PLN - Polski złoty
CHF
4,59
wtorek, 3 lutego, 2026

SKANDAL w Sądach: Rząd tnie pensje urzędnikom, a miliony chce oddać bankom! Bunt wybuchł, sprawy frankowe zwalniają?

Przeciętny pracownik sądu może mieć spore trudności ze zrozumieniem rządowej strategii w zakresie naprawy polskiego wymiaru sprawiedliwości. Z jednej strony słyszy od polityków, jak wiele robią, by zażegnać kryzys w polskim sądownictwie i przywrócić obywatelom możliwość uzyskiwania wyroków w rozsądnym czasie, z drugiej obserwuje, jak rząd „transferuje” miliony złotych z przyszłorocznego budżetu, które miały zostać przeznaczone na wynagrodzenia w sądach, z zamiarem przeznaczenia ich na szkolnictwo wyższe i naukę, ABW czy turystykę. Pracownicy sekretariatów, asystenci sędziów i inni urzędnicy krajowych sądów, którzy zdecydowanie nie są krezusami, słyszą od ministra sprawiedliwości, że dostaną w przyszłym roku zaledwie trzyprocentowe podwyżki, czyli w praktyce zarobią mniej niż teraz – wzrost ich wynagrodzeń zostanie bowiem skonsumowany przez inflację. Nie może zatem dziwić, że pracownicy protestują przeciwko rządowej decyzji i robią to w sposób, który Ministerstwu jest wyraźnie nie na rękę… Szczegóły w tekście.

Z artykułu dowiesz się między innymi:

  • Jaki plan płacowy dla pracowników sądownictwa przygotował na przyszły rok obóz rządzący
  • Na jakie „zawrotne” sumy mogą dziś liczyć pracownicy sądów, tacy jak asystent sędziego, sekretarz i urzędnik
  • Na czym polega protest pracowników sądów i jak na ich akcję reagują rządzący
  • Dlaczego między bajki należy włożyć zapewnienia, że budżetu państwa nie stać na godne podwyżki dla najniżej opłacalnych urzędników sądowych.

Pracownicy polskich sądów ledwo wiążą koniec z końcem, a ich przyszłoroczne podwyżki będą niższe niż realny wskaźnik inflacji

Od wielu miesięcy informujemy naszych Czytelników o katastrofalnej sytuacji polskiego wymiaru sprawiedliwości, głównie koncentrując się na przewlekłości spraw cywilnych. Dynamika orzecznicza dużych jednostek sądowych to tak naprawdę wierzchołek góry lodowej. U podstawy tej góry występują dużo bardziej złożone problemy, związane między innymi z brakami kadrowymi w polskich sądach.

Dlaczego Polacy nie chcą pracować w wymiarze sprawiedliwości? Składa się na to cały szereg czynników. Najważniejszym jest oczywiście dysproporcja pomiędzy wymaganiami pracodawcy a oferowanymi zarobkami. Dla przykładu asystent sędziego, który musi mieć ukończone studia prawnicze, może liczyć na zarobki rzędu 6500-8000 zł brutto, czyli od 4761 do 5784 zł netto. Starszy asystent sędziego zarobi „zawrotne” 8000-9000 zł brutto, co daje 5784-6465 zł „na rękę”. Sekretarz sądowy (w przypadku którego teoretycznie wystarczające jest wykształcenie średnie, ale w praktyce preferowane jest wyższe w kierunku administracji) zarobi 5775 zł brutto czyli 4267 zł netto, natomiast protokolant sądowy może liczyć na 5560 zł brutto, co daje 4120 zł na rękę. Najniższa płaca zasadnicza dla urzędnika sądowego wzrosła w 2025 roku z 5000 zł do 5500 zł brutto (4079 zł netto).

Dla porównania, średnie wynagrodzenie brutto w gospodarce wyniosło 8748,63 zł, co daje ok. 6294 zł „na rękę”. Nie może zatem dziwić, że pracownicy sądów mają pewien niedosyt i bardzo liczyli na to, że ich wynagrodzenia zasadnicze zostaną podniesione. Początkowo mówiło się, że podwyżki mogą wynieść 5 proc., jednak przed kilkoma dniami minister sprawiedliwości Waldemar Żurek poinformował pracowników sądów, że w przyszłym roku zarobią zaledwie o 3 proc. więcej niż w bieżącym.

Przypomnijmy, że inflacja w III kwartale 2025 roku, w ujęciu rocznym, uplasowała się na poziomie 3 procent, natomiast za pierwsze trzy kwartały br. wyniosła 4 procent. W listopadzie inflacja spadła do poziomu 2,4 proc. Cały problem ze wskaźnikiem inflacji polega jednak na tym, że nie uwzględnia on cen, które są kluczowe dla polskich gospodarstw domowych – chodzi między innymi o paliwa, prąd, gaz, a co za tym idzie i ogrzewanie. Żeby było jeszcze ciekawiej, inflacja nie uwzględnia cen żywności, rzekomo z uwagi na ich dużą zmienność. W efekcie może się okazać, że przyszłoroczna sytuacja finansowa pracownika sądu będzie jeszcze gorsza niż w 2025 roku, właśnie ze względu na dynamiczny wzrost cen produktów, których nie uwzględnia koszyk inflacji.

Przyszłoroczne awanse i dodatki w polskim sądownictwie stoją pod znakiem zapytania. Rząd zabierze sądom miliony złotych

Uwłaczająca skala podwyżek została bardzo źle odebrana przez pracowników sądownictwa. Prawdziwa burza w tym środowisku rozpętała się jednak dopiero 21 listopada, dzień po przyjęciu przez Komisję Finansów Publicznych już w pierwszym czytaniu poprawki nr 9, zgłoszonej do przyszłorocznej ustawy budżetowej. Zgodnie z poprawką, aż o 95 mln mają zostać zmniejszone wydatki na wynagrodzenia pracowników sądów (łącznie z sądownictwa powszechnego zabrane zostanie 165 mln zł).

Środki te mają zasilić inne sektory, między innymi turystykę, szkolnictwo wyższe i naukę, ABW, AW oraz wyznania religijne i mniejszości narodowe. Najwięcej, bo blisko 66 mln zł, stracą urzędnicy i pracownicy sądów nieobjęci mnożnikami. Asystentom sędziów odebrane zostanie ok. 12 mln zł, co jest o tyle kontrowersyjne, że polski wymiar sprawiedliwości już w tej chwili ma bardzo poważne problemy z obsadzeniem wolnych wakatów.

Frustracja i oburzenie pracowników, których dotknie przesunięcie tych środków w inne sektory budżetu, nie może dziwić: przełoży się to bezpośrednio na perspektywy podwyżek i awansów, a zarazem utrudni efektywny nabór kandydatów na wolne stanowiska. Co warte podkreślenia, środowiska te nie pozostają bierne wobec decyzji rządzących i protestują w sieci – akcję koordynuje Międzyzakładowa Organizacja Związkowa NSZZ „Solidarność” Pracowników Sądownictwa i Prokuratury, która komunikuje się z uczestnikami protestu za pomocą mediów społecznościowych.

Pracownicy polskich sądów protestują w sieci po skandalicznej decyzji rządzących

Dnia 27 listopada 2025 roku fala protestujących dała wyraz swemu niezadowoleniu, publikując ponad 1600 komentarzy pod konferencją Ministerstwa Sprawiedliwości poświęconą mediacji. Pracownicy sądów, w zdecydowanej większości występujący z imienia i nazwiska, nie zostawili suchej nitki na skandalicznej decyzji rządzących. W pewnym momencie na rządowym profilu facebookowym poświęconym Mediacjom, pod transmisją konferencji, wyłączona została możliwość komentowania.

Tego samego dnia protestujący „nawiedzili” również profil Arkadiusza Myrchy, sekretarza stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości. Tam akcja miała już mniejszą siłę rażenia – pozostawiono kilkadziesiąt komentarzy, a możliwość komentowania nie została wyłączona.

Najbardziej spodobał nam się nalot protestujących na profil Ministerstwa Sprawiedliwości. 27 listopada opublikowano tam wpis poświęcony artykułowi 10. Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, który nieprzypadkowo dotyczy… wolności wyrażania opinii. Pracownicy sądów wyrazili więc opinię… na temat zablokowanych podwyżek i wyłączonych komentarzy pod konferencją o mediacji.

W budżecie nie ma pieniędzy na podwyżki dla pracowników sądów, ale znajdą się środki na wsparcie sektora bankowego

Rządzący wybrali sobie wybitnie zły moment na igranie z pracownikami sądów. Będzie trudno przekonać urzędników, że w budżecie nie ma pieniędzy na podwyżki dla najsłabiej zarabiających, gdy jednocześnie resort sprawiedliwości, będący ośrodkiem promującym projekt ustawy frankowej, chce rozdawać setki milionów złotych bankom, jeśli te zdecydują się cofnąć swoje pozwy i apelacje. Jednym z kluczowych zapisów projektu (zaraz obok wydłużenia terminu na złożenie potrącenia) jest właśnie ten dotyczący 50 proc. „zniżki” na usługi polskich sądów. Otóż po wejściu w życie ustawy banki sądzące się z frankowiczami będą miały 6 miesięcy na cofnięcie swoich pozwów, apelacji i skarg kasacyjnych. Jeśli wyrobią się w terminie, zostanie im zwrócona połowa opłaty sądowej.

Chodzi o ogromne środki – bank, jako przedsiębiorca, nie może korzystać z preferencyjnej stawki za złożenie powództwa. Podczas gdy frankowicz płaci za swój pozew maksymalnie 1000 zł, bank, pozywając o zwrot kapitału, musi uiścić opłatę w wysokości 5 procent wartości przedmiotu sporu. Z najnowszych danych wynika, że w sądach toczy się ok. 53 tys. spraw zainicjowanych przez banki, domagające się zwrotu kapitału kredytu.

Jeśli przyjmiemy, że przeciętna wartość przedmiotu sporu w tych sprawach to 200 tys. zł i założymy przy tym, że banki po wejściu w życie ustawy cofną wszystkie te pozwy, równolegle korzystając z potrącenia, budżet państwa straci na tym rozwiązaniu 265 mln zł. A przecież kwota ta nie uwzględnia straty skarbu państwa z tytułu zwrotu połowy opłaty za wniesioną apelację – tutaj znów będzie chodzić o setki milionów złotych, które zostaną wytransferowane do najlepiej zarabiających przedsiębiorstw w kraju. Z danych NBP wynika, że banki od stycznia do września 2025 roku zarobiły w Polsce ok. 36,1 mld zł, czyli o 16,1 proc. więcej niż w tym samym okresie 2024 roku.

Decyzja rządzących pogłębi kryzys w polskim sądownictwie?

Jak Ministerstwo Sprawiedliwości chce zwiększać wydajność polskiego sądownictwa, jeśli nie jest w stanie odpowiednio wynagrodzić jego pracowników, a przy tym jeszcze trwoni pieniądze na dofinansowywanie tłustych kotów, jakimi bez wątpienia są bankowcy? Decyzja o okrojeniu przyszłorocznego budżetu na wynagrodzenia w polskim sądownictwie z całą pewnością przyniesie rządzącym szereg negatywnych skutków.

Jest to plama na wizerunku obecnych władz, które zarówno w kampanii wyborczej, jak i przez 2 lata swoich rządów rozprawiały na temat negatywnego wpływu Zjednoczonej Prawicy na funkcjonowanie krajowego wymiaru sprawiedliwości. Jaką legitymację do krytykowania poprzedniej ekipy rządzącej mają ludzie, którzy decydują się pozbawić tak ważny resort środków na awanse i dodatki? Należy się spodziewać, że decyzja ta odbije się również na jakości pracy w samych sądach. W swoich krytycznych komentarzach pod wpisami Ministerstwa pracownicy sądów jasno dają do zrozumienia, że poprawka do ustawy budżetowej wręcz demotywuje ich do wydajnej pracy.

Nie zapominajmy przy tym, że w sądach w całym kraju trwają nabory na nowych pracowników – urzędników, sekretarzy, asystentów. W dużych jednostkach, takich jak Sąd Okręgowy w Warszawie, gdzie niedobory kadrowe są jednym z głównych czynników składających się na kryzysową sytuację, decyzja rządzących może wręcz utrudnić znalezienie pracowników. Niewykluczone, że część kadry zacznie się rozglądać za nową, lepiej płatną i mniej stresującą pracą – a w dużych ośrodkach miejskich nietrudno o znalezienie takiej posady, zwłaszcza w przypadku osób z dyplomem uczelni wyższej.

Frankowicz dłużej poczeka na doręczenie bankowi pozwu? Takie mogą być skutki braków kadrowych w sądach

Jak decyzja rządzących przełoży się na sytuację czytających nas frankowiczów? Kredytobiorcy muszą uzbroić się w cierpliwość: jednostki sądowe, które już teraz słyną z powolnej pracy, wkrótce mogą zwolnić jeszcze bardziej. Nie chodzi nawet o samo tempo orzecznicze – bardziej mamy na myśli problemy z obiegiem dokumentów, wywołane niedoborami kadrowymi i spadkiem morale w sekretariatach. Nie zapominajmy, że w niektórych sądach już teraz trzeba czekać po kilkanaście miesięcy na doręczenie bankowi pozwu. Problem może się pogłębić, co będzie szczególnie dokuczliwe, jeśli ustawa frankowa wejdzie w życie. Wówczas bowiem to właśnie od momentu doręczenia bankowi odpisu powództwa zależeć będzie wstrzymanie wykonywania kwestionowanej umowy (kredytobiorca nie będzie mógł już zabezpieczyć roszczenia na drodze złożenia odpowiedniego wniosku).

Nie chcemy nawet myśleć, z jakim kryzysem w sądownictwie będziemy mieć do czynienia, jeśli pracownicy sądów, zlekceważeni przez rząd, zdecydują się na pełnoskalowy protest, tak jak mają to w zwyczaju inne grupy zawodowe, cieszące się wśród polityków znacznie większym respektem.

Palenia opon przed Sejmem raczej nie będzie, ale w tym przypadku nie wystąpi nawet taka potrzeba: wystarczy, że urzędnicy zdecydują się na strajk włoski, a media bardzo szybko zainteresują się kontrowersyjną decyzją obozu rządzącego, który zapomniał najwyraźniej, że blisko 20 proc. wszystkich zatrudnionych w Polsce to przedstawiciele administracji publicznej. Poparcie tej grupy może przesądzić o wyniku wyborów w 2027 roku, ale rząd, póki co, zdaje się tym nie przejmować, zbyt zajęty planowanym wdrożeniem legislacyjnej zapomogi dla banków.

PODSUMOWANIE:

Ministerstwo Sprawiedliwości próbuje naprawiać krajowe sądownictwo, ale zabiera się do tego w dość kontrowersyjny sposób. Decyzją rządzących pracownicy sądów otrzymają mikroskopijne podwyżki i muszą liczyć się z nikłymi szansami na przyszłoroczny awans – świadczą o tym cięcia budżetu na wynagrodzenia. W budżecie nie ma pieniędzy na podwyżki przekraczające poziom inflacji, ale znajdą się miliony dla banków, którym w dobie jednolitej, prokonsumenckiej linii orzeczniczej potrzebna jest zachęta do cofania frankowych powództw i apelacji.

Niezrozumiałe decyzje dotyczącego przyszłorocznego budżetu pokazują, jakie są faktyczne priorytety rządzących: od poprawy finansowej sytuacji najsłabiej zarabiających pracowników budżetówki ważniejsze jest zadowolenie bankowców, obrażonych za podwyżkę podatku CIT. Co w tej sytuacji mogą zrobić pracownicy sądów? Mogą oczywiście protestować… albo posłuchać rady jednego z byłych prezydentów i zmienić pracę oraz wziąć kredyt, najlepiej w jednym z banków, które (jeśli ustawa frankowa wejdzie w życie) będą obsługiwane przez polski wymiar sprawiedliwości za połowę obowiązującej stawki.

FrankNews
FrankNews
FrankNews.pl to portal informacyjny poświęcony tematyce rynku kredytowego oraz sporów konsumentów z bankami. Redakcja serwisu od 2014 roku śledzi rozwój orzecznictwa sądowego, zmiany w przepisach prawa oraz zjawiska wpływające na sytuację kredytobiorców w Polsce. Doświadczenia zebrane przy tworzeniu materiałów publikowanych wcześniej w mediach i portalach internetowych stały się podstawą do uruchomienia w 2020 roku serwisu FrankNews.pl — miejsca, w którym informacje dotyczące tej tematyki są gromadzone i prezentowane w formie bieżących wiadomości oraz analiz. Materiały publikowane na FrankNews.pl nie stanowią porady prawnej ani finansowej. Treści odzwierciedlają stanowisko ich autorów i służą przedstawieniu faktów, orzeczeń oraz kontekstu opisywanych wydarzeń. Materiały zamieszczone w serwisie Franknews.pl nie są substytutem dla profesjonalnych porad prawnych. Franknews.pl nie poleca ani nie popiera żadnych konkretnych procedur, opinii lub innych informacji zawartych w serwisie. Zamieszczone materiały są subiektywnymi wypowiedziami autorów.

Related Articles

Najnowsze