Pozew grupowy przeciwko Millennium Bankowi okazał się jedynym w swoim rodzaju testem cierpliwości dla ponad 5 tys. frankowiczów. Sprawa została zainicjowana w czerwcu 2014 roku, a wyrok w I instancji zapadł dopiero w maju 2022 roku, w dodatku okazał się niekorzystny dla powodów. Obecnie frankowicze walczą z bankiem w apelacji, i właśnie pojawił się cień szansy na to, że ten spór wkrótce dobiegnie końca, albowiem 19 stycznia 2026 roku o godzinie 13.00 w sprawie ma zostać przeprowadzona druga rozprawa. Dlaczego frankowicze, którzy wybrali dochodzenie swoich roszczeń na drodze postępowania grupowego, tak długo muszą czekać na sprawiedliwość? I czy wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie zakończy na dobre toksyczną relację tysięcy kredytobiorców z Millennium Bankiem?
Z tekstu dowiesz się:
- Na co mogą liczyć frankowicze z Millennium Banku po ewentualnym wydaniu przez sąd wyroku w sprawie z powództwa grupowego
- W jaki sposób bank może niemal w nieskończoność przedłużać postępowanie grupowe i co można zrobić, by szybciej uzyskać wyrok
- Czy zawarcie ugody z Millennium Bankiem jest jedynym sposobem na wyplątanie się z abuzywnej umowy inaczej niż na drodze prawomocnego wyroku w postępowaniu grupy
- Co musiałoby się zmienić w polskich przepisach, by postępowania grupowe stały się bardziej efektywne i odporne na działania dywersyjne strony pozwanej.
Po 12 latach sądowej walki frankowicze wreszcie mają szansę na prawomocny wyrok w sprawie przeciwko Millennium Bankowi
Historia pozwu grupowego frankowiczów przeciwko Millennium Bank dobitnie pokazuje, jak nieudane są polskie przepisy dotyczące postępowań, w których po stronie powodowej występuje kilkaset, czasem i kilka tysięcy osób. Teoria była piękna, a idee wzniosłe: wszak chodziło o to, by ułatwić konsumentom walkę o sprawiedliwość przy jednoczesnym obniżeniu ponoszonych przez nich kosztów. Konsumenci, którzy nie mieli nigdy do czynienia z pozwem zbiorowym w praktyce, często wyobrażają sobie, że jest to potężne narzędzie, dzięki któremu relatywnie tanim kosztem można dochodzić swoich roszczeń przeciwko wielkim korporacjom. Niestety, to wyobrażenie ma niewiele wspólnego ze stanem faktycznym.
Jak wyglądają takie procesy w praktyce, pokazuje przykład frankowiczów z Millennium Banku, którzy swój pozew złożyli w czerwcu 2014 roku. Grupa liczyła 5358 osób i była reprezentowana przez Miejskiego Rzecznika Konsumentów w Olsztynie. Co istotne, w momencie, w którym grupa składała swój pozew, orzecznictwo w sprawach frankowych właściwie nie istniało. Wiadomo było jedynie, że w 2012 roku klauzula indeksacyjna pozywanego podmiotu została wpisana do rejestru postanowień niedozwolonych UOKiK.
Frankowicze nie mogli się wesprzeć wyrokami TSUE ani postanowieniami Sądu Najwyższego, które wzmacniałyby ich argumentację w starciu z bankową machiną. Co więc zrobili? Otóż wybrali rozwiązanie, które wówczas wydawało się najbezpieczniejsze, czyli umieścili w swoim pozwie roszczenie tzw. „odfrankowienia”.
Dziś odfrankowienie wskazywane jest w powództwach kredytobiorców jako roszczenie ewentualne, umieszczane wyłącznie z ostrożności procesowej. Roszczeniem głównym jest oczywiście stwierdzenie nieważności całej umowy oraz zasądzenie zwrotu świadczenia nienależnego, czyli bezpodstawnie spłaconych rat wraz z odsetkami ustawowymi za opóźnienie. Członkowie powództwa grupowego przeciwko Millennium Bankowi walczą więc w sądzie o coś, co właściwie nie jest już praktykowane w krajowym orzecznictwie w odniesieniu do spraw indywidualnych, w których podstawą roszczenia jest abuzywna umowa kredytowa.
W sprawie, na etapie sądu I instancji, odbyły się dwie rozprawy, z czego pierwsza miała miejsce w październiku 2020 roku a druga w październiku 2021 roku. Wyrok zapadł w maju 2022 roku: Sąd Okręgowy w Warszawie, po rozpoznaniu sprawy I C 1281/15, zdecydował się oddalić powództwo. Frankowicze nie poddali się i złożyli apelację – sprawa została zarejestrowana w sądzie II instancji pod sygnaturą I ACa 599/23. Pierwsza rozprawa w apelacji odbyła się 25 czerwca 2024 roku – dla banku była to okazja do zawnioskowania do sądu o ustalenie aktualnego składu grupy. Wszak nie jest tajemnicą, że część kredytobiorców, psychicznie wyczerpana postępowaniem, zdecydowała się w międzyczasie zawrzeć z bankiem ugodę – to z kolei generuje po stronie sądu formalności, z czego bank doskonale zdaje sobie sprawę. I co cynicznie wykorzystuje, by postępowanie przeciwko niemu trwało jak najdłużej.
Wygląda na to, że następną ważną datą dla frankowiczów z Millennium, uwikłanych w pozew grupowy, będzie 19 stycznia 2026 roku: to właśnie tego dnia, o 13.00 w Sądzie Apelacyjnym w Warszawie odbędzie się druga rozprawa w ich sprawie. Kredytobiorcy bardzo liczą na to, że tym razem spór zostanie zakończony prawomocnym wyrokiem korzystnym dla grupy. Załóżmy, że taki wyrok rzeczywiście zapadnie, a kredytobiorcy dostaną prawomocne potwierdzenie, że bank stosował niedozwolone klauzule w umowach kredytów indeksowanych kursem franka szwajcarskiego. Co dalej?
Prawomocny wyrok w sprawie z powództwa grupowego nie zakończy wojny frankowiczów z Millennium Bankiem
Cóż, aby odzyskać od banku jakiekolwiek pieniądze (na drodze innej niż ugodowa, zakładając oczywiście, że bank będzie w ogóle skłonny do wypłacania frankowiczom jakichkolwiek środków na tym etapie sporu), kredytobiorcy będą musieli skierować przeciwko podmiotowi roszczenie zapłaty, tym razem korzystając już z instytucji powództwa indywidualnego. Pocieszające jest to, że taka sprawa powinna zostać rozpatrzona szybciej, zwłaszcza jeśli kredytobiorca, z uwagi na wyłączną właściwość miejscową, wprowadzoną nowelizacją kpc z kwietnia 2023 roku, podlega pod mniejszy sąd, radzący sobie na bieżąco z frankowym wpływem.
Naszym zdaniem warte podkreślenia jest to, że część kredytobiorców sądzących się z Millennium w postępowaniu grupowym zdążyła już wystąpić przeciwko podmiotowi z indywidualnym roszczeniem. Co ciekawe, niektórzy uzyskali już w swoich sprawach indywidualnych prawomocne wyroki. Tacy kredytobiorcy otrzymali więc potwierdzenie, że ich umowy są nieważne, mają też wszelkie podstawy, by egzekwować od banku zwrot świadczenia nienależnego. Formalnie wciąż są członkami grupy z postępowania I ACa 599/23. W praktyce wyrok w tej sprawie niewiele ich już interesuje, gdyż uzyskali to, o co walczyli, na drodze pozwu indywidualnego.
Członek grupy pozywającej bank o odfrankowienie wciąż może wystąpić z indywidualnym roszczeniem o nieważność i zapłatę
Oczywiście wyjaśnienia wymaga, jak to się dzieje, że kredytobiorca uczestniczący w sprawie z powództwa grupowego może w ogóle pozwać bank w związku z tą samą umową kredytową, która jest podstawą jego roszczeń w postępowaniu grupy. Sekret tkwi w tym, że powództwo grupowe dotyczy odfrankowienia, tymczasem kredytobiorcy w pozwach indywidualnych domagają się unieważnienia swoich umów i zwrotu nienależnie spełnionego świadczenia. Roszczenia się więc nie dublują, a postępowania wzajemnie nie wykluczają.
W ten właśnie sposób kredytobiorcy, zmęczeni trwającym 12 lat postępowaniem, mogą się uwolnić od swoich abuzywnych umów bez dogadywania się z bankiem w sprawie ewentualnej ugody.
Dlaczego powództwa grupowe nie sprawdziły się w sporach frankowych?
Na klęskę postępowań grupowych w sporach frankowych złożyło się kilka czynników. Najważniejsze to:
- zniechęcający dla sądu stopień skomplikowania sprawy – postępowania grupowe przeciwko bankom często toczą się przy zaangażowaniu setek, a nawet tysięcy kredytobiorców. Z tego względu rozsądzenie takiej sprawy, a nawet samo przeprowadzenie czynności zmierzających do ustalenia składu grupy, staje się niezwykle żmudne i zajmuje mnóstwo czasu. Tymczasem dla sądu liczą się statystyki, a rozpatrzenie dużo prostszej sprawy z powództwa indywidualnego „waży” w tych statystykach tyle samo, co załatwienie sporu z powództwa grupowego. Dzięki takiemu podejściu czynności sądu w postępowaniach grupowych są podejmowane rzadko, co w prostej linii prowadzi do przewlekłości
- brak możliwości rozliczenia kredytobiorców w procesie grupy – ponieważ frankowicze zaciągali kredyty w różnej wysokości i spłacili bankowi różne kwoty, nie mogą umieścić w swoim powództwie roszczenia zapłaty, kwota tego roszczenia musiałaby być bowiem identyczna u wszystkich członków grupy. Grupowe wygranie sprawy o odfrankowienie czy nieważność generuje więc konieczność złożenia kolejnego powództwa, tym razem o zapłatę
- podatność na „dywersję” pozwanego – bank, będący stroną pozwaną w postępowaniu z powództwa grupowego, ma szereg możliwości przedłużania sporu. Najskuteczniejszym sposobem na oddalenie w czasie wyroku w sprawie frankowej, w której po stronie powodowej występuje kilkutysięczna grupa, jest… zawieranie z jej członkami ugód. Nawet zawarcie pojedynczej ugody wymaga ponownego ustalenia składu grupy, co zabiera czas, a ponadto powoduje, że uczestnicy pozwu stają się coraz bardziej zrezygnowani.
Posłowie Konfederacji chcą zmian w przepisach o postępowaniach grupowych. Ministerstwo Sprawiedliwości wyraźnie nie jest zainteresowane nowelizacją
Patologiczna wręcz przewlekłość postępowań z powództwa grupowego została jakiś czas temu dostrzeżona przez posłów Konfederacji, którzy w marcu 2025 roku zaprezentowali projekt zmian w ustawie o dochodzeniu roszczeń w postępowaniach grupowych. Przed kilkoma dniami odbyło się posiedzenie sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, na którym dyskutowano nad rozwiązaniami zawartymi w projekcie. Projekt został zaprezentowany przez Przemysława Wiplera, który nie krył, że nowelizacja ustawy mogłaby wpłynąć na sytuację kredytobiorców sądzących się z bankami.
Wśród pomysłów zaprezentowanych przez Konfederację najciekawszy wydaje się ten dotyczący uniemożliwienia bankowi zawierania ugód z kredytobiorcami będącymi stroną postępowania grupowego, jeśli na zawarcie takiej ugody nie wyraziła zgody ponad połowa członków grupy. Takie solidarne rozwiązanie miałoby naszym zdaniem sens, ponieważ zawarcie ugody przez jednego kredytobiorcę wpływa na sytuację procesową całej grupy, która musi liczyć się z tym, że wydanie wyroku w sprawie się opóźni. Obecnie, gdy grupa liczy kilkuset członków lub więcej, bank co kilka miesięcy może zawierać jedną, dwie ugody, każdorazowo występując do sądu o ponowne ustalenie składu grupy.
Posłowie Konfederacji przekonują również, że członkowie grupy pozywającej bank powinni mieć możliwość „zamknięcia” grupy, tak aby proces nie był opóźniany poprzez dołączanie do niej kolejnych chętnych. Chcieliby ponadto, by członek grupy miał możliwość dochodzenia od pozwanego, już na drodze pozwu indywidualnego, roszczenia przewyższającego kwotą to, na które umówili się uczestnicy pozwu zbiorowego.
Co o tych propozycjach myśli Ministerstwo Sprawiedliwości?
Na posiedzeniu komisji był obecny sekretarz stanu w resorcie, Arkadiusz Myrcha, który w swoim wystąpieniu wyraźnie starał się przekonać posłów, że rozwiązania proponowane przez Konfederację nie są polskiemu wymiarowi sprawiedliwości potrzebne. Naszym zdaniem, o ile przepis pozwalający na zamknięcie grupy istotnie może pozostać bez większego wpływu na sprawność postępowań grupowych (wszak możliwość dołączania do grupy przez nowych członków jest ograniczona terminem wskazanym przez sąd), o tyle już rozwiązanie regulujące kwestię ugód w postępowaniach grupowych jak najbardziej zasługuje co najmniej na przedyskutowanie.
W niedługim czasie powinna zostać wyznaczona data kolejnego posiedzenia komisji w sprawie projektu. Będziemy informować, gdy dyskusja o pomysłach Konfederacji zacznie przybierać konstruktywny charakter.
PODSUMOWANIE:
Istnieje szansa, że trwający 12 lat spór sądowy frankowiczów z Millennium Bankiem w końcu znajdzie swój prawomocny finał. Prawda jest jednak taka, że nawet gdy Sąd Apelacyjny w Warszawie wyda wyrok w sprawie I ACa 599/23, frankowicze wciąż będą mieli przed sobą długą drogę do odzyskania od Millennium jakichkolwiek środków. To, że podmiot dobrowolnie zdecyduje się rozliczyć abuzywne umowy, jest niestety mało prawdopodobne.
Historia sporu grupowego przeciwko Millennium Bankowi pokazuje, że idea powództwa zbiorowego zupełnie nie sprawdziła się w polskich realiach prawnych. Banki znalazły skuteczny sposób na przeciąganie postępowań, wobec czego frankowicze są całkowicie bezradni. Co w tym wszystkim najgorsze, Ministerstwo Sprawiedliwości nie zauważa systemowego charakteru problemu i próbuje torpedować inicjatywy poselskie zmierzające do naprawy sytuacji.
Postawa rządzących pokazuje, że priorytetem nie jest ułatwienie konsumentom procesowania się z instytucjami finansowymi. Wręcz przeciwnie – można wręcz dojść do wniosku, że obecna sytuacja jest władzom na rękę, ponieważ skutecznie zniechęca kolejne grupy klientów sektora do dochodzenia roszczeń przed sądami. Może to świadczyć o tym, że Ministerstwo Sprawiedliwości poważnie podchodzi do zagrożenia związanego z ewentualnym masowym kwestionowaniem klauzul zmiennego oprocentowania opartych o WIBOR.
Jeśli „wiborowcy” dostaliby do ręki skuteczne narzędzie dochodzenia swoich roszczeń na drodze taniego powództwa zbiorowego, najpewniej bardzo chętnie by z niego skorzystali, co nie tylko wywołałoby kolejny kryzys w wymiarze sprawiedliwości, ale i zachwiało stabilnością rynku finansowego, generując problem potencjalnie nie do udźwignięcia dla krajowego sektora bankowego.
Dziękujemy za lekturę.
Publikujemy najważniejsze i aktualne informacje dla kredytobiorców:
WIBOR, raty, wyroki sądów i praktyczne wskazówki.
Bądź na bieżąco — obserwuj FrankNews:



