyznaniu kredytobiorcy takiego środka tymczasowego, należą do absolutnej rzadkości.

O bankowych wygranych w sprawach klauzul zmiennego oprocentowania chętnie rozprawia m.in. Adam Artypowicz, radca prawny występujący jako pełnomocnik Velo Banku S.A. We wpisie sprzed dwóch tygodni, opublikowanym na portalu LinkedIn, prawnik informuje o wyroku z grudnia 2025 roku, prawomocnie oddalającym powództwo kredytobiorców (sygnatura sprawy VI Ca 575/24).

Sprawa zwraca uwagę, ponieważ wyrok zapadł przed Sądem Okręgowym w Częstochowie, który wysłał do TSUE pierwsze pytania prejudycjalne o możliwość badania klauzul zmiennego oprocentowania pod kątem abuzywności. Niestety, mecenas nie informuje we wpisie, czy wyrok został wydany przez tego samego sędziego, który skierował pytania do Luksemburga. Zakładamy jednak, że gdyby tak było, to ta informacja nie zostałaby przemilczana.

W dalszej części wpisu radca prawny Velo Banku podał jeszcze kilka sygnatur spraw, w których roszczenie kredytobiorcy zostało oddalone już po wydaniu opinii Rzeczniczki Generalnej dla sprawy C-471/24. Mecenas spodziewa się zachowania podobnego kierunku orzeczniczego po 12 lutego 2026 roku, czyli po wyroku Trybunału we wspomnianej sprawie.

Entuzjazm pełnomocników sektora jest w pewnym sensie zrozumiały. Ci sami prawnicy, obok spraw o WIBOR, wciąż prowadzą liczne sprawy frankowe, które są przez banki przegrywane z kretesem. Tak dotkliwa skala porażek musi wywoływać rozgoryczenie i irytację. Nie może więc dziwić, że gdy na horyzoncie pojawiają się wreszcie wyroki, w których to nie bank jest stroną przegraną, stanowi to dla tego środowiska coś w rodzaju światełka w tunelu.

Problem polega na tym, że światełko to, niestety, może zwiastować nadjeżdżający pociąg.

TSUE niebawem zajmie się umowami kredytów hipotecznych podpisanymi przed 2018 rokiem

Kredytobiorcy złotowi na dobre rozgościli się ze swoimi roszczeniami w TSUE – prócz sprawy C-471/24, w Luksemburgu zarejestrowano kilka kolejnych zestawów pytań. Niektóre (np. te w sprawie C-586/25) odnoszą się do umów kredytowych sprzed wdrożenia przepisów wynikających z rozporządzenia BMR, czyli z czasów gdy wskaźnikowi nie przysługiwała jeszcze unijna ochrona.

Co w tym wszystkim dla banków najgorsze, sądy krajowe w mig zrozumiały, że umowy tego typu mogą być „zarażone” systemowym problemem, związanym z brakiem zinstytucjonalizowanego nadzoru nad wskaźnikiem referencyjnym WIBOR. Sądy zauważają również korelację pomiędzy wysokością poszczególnych stawek WIBOR, a danymi przekazywanymi administratorowi przez dziesięć uprzywilejowanych banków giełdowych, celem przeprowadzenia fixingu. O co tak właściwie chodzi?

Miała być kaskada, a jest kałuża, czyli kilka słów o tym, jak w praktyce wyznaczany jest WIBOR

Sednem sprawy jest metoda wyznaczania wskaźnika, oparta o tajemniczą „kaskadę danych”. Wspomniana kaskada zakłada możliwość opracowania stawki w oparciu o jeden z trzech typów danych. Pierwszeństwo mają dane pochodzące z rzeczywistych transakcji zawieranych na rynku międzybankowym, dające wiedzę o tym, po ile banki są gotowe pożyczać sobie nawzajem pieniądze.

Takich transakcji jest jednak bardzo mało, między innymi dlatego, że banki nie mają potrzeby pożyczania pieniędzy: wiodące banki giełdowe w Polsce cechuje nadpłynność. W tych instytucjach depozyty dominują nad kredytami, co samo w sobie stawia pod znakiem zapytania zdolność WIBORu do mierzenia ceny pieniądza. Faktyczny koszt pozyskania środków przez bank na potrzeby akcji kredytowej jest znacznie niższy od WIBORu, dlatego trudno uzasadnić to, dlaczego jest on, obok stałej marży banku, głównym wskaźnikiem oprocentowania kredytów hipotecznych.

Ponieważ na rynku panuje niedobór transakcji pomiędzy bankami, a WIBOR na kolejne okresy jakoś wyznaczyć trzeba, administrator korzysta z innej możliwości, jaką daje mu metoda kaskady danych. Otóż odbiera od banków tzw. kwotowania wiążące, czyli deklaracje dotyczące kosztu udzielenia przez nie hipotetycznej pożyczki na rzecz innego podmiotu. Do rzeczywistej transakcji jednak nie dochodzi.

W procesie fixingu administrator odrzuca skrajne wartości (najniższe i najwyższe), a następnie, w oparciu o pozostałe otrzymane kwotowania, wylicza średnią arytmetyczną. Tak powstaje stawka WIBOR na dany okres. Co istotne, historia „kaskady danych” w procesie wyznaczania WIBORu jest relatywnie krótka: sięga bowiem lutego 2020 roku. Jest to o tyle ciekawe, że samo stosowanie tej metody jest przez obrońców WIBORu traktowane jako argument za miarodajnością i transparentnością wskaźnika, który, przypomnijmy, funkcjonuje w polskim systemie finansowym od 1991 roku.

To jednak dopiero początek kontrowersji związanych z wyznaczaniem tej stawki.

Administrator wskaźnika WIBOR latami nie był nadzorowany przez Państwo Polskie. KNF potwierdza niewygodną prawdę

Podstawowe pytanie, które powinniśmy sobie zadać w trakcie zgłębiania tajemnic WIBORu, brzmi: kto i w jaki sposób nadzorował opracowywanie tego kluczowego dla polskiego rynku bankowego wskaźnika, nim wdrożono regulacje wynikające z rozporządzenia BMR?

Odpowiedź może zaskakiwać: otóż WIBOR przez dekady był zarządzany przez podmiot prywatny i nie podlegał nadzorowi jakiejkolwiek instytucji, w tym Komisji Nadzoru Finansowego (a wcześniej Komisji Nadzoru Bankowego). Stosowne pytanie w tym zakresie wysłał do KNF kilkanaście miesięcy temu znany adwokat, Marcin Lizurek. Z Komisji nadeszła odpowiedź, z której wynika, że przed 16 grudnia 2020 roku (czyli przed dniem, w którym KNF wydała oficjalne zezwolenie spółce GPW Benchmark na administrowanie wskaźnikiem) działalność administratora z zakresu opracowywania wskaźnika „nie podlegała nadzorowi publicznemu wynikającemu z przepisów powszechnie obowiązującego prawa”.

Mecenas wysłał podobne zapytanie (o nadzór nad procedurą wyznaczania wskaźnika do połowy 2017 roku) do szeregu innych instytucji publicznych, w tym między innymi do Narodowego Banku Polskiego/Rady Polityki Pieniężnej, Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, Najwyższej Izby Kontroli, Rzecznika Finansowego, Rzecznika Praw Obywatelskich, Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumenta. Każdy z tych podmiotów zaprzeczył, jakoby miał cokolwiek wspólnego z prowadzeniem formalnego nadzoru nad wyznaczaniem WIBORu we wskazanym okresie.

Wygląda więc na to, że wskaźnik obecny w milionach umów, których wartość wyceniana jest na setki miliardów złotych, wyznaczany był przez podmiot prywatny, Stowarzyszenie ACI Polska (do 29 czerwca 2017 roku), niepodlegający w tej strategicznie istotnej działalności jakiejkolwiek kontroli Państwa Polskiego. Bezpośrednio po zmianie administratora sytuacja wcale nie uległa poprawie, o czym świadczy zacytowana odpowiedź Komisji Nadzoru Finansowego, odnosząca się do szerszego okresu niż ten, którego dotyczyło pytanie.

Ale to nadal nie wszystko.

Rozporządzenie BMR nie poprawiło nadzoru nad wskaźnikiem? Kontrole KNF odbywały się zza biurka

Gdy Komisja Nadzoru Finansowego w końcu wydała stosowne zezwolenie spółce GPW Benchmark, sytuacja poprawiła się w stopniu zaledwie nieznacznym, o czym świadczyć mogą wyniki kontroli nr I/22/002/KBF przeprowadzonej przez NIK. Przedmiotem kontroli było wdrożenie przepisów wynikających z unijnego rozporządzenia BMR, dotyczącego kluczowych wskaźników referencyjnych. Z ustaleń Najwyższej Izby Kontroli wynika, że nadzór prowadzony nad administratorem przez KNF odbywał się głównie zza biurka, bez przeprowadzania kontroli w siedzibie spółki.

O transparentności działań administratora WIBORu niech świadczy fakt, że upoważnieni kontrolerzy NIK nie zostali dopuszczeni do przeprowadzenia kontroli w siedzibie spółki. Powodem niewpuszczenia urzędników miało być niepodleganie spółki pod kontrolę NIK. O tym zdarzeniu media szeroko rozpisywały się w I kwartale 2023 roku, gdy spór o WIBOR dopiero się rozkręcał. Być może dlatego ta informacja nie wywołała wówczas adekwatnego społecznego oburzenia. Przypuszczamy, że dziś, na fali zapewnień o przejrzystości i legalności wskaźnika, byłoby już inaczej.

Dlaczego dotychczasowe wygrane banków w sprawach WIBORu nie przesądzają o braku racji po stronie kredytobiorców?

Choć sprawy przeciwko klauzulom zmiennego oprocentowania nie są dla sądów absolutną nowością, nie są znane oficjalne statystyki Ministerstwa Sprawiedliwości dotyczące tej kategorii sporów. Stąd prezentowane w przestrzeni publicznej dane liczbowe drastycznie się od siebie różnią, w zależności od tego, kto je ujawnia. Według prezesa Związku Banków Polskich, na koniec lipca 2025 roku spraw tego typu było w sądach 1121, z kolei znany bankowy prawnik, mec. Wojciech Wandzel, pod koniec 2025 roku mówił o ponad 2 tys. takich sporów. Jeszcze co innego wynika z danych opublikowanych w listopadzie 2025 roku przez portal money.pl: wg tych informacji tylko od stycznia do września 2025 roku do sądów trafiło 3149 spraw dotyczących umów kredytowych opartych o stawkę WIBOR. Skąd te różnice w danych?

Informacje publikowane przez money.pl odwołują się najprawdopodobniej do oficjalnych danych z sądów, dotyczących wszystkich spraw rejestrowanych pod symbolem 049 zł. W tej grupie znajdziemy również sprawy o sankcję kredytu darmowego, czyli dotyczące kredytów gotówkowych. Co ciekawe, w tym samym artykule (autorką jest red. Karolina Wysota) prezentowane są zawężone dane przesłane przez Związek Banków Polskich, a dotyczące stricte roszczeń z tytułu klauzul zmiennego oprocentowania. I tu ZBP kolejny raz nas zaskakuje, bo podaje, że na koniec 2024 roku w sądach toczyły się 1532 takie sprawy, natomiast na koniec września 2025 roku było ich 2422.

Skoro więc sektor bankowy sam nie może się zdecydować, jak wyglądają statystyki tych pozwów, trudno traktować poważnie doniesienia o skali sądowych sukcesów jego przedstawicieli.

Załóżmy jednak, że bankowcy nie mijają się z prawdą i istotnie dysponują statystykami, z których wynika, że sądy wydały ok. 150 prawomocnych wyroków w sprawach WIBORu, z czego żaden nie jest korzystny dla konsumenta. Czy taka statystyka może świadczyć o tym, że banki bezspornie dowiodły swoich racji, a roszczenia kredytobiorców są skazane na porażkę? Zdecydowanie nie, z kilku powodów:

  • prawomocne wyroki dotyczą najwcześniej złożonych spraw, w przypadku których argumentacja mogła być jeszcze niedopracowana: opracowanie know how w tak skomplikowanych sporach wymaga czasu. Czas potrzebny jest również sędziom, do zapoznania się ze specyfiką nowych spraw, a w tym konkretnym przypadku z mechanizmami, które rządzą kluczowym wskaźnikiem referencyjnym
  • wiadomo o przynajmniej kilku nieprawomocnych wyrokach uznających roszczenie kredytobiorcy, z których najsłynniejsze to te wydane przez Sąd Okręgowy w Suwałkach. Prawda jest jednak taka, że podobne orzeczenia, wykreślające WIBOR z umowy bądź stwierdzające nieważność całej umowy, w minionym roku zapadały w różnych częściach Polski, w odniesieniu do różnych wzorców umownych. Banki bagatelizują znaczenie tych wyroków, często wręcz manipulują opinią publiczną, sugerując, że nie są to sprawy, w których osią sporu był sam WIBOR i związane z nim klauzule
  • z doniesień doświadczonych „frankowych” prawników, którzy prowadzą również sprawy o WIBOR, wynika, że wiele postępowań z tej kategorii jest zawieszanych do czasu wydania wyroków TSUE. Decyzja o formalnym bądź nieformalnym wstrzymaniu postępowania świadczy o tym, że sędziowie nie do końca są przekonani do racji banków i z ostrożności wolą poczekać na unijne wskazówki
  • pełnomocnicy złotówkowiczów informują opinię publiczną, że zabezpieczenie roszczeń w sprawach sądowych o WIBOR wcale nie należy do rzadkości, a pozytywne decyzje o przyznaniu konsumentowi takiego środka tymczasowego mogą świadczyć o tym, iż sądy uznają roszczenia kredytobiorców za prawdopodobne.

O tym, że zapewnienia bankowców dotyczące spełniania wymogów regulacyjnych są niewiele warte, świadczy niedawna decyzja prezesa UOKiK o ukaraniu PKO Banku Polskiego za… stosowanie niedozwolonych postanowień odnoszących się do zmiany oprocentowania kredytu. Co prawda kara dotyczy wzorca umów kredytów konsumenckich, jednak już sam fakt, że największy bank w Polsce stosował abuzywne klauzule w umowach zawieranych z tysiącami konsumentów, wzbudza uzasadnioną wątpliwość co do tego, czy przedstawiciele sektora bankowego należycie wywiązują się ze swoich obowiązków w relacji z posiadaczami hipotek „wiborowych”. Kara nałożona przez prezesa UOKiK na PKO Bank Polski to prawie 80 mln zł. Dodatkowo podmiot musi poinformować indywidualnie poszkodowanych klientów o decyzji UOKiK, jak również zamieścić oświadczenie w sieci, w tym na swojej stronie www i w mediach społecznościowych.

Kiedyś frankowicze przegrywali 3 na 4 sprawy przeciwko bankom. Dziś wygrywają 97-98 proc. sporów. To cenna lekcja dla pozostałych grup konsumentów

Analizując aktualne statystyki orzecznicze w sprawach o WIBOR, warto przypomnieć, jak wyglądały w sądach początki sporów o franki. Tutaj statystyki są doskonale znane i wiarygodne – wszak udostępnia je na swojej stronie Ministerstwo Sprawiedliwości. Ile sporów przeciwko kredytom pseudowalutowym wygrywali kredytobiorcy w pierwszych latach sagi frankowej?

Otóż w 2017 roku do sądów okręgowych I instancji wpłynęło 1388 spraw o symbolu 049 cf, a sądy załatwiły w tym czasie 54 takie sprawy, z czego tylko w 4 przypadkach roszczenie zostało uwzględnione w całości lub w części. Jeszcze w 2024 roku pełnomocniczka ministra sprawiedliwości ds. ochrony praw konsumenta przypominała w mediach, że początkowo kredytobiorcy frankowi przegrywali 3 na 4 sprawy przeciwko bankom. A jak wygląda sytuacja obecnie?

W zależności od banku, kredytobiorcy wygrywają od 97 do 98 proc. spraw frankowych. Pozycja procesowa konsumentów w sprawach o kredyty w CHF zmieniła się zatem w kilka lat o 180 stopni.

Zmiana orzecznicza następowała jednak powoli, a sądy wciąż zgłaszały Trybunałowi wiele wątpliwości, między innymi co do tego, czy frankowe umowy można „naprawiać” poprzez zastępowanie abuzywnych klauzul przeliczeniowych średnim kursem NBP. Kolejne wyroki TSUE, prócz ważnych odpowiedzi, przynosiły kolejne pytania, między innymi o to, jak powinno wyglądać rozliczenie stron nieważnej umowy. Mamy 2026 rok, a spór dotyczący rozliczeń nadal nie dobiegł końca i do Trybunału spływają kolejne wnioski prejudycjalne, podnoszące coraz to nowe wątki związane z odsetkami ustawowymi za opóźnienie, teorią salda i terminem przedawnienia roszczeń.

Nadmierne emocjonowanie się statystykami w sprawach „wiborowych” na tym etapie nie ma więc najmniejszego sensu. Oczywiście rozumiemy, dlaczego banki to robią: jest to dla nich skuteczne narzędzie propagandy, pozwalające na zniechęcenie dużej części kredytobiorców do dochodzenia roszczeń przed sądem. Im mniej spraw przeciwko klauzulom zmiennego oprocentowania wpłynie do sądów, tym lepiej – maleje wówczas prawdopodobieństwo wysłania następnych pytań prejudycjalnych do TSUE.

Każde takie pytanie to dla sektora potencjalne niebezpieczeństwo: bankowcy doskonale wiedzą, że procedury informacyjne dotyczące klauzul zmiennego oprocentowania były dalekie od ideału, zaś sam sposób wyznaczania wskaźnika referencyjnego może wzbudzać uzasadnione kontrowersje. Im bardziej szczegółowe stają się pytania sądów odsyłających, tym większe jest prawdopodobieństwo, że w którymś przypadku TSUE wprost nazwie jedną lub drugą praktykę banku abuzywną, co z kolei stanowiłoby ważną informację dla konsumentów, w zakresie tego, które wzorce umowne zawierają słabe punkty, możliwe do podważenia w sądzie.

Oczywiście jest bardzo mało prawdopodobne, że sam wskaźnik referencyjny, przed BMR czy po, zostanie uznany przez Trybunał za abuzywny. Realistyczny scenariusz zakłada, że dzięki unijnym wskazówkom krajowi sędziowie nauczą się rozpoznawać w umowach kredytów złotowych klauzule o charakterze nieuczciwym, a także dowiedzą się, jakie powinny być następstwa stwierdzenia abuzywności tych klauzul dla stron kwestionowanej umowy.

PODSUMOWANIE:

Historia znana z konfliktu frankowego powtarza się w przypadku sporów na tle klauzul zmiennego oprocentowania. Banki znów epatują w mediach pewnością siebie i przekonują opinię publiczną, że złotówkowicze nie mają szans na prawomocne przeforsowanie swoich roszczeń.

Dzisiejszy wyrok TSUE pokazuje jednak coś zupełnie innego. Trybunał nie zamknął drogi – potwierdził prawo sądów do realnej kontroli tych klauzul pod kątem przejrzystości i uczciwości. To dopiero początek kształtowania się nowej linii orzeczniczej.

Tymczasem procesowanie się z bankiem o hipotekę złotową jest zajęciem dla cierpliwych. Do tej pory sądy wydały w tych sprawach bardzo niewiele wyroków, w oczekiwaniu na wskazówki TSUE. W tym roku takich unijnych orzeczeń odnoszących się do klauzul zmiennego oprocentowania może zapaść kilka, a i tak będzie to dopiero początek procesu kształtowania się linii orzeczniczej w sprawach z tej kategorii.

Dojście do sprawiedliwości zajęło frankowiczom kilka lat, a mimo upływu ponad dekady od słynnego „czarnego czwartku”, nie wszystkie kwestie związane z kredytami pseudowalutowymi są absolutnie jasne. Złotówkowicze muszą liczyć się z podobnym scenariuszem w przypadku jeszcze bardziej skomplikowanych spraw „o WIBOR”, w których stawka jest kilkukrotnie wyższa, a zatem i większa będzie determinacja banków (oraz rządzących), by wygasić ten konflikt, nim całkiem wymknie się spod kontroli.

Dziękujemy za lekturę.
Publikujemy najważniejsze i aktualne informacje dla kredytobiorców:
WIBOR, raty, wyroki sądów i praktyczne wskazówki.

Bądź na bieżąco — obserwuj FrankNews:

 

FrankNews
FrankNews
FrankNews.pl to portal informacyjny poświęcony tematyce rynku kredytowego oraz sporów konsumentów z bankami. Redakcja serwisu od 2014 roku śledzi rozwój orzecznictwa sądowego, zmiany w przepisach prawa oraz zjawiska wpływające na sytuację kredytobiorców w Polsce. Doświadczenia zebrane przy tworzeniu materiałów publikowanych wcześniej w mediach i portalach internetowych stały się podstawą do uruchomienia w 2020 roku serwisu FrankNews.pl — miejsca, w którym informacje dotyczące tej tematyki są gromadzone i prezentowane w formie bieżących wiadomości oraz analiz. Materiały publikowane na FrankNews.pl nie stanowią porady prawnej ani finansowej. Treści odzwierciedlają stanowisko ich autorów i służą przedstawieniu faktów, orzeczeń oraz kontekstu opisywanych wydarzeń. Materiały zamieszczone w serwisie Franknews.pl nie są substytutem dla profesjonalnych porad prawnych. Franknews.pl nie poleca ani nie popiera żadnych konkretnych procedur, opinii lub innych informacji zawartych w serwisie. Zamieszczone materiały są subiektywnymi wypowiedziami autorów.

Related Articles

Najnowsze