Minął już ponad miesiąc od pierwszego wyroku TSUE w sprawie kredytów hipotecznych opartych o wskaźnik WIBOR – w międzyczasie emocje zdążyły opaść, środowiska eksperckie jednej i drugiej strony zaprezentowały swoje interpretacje, a miejsce medialnej wrzawy zajęła merytoryczna dyskusja o skutkach orzeczenia. Aktualnie publiczna debata na temat wyroku C-471/24 nie dotyczy już tego, kto wygrał, a kto przegrał w Luksemburgu. I słusznie, bo rozpatrywanie tego orzeczenia w taki sposób nie ma absolutnie żadnego sensu. Dziś prezentujemy chłodną analizę wyroku, wskazujemy, jakie może mieć on konsekwencje dla banków oraz samych kredytobiorców, a także próbujemy odpowiedzieć na pytanie, czy po 12 lutego 2026 roku złotówkowicze mają większe szanse na przeforsowanie swoich roszczeń w sądach.
Z tekstu dowiesz się:
- Jakie wnioski płyną z wyroku C-471/24 zarówno dla strony konsumenckiej, jak i dla przedstawicieli sektora finansowego
- Dlaczego po wyroku Trybunału eksperci prawni dzielą umowy na te zawarte przed oraz po 1 stycznia 2018 roku
- Czy banki mówią prawdę, twierdząc, że Trybunał Sprawiedliwości UE zablokował możliwość podważania wskaźnika WIBOR
- Który dokument może zadecydować o tym, czy bank należycie wypełnił swoje obowiązki informacyjne względem konsumenta.
Co tak naprawdę mówi nam wyrok TSUE w sprawie C-471/24?
„Chaos informacyjny” – tak można określić to, z czym mieliśmy do czynienia bezpośrednio po wydaniu przez Trybunał Sprawiedliwości UE wyroku w sprawie C-471/24. Osoby poszukujące rzetelnych doniesień o wyroku w pierwszych dniach po jego publikacji miały poważny problem: w sieci można było znaleźć wiele wzajemnie wykluczających się informacji, i to nawet w najbardziej opiniotwórczych mediach. Dlaczego tak się stało?
Ponieważ z dnia na dzień ten w gruncie rzeczy dość niszowy temat stał się nad wyraz klikalny – w redakcjach powstała więc pilna potrzeba publikacji newsów, których sporządzenie wymagało specjalistycznej wiedzy. Co więc zrobili dziennikarze? Ze zrozumiałych przyczyn zaczęli się posiłkować opiniami ekspertów – albo tych reprezentujących sektor bankowy, albo takich, którzy na co dzień zajmują się świadczeniem pomocy prawnej na rzecz konsumentów.
Przedstawiciele tych dwóch środowisk, pytani o opinię po wyroku, przedstawiali redakcjom dwie skrajnie różne perspektywy. Przekaz banków był jasny: w ich ocenie wyrok TSUE zamyka konsumentom jakąkolwiek drogę do podważania WIBORu, jak również powiązanych z nim klauzul. Bankowcy grzmieli w mediach, że Trybunał potwierdził zgodność WIBORu z rozporządzeniem BMR i podkreślali, że kierowane przez nich instytucje rzetelnie wypełniały ciążące na nich obowiązki informacyjne.
Środowisko prawników wyspecjalizowanych w sprawach przeciwko bankom nie było tak zgodne w publicznym formułowaniu wniosków. Oczywiście, niektórzy przedstawiciele kancelarii bardzo szybko popadli w hurraoptymizm i zaczęli głosić po wyroku, że jest to sukces kredytobiorców, otwierający im drogę do zwycięstwa w sądach. Takie głosy stanowiły jednak zdecydowaną mniejszość. Doświadczeni adwokaci i radcowie prawni, mający wieloletnią praktykę w prowadzeniu spraw frankowych, w kontaktach z mediami wypowiadali się nad wyraz ostrożnie. I to właśnie te ostrożne, wyważone wypowiedzi najlepiej bronią się w miesiąc po wyroku.
Najważniejsze wnioski, prezentowane przez renomowanych ekspertów prawnych już w pierwszych dniach po wyroku (i powtarzane obecnie) można ująć w kilku krótkich punktach:
- TSUE w wyroku C-471/24 nie przesądził o tym, czy wskaźnik referencyjny WIBOR jest zgodny z rozporządzeniem BMR – on jedynie wyszedł z założenia, że taka zgodność występuje (mamy więc do czynienia z domniemaniem zgodności, a nie z jej potwierdzeniem)
- wyrok C-471/24 ma znaczenie wyłącznie dla umów kredytów hipotecznych podpisanych po wejściu w życie rozporządzenia BMR, ponieważ umowa, którą analizował TSUE, pochodziła właśnie z tego okresu (BMR obowiązuje od 1 stycznia 2018 roku, natomiast umowa będąca osią sporu została zawarta 1 sierpnia 2019 roku)
- unijni sędziowie dopuścili możliwość poddawania klauzul zmiennego oprocentowania odwołujących się do wskaźnika WIBOR kontroli krajowych sądów – warunkiem skontrolowania takiego warunku pod kątem abuzywności jest jego niezgodność z wymogami przejrzystości
- bank ma obowiązek poinformowania konsumenta o nazwie administratora wskaźnika, nazwie samego wskaźnika zastosowanego w umowie, a także o konsekwencjach ekonomicznych zastosowania tegoż wskaźnika, nie musi natomiast informować kredytobiorcy o metodologii wyznaczania WIBORu
- obowiązki informacyjne dotyczące wskaźnika referencyjnego bank może realizować poprzez odesłanie konsumenta do zewnętrznych źródeł wiedzy, np. do strony administratora stawki
- stosując własne definicje wskaźnika referencyjnego i jego administratora, bank nie ma prawa zniekształcać rzeczywistości – użyte w dokumentach kredytowych definicje muszą być zgodne z faktami, nie mogą wprowadzać konsumenta w błąd.
Najważniejsze wnioski po wyroku C-471/24 dla banków i dla kredytobiorców
Najważniejszy wniosek płynący z wyroku C-471/24 jest taki sam zarówno dla banków, jak i dla strony konsumenckiej: klauzule zmiennego oprocentowania nie są wyłączone spod kontroli krajowych sądów tylko dlatego, że odwołują się do kluczowego wskaźnika referencyjnego. Samo to, że WIBOR, w teorii, jest zgodny z rozporządzeniem BMR, nie oznacza, że umowy oparte o ten wskaźnik są niemożliwe do skutecznego zakwestionowania. Problemem nie jest tu sam WIBOR, ale to, jak banki informowały konsumenta o potencjalnych skutkach zastosowania tej stawki w długoterminowej umowie, opiewającej na setki tysięcy złotych.
Po wyroku C-471/24 możemy podzielić umowy kredytów hipotecznych opartych o zmienne oprocentowanie na te zawarte przed 1 stycznia 2018 roku oraz na te podpisane po tej dacie. W przypadku nowszych umów, podpisanych po wejściu w życie BMR, strategia procesowa strony konsumenckiej będzie najprawdopodobniej budowana wokół niedopełnienia obowiązków informacyjnych banku związanych z nieograniczonym ryzykiem skoku oprocentowania.
W tych sprawach kredytobiorcy nie będą się koncentrować na samych kontrowersjach związanych ze sposobem wyznaczania stawki, np. na tym, że w fixingu udział biorą dane nie zawsze pochodzące z faktycznych transakcji, a często będące deklaracjami banków (mowa o tzw. kwotowaniach wiążących). Wiodącym argumentem za abuzywnością klauzuli zmiennego oprocentowania nie będzie również fakt, że w procesie wyznaczania stawek WIBOR na konkretne okresy udział biorą podmioty, które same oferują konsumentom produkty oparte o te stawki.
Inaczej sytuacja będzie wyglądać w procesach dotyczących umów zawartych przed wejściem w życie BMR. Nie zapominajmy, że roztoczony nad bankami unijny parasol ochronny dotyczy tylko okresu, w którym WIBOR mógł zostać uznany za kluczowy wskaźnik referencyjny. Z tego względu mamy solidne podstawy, by sądzić, że przed 1 stycznia 2018 roku banki powinny znacznie szerzej informować swoich klientów o tym, czym jest WIBOR, od czego zależy i jak powstaje.
W ciągu najbliższych kilkunastu miesięcy o obowiązkach informacyjnych banków w przypadku umów „wiborowych” sprzed 2018 roku wypowie się Trybunał Sprawiedliwości UE. Pytania, które wpłynęły do TSUE, zostały zarejestrowane pod sygnaturami C-586/25 i C-630/25). Ponieważ sprawy dotyczą bardzo podobnych zagadnień, zostały połączone do wspólnego rozpoznania.
Dokładne analizy i ważne informacje dla kredytobiorców.
Śledź nasze profile, aby wzmocnić ich widoczność i być na bieżąco:
Co to jest ESIS i jakie ma znaczenie w sprawach o klauzule zmiennego oprocentowania?
Wyrok TSUE w sprawie C-471/24 wpłynął w zauważalny sposób na kierunek debaty publicznej poświęconej klauzulom zmiennego oprocentowania. Przed 12 lutego 2026 roku rozpatrywano potencjalną abuzywność umów kredytów złotowych głównie w kontekście dyrektywy konsumenckiej 93/13/EWG. Tymczasem Trybunał w swoim wyroku wyraźnie zaakcentował kluczowe znaczenie innego unijnego dokumentu. Mowa o dyrektywie 2014/17/UE, regulującej kwestie związane z konsumenckimi kredytami mieszkaniowymi.
Dyrektywa ta precyzyjnie określa obowiązki informacyjne banku względem konsumenta, między innymi w odniesieniu do RRSO. Jeszcze przed zawarciem umowy bank jest zobowiązany przekazać konsumentowi informacje dotyczące kluczowych parametrów kredytu, takich jak suma wszystkich kosztów kredytu, wspomniana już RRSO oraz ryzyko zmiennej stopy procentowej. Dane te powinny zostać udostępnione kredytobiorcy na znormalizowanym europejskim arkuszu ESIS.
Najważniejsze informacje nie mogą być przekazywane drobnym drukiem. Wręcz przeciwnie: dyrektywa 2014/17 mówi jasno, że kluczowe informacje dotyczące zmiennego oprocentowania powinny zostać podane większą czcionką i odznaczać się od podstawowego tekstu. Na banku ciąży ponadto obowiązek przekazania kredytobiorcy symulacji zmiany RRSO – co ważne, bank nie może w prezentowanym przykładzie podstawić wartości według własnego widzimisię. Zgodnie z dyrektywą, jeśli w umowie nie zastosowano górnego limitu oprocentowania, bank powinien przedstawić w przykładzie najwyższą wartość RRSO z ostatnich 20 lat, o ile oczywiście dane z tego okresu są dostępne.
Tu warto zaznaczyć, że WIBOR zaczął być opracowywany we wczesnych latach 90., dostępne są więc obszerne historyczne dane dotyczące tej stawki, w związku z czym określenie prognozy RRSO z uwzględnieniem maksymalnych danych pochodzących z ostatnich 20 lat nie powinno być dla banków problemem. Tymczasem eksperci prawni, analizujący setki arkuszy ESIS przesyłanych przez kredytobiorców, są zgodni co do tego, że banki na ogół nie stosowały się do wytycznych zawartych w dyrektywie i prezentowały swoim klientom dużo bardziej optymistyczne prognozy, niekorespondujące z danymi historycznymi.
To właśnie sposób realizacji obowiązków informacyjnych na arkuszu ESIS może okazać się jednym z najważniejszych punktów przyszłej strategii procesowej konsumentów, dążących do zakwestionowania klauzuli zmiennego oprocentowania.
Iść do sądu już teraz, a może poczekać? Czy po wyroku z 12 lutego kredytobiorcy mają większe szanse na wygranie z bankiem?
Choć wyrok C-471/24 niewątpliwie rozwiewa wątpliwości dotyczące obowiązków informacyjnych spoczywających na banku (przynajmniej po wejściu w życie BMR) i uwydatnia potencjalnie najwrażliwszy punkt we wzorcach umownych, nadmierny pośpiech w składaniu pozwu nie jest w naszej ocenie wskazany. Piszemy o tym nieprzypadkowo: w przestrzeni publicznej pojawiają się głosy namawiające do jak najszybszego skierowania sprawy na drogę sądową, celem uzyskania wyroku w rozsądnym terminie.
Przedstawiciele kancelarii odszkodowawczych, którzy zachęcają w ten sposób złotówkowiczów do działania, naszym zdaniem dają konsumentom nie najlepszą radę. Nie zapominajmy, że orzecznictwo krajowe w podobnych sprawach właściwie nie istnieje – do tej pory sądy wydały nieco ponad 150 prawomocnych wyroków, spośród których większość jest korzystna dla banków. W przestrzeni publicznej mówi się o dwóch prawomocnych wyrokach korzystnych dla kredytobiorców, które nie dotyczą jednak „klasycznych” roszczeń konsumenta wymierzonych w klauzule zmiennego oprocentowania.
I teraz zastanówmy się, co może się stać, gdy konsument zawierzy radom pseudokancelarii i zdecyduje się na złożenie pozwu przed utrwaleniem prokonsumenckiej linii orzeczniczej. Załóżmy, że pozew trafi na biurko sędziego, który nie ma w swoim referacie zbyt wielu spraw, w związku z czym wyznaczy nieodległy termin pierwszej rozprawy. Może się zdarzyć tak, że wyrok w sprawie będzie niekorzystny, nie dlatego, że kredytobiorca nie ma racji, tylko z uwagi na brak doświadczenia sędziego w rozpatrywaniu podobnych spraw i jego błędną interpretację orzeczenia TSUE.
Taki kredytobiorca może podzielić los frankowiczów, którzy szli do sądów kilkanaście lat temu z roszczeniem unieważnienia umowy. Miejmy na uwadze, że w tamtym czasie banki wygrywały 3 na 4 sprawy frankowe – dziś wygrywają 1-2 na 100. Kredytobiorcy, którzy prawomocnie przegrali z bankami przed ukształtowaniem się prokonsumenckiej linii orzeczniczej w sprawach frankowych, nie mają już szans na sprawiedliwość.
Wniosek? Pośpieszne składanie roszczeń, motywowane chęcią „zajęcia kolejki” do wykreślenia klauzuli zmiennego oprocentowania, może przynieść kredytobiorcy więcej szkody niż pożytku. Na chwilę obecną sądzenie się z bankiem o kredyt złotowy jest związane z dużo większym ryzykiem przegranej niż procesowanie się o hipotekę frankową. Każdy, kto stawia znak równości pomiędzy roszczeniami z tytułu umów frankowych i tymi powiązanymi z WIBORem, albo nie wie, o czym mówi, albo celowo manipuluje opinią publiczną, stymulując w ten sposób popyt na pozwy. Innej możliwości po prostu nie ma.
PODSUMOWANIE:
Wyrok TSUE z 12 lutego 2026 roku stanowi solidną podstawę dla przyszłej linii orzeczniczej krajowych sądów w sprawach złotowych kredytów hipotecznych zawartych po 1 stycznia 2018 roku. Pozostaje natomiast bez większego znaczenia dla umów podpisanych przed wejściem w życie rozporządzenia BMR – unijne wyroki dotyczące takich kontraktów zostaną najprawdopodobniej wydane już w perspektywie najbliższych kilkunastu miesięcy (sprawy C-586/25 i C-630/25).
Choć najpopularniejsze wzorce umowne stosowane przez banki w przypadku kredytów hipotecznych opartych o WIBOR są do siebie zbliżone, złotówkowicze nie mogą liczyć na automatyczne eliminowanie kwestionowanych przez siebie umów na drodze sądowej. Każda sprawa będzie przez sąd oceniana indywidualnie, a kluczowe znaczenie będzie mieć nie samo zastosowanie w umowie klauzuli zmiennego oprocentowania, tylko to, jak bank zaznajomił kredytobiorcę z ryzykiem zmiennej stopy.
O tym, że bank nie dopełnił ciążących na nim obowiązków informacyjnych względem konsumenta, świadczyć może m.in. sformułowanie postanowień umownych specjalistycznym, niezrozumiałym dla laika językiem, zastosowanie definicji które zniekształcają rzeczywisty obraz wskaźnika referencyjnego i przedstawienie zbyt optymistycznej symulacji zmiany RRSO. Aby doprowadzić do wykreślenia nieuczciwego warunku z umowy, kredytobiorca w toku postępowania sądowego będzie musiał wykazać, że bank swoimi działaniami doprowadził do powstania rażącej nierównowagi stron, ze szkodą dla konsumenta.


