Mamy dla kredytobiorców gotówkowych dwie wiadomości: jedną dobrą, drugą złą. Dobra jest taka, że już teraz mogą zawrzeć z bankiem ugodę w sprawie umowy, w której doszło do skredytowania kosztów kredytu i pobrania z tego tytułu odsetek. Niestety, zła wiadomość jest taka, że proponowane przez banki warunki ugodowe zakładają rozliczenie jedynie samej nadpłaty, dotyczącej odsetek od skredytowanej prowizji bądź składki na ubezpieczenie. Mimo prokonsumenckiego wyroku TSUE w sprawie C-744/24, banki nadal nie chcą uznać prawa swoich klientów do sankcji kredytu darmowego. I zrobią wiele, by maksymalnie skomplikować drogę do dochodzenia tych roszczeń, w czym mogą liczyć na „moralne wsparcie” Komisji Nadzoru Finansowego, Narodowego Banku Polskiego i Ministerstwa Finansów. Pytanie tylko, czy pod naporem argumentów sektora i regulatorów ugnie się Ministerstwo Sprawiedliwości, będące głównym projektodawcą nowej ustawy o kredycie konsumenckim. Czy to ostatni rok z jednolitą sankcją kredytu darmowego w polskim prawie?
Z tekstu dowiesz się:
- Jak banki odczytują wyrok TSUE z 23 kwietnia 2026 roku i w jaki sposób próbują wybrnąć z coraz powszechniejszych spraw spornych
- Które banki zaczęły proponować swoim klientom zwrot odsetek od skredytowanej prowizji i jak na takie propozycje powinni reagować rozsądni konsumenci
- Jaki może być przebieg praktyk ugodowych w sektorze i co musi się stać, by banki zaczęły uznawać prawo kredytobiorcy do sankcji kredytu darmowego
- Czy prawdą jest, że po 23 kwietnia zwiększyła się liczba prawomocnych, prokonsumenckich wyroków w sprawach SKD.
Już dziś możesz pogodzić się z bankiem w sprawie SKD, ale kokosów z tego nie będzie
Na początku czerwca br. Rzecznik Finansowy Michał Ziemiak wystosował do sektora bankowego apel w sprawie dogadywania się z kredytobiorcami gotówkowymi w zakresie SKD już na etapie reklamacji. W jego ocenie zwlekanie z działaniem to nic innego, jak proszenie się o kłopoty. Co ciekawe, bankowcy przyjęli tę odezwę w dość neutralny sposób, bez kopania dołków pod Rzecznikiem, jak to już mieli wcześniej w zwyczaju. Szef Związku Banków Polskich w rozmowach z mediami zaczął nawet sugerować, że banki pracują już nad pewnymi rozwiązaniami, ale nie chciał ujawniać detali.
Te, można powiedzieć, ujawniły się same. Od kilku dni w social mediach krąży wieść o propozycjach zawarcia porozumienia, otrzymywanych przez kredytobiorców na etapie procesu reklamacyjnego. Tego typu praktykę testować mają Alior Bank i Pekao S.A., ale niewykluczone, że robią tak i inne podmioty z rynku finansowego, tylko informacja ta nie przebiła się jeszcze do opinii publicznej.
Propozycja jest rozbrajająca w swej prostocie. Bank, w odpowiedzi na reklamację w przedmiocie pobrania odsetek od skredytowanych kosztów kredytu, takich jak chociażby prowizje czy składki na ubezpieczenie, uznaje swój błąd. Nie proponuje jednak, by klient spłacił sam kapitał, bez jakichkolwiek odsetek i kosztów, jak powinno to przebiegać w przypadku zastosowania sankcji kredytu darmowego. Zamiast tego informuje, że odsetki od skredytowanych kosztów zostaną klientowi zwrócone na konto w ciągu 30 dni od otrzymania pisma. Jednocześnie bank podkreśla, że nie znajduje podstaw do uznania oświadczenia klienta o skorzystaniu z sankcji kredytu darmowego.
Krótko mówiąc, bank „złapany za rękę” przyznaje się do tego, że pobrał od klienta więcej odsetek niż powinien i zobowiązuje się do ich zwrotu, dając do zrozumienia, że ewentualne dalsze roszczenia, dotyczące zastosowania SKD, są bezzasadne. Jest dla nas oczywiste, że proponowana przez bank sankcja nie tylko nie jest proporcjonalna do skali naruszenia (bank wprowadził do umowy nieuczciwy warunek, skutkujący znacznym podniesieniem całkowitego kosztu kredytu), ale również nie realizuje celu odstraszającego, wpisanego w dyrektywę 93/13.
Bank chce jedynie usunąć negatywne skutki finansowe wywołane zastosowaną przez siebie nielegalną praktyką i odmawia poniesienia jakiejkolwiek realnej kary za udowodnione mu uchybienie. Jeżeli tak miałaby wyglądać „standardowa” sankcja za błędy w umowie z konsumentem, to banki nie czułyby żadnej presji na tworzenie lepszych, uczciwszych umów – maksymalną konsekwencją za wprowadzenie do umowy nieuczciwego warunku byłoby „naprawienie” jej i rozliczenie się z nadpłaty odsetek.
Banki utrzymują, że pobranie odsetek od kosztów kredytu nie skutkuje zastosowaniem SKD. Sądy są innego zdania
Dlaczego bankowcy przyjęli taką strategię w relacji z polskimi konsumentami? Sektor tłumaczy się tym, że wyrok C-744/24 z 23 kwietnia 2026 roku nie precyzuje, że skutkiem pobrania odsetek od skredytowanych kosztów kredytu powinno być zastosowanie sankcji kredytu darmowego. Banki wymyśliły więc własną sankcję, polegającą na rozliczeniu nadwyżki odsetkowej. Sprytne? Owszem, ale do czasu.
W 2 miesiące od wydania unijnego wyroku sądy zaczynają już orzekać według otrzymanych z Luksemburga wskazówek. Dzieje się tak zarówno w sądach I, jak i II instancji – co więcej, negatywne dla kredytobiorców wyroki wydane w I instancji są obecnie zmieniane na etapie sądów odwoławczych, a w uzasadnieniach sędziowie tłumaczą tę rewizję właśnie wyrokiem C-744/24. O największej zmianie orzeczniczej mówi się w kontekście Sądu Okręgowego w Warszawie, w którym funkcjonuje wydział odwoławczy, gdzie trafiają apelacje z okolicznych sądów rejonowych.
Obecnie nie ma już tygodnia bez kolejnych prawomocnych wyroków uznających roszczenia kredytobiorców dotyczące zastosowania SKD. Najnowszy został wydany w Warszawie zaledwie 19 czerwca 2026 roku, a pozwanym w sprawie był PKO Bank Polski. Sygnatura tej sprawy w II instancji to V Ca 3279/25. Sąd, zmieniając wyrok na korzyść konsumenta i zasądzając sankcję kredytu darmowego, podkreślił, że bank nie dopełnił ciążących na nim obowiązków informacyjnych, powołał się również na kwietniowy wyrok Trybunału.
W 2026 roku banki przegrają tysiące spraw o SKD. W samej Warszawie skala porażek może być przytłaczająca
W tym miejscu chcielibyśmy zwrócić uwagę naszych Czytelników na jedną bardzo ważną sprawę: wyrok V Ca 3279/25 nie pochodzi z „małej” jednostki sądowej, procedującej rocznie kilkanaście spraw o SKD. Do Warszawy wpływają tysiące takich spraw, co doskonale widać po sprawozdaniach rocznych stołecznych sądów. Oto dane z kilku wybranych sądów:
- Sąd Rejonowy dla m. st. Warszawy: w 2025 roku wpłynęło tam 935 spraw o symbolu 049, pod którym rejestrowane są sprawy dotyczące umów bankowych innych niż te frankowe, powiązane z kursem innej waluty obcej bądź związane ze zmienną stopą oprocentowania opartą o WIBOR. Na koniec 2025 roku sąd miał do rozpatrzenia 1661 takich spraw
- Sąd Rejonowy dla Warszawy Pragi-Północ: w 2025 roku sąd otrzymał 564 sprawy o symbolu 049, na koniec roku miał ich do załatwienia 622
- Sąd Rejonowy dla Warszawy Żoliborza: 234 sprawy o symbolu 049 zarejestrowane w 2025 roku, na koniec okresu na rozpatrzenie czekało 305 takich spraw
- Sąd Rejonowy dla Warszawy Mokotowa: w 2025 roku zarejestrowano wpływ 2834 spraw o symbolu 049, na koniec okresu pozostawało do rozpoznania 3867 sporów
- Sąd Rejonowy dla Warszawy Woli: 2651 nowych spraw 049 w całym 2025 roku, na koniec roku w sądzie pozostawało 3117 spraw z tej kategorii
- Sąd Rejonowy dla Warszawy Śródmieścia: 264 sprawy 049 zarejestrowane w 2025 roku, na koniec roku oczekiwało na rozpatrzenie 613 spraw
- Sąd Rejonowy dla Warszawy Pragi-Południe: wpływ 539 spraw o symbolu 049 w całym 2025 roku, na koniec okresu zaległość wynosiła 657 spraw
- Sąd Okręgowy w Warszawie, II instancja: w 2025 roku zarejestrował 2358 spraw o symbolu 049, na koniec roku pozostawało do rozpatrzenia 2026 spraw z tej kategorii.
Oczywiście nie wszystkie sprawy rejestrowane pod symbolem 049 dotyczą kredytów gotówkowych i sankcji wynikającej z art. 45 ustawy o kredycie konsumenckim. Możemy się jednak spodziewać, że wśród tych postępowań duża część jest związana właśnie z roszczeniami z tytułu umów konsumenckich, należy więc oczekiwać, że 2026 rok przyniesie dużą zmianę w krajowym orzecznictwie, wyrażoną tysiącami prokonsumenckich zasądzeń.
Powinniśmy sobie zadać pytanie: co zrobią banki, gdy korzystne dla konsumentów wyroki będą zapadać w dużej liczbie właściwie codziennie? W jaki sposób będą informować o skali tych porażek w swoich raportach okresowych? I kiedy zaczną poważnie podchodzić do tworzenia rezerw na nowe ryzyko?
Dokładne analizy i ważne informacje dla kredytobiorców.
Śledź nasze profile, aby wzmocnić ich widoczność i być na bieżąco:
Systemowe ugody w sprawach SKD są tylko kwestią czasu. Problemem mogą się jednak okazać ich warunki
Za wysoce prawdopodobne należy uznać, że banki z czasem będą dostosowywać swoje programy ugodowe zarówno do orzecznictwa sądów, jak i do oczekiwań klientów, wynikających z tego orzecznictwa. Jednak konsumenci nie mają co liczyć, że banki któregoś dnia po prostu ogłoszą: „Przyjdźcie do nas po zwrot świadczenia nienależnego”. Scenariusz zapewne będzie wyglądał podobnie, jak w przypadku kredytów frankowych, tj. banki będą „licytować” się z klientami i sprawdzać, w którym miejscu jest granica pomiędzy propozycją wartą rozważenia a tą, która spotyka się z natychmiastowym odrzuceniem.
Oczywiście największe szanse na sensowną ugodę będą mieć kredytobiorcy, którzy pójdą do sądu. Sama reklamacja wygeneruje skutek w postaci wysłania przez bank oferty, wątpimy jednak, by proponowane na tym etapie warunki jakkolwiek korespondowały z wysokością roszczenia klienta. Znamy to już ze sporów frankowych, które banki przegrywają w prawie 100 proc. przypadków, a mimo to nie uznają roszczeń na etapie przedprocesowym.
Aby banki rzeczywiście zaczęły uznawać prawo kredytobiorcy do otrzymania sankcji kredytu darmowego przed prawomocnym wyrokiem sądu, musiałoby dojść najprawdopodobniej do uregulowania kwestii sankcji ustawą. Sęk tylko w tym, że rządzący chcą to zrobić, ale nie po to, by wzmocnić w Polsce ochronę konsumentów, a celem uchronienia polskich sądów przed kolejną falą powództw i widmem trudnego do opanowania kryzysu.
Kluczowe dla stabilności rynku finansowego instytucje są za miarkowaniem SKD. Dedykowana ustawa pozwoli rozwiązać problem?
W ustawie znajdą się najpewniej takie rozwiązania, które uczynią sankcję proporcjonalną do skali naruszenia, a o tym, co właściwie oznacza ta proporcjonalność, zdecyduje Ministerstwo Sprawiedliwości. To właśnie szef tego resortu powiedział przed niespełna trzema tygodniami, że ustawa o sankcji kredytu darmowego jest niezbędna – i nie miał na myśli ustawy o kredycie konsumenckim, która obecnie reguluje to zagadnienie.
Smutna prawda jest taka, że zwaśnieni z bankami konsumenci nie mają wielu sprzymierzeńców wśród instytucji publicznych. Mogą liczyć na Rzecznika Finansowego, UOKiK i na Rzecznika Praw Obywatelskich, poza tym jednak mają przeciwko sobie Komisję Nadzoru Finansowego, Narodowy Bank Polski, Bankowy Fundusz Gwarancyjny oraz kluczowe dla funkcjonowania kraju ministerstwa.
Stanowisko KNF, NBP i Ministerstwa Finansów w przedmiocie sankcji jest bliźniacze: sankcja wymaga dostosowania do wagi naruszenia. KNF idzie jeszcze o krok dalej i sugeruje, że jeśli wprowadzenie stosownych regulacji nie będzie możliwe, to sankcja powinna w ogóle wypaść z ustawy o kredycie konsumenckim, bynajmniej nie po to, by resort sprawiedliwości regulował ją odrębnym aktem prawnym.
Warto zaznaczyć, że Komisja Nadzoru Finansowego, podobnie jak i Związek Banków Polskich, traktuje sankcję kredytu darmowego jako wyzwanie o charakterze systemowym. W tym względzie pogląd Nadzoru różni się od stanowiska Narodowego Banku Polskiego, który w najnowszym raporcie o stabilności systemu finansowego przyznaje wprawdzie, że niepewność co do przyszłej linii orzeczniczej jest wysoka, ocenia jednak, że możliwe koszty nie powinny zagrozić stabilności rynku.
W ocenie NBP, czynnikiem, który ogranicza narastanie ryzyka, a także obniżającym jego intensywność wraz z upływem czasu, jest w tym przypadku krótki, bo zaledwie roczny, termin na zgłoszenie roszczeń. W związku z tym Narodowy Bank Polski jest zdania, że skala ryzyka dla kredytów obecnych w bankowych portfelach będzie spadać.
Naszym zdaniem twórcy raportu NBP popadli w tym aspekcie w przesadny optymizm. Już w tej chwili doświadczeni prawnicy, specjalizujący się w podważaniu umów kredytowych, wskazują, że kwestią czasu jest, aż do TSUE zawędrują kolejne pytania prejudycjalne o kontrowersyjny termin na złożenie oświadczenia o skorzystaniu z SKD. W tej chwili w Luksemburgu toczy się kilka spraw, w których sądy pytają, czy ów termin powinien być liczony od momentu wypłaty kredytu (takie stanowisko przyjmują banki, dążące do tego, by roszczenia kredytobiorców zostały uznane za przedawnione), czy może jednak od spłacenia przez konsumenta ostatniej raty.
Trybunał potwierdzi najprawdopodobniej, że właściwy jest ten drugi sposób liczenia terminu, ale nawet wtedy wciąż pozostanie wątpliwość co do tego, czy udostępnienie konsumentowi zaledwie rocznego terminu na skorzystanie z przyznanych mu uprawnień nie godzi w jego ochronę w relacji z przedsiębiorcą.
Nie zapominajmy, że w sprawach dotyczących kredytów hipotecznych powiązanych z walutą obcą konsument ma aż 6 lat na zakwestionowanie klauzul abuzywnych, i to licząc od dnia, w którym uzyskał wiedzę o prawdopodobnym nieuczciwym charakterze warunku umownego. W praktyce frankowicz, który spłacił swój kredyt lata temu i do tej pory nie zgłaszał w banku reklamacji na postanowienia niedozwolone, może złożyć pozew, domagając się zwrotu pełnej kwoty świadczenia nienależnego. Jego roszczenie nie jest przedawnione. Dlaczego więc za uczciwą mamy uznać sytuację, w której miliony Polaków latami spłacały abuzywne kredyty i pożyczki gotówkowe, i nie mogą już wystąpić do instytucji finansowej o zwrot nienależnie pobranych środków, ponieważ minął rok od całkowitej spłaty zobowiązania?
Jeżeli TSUE uzna, że taka logika koliduje z europejskim prawem, to położenie banków w sprawach o SKD okaże się bardzo trudne, przede wszystkim z uwagi na fakt, iż ryzykiem prawnym objęte zostaną również te umowy, które klienci spłacili lata temu. Przewidywania NBP ujęte w najnowszym raporcie wyglądają w tym kontekście dość naiwnie. Naiwności nie można z kolei przypisać Komisji Nadzoru Finansowego, która doskonale rozumie, w jakim kierunku może ewaluować unijne (a następnie krajowe) orzecznictwo. Jest prawdopodobne, że właśnie dlatego KNF wolałaby, aby sankcja całkowicie wypadła z polskiego porządku prawnego, bo tylko tak można zażegnać ten kryzys na relatywnie wczesnym etapie.
Co zrobić, gdy bank proponuje zwrot odsetek od kredytowanych kosztów kredytu?
Kredytobiorca, który otrzymał ze swojego banku list z informacją, że może odzyskać odsetki od skredytowanych kosztów kredytu, zwykle zastanawia się, czy rozliczenie tych odsetek będzie się wiązać z jakimiś dodatkowymi konsekwencjami. Na przykład z utratą prawa do pozwania banku o SKD. Tutaj pragniemy uspokoić naszych Czytelników: sam fakt, że bank oddał odsetki pobrane od prowizji czy od ubezpieczenia nie powoduje, że wierzytelność przysługująca kredytobiorcy przestaje istnieć. Ważne jest jednak, aby kredytobiorca nie podpisywał żadnych dokumentów podesłanych czy podsuniętych przez bank, bez ich wnikliwej analizy (najlepiej przy wsparciu doświadczonego prawnika).
Chodzi oczywiście o zapobieżenie sytuacji, w której kredytobiorca bezwiednie zrzeka się roszczeń i akceptuje, że otrzymany zwrot nadpłaty odsetek zamyka wszelkie kwestie sporne dotyczące tej umowy. Może też się zdarzyć tak, że pracownik banku zaproponuje konsolidację bieżącego, problematycznego zobowiązania – tym sposobem bank może zamknąć starą umowę, minimalizując ryzyko objęcia jej w przyszłości sporem sądowym.
PODSUMOWANIE:
Wyrok TSUE z 23 kwietnia 2026 roku zmienił podejście banków do sankcji kredytu darmowego, ale nie w taki sposób, jakiego oczekiwali kredytobiorcy. Otrzymawszy reklamację, w której kredytobiorca wskazuje, że pobrano od niego odsetki od skredytowanych kosztów, bank coraz częściej uznaje roszczenie klienta, ale tylko w części dotyczącej nadpłaconych odsetek. Stanowisko banków jest takie, że unijny wyrok nie przesądza o tym, iż w przypadku objęcia oprocentowaniem skredytowanych kosztów kredytu ma zastosowanie sankcja kredytu darmowego. Wniosek jest prosty: kredytobiorca, który chce skorzystać z sankcji i rozliczyć się z bankiem wyłącznie z użyczonego kapitału, po sprawiedliwość nadal musi iść do sądu. W innym przypadku, ograniczając się do reklamacji, może liczyć jedynie na „naprawienie” umowy poprzez eliminację warunku abuzywnego i rozliczenie nadpłaty.
Oczywiście sytuacja jest dynamiczna i banki najprawdopodobniej będą modyfikować swoje propozycje ugodowe wraz z ewoluującym orzecznictwem, dokładnie tak, jak ma to miejsce w przypadku spraw frankowych. Równolegle będą próbowały eliminować ryzyko prawne związane z SKD, np. poprzez konsolidacje – z tego względu kredytobiorca, któremu bank nagle zaproponował nowe finansowanie na podejrzanie atrakcyjnych zasadach, powinien dokładnie wczytać się w tekst wzorca umownego i sprawdzić, z czego rezygnuje, spłacając dotychczasowy kredyt i podpisując nową umowę.
W szerszej perspektywie banki będą czekać, aż ich problem zostanie rozwiązany na drodze ustawy – problem w tym, że każdy kolejny wyrok TSUE będzie utrudniał rządzącym opracowanie projektu według własnego widzimisię. I znów, przekonaliśmy się o tym na przykładzie franków. Jeżeli resort sprawiedliwości naprawdę chce opracować rozwiązania legislacyjne precyzyjnie regulujące kwestię SKD, z myślą o neutralizacji ryzyka masowych spraw przeciwko bankom, ma na realizację tego celu bardzo mało czasu.


