Kredyty w euro jak franki. PKO BP rusza z ugodami — kto podpisze najwcześniej, dostanie najmniej?

Czas czytania: 8 minut

Jeszcze niedawno banki nie chciały słyszeć o ugodach z eurowiczami i wmawiały polskim kredytobiorcom, że umowy frankowe znacząco różnią się od tych powiązanych z kursem innych walut obcych. Niestety dla sektora, sądy nie dały wiary tym tłumaczeniom i masowo unieważniają umowy eurowiczów, co zmusiło bankowców do zmiany strategii. Obecnie niektóre banki nie czekają nawet, aż kredytobiorca zażąda wydania duplikatu umowy bądź historii spłaty kredytu, i same proponują mediacje ugodowe. Strategia wydaje się absurdalna jedynie na pozór. W rzeczywistości to bardzo mądry ruch bankowców, obmierzony na określone efekty. W tekście wyjaśniamy, jakie, a także ujawniamy, który bank wychodzi przed szereg i namawia klientów na negocjacje ugodowe na etapie, w którym ci klienci nie zgłosili jakichkolwiek pretensji pod adresem spłacanych zobowiązań.

Z tekstu dowiesz się:

  • Dlaczego banki coraz częściej proponują eurowiczom ugody i na ile warunki tych ugód są elastyczne

  • Co powinien zrobić kredytobiorca po otrzymaniu od banku propozycji otwarcia mediacji bądź zawarcia ugody/aneksu do umowy w euro

  • Czy warto pozwać bank o nieważność i zapłatę, mimo otrzymania propozycji ugodowej

  • Jakie wyroki już teraz zapadają przeciwko bankom w sprawach, w których osią sporu są umowy powiązane z kursem euro.

Największy bank w Polsce nie czeka na pozew o kredyt w euro, tylko sam proponuje mediacje. Eurowiczów czeka przełom?

„Zakończ kredyt w EUR” – planszę z taką informacją widzą kredytobiorcy z banku PKO BP po zalogowaniu się do panelu klienta. Zdezorientowani, szukają w sieci jakichkolwiek wskazówek, jak zareagować na taki komunikat i czego bank tak właściwie od nich chce. Bank, poprzez platformę iPKO, komunikuje się z klientem językiem korzyści: kusi zamknięciem kredytu po zawarciu ugody, podając potencjalną kwotę nadpłaty, którą klient może wówczas odzyskać.

Na wypadek gdyby ta kwota nie zrobiła na kliencie odpowiedniego wrażenia, bank dodaje, że może ona zostać podwyższona w trakcie bezpłatnych mediacji, z których można się wycofać w dowolnym momencie. Następnie przechodzi do zwrotu „call to action”, podpowiadając klientowi, by złożył wniosek o mediacje. Klient może to zrobić online, korzystając z dużego, niebieskiego przycisku, lub przejść się do oddziału i tam dopełnić formalności.

W tym miejscu warto wspomnieć, że choć treść komunikatu wyświetlającego się eurowiczom w iPKO jest zawsze taka sama, to proponowane kwoty do zwrotu różnią się w zależności od indywidualnego przypadku klienta. Jak bank wylicza te kwoty? Doświadczone kancelarie prawne, do których klienci PKO BP zwracają się z prośbą o poradę w sprawie mediacji, tłumaczą, że bank, wychodząc z propozycją ugody, przelicza kredyt tak, jakby od początku był on zawarty w złotówkach i oparty o wskaźnik referencyjny WIBOR.

W konsekwencji jedno ryzyko (związane ze zmiennym kursem euro) jest zamieniane na drugie (wynikające ze zmienności WIBORu). Podkreślenia wymaga, że kwoty proponowane konsumentowi zupełnie nie korespondują z tymi, które miałby do odzyskania na drodze unieważnienia umowy – są zaledwie ułamkiem korzyści czekających na kredytobiorcę w sądzie. Jedną z przyczyn jest to, że oszczędność wynikająca z eliminacji ryzyka kursowego jest niwelowana dużo wyższym oprocentowaniem (kredyty w euro są oprocentowane znacznie korzystniejszą stawką EURIBOR).

Jeszcze raz podkreślamy, że już w komunikacie wyświetlanym kredytobiorcom w panelu iPKO bank jasno zaznacza, że przedstawiona propozycja podlega negocjacjom, co jasno świadczy o tym, że podmiot jest otwarty na indywidualne rozmowy z klientami. Cel jest oczywisty. Chodzi o to, by klient nawiązał kontakt w sprawie porozumienia, a w toku negocjacji bank zorientuje się w tym, jak dobrze eurowicz zna swoje prawa i ile wie o możliwości sądowego podważenia klauzul przeliczeniowych. Ci, którzy przyjdą na mediacje z doświadczonym adwokatem, wyspecjalizowanym w sprawach przeciwko bankom, będą mieć dużo większe szanse na zawarcie sensownego porozumienia, niż ci, którzy stawią się na takie spotkanie sami, w dodatku „nieuzbrojeni” w podstawową wiedzę o wadliwości eurowych umów.

Dlaczego PKO Bank Polski proponuje ugody eurowiczom?

Posiadacze kredytów w euro doskonale zdają sobie sprawę z tego, że jeszcze całkiem niedawno nie mieli wielkich szans na negocjowanie z bankiem ugody na zasadach takich, jak frankowicze. W mediach rozpowszechniono pogląd, zgodnie z którym umowy w euro nie są tak łatwe do sądowego podważenia jak te frankowe. Bankowcy podpierają tę narrację tym, że kurs euro nie zmienił się tak drastycznie jak kurs franka szwajcarskiego. Dodają przy tym, że obecnie relacja euro do złotówki jest na tyle korzystna dla polskich klientów, że kwestionowanie tych umów jest po prostu nieopłacalne – nawet jeśli klient pójdzie do sądu i wygra proces, to nie odzyska od banku tak dużych kwot, jak w przypadku unieważnienia umowy frankowej. To perspektywa sektora bankowego. A jak jest naprawdę?

O tym najlepiej świadczą liczby, ujęte w raporcie kwartalnym PKO BP. Otóż do końca I kwartału 2026 roku PKO Bank Polski utworzył rezerwy na poczet sporów o kredyty w euro w kwocie przekraczającej 1,5 mld zł. Dodajmy do tego, że cały portfel tych kredytów był w tym czasie wart nieco ponad 1,2 mld zł brutto. Krótko mówiąc, wartość aktywnego portfela tych kredytów jest w PKO BP niższa niż wartość utworzonych rezerw na ryzyko prawne. Bank jednocześnie zdaje sobie sprawę z niemal zerowych szans na wygranie sprawy sądowej. Co więc robi? Próbuje się z klientami godzić jeszcze na etapie przedprocesowym, nierzadko wówczas, gdy kredyt wciąż jest spłacany bez zastrzeżeń.

PKO BP to bank w bardzo dobrej kondycji finansowej, który stać na szybkie domknięcie sporów o kredyty w euro, nim te się na dobre rozkręcą. Z perspektywy banku lepiej jest zaproponować niezorientowanemu w temacie klientowi zwrot kilkunastu czy kilkudziesięciu tysięcy złotych tytułem ugody, niż czekać, aż ów klient pozna swoje prawa, skontaktuje się z dobrą kancelarią i postanowi zawalczyć o nieważność całej umowy, powodując, że koszt ostatecznego rozliczenia będzie wielokrotnie wyższy.

Podejście PKO Banku Polskiego należy więc ocenić jako bardzo rozsądne, oczywiście z perspektywy samego podmiotu, bo klient może, i wręcz powinien, oczekiwać dla siebie lepszych warunków ugodowych niż te, które są proponowane przez bank w komunikacie.

Dlaczego? Ponieważ, zgodnie z ugruntowanym dorobkiem orzeczniczym polskich sądów, a także dotychczasowym orzecznictwem TSUE, pomiędzy umowami powiązanymi z kursem CHF a tymi waloryzowanymi kursem innej waluty obcej (np. euro, jena japońskiego czy dolara amerykańskiego) nie występują istotne różnice, usprawiedliwiające traktowanie tych umów w zupełnie różny sposób. Przeciwnie. Dla sądu nie ma znaczenia, czy kurs waluty waloryzacji wzrósł, a ryzyko się zmaterializowało. Istotne jest to, jakie klauzule bank wprowadził do umowy z konsumentem i jaką przewagę mu to dawało.

W tym kontekście pomiędzy umowami frankowymi i tymi w euro można właściwie postawić znak równości. Co za tym idzie, eurowicze wygrywają dziś w sądach dokładnie tak samo jak frankowicze. Co więcej, banki zaczynają powielać w tych sprawach swoją strategię z postępowań frankowych: coraz częściej odstępują od składania apelacji, bo wiedzą, że te znacząco podniosą koszt rozliczeń (z uwagi na odsetki ustawowe za opóźnienie), ale nie zmienią samego wyroku.

Dokładne analizy i ważne informacje dla kredytobiorców.
Śledź nasze profile, aby wzmocnić ich widoczność i być na bieżąco:

 

Informacja dla klientów innych banków niż PKO BP: jak zachęcić kredytodawcę do wysłania oferty ugodowej?

Z posiadanych przez nas informacji jasno wynika, że nie tylko bank PKO BP chętnie zawrze z eurowiczem ugodę na etapie przedprocesowym, nierzadko jeszcze zanim taki kredytobiorca złoży nawet reklamację na zawarte w umowie klauzule przeliczeniowe. W wielu przypadkach czynnością aktywującą bank w przedmiocie ugody jest… wystąpienie o duplikat umowy kredytowej bądź o historię spłaty kredytu. Zdarza się, że powód, dla którego klient wnioskuje o wydanie tej dokumentacji jest zupełnie „niewinny” i wynika po prostu z tego, że pierwotny druk został zagubiony. Niektóre banki po otrzymaniu dyspozycji złożonej przez klienta niemal natychmiast kontaktują się celem zawarcia porozumienia.

W części przypadków klient, zupełnie niezorientowany w tym, że jego umowa jest abuzywna i możliwa do sądowego unieważnienia, nie rozumie w ogóle, dlaczego pracownik banku w rozmowie telefonicznej bądź w korespondencji mailowej proponuje natychmiastowe umorzenie części lub nawet całości salda w zamian za podpisanie ugody. Dopiero lektura dostępnych w Internecie informacji dostarcza mu wiedzy o naruszeniach, których dopuścił się bank, wprowadzając taką umowę do obrotu prawnego.

Co zrobić, gdy bank proponuje ugodę lub mediacje?

Przejdźmy do najważniejszego, czyli do tego, jak powinien zachować się kredytobiorca po otrzymaniu od banku propozycji zawarcia ugody bądź przystąpienia do bezpłatnych mediacji. Kluczową sprawą jest zachowanie spokoju i niepodejmowanie jakichkolwiek pochopnych decyzji. Część klientów, po zapoznaniu się z komunikatem banku, wierzy w to, że oferta przedstawiona przez podmiot jest ograniczona czasowo, a zatem wymaga niemal natychmiastowej odpowiedzi. Tak oczywiście nie jest.

W przypadku umów w euro, tak jak i tych frankowych, to bank jest tą stroną zobowiązania, której bardziej zależy na podpisaniu porozumienia. Powodem są nie tylko nieubłagane dla sektora statystyki orzecznicze, coraz lepsza dynamika postępowań przeciwko bankom i prokonsumenckie podejście sądów do rozliczeń nieważnych umów, ale również to, że umowy, które dotąd były spłacane bez żadnych zastrzeżeń, nie są dla banków pewnym źródłem dochodu, a coraz częściej są postrzegane jako bomba z opóźnionym zapłonem.

Kredytobiorca ma aż 6 lat na wysunięcie swoich roszczeń, licząc od momentu, w którym dowiedział się o abuzywności umowy. Możemy przyjąć, że tę wiedzę pozyskał w momencie, w którym bank go o tym fakcie poinformował, proponując porozumienie. Oznacza to, że umowy w euro mogą generować dla banków ryzyko nawet do końca 2032 roku. Najpewniejszym sposobem na jego eliminację stają się więc dobrowolne ugody i aneksy, na mocy których kredytobiorca zrzeka się roszczeń w zamian za wyzerowanie salda i zwrot nadpłaty (czasem po prostu za umorzenie części długu – dotyczy to sytuacji, w których do spłaty wciąż pozostała relatywnie duża kwota).

Skoro już wiemy, że nie ma co się śpieszyć z podpisywaniem ugody czy przystępowaniem do mediacji, powstaje pytanie, jaki powinien być następny krok konsumenta w relacji z bankiem. Jeśli eurowicz dysponuje kompletną dokumentacją kredytową, na tym etapie powinien zlecić jej analizę doświadczonemu prawnikowi – specjaliście od podważania umów bankowych, ze szczególnym wskazaniem na umowy waloryzowane kursem waluty obcej. Analiza tego rodzaju jest zwykle bezpłatna i pozwala kredytobiorcy zrozumieć, ile ma on potencjalnie do odzyskania w sądzie. Dysponując taką wiedzą, kredytobiorca będzie w stanie oszacować, na ile korzystna dla niego jest propozycja banku. Zyska też dane, które mogą się okazać bardzo pomocne w przypadku ewentualnych negocjacji kwoty umorzenia.

W tym miejscu warto się zastanowić, czy takie negocjacje mogą się w ogóle okazać owocne, tzn. skutkować zawarciem porozumienia, którego warunki będą jakkolwiek zbliżone w skutkach do wyroku unieważniającego umowę. Odpowiedź na to pytanie nie jest jednoznaczna i brzmi: to zależy, od szeregu czynników, w tym między innymi od indywidualnej strategii przyjętej przez bank, rodzaju umowy, niepodważalności statusu konsumenta po stronie kredytobiorcy, a także (a może przede wszystkim) od tego, kto reprezentuje eurowicza w rozmowach z bankiem.

A co, jeśli bank nie zgodzi się na warunki ugodowe przedstawione przez klienta?

Środowisko „bankowych” i „frankowych” prawników jest dość wąskie, a liczba toczących się (i zakończonych) spraw spornych jest sześciocyfrowa. Można pokusić się o stwierdzenie, że pełnomocnicy banków, widząc nazwę kancelarii lub nazwisko prawnika kredytobiorcy, są w stanie określić, jak groźnym przeciwnikiem ów kredytobiorca okaże się w sądzie. Chodzi o to, czy na etapie procesowym eurowicz będzie reprezentowany przez eksperta wygrywająego niemal 100 procent spraw, czy przez nowicjusza, który w toku postępowania może popełnić jakieś błędy. Im większa renoma pełnomocnika prawnego, tym większe szanse, że bank potraktuje kredytobiorcę poważnie już na etapie rozmów o ugodzie i zaoferuje naprawdę sensowne warunki porozumienia.

Oczywiście nie ma w tym względzie żelaznej reguły: może się zdarzyć, że bank nie będzie chciał spełnić finansowych oczekiwań kredytobiorcy, a wówczas jedynym sposobem na odzyskanie nienależnie spełnionego świadczenia będzie proces sądowy. Pocieszające jest to, że procesy o kredyty w euro (podobnie jak te frankowe) trwają coraz krócej: w wielu przypadkach wyrok zapada w rok lub dwa od zainicjowania sporu, o czym świadczyć mogą poniższe przykłady, pochodzące z portfolio Kancelarii Sosnowski Adwokaci i Radcowie Prawni:

  • sprawa I C 4892/23, rozsądzona przez Sąd Okręgowy w Szczecinie dnia 21 stycznia 2025 roku, w której powództwo o ustalenie i zapłatę zostało skierowane przeciwko Raiffeisen Bankowi. Przedmiotem sporu była umowa hipoteczna z 2009 roku, która została uznana przez sąd za nieważną. Pozwany bank musi oddać kredytobiorcom kwoty 34 369,94 zł i 41 203,92 euro wraz z odsetkami ustawowymi za opóźnienie, liczonymi od 19 grudnia 2023 roku do dnia zapłaty

  • sprawa I C 355/24, w której wyrok zapadł 22 października 2024 roku przed Sądem Okręgowym w Zamościu. Pozwanym w sprawie był BNP Paribas, a sporna umowa dotyczyła kredytu budowlanego z 2009 roku, zawartego z bankiem BGŻ. Spór o ustalenie i zapłatę zakończył się uznaniem przez sąd roszczeń powoda. BNP Paribas musi oddać klientom kwoty 56 306,37 zł i 27 975,26 euro z odsetkami ustawowymi za opóźnienie, liczonymi od 27 marca 2024 roku do dnia zapłaty

  • sprawa II C 971/23 rozsądzona przez Sąd Okręgowy w Katowicach dnia 31 lipca 2024 roku. Pozwanym w sprawie o ustalenie i zapłatę był Raiffeisen Bank. Powodowie sądzili się z bankiem o umowę kredytu hipotecznego z 2010 roku, którą sąd uznał za nieważną. W konsekwencji bank musi oddać kredytobiorcom kwoty 32 438,20 zł i 29 801,10 euro z odsetkami ustawowymi za opóźnienie, liczonymi od 15 sierpnia 2023 roku do dnia zapłaty.

PODSUMOWANIE:

To już nie te czasy, gdy wynik procesu o nieważność umowy kredytu w euro był jedną wielką niewiadomą. Obecnie pozycja procesowa eurowiczów jest równie dobra, jak kredytobiorców frankowych, a masowe propozycje ugodowe, z którymi występują banki, stanowią tego potwierdzenie.

Eurowicz, który otrzymał od banku ofertę zawarcia ugody bądź udziału w mediacjach, nie powinien się śpieszyć z decyzją. Wręcz przeciwnie, wskazana jest duża ostrożność i zachowanie rozsądku. Kredytobiorca nie musi się obawiać, że oferta banku jest ograniczona czasowo, nawet jeśli podmiot wprost to sugeruje. Orzecznictwo sądów nie robi się coraz korzystniejsze dla banków. Jest dokładnie odwrotnie. Z tego względu bankowcy będą coraz bardziej zdesperowani w kierowanych zachętach do zawarcia ugody, a milczenie kredytobiorcy bądź zwlekanie z decyzją z pewnością nie spowoduje, że bank zrezygnuje z dalszych prób kontaktu w sprawie porozumienia.

Niezależnie od tego, czy kredytobiorca dostrzega sens zawarcia ugody, czy woli procesować się o nieważność umowy, powinien działać przy wsparciu doświadczonego adwokata lub radcy prawnego, który przedstawi mu symulację korzyści dla obu rozwiązań i wyjaśni plusy i minusy każdego z nich.

Negocjując z bankiem ugodę samodzielnie, kredytobiorca naraża się na ryzyko zawarcia porozumienia na niekorzystnych warunkach. Bank nie jest instytucją charytatywną i w swoich działaniach kieruje się przede wszystkim wizją zysku. Jeśli bank zauważy, że jego partnerem w negocjacjach jest osoba nieznająca swoich praw i nieposiadająca wiedzy o stanie aktualnego orzecznictwa, z pewnością wykorzysta tę szansę do podpisania ugody na najlepszych dla siebie warunkach, celem „zalegalizowania” już zaksięgowanego zysku i eliminacji ryzyka z umowy.

 

FrankNews
FrankNews
FrankNews.pl to portal informacyjny poświęcony tematyce rynku kredytowego oraz sporów konsumentów z bankami. Redakcja serwisu od 2014 roku śledzi rozwój orzecznictwa sądowego, zmiany w przepisach prawa oraz zjawiska wpływające na sytuację kredytobiorców w Polsce. Doświadczenia zebrane przy tworzeniu materiałów publikowanych wcześniej w mediach i portalach internetowych stały się podstawą do uruchomienia w 2020 roku serwisu FrankNews.pl — miejsca, w którym informacje dotyczące tej tematyki są gromadzone i prezentowane w formie bieżących wiadomości oraz analiz. Materiały publikowane na FrankNews.pl nie stanowią porady prawnej ani finansowej. Treści odzwierciedlają stanowisko ich autorów i służą przedstawieniu faktów, orzeczeń oraz kontekstu opisywanych wydarzeń. Materiały zamieszczone w serwisie Franknews.pl nie są substytutem dla profesjonalnych porad prawnych. Franknews.pl nie poleca ani nie popiera żadnych konkretnych procedur, opinii lub innych informacji zawartych w serwisie. Zamieszczone materiały są subiektywnymi wypowiedziami autorów.

Related Articles

Najnowsze