PLN - Polski złoty
CHF
4,53
piątek, 2 stycznia, 2026

Wielki strach w bankach przed 12 lutego 2026. Czy WIBORowicze powtórzą sukces frankowiczów?

Systematycznie rośnie liczba osób na tyle niezadowolonych ze swoich hipotek złotowych, że gotowych wejść z bankiem w spór sądowy. Świadczą o tym statystyki: na koniec III kwartału 2025 roku liczba spraw „o WIBOR” (a w praktyce, w dużej mierze dotyczących obowiązków informacyjnych banku) przekroczyła 5 tys. Przez pierwsze trzy kwartały 2025 roku konsumenci złożyli o ponad 60 proc. więcej powództw wiborowych niż w całym 2024 roku. Przedstawiciele sektora bankowego, wspierani opiniami powiązanych z nimi zawodowo ekspertów, twierdzą, że pozwy te nie mają szans powodzenia. Krytycy „wiborowiczów” sugerują wręcz, że problemem nie jest sama konstrukcja umów, tylko niska staranność samych kredytobiorców, nieczytających tego, co podpisują. Jako głównego „sprawcę” rosnącego napięcia pomiędzy bankami a ich klientami część środowiska komentatorskiego (a nawet przedstawicieli instytucji publicznych) wskazuje… kancelarie prawne, które reprezentują stronę konsumencką w coraz liczniejszych sprawach sądowych. Czy rzeczywiście afera dotycząca klauzul zmiennego oprocentowania została sztucznie nadmuchana przez podmioty, które liczą na naiwność klientów? A może kampania medialna w obronie wskaźnika referencyjnego jest próbą odsunięcia w czasie tego, co i tak jest już nieuniknione?

Z tekstu dowiesz się:

  • Co wspólnego z procesami frankowymi mają spory sądowe dotyczące stawki referencyjnej WIBOR
  • Jak banki zamierzają zabezpieczyć się przed ewentualnymi pozwami sądowymi dotyczącymi nowych produktów hipotecznych
  • Dlaczego, mimo braku prawomocnych wyroków korzystnych dla strony konsumenckiej, banki tak bardzo obawiają się kolejnych pozwów o WIBOR
  • Co warto zrobić już teraz, przed wyrokiem TSUE w sprawie C-471/24, celem skontrolowania własnej umowy kredytowej.

Kredytobiorcy pozywają banki przez własne zaniedbania, a kancelarie prawne wykorzystują sprzyjającą im koniunkturę – tak bankowcy tłumaczą masowość pozwów o WIBOR

Już 12 lutego 2026 roku Trybunał Sprawiedliwości UE wyda wyrok w pierwszej sprawie „o WIBOR”, noszącej sygnaturę C-471/24. Wcześniej, we wrześniu, swoją opinię do sprawy przedstawiła Rzeczniczka Generalna TSUE, wg której klauzule zmiennego oprocentowania mogą być przedmiotem kontroli w krajowych sądach, oczywiście pod pewnymi warunkami. Z opinii wynika, że sądy krajowe nie mają uprawnień do badania samego WIBORu pod kątem abuzywności, co banki bardzo szybko przedstawiły w mediach jako swój sukces.

Tak naprawdę jest to dla sektora umiarkowana pociecha – sam fakt, że sądy nie mogą brać pod lupę kluczowej dla hipotek złotowych stawki referencyjnej, nie zamyka kredytobiorcom złotowym drogi do dochodzenia roszczeń. Aktualnie prawnicy konsumentów kładą w sprawach o WIBOR nacisk na niewypełnienie przez banki obowiązków informacyjnych. A ponieważ jest mało prawdopodobne, by TSUE w wyroku, który zapadnie za niespełna półtora miesiąca, zabronił krajowym sądom brania tej kwestii na warsztat, należy się spodziewać, że decyzja – o ile będzie zbliżona do opinii Rzeczniczki – zachęci kredytobiorców do składania kolejnych powództw.

Banki starają się chronić przed tym scenariuszem, jak tylko mogą. Mają zresztą po swojej stronie znakomite wsparcie – i nie chodzi tylko o renomowanych prawników, gotowych do bronienia WIBORu w mediach. Sektor może liczyć na przychylność instytucji państwowych, jak chociażby Komisja Nadzoru Finansowego, Ministerstwo Finansów czy Bankowy Fundusz Gwarancyjny. We wrześniu 2025 roku, podczas jednej z sejmowych komisji, stanowisko w sprawie obrony WIBORu zajął nawet były zastępca Rzecznika Finansowego, Ziemowit Bagłajewski (reprezentujący aktualnie jedno ze stowarzyszeń konsumenckich), który zaapelował do organów władzy publicznej o zabranie wspólnego głosu w kwestii wskaźnika. Odniósł się także do działalności kancelarii prawnych, które, jego zdaniem, swoimi reklamami wprowadzają konsumentów w błąd co do możliwości podważenia wieloletniej hipoteki i instrumentalnie wykorzystują prawo celem osiągnięcia korzyści, być może kosztem konsumenta.

Nie jest to odosobniony głos w dyskusji o sprawach sądowych z tej kategorii. Kancelarie, które określają się mianem wyspecjalizowanych w podważaniu kredytów złotowych, stały się celem medialnego ataku na niespotykaną dotąd skalę. Determinacja, z jaką banki próbują zdyskredytować „wiborowych” prawników w oczach potencjalnego klienta, jest o tyle zastanawiająca, że przecież sektor wygrywa prawomocnie wszystkie takie sprawy.

Krajowa linia orzecznicza w sprawach o WIBOR jest korzystna dla banków. A skoro tak, to dlaczego sektor obawia się kolejnych powództw?

Statystyki mówią same za siebie: wśród 137 prawomocnych orzeczeń próżno szukać takich, które nakazywałyby usunięcie WIBORu z umowy bądź eliminację całej umowy z obrotu prawnego. Na ponad 220 wyroków, których charakter wciąż jest nieprawomocny, tylko niewielki procent uznaje roszczenia konsumentów. Przykładami spraw, w których sądy podzieliły argumentację kredytobiorców, są I C 383/24, rozsądzona przez Sąd Okręgowy w Jeleniej Górze (gdzie doszło do odwiborowania umowy, zawartej przez powodów z Pekao S.A.), i I C 207/25, która toczyła się przed Sądem Okrętowym w Olsztynie (tu również doszło do usunięcia z umowy wskaźnika WIBOR). W tych nielicznych przypadkach sądowych porażek banki składają oczywiście apelacje, co często podkreślają w mediach.

Logika podpowiada zatem, że zapał kredytobiorców złotowych do składania powództw wkrótce się wypali. Paradoksalnie, na tym nieprzyjemnym doświadczeniu banki mogłyby nawet skorzystać. Masowe przegrane kredytobiorców po pierwsze podważyłyby ich zaufanie do kancelarii prawnych, i to bez jakiejkolwiek medialnej ingerencji banków, strony rządowej czy środowiska dziennikarskiego. Po drugie, taki obrót sytuacji zniechęciłby konsumentów do wysuwania podobnych roszczeń w przyszłości, także w odniesieniu do innych produktów bankowych, może poza hipotekami frankowymi, bo tam sytuacja orzecznicza jest jasna i w pełni korzystna dla klientów sektora.

Czemu więc banki tak bardzo zabiegają o to, by przeciętny złotówkowicz już dziś uwierzył, że nie ma po co iść do sądu ze swoją umową? Czy rzeczywiście bankowcy tak bardzo przejęli się finansowym losem swoich klientów i tym, że będą oni musieli ponieść wysokie koszty przegrywanych spraw sądowych? A może chodzi o coś zupełnie innego?

Odpowiedzi na to pytanie należy szukać w… sprawach „o WIBOR”, które zostały skierowane do TSUE, a następnie bardzo szybko zniknęły z unijnej wokandy.

Banki nie chcą, by TSUE zajął się kwestią braku instytucjonalnego nadzoru nad administratorem WIBORu

Choć prawdą jest, że banki, jak na razie, wygrywają sprawy zakładane przez posiadaczy hipotek złotowych, to nie można zapominać, że w niektórych sporach z tej kategorii strony osiągają porozumienie. Trudno bowiem inaczej wytłumaczyć fakt, że dana sprawa, zarejestrowana przed TSUE, niedługo potem zostaje wykreślona przez prezesa Trybunału, jak właśnie tym, że w krajowym sądzie zakończył się spór, który jej dotyczył. Tak było między innymi w sprawie C-243/25, skierowanej do TSUE postanowieniem datowanym na 3 stycznia 2025 roku. Pytania wpłynęły do Trybunału 28 marca 2025 roku, natomiast 13 października 2025 roku sprawa została wykreślona.

W tym konkretnym aspekcie łatwo można dostrzec podobieństwa pomiędzy sprawami frankowymi a tymi o WIBOR – w przypadku niektórych zagadnień frankowych banki w podobny sposób dążą do zakończenia unijnych postępowań przed wydaniem wyroku. Tak było między innymi w przypadku sprawy C-259/25, zainicjowanej pytaniem prejudycjalnym zadanym przez sędziego Michała Maja, orzekającego w warszawskim wydziale frankowym. Postanowienie o zadaniu pytań datowane jest na 3 kwietnia 2025 roku, natomiast wykreślenie sprawy z Trybunału nastąpiło 17 listopada. Sędzia we wniosku prejudycjalnym pytał o kwestie związane z przedawnieniem roszczeń banku o zwrot użyczonego konsumentowi kapitału.

Jeśli prześledzimy, czego dotyczą „wiborowe” pytania, nad którymi TSUE już się nie pochyli, szybko zrozumiemy, z jakich kwestii bankowcy nie chcą tłumaczyć się unijnym sędziom. W pytaniu pierwszym, skierowanym przez sąd w sprawie C-243/25, chodzi o to, czy podstawą do uznania warunku umownego za nieuczciwy może być już sam fakt, że w zakresie zmiennego oprocentowania zawiera on odesłanie do wskaźnika referencyjnego kształtowanego przez podmiot trzeci, który w dacie zawarcia umowy nie podlegał odpowiedniemu nadzorowi instytucjonalnemu. W pytaniu drugim sąd poprosił TSUE o zajęcie stanowiska w kwestii obowiązków informacyjnych banku, a konkretnie tego, czy jest on zobowiązany zaznajomić konsumenta z potencjalnym ryzykiem ekonomicznym generowanym przez brak regulacji krajowych w zakresie nadzoru nad podmiotem trzecim kształtującym wysokość wskaźnika referencyjnego, mającego wpływ na wysokość świadczenia tego konsumenta.

Wygląda więc na to, że banki obawiają się, iż punktem zaczepienia prawników w sprawach o WIBOR stanie się w przyszłości fakt, że aż do grudnia 2020 roku administrator wskaźnika, GPW Benchmark, nie miał oficjalnej zgody Komisji Nadzoru Finansowego na opracowywanie kluczowych wskaźników referencyjnych. Sektor bankowy broni się przed zarzutami kancelarii tym, że wcześniej administrator opracowywał stawkę na mocy przepisu przejściowego BMR. Najwyraźniej strona bankowa nie pokłada wielkich nadziei w tej argumentacji, skoro jej przedstawiciele panicznie reagują na podobne pytania zadawane Trybunałowi.

Oczywiście trudno się temu dziwić: łączny koszt do poniesienia przez sektor bankowy w przypadku unieważnienia wszystkich umów, tych hipotecznych i tych gotówkowych, opartych o WIBOR, byłby kilkukrotnie wyższy niż w sporach frankowych. Z raportu sporządzonego przez zespół roboczy, składający się z naukowców Uniwersytetu Łódzkiego („Kwestionowanie wskaźnika WIBOR – konsekwencje dla gospodarki”) wynika, że w takim negatywnym dla banków scenariuszu z sektora wyparowałoby ponad 400 mld zł.

Trudno nawet przewidywać, jakie byłyby skutki tej „opcji atomowej” – przypomnijmy, że przed masowym wchodzeniem w programy naprawcze w wyniku ukształtowania się prokonsumenckiej linii orzeczniczej dla spraw frankowych, przedstawicieli sektora uchronił wzrost w Polsce stóp procentowych. W wyniku cyklu podwyżek kosztu pieniądza radykalnie wzrósł wskaźnik WIBOR, a wraz z nim zarobek na hipotekach złotowych. Jak na ironię to, co wtedy ocaliło banki przed czarnym scenariuszem, w największym stopniu zmotywowało złotówkowiczów do doszukiwania się elementu abuzywności w klauzulach zmiennego oprocentowania.

Eksperci z EKF ukończyli prace nad modelowym wzorcem umowy. Komu ma służyć nowa umowa?

Elementem bankowej strategii, obmierzonej na przekonanie społeczeństwa do tego, że pozwy o WIBOR wynikają z braku wiedzy klienta, a nie z faktycznej abuzywności wskaźnika, są prace nad wystandaryzowaniem modelowej umowy kredytowej. Nad takim rozwiązaniem równolegle pracowały dwa różne środowiska. Pierwsze powiązane jest z Europejskim Kongresem Finansowym – wzorzec jest już gotowy i został udostępniony na stronie EKF. Projekt realizowany był przy merytorycznym wsparciu profesora Michała Romanowskiego, renomowanego prawnika, reprezentującego PKO Bank Polski w sprawie C-471/24, dotyczącej WIBORu.

Drugi projekt opracowywany jest przez UOKiK i na razie nie wiadomo, kiedy ujrzy światło dzienne. Na chwilę obecną jest mało prawdopodobne, by stosowanie wzorca stało się obligatoryjne, wiadomo jednak, że duże banki, na czele z PKO Bankiem Polskim, są zainteresowane wdrożeniem nowego standardu. Należy oczekiwać, że konkurencja uczyni to samo, chociażby w obawie przed porównywaniem swoich wzorców z tym, co znalazło się w umowie modelowej, a przede wszystkim kierowana chęcią zmarginalizowania potencjalnego ryzyka prawnego generowanego przez nowo oferowane produkty.

Oczywiście wdrożenie takiego nowego standardu, wyznaczonego modelową umową kredytu hipotecznego, nie wpłynie na ryzyka związane z już wykonywanymi kontraktami. Sąd interesuje bowiem stan prawny (i treść umowy) na dzień zawarcia zobowiązania – przekonaliśmy się o tym przy okazji spraw frankowych. Banki mogą oczywiście podjąć próby minimalizacji ryzyka, na przykład na drodze refinansowania bądź konsolidacji umów już obecnych w obrocie prawnym. Klient refinansując kredyt, podpisywałby nową umowę, spełniającą restrykcyjne wymogi prawne. Otwarte pozostaje pytanie, czy taka procedura rzeczywiście zamknęłaby kredytobiorcy drogę do dochodzenia roszczeń z tytułu wad w pierwotnej umowie, oczywiście w sytuacji, w której linia orzecznicza krajowych sądów przestałaby sprzyjać bankom.

O modelowej umowie kredytowej, wypracowanej przez EKF, ciepło wypowiadają się między innymi szef Komisji Nadzoru Finansowego, Jacek Jastrzębski, Rzecznik Finansowy Michał Ziemiak i Bartosz Drej z Ministerstwa Finansów. Ich opinie na temat projektu mogliśmy poznać podczas zorganizowanego na początku grudnia Kongresu Bankowości Detalicznej. Najbardziej zastanawia wypowiedź Macieja Szczęsnego, prezesa Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, zacytowana na stronie EKF. Oto fragment, który nas zainteresował:

Z ochrony konsumenta w Polsce utworzyliśmy przemysł (…) bardzo atrakcyjny, o dużej stopie zwrotu. Powinniśmy zastanowić się nad tym, czy rzeczywiście konsument jest beneficjentem podejścia prokonsumenckiego. ”

Wypowiedzi pozostałych przedstawicieli strony publicznej i bankowej były bardziej wyważone. Warto się jednak zastanowić nad tym, czy właśnie w ten sposób eksperci zrzeszeni w EKF postrzegają problem ochrony konsumenta – wyłącznie w kategorii przemysłu, a nie czegoś, co pozwoliłoby rozwinąć się polskiej bankowości i dostosować ją do unijnych standardów. Jeśli celem jest wyłącznie walka ze wspomnianym przemysłem, a nie poprawa jakości usług bankowych, powstaje pytanie, kto faktycznie ma skorzystać na modelowym wzorcu umowy – konsument czy banki.

Najwyraźniej te same obawy mają przedstawiciele organizacji konsumenckich – przykładowo prezes Stowarzyszenia Stop Bankowemu Bezprawiu, cytowany przez Business Insider, wskazuje, że projekt nie odnosi się do kwestii poprawy warunków ekonomicznych w udzielanych kredytach. Stowarzyszenie składało m.in. postulat zmiany procedury sprzedażowej kredytów hipotecznych – chodzi o to, by zapobiec tzw. misselingowi, czyli wprowadzaniu konsumenta w błąd i oferowaniu mu produktu, który nie odpowiada jego potrzebom, sytuacji, a także jest nieadekwatny do stanu jego wiedzy.

Sztuczna inteligencja przeanalizuje umowę złotową pod kątem klauzul abuzywnych. Wyniki tej analizy skontroluje prawnik

Ogólnopolski spór „o WIBOR” trwa już kilka lat, ale dopiero 12 lutego 2026 roku strony tego konfliktu przekonają się, ile, zdaniem TSUE, warta jest ich argumentacja. Oczywiście nie będzie to koniec wiborowej sagi: ponieważ złotówkowicze nie zwalniają tempa i składają kolejne pozwy (z nieoficjalnych danych wynika, że miesięcznie przybywa w sądach ok. 100 spraw tego typu), do TSUE trafiać będą następne pytania prejudycjalne. To właśnie dlatego banki nie chcą czekać na to, aż kredytobiorcom zbrzydnie procesowanie się – wolą działać już teraz, po to, by spór nie wymknął się poza krajową scenę.

Będzie to dla bankowców spore wyzwanie, zważywszy, że wstępne skontrolowanie umowy kredytu złotowego pod kątem klauzul abuzywnych staje się coraz prostsze. Obecnie można to zrobić w kilka chwil, za darmo i bez wychodzenia z domu, na przykład dzięki stronie wiboromat.com. Wiboromat jest narzędziem udostępnionym przez Kancelarię Sosnowski Adwokaci i Radcowie Prawni, umożliwiającym szybką analizę umowy z użyciem sztucznej inteligencji. Po wstępnej analizie wynik zostanie zweryfikowany przez prawnika. W ciągu 24-48h kredytobiorca może więc zyskać dostęp do pełnej wiedzy na temat słabych punktów swojej umowy, a także dowiedzieć się, ile by zyskał na „odwiborowaniu” kredytu.

Warto wspomnieć, że ta kancelaria ma już pierwsze sukcesy w procesach złotowych przeciwko bankom – w sprawie I C 1283/24, zakończonej 20 listopada 2025 roku, jej prawnikom udało się doprowadzić do unieważnienia umowy opartej o WIBOR przed Sądem Okręgowym w Bielsku-Białej. Sprawa trwała 17 miesięcy, a korzyść kredytobiorców z tego wyroku to 234 tys. zł. Orzeczenie jest nieprawomocne.

PODSUMOWANIE:

Narracja banków, według której pozwy o WIBOR są napędzane wyłącznie marketingiem kancelarii i brakiem wiedzy klientów, ma coraz więcej słabych punktów. Jeśli banki mają rację, to dlaczego z taką desperacją dążą do zablokowania spraw o WIBOR, które wpływają do Trybunału Sprawiedliwości UE? I czemu ma służyć modelowy wzorzec umowy, skoro nie zawiera rozwiązań, które czyniłyby proces zaciągania kredytu bardziej przyjaznym dla klienta?

Wiele wskazuje, że banki mają poważne wątpliwości co do tego, czy uda im się przekonać TSUE (a także krajowe sądy), że umowy złotowe były zawierane w sposób nienaruszający interesów konsumenta. Tu już nie chodzi o to, czy WIBOR był wyznaczany w sposób prawidłowy i bez prób wpływania na jego wysokość. Zmieniła się oś całego sporu – obecnie są nią obowiązki informacyjne banku względem konsumenta, w tym to, czy bank powinien był wyjaśnić klientowi, że stawka aż do grudnia 2020 roku była zarządzana przez podmiot trzeci, nad którym nie był sprawowany instytucjonalny nadzór.

W chwili obecnej jest zdecydowanie zbyt wcześnie, by przesądzać o tym, kto ma rację w tym sporze – 12 lutego 2026 roku, czyli za niespełna półtora miesiąca, strony procesów o klauzule zmiennego oprocentowania dowiedzą się, co w sprawie obowiązków informacyjnych ma do powiedzenia TSUE. Wątpliwe, by była to ostatnia sprawa dotycząca hipotek złotowych, nad którą pochyli się unijny skład sędziowski. Krajowi orzecznicy wyrobili sobie nawyk wysyłania pytań prejudycjalnych do Luksemburga, ilekroć na ich biurka trafiają sprawy bez precedensu, za to o ogromnym systemowym znaczeniu. Tak było z frankami, tak jest już w sprawach o SKD, i trudno oczekiwać, by inaczej to wyglądało w przypadku postępowań, w których gra toczy się o eliminację wskaźnika referencyjnego z umowy.

 

FrankNews
FrankNews
FrankNews.pl to portal informacyjny poświęcony tematyce rynku kredytowego oraz sporów konsumentów z bankami. Redakcja serwisu od 2014 roku śledzi rozwój orzecznictwa sądowego, zmiany w przepisach prawa oraz zjawiska wpływające na sytuację kredytobiorców w Polsce. Doświadczenia zebrane przy tworzeniu materiałów publikowanych wcześniej w mediach i portalach internetowych stały się podstawą do uruchomienia w 2020 roku serwisu FrankNews.pl — miejsca, w którym informacje dotyczące tej tematyki są gromadzone i prezentowane w formie bieżących wiadomości oraz analiz. Materiały publikowane na FrankNews.pl nie stanowią porady prawnej ani finansowej. Treści odzwierciedlają stanowisko ich autorów i służą przedstawieniu faktów, orzeczeń oraz kontekstu opisywanych wydarzeń. Materiały zamieszczone w serwisie Franknews.pl nie są substytutem dla profesjonalnych porad prawnych. Franknews.pl nie poleca ani nie popiera żadnych konkretnych procedur, opinii lub innych informacji zawartych w serwisie. Zamieszczone materiały są subiektywnymi wypowiedziami autorów.

Related Articles

Najnowsze