Trzy lata — tyle czasu ma bank na pozwanie frankowicza o zwrot kapitału, licząc od dnia, w którym kredytobiorca po raz pierwszy zakwestionował umowę. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej rozstrzygnął 2 lipca 2026 r. jeden z ostatnich wielkich sporów interpretacyjnych w sprawach frankowych. Wyrok w połączonych sprawach C-261/25 i C-262/25 nie jest ani jednoznacznym zwycięstwem konsumentów, ani prezentem dla sektora bankowego. Jest za to czymś, czego w tym sporze brakowało od lat: jasną, jednolitą regułą, od której zależy los roszczeń wartych łącznie miliardy złotych.
Wyrok TSUE z 2 lipca 2026 r. — o co toczył się spór w sprawach C-261/25 i C-262/25
Obie sprawy trafiły do Luksemburga z Sądu Okręgowego w Warszawie, który rozpoznawał pozwy banków przeciwko frankowiczom o zwrot wypłaconego kapitału po upadku umów kredytowych.
W sprawie C-261/25 (Ścierbek) chodziło o kredyt indeksowany do franka szwajcarskiego, zaciągnięty w 2008 r. w GE Money Banku — poprzedniku prawnym Banku BPH — na kwotę stanowiącą równowartość około 460 tys. zł. Kredytobiorcy w 2019 r. złożyli w banku reklamację, wskazując na klauzule niedozwolone, a następnie wystąpili z pozwem o ustalenie nieważności umowy, który wygrali w 2023 r. Bank z własnym powództwem o zwrot kapitału wystartował dopiero w grudniu 2022 r. — ponad trzy lata po otrzymaniu reklamacji. Konsumenci podnieśli więc zarzut przedawnienia. Sprawa C-262/25 (Drózdzik) dotyczyła analogicznego układu: kredytu na ok. 64 tys. CHF z 2006 r., udzielonego przez poprzednika prawnego Raiffeisen Bank International, gdzie konsument pozwał bank w 2020 r., a bank odpowiedział pozwem o kapitał pod koniec 2023 r.
Warszawski sąd zapytał Trybunał, który z trzech możliwych momentów uruchamia bieg przedawnienia roszczenia banku: dzień wypłaty kredytu, dzień wpisu analogicznej klauzuli do rejestru postanowień niedozwolonych UOKiK, czy dzień, w którym konkretny konsument zakwestionował swoją umowę. Stawka była oczywista — przyjęcie pierwszej daty oznaczałoby, że roszczenia banków przedawniły się masowo wiele lat temu, zanim ktokolwiek pomyślał o procesie.
Co dokładnie orzekł Trybunał — bieg przedawnienia od pierwszego zakwestionowania umowy
Trybunał (dziewiąta izba) uznał, że dyrektywa 93/13, Karta praw podstawowych oraz zasady skuteczności, proporcjonalności i pewności prawa nie stoją na przeszkodzie wykładni, zgodnie z którą bieg terminu przedawnienia roszczenia banku o zwrot kapitału rozpoczyna się w dniu, w którym konsument po raz pierwszy zakwestionował wobec przedsiębiorcy wiążący charakter nieuczciwych warunków i zawierającej je umowy.
Logika rozstrzygnięcia jest prosta. Dopóki konsument nie wyrazi woli skorzystania z ochrony przewidzianej w dyrektywie i nie powoła się na nieważność umowy, bank w ogóle nie dysponuje roszczeniem o zwrot kapitału — nie może więc biec termin jego przedawnienia. Z tego samego powodu Trybunał wykluczył datę wpisu klauzuli do rejestru UOKiK: sam wpis dotyczy konkretnych postanowień, ale nie unieważnia żadnej indywidualnej umowy.
Trybunał podkreślił zarazem dwie rzeczy, które warto czytać łącznie. Po pierwsze, po stwierdzeniu nieważności strony zwracają sobie wzajemnie świadczenia, a bankowi przysługuje wyłącznie kapitał z ustawowymi odsetkami za opóźnienie — bez wynagrodzenia za korzystanie z kapitału czy waloryzacji. Po drugie, prawo unijne nie może prowadzić do bezpodstawnego wzbogacenia konsumenta. Innymi słowy: scenariusz „darmowego mieszkania”, w którym kredytobiorca zatrzymuje i nieruchomość, i niezwrócony kapitał, nie znajduje w tym wyroku oparcia — chyba że bank sam, własną opieszałością, doprowadzi do przedawnienia swojego roszczenia i sąd ten zarzut uwzględni.
Sama długość terminu nie budzi już w orzecznictwie kontrowersji. Roszczenie banku o zwrot kapitału jest roszczeniem związanym z prowadzeniem działalności gospodarczej, a dla takich roszczeń art. 118 kodeksu cywilnego przewiduje trzyletni termin przedawnienia — nie standardowy sześcioletni, który dotyczy podmiotów nieprofesjonalnych. Po nowelizacji z 2018 r. termin ten kończy się dodatkowo z ostatnim dniem roku kalendarzowego, więc w praktyce bank ma nieco więcej niż równe trzy lata od zakwestionowania umowy. Dzisiejszy wyrok nie zmienił długości terminu — przesądził jedynie, od kiedy zaczyna on biec.
Czym jest „zakwestionowanie umowy” i dlaczego ten szczegół ma znaczenie
Z sentencji wyroku wynika, że chodzi o pierwsze wyraźne oświadczenie skierowane do banku, z którego wynika, iż konsument podważa związanie nieuczciwymi warunkami i samą umową. W praktyce będzie to najczęściej reklamacja powołująca się na nieważność, przedsądowe wezwanie do zapłaty, zawezwanie do próby ugodowej albo doręczenie bankowi odpisu pozwu.
Tu pojawia się niuans, który już w dniu wyroku dzieli pełnomocników frankowiczów. Uchwała całej Izby Cywilnej Sądu Najwyższego III CZP 25/22 wiązała początek biegu przedawnienia z zakwestionowaniem samych nieuczciwych warunków. TSUE mówi natomiast o zakwestionowaniu warunków „i zawierającej je umowy”. Część prawników ocenia — na gorąco — że to doprecyzowanie może być odczytywane jako wymóg dalej idący: nie wystarczy wytknąć bankowi abuzywności klauzul, trzeba jeszcze podważyć związanie całym kontraktem. Inni wskazują, że w typowej reklamacji frankowej oba elementy i tak występują łącznie, więc praktyczna różnica będzie niewielka.
To nie jest akademicka dyskusja. Kancelarie po obu stronach sporu już analizują archiwalne pisma z lat 2015–2019 — czyli z okresu, gdy część kredytobiorców formułowała ostrożniejsze żądania, kwestionując pojedyncze klauzule i domagając się tzw. odfrankowienia, bez wyraźnego powołania się na nieważność całej umowy. Banki mogą próbować podważać skuteczność takich pism jako zdarzenia otwierającego bieg przedawnienia — bo im później termin ruszył, tym większa szansa, że ich pozew o kapitał zmieścił się w trzech latach. Konsumenci będą argumentować odwrotnie. W ocenie autora to właśnie wykładnia treści pierwszych pism kredytobiorców stanie się jednym z głównych frontów sporów frankowych w najbliższych miesiącach.
Co wyrok zmienia dla frankowiczów — trzy sytuacje, trzy różne skutki
Skutki rozstrzygnięcia nie są jednakowe dla wszystkich kredytobiorców. Kluczowe jest to, na jakim etapie sporu z bankiem się znajdują.
Frankowicze z toczącymi się procesami: sprawdź datę pierwszej reklamacji
Dla osób, które są już w sądzie — zwłaszcza tych pozwanych przez bank o zwrot kapitału — najważniejszą datą w aktach staje się dzień doręczenia bankowi pierwszego pisma kwestionującego umowę. Jeżeli reklamacja trafiła do banku np. w marcu 2019 r., a bank pozwał kredytobiorcę dopiero w 2023 r. lub później, zarzut przedawnienia ma realne podstawy.
Że nie są to rozważania teoretyczne, pokazał już dzień ogłoszenia wyroku. W jednej z rozliczanych równolegle spraw krajowych sąd uznał roszczenie banku o zwrot kapitału za przedawnione — konsumenci zakwestionowali umowę, przystępując do pozwu zbiorowego jeszcze w 2015 r., a bank wystąpił z własnym powództwem dopiero w 2022 r.
Jest jednak druga strona medalu — i przemilczenie jej byłoby nierzetelne. Zaledwie kilka dni przed wyrokiem TSUE, 30 czerwca, Sąd Najwyższy opublikował komunikat do wyroku z 15 stycznia 2026 r. (II CSKP 1062/23), w którym zastosował art. 117¹ k.c. — przepis pozwalający sądowi, wyjątkowo i ze względów słuszności, nie uwzględnić upływu przedawnienia roszczenia przysługującego bankowi. SN uznał, że bank, który zwlekał z dochodzeniem kapitału, mógł być usprawiedliwiony ówczesnym stanem orzecznictwa, w tym uchwałą III CZP 6/21 wiążącą wymagalność z „trwałą bezskutecznością” umowy. Także sam TSUE w kwietniowym wyroku C-753/24 potwierdził, że taka wyjątkowa korekta przedawnienia nie narusza prawa unijnego. Zarzut przedawnienia to zatem mocna broń, ale nie automat — sąd zważy okoliczności konkretnej sprawy, w tym to, dlaczego bank czekał.
Kredyt spłacony, pozwu brak: wyrok nie zamyka drogi do rozliczenia
Osoby, które spłaciły kredyt frankowy w całości i dotąd nie wystąpiły przeciwko bankowi, znajdują się po tym wyroku w paradoksalnie komfortowej pozycji. Skoro kapitał został bankowi zwrócony w ratach, bankowi zwyczajnie nie pozostaje roszczenie, którym mógłby odpowiedzieć na pozew — spór ogranicza się do nadwyżki zapłaconej ponad wypłacony kapitał, a ta należy się konsumentowi.
Co istotne, przedawnienie roszczeń samego konsumenta rządzi się innymi regułami. Zgodnie z utrwaloną linią TSUE, w tym wyrokiem C-28/22, termin dla kredytobiorcy nie może rozpocząć biegu, zanim dowiedział się on o nieuczciwym charakterze postanowień swojej umowy. Dzisiejsze orzeczenie tej ochrony w niczym nie narusza. Wniosek praktyczny: spłacony kredyt frankowy pozostaje pełnowartościową podstawą roszczeń, a ryzyko procesowe po stronie takiego kredytobiorcy jest niższe niż kiedykolwiek — bank nie ma go czym „kontratakować”.
Nadal spłacasz kredyt CHF? Zegar banku jeszcze nie ruszył — i to jest kluczowa informacja
Dla kredytobiorców, którzy wciąż spłacają raty i dotąd nie zakwestionowali umowy, wyrok rozwiewa jedno z popularnych, ale błędnych wyobrażeń: że wystarczy przeczekać, aż roszczenie banku o kapitał przedawni się „samo z siebie”, licząc od wypłaty kredytu. TSUE jednoznacznie tę koncepcję odrzucił. Dopóki konsument milczy, termin dla banku w ogóle nie biegnie.
To ustawia strategię w nowy sposób. Pierwsza reklamacja lub wezwanie do zapłaty pełni podwójną funkcję: otwiera konsumentowi drogę do rozliczenia nieważnej umowy i jednocześnie uruchamia trzyletni licznik dla banku. Od tego momentu to bank znajduje się pod presją czasu — musi podjąć decyzję, czy i kiedy dochodzić zwrotu kapitału, względnie zgłosić zarzut potrącenia w toczącym się procesie. Zwłoka konsumenta nie przynosi natomiast korzyści w wymiarze przedawnienia — a biorąc pod uwagę, że sprawy frankowe w pierwszej instancji trwają dziś przeciętnie około dwóch lat, odkładanie decyzji jedynie odsuwa w czasie moment odzyskania nadpłaconych środków.
Banki zadowolone, pełnomocnicy podzieleni — reakcje na wyrok TSUE
Sektor bankowy przyjął rozstrzygnięcie z wyraźną ulgą. Związek Banków Polskich ocenia, że wyrok porządkuje jeden z najbardziej spornych obszarów w sprawach frankowych i istotnie ogranicza szanse konsumentów na skuteczne podnoszenie zarzutu przedawnienia — zwłaszcza tam, gdzie bank zareagował na zakwestionowanie umowy w rozsądnym czasie. Prezes ZBP dr Tadeusz Białek mówi wprost o „końcu snu o darmowych mieszkaniach” i przewiduje, że orzeczenie zwiększy zainteresowanie ugodami.
Pełnomocnicy kredytobiorców w większości podkreślają, że wyrok potwierdza kierunek znany z kwietniowych orzeczeń TSUE (C-752/24, C-753/24, C-901/24) i uchwały III CZP 25/22, a jego główną wartością jest przewidywalność: bank ma trzy lata od zakwestionowania umowy i ani dnia dłużej — jeśli sądy zaczną tę regułę konsekwentnie stosować. Część głosów jest jednak chłodniejsza. Zwraca się uwagę, że wymóg zakwestionowania „warunków i umowy” może być w praktyce wykorzystywany przez banki do podważania skuteczności starszych, ostrożniej sformułowanych reklamacji, a klauzula słuszności z art. 117¹ k.c. — pomyślana jako wyjątek — bywa w polskich sądach traktowana jak reguła ratująca spóźnione roszczenia banków. W ocenie autora to właśnie proporcja między regułą a wyjątkiem, a nie sama sentencja wyroku, zdecyduje o jego realnym znaczeniu dla kredytobiorców.
Wyrok TSUE C-261/25 — co dalej ze sprawami frankowymi
Orzeczenie z 2 lipca zamyka etap, w którym o wyniku sporu o kapitał mogła decydować loteria orzecznicza — trzy konkurencyjne koncepcje początku przedawnienia to trzy zupełnie różne rozstrzygnięcia tych samych spraw. Reguła jest teraz jedna i czytelna, co powinno przyspieszyć rozliczenia po nieważności, zwłaszcza w połączeniu z ustawą frankową, która czeka już tylko na podpis prezydenta.
Dla frankowiczów płyną z wyroku trzy praktyczne wnioski. Po pierwsze — w sprawach w toku data pierwszej reklamacji staje się jednym z najważniejszych dokumentów w aktach i warto ją zweryfikować niezwłocznie, także pod kątem tego, czy pismo kwestionowało samą umowę, czy tylko pojedyncze klauzule. Po drugie — spłacony kredyt to dziś najbezpieczniejsza pozycja wyjściowa do dochodzenia roszczeń. Po trzecie — dla wciąż spłacających czas nie pracuje na przedawnienie banku, więc kalkulacja „poczekam” straciła swój główny argument. Otwarte pozostaje pytanie, czy polskie sądy potraktują art. 117¹ k.c. tak, jak chce TSUE — jako wyjątek stosowany oszczędnie — czy jako wentyl bezpieczeństwa dla banków, które przespały własny termin. Odpowiedź na nie poznamy szybciej, niż się wydaje: pierwsze wyroki uwzględniające rozstrzygnięcie Trybunału zapadły jeszcze tego samego dnia.



