PLN - Polski złoty
CHF
4,61
środa, 25 lutego, 2026

Świat bez kancelarii frankowych, WIBOR-owych i pozwów. Raj dla banków czy koszmar dla konsumentów?

Ostatnie dwa lata to okres dynamicznych zmian na polskim rynku usług bankowych. Instytucje finansowe, we współpracy z UOKiK i KNF, bardzo intensywnie pracują nad jednolitym wzorcem umownym, sformułowanym prostym, zrozumiałym dla laika językiem. Jakby tego było mało, banki, które latami unikały proponowania kredytów na czasowo stałej stopie, zaczęły rozwijać te produkty, tłumacząc swoim klientom korzyści płynące z zamrożenia raty na okres 5, czasem nawet 10 lat. Dziś chcielibyśmy zastanowić się wspólnie z naszymi Czytelnikami, czy ta nagła zmiana nastawienia bankowców do konsumenta byłaby możliwa bez… prężnie działających kancelarii prawnych, wyspecjalizowanych w kwestionowaniu zapisów zawartych w umowach kredytowych. Zadajemy to pytanie nie bez przyczyny: w ostatnim czasie pełnomocnicy prawni kredytobiorców stali się celem agresywnej krytyki, która płynie już nie tylko ze strony sektora bankowego, ale również Ministerstwa Sprawiedliwości, niektórych mediów i… środowiska influencerów. O co krytycy oskarżają „frankowe” i „wiborowe” kancelarie, na ile zasadna jest ta krytyka i najważniejsze: co by się stało, gdyby wyspecjalizowany rynek pomocy prawnej dla kredytobiorców nigdy nie powstał?

Z tekstu dowiesz się:

  • O co są oskarżani wyspecjalizowani prawnicy, oferujący swoim klientom pomoc w podważeniu abuzywnych warunków zawartych w umowach kredytowych
  • Czy kancelarie są w stanie wpływać na linię orzeczniczą TSUE i krajowych sądów, a jeśli tak, to w jaki sposób
  • Jak mógłby wyglądać polski rynek usług finansowych bez masowych sporów sądowych o franki i gorącej dyskusji w przedmiocie nietransparentności WIBORu
  • Co tak naprawdę zagraża stabilności polskiego systemu finansowego: wzmożona aktywność specprawników szukających słabych punktów w umowach z konsumentami czy… niestaranne procedury informacyjne banków i opieszałość Nadzoru.

W mediach trwa bezprecedensowa nagonka na kancelarie frankowe i wiborowe. Jakie są argumenty krytyków?

Temat ewolucji (czy może bardziej rewolucji) polskiej bankowości, tak chętnie podejmowany przez branżowe media, jest zwykle rozpatrywany przede wszystkim z perspektywy nowoczesnych technologii. Odbiorca tych treści zdążył utrwalić już sobie, że polska bankowość charakteryzuje się wysoką innowacyjnością i pod wieloma względami wyprzedza swoje zachodnioeuropejskie odpowiedniki. Niewiele natomiast mówi się o tym, jak przez ostatnie lata zmieniło się podejście banków do polskiego klienta. A zmiana ta przecież jest równie spektakularna jak ta, która dokonała się w warstwie technologicznej.

Polski konsument, który jeszcze kilkanaście lat temu był dla banku cyferką w Excelu, zyskał wreszcie podmiotowość. Banki wsłuchują się w jego głos, dostosowują swoje produkty pod jego potrzeby i starają się wyprzedzać oczekiwania. Nie robią tego oczywiście z chęci samodoskonalenia, a z uwagi na to, że w ciągu minionej dekady charakterystyka typowego polskiego klienta usług bankowych znacząco się zmieniła. Przede wszystkim ten nowy klient ma dużo większą wiedzę z zakresu przysługujących mu praw i w sytuacjach spornych nie boi się sięgać po profesjonalną pomoc prawną. Nauczył się tego w dużej mierze dzięki… masowym procesom frankowym, które przyniosły klientom sektora spektakularną serię sądowych zwycięstw.

Obserwując sądowe perypetie frankowiczów, polscy konsumenci dowiedzieli się, że z instytucją kredytową można wygrać. I że jednolita, prokonsumencka linia orzecznicza może doprowadzić do sytuacji, w której przegrywające podmioty, celem ograniczenia ryzyka, same zaczną proponować swoim klientom ugody.

Jeszcze niedawno niekwestionowanymi czarnymi charakterami w sadze frankowej były właśnie banki, odpowiedzialne za wprowadzenie do obrotu prawnego wadliwych i w konsekwencji nieważnych umów. Medialna narracja powoli się jednak zmienia – środowisko dziennikarskie wespół z politykami zaczyna zapominać o tym, kto zaprojektował wadliwe umowy, a następnie latami opierał się przed perspektywą polubownego rozwiązania sporu z klientami. Obecnie wielu przedstawicieli mediów, jak również strony rządowej, więcej uwagi poświęca nie przyczynom masowego sporu o franki, a jego skutkom, z kryzysem sądownictwa na czele. W tym kontekście bardzo rzadko mówi się o winie banków, znacznie częściej zaś – o sprawstwie samych frankowiczów i reprezentujących ich kancelarii prawnych. Tym pierwszym przypisywana jest chciwość i cwaniactwo, natomiast drugim – instrumentalne traktowanie prawa i destabilizowanie krajowego systemu finansowego.

Im skuteczniejsi w swej pracy są frankowi prawnicy, tym szersze staje się grono krytyków ich działalności. Zaczęło się od banków, które z oczywistych względów, wolałyby, aby tego rodzaju podmioty stanowiły absolutny margines rynku, nieposiadający siły przebicia w mediach. W zeszłym roku do bankowego chóru krytyków dołączyli niektórzy przedstawiciele Ministerstwa Sprawiedliwości, wyraźnie niezadowoleni z negatywnej opinii wyspecjalizowanych kancelarii do projektu ustawy frankowej.

Gdy kancelarie zaczęły interesować się metodologią wyznaczania stawki WIBOR i wystartowały z akcją informacyjną skierowaną do strony konsumenckiej, do grona ich przeciwników zaczęli dołączać także przedstawiciele niektórych mediów i internetowi influencerzy, nierzadko specjalizujący się w szeroko pojętej tematyce ekonomicznej i finansowej.

Argumenty krytyków są do siebie podobne. Kancelariom przypisuje się brak etyki, nieinformowanie kredytobiorców o ryzykach związanych z pozwem, cyniczne wykorzystywanie systemu do rozwijania swojego modelu biznesowego, a także wprowadzanie klauzul abuzywnych do umów z klientami. Jakby tego było mało, podmiotom tym zarzuca się działania służące zachwianiu polską gospodarką – wszak banki, jak same twierdzą, są krwiobiegiem tejże gospodarki i ich kondycja ma bezpośredni wpływ na stabilność całego państwa.

Czy kancelarie mają wpływ na decyzje podejmowane przez krajowych sędziów?

Znamienne jest to, że krytycy kancelarii nie posługują się w swoich wypowiedziach językiem faktów, nie przedstawiają dowodów na poparcie swoich tez, a jedynie bazują na insynuacjach, i to na tyle ogólnikowych, by nie sprowadzić na siebie ryzyka pozwów o zniesławienie. Polski konsument słyszy więc, zarówno od banków, strony rządowej, jak i od przedstawicieli mediów i internetowego komentariatu, że WIBOR jest w porządku, podobnie jak oparte o niego hipoteki. Dowiaduje się, że pozew o unieważnienie czy też o odwiborowanie umowy sprowadza na niego ryzyko kosztownej przegranej. I że pozwy te opłacają się wyłącznie samym kancelariom, zarabiającym krocie na procesach bez szans na prawomocne zwycięstwo.

Przeciwnicy frankowych prawników stają się coraz bardziej radykalni w swoim przekazie. Zgodnie z aktualną narracją, kancelarie manipulują już nie tylko swoimi klientami, ale również wymiarem sprawiedliwości – na przykład poprzez występowanie do sędziów z wnioskami o zadanie pytań prejudycjalnych do TSUE. Gdy media podają, że Polska, pod względem liczby zadanych pytań, jest liderem w UE, informacja ta jest dość często okraszana gorzkim komentarzem na temat przyczyn dużej aktywności sędziów w formułowaniu wniosków prejudycjalnych zaadresowanych do Luksemburga. Sędziowie mają ulegać podszeptom prawników, podsuwających im gotowce, które wystarczy już tylko wysłać do TSUE. Wg tej narracji, sędziowie są niemal marionetkami w rękach kancelarii, niezdolnymi do samodzielnej, logicznej oceny sytuacji.

I znów, krytycy nie mają żadnych sensownych argumentów na poparcie swoich tez. Bazują na domysłach, na dowodach anegdotycznych i na zasłyszanych opiniach, przyczyniając się w ten sposób do erozji społecznego zaufania do wymiaru sprawiedliwości. Pomijają przy tym całkowicie obiektywne powody, dla których sędziowie mogą preferować zadanie pytania prejudycjalnego przed wydaniem wyroku – na czele z najważniejszym, związanym z bezprecedensowym charakterem tych spraw i ich potencjalnym wpływem na polski system finansowy.

Przyjmijmy jednak, choć na chwilę, perspektywę krytyków, i zastanówmy się nad tym, co by było, gdyby w Polsce nigdy nie rozwinął się rynek pozwów przeciwko bankom. Jak wyglądałaby polska bankowość na progu 2026 roku?

Tak mógłby wyglądać rynek usług finansowych, gdyby nie kancelarie frankowe. Czy jest za czym tęsknić?

Ulubione motto wpływowych bankowców, w tym zwłaszcza prezesów spółek notowanych na GPW, brzmi: „Umów należy dotrzymywać”. Chciałoby się dodać, że bez względu na wszystko. I być może miałoby to sens, gdyby tę umowę zawierali równorzędni partnerzy, dysponujący identyczną wiedzą, zapleczem prawnym i pozycją negocjacyjną. Tymczasem w przypadku relacji konsumenta z bankiem nie mamy do czynienia z taką równowagą.

Bank to profesjonalista, doskonale zorientowany nie tylko w skutkach prawnych, ale i ekonomicznych, wywoływanych długoterminową umową kredytową. W przypadku takiego produktu to on dyktuje zasady gry klientowi, nie na odwrót. Klient w zdecydowanej większości przypadków może po prostu przystać na postanowienia umowne zaproponowane przez bank lub… odejść z kwitkiem, bez finansowania. Oczywiście, może też sprawdzić ofertę konkurencyjnych podmiotów, jednak różnice pomiędzy nimi, zwłaszcza w przypadku produktów hipotecznych, były i nadal są kosmetyczne.

Z taką rzeczywistością mieliśmy do czynienia w latach 2004-2009, gdy flagowym produktem oferowanym przez banki był kredyt powiązany z kursem franka szwajcarskiego. Wbrew obiegowej opinii, wielu Polaków stało się posiadaczami takich hipotek nie z uwagi na chęć spłacania kredytu w oparciu o niższe (niż w przypadku stopy WIBOR) oprocentowanie, a z powodu braku alternatywy. Najsłabiej zarabiający klienci banków często nie mieli wystarczającej zdolności kredytowej, by zaciągnąć zobowiązanie w rodzimej walucie.

Banki, z sobie tylko znanych przyczyn, uznawały, że sytuacja tych osób jest na tyle bezpieczna i przewidywalna, że mogą związać się wieloletnią umową, w której zarówno rata kredytu, jak i saldo zadłużenia zależne są od aktualnego kursu CHF. Dziś taka sytuacja byłaby nie do pomyślenia – przeciętny konsument nie otrzyma finansowania w innej walucie niż ta, w której zarabia. Jest to m.in. efekt masowo przegrywanych przez banki postępowań sądowych, w toku których kancelarie prawne demaskują niedopełnienie przez te instytucje obowiązków informacyjnych wobec klienta, a także ujawniają nieograniczone ryzyko generowane przez klauzule przeliczeniowe.

Gdyby nie wyspecjalizowani prawnicy, którzy swoją krucjatę przeciwko bankom zaczynali w czasach, gdy nikt nie wróżył sukcesu roszczeniom konsumentów, setki tysięcy umów frankowych wciąż pozostawałoby w obrocie prawnym, a posiadacze tych umów spłacaliby wielokrotność pierwotnie użyczonej im kwoty. Łącznie wpłynęłoby to na sytuację ponad miliona Polaków, którzy staliby się na lata niewolnikami kredytu o niemal nietopniejącym saldzie zadłużenia.

Banki, zamiast proponować ugody, bezlitośnie windykowałyby dłużników, kierując w tym celu, a jakże, sprawy na drogę sądową. Niewykluczone, że do obrotu prawnego zostałyby po drodze wprowadzone kolejne produkty oparte o nierówno rozłożone obowiązki kontraktowe stron – ich potencjalni odbiorcy nie tylko nie mieliby realnych szans na zakwestionowanie takich umów: wobec braku dostępu do wyspecjalizowanej pomocy prawnej nie dowiedzieliby się nawet, że z tymi kredytami, w świetle prawa, jest cokolwiek nie w porządku.

A jak wyglądałby rynek hipotek złotowych? Należy uznać za prawdopodobne, że w opisywanym scenariuszu banki w ogóle nie zdecydowałyby się na wprowadzenie hipotek na czasowo stałej stopie oprocentowania. Komisja Nadzoru Finansowego aż do lipca 2021 roku nie wymagała od tych instytucji posiadania w ofercie tego rodzaju produktów, z czego banki skwapliwie korzystały. Polacy nie mieliby nawet co marzyć o dostępie do produktów hipotecznych zbliżonych do tych, które są oferowane przez banki na rynkach zachodnioeuropejskich. Prezesi dużych banków, pytani przez dziennikarzy o szanse na wprowadzenie hipotek na stałej stopie na cały okres kredytowania, rozkładaliby ręce, tłumacząc, że w Polsce brak jest instrumentów pozwalających na odpowiednie zabezpieczenie ryzyka.

Umowy kredytów, nie tylko tych hipotecznych, byłyby pisane językiem zrozumiałym jedynie dla prawników i ekonomistów. Przeciętny konsument musiałby wierzyć pracownikowi banku na słowo, że zawierana umowa jest dla niego bezpieczna i korzystna, ponieważ sam nie byłby w stanie ocenić związanego z nią ryzyka.

Ewentualne niezadowolenie społeczne wywołane takim stanem rzeczy spotykałoby się z umiarkowanym zainteresowaniem polityków. Co jakiś czas ten czy inny obóz polityczny proponowałby rozwiązania systemowe, odciążające kredytobiorców i wyrównujące pozycję kontraktową stron. Banki na takie pomysły reagowałyby groźbami międzynarodowego arbitrażu i zapowiedziami wielomiliardowych odszkodowań od Skarbu Państwa. Z uwagi na brak rynku usług prawnych dedykowanych kredytobiorcom, do sądów nie wpływałyby sprawy przeciwko bankom, ewentualnie byłyby bardzo sporadyczne. Sędziowie nie czuliby potrzeby kierowania pytań do TSUE, przez co polskie władze nie miałyby szansy zaznajomienia się z poglądem unijnych sędziów na praktyki powszechne w polskim systemie bankowym.

Mimo uchwalenia w 1993 roku unijnej dyrektywy 93/13/EWG, chroniącej konsumenta przed skutkami abuzywnych postanowień umownych, sądy krajowe nie wiedziałyby, jak stosować ją w praktyce. W szczególności, nie miałyby wiedzy w zakresie tego, czym charakteryzuje się abuzywna klauzula umowna i, czy w razie jej wystąpienia, można pozbawić bank zarobku na takiej umowie.

Wobec bierności strony politycznej, przerażonej widmem postępowań odszkodowawczych inicjowanych przez banki, i bezradności sądów, niemających odpowiedniego przygotowania merytorycznego do rozpatrywania spraw przeciwko bankom, sektor usług finansowych zyskałby w naszym kraju szczególną rolę. Byłby już nie tylko odpowiedzialny za zapewnienie finansowania krajowej gospodarki. Zyskałby de facto wpływ na kształt polskiego prawa, hamując tendencje służące dostosowaniu go do unijnych standardów.

Rynek kancelarii frankowych rozwinął się nie bez przyczyny. Kluczowym czynnikiem okazała się opieszałość banków

Krytycy kancelarii prawnych, oskarżający je o wywołanie kryzysu w polskim sądownictwie i destabilizowanie rynku finansowego, mylą tak naprawdę przyczynę ze skutkiem. To nie kancelarie prawne odpowiadają za to, że do sądów trafiło ponad 200 tys. spraw o kredyty frankowe. Nie jest też ich winą to, że kredytobiorcy coraz chętniej upominają się o swoje prawa przy okazji procesów o sankcję kredytu darmowego czy WIBOR. Za wątpliwą jakość umów kredytowych wprowadzonych do obrotu prawnego odpowiadają banki… i zatrudniane przez nie zespoły eksperckie. Pełnomocnicy konsumentów nie kreują zatem nowej rzeczywistości, tylko analizują tę zastaną.

Sugerowanie, że podmioty te mają jakikolwiek wpływ na autonomiczne decyzje niezawisłych sądów, jest zupełnie nieuprawnione. Jeśli przyjmiemy, że na polskim rynku funkcjonują prywatne podmioty mające zdolność wywierania nacisku na którąkolwiek z władz, czy to ustawodawczą, czy sądowniczą, powinniśmy się zastanowić, czy aby na pewno tymi podmiotami są kancelarie prawne, dysponujące ograniczonymi budżetami, związane restrykcyjnym kodeksem etyki i w dodatku podlegające pod nadzór samorządów. Czy przypadkiem nie jest tak, że to sektor bankowy, przez wzgląd na wielomiliardowe zyski i strategiczną rolę dla gospodarki, jest w stanie, znacznie skuteczniej niż kancelarie, wywierać wpływ na kształt polskiego prawa?

Odpowiedź na to pytanie poznaliśmy już w 2019 roku, po tym, gdy polska klasa polityczna na poważnie zaczęła rozważać przewalutowanie hipotek frankowych na złotówki. Ostateczne potwierdzenie przyszło… w 2024 roku, gdy – po serii kosztownych porażek banków w sądach – Ministerstwo Sprawiedliwości, mimo wcześniejszych zapewnień, że na ustawę jest już za późno, poinformowało o rozpoczęciu prac nad systemowym rozwiązaniem kwestii franków.

Gdyby nie kancelarie prawne, konsumenci nie mieliby szans z bankami w sądach. Nie chodzi tylko o franki i WIBOR

Niepojawienie się na polskim rynku wyspecjalizowanych kancelarii kierujących swoją ofertę do konsumentów wpłynęłoby na stagnację krajowego sektora bankowego i dalsze pogłębianie praktyk, które nie służą ani pojedynczemu klientowi, ani całemu społeczeństwu. Konsumenci mieliby niewielkie szanse na skuteczne dochodzenie swoich praw nie tylko w przypadku produktów długoterminowych w postaci kredytów mieszkaniowych. Problematyczne stałoby się dochodzenie praw na drodze reklamacji – na przykład z tytułu nieautoryzowanych transakcji płatniczych.

Pogorszyłaby się również sytuacja kredytobiorców spłacających swoje umowy przed czasem – takim klientom sektora należy się zwrot proporcjonalnej części kosztów, w tym odsetek i prowizji. W wielu bankach rozliczenie nie jest jednak automatyczne – kredytobiorca musi wystąpić do swojego kredytodawcy ze stosownym wnioskiem. Powstaje pytanie, jaki odsetek uprawnionych zdawałby sobie sprawę z przysługującego im zwrotu, gdyby nie materiały edukacyjne wyspecjalizowanych kancelarii prawnych i bezpłatne poradniki, instruujące, jak dokonać niezbędnych formalności.

Bez wątpienia w trudnej sytuacji znaleźliby się kredytobiorcy mający problem z terminową spłatą swoich zobowiązań. Opóźnienie w płatności rat nie zawsze jest obiektywną winą klienta – dochodzi do niej nierzadko na skutek nieprzewidzianych zdarzeń losowych, takich jak na przykład utrata pracy. Znane są przypadki, w których bank po pewnym czasie wypowiedział takiemu klientowi umowę, a następnie postawił jego dług w stan natychmiastowej wymagalności.

W następstwie kredytobiorca otrzymywał pozew zawierający roszczenie zapłaty, przed którym nie zawsze umiał się obronić. W rzeczywistości, którą znamy, taki kredytobiorca mógłby skierować kroki do wyspecjalizowanej kancelarii, w której, z dużą dozą prawdopodobieństwa, otrzymałby profesjonalną pomoc. Jeśli takich podmiotów nie byłoby na rynku, kredytobiorca zapewne przegrałby sprawę o zapłatę, co niosłoby za sobą daleko idące konsekwencje finansowe i prawne.

Rola kancelarii prawnych w rzeczywistości, w której zawiódł nadzór państwa

Przeciwnicy kancelarii frankowych i wiborowych, krytykując te podmioty, patrzą na nie przede wszystkim z perspektywy systemu – analizują skutki ich działalności dla sektora finansowego i dla gospodarki. Zapominają przy tym, że sprawnie działająca gospodarka, podobnie jak stabilny system bankowy, mają służyć przede wszystkim człowiekowi. Banki nie są podmiotami zdolnymi do samoregulacji, potrzebują niezależnego nadzoru, bez którego trudno mówić o równowadze systemowej i uczciwej konkurencji.

Ów nadzór rozumiany jest zwykle jako instytucje państwowe, wyposażone w odpowiednie narzędzia i uprawnienia, służące sprawowaniu kontroli i wydawaniu stosownych rekomendacji. Historia pokazuje jednak, że nadzór państwa nad bankami bywa zawodny – gdyby zareagował prawidłowo na pomysł udzielania Polakom kredytów w walucie obcej, wadliwe hipoteki powiązane z kursem franka zapewne nigdy nie trafiłyby do obrotu prawnego, a następnie przed oblicze polskich sądów i TSUE.

Zasadne wydaje się również pytanie o to, czy Nadzór spełnił swoją funkcję przy okazji kredytów mieszkaniowych opartych o WIBOR. W latach 2020-2021, przy rekordowo niskich stopach procentowych, banki udzieliły w Polsce blisko pół miliona kredytów hipotecznych. Jeszcze w IV kwartale 2021 roku (czyli już po rozpoczęciu cyklu podwyżek stopy referencyjnej) ponad 80 proc. udzielanych kredytów hipotecznych było opartych o zmienne oprocentowanie. Organy władzy publicznej, świadome faktu, że wobec szalejącej inflacji niezbędne będzie kontynuowanie podwyżek stóp procentowych, nie podjęły skutecznych działań służących zwiększeniu wiedzy konsumentów w przedmiocie produktów na stałej stopie i tym samym ustrzeżeniu ich przed ryzykiem rosnącej raty kredytowej. Można wręcz zaryzykować stwierdzenie, że ich opieszałość doprowadziła do wygenerowania popytu na profesjonalne usługi prawne, skoncentrowane właśnie na badaniu umów złotowych pod kątem ich potencjalnej abuzywności.

Jaką rolę spełniają więc kancelarie prawne w odniesieniu do produktów kredytowych wyrażonych w krajowej walucie? Można określić je jako swego rodzaju zewnętrznego audytora, który dba nie tylko o transparentność rynku, ale i o to, by Nadzór wywiązywał się z powierzonych mu obowiązków.

Jeśli kancelarie prawne nie są odpowiedzią na potrzeby konsumentów, to co nią jest?

Krytycy specprawników koncentrują się w swoich opiniach na negatywnych aspektach związanych z działalnością kancelarii frankowych i wiborowych, nie proponują jednak żadnych rozwiązań w zamian. Otwarte pozostaje więc pytanie, w jaki sposób realizowana byłaby na polskim rynku ochrona konsumenta, gdyby nie ogólnodostępna pomoc profesjonalnych pełnomocników prawnych? Niestety, roli, którą spełniają dziś kancelarie, nie da się przenieść na organizacje i stowarzyszenia konsumenckie – tak zwane NGO-sy nie są w Polsce na tyle rozwinięte, by stanowić przeciwwagę dla organizacji reprezentujących interesy sektora bankowego. W wielu sprawach organizacje te nie są zresztą w stanie wypracować wspólnego stanowiska, co pokazał przykład społecznej dyskusji nad projektem ustawy frankowej.

Oczywiście, kredytobiorcy mogą liczyć na pomoc UOKiK czy Rzecznika Praw Konsumenta. Ten pierwszy urząd nie zajmuje się jednak indywidualnymi sprawami, z kolei drugi może wesprzeć konsumenta w sporze z bankiem, także na etapie procesowym, jest jednak małe „ale”. Miejski Rzecznik Praw Konsumenta jest urzędnikiem dysponującym ogólną wiedzą prawną z dziedziny spraw spornych pomiędzy konsumentami a bankami. Brak mu ścisłej specjalizacji, przez co jego pomoc w szczególnie skomplikowanych, a przy tym bezprecedensowych sprawach, może mieć ograniczoną skuteczność.

Nie zapominajmy, że wielu frankowiczów na początku swojej walki z bankami udało się po pomoc właśnie do Miejskiego Rzecznika Praw Konsumenta. Do dziś toczą się procesy, w których rzecznik jest reprezentantem grupy pozywającej bank zbiorowo o odfrankowienie umowy. Kredytobiorcy, którzy w tym samym okresie startowali z indywidualnymi powództwami, w międzyczasie zdążyli rozszerzyć swoje pozwy o żądanie unieważnienia i zapłaty, prawomocnie wygrać przed sądem i doprowadzić do rozliczenia z bankiem oraz wykreślenia hipoteki z księgi wieczystej.

Czy zatem krytycy kancelarii prawnych życzyliby sobie, by konsumenci, z oszczędności i ostrożności, dochodzili swoich roszczeń w procesach zbiorowych, trwających po 10 lat, a następnie, po ewentualnej wygranej, zakładali kolejne pozwy, celem rozliczenia się z przedsiębiorcą? A może po prostu w ogóle nie zastanawiają się nad tym, jak wyglądałaby sytuacja procesowa przeciętnego konsumenta w przypadku pozbawienia go dostępu do wyspecjalizowanego wsparcia prawnego?

W tym tekście nie chcemy zakładać złej woli po stronie krytyków kancelarii prawnych. Zdajemy sobie sprawę z tego, że wśród tych podmiotów znaleźć można zarówno te działające zgodnie z etyką i reprezentujące najwyższe standardy obsługi klienta, jak również takie, które balansują na granicy zawodowej przyzwoitości i nie zawsze stawiają na piedestale dobro reprezentowanej strony. Zapewnieniem odpowiedniego standardu podmiotów działających na strategicznie istotnym z punktu widzenia obywatela rynku usług prawnych powinny się zająć powołane do tego instytucje publiczne, jeśli trzeba, to również ustawodawca – wszak Ministerstwo Sprawiedliwości od lat pracuje nad regulacjami eliminującymi patologie z rynku, jak do tej pory bez rezultatu w postaci choćby projektu ustawy, który zostałby przedstawiony opinii publicznej.

PODSUMOWANIE:

Przeciwnicy kancelarii frankowych i wiborowych źle adresują swoje pretensje – pojawienie się na rynku wyspecjalizowanych podmiotów jest odpowiedzią na potrzeby polskiego obywatela, którego ochrona została zaniedbana przez instytucje publiczne, również te odpowiedzialne za nadzór nad sektorem bankowym. Krytycy, dla wzmocnienia swoich twierdzeń, często porównują sytuację polską (w kontekście spraw przeciwko bankom) z tą, która panuje w innych krajach wspólnotowych. Nie próbują przy tym odpowiedzieć na najważniejsze pytanie: czy w krajach, w których udało się uniknąć masowego pozywania banków, przedstawiciele sektora finansowego proponowali klientom równie ryzykowne, nieprzewidywalne i abuzywne produkty? Czy również w stopniu niewystarczającym informowali ich o zagrożeniach generowanych przez niektóre klauzule umowne? Wreszcie, czy do nieprawidłowości w relacjach konsumentów z bankami dochodziło na skalę masową? A może były to jednostkowe przypadki?

Przeanalizowaliśmy w ostatnich miesiącach wiele krytycznych wpisów, artykułów, wywiadów i materiałów video poświęconych działalności kancelarii prawnych. W trakcie tej analizy zauważyliśmy, że ich autorzy posługują się wciąż tymi samymi argumentami, patrzą na problem jednostronnie, bez próby dotarcia do jego źródła. Zgodnie pomijają przy tym fakty, które nie pasują pod gotową tezę (jak na przykład to, że banki bardzo długo były przeciwne ustawie frankowej, a gdy spory sądowe stały się powszechne, latami nie korzystały z przysługującego im prawa do potrącenia wierzytelności, chroniącego przed przedawnieniem roszczenie dotyczące kapitału). Może to świadczyć o niedostatecznym przygotowaniu merytorycznym do tworzenia eksperckich treści, stanowiących polemikę z argumentacją strony konsumenckiej lub… o zbyt emocjonalnym stosunku do podejmowanego tematu, odbierającym zdolność do przyjęcia obiektywnej perspektywy.

Warto mieć to na uwadze, ilekroć w przestrzeni publicznej pojawi się kolejny materiał, podważający społeczny sens istnienia kancelarii, koncentrujących się w swojej działalności na kontrolowaniu bankowych wzorców umownych.

FrankNews
FrankNews
FrankNews.pl to portal informacyjny poświęcony tematyce rynku kredytowego oraz sporów konsumentów z bankami. Redakcja serwisu od 2014 roku śledzi rozwój orzecznictwa sądowego, zmiany w przepisach prawa oraz zjawiska wpływające na sytuację kredytobiorców w Polsce. Doświadczenia zebrane przy tworzeniu materiałów publikowanych wcześniej w mediach i portalach internetowych stały się podstawą do uruchomienia w 2020 roku serwisu FrankNews.pl — miejsca, w którym informacje dotyczące tej tematyki są gromadzone i prezentowane w formie bieżących wiadomości oraz analiz. Materiały publikowane na FrankNews.pl nie stanowią porady prawnej ani finansowej. Treści odzwierciedlają stanowisko ich autorów i służą przedstawieniu faktów, orzeczeń oraz kontekstu opisywanych wydarzeń. Materiały zamieszczone w serwisie Franknews.pl nie są substytutem dla profesjonalnych porad prawnych. Franknews.pl nie poleca ani nie popiera żadnych konkretnych procedur, opinii lub innych informacji zawartych w serwisie. Zamieszczone materiały są subiektywnymi wypowiedziami autorów.

Related Articles

Najnowsze