Akcja informacyjna banków, obmierzona na zniechęcenie Polaków do kwestionowania umów kredytowych opartych o wskaźnik WIBOR, nabiera tempa. Bankowcy zrzeszeni w ZBP w końcu zorientowali się, że oddawanie marketingu w ręce influencerów nie jest najlepszym pomysłem, dlatego postanowili sięgnąć po opinie ekspertów i oprzeć o nie swój kilkudziesięciostronicowy raport. Z niedawno opublikowanego dokumentu możemy się dowiedzieć, że WIBOR to „gwarancja stabilności polskiej gospodarki”. Prezentowane w raporcie dane nie zawsze są zgodne ze stanem faktycznym, a w kilku miejscach dostrzegliśmy próby manipulacji, które wymagają pilnego sprostowania. Wyręczymy ZBP i zdemaskujemy półprawdy w poniższym tekście.
Z artykułu dowiesz się:
- Jakie informacje można znaleźć w najnowszym raporcie Związku Banków Polskich, poświęconym wskaźnikowi referencyjnemu WIBOR
- Jak banki manipulują danymi dotyczącymi WIBORu i pozwów, które już trafiły przed oblicze polskiego wymiaru sprawiedliwości
- Co, zdaniem ZBP, miała do przekazania Rzeczniczka Generalna TSUE w swojej opinii do sprawy C-471/24
- Ile może kosztować sektor sądowa walka o WIBOR przy założeniu, że procesy będą wygrywane przez kredytobiorców
- Dlaczego w ogóle banki kalkulują, ile mogą stracić na pozwach złotówkowiczów, skoro WIBOR, podobno, jest transparentny, legalny, rzetelny i zgodny z BMR.
ZBP przekonuje Polaków, że WIBOR jest fundamentem stabilności państwa. Najnowszy raport bankowców zawiera wiele przekłamań
Na początku lutego 2026 roku Związek Banków Polskich upublicznił raport w całości poświęcony wskaźnikowi referencyjnemu WIBOR, wyjaśniający między innymi, jak ów wskaźnik powstaje, w jakich produktach znajduje zastosowanie, a także jaki jest jego wpływ na gospodarkę. Ponadto, w dokumencie zgromadzono dwadzieścia opinii eksperckich, z których możemy dowiedzieć się m.in., jak strategicznie istotny dla polskiej gospodarki jest ów wskaźnik i jak katastrofalne byłyby skutki jego masowego podważania w sądach.
Data wypuszczenia raportu wydaje się być nieprzypadkowa: w czwartek, 12 lutego br. Trybunał Sprawiedliwości UE ma wydać wyrok w pierwszej sprawie o WIBOR, której nadano sygnaturę C-471/24. Pięć miesięcy wcześniej, 11 września 2025 roku, Rzeczniczka Generalna TSUE zaprezentowała swoją opinię do tej sprawy, z której jasno wynika, że sądy krajowe powinny mieć możliwość kontrolowania klauzul „wiborowych” pod kątem abuzywności w sytuacji, w której klauzule te nie spełniają wymogu przejrzystości.
Aby sąd mógł uznać klauzulę za przejrzystą, konsument musiałby zostać poinformowany przez bank o tym, jak nazywa się wskaźnik referencyjny zastosowany w jego umowie, kto tym wskaźnikiem administruje, a także jakie są potencjalne konsekwencje stosowania tego wskaźnika po stronie konsumenta. Co ważne, bank jest zobligowany do przekazania konsumentowi powyższych informacji w sposób jasny, zrozumiały, pozwalający oszacować całkowity koszt kredytu.
Oczekiwania są takie, że wyrok TSUE będzie zbliżony do opinii Rzeczniczki Generalnej. Co ciekawe, taki pogląd reprezentują nie tylko pełnomocnicy kredytobiorców, ale również same banki. Potwierdzenie tego znajdziemy w informacji prasowej opublikowanej 10 lutego w serwisie PAP: wiceprezes mBanku przyznał, że najbardziej prawdopodobny scenariusz to taki, w którym TSUE dopuszcza możliwość badania klauzul zmiennego oprocentowania, sprzeciwiając się przy tym poddawaniu kontroli wskaźnika WIBOR.
Co na temat opinii Rzeczniczki Generalnej pisze Związek Banków Polskich w swoim raporcie? Znajdziemy tam między innymi następujące zdanie:
„Rzecznik TSUE potwierdził prawidłowość wyznaczania WIBOR-u. Poruszył też kwestię obowiązków informacyjnych, które banki realizowały w sposób prawidłowy”
Trudno się zgodzić z taką interpretacją opinii Rzeczniczki. Zacząć należy od tego, że przedmiotem pytań prejudycjalnych zadanych Trybunałowi nie jest to, czy WIBOR jest wyznaczany w prawidłowy sposób. Sposób konstrukcji drugiego zacytowanego zdania może wprowadzić czytelników w błąd i utwierdzić ich w fałszywym przekonaniu, że wysoka rangą urzędniczka Trybunału potwierdziła, że banki realizowały ciążące na nich obowiązki informacyjne w sposób prawidłowy. Tymczasem opinia RG nie zawiera ani potwierdzenia prawidłowości wyznaczania wskaźnika, ani jakiejkolwiek oceny działań informacyjnych banków. Rzeczniczka zostawia dokonanie tej ostatniej oceny krajowym sądom.
Rzetelność i legalność WIBORu: oczekiwania vs. rzeczywistość
Już na pierwszych stronach raportu Związek Banków Polskich przypisuje kluczowemu wskaźnikowi szereg cech i właściwości, z którymi nie do końca możemy się zgodzić. Wg autorów dokumentu WIBOR funkcjonuje „w silnie sformalizowanym i nadzorowanym środowisku”, a „administrator wskaźnika działa na podstawie zezwolenia KNF i podlega bieżącemu nadzorowi”, co ma zapewne przekonać czytelnika, że wskaźnik jest w stanie się oprzeć wszelkim próbom manipulacji. A jakie są fakty na temat tego sformalizowanego i nadzorowanego środowiska?
- WIBOR funkcjonuje w polskim systemie finansowym od 1991 roku i przez wiele lat był zarządzany przez podmioty prywatne, w tym przez Stowarzyszenie ACI Polska, które administrowało wskaźnikiem do 29 czerwca 2017 roku. Następnie administrację wskaźnikiem przejęła spółka GPW Benchmark, związana z Giełdą Papierów Wartościowych
- dopiero od 1 stycznia 2018 roku WIBOR musi spełniać rygorystyczne wymogi zawarte w unijnym rozporządzeniu BMR, na które powołują się banki, twierdzące, że ów wskaźnik nie może być nieuczciwy, ponieważ wprost wynika z przywołanego dokumentu
- mimo że GPW Benchmark administruje WIBORem od końca czerwca 2017 roku, dopiero 16 grudnia 2020 roku Komisja Nadzoru Finansowego wydała spółce oficjalne zezwolenie na administrowanie wskaźnikiem
- jak przyznała KNF w piśmie stanowiącym odpowiedź na pytanie jednego ze znanych „frankowych” adwokatów, mec. Marcina Lizurka, przed 16 grudnia 2020 roku działalność prowadzona przez administratora w zakresie opracowywania wskaźnika „nie podlegała nadzorowi publicznemu wynikającemu z przepisów powszechnie obowiązującego prawa”
- gdy urzędnicy Najwyższej Izby Kontroli próbowali przeprowadzić kontrolę w siedzibie spółki GPW Benchmark, nie zostali wpuszczeni do budynku, co było wówczas tłumaczone tym, że spółka nie podlega nadzorowi tej instytucji. W 2024 roku NIK opublikowała na swojej stronie komunikat dotyczący kontroli, której przedmiotem było wdrożenie rozporządzenia BMR. Z oceny NIK wynika, że nadzór sprawowany nad administratorem przez Komisję Nadzoru Finansowego odbywał się głównie „zza biurka”, a urząd nie wykorzystywał wszystkich przyznanych mu uprawnień.
Dalej z raportu Związku Banków Polskich poświęconego WIBORowi możemy się dowiedzieć, że „zasady jego wyznaczania, publikacji i nadzoru są jawne i dostępne dla uczestników rynku”. I znów, ile w tym prawdy? Wystarczy zapoznać się z artykułem opublikowanym 22 lipca 2025 roku w serwisie prawo.pl. Już sam tytuł bardzo wiele mówi nam o jawności informacji dotyczących wskaźnika, brzmi bowiem „Sąd każe ujawnić kulisy wskaźnika WIBOR”. Z treści możemy się dowiedzieć, że ani GPW Benchmark, ani Giełda Papierów Wartościowych nie są chętne do udzielania informacji na temat sposobu organizacji fixingu stawek WIBOR, do tego stopnia, że w sprawie musiał interweniować Wojewódzki Sąd Administracyjny.
Bankowcy nie wiedzą, w ilu sprawach o WIBOR uczestniczą. A może po prostu nie chcą tego przyznać?
Teraz pora na kilka interesujących liczb i kwot związanych z WIBORem. Tu również nie wszystkie się zgadzają, o czym więcej za chwilę. Z raportu możemy się dowiedzieć, że:
- portfel aktywów powiązanych z WIBORem był wart w 2024 roku 1074,2 mld zł, zaś wartość kredytów indeksowanych do WIBORu w 2024 roku to 654 mld zł
- łączny koszt sektora bankowego z tytułu unieważnienia umów opartych o WIBOR to, w najbardziej skrajnym scenariuszu, 480 mld zł (to więcej niż aktualny poziom funduszy własnych banków, szacowany na 320 mld zł)
- na koniec lipca 2025 roku w sądach było 1121 spraw dotyczących WIBORu, a pierwszy pozew miał trafić do sądu jesienią 2022 roku.
I teraz pytanie do naszych drogich Czytelników: które z podanych informacji dalece odbiegają od prawdy? Oczywiście chodzi o dane dotyczące pozwów, a które możemy znaleźć w cytowanej w raporcie opinii należącej do… prezesa ZBP, Tadeusza Białka. Jak wygląda stan faktyczny? W sierpniu 2024 roku o ponad tysiącu spraw przeciwko złotowym kredytom hipotecznym pisał na łamach portalu bank.pl (promującego recenzowany dziś raport) mec. Wojciech Wandzel, jeden z najbardziej rozpoznawalnych „bankowych” prawników.
Ten sam adwokat w grudniu 2025 roku na łamach portalu infor.pl twierdził, że spraw dotyczących WIBOR jest ponad 2 tys. Skoro bankowcy nie są w stanie ustalić spójnej narracji w tak banalnie prostej do zweryfikowania kwestii, to jak można im wierzyć w sprawach, które wymagają pogłębionego researchu, a czasem wręcz wysyłania wniosków o dostęp do informacji publicznej i walki o otrzymanie odpowiedzi w sądach administracyjnych?
Tadeusz Białek myli się również co do daty złożenia pierwszego pozwu o WIBOR – portal Wyborcza.biz rozpisywał się o takim pozwie już w lutym 2022 roku. Miał go złożyć mec. Sebastian Frejowski, ten sam, który jest pełnomocnikiem kredytobiorcy w unijnej sprawie C-471/24.
Opinie ekspertów w raporcie ZBP: co mówią nam o rzeczywistej naturze WIBORu?
Dużą część raportu ZBP stanowią opinię eksperckie, wszystkie na korzyść wskaźnika referencyjnego. Prócz Tadeusza Białka (podającego zaniżone dane dotyczące pozwów i przekonującego odbiorcę, że są one dowodem na to, iż klienci nie dają się „nabierać” na oferty kancelarii wiborowych), wypowiedział się między innymi Paweł Borys, były prezes Polskiego Funduszu Rozwoju, który zawyrokował, że „WIBOR jako podstawa oprocentowania kredytu prawidłowo odzwierciedla koszt finansowania”. Czy wieloletni prezes tak strategicznej instytucji jak PFR może się mylić? Może, co pokazał w przypadku franków. Niedługo przed wydaniem wyroku TSUE w sprawie C-260/18 (Raiffeisen vs. Dziubak) Paweł Borys, w rozmowie z Dziennikiem Gazetą Prawną tak mówił o potencjalnie korzystnym dla kredytobiorców orzeczeniu: „Nagle może się okazać, że duża część sektora bankowego będzie musiała mocno przykręcić kurek z kredytami ze względów kapitałowych. Tym kanałem możemy sobie sprowadzić poważne problemy w gospodarce.”
Jak doskonale wiemy, wyrok Trybunału okazał się dla konsumentów korzystny, podobnie jak kilkanaście kolejnych, co skutkowało masowym i bardzo skutecznym podważaniem umów kredytów frankowych. Sektor bankowy nie musiał przykręcać kurka z kredytami – przeciwnie, w kolejnych latach udzielał ich na masową skalę, a w okresie największej materializacji ryzyka (po tym, jak okazało się, że banki nie mają prawa do wynagrodzenia za bezumowne korzystanie z kapitału) przedstawiciele sektora raportowali rekordowe zyski roczne.
Naszą uwagę zwróciła również wypowiedź ekonomisty i byłego ministra finansów, dr Pawła Wojciechowskiego, którego zdaniem „Ze wszystkich wskaźników, które są możliwe do skonstruowania na polskim rynku, WIBOR jest najlepszy”. Jest to niezwykle osobliwa opinia, wygłoszona w czasie, w którym trwa reforma wskaźników referencyjnych, wskutek której WIBOR ma zostać zastąpiony przez nowy wskaźnik POLSTR. Warto więc zadać retoryczne pytanie: skoro WIBOR jest najlepszy, to jaki będzie ten nowy wskaźnik, i po co w ogóle przeprowadzana jest reforma, skutkiem której obecna stawka ma trwale wypaść z rynku?
Najbardziej neutralny głos w dyskusji należy do przedstawicieli instytucji publicznych – Rzecznika Finansowego i UOKiK. W imieniu urzędu RF wypowiedział się prezes Michał Ziemiak, który stwierdził po prostu, że „WIBOR to nie jest ten sam temat, co kredyty frankowe”. I trudno z tym polemizować, albowiem pomiędzy klauzulami przeliczeniowymi a tymi dotyczącymi zmiennego oprocentowania jest cała masa istotnych różnic.
Równie zachowawczy charakter ma wypowiedź prezesa UOKiK, Tomasza Chróstnego, który dał do zrozumienia, że reprezentowany przez niego urząd nie widzi podstaw do kwestionowania WIBORu, a konkretnie do kwestionowania wskaźnika wyznaczonego zgodnie z BMR. Tu nasuwa się pytanie, czy aby na pewno WIBOR był wyznaczany zgodnie z unijnym rozporządzeniem – co do tego, naszym zdaniem, nie można mieć absolutnej pewności, ale doskonale rozumiemy, że prezesowi UOKiK nie wypada wypowiadać się w bardziej sensacyjnym tonie.
Czego zabrakło w raporcie ZBP na temat WIBORu?
Niestety w raporcie nie znalazło się dość miejsca na wypowiedź choćby jednego eksperta reprezentującego przeciwną stronę barykady. Z dokumentu nie dowiemy się zatem, jakie są argumenty pełnomocników prawnych środowiska konsumenckiego. Recenzowany raport w dużej części stanowi powielenie bankowej argumentacji kolportowanej w mediach w minionych miesiącach i latach. Różnica polega na tym, że informacje te zostały podane w bardziej przystępnej formie – prostym, jasnym językiem, bez specjalistycznego żargonu, którego – jak pokazuje przykład umów hipotek złotowych i frankowych – przeciętny konsument po prostu nie rozumie.
Twórcy raportu nie podjęli próby rozprawienia się z największymi kontrowersjami wokół WIBORu – to naszym zdaniem najsłabszy element tego dokumentu. Kredytobiorca, w którego ręce trafi ten raport, z dużym prawdopodobieństwem sporo już słyszał o szeregu wątpliwości związanych ze sposobem wyznaczania stawki i nadzorem nad nią.
Dokument, który bazuje na zbiorze opinii, wzbogaconych wybranymi danymi liczbowymi, nie zrobi wrażenia na kimś, kto wcześniej obejrzał kilka „wiborowych” webinarów lub zapoznał się z dostępnym na YouTube materiałem przygotowanym przez mec. Radosława Górskiego („Czy banki mówią nam prawdę o WIBORze”). Z tego względu trudno oczekiwać, aby raport ZBP został odebrany przez konsumentów jako poważny głos w dyskusji, rozprawiający się z krążącymi w sieci krytycznymi opiniami na temat WIBORu.
Bankowcy nie wyjaśniają swojemu odbiorcy docelowemu między innymi:
- jak to się dzieje, że choć wskaźnik WIBOR w teorii jest wyznaczany w oparciu o tzw. kaskadę danych (na szczycie której są transakcje z rynku międzybankowego), to w praktyce w wielu okresach stawka wyznaczana była na podstawie kwotowań wiążących, czyli danych o charakterze czysto hipotetycznym
- dlaczego na rynku międzybankowym jest tak mało transakcji i z czego rzeczywiście jest finansowana akcja kredytowa prowadzona przez banki (oraz jak to ma się do twierdzenia, iż WIBOR stanowi odzwierciedlenie ceny pieniądza)
- w jaki sposób (poprzez kwotowania wiążące) banki mogą wpływać na późniejszą faktyczną wysokość stawki WIBOR, od której wprost zależą ich zarobki na kredytach opartych o zmienne oprocentowanie
- dlaczego aż do połowy 2021 roku banki niechętnie udzielały polskim kredytobiorcom hipotek opartych o czasowo stałą stopę i dlaczego dopiero w okolicach 2023 roku (gdy WIBOR był najwyższy od lat) zaczęły proponować kredyty z oprocentowaniem zamrożonym na okres 10 lat.
W raporcie brak rzetelnych danych na temat nieprawomocnych wyroków korzystnych dla kredytobiorców, uzyskiwanego przez kredytobiorców zabezpieczenia roszczeń w sprawach przeciwko klauzulom zmiennego oprocentowania czy zawieszania postępowań do czasu wydania wyroku TSUE, co samo w sobie wskazuje na to, że sądy krajowe mają wątpliwości, jak rozpatrywać spory z tej kategorii.
Autorzy raportu nie informują też o najważniejszym: o tym, że główne zarzuty kredytobiorców są wycelowane nie w sam wskaźnik WIBOR, a w procedury informacyjne banków, które latami unikały rzetelnego, przejrzystego informowania konsumentów o realnych skutkach generowanych przez drastyczny wzrost stóp procentowych, a następnie WIBORu. W efekcie, gdy WIBOR wzrósł o kilka procent, kredytobiorcy byli zdziwieni, że wysokość miesięcznej raty się podwoiła, a relacja spłacanego kapitału do odsetek uległa drastycznej zmianie (przez co zapłata raty mogła niemal pozostać bez wpływu na kapitał pozostały do spłaty).
Kredytobiorcy byli zszokowani tym, jaki wpływ ma WIBOR na wysokość ich zobowiązania, ponieważ nie zostali należycie poinformowani o ryzyku zmiennej stopy procentowej, a nie dlatego, że byli leniwi czy nie dość rozsądni przy zawieraniu umowy. Smutna prawda jest taka, że niewyedukowany klient bardzo długo był bankowcom po prostu na rękę, ponieważ w niemal stu procentach przypadków zdawał się na wiedzę pracowników banku, i zamiast wybierać produkt korzystny dla siebie (kredyt na czasowo stałej stopie), wybierał taki, na którym banki w perspektywie obejmującej kilkadziesiąt lat były w stanie najwięcej zarobić.
Gdyby banki były lojalne wobec swoich klientów, to znacznie wcześniej rozpoczęłyby akcję oferowania kredytów na czasowo stałej stopie – ironia polega na tym, że gdyby tak zrobiły, to prawdopodobnie dziś nie miałyby tylu spraw w sądach, a cała dyskusja o abuzywności klauzul zmiennego oprocentowania byłaby na zupełnie innym etapie.
PODSUMOWANIE:
Raport Związku Banków Polskich trudno oceniać w kategorii rzetelnej analizy: jest to raczej próba zawładnięcia publiczną narracją i usprawiedliwienia przedstawicieli sektora kosztem kancelarii, które przeprowadzają coś na wzór niezamówionego audytu popularnych wzorców umownych. Odbiorca raportu ma wynieść z tej lektury jedno: WIBOR jest niepodważalny, a wszelkie próby jego kwestionowania są z góry skazane na klęskę. Jest tylko jedno ale. Jeśli rzeczywiście jest tak, jak twierdzą banki, tzn. WIBOR jest rzetelny, odporny na manipulacje i odpowiednio uregulowany, to po co ta cała akcja informacyjna? Skoro wskaźnika podważyć się nie da, to konsumenci przekonają się o tym wkrótce w sądach – a w obliczu masowych przegranych sami przestaną kierować kolejne pozwy. Banki uzyskałyby w ten sposób dodatkową korzyść, mianowicie po spektakularnej klęsce argumentacji kancelarii „wiborowych” sektor nie musiałby już przekonywać Polaków, że oferty tych podmiotów należy traktować z dystansem i zachowaniem zasady ograniczonego zaufania.
Sposób, w jaki banki biorą WIBOR w obronę, sam w sobie przeczy zapewnieniom o transparentności wskaźnika. Gdyby przedstawiciele sektora rzeczywiście byli pewni swoich racji, rozpoczęliby publiczną dyskusję na argumenty z reprezentantami strony przeciwnej. Tymczasem ograniczają się do wygłaszania swoich stanowisk, ewentualnie do publikowania pisemnych polemik, unikając dyskusji na żywo, odpowiedzi na niewygodne pytania i konfrontacji z danymi, które nie świadczą ani na korzyść sektora, ani samego wskaźnika referencyjnego.
Celem bankowców nie jest wcale rzeczywiste wyedukowanie klientów, a jedynie zniechęcenie ich do składania kolejnych powództw i wyrobienie w nich nawyku spłacania zobowiązań, bez względu na wszystko (w tym na ryzykowne warunki umowne). Dodatkowo sektor chce zdyskredytować podmioty wyspecjalizowane w świadczeniu pomocy prawnej konsumentom i wywrzeć presję na sądy i instytucje, mające pośredni i bezpośredni wpływ na dalszy przebieg konfliktu o hipoteki złotowe. Bać mają się nie tylko kredytobiorcy, ale i politycy: wszak widmo kryzysu gospodarczego, wywołanego upadłościami w sektorze, mogłoby doprowadzić do rozpadu koalicji i konieczności przeprowadzenia wcześniejszych wyborów – ktokolwiek by nie rządził w momencie materializacji ryzyka. Banki wysyłają rządzącym jasny komunikat – jeśli ci nie pokrzyżują kredytobiorcom planów, to wraz z kapitałami najpotężniejszych spółek finansowych w kraju utoną również marzenia koalicjantów o kolejnej kadencji.
Dziękujemy za lekturę.
Publikujemy najważniejsze i aktualne informacje dla kredytobiorców:
WIBOR, raty, wyroki sądów i praktyczne wskazówki.
Bądź na bieżąco — obserwuj FrankNews:



