PLN - Polski złoty
CHF
4,59
wtorek, 3 lutego, 2026

Ustawa frankowa dobra tylko dla banków. Znany analityk Piotr Kuczyński właśnie to ostatecznie udowodnił

Do końca roku zostały 4 tygodnie, a rządzącym wciąż nie udało się przepchnąć przez Sejm ustawy frankowej. Co więcej, projektu nie ma w porządku obrad dla 46. i 47. posiedzenia, które odbędą się w tym tygodniu, a to oznacza, że jeśli resort sprawiedliwości chce zrealizować swój cel w pierwotnie zakładanym terminie, ma na to już tylko jedną szansę – będzie nią ostatnie w tym roku posiedzenie, zaplanowane na II połowę grudnia. Frustracja w sektorze bankowym narasta, tym bardziej że krytyka ekspercka ustawy nie słabnie (w zeszłym tygodniu RPO zgłosił kolejne uwagi do projektu). Nie może więc dziwić, że strona bankowa robi, co w jej mocy, by stworzyć posłom odpowiedni grunt pod zagłosowanie za projektem – w przestrzeni publicznej wypowiadają się kolejni „niezależni” eksperci, przekonujący, że ustawa będzie korzystna dla konsumentów, a stracić na niej mogą tylko kancelarie prawne. Jednym z autorów takich opinii jest Piotr Kuczyński, analityk Domu Inwestycyjnego Xelion, o którym od dawna wiadomo, że z frankowiczami mu nie po drodze. Co ma do powiedzenia Kuczyński w sprawie projektu specustawy i jakich argumentów używa, by przekonać stronę społeczną, że legislacyjne rozwiązanie rzeczywiście jest jeszcze potrzebne?

Z tekstu dowiesz się:

  • Dlaczego bankowcom potrzebny jest głos „niezależnych ekspertów” w sprawie projektu ustawy frankowej
  • Jak, zdaniem Piotra Kuczyńskiego, ustawa frankowa wpłynie na sytuację frankowiczów, sądów i kancelarii prawnych
  • Co w latach ubiegłych mówił o frankowiczach Kuczyński i dlaczego strona konsumencka powinna podchodzić do jego opinii z dużym dystansem
  • Kto, prócz Kuczyńskiego chwali projekt ustawy frankowej i jakimi argumentami posługuje się na podparcie swojej opinii.

Ustawa frankowa utknęła na legislacyjnej drabinie. Szanse na jej wejście w życie w 2025 roku są bliskie zeru

A miało być tak pięknie: Ministerstwo Sprawiedliwości z niezwykłą zwinnością wciągało projekt ustawy frankowej po kolejnych szczeblach legislacyjnej drabiny i naprawdę w pewnym momencie wiele wskazywało na to, że zawarte w nim pomysły zostaną przegłosowane jeszcze w 2025 roku. Sytuacja skomplikowała się w połowie października, gdy projekt został poddany pod pierwsze czytanie w Sejmie. Posłowie, zapoznawszy się uprzednio ze stanowiskiem strony konsumenckiej, wyrazili z mównicy szereg obaw dotyczących skutków wprowadzenia ustawy. Krytyka płynęła nie tylko od strony partii opozycyjnych, ale również od koalicjantów, postulujących usunięcie z projektu najbardziej kontrowersyjnych zapisów (dotyczących między innymi wydłużenia terminów na zgłoszenie potrącenia oraz na złożenie powództwa wzajemnego).

Przedstawiciele resortu uświadomili sobie wówczas, że łatwo nie będzie. Tak naprawdę czytanie tej ustawy w Sejmie miało być zwykłą formalnością. To nie 2015 rok, kogo więc jeszcze obchodzą frankowicze i ich problemy? Jak się okazuje, temat kredytów frankowych wciąż jest w stanie rozgrzać debatę publiczną, a posłowie, wiedząc, że ta grupa kredytobiorców nie ma absolutnie żadnych oporów przed organizowaniem ulicznych protestów, wolą na wszelki wypadek traktować ją z należytym szacunkiem.

Równie silnego instynktu samozachowawczego nie ma co szukać w samym Ministerstwie Sprawiedliwości, które próbuje walczyć z frankowiczami na medialne narracje i w dalszym ciągu upiera się, że na projekcie stracić mogą wyłącznie kancelarie prawne. Zyskać mają frankowicze i strona publiczna (poprzez odciążenie sądów i usprawnienie postępowań). Wątek banków jest natomiast traktowany po łebkach, a szkoda, bo w projekcie zawarto rozwiązania, które, w skrajnym scenariuszu, pozwolą na transfer z budżetu państwa do sektora bankowego nawet pół miliarda złotych. Chodzi oczywiście o artykuł 15 ustawy, czyli plan zakładający zwrot na rzecz banku połowy opłaty za cofnięty pozew, apelację bądź skargę kasacyjną złożoną do Sądu Najwyższego. Ostateczny koszt tego rozwiązania będzie oczywiście zależny od tego, jak wiele pozwów o zwrot kapitału wycofają banki (obecnie w sądach jest ok. 53 tys. takich spraw) i z jak wielu apelacji zrezygnują. „Zniżkom” przydzielanym bankom na usługi polskich sądów sprzeciwia się między innymi Rzecznik Praw Obywatelskich, który w swoich uwagach wyraża obawę o sprzeczność projektowanych rozwiązań z zasadą sprawiedliwości społecznej i skutkiem zniechęcającym wyrażonym w art. 6 i art. 7 dyrektywy 93/13.

ZBP broni ustawy frankowej, jakby sam ją napisał. Bankowcom wtóruje znany analityk

Ministerstwo Sprawiedliwości wyraźnie nie radzi sobie ze skuteczną obroną swoich pomysłów legislacyjnych, dlatego w sukurs przychodzi mu sektor bankowy. Związek Banków Polskich od dłuższego czasu wypowiada się w mediach z dużą aprobatą na temat projektu ustawy – i nie można się temu dziwić. Ów projekt to nie tylko szansa na ogromne oszczędności dla sektora (wręcz zwroty za już zainicjowane procesy), ale również na ochronę bankowych roszczeń przed groźbą przedawnienia. W przestrzeni publicznej coraz częściej pojawia się bowiem sugestia, że część bankowych roszczeń może być przedawniona ze względu na sprzeczność pomiędzy twierdzeniami podniesionymi w odpowiedzi na pozew kredytobiorcy (umowa jest ważna) a tymi, które znalazły się w kontrpowództwie o zwrot kapitału.

Bankowcy nie są oczywiście naiwni i wiedzą, że nie można dopuścić do sytuacji, w której projekt ustawy jest chwalony wyłącznie przez samego projektodawcę i banki – będzie to po prostu wyglądać podejrzanie. Z pomocą przychodzą więc „niezależni” eksperci rynku finansowego, gotowi służyć swoim autorytetem, ilekroć pojawia się potrzeba wskazania frankowiczom, gdzie jest ich miejsce w szeregu.

Takim ekspertem bez wątpienia jest Piotr Kuczyński, analityk Domu Inwestycyjnego Xelion. Kuczyński krytykował kredytobiorców frankowych w mediach, nim stało się to modne. Do historii przeszedł wywiad, którego udzielił portalowi pomorska.pl w lutym 2015 roku, po publikacji krytycznego wobec środowisk frankowych wpisu blogowego. We wspomnianym już wpisie blogowym Kuczyński określił frankowiczów mianem „spekulantów walutowych”, wyciągających „ręce po pieniądze do banków lub państwa, a tak naprawdę do wszystkich Polaków”. Wiele tych oskarżeń powielił we wspomnianym wywiadzie, udzielonym w kilka dni po publikacji blogowego wpisu.

Kuczyński w 2015 roku krytykował pomysł przewalutowania kredytów w CHF. Wierząc podobnym opiniom, banki straciły na frankach nie 20, a 100 mld złotych

W swoim komentarzu Piotr Kuczyński przyznał wprawdzie, że polityka banków, przynajmniej do 2006 roku, była lekkomyślna, a ich zarządy, jak i sami analitycy powinni zdawać sobie sprawę z niebezpieczeństwa, dodał jednak, że decyzję podejmował klient i to ten klient, przede wszystkim, za nią odpowiadał. Pewność, z jaką Kuczyński formułował wówczas te twierdzenia, jest zadziwiająca. Ekspert zdaje się zapominać, że ów klient, rzekomo będący osobą decyzyjną, bardzo często stał w tamtym czasie przed następującym wyborem: mógł albo wziąć kredyt we frankach, albo wyjść z banku z kwitkiem i dalej mieszkać „u teściowej za szafą”, jak to kiedyś niezwykle plastycznie określił były już prezes mBanku, Cezary Stypułkowski.

Nawiasem mówiąc, z wielką niecierpliwością czekamy na stanowisko prezesa Stypułkowskiego w sprawie ustawy frankowej – jeśli i on zaaprobuje pomysły projektodawcy, nie będzie już żadnych wątpliwości co do tego, że zmiany legislacyjne mają służyć wyłącznie bankom.

Wróćmy jednak do ulubionego analityka frankowiczów. Dekadę temu Kuczyński stanowczo krytykował pomysł rozwiązania frankowego problemu poprzez przewalutowanie tych kredytów po kursie z dnia zaciągnięcia lub sprzed skoku kursu franka. Wg niego przewalutowanie po kursie niższym od bieżącego miało wygenerować na tamten czas w sektorze stratę wynoszącą od 20 do 50 mld zł. Małe banki, bez pomocy państwa, miały zbankrutować. Analityk nakreślił w swoim wpisie tak dantejski scenariusz, że przeciętny obywatel naszego kraju, czytając te przemyślenia, mógł jedynie nabrać uprzedzeń do frankowiczów i oburzyć się na perspektywę dokładania jakichkolwiek pieniędzy do planowanej przez polityków akcji ratunkowej.

Z tego miejsca pragniemy pogratulować Piotrowi Kuczyńskiemu – przyczynił się, jako jeden z wielu, do odłożenia legislacyjnych rozwiązań na półkę. Frankowicze niczego nie osiągnęli protestami, a nowa władza zasugerowała, by szukali sprawiedliwości w sądach. Tak też zrobili. Do tej pory banki straciły na tym nie 20, nie 50, a ponad 100 miliardów złotych – i nie jest to koniec wydatków, bo frankowicze walczą już nie tylko o darmowe kredyty, ale również o odsetki ustawowe za opóźnienie, rekompensujące im utratę siły nabywczej spornych świadczeń w trakcie wieloletnich procesów.

Co ciekawe, obyło się bez masowych upadłości banków przez franki – w międzyczasie upadł Getin Noble Bank, ale kto zna historię tego podmiotu, wie doskonale, że przyczyny tej katastrofy były znacznie bardziej złożone. Ewentualne przewalutowanie, w okolicach 2015 roku, kredytów frankowych na złotówki, mogłoby tylko wzmocnić sytuację Getinu – nie zapominajmy, że w 2022 roku, tuż przed wejściem w procedurę restrukturyzacji, podmiot ten miał 10 tys. otwartych postępowań sądowych, w których frankowicze domagali się nieważności umów.

Frankowiczom, jak i kredytobiorcom złotowym rozważającym wejście na drogę sądową, serdecznie polecamy zapoznanie się z komentarzami Piotra Kuczyńskiego z 2015 roku, a następnie zestawienie ich z narracją prowadzoną przez sektor bankowy 10 lat później. Mamy do czynienia z tymi samymi katastroficznymi wizjami, z prognozą kryzysu polskiej gospodarki, bankructwami, wręcz z załamaniem się systemu, tyle że zagrożenie nie nadchodzi już od strony kredytobiorców frankowych, a jest generowane przez tych konsumentów, którzy w sądach próbują podważyć stawkę referencyjną WIBOR.

Piotr Kuczyński o ustawie frankowej i narracji kancelarii prawnych – rozwiązania zawarte w projekcie przysłużą się konsumentom?

Zatrzymajmy się w czasach obecnych i sprawdźmy, co Piotr Kuczyński, zadeklarowany przeciwnik przewalutowania hipotek frankowych po kursie z dnia zaciągnięcia, ma do powiedzenia o ustawie przygotowanej w Ministerstwie Sprawiedliwości. Czy krytykuje nadmierną pobłażliwość rządzących względem „walutowych spekulantów”? Czy przewiduje, że ustawa doprowadzi któryś bank do bankructwa? Otóż nie.

W opinii przedstawionej na łamach portalu Infor.pl Kuczyński wypowiada się pochlebnie o pomysłach legislacyjnych strony rządowej i – podobnie jak wcześniej przedstawiciele Związku Banków Polskich oraz pełnomocniczka ministra sprawiedliwości ds. ochrony praw konsumenta – prezentuje pogląd, wg którego krytyka pochodząca ze środowiska prawniczego ma „dużo wspólnego z interesami biznesowymi, a niewiele z realną ochroną konsumentów”. Analityk przyznaje wprawdzie, że sam nie jest prawnikiem, dodaje jednak, że czyta opracowania prawników, które, jak uważa, jest w stanie zrozumieć i jasno przekazać.

Dalej leci już standardowy przekaz forsowany przez projektodawcę – dowiadujemy się, że ustawowe pomysły nie mają na celu ingerencji w uprawnienia frankowiczów i nie doprowadzą do ograniczenia praw stronie konsumenckiej. Projekt ma być jedynie „zbiorem propozycji zmian dotyczących procedury sądowej, czyli sposobu w jaki sprawy w sądzie są rozpoznawane”. Wg Kuczyńskiego celem zmian jest „usprawnienie i odformalizowanie tradycyjnego procesu sądowego w sprawach cywilnych.”

W ocenie analityka ustawa przysłuży się przede wszystkim konsumentom, którzy mniej czasu spędzą w sądach i szybciej uzyskają wyroki w swoich sprawach. Mało tego, strona konsumencka poniesie niższe koszty procesowania się, co ma być związane z rozliczeniem stron w ramach tego samego postępowania. Na wejściu w życie ustawy zyska też sam wymiar sprawiedliwości, poprzez odblokowanie wydziałów cywilnych. Dalej Kuczyński odnosi się do narracji obecnej w debacie publicznej i zwraca uwagę, że projektu nie krytykują ani konsumenci (co jest nieprawdą), ani banki (to się zgadza), tylko kancelarie wyspecjalizowane w prowadzeniu spraw o kredyty w CHF. Wg eksperta projekt ustawy godzi w model działania tych podmiotów, które stracą znaczną część wynagrodzenia.

Kancelarie prawne mają stracić krocie na posiedzeniach niejawnych – dlaczego w takim razie nie protestują przeciwko ich wprowadzeniu?

Kuczyński sugeruje, że do utraty części wynagrodzenia kancelarii miałoby dojść na skutek rozpoznawania spraw na posiedzeniach niejawnych i przyśpieszenia rozliczeń – dziwnym trafem kancelarie nie protestują jednak ani przeciwko przyśpieszeniu postępowań, ani przeciwko posiedzeniom niejawnym. Duża część tego środowiska jest wręcz zadowolona z faktu, że sprawy będą rozpoznawane bez przeprowadzenia rozprawy – to nie frankowicze domagają się, by w ich sporach z bankami odbywała się rozprawa.

To banki dążą do tego, by sąd nie pomijał tego elementu i sprzeciwiają się wydawaniu wyroków na posiedzeniach niejawnych. Wynika to bezpośrednio z wypowiedzi samych sędziów, a jako przykład może nam posłużyć wywiad udzielony przez sędziego Karola Ratajczaka, prezesa Sądu Apelacyjnego w Poznaniu, i opublikowany na facebookowym profilu Radia Poznań (rozmowa z dnia 21 listopada br., przeprowadzona w ramach audycji Poranne Rozpoznanie).

Co zaś się tyczy rozsądzania spraw o nieważność i o zwrot kapitału w ramach tego samego postępowania, prawnicy frankowiczów nie są przeciwni samej idei, tylko scenariuszowi, w którym:

  • bank ma czas na złożenie potrącenia do końca postępowania w II instancji, co w praktyce w stopniu znaczącym utrudnia konsumentowi poddanie bankowych roszczeń dwuinstancyjnej kontroli (a to może być, jak wskazują eksperci prawni, sprzeczne z Konstytucją RP)
  • frankowicz, nie zgadzając się z oświadczeniem o potrąceniu złożonym przez bank, musi liczyć się z obciążeniem go kosztami postępowania sądowego w części, w której jego roszczenie zostanie oddalone na skutek uznania przez sąd tego potrącenia
  • strony są rozliczane saldem, co prowadzi do skasowania odsetek ustawowych za opóźnienie, których domaga się konsument za wieloletni proces.

Tylko tyle i aż tyle. Ilekroć czytamy opinie takie jak jak ta wyrażona przez Piotra Kuczyńskiego, zastanawiamy się, dlaczego dany ekspert analizuje, jak ustawa wpłynie na sytuację frankowiczów, całej reszty obywateli, a także sądów, ale konsekwentnie pomija wpływ tych rozwiązań na sytuację sektora bankowego. Wydaje nam się to dość osobliwe – bo skoro na ustawie korzysta tylko strona publiczna, to dlaczego zwolennicy tego projektu nie próbują nawet przeanalizować, jak przełoży się ona na finanse strony bankowej. Oczywiście ta zaskakująca jednomyślność rzekomo niezależnych ekspertów jest łatwa do rozszyfrowania: trudno byłoby przekonywać opinię publiczną, że banki nie skorzystają na ustawie, jeśli w projekcie znajdują się pomysły takie jak ten zawarty we wspomnianym już artykule 15.

Były zastępca Rzecznika Finansowego krytycznie o kancelariach frankowych. Czyje interesy reprezentuje dziś Ziemowit Bagłajewski?

Frankowiczom, sądzącym się aktualnie z bankiem, chcielibyśmy zwrócić uwagę na jeszcze jeden ekspercki tekst, który w ostatnich dniach pojawił się w branżowych mediach. Mowa o publikacji Ziemowita Bagłajewskiego, byłego zastępcy Rzecznika Finansowego, zamieszczonej na portalu „Rzeczpospolita”. To zadziwiające, w ilu miejscach wypowiedź byłego zastępcy RF (który obecnie jest członkiem zarządu Fundacji Forum Konsumentów) jest zbieżna z opinią zaprezentowaną przez Piotra Kuczyńskiego na łamach Infor.pl. Bagłajewski nie tylko uderza w kancelarie frankowe, którym w publicznej dyskusji zarzuca brak rzeczowości i merytoryki, sugerując jednocześnie, że wiele z nich działa z pominięciem adwokatów i radców prawnych. Były zastępca RF jednostronnie podchodzi do problematyki związanej z ustawą i w żaden sposób nie odnosi się do obaw przedstawianych przez stronę konsumencką i wyrażanych między innymi przez reprezentujących ją prawników.

W odniesieniu do insynuacji, jakie padają pod adresem pełnomocników frankowiczów, chcielibyśmy zadać panu Bagłajewskiemu kilka bardzo ważnych pytań. Kto jest odpowiedzialny za to, że rynek kancelarii prawnych w Polsce zmaga się z patologicznymi praktykami spółek z o.o., niepodlegających jakiemukolwiek nadzorowi samorządów zawodowych? Czy przypadkiem winą za ten stan rzeczy nie należałoby obarczyć strony rządowej, do której nie docierają apele krajowej adwokatury o wprowadzenie stosownych regulacji? Czy, zamiast przypisywać kancelariom nieczyste intencje, nie należałoby raczej skrytykować rządu za opieszałość, wskutek której potencjalnie nieuczciwe podmioty mogą w ogóle świadczyć w Polsce pomoc prawną?

Na końcu chcemy przypomnieć, że Ziemowit Bagłajewski był zastępcą Rzecznika Finansowego od grudnia 2021 roku, a zatem sprawował urząd jeszcze za czasów poprzedniego RF, Bohdana Pretkiela, który został odwołany ze stanowiska w czerwcu 2024 roku, rzekomo z powodu niespełniania wymogów ustawowych dotyczących doświadczenia. Bohdan Pretkiel, jako Rzecznik Finansowy, wydał korzystną dla kredytobiorców złotowych opinię (tzw. istotny pogląd) w sprawie możliwości poddawania sądowej kontroli klauzul zmiennego oprocentowania powiązanych ze wskaźnikiem referencyjnym WIBOR.

Opinia ta miała wesprzeć stronę konsumencką w indywidualnym sporze z Velo Bankiem. W ok. trzy miesiące od wydania istotnego poglądu, dr Pretkiel został odwołany ze stanowiska, a wybór nowego Rzecznika Finansowego ogłoszono dopiero w grudniu ur. W międzyczasie, w październiku 2024 roku, strona rządowa pracowała nad opinią na potrzeby unijnej sprawy C-471/24 (dotyczącej możliwości poddawania klauzul zmiennego oprocentowania kontroli krajowych sądów). W imieniu Rzecznika Finansowego analizę roboczą przeprowadził właśnie Ziemowit Bagłajewski, którego stanowisko było zbieżne z oceną rządu i jednocześnie sprzeczne z istotnym poglądem, wyrażonym przez dr Pretkiela w sprawie kredytobiorców złotowych z Velo Banku.

Dziś Ziemowit Bagłajewski wypowiada się krytycznie o motywacjach kancelarii prawnych, protestujących przeciwko ustawie frankowej, i jednocześnie wybiela przedstawicieli sektora bankowego, którzy w jego ocenie czekają tylko „na jasne zasady” i nie patrzą na ustawę jak na narzędzie odzyskiwania przewagi.

Niewykluczone, że byłemu zastępcy Rzecznika Finansowego marzy się dalsze rozwijanie kariery w strukturach instytucji publicznych, a drogę do realizacji takiego celu mogłoby mu zamknąć wygłaszanie opinii sprzecznych z główną linią narracyjną rządu. Przykład bezpośredniego zwierzchnika w urzędzie RF uświadomił mu dobitnie, co grozi za wspieranie strony konsumenckiej w dążeniu do prawdy na temat klauzul zmiennego oprocentowania. Jeśli spojrzymy na to z tej perspektywy, przestanie nas dziwić, że członek Forum Konsumentów, zasiadający nawet w zarządzie tej organizacji, wykazuje więcej zrozumienia wobec środowiska bankowców niż wobec kancelarii, które bronią w sądach interesów strony konsumenckiej.

PODSUMOWANIE:

Frankowiczom zostało bardzo niewielu przyjaciół po stronie eksperckiego komentariatu. Nie sprzyja im ani strona rządowa, ani były zastępca Rzecznika Finansowego (obecnie członek zarządu w Forum Konsumentów), ani analitycy, tacy jak Piotr Kuczyński, dla których ta grupa kredytobiorców to po prostu spekulanci walutowi, wyciągający ręce po pieniądze do banków i państwa.

Kredytobiorcy frankowi muszą zdać sobie sprawę z jednej, niezwykle ważnej rzeczy: sposób ich postrzegania przez stronę rządową radykalnie się zmienił po uformowaniu kolejnego antybankowego frontu. Rządzący wiedzą, że od tego, jak potraktują frankowiczów, zależeć będzie w dużej mierze skłonność pozostałych grup kredytobiorców do sądzenia się. Krytyczne znaczenie dla krajowego systemu finansowego mogą mieć rzecz jasna sprawy o WIBOR, których przybywa, mimo dominującej negatywnej dla konsumentów linii orzeczniczej.

Liczne przegrane nie zniechęciły złotówkowiczów do składania kolejnych powództw, czego przyczyn należy poszukiwać w historii frankowiczów, którzy latami walczyli o przeforsowanie swoich argumentów, wpierw przed sądami krajowymi, a następnie przed TSUE. Złotówkowicze nie tracą więc nadziei i liczą, że ich pozycja procesowa zostanie wzmocniona przez unijne stanowiska (co już się dzieje – po opinii Rzecznika Generalnego w sprawie C-471/24 w sądach padają nieprawomocne wyroki wykreślające stawkę WIBOR z umowy lub stwierdzające nieważność spornego kredytu).

Cierpliwość i determinacja posiadaczy hipotek złotowych jest bardzo nie na rękę obozowi rządzącemu, który nie chce mierzyć się z kolejną falą powództw przeciwko bankom. Właśnie dlatego należy oczekiwać, że polityczni decydenci zrobią wiele, by zamknąć temat franków ustawą, nawet jeśli niektóre zawarte w niej rozwiązania są potencjalne niezgodne z unijną dyrektywą 93/13 czy wręcz z Konstytucją RP.

Wyraźna niechęć Ministerstwa Sprawiedliwości do kredytobiorców frankowych (przejawiająca się między innymi pasywno-agresywną postawą pełnomocniczki ds. ochrony praw konsumenta) zachęca probankowych ekspertów do coraz śmielszych ataków wymierzonych w kancelarie prawne, reprezentujące w sądach interesy strony konsumenckiej.

Frankowicze powinni liczyć się z tym, że w następnych miesiącach ich pełnomocnicy prawni będą publicznie oskarżani o brak etyki zawodowej czy wręcz brak lojalności wobec swoich klientów. Oczywiście oskarżenia te będą miały charakter ogólny – ze strony krytyków nie padną żadne konkretne nazwiska czy nazwy podmiotów (bo to wymagałoby przedstawienia solidnych dowodów, których krytycy nie posiadają). Nie będzie to nic innego jak misternie zaplanowana akcja, obmierzona na zrujnowanie wizerunku tego środowiska i zburzenie zaufania, którym cieszą się adwokaci i radcowie prawni wśród poszkodowanych przez sektor bankowy konsumentów.

Przeciwnicy frankowiczów bardzo dobrze wiedzą, że kredytobiorcy, bez swoich pełnomocników prawnych, będą bezbronni w sądach. Nie będą też w stanie zweryfikować uczciwości proponowanych przez banki ugód. Prawda jest taka, że strona konsumencka jeszcze nigdy nie miała tak dobrej i doświadczonej reprezentacji prawnej. I takiej siły przebicia, sięgającej Trybunału Sprawiedliwości UE. Ironią jest, że przedstawiciele strony rządowej, którzy przejęli władzę w Polsce, głosząc prounijne hasła i obiecując powrót praworządności, najbardziej obawiają się w tej chwili właśnie Unii Europejskiej: tego, jak wyroki Trybunału mogą wpłynąć na krajowe orzecznictwo i w konsekwencji, na kondycję polskiego sektora finansowego.

FrankNews
FrankNews
FrankNews.pl to portal informacyjny poświęcony tematyce rynku kredytowego oraz sporów konsumentów z bankami. Redakcja serwisu od 2014 roku śledzi rozwój orzecznictwa sądowego, zmiany w przepisach prawa oraz zjawiska wpływające na sytuację kredytobiorców w Polsce. Doświadczenia zebrane przy tworzeniu materiałów publikowanych wcześniej w mediach i portalach internetowych stały się podstawą do uruchomienia w 2020 roku serwisu FrankNews.pl — miejsca, w którym informacje dotyczące tej tematyki są gromadzone i prezentowane w formie bieżących wiadomości oraz analiz. Materiały publikowane na FrankNews.pl nie stanowią porady prawnej ani finansowej. Treści odzwierciedlają stanowisko ich autorów i służą przedstawieniu faktów, orzeczeń oraz kontekstu opisywanych wydarzeń. Materiały zamieszczone w serwisie Franknews.pl nie są substytutem dla profesjonalnych porad prawnych. Franknews.pl nie poleca ani nie popiera żadnych konkretnych procedur, opinii lub innych informacji zawartych w serwisie. Zamieszczone materiały są subiektywnymi wypowiedziami autorów.

Related Articles

Najnowsze