TSUE właśnie przesądził los setek tysięcy spraw frankowych. Ten termin może zdecydować o wszystkim!

Czas czytania: 7 minut

Trzy lata — tyle czasu ma bank na pozwanie frankowicza o zwrot kapitału, licząc od dnia, w którym kredytobiorca po raz pierwszy zakwestionował umowę. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej rozstrzygnął 2 lipca 2026 r. jeden z ostatnich wielkich sporów interpretacyjnych w sprawach frankowych. Wyrok w połączonych sprawach C-261/25 i C-262/25 nie jest ani jednoznacznym zwycięstwem konsumentów, ani prezentem dla sektora bankowego. Jest za to czymś, czego w tym sporze brakowało od lat: jasną, jednolitą regułą, od której zależy los roszczeń wartych łącznie miliardy złotych.

Najważniejsze w skrócie
 TSUE orzekł, że termin przedawnienia roszczenia banku o zwrot kapitału biegnie od dnia, w którym konsument po raz pierwszy zakwestionował wobec banku wiążący charakter nieuczciwych warunków i zawierającej je umowy — np. składając reklamację, wezwanie do zapłaty lub pozew.
Trybunał odrzucił dwie inne koncepcje: liczenie terminu od dnia wypłaty kredytu oraz od wpisu klauzuli do rejestru UOKiK.
Bankowi po nieważności umowy przysługuje wyłącznie zwrot kapitału z ustawowymi odsetkami za opóźnienie — ochrona konsumenta nie może jednak prowadzić do jego bezpodstawnego wzbogacenia.
Dla frankowiczów w sądach kluczowe staje się porównanie daty pierwszego pisma kwestionującego umowę z datą pozwu banku. Dla tych, którzy spłacili kredyt, ryzyko kontrpozwu o kapitał jest minimalne. Dla wciąż spłacających — termin banku w ogóle jeszcze nie biegnie.
Wyrok nie daje nikomu automatycznego „darmowego mieszkania”, ale nie zamyka też drogi do skutecznego zarzutu przedawnienia tam, gdzie bank spóźnił się znacząco. Każdą sprawę sąd oceni indywidualnie, także pod kątem klauzuli słuszności z art. 117¹ k.c.

Wyrok TSUE z 2 lipca 2026 r. — o co toczył się spór w sprawach C-261/25 i C-262/25

Obie sprawy trafiły do Luksemburga z Sądu Okręgowego w Warszawie, który rozpoznawał pozwy banków przeciwko frankowiczom o zwrot wypłaconego kapitału po upadku umów kredytowych.

W sprawie C-261/25 (Ścierbek) chodziło o kredyt indeksowany do franka szwajcarskiego, zaciągnięty w 2008 r. w GE Money Banku — poprzedniku prawnym Banku BPH — na kwotę stanowiącą równowartość około 460 tys. zł. Kredytobiorcy w 2019 r. złożyli w banku reklamację, wskazując na klauzule niedozwolone, a następnie wystąpili z pozwem o ustalenie nieważności umowy, który wygrali w 2023 r. Bank z własnym powództwem o zwrot kapitału wystartował dopiero w grudniu 2022 r. — ponad trzy lata po otrzymaniu reklamacji. Konsumenci podnieśli więc zarzut przedawnienia. Sprawa C-262/25 (Drózdzik) dotyczyła analogicznego układu: kredytu na ok. 64 tys. CHF z 2006 r., udzielonego przez poprzednika prawnego Raiffeisen Bank International, gdzie konsument pozwał bank w 2020 r., a bank odpowiedział pozwem o kapitał pod koniec 2023 r.

Warszawski sąd zapytał Trybunał, który z trzech możliwych momentów uruchamia bieg przedawnienia roszczenia banku: dzień wypłaty kredytu, dzień wpisu analogicznej klauzuli do rejestru postanowień niedozwolonych UOKiK, czy dzień, w którym konkretny konsument zakwestionował swoją umowę. Stawka była oczywista — przyjęcie pierwszej daty oznaczałoby, że roszczenia banków przedawniły się masowo wiele lat temu, zanim ktokolwiek pomyślał o procesie.

Co dokładnie orzekł Trybunał — bieg przedawnienia od pierwszego zakwestionowania umowy

Trybunał (dziewiąta izba) uznał, że dyrektywa 93/13, Karta praw podstawowych oraz zasady skuteczności, proporcjonalności i pewności prawa nie stoją na przeszkodzie wykładni, zgodnie z którą bieg terminu przedawnienia roszczenia banku o zwrot kapitału rozpoczyna się w dniu, w którym konsument po raz pierwszy zakwestionował wobec przedsiębiorcy wiążący charakter nieuczciwych warunków i zawierającej je umowy.

Logika rozstrzygnięcia jest prosta. Dopóki konsument nie wyrazi woli skorzystania z ochrony przewidzianej w dyrektywie i nie powoła się na nieważność umowy, bank w ogóle nie dysponuje roszczeniem o zwrot kapitału — nie może więc biec termin jego przedawnienia. Z tego samego powodu Trybunał wykluczył datę wpisu klauzuli do rejestru UOKiK: sam wpis dotyczy konkretnych postanowień, ale nie unieważnia żadnej indywidualnej umowy.

Trybunał podkreślił zarazem dwie rzeczy, które warto czytać łącznie. Po pierwsze, po stwierdzeniu nieważności strony zwracają sobie wzajemnie świadczenia, a bankowi przysługuje wyłącznie kapitał z ustawowymi odsetkami za opóźnienie — bez wynagrodzenia za korzystanie z kapitału czy waloryzacji. Po drugie, prawo unijne nie może prowadzić do bezpodstawnego wzbogacenia konsumenta. Innymi słowy: scenariusz „darmowego mieszkania”, w którym kredytobiorca zatrzymuje i nieruchomość, i niezwrócony kapitał, nie znajduje w tym wyroku oparcia — chyba że bank sam, własną opieszałością, doprowadzi do przedawnienia swojego roszczenia i sąd ten zarzut uwzględni.

Sama długość terminu nie budzi już w orzecznictwie kontrowersji. Roszczenie banku o zwrot kapitału jest roszczeniem związanym z prowadzeniem działalności gospodarczej, a dla takich roszczeń art. 118 kodeksu cywilnego przewiduje trzyletni termin przedawnienia — nie standardowy sześcioletni, który dotyczy podmiotów nieprofesjonalnych. Po nowelizacji z 2018 r. termin ten kończy się dodatkowo z ostatnim dniem roku kalendarzowego, więc w praktyce bank ma nieco więcej niż równe trzy lata od zakwestionowania umowy. Dzisiejszy wyrok nie zmienił długości terminu — przesądził jedynie, od kiedy zaczyna on biec.

Czym jest „zakwestionowanie umowy” i dlaczego ten szczegół ma znaczenie

Z sentencji wyroku wynika, że chodzi o pierwsze wyraźne oświadczenie skierowane do banku, z którego wynika, iż konsument podważa związanie nieuczciwymi warunkami i samą umową. W praktyce będzie to najczęściej reklamacja powołująca się na nieważność, przedsądowe wezwanie do zapłaty, zawezwanie do próby ugodowej albo doręczenie bankowi odpisu pozwu.

Tu pojawia się niuans, który już w dniu wyroku dzieli pełnomocników frankowiczów. Uchwała całej Izby Cywilnej Sądu Najwyższego III CZP 25/22 wiązała początek biegu przedawnienia z zakwestionowaniem samych nieuczciwych warunków. TSUE mówi natomiast o zakwestionowaniu warunków „i zawierającej je umowy”. Część prawników ocenia — na gorąco — że to doprecyzowanie może być odczytywane jako wymóg dalej idący: nie wystarczy wytknąć bankowi abuzywności klauzul, trzeba jeszcze podważyć związanie całym kontraktem. Inni wskazują, że w typowej reklamacji frankowej oba elementy i tak występują łącznie, więc praktyczna różnica będzie niewielka.

To nie jest akademicka dyskusja. Kancelarie po obu stronach sporu już analizują archiwalne pisma z lat 2015–2019 — czyli z okresu, gdy część kredytobiorców formułowała ostrożniejsze żądania, kwestionując pojedyncze klauzule i domagając się tzw. odfrankowienia, bez wyraźnego powołania się na nieważność całej umowy. Banki mogą próbować podważać skuteczność takich pism jako zdarzenia otwierającego bieg przedawnienia — bo im później termin ruszył, tym większa szansa, że ich pozew o kapitał zmieścił się w trzech latach. Konsumenci będą argumentować odwrotnie. W ocenie autora to właśnie wykładnia treści pierwszych pism kredytobiorców stanie się jednym z głównych frontów sporów frankowych w najbliższych miesiącach.

 

Co wyrok zmienia dla frankowiczów — trzy sytuacje, trzy różne skutki

Skutki rozstrzygnięcia nie są jednakowe dla wszystkich kredytobiorców. Kluczowe jest to, na jakim etapie sporu z bankiem się znajdują.

Frankowicze z toczącymi się procesami: sprawdź datę pierwszej reklamacji

Dla osób, które są już w sądzie — zwłaszcza tych pozwanych przez bank o zwrot kapitału — najważniejszą datą w aktach staje się dzień doręczenia bankowi pierwszego pisma kwestionującego umowę. Jeżeli reklamacja trafiła do banku np. w marcu 2019 r., a bank pozwał kredytobiorcę dopiero w 2023 r. lub później, zarzut przedawnienia ma realne podstawy.

Że nie są to rozważania teoretyczne, pokazał już dzień ogłoszenia wyroku. W jednej z rozliczanych równolegle spraw krajowych sąd uznał roszczenie banku o zwrot kapitału za przedawnione — konsumenci zakwestionowali umowę, przystępując do pozwu zbiorowego jeszcze w 2015 r., a bank wystąpił z własnym powództwem dopiero w 2022 r.

Jest jednak druga strona medalu — i przemilczenie jej byłoby nierzetelne. Zaledwie kilka dni przed wyrokiem TSUE, 30 czerwca, Sąd Najwyższy opublikował komunikat do wyroku z 15 stycznia 2026 r. (II CSKP 1062/23), w którym zastosował art. 117¹ k.c. — przepis pozwalający sądowi, wyjątkowo i ze względów słuszności, nie uwzględnić upływu przedawnienia roszczenia przysługującego bankowi. SN uznał, że bank, który zwlekał z dochodzeniem kapitału, mógł być usprawiedliwiony ówczesnym stanem orzecznictwa, w tym uchwałą III CZP 6/21 wiążącą wymagalność z „trwałą bezskutecznością” umowy. Także sam TSUE w kwietniowym wyroku C-753/24 potwierdził, że taka wyjątkowa korekta przedawnienia nie narusza prawa unijnego. Zarzut przedawnienia to zatem mocna broń, ale nie automat — sąd zważy okoliczności konkretnej sprawy, w tym to, dlaczego bank czekał.

Kredyt spłacony, pozwu brak: wyrok nie zamyka drogi do rozliczenia

Osoby, które spłaciły kredyt frankowy w całości i dotąd nie wystąpiły przeciwko bankowi, znajdują się po tym wyroku w paradoksalnie komfortowej pozycji. Skoro kapitał został bankowi zwrócony w ratach, bankowi zwyczajnie nie pozostaje roszczenie, którym mógłby odpowiedzieć na pozew — spór ogranicza się do nadwyżki zapłaconej ponad wypłacony kapitał, a ta należy się konsumentowi.

Co istotne, przedawnienie roszczeń samego konsumenta rządzi się innymi regułami. Zgodnie z utrwaloną linią TSUE, w tym wyrokiem C-28/22, termin dla kredytobiorcy nie może rozpocząć biegu, zanim dowiedział się on o nieuczciwym charakterze postanowień swojej umowy. Dzisiejsze orzeczenie tej ochrony w niczym nie narusza. Wniosek praktyczny: spłacony kredyt frankowy pozostaje pełnowartościową podstawą roszczeń, a ryzyko procesowe po stronie takiego kredytobiorcy jest niższe niż kiedykolwiek — bank nie ma go czym „kontratakować”.

Nadal spłacasz kredyt CHF? Zegar banku jeszcze nie ruszył — i to jest kluczowa informacja

Dla kredytobiorców, którzy wciąż spłacają raty i dotąd nie zakwestionowali umowy, wyrok rozwiewa jedno z popularnych, ale błędnych wyobrażeń: że wystarczy przeczekać, aż roszczenie banku o kapitał przedawni się „samo z siebie”, licząc od wypłaty kredytu. TSUE jednoznacznie tę koncepcję odrzucił. Dopóki konsument milczy, termin dla banku w ogóle nie biegnie.

To ustawia strategię w nowy sposób. Pierwsza reklamacja lub wezwanie do zapłaty pełni podwójną funkcję: otwiera konsumentowi drogę do rozliczenia nieważnej umowy i jednocześnie uruchamia trzyletni licznik dla banku. Od tego momentu to bank znajduje się pod presją czasu — musi podjąć decyzję, czy i kiedy dochodzić zwrotu kapitału, względnie zgłosić zarzut potrącenia w toczącym się procesie. Zwłoka konsumenta nie przynosi natomiast korzyści w wymiarze przedawnienia — a biorąc pod uwagę, że sprawy frankowe w pierwszej instancji trwają dziś przeciętnie około dwóch lat, odkładanie decyzji jedynie odsuwa w czasie moment odzyskania nadpłaconych środków.

Banki zadowolone, pełnomocnicy podzieleni — reakcje na wyrok TSUE

Sektor bankowy przyjął rozstrzygnięcie z wyraźną ulgą. Związek Banków Polskich ocenia, że wyrok porządkuje jeden z najbardziej spornych obszarów w sprawach frankowych i istotnie ogranicza szanse konsumentów na skuteczne podnoszenie zarzutu przedawnienia — zwłaszcza tam, gdzie bank zareagował na zakwestionowanie umowy w rozsądnym czasie. Prezes ZBP dr Tadeusz Białek mówi wprost o „końcu snu o darmowych mieszkaniach” i przewiduje, że orzeczenie zwiększy zainteresowanie ugodami.

Pełnomocnicy kredytobiorców w większości podkreślają, że wyrok potwierdza kierunek znany z kwietniowych orzeczeń TSUE (C-752/24, C-753/24, C-901/24) i uchwały III CZP 25/22, a jego główną wartością jest przewidywalność: bank ma trzy lata od zakwestionowania umowy i ani dnia dłużej — jeśli sądy zaczną tę regułę konsekwentnie stosować. Część głosów jest jednak chłodniejsza. Zwraca się uwagę, że wymóg zakwestionowania „warunków i umowy” może być w praktyce wykorzystywany przez banki do podważania skuteczności starszych, ostrożniej sformułowanych reklamacji, a klauzula słuszności z art. 117¹ k.c. — pomyślana jako wyjątek — bywa w polskich sądach traktowana jak reguła ratująca spóźnione roszczenia banków. W ocenie autora to właśnie proporcja między regułą a wyjątkiem, a nie sama sentencja wyroku, zdecyduje o jego realnym znaczeniu dla kredytobiorców.

Wyrok TSUE C-261/25 — co dalej ze sprawami frankowymi

Orzeczenie z 2 lipca zamyka etap, w którym o wyniku sporu o kapitał mogła decydować loteria orzecznicza — trzy konkurencyjne koncepcje początku przedawnienia to trzy zupełnie różne rozstrzygnięcia tych samych spraw. Reguła jest teraz jedna i czytelna, co powinno przyspieszyć rozliczenia po nieważności, zwłaszcza w połączeniu z ustawą frankową, która czeka już tylko na podpis prezydenta.

Dla frankowiczów płyną z wyroku trzy praktyczne wnioski. Po pierwsze — w sprawach w toku data pierwszej reklamacji staje się jednym z najważniejszych dokumentów w aktach i warto ją zweryfikować niezwłocznie, także pod kątem tego, czy pismo kwestionowało samą umowę, czy tylko pojedyncze klauzule. Po drugie — spłacony kredyt to dziś najbezpieczniejsza pozycja wyjściowa do dochodzenia roszczeń. Po trzecie — dla wciąż spłacających czas nie pracuje na przedawnienie banku, więc kalkulacja „poczekam” straciła swój główny argument. Otwarte pozostaje pytanie, czy polskie sądy potraktują art. 117¹ k.c. tak, jak chce TSUE — jako wyjątek stosowany oszczędnie — czy jako wentyl bezpieczeństwa dla banków, które przespały własny termin. Odpowiedź na nie poznamy szybciej, niż się wydaje: pierwsze wyroki uwzględniające rozstrzygnięcie Trybunału zapadły jeszcze tego samego dnia.

 

FrankNews
FrankNews
FrankNews.pl to portal informacyjny poświęcony tematyce rynku kredytowego oraz sporów konsumentów z bankami. Redakcja serwisu od 2014 roku śledzi rozwój orzecznictwa sądowego, zmiany w przepisach prawa oraz zjawiska wpływające na sytuację kredytobiorców w Polsce. Doświadczenia zebrane przy tworzeniu materiałów publikowanych wcześniej w mediach i portalach internetowych stały się podstawą do uruchomienia w 2020 roku serwisu FrankNews.pl — miejsca, w którym informacje dotyczące tej tematyki są gromadzone i prezentowane w formie bieżących wiadomości oraz analiz. Materiały publikowane na FrankNews.pl nie stanowią porady prawnej ani finansowej. Treści odzwierciedlają stanowisko ich autorów i służą przedstawieniu faktów, orzeczeń oraz kontekstu opisywanych wydarzeń. Materiały zamieszczone w serwisie Franknews.pl nie są substytutem dla profesjonalnych porad prawnych. Franknews.pl nie poleca ani nie popiera żadnych konkretnych procedur, opinii lub innych informacji zawartych w serwisie. Zamieszczone materiały są subiektywnymi wypowiedziami autorów.

Related Articles

Najnowsze