Już jesienią 2026 roku polski rynek usług finansowych czekają ważne zmiany w prawie – Polska musi bowiem wdrożyć unijną dyrektywę CCD2, regulującą kwestie związane między innymi z kredytem konsumenckim. Projekt stosownej ustawy powstał już w UOKiK, przeszedł przez konsultacje publiczne i wciąż jest obiektem dialogu pomiędzy projektodawcą a interesariuszami. Bankom i innym podmiotom finansowym zależy oczywiście na tym, by ustawa nie była zbyt restrykcyjna, zwłaszcza w przypadku zapisów o sankcji kredytu darmowego i sprzedaży wiązanej. Równolegle sektor finansowy wciąż liczy na to, że rządzący zdecydują się na „przyklepanie” wystandaryzowanego wzorca umowy kredytu hipotecznego, poprzez wprowadzenie go do krajowego systemu na drodze rozporządzenia. Rządzący wyraźnie nie chcą sankcjonować rozwiązań opracowanych przez banki i wolą, by rynek uregulował się sam, bez ingerencji legislacyjnej, która mogłaby sprowadzić odpowiedzialność odszkodowawczą (za ewentualne błędy we wzorcu) na Skarb Państwa. Wiele kontrowersji, także w środowisku prawników, wzbudza fakt, że do prac nad modelowym wzorcem umownym nie zaproszono strony konsumenckiej. Niepokoić może również ocena UOKiK, wyrażona w odniesieniu do projektu modelowej umowy, przygotowanego w drodze samoregulacji: wg urzędu ma on zabezpieczać głównie ryzyka po stronie kredytodawcy, ponadto, dzięki elastycznej formule, ma też zapewnić swobodę indywidualnej modyfikacji umowy przez każdy bank. Czy sytuacja, w której banki na własną rękę dostosowują klauzule umowne do swoich potrzeb, aby na pewno jest bezpieczna dla klienta?
Z tekstu dowiesz się:
- Jakie rozwiązania chce przeforsować UOKiK przy okazji implementacji unijnej dyrektywy CCD2 do polskiego porządku prawnego
- Które pomysły UOKiK wybitnie nie podobają się krajowemu sektorowi finansowemu i jakie są oczekiwania banków względem projektowanej ustawy
- Co doświadczeni „frankowi” prawnicy myślą o podejściu organów władzy publicznej do porządkowania kwestii związanych z długoterminowymi umowami bankowymi
- Czy modelowa umowa kredytu hipotecznego rzeczywiście może zmienić na lepsze sytuację polskiego konsumenta, czy chodzi w niej tylko o minimalizację ryzyka prawnego.
Polsce zostało niewiele czasu na wdrożenie unijnej dyrektywy dot. kredytów konsumenckich. W tle nerwowy dialog z interesariuszami
Unijna dyrektywa 2023/2225, znana szerzej jako CCD2, weszła w życie ponad 2 lata temu, w listopadzie 2023 roku, a kraje wspólnotowe mają czas na jej wdrożenie w swoich systemach prawnych do 20 listopada 2026 roku. Zostało więc bardzo niewiele czasu na przeprowadzenie pełnego procesu legislacyjnego wokół zaprojektowanej w UOKiK ustawy, w sposób wyważający interesy wszystkich zainteresowanych i z poszanowaniem ochrony konsumenta.
Konsultacje publiczne dotyczące projektu rozpoczęły się w lipcu 2025 roku – zainteresowanie zgłoszeniem uwag było ogromne, zarówno ze strony instytucji publicznych, jak i sektora prywatnego (łącznie projektodawca otrzymał ok. 1500 stron materiału, którego analiza zajęła niemal pół roku). W grudniu ubiegłego roku UOKiK udostępnił tabelę zawierającą zgłoszone uwagi, wraz z krótkim komentarzem do każdej z nich.
Najprawdopodobniej ze względu na dużą liczbę tych uwag, komentarz do każdej był lakoniczny, co nie spodobało się przedstawicielom rynku finansowego, którzy najwyraźniej poczuli, że projektodawca traktuje ich protekcjonalnie. Kredytobiorcom, którzy zaangażowali się w oprotestowywanie projektu ustawy frankowej, utyskiwania bankowców mogą przynieść pewną satysfakcję.
Gdy Ministerstwo Sprawiedliwości w dwóch, trzech słowach ustosunkowywało się do obszernych uwag zgłaszanych przez stronę konsumencką, nikogo (prócz samych zgłaszających) ta sytuacja nie oburzała. Ale gdy to korporacje z branży finansowej recenzują pomysły legislacyjne UOKiK, oczekują, że zostaną potraktowane inaczej. I wyrażają zdziwienie, gdy instytucja publiczna skoncentrowana na ochronie konsumenta nie zapewnia im wyjątkowego traktowania.
Jednocześnie bankowcy rozumieją, że tworzenie prawa naprędce, zwłaszcza dotykającego tak newralgicznych kwestii jak kredyty konsumenckie, wcale nie jest korzystne dla sektora. Wszak chodzi o wyregulowanie systemu na lata, a im dłużej trwać będzie debata nad projektem, tym więcej szans otrzymają instytucje finansowe na przekonanie urzędu do określonych rozwiązań. UOKiK postawił sobie ambitne cele: chce, aby ustawa w bieżącym kwartale przeszła przez odpowiednie komitety Rady Ministrów. Jednocześnie nie ma zamiaru iść na skróty: urzędowi zależy na odpowiedniej jakości ustawy, która pozytywnie wpłynie na poziom świadczonych polskiemu konsumentowi usług finansowych.
Za nami konferencja uzgodnieniowa w sprawie projektu UOKiK. Dyskutowano między innymi o SKD i maksymalnych kosztach pozaodsetkowych
W dniach 20-21 stycznia br. UOKiK zorganizował konferencję uzgodnieniową, na której wysłuchał m.in. postulatów strony społecznej w odniesieniu do projektu ustawy. W trakcie konferencji rozmawiano między innymi o szczegółach nowej sankcji kredytu darmowego oraz maksymalnych pozaodsetkowych kosztach kredytu. Nowa ustawa o kredycie konsumenckim ma wprowadzić miarkowanie sankcji kredytu darmowego (proporcjonalnie do skali naruszenia) i rozszerzyć możliwości jej stosowania, także w odniesieniu do sytuacji, w których bank nie otrzymał od konsumenta informacji o jego sytuacji finansowej, w tym o uzyskiwanych dochodach i ponoszonych wydatkach.
Bankowcy są wyraźnie niezadowoleni z podejścia projektodawcy do wspomnianych już maksymalnych pozaodsetkowych kosztów kredytu. Próg tych kosztów ma pozostać bez zmian, tj. na poziomie znanym z ustawy antylichwiarskiej. W ich ocenie pozostawienie tego limitu bez zmian godzi w interesy instytucji pożyczkowych, których koszty prowadzenia działalności są coraz wyższe. Co ciekawe, przeciwko zachowaniu dotychczasowego limitu jest również… Forum Konsumentów, reprezentowane przez niezawodnego jak zawsze Ziemowita Bagłajewskiego, byłego zastępcę Rzecznika Finansowego, wg którego decyzja projektodawcy może „wypchnąć” z rynku usług pożyczkowych klientów o najsłabszym statusie materialnym i sprawić, że skierują oni swoje zainteresowanie ku szarej strefie (wspomniał o tym redaktor portalu cashless.pl w swojej relacji z drugiego dnia konferencji).
To nie pierwszy raz, gdy opinie wygłaszane przez Bagłajewskiego są zgodne ze spinem sektora bankowego: tak samo było w przypadku dyskusji publicznej toczącej się wokół projektu ustawy frankowej. Przedstawiciel Forum Konsumentów zjawił się na posiedzeniu sejmowej komisji, na którym dyskutowano o projekcie specustawy, i jako jedyny przedstawiciel strony społecznej wypowiedział się pochlebnie o pomysłach zaprojektowanych w Ministerstwie Sprawiedliwości, co wprowadziło w szczere zdumienie przewodniczącego komisji, do tego stopnia, że zdecydował się on dopytać, czyje interesy reprezentuje Forum Konsumentów. My po dziś dzień zadajemy sobie to samo pytanie.
Dyrektywa CCD2 wyraźnie nie podoba się przedstawicielom sektora bankowego: przyczyną mniejsza swoboda w oferowaniu produktów
Nim przejdziemy do omówienia tego, jakie rozwiązania chce wprowadzić UOKiK do polskiego systemu prawnego przy okazji implementacji unijnych przepisów, wpierw zajmijmy się pokrótce tym, jakich obszarów w ogóle dotyczy dyrektywa CCD2. Dokument kładzie ogromny nacisk na zwiększenie ochrony konsumenta, i to na wiele różnych sposobów, od wymogów dotyczących przejrzystości reklam usług kredytowych, przez zmiany w sposobie oceny zdolności kredytowej konsumenta, na zakazie sprzedaży wiązanej kończąc. Jak nietrudno się domyślić, bankom nieszczególnie odpowiadają nowe regulacje: przedstawiciele tych instytucji doskonale wiedzą, że znacznie ograniczą ich swobodę, zarówno w zakresie oferowania produktów, jak i sposobu ich prezentowania klientowi.
Najwięcej emocji wzbudzają dwa zagadnienia. Po pierwsze, banki boją się rozszerzenia sankcji darmowego kredytu na sytuacje, w których błędnie przeprowadziły analizę zdolności kredytowej klienta. Do tej pory bankowcy postrzegali proces badania możliwości kredytowych konsumenta przez pryzmat ograniczenia własnego ryzyka. Tymczasem unijni regulatorzy chcą, by przedsiębiorcy reprezentujący sektor finansowy wreszcie zaczęli patrzeć na tę procedurę z perspektywy ochrony konsumenta, głównie celem przeciwdziałania wystąpieniu po jego stronie nadmiernego zadłużenia.
Po drugie, unijna dyrektywa zakazuje bankom i innym podmiotom z tego sektora prowadzenia tzw. sprzedaży wiązanej w przypadku kredytów konsumenckich. Oznacza to, że bank nie będzie mógł uzależniać udzielenia takiego kredytu od wykupienia przez klienta dodatkowych usług, w tym np. ubezpieczenia). Dyrektywa daje bankom możliwość oferowania sprzedaży łączonej, ale tylko pod warunkiem, że konsument będzie mógł zadecydować, czy chce kupić usługę w pakiecie, czy woli wykupić jedynie produkt podstawowy, bez dodatków. Od tej reguły będą obowiązywać nieliczne odstępstwa, dotyczące przypadków powiązania kredytu z bezpłatnym rachunkiem płatniczym lub z polisą zabezpieczającą spłatę zobowiązania (w zakresie polisy bank musi dać konsumentowi prawo wyboru dowolnego ubezpieczyciela – klient nie może być zmuszany do wyboru oferty firmy X czy Y, z którą bank akurat współpracuje).
Oczywiście bankowcy, wspomagani w tym przez współpracujące z nimi kancelarie prawne, forsują w mediach pogląd, według którego takie rozwiązanie jest niekorzystne dla klienta i przełoży się na mniej atrakcyjne warunki cenowe usług.
To jednak nie wszystko, bo dyrektywa CCD2 uderza również w tzw. VAS-y, czyli w oferowanie do pożyczek czy kredytów usług dodatkowych o charakterze niefinansowym, np. usługi z zakresu assistance, biletów MPK, rozmaitych zniżek zakupowych i programów lojalnościowych. Zdaniem ekspertów prawnych reprezentujących interesy sektora bankowego, nowe regulacje doprowadzą do spadku rentowności usług i wyhamują rozwój innowacyjności tego rynku, przy jednoczesnym zwiększeniu kosztów operacyjnych. I znów, konsument jest straszony widmem „biedniejszej” oferty, ponadto sugeruje się mu nadgorliwość twórców unijnego prawa i samego krajowego projektodawcy, który w wielu miejscach chce wprowadzać bardziej restrykcyjne reguły niż wymaga tego dyrektywa CCD2.
Taka sytuacja ma miejsce między innymi w odniesieniu do przepisów o zakazie sprzedaży wiązanej. Mianowicie UOKiK chce, by kredytodawca, oferując sprzedaż łączoną, miał obowiązek przekazania klientowi dwóch wersji oferty (z uwzględnieniem dodatkowej usługi i bez niej), tak, aby klient mógł precyzyjnie porównać obie i dokonać optymalnego wyboru. Tymczasem dyrektywa CCD2 wymaga od instytucji finansowej jedynie, by poinformowała konsumenta o możliwości skorzystania z oferty bez wykupowania dodatkowej usługi.
Modelowa umowa kredytu hipotecznego ma uchronić banki przed rosnącym ryzykiem prawnym. Rządzący nie chcą jednak wdrażać jej przy pomocy rozporządzenia
Ryzyka kredytów i pożyczek konsumenckich nie są obecnie jedynym problemem sektora bankowego wymagającym pilnej interwencji. Jeszcze większy niepokój bankowców wzbudza to, co dzieje się obecnie wokół hipotek złotowych, w których miesięczna rata powiązana jest z wartością wskaźnika referencyjnego WIBOR. Od ponad dwóch lat banki starają się wypracować zestaw uniwersalnych regulacji, którym miałyby podlegać nowo zawierane umowy hipotek złotowych. Nad kompleksowym rozwiązaniem pracowali eksperci z Europejskiego Kongresu Finansowego – efekty ich pracy zostały udostępnione na stronie EKF w lipcu 2025 roku. Idee stojące za projektem brzmią pięknie: wszak chodzi nie tylko o czysty pragmatyzm, czyli redukcję ryzyk prawnych i systemowych. Jak wynika z prezentacji załączonej do projektu, twórcy modelowej umowy kredytu hipotecznego dążą do odbudowania zaufania między konsumentem a bankiem, a także do powrotu do zasad i wartości rozpoznawanych przez prawo cywilne. Wg prezentowanych założeń, umowa ma być napisana językiem prostym i zrozumiałym dla przeciętnego konsumenta, zawierać bezpośrednie zwroty i wyjaśnienia niektórych pojęć oraz mechanizmów. Wspomnieć przy tym należy, że nad podobnymi rozwiązaniami (wystandaryzowaniem wzorca umowy hipotecznej) prace trwają również w UOKiK. Na razie jednak nie wiadomo, kiedy dobiegną końca.
Tymczasem przedstawicielom sektora bankowego, reprezentowanym przez Związek Banków Polskich, bardzo zależy na szybkim działaniu i uzyskaniu oficjalnej aprobaty dla modelowej czy też jednolitej umowy kredytu hipotecznego ze strony rządzących. I nie chodzi tu wyłącznie o rekomendację KNF czy UOKiK: banki chcą, by odpowiednie regulacje zostały wprowadzone do polskiego systemu prawnego pod postacią rozporządzenia, a także by były obligatoryjne dla wszystkich podmiotów oferujących kredyty hipoteczne. Jaki miałby być cel tych odgórnych regulacji, nietrudno się domyślić.
W naszym przekonaniu chodzi o „rozmycie” odpowiedzialności prawnej w przypadku ewentualnych przyszłych prób podważania takiego wzorca przez stronę konsumencką. Jeśli rządzący zaaprobują określone rozwiązania i zobligują banki do ich stosowania na drodze rozporządzenia, to kredytobiorcy będą mogli kierować swoje pretensje, także te odszkodowawcze, do Skarbu Państwa. Wówczas Państwo Polskie stanie się niejako „zakładnikiem” banków i będzie zmuszone mówić z nimi wspólnym głosem w odniesieniu do roszczeń konsumentów. Miałoby to oczywiście znaczenie w przypadku skierowania do TSUE pytań prejudycjalnych o dopuszczalność klauzul zawartych we wzorcu, w odniesieniu do unijnych dyrektyw (w wyniku czego strona rządowa zostałaby poproszona o przedstawienie swojego stanowiska, tak jak miało to miejsce jesienią 2024 roku w sprawie „wiborowej” C-471/24).
Warto wspomnieć, że swój udział w projektowaniu modelowej umowy kredytowej, powstałej w EKF, jak i w tworzeniu jednolitego wzorca umownego pod przewodnictwem UOKiK, mieli przedstawiciele sektora bankowego. Tego samego nie można powiedzieć o konsumentach, którzy w kwestii modelowego wzorca nie mieli tak naprawdę nic do powiedzenia. Powstaje pytanie, czyj interes ma w takim razie chronić ów wzorzec, klienta czy banku?
Nad tym samym zastanawiają się doświadczeni prawnicy, uważnie obserwujący nerwowe ruchy w sektorze, między innymi mec. Wojciech Bochenek, który w sierpniu ur. wypowiadał się w tej kwestii w rozmowie z money.pl. Radca prawny podkreślił, że funkcjonujące w naszym kraju przepisy (ustawa prawo bankowe, ustawa o kredycie hipotecznym) już w tej chwili precyzują, co powinno znaleźć się w umowie kredytu hipotecznego. Powstaje więc pytanie, czy nie wystarczyłoby po prostu, aby banki kierowały się orzecznictwem oraz wskazówkami pochodzącymi od TSUE.
Dwie koncepcje, obie oparte o stałą stopę. Czy to rozwiązanie aby na pewno ma służyć konsumentowi?
Od początku zastanawia nas, dlaczego równolegle powstają dwie koncepcje umowy kredytu hipotecznego, w wielu miejscach bliźniaczo do siebie podobne, a różniące się przede wszystkim preferowanym sposobem ich wprowadzenia. Wszak modelowa umowa kredytowa, jak sugerują jej twórcy, może być stosowana przez banki dobrowolnie, natomiast jednolity wzorzec umowny, jak chce UOKiK, powinien znaleźć umocowanie w prawie. W obu projektach ogromny nacisk kładzie się na produkty długoterminowe o stałym oprocentowaniu. UOKiK życzyłby sobie, aby w perspektywie kilkunastu lat Polacy zyskali dostęp do kredytów na stałej stopie na cały okres kredytowania. W naszej ocenie korzyści z takiego rozwiązania po stronie kredytobiorcy będą wprost zależne od warunków, jakie zaproponują im banki (i od otoczenia ekonomicznego, w którym kredytobiorca będzie zaciągał zobowiązanie).
Zdaniem dużej części ekspertów prawnych wprowadzenie jednolitego wzorca, promującego kredyty na czasowo stałej stopie, ujednolici nie tylko same praktyki rynkowe instytucji finansowych, ale również warunki ofertowe przedstawiane klientom. Efekt? Niezależnie od tego, do którego banku konsument pójdzie, uzyska bardzo podobny produkt. Jeżeli zatem w 2026 roku w środowisku konsumenckim mówi się o zmowie cenowej banków w kontekście wyznaczania wskaźnika WIBOR, to czy przypadkiem problem nie pogłębi się po wprowadzeniu kolejnych regulacji?
Dużo bardziej kontrowersyjną kwestią jest jednak brak możliwości odejścia od stałego oprocentowania kredytu w środku okresu obowiązywania czasowo stałej stopy. Jak wiadomo, Komisja Nadzoru Finansowego wydała bankom rekomendację, by nie oferowały posiadaczom kredytów na stałej stopie procentowej refinansowania opartego o stopę zmienną. Jeśli więc kredytobiorca po zmianie przepisów podpisze umowę o hipotekę ze stałą stopą na 10 lat, a w międzyczasie okaże się, że stopy procentowe zaczynają spadać, zaś prognozy wskazują na długotrwały trend, taki klient banku będzie musiał spłacać wyższe raty niż inni kredytobiorcy, którzy w odróżnieniu od niego wybrali kredyt na zmiennej stopie. Jedynym wyjściem będzie wówczas wybór refinansowania kredytu, znów na stałej stopie, z uwzględnieniem nowych, lepszych warunków, co oczywiście wiąże się z licznymi formalnościami i ponownym badaniem zdolności kredytowej.
Ilekroć regulatorzy powracają w swoich pomysłach do wątku stałej stopy, zastanawia nas, dlaczego zajęli się tym problemem dopiero teraz, gdy stopa referencyjna NBP wynosi 4 proc., a nie na przykład w 2021 roku, gdy była bliska zeru. Timing niestety może wzbudzać podejrzliwość – bo czy przypadkiem nie jest tak, że banki, świadome kolejnych spadków oprocentowania w perspektywie długoterminowej, chcą po prostu „zamrozić” swoje zyski na dekadę pod płaszczykiem troski o interes konsumenta?
Jednolity wzorzec umowy? Tak, ale pod kilkoma warunkami
Zgłaszane przez nas w tym tekście obawy o rzeczywiste intencje sektora bankowego, dążącego do legislacyjnych regulacji wzorca umowy kredytowej, wcale nie znaczą, że jesteśmy absolutnymi przeciwnikami wprowadzenia spójnych standardów dla produktów z tej grupy. Przeciwnie, uważamy, że taka inicjatywa jak najbardziej jest potrzebna, ale powinna powstawać w systemie otwartym, nie za zamkniętymi drzwiami, z udziałem wybranych grup interesów.
Strona konsumencka ma prawo wiedzieć, jak przebiega dyskusja sektora prywatnego z publicznym w przedmiocie dotyczącym tego, jakie de facto będą koszty i zasady pozyskiwania nieruchomości mieszkalnych przez polskich obywateli. Bo nie oszukujmy się, zdecydowana większość Polaków kupuje mieszkanie na kredyt, zwłaszcza jeśli mowa o zakupie na potrzeby własne, nie pod inwestycję. Sposób, w jaki rządzący, we współpracy z regulatorami i przedstawicielami sektora bankowego, unormują kwestie związane z kredytem hipotecznym, wpłynie więc na ogół naszego społeczeństwa. A skoro tak, to obywatele powinni mieć wgląd w to, jakie rozwiązania są rozważane, kto je proponuje i jak to argumentuje.
Uważamy też, że przedstawiciele strony społecznej powinni mieć wpływ na to, jak będzie wyglądać taki projekt. Niezmiernie dziwi nas, że rządzący, wiedząc, jak silnie rozwinięty w Polsce jest rynek sporów przeciwko bankom, nie próbują wykorzystać doświadczenia kancelarii frankowych do stworzenia bezpiecznych, przewidywalnych i zgodnych z europejskim prawem przepisów. Tym bardziej, że podmioty te już udowodniły swoją sprawczość w kwestii kredytów złotowych – i nie mamy tu wcale na myśli tego, co dzieje się obecnie w sądach.
Banki, widząc, na jakie aspekty umów kredytowych zwracają uwagę pełnomocnicy konsumentów, same zaczynają modyfikować obowiązujące kontrakty, byleby tylko uciec przed ryzykiem prawnym. Świetnym przykładem jest tu ING Bank Śląski, podmiot, który został ledwie draśnięty w wojnie o franki, a który teraz na poważnie obawia się masowych pozwów przeciwko umowom złotowym. O sile tych obaw niech świadczy fakt, że 20 stycznia 2026 roku bank ogłosił, że rezygnuje ze stosowania klauzuli dolnego progu oprocentowania.
Zmiana obejmie umowy zawarte od 17 sierpnia 2015 roku do 29 września 2025 roku, chodzi więc o tysiące kontraktów, w których bank zabezpieczył się przed ryzykiem drastycznego spadku stopy referencyjnej, oczywiście kosztem klienta. Wątpliwe, by ING Bank zdecydował się na ten krok, gdyby nie działalność kancelarii frankowych, poświęcających coraz więcej uwagi klauzulom występującym w umowach złotowych.
Odnosimy niestety wrażenie, że frankowi prawnicy wciąż nie są traktowani przez polskie władze jak partner w dyskusji, a jak potencjalny przeciwnik procesowy. To błąd. Nawet jeśli rządzący są nieufni wobec prawników, wskazujących na pewne kontrowersje wokół wskaźnika WIBOR i sposobu jego wyznaczania, nie jest to powód do rezygnowania z ich wiedzy, która mogłaby okazać się nieodzowna w tworzeniu przyjaznego konsumentom prawa.
PODSUMOWANIE:
Rok 2026 będzie okresem wielkich zmian legislacyjnych w relacjach kredytobiorców z bankami. Regulacje zostaną wprowadzone nie tylko w obszarze kredytów i pożyczek gotówkowych (prawo polskie ma zostać dostosowane do unijnej dyrektywy CCD2 najpóźniej do listopada 2026 roku), należy się ich spodziewać również w odniesieniu do kredytów hipotecznych, nie wiadomo tylko jeszcze, w jakim kształcie, albowiem o uwagę rządzących walczą dwie konkurencyjne koncepcje, z których pierwsza, zaprojektowana przez EKF, uwzględnia przede wszystkim perspektywę sektora bankowego, a druga, autorstwa UOKiK, jest bardziej wyważona i w większym stopniu koncentruje się na ochronie konsumenta.
Oczekiwania rynku są takie, że temat kredytów hipotecznych zostanie uregulowany, na przykład na drodze rozporządzenia, jeszcze w bieżącym roku. Pewności, czy tak się stanie, na razie nie ma, ponieważ rządzący podchodzą z wyraźną rezerwą do pomysłu odgórnego narzucania bankom jednolitych standardów w zapisach umów hipotecznych. Nie jest to wyraz troski o autonomię sektora bankowego, a strach przed potencjalnymi skutkami zaaprobowania rozwiązań, które następnie zostałyby zanegowane przed TSUE.
Nie możemy oczywiście zapominać, że rząd wciąż jest zainteresowany uregulowaniem kwestii związanych ze sporami sądowymi o kredyty we franku szwajcarskim, trzeba jednak zaznaczyć, że tu polskie władze będą miały wyjątkowo trudne zadanie, ponieważ ustawowymi rozwiązaniami nie są na chwilę obecną zainteresowani ani konsumenci (obawiający się skutków wprowadzenia dłuższego terminu na zgłoszenie potrącenia), ani bankowcy (którzy z regulacjami woleliby poczekać na kilka istotnych wyroków TSUE).
Polityczni decydenci nie mają łatwego zadania: pomiędzy bankami a kredytobiorcami jest obecnie tak silna polaryzacja, że prowadzenie konstruktywnego dialogu w tej atmosferze wymaga niemalże akrobatycznych zdolności. Kredytobiorcy nie ufają bankom i boją się, że nowe regulacje mają służyć wyłącznie ograniczeniu ryzyka w sektorze finansowym. Banki z kolei nie ufają konsumentom i boją się kolejnych serii pozwów przeciwko powszechnie stosowanym klauzulom umownym. Rządzący balansują pomiędzy jednymi i drugimi, próbując wyważyć interes stron bez sprowadzania na siebie odpowiedzialności odszkodowawczej.
Jak w tych warunkach wypracować rozwiązania, które przejdą próbę czasu i zabezpieczą w sposób adekwatny interesy wszystkich uczestników rynku? Najprostsze rozwiązania często okazują się najlepsze: rząd powinien postawić na otwarty dialog z interesariuszami, bez względu na to, którą stronę rynku reprezentują. Rządzący nie mogą się dłużej zasłaniać tym, że w Polsce nie ma wystarczająco silnych organizacji konsumenckich, które mogłyby jak równy z równym dyskutować z bankami o koniecznych zmianach wzorców umownych. Ostatnie wydarzenia (jak chociażby posiedzenie sejmowej komisji w sprawie ustawy frankowej) pokazują, że organizacje dumnie określające się jako konsumenckie nie zawsze stawiają sobie za punkt honoru ochronę tego konsumenta.
Głosem strony konsumenckiej są dziś kancelarie prawne, wyspecjalizowane w prawie bankowym, i to one powinny zostać dopuszczone do rozmów o jednolitym wzorcu umownym. Podmioty te dowiodły, że potrafią w sposób niezwykle skuteczny wynajdywać słabe punkty umowy, a następnie z sukcesami kwestionować je przed krajowymi i europejskimi sądami. Ich doświadczenie może dziś posłużyć stworzeniu odpowiednio sformułowanej modelowej umowy, cechującej się odpowiednim wyważeniem ryzyka i wolnej od niejasnych zapisów.
Dziękujemy za lekturę.
Publikujemy najważniejsze i aktualne informacje dla kredytobiorców:
WIBOR, raty, wyroki sądów i praktyczne wskazówki.
Bądź na bieżąco — obserwuj FrankNews:



