Wydarzenia minionych tygodni sprawiają, że to nie kancelarie „frankowe”, a UOKiK wyrasta na głównego antagonistę banków. Wpierw głośne słowa prezesa urzędu, Tomasza Chróstnego, o „banksterce”, konflikt o treść projektu ustawy o kredycie konsumenckim, zakończony odebraniem Chróstnemu upoważnienia do prowadzenia prac nad ustawą, a teraz to: w środę 8 lipca br. ogólnopolskie media poinformowały, że pracownicy UOKiK, za zgodą sądu i w asyście policji, weszli do siedziby Biura Informacji Kredytowej, gdzie przeprowadzili niezapowiedziane przeszukania. Podobne działania zostały przeprowadzone w siedzibach mBanku, mBanku Hipotecznego oraz ING Banku Śląskiego. Powód? UOKiK od zeszłego roku prowadzi postępowanie wyjaśniające, którego celem jest ustalenie, czy w polskim sektorze bankowym dochodziło do ograniczania konkurencji. UOKiK bada, jakie były kryteria oceny zdolności kredytowej klientów w procedurze udzielania kredytów hipotecznych, a także, jak wyglądała wymiana informacji o kliencie w ramach systemu bankowego. Czy działania urzędu mają szansę cokolwiek naprawić w polskim systemie finansowym? A może banki są pod tak silną rządową ochroną, że szanse na ich zdyscyplinowanie są właściwie zerowe?
Z tekstu dowiesz się:
- Jakie praktyki sektora bankowego wzbudziły wątpliwości UOKiK i zmotywowały urząd do wszczęcia postępowania wyjaśniającego
- Czym tak właściwie zajmuje się Biuro Informacji Kredytowej, kto jest jego właścicielem i jaki ma to wpływ na pozycję konsumenta w relacji z bankiem
- Jak bankowcy tłumaczą konieczność powiązania ilości zapytań kredytowych ze scoringiem klienta i dlaczego ich wyjaśnienia trudno uznać za przekonujące
- Czy trwające postępowanie wyjaśniające prowadzone przez UOKiK może mieć coś wspólnego z odebraniem mu upoważnienia do kierowania pracami nad ustawą o kredycie konsumenckim.
Polski rynek usług finansowych to ponury żart. Klientom (ani UOKiK) nie jest jednak do śmiechu
W ostatnich latach bankowcy bardzo lubią podkreślać rolę zdrowego rozsądku w podejmowaniu przez konsumenta ważnych decyzji finansowych, zwłaszcza w przedmiocie zaciągnięcia wieloletniego zobowiązania kredytowego. Mówią o tym szczególnie w kontekście toczących się sporów o hipoteki frankowe, sankcję kredytu darmowego czy o klauzule zmiennego oprocentowania powiązane ze wskaźnikiem WIBOR. Przedstawiciele sektora prezentują pogląd, wg którego do sądów idą osoby podchodzące w mało odpowiedzialny sposób do swoich zobowiązań i instrumentalnie wykorzystujące prawo konsumenckie, celem wzbogacenia się kosztem reszty społeczeństwa. Z wypowiedzi bankowców wyłania się obraz Polaka-cwaniaka, osoby, która nie czyta umów i nie myśli o konsekwencjach podejmowanych działań.
A jak wygląda druga strona medalu? Cóż, prawa rządzące polskim rynkiem finansowym różnią się od tych, które znamy z innych, strategicznie ważnych branż. Co robi ten, zdaniem bankowców, nieodpowiedzialny i lekkomyślny Polak, stojąc przed potrzebą zakupu mieszkania lub samochodu, czyli przed poniesieniem znacznego wydatku, mającego potężny wpływ na sytuację jego gospodarstwa domowego? Otóż dokładnie sprawdza rynek. W przypadku rynku mieszkaniowego porównuje ceny nieruchomości z rynku pierwotnego i wtórnego, dążąc do pozyskania jak najszerszej i najpełniejszej wiedzy o dostępnej ofercie. Z kolei kupno samochodu jest zwykle poprzedzone godzinami analiz, przeglądaniem testów i raportów, wreszcie jazdą próbną, która ma mu pomóc w podjęciu ostatecznej decyzji. A jak to wygląda w przypadku brania kredytu na okres 20, często nawet 30 lat?
W interesie kredytobiorcy jest oczywiście jak najlepsze zorientowanie się w ofercie kredytów hipotecznych, a najpełniejszą wiedzę można uzyskać poprzez skierowanie do poszczególnych banków wniosku kredytowego. To oczywiste, że klientowi zależy na otrzymaniu jak najkorzystniejszych warunków finansowania. Jego interes jest więc sprzeczny z interesem samych banków, które nie chcą się między sobą licytować, kto udzieli kredytu na lepszych zasadach. I postanowiły się przed tym bronić, w sposób niezwykle sprytny, jak zwykle.
Chcesz porównać między sobą oferty kredytów hipotecznych? Licz się z obniżeniem scoringu
Co się dzieje, gdy klient składa w banku wniosek kredytowy? Po zweryfikowaniu tego wniosku pod kątem kompletności i poprawnego wypełnienia, bank przystępuje do sprawdzenia klienta w bazach danych, w tym w Biurze Informacji Kredytowej (BIK) i w rejestrach dłużników. W ten sposób bank upewnia się, czy kredytobiorca nie zalega z płatnościami w innych instytucjach, a także, jak wygląda jego dotychczasowa historia kredytowa. Analiza tych danych wpływa na ocenę scoringową – i nie ma w tym nic złego. Dla banku bezpieczniej jest udzielić kredytu klientowi, który nie spóźnia się ze spłatą długu i płynnie reguluje wszelkie zobowiązania, niż takiemu, który ma z terminowością wyraźny problem.
Kontrowersyjne jest co innego: to, że samo wystąpienie przez klienta z wnioskiem kredytowym do kilku różnych banków może wpłynąć na jego scoring, czyli ocenę wiarygodności kredytowej. W skrajnym scenariuszu, w sytuacji złożenia wielu wniosków w różnych bankach, klient może odejść z kwitkiem i nie dostać kredytu – nie dlatego, że jest nierzetelnym dłużnikiem czy nie stać go na zaciągnięcie zobowiązania, a dlatego, że chciał porównać poszczególne oferty celem przyjęcia najkorzystniejszej.
Warto wspomnieć, że samo Biuro Informacji Kredytowej, czyli instytucja obsługująca największą bazę danych o klientach polskiego rynku, jest podmiotem prywatnym, należącym do Związku Banków Polskich i dziewięciu dużych banków. Akcjonariuszami BIK, prócz ZBP, są Pekao S.A, PKO BP, Citi Handlowy, ING Bank Śląski, Erste Bank Polska, BNP Paribas, mBank, Millennium Bank i DNB Bank Polska. W radzie nadzorczej zasiadają prominentni przedstawiciele sektora bankowego oraz prezes ZBP, Tadeusz Białek.
UOKiK ma wątpliwości, czy obowiązujące zasady oceny zdolności kredytowej nie ograniczają konkurencji między bankami
Praktyki banków i Biura Informacji Kredytowej zwróciły uwagę Tomasza Chróstnego, prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który w I kwartale 2025 roku wszczął postępowanie wyjaśniające. Urząd miesiącami analizował zasady i warunki, na jakich dokonywana jest ocena zdolności kredytowej, podejrzewał bowiem, że stosowany przez Biuro Informacji Kredytowej model scoringowy może w praktyce ograniczać konkurencję w sektorze bankowym.
Już wtedy Tomasz Chróstny tłumaczył, że konsument często nie jest świadomy, iż każde kolejne zapytanie kredytowe może obniżać jego ocenę scoringową, bez względu na to, czy któryś bank wydał mu już decyzję kredytową. Prezes UOKiK porównał to do sytuacji na innych rynkach i wyjaśnił, że to tak, jakby samo wysłanie przez klienta zapytania do kilku zakładów ubezpieczeniowych o wycenę polisy czy też do firm telekomunikacyjnych o ofertę abonamentu telefonicznego, generowało skutek w postaci wymiany informacji o tym kliencie i pogorszenia warunków kolejno otrzymywanych przez niego ofert.
UOKiK w komunikacie z marca ur. dał do zrozumienia, że stosowany w polskim sektorze finansowym mechanizm sam w sobie może być antykonkurencyjny, z uwagi na to, jak wpływa na świadomych konsumentów, poszukujących najdogodniejszych dla siebie ofert, którzy są zniechęcani lub wręcz karani za swoją dociekliwość i dyskryminowani za aktywność. Wspomniany mechanizm pozwala natomiast przedsiębiorcom z rynku finansowego na wymianę informacji o złożonych przez konsumenta kolejnych zapytaniach w kierunku innych kredytodawców.
Pracownicy UOKiK przeszukali BIK i siedziby trzech banków. Sektor bankowy odpowie za niedozwolone ograniczanie konkurencji?
Od minionej środy ogólnopolskie media rozpisują się na temat niezapowiedzianej kontroli, przeprowadzonej za zgodą sądu przez pracowników UOKiK w siedzibie Biura Informacji Kredytowej oraz w trzech dużych instytucjach finansowych: ING Banku Śląskim, mBanku i mBanku Hipotecznym. Nalot odbył się w asyście policji i towarzyszyły mu przeszukania, do których podstawą było podejrzenie, iż w siedzibach wskazanych instytucji mogą się znajdować dowody na naruszenie prawa ochrony konkurencji.
Urząd podkreśla, że postępowanie wyjaśniające toczy się w sprawie, a nie przeciwko konkretnym podmiotom. Jeżeli jednak podejrzenia UOKiK się potwierdzą, skutkiem może być wszczęcie przez prezesa urzędu postępowania antymonopolowego. Kary za stosowanie praktyk ograniczających konkurencję są surowe i mogą sięgać do 10 proc. rocznego obrotu. Podmiot uczestniczący w zmowie może uniknąć nałożenia kary (lub doprowadzić do jej złagodzenia), jeśli zdecyduje się współpracować z urzędem i dostarczy dowody lub wskaże informacje związane z niedozwolonym porozumieniem.
Podkreślenia wymaga fakt, że działania urzędu koncentrują się nie tylko na praktyce obniżania scoringu wskutek wielokrotnych zapytań klienta, ale również na sposobie gromadzenia, przetwarzania i udostępniania danych o zapytaniach kredytowych przez samo Biuro Informacji Kredytowej. Jak wyjaśnia Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, przedsiębiorca, którego pozycja jest dominująca, nie może jej wykorzystywać na niekorzyść swoich kontrahentów oraz konsumentów. Spoczywa na nim również szczególna odpowiedzialność za podejmowane działania.
BIK broni swoich procedur, zasłaniając się argumentem o pętli zadłużenia. Wyjaśnia też, jaki wpływ na scoring mają wielokrotne zapytania
Tego, jak BIK uzasadnia potrzebę włączania liczby zapytań klienta do kryteriów oceny jego zdolności kredytowej, możemy się dowiedzieć z tekstu Business Insider, opublikowanego w listopadzie 2025 roku (którego fragmenty są przytaczane przez portal obecnie, w tekście poświęconym przeszukaniom). Według prezesa BIK, Mariusza Cholewy,
„Statystyki pokazują, że osoby często i gwałtownie poszukujące kredytu cechują się podwyższonym ryzykiem spłaty. W takim przypadku zaciągnięcie kolejnych kredytów mogłoby zbytnio obciążyć budżet kredytobiorcy i wpędzić klienta w pętlę zadłużenia ”.
Szef BIK podaje również inne argumenty. Wskazuje między innymi, że składane wnioski kredytowe mają mniejszy wpływ na scoring niż spłacalność posiadanych zobowiązań. Mariusz Cholewa tłumaczy ponadto, że wpływ na ocenę punktową BIK ma jedynie pierwsze zapytanie określonego typu, złożone przez klienta w okresie 14 dni. Z jego słów wynika, że kolejne wnioski kredytowe, dotyczące tego samego typu produktu, które klient złożył w tym okresie w bankach, instytucjach pożyczkowych lub SKOK-ach, nie mają negatywnego wpływu na jego scoring. BIK traktuje je jak jeden wniosek.
Prezes Biura uspokaja osoby poszukujące kredytu, twierdząc, że mogą porównywać oferty bez obaw o obniżanie swojego scoringu. Dodaje też, że w przypadku scoringu hipotecznego okres „deduplikacji” (czyli eliminowania powtarzających się elementów w zbiorze danych – przyp. red.) jest dłuższy, wynosi bowiem 30 dni.
Teoria to jedno, a praktyka drugie. UOKiK o tym, jak faktycznie działał scoring
Wyjaśnienia prezesa BIK mogą brzmieć przekonująco, ale tylko dla kogoś, kto nie zna mechanizmów oceny scoringu od strony praktycznej. W komunikacie UOKiK z marca ur., do którego odwoływaliśmy się we wcześniejszych akapitach, pojawia się wątek skarg do urzędu, kierowanych przez konsumentów.
W tekście urząd przytacza przykład konsumenta, który, chcąc poznać ofertę kredytu konsolidacyjnego w różnych bankach, wysłał wnioski kredytowe do kilku instytucji. W ciągu jednego miesiąca kilka banków wysłało więc do BIK zapytanie o tego konkretnego konsumenta, co skutkowało… istotnym obniżeniem jego scoringu. Jak tłumaczy UOKiK, „Każde kolejne zapytanie prowadziło do dalszego obniżenia oceny, pomimo że konsument w żadnym z banków nie otrzymał odmowy udzielenia kredytu, a historia kredytowa nie wykazywała zaległości w spłacie zobowiązań.
Jak można uniknąć problemu? Bankowi eksperci i doradcy kredytowi często radzą klientom, by ograniczali się do wysłania 3, maksymalnie 4 zapytań w miesiącu i pomiędzy kolejnymi seriami zapytań robili kilkumiesięczną przerwę. W przypadku osób zainteresowanych kredytem hipotecznym dostosowanie się do tych reguł bywa jednak trudne: gdy na rynku pojawia się interesująca nieruchomość, zwykle jest nią zainteresowanych wielu potencjalnych kupujących, z czego część to klienci gotówkowi, gotowi sfinalizować zakup praktycznie od ręki.
Osoba, która planuje sfinansować zakup nieruchomości ze środków pochodzących z kredytu, działa więc pod presją. Z jednej strony chce jak najszybciej otrzymać finansowanie i dopiąć transakcję. Z drugiej chce uzyskać dla siebie najlepszą ofertę kredytową, a argument w negocjacjach z bankami będzie mieć wyłącznie wtedy, gdy pozna warunki proponowane przez poszczególne instytucje finansowe. Tych zaś jest na rynku znacznie więcej niż 3 czy 4. W naszej ocenie praktyka przyjęta przez sektor bankowy i instytucje pożyczkowe wespół z BIK, wykorzystuje zarówno sytuację panującą na rynku nieruchomości, jak i związaną z tym desperację klienta, do ułożenia procedur tak, by służyły przede wszystkim kredytodawcy, a nie konsumentowi.
Czy banki dobrowolnie zrezygnują z wiązania liczby zapytań ze scoringiem klienta?
Tych czytelników, którzy zastanawiają się, czy działania UOKiK mogą mieć wymierny wpływ na sposób dokonywania oceny scoringowej, informujemy: już mają. Postępowanie wyjaśniające trwa ponad rok, tymczasem już na początku grudnia 2025 roku Biuro Informacji Kredytowej poinformowało o rychłym wprowadzeniu nowego modelu scoringowego. Tak się składa, że jego wdrożenie przypadło na 28 czerwca br.
Jak wyjaśnia BIK w swoim komunikacie z grudnia, nowy model oparto na danych i założeniach dotyczących terminowości spłacania zobowiązań, aktywności na rynku finansowym oraz doświadczenia w spłacie. Krótko mówiąc, znaczenie będą mieć długość historii kredytowej klienta oraz kwoty pozostające do spłaty z tytułu zaciągniętych pożyczek (także na rynku pozabankowym) i kredytów, w tym skrupulatność, z jaką kredytobiorca reguluje swoje zobowiązania. Co ciekawe, BIK informuje, że nie będzie brał pod uwagę danych z wniosków kredytowych niezakończonych udzieleniem finansowania. Kluczowa wydaje się ta informacja, podana na stronie BIK:
„Od 1 lipca 2026 r. w związku ze zmianami w systemie przetwarzania danych o zapytaniach, zapytania kredytowe będą automatycznie usuwane z bazy BIK po 14 dniach, jeśli nie zakończą się udzieleniem finansowania. Wobec czego te dane również nie będą przekazywane instytucjom finansowym.”
Jak zatem widać, interwencja UOKiK okazała się skuteczna, zanim jeszcze kontrolerzy urzędu wkroczyli do siedzib BIK i trzech dużych banków. Może to świadczyć naszym zdaniem o tym, że Biuro Informacji Kredytowej doskonale zdaje sobie sprawę z rzeczywistego dotychczasowego wpływu multiplikacji wniosków na ocenę zdolności kredytowej klienta i z tego, że skala tego wpływu niekoniecznie jest zgodna z medialnymi deklaracjami przedstawicieli sektora.
Niewykluczone, że BIK wolał dokonać zmian, które są nieuchronne, i wyprzedzić uderzenie UOKiK, po to, by zyskać argument w publicznej dyskusji o nieprawidłowościach. Wszak wizerunkowo lepiej wygląda samodzielne podjęcie niepopularnych decyzji, nawet pod naciskiem działań urzędu, niż oczekiwanie, aż dokonanie zmian zostanie wymuszone przez decyzje administracyjne.
Dokładne analizy i ważne informacje dla kredytobiorców.
Śledź nasze profile, aby wzmocnić ich widoczność i być na bieżąco:
UOKiK, mimo braku aprobaty rządu, walczy z nieprawidłowościami rynku finansowego skuteczniej niż ktokolwiek. Czy banki mu to wybaczą?
Naprawdę trudno byłoby znaleźć drugiego urzędnika, który w ostatnich miesiącach zaszedł bankowcom tak bardzo za skórę, jak zrobił to Tomasz Chróstny. Działania prezesa UOKiK na rzecz polskiego konsumenta, klienta rynku finansowego, są wprost nie do przecenienia. To właśnie prezes UOKiK stał na czele prac legislacyjnych nad projektem nowej ustawy o kredycie konsumenckim, której postanowienia Polska powinna zacząć stosować najpóźniej od 20 listopada 2026 roku. Ustawa ma być bowiem wdrożeniem unijnych przepisów, zgromadzonych w dyrektywie CCD II, z którym państwa unijne nie powinny zwlekać.
Projekt powstały w UOKiK nie zyskał niestety aprobaty ani samych rządzących, ani sektora bankowego. Pomysły legislacyjne urzędu były krytykowane między innymi przez Związek Banków Polskich, Komisję Nadzoru Finansowego oraz Ministerstwo Finansów. Krytykom nie podobał się pomysł zniesienia górnej granicy kwotowej dla kredytu konsumenckiego, a także rozszerzenie katalogu uchybień kwalifikujących umowę kredytową do objęcia jej sankcją kredytu darmowego (SKD). Jeśli proponowane przez UOKiK przepisy weszłyby w życie, bank mógłby zostać ukarany SKD za naruszenie obowiązku dokonania oceny zdolności kredytowej, a także obowiązku dokonania ponownej oceny zdolności kredytowej, ilekroć całkowita kwota kredytu ulega znacznemu zwiększeniu.
Rządzący ugięli się pod falą krytyki projektu i w maju br. odebrali prezesowi UOKiK upoważnienie do prowadzenia prac legislacyjnych nad ustawą. Prace nad projektem mają się rozpocząć od nowa, a prowadzić je będzie Ministerstwo Sprawiedliwości, wspomagane przez resort finansów. Po tym, jak zapadła decyzja o zmianie projektodawcy, ale jeszcze przed podaniem tego faktu do wiadomości publicznej, szef UOKiK udzielił szeregu wywiadów krajowym mediom, a w swoich wypowiedziach wielokrotnie odnosił się do stanu polskiego sektora finansowego.
W jednej z takich rozmów krytycznie ocenił sektor, sugerując, że jest on, niestety, niekiedy typową banksterką. Słowa te tyczyły się działań bankowców, obmierzonych na zmianę kierunków legislacyjnych w pracach nad ustawą o kredycie konsumenckim. Słowa UOKiK wyraźnie ubodły przedstawicieli sektora, którzy w kolejnych dniach nie szczędzili Chróstnemu gorzkich słów. Uraza bankowców wybrzmiewała jeszcze podczas zorganizowanego w czerwcu Europejskiego Kongresu Finansowego – między wierszami, w kolejnych panelach, bankowcy dawali do zrozumienia, że zabolała ich negatywna ocena szefa urzędu.
Mimo zmasowanej krytyki płynącej z sektora, a nawet i z niektórych instytucji administracji publicznej, szef UOKiK nie poddał się i kontynuuje pracę na rzecz polskiego konsumenta. Jego upór nie został „utemperowany” nawet przez wycofanie projektu, nad którym urząd pracował miesiącami. Tomasz Chróstny nie zwalnia tempa i wraz ze swoim zespołem zbiera materiał dowodowy w postępowaniu wyjaśniającym, które jeszcze się nie zakończyło, a – jak pokazują ostatnie wydarzenia – już przynosi wymierne skutki.
PODSUMOWANIE:
Jeżeli przyjrzymy się chronologii wydarzeń w odniesieniu do działań UOKiK, obmierzonych na wzmocnienie ochrony konsumenta, szybko dojdziemy do wniosku, że mają one ogromny wpływ na zmiany w procedurach Biura Informacji Kredytowej, a co za tym idzie, i samych banków.
UOKiK informował o wszczęciu postępowania wyjaśniającego w sprawie oceny scoringowej w marcu 2025 roku. Już wówczas, w oficjalnym komunikacie, urząd dał do zrozumienia, że działania analityczne, skoncentrowane wokół zasad i warunków oceny zdolności kredytowej, są prowadzone od kilku miesięcy. A skoro tak, to należy przypuszczać, że rozpoczęły się jeszcze pod koniec 2024 roku. Równolegle UOKiK prowadził prace legislacyjne nad ustawą o kredycie konsumenckim. Wnioski z prowadzonych analiz w przedmiocie oceny scoringowej mogły więc zainspirować urząd do naniesienia konkretnych, niekorzystnych dla bankowców zmian w projekcie ustawy o kredycie konsumenckim. UOKiK postanowił powiązać SKD z uchybieniami w obowiązkach dotyczących oceny zdolności kredytowej, co szybko stało się przedmiotem konfliktu z sektorem.
Dziś nad ustawą o kredycie konsumenckim pracuje rząd, a UOKiK został niejako „zrzucony z sań”, rzekomo z powodu chęci nadregulowania unijnych przepisów. W sektorze rośnie niechęć wobec Tomasza Chróstnego, który przestał być dla bankowców wygodnym partnerem, a zamiast tego zaczął być postrzegany jako przeciwnik, zagrażający dotychczasowemu, zabetonowanemu monopolowi.
Jeżeli kryzys frankowy w ogóle nauczył czegokolwiek polski sektor bankowy, to tego, że na pojawiające się zagrożenia warto reagować jeszcze wtedy, gdy nie generują one masowych spraw spornych w sądach. Biuro Informacji Kredytowej zmieniło więc swoje procedury scoringowe i zadbało o to, by zapytania kredytowe nieskutkujące uruchomieniem finansowania nie były brane pod uwagę w ocenie zdolności kredytowej. BIK dopiął niezbędne wdrożenie jeszcze przed zakończeniem postępowania wyjaśniającego prowadzonego przez UOKiK, co niejako potwierdza, że wszczęta kontrola miała solidne podstawy i może doprowadzić do ustaleń niekorzystnych dla przedstawicieli rynku finansowego, o czym zapewne będzie jeszcze w mediach głośno.


