Od kilku kwartałów banki przekonują opinię publiczną, że pozwy frankowe przestają być wyzwaniem dla ich sytuacji finansowej. I jest to w dużej mierze prawda: liczba nowo składanych powództw maleje, a te, które wpływają do wydziałów cywilnych, dotyczą w przeważającej części umów w całości spłaconych. Medialna dyskusja o klauzulach abuzywnych obecnych w umowach kredytowych zaczyna koncentrować się wokół hipotek złotowych i sankcji kredytu darmowego. Tymczasem do wydziałów gospodarczych sądów okręgowych wpływają kolejne sprawy frankowe, których inicjatorami są przedsiębiorcy. Dla banków to spory problem, albowiem umowy będące przedmiotem tych sporów opiewają nierzadko na wielomilionowe kwoty. Czy w 2026 roku, będąc przedsiębiorcą, warto pozwać bank za kredyt we frankach? I czego trzeba do skutecznego zakwestionowania umowy podpisanej na firmę?
Z tekstu dowiesz się:
- Na jakiej podstawie przedsiębiorcy mogą kwestionować postanowienia zawarte w umowach kredytowych powiązanych z kursem CHF
- Dlaczego wielu przedsiębiorców wciąż nie decyduje się na złożenie pozwu o nieważność umowy frankowej
- Czy wszyscy kredytobiorcy frankowi, którzy w momencie zaciągania zobowiązania prowadzili firmę, są wyłączeni spod ochrony konsumenckiej wynikającej z dyrektywy 93/13
- Jak banki reagują na pozwy frankowe pochodzące od przedsiębiorców i czym się kierują w tej strategii.
Wziąłeś kredyt frankowy jako przedsiębiorca? Mimo braku konsumenckiej ochrony, masz szansę na unieważnienie umowy
Szacuje się, że polski sektor bankowy udzielił w naszym kraju ok. 775 tys. kredytów mieszkaniowych waloryzowanych kursem franka szwajcarskiego. W przestrzeni publicznej bardzo mało mówi się natomiast o kredytach pseudowalutowych udzielonych na cele inne niż mieszkaniowe. Chodzi tu przede wszystkim o umowy podpisane w związku z prowadzoną przez kredytobiorcę działalnością gospodarczą. Cel mógł być różny – kupno lokalu użytkowego, działki bądź magazynu, rozbudowa istniejącej nieruchomości czy kosztowny remont. Wspólny mianownik tych umów jest taki, że są one wyjęte spod kontroli abuzywności, przynajmniej takiej, jakiej mogą się domagać od sądów osoby, którym w relacji z bankiem przysługuje status konsumenta.
Od października 2019 roku Trybunał Sprawiedliwości UE wydał kilkanaście wyroków odnoszących się w sposób bezpośredni do treści umów kredytowych zawieranych przez polskich klientów z przedstawicielami sektora bankowego. Wyroki te co do jednego okazały się korzystne dla kredytobiorców i stały się solidnym fundamentem pod budowę przewidywalnego, jednolitego orzecznictwa polskich sądów powszechnych. Obecnie frankowicze wygrywają od 97 do 99 proc. spraw o nieważność i/lub zapłatę. Statystyki te dotyczą jednak konsumentów, których chroni nie tylko art. 385(1) kodeksu cywilnego, mówiący m.in. o skutkach niedozwolonych postanowień umownych, ale również dyrektywa 93/13/EWG, w oparciu o którą TSUE wydaje swoje frankowe wyroki.
A co z kredytobiorcami frankowymi, którym nie przysługuje status konsumenta z uwagi na „firmowy” cel finansowanego przedsięwzięcia? Przez wiele lat tacy frankowicze mieli nikłe szanse na skuteczne zakwestionowanie swojej umowy – niewiele było też kancelarii podejmujących się prowadzenia spraw, w których powodem był przedsiębiorca. Sytuacja zaczęła się zmieniać po 28 kwietnia 2022 roku, czyli po wydaniu przez Izbę Cywilną Sądu Najwyższego słynnej uchwały III CZP 40/22. We wspomnianej uchwale Sąd Najwyższy spojrzał na problem kredytów frankowych znacznie szerzej niż zwykle, koncentrując się między innymi na mechanizmie pozwalającym wierzycielowi na swobodne kształtowanie wysokości zobowiązania dłużnika, co było możliwe dzięki stosowaniu przez bank własnych tabel kursowych. SN zwrócił uwagę na sprzeczność z naturą stosunku zobowiązaniowego sytuacji, w której występuje nadrzędność jednej ze stron umowy nad drugą. W uzasadnieniu do uchwały SN znajdziemy między innymi taki oto fragment:
„Na tle art. 353(1) k.c. zdecydowanie dominuje stanowisko, zgodnie z którym skutkiem przekroczenia granic swobody umów jest niezgodność całości lub części czynności prawnej z ustawą w rozumieniu art. 58 § 1 lub 3 k.c. (ewentualnie – choć ta kwestia pozostaje sporna – z zasadami współżycia społecznego w rozumieniu art. 58 § 2 k.c.).”
To właśnie wokół zasady swobody umów (art. 353¹ kc) i art. 58 kc, porządkującego kwestie związane z nieważnością czynności prawnej, kredytobiorcy niemający statusu konsumenta mogą budować swoją argumentację w sporze z bankiem. I tak też się dzieje, zresztą z sukcesami, o czym donoszą doświadczone kancelarie adwokackie i radcowskie, coraz częściej informujące o prawomocnych wyrokach w sprawach zainicjowanych właśnie przez frankowiczów-przedsiębiorców. Sprawy te, choć nie mają wielkiego znaczenia systemowego, odbijają się w mediach szerokim echem, głównie przez wzgląd na znaczące, czasem wręcz wielomilionowe, korzyści z wyroków.
Co powoduje, że frankowicze-przedsiębiorcy wciąż niechętnie decydują się na pozew przeciwko bankowi?
Frankowicz, który jest przedsiębiorcą, może skutecznie dochodzić swoich roszczeń w sądzie, natomiast nie może korzystać z przywilejów, które przysługują konsumentom. I nie chodzi tu tylko o powoływanie się na dyrektywę 93/13 i abuzywność klauzul zawartych w umowie. Gdy konsument składa powództwo o nieważność i zapłatę, wiąże się to z wniesieniem opłaty sądowej nieprzekraczającej 1000 zł, bez względu na wartość przedmiotu sporu. W innej sytuacji jest przedsiębiorca, który musi uiścić opłatę w wysokości 5 proc. wartości przedmiotu sporu (nie więcej jednak niż 200 tys. zł).
Potencjalnie, jeśli strony spierają się o kwotę miliona złotych, opłata za wniesienie pozwu wyniesie aż 50 tys. zł. Co więcej, powód nie odzyska tej kwoty, jeśli przegra swój spór. Słowo „potencjalnie” nie jest tu jednak przypadkowe. Zręczny prawnik, chcąc ograniczyć koszty początkowe po stronie swojego klienta, może tak sformułować roszczenie, by celowo zminimalizować podstawę, od której naliczana jest opłata za pozew. Służyć temu może okrojenie powództwa wyłącznie do części spłaconego roszczenia, w połączeniu ze skorzystaniem z zarzutu potrącenia. Jeśli kredytobiorca nie będzie się ubiegał o zwrot sumy spłaconych rat kapitałowo-odsetkowych, a zamiast tego ograniczy się do roszczenia zwrotu nadpłaty dokonanej ponad kapitał kredytu, opłata za pozew może spaść nawet kilkukrotnie, tym samym czyniąc cały proces mniej ryzykownym.
Należy podkreślić, że w przypadku przegranej kredytobiorca będzie musiał zwrócić koszty zastępstwa procesowego na rzecz strony przeciwnej. A przecież by zainicjować proces, kredytobiorca musi nawiązać współpracę z naprawdę dobrą kancelarią prawną, co również wiąże się z adekwatnymi kosztami, zauważalnie wyższymi niż te ponoszone w podobnej sprawie przez konsumenta.
Gdy dołożymy do tego niepewny wynik sprawy, może się okazać, że przedsiębiorca, po wstępnej analizie szans i zagrożeń, odłoży temat pozwu na bok. W praktyce decyzję o założeniu sprawy frankowej podejmują przede wszystkim ci przedsiębiorcy, których sytuacja jest na tyle dobra, że jednorazowa „inwestycja” w pozew nie spowoduje wyrwy w ich finansach, lub tacy z przeciwnego bieguna – których sytuacja jest katastrofalna, a frankowy kredyt ją tylko pogłębia.
Kredytobiorca frankowy będący przedsiębiorcą musi liczyć się ponadto z tym, że nie ma wielkich szans na zabezpieczenie swoich roszczeń w postępowaniu o nieważność i zapłatę (podczas gdy w przypadku konsumenta byłaby to właściwie tylko formalność), a także z tym, że proces będzie się toczył nie w wydziale cywilnym, a w sądzie gospodarczym.
Nie każdy frankowy przedsiębiorca jest wyłączony spod ochrony konsumenckiej – sprawdź, czy jesteś jednym z nich
Jednym z mitów powszechnie funkcjonujących w przestrzeni publicznej jest ten, zgodnie z którym kredytobiorca frankowy prowadzący w momencie zawarcia umowy działalność gospodarczą nie może powoływać się w procesie z bankiem na ochronę konsumencką. Tak oczywiście nie jest. Sam fakt, że frankowicz w chwili podpisywania umowy był przedsiębiorcą, w żaden sposób nie przesądza o należnym mu w relacji z bankiem statusie konsumenta. Mało tego: to, że część środków pochodzących z kredytu została wydana na cel związany z działalnością zawodową nie oznacza automatycznie, że takiego kredytobiorcę należy pozbawić statusu konsumenta.
W wyroku C-570/21 z 2023 roku Trybunał Sprawiedliwości UE wypowiedział się o kredytach na cel mieszany i jednoznacznie wskazał, że ochrona konsumencka przysługuje kredytobiorcy, u którego cel „gospodarczy” nie był tym dominującym. Jeśli więc frankowicz pożyczył od banku 500 tys. zł, z czego 400 tys. zł wydał na zakup domu, a 100 tys. zł na zakup lokalu użytkowego, to w świetle unijnego wyroku nadal przysługuje mu ochrona konsumencka.
Zgodnie z dominującą linią orzeczniczą spod ochrony konsumenckiej nie jest też wyłączony kredytobiorca, który w lokalu mieszkalnym kupionym za środki pochodzące z kredytu miał zarejestrowaną działalność gospodarczą. Chodzi tu przede wszystkim o przypadki, w których taki adres był wskazany jako siedziba firmy na potrzeby ewidencji i nie służył przyjmowaniu klientów. Ochrony konsumenckiej nie pozbawia się również kredytobiorca, który już po wzięciu kredytu zdecydował się odpłatnie wynająć swoją „frankową” nieruchomość. Liczy się bowiem to, jaką intencją kierował się kredytobiorca w momencie podpisywania umowy, a nie to, jakie podjął następnie decyzje związane z kredytowaną nieruchomością.
Oczywiście banki bardzo chętnie wykorzystują niewiedzę swoich klientów i w spornych sprawach próbują podważać status konsumenta po stronie powodowej. Ich argumentacja nie spotyka się jednak z przychylnością sądów, które w zdecydowanej większości przypadków stosują się do unijnych wskazówek.
Frankowicz-przedsiębiorca praktycznie nie ma szans na ugodę z bankiem. Oto powody
Aktualnie preferowanym przez banki sposobem rozwiązywania frankowych konfliktów są dobrowolne ugody, zawierane zarówno na etapie przedprocesowym, jak i w trakcie postępowania sądowego. Dotyczy to jednak konsumentów, którzy wygrywają w sądach prawie 100 procent spraw przeciwko bankom, co powoduje, że przedstawiciele sektora finansowego, kierowani chociażby wizją oszczędności, są niejako zmuszeni do przystępowania do negocjacji. Właściwie każdy duży bank, silnie uwikłany w proceder frankowy ma obecnie do zaoferowania systemowe rozwiązanie skierowane do posiadaczy abuzywnych umów. Ze wspomnianych programów ugodowych wyłączeni są frankowicze, którym nie przysługuje status konsumenta.
W 2026 roku, podobnie jak w latach ubiegłych, jest bardzo mało prawdopodobne, że bank ugnie się pod naporem roszczeń takiego klienta i zaproponuje mu zawarcie porozumienia. Należy się spodziewać, że po otrzymaniu pozwu bank zaneguje roszczenie kredytobiorcy i aż do prawomocnego końca procesu będzie twierdził, iż powództwo jest bezpodstawne. Bank w tej strategii wychodzi z założenia, że, po pierwsze, kredytobiorca nie otrzyma zabezpieczenia powództwa, a zatem będzie musiał spłacać swój kredyt przez cały okres postępowania sądowego, a po drugie, że w razie wygranej nie otrzyma odsetek ustawowych za opóźnienie uwzględniających czas trwania procesu.
Dokładne analizy i ważne informacje dla kredytobiorców.
Śledź nasze profile, aby wzmocnić ich widoczność i być na bieżąco:
Chcesz pozwać bank jako przedsiębiorca? Zacznij od szukania dobrego prawnika
Bardzo często tłumaczymy w naszych artykułach, jak ważną rolę w procesie frankowym przeciwko bankowi odgrywa profesjonalny pełnomocnik prawny. A skoro podkreślamy to w tekstach kierowanych do konsumentów, to tym bardziej powtórzymy się w materiale adresowanym do przedsiębiorców. Pierwszym przystankiem na drodze do pozwania banku zawsze jest zgromadzenie dokumentacji kredytowej, a drugim analiza tej dokumentacji przez eksperta prawnego. Niezwykle ważne jest, by frankowicz-przedsiębiorca powierzył swoją sprawę kancelarii, która jest wyspecjalizowana w sprawach przeciwko bankom i ma doświadczenie w podważaniu frankowych umów, w przypadku których niemożliwe było powołanie się na ochronę konsumencką.
Raz jeszcze podkreślamy: argumentacja stosowana w sprawach z powództwa przedsiębiorcy całkowicie różni się od tej stosowanej w postępowaniach inicjowanych przez konsumenta. Tu nie ma miejsca na „kopiuj wklej” i drogę na skróty. Dochodzenie roszczeń przeciwko bankowi w sądzie gospodarczym, który nie ogląda się na „frankowe” wyroki TSUE, wymaga od prawnika nieprzeciętnego przygotowania. Ze względu na potencjalne wysokie koszty przegranej należy powierzyć taką sprawę ekspertowi, który jest w stanie ją udźwignąć, zarówno przez wzgląd na swoje przygotowanie merytoryczne, doświadczenie i umiejętność dostosowywania argumentacji do indywidualnego przypadku.
PODSUMOWANIE:
Unieważnienie umowy frankowej na podstawie innej niż ochrona konsumencka i wyroki TSUE jak najbardziej jest możliwe, choć wymaga od prawnika nie lada zręczności. Kredytobiorca będący przedsiębiorcą może powoływać się w sporze z bankiem na uchwałę Sądu Najwyższego III CZP 40/22, a także na wybrane artykuły kodeksu cywilnego, w tym art. 353¹ kc i art. 58 § 1-3 kc.
Procesy frankowe inicjowane przeciwko bankom przez przedsiębiorców toczą się przed sądami gospodarczymi. Przedsiębiorca nie ma większych szans na uzyskanie zabezpieczenia powództwa w sporze z bankiem, nie może liczyć również na preferencyjną opłatę sądową za wniesienie pozwu. W sprawach, w których wartość przedmiotu sporu wynosi kilka milionów złotych, opłata za pozew to nawet 200 tys. zł. Opłata nie jest powodowi zwracana w przypadku przegrania sprawy.



