Wszystkie ręce na pokład – tak można podsumować strategię wdrażaną przez bankowców, rząd i regulatorów po 23 kwietnia 2026 roku, czyli po głośnym wyroku TSUE w sprawie C-744/24. Banki, jak i przedstawiciele administracji publicznej, doskonale wiedzą, że to orzeczenie jest dopiero początkiem krucjaty konsumentów przeciwko nieuczciwym praktykom sektora, zagrożonym zastosowaniem sankcji kredytu darmowego. Umowy objęte ryzykiem prawnym są warte 240 mld zł i jest ich łącznie ponad 21 milionów. Jak daleko posunie się sektor celem uniknięcia odpowiedzialności za popełnione błędy? I czy kredytobiorcy gotówkowi mogą w przyszłości liczyć na ugody, na wzór tych frankowych?
Z tekstu dowiesz się:
- Co wydarzyło się w sprawie sankcji kredytu darmowego w ciągu minionych 7 dni (zarówno w TSUE, jak i na arenie krajowej)
- Jak zmieniała się narracja sektora bankowego w sprawie sankcji kredytu darmowego na przestrzeni lat 2024-2026
- Jak do ryzyka systemowego związanego z pozwami przeciwko bankom podchodzi NBP w najnowszym raporcie o stabilności finansowej
- Co o sankcji kredytu darmowego, m.in. w kontekście opinii Rzecznika Generalnego, możemy przeczytać w ostatnich dniach w mainstreamowych mediach.
Ryzyko związane z SKD przesłoniło mediom temat franków. Czy bankom grozi kolejna lawina spraw sądowych?
W ostatnich tygodniach mamy do czynienia z bardzo interesującym zjawiskiem: od kiedy Trybunał Sprawiedliwości UE wydał wyrok w sprawie C-744/24, przesądzając o tym, że bank nie może pobierać odsetek od kredytowanych kosztów kredytu, tzw. „duże media” zaczęły poświęcać znacznie więcej uwagi tematowi sankcji kredytu darmowego. Tendencja jest tak silna, że można by wręcz pomyśleć, iż temat kredytów frankowych przeszedł już do historii. A tak przecież nie jest: wciąż trwa procedowanie ustawy frankowej, która bez większego echa została uchwalona przez Sejm (bez przepisów o potrąceniu) i skierowana do prac w Senacie.
W toku pozostaje ok. 150 tys. spraw frankowych, a na ryzyka prawne banki zawiązały rezerwy w wysokości 106 mld zł. Końca tych rezerw zresztą nie widać – banki kontynuują księgowanie odpisów, ponieważ wiedzą, że przyjdzie im się zmierzyć z ryzykiem spłaconych umów kredytowych, a także z kosztami odsetek ustawowych za opóźnienie, naliczanych przez sądy za wieloletnie procesy. Uczciwie trzeba jednak zaznaczyć, że frankowa gorączka została już zbita do akceptowalnego poziomu: liczba nowo składanych powództw maleje, a w portfelach banków zostało bardzo niewiele aktywnych umów powiązanych z kursem CHF, nieobjętych ani sporem sądowym ani ugodą.
Podczas gdy sądy dopisują ostatni rozdział do sagi frankowej, w topowych kancelariach prawnych w Polsce analizowane są tysiące umów kredytów konsumenckich. To głównie kredyty gotówkowe, których wartość nie przekracza 255 550 zł, i które podlegają pod obowiązującą od 2011 roku ustawę o kredycie konsumenckim. Ustawę, która 20 listopada br. powinna przejść do lamusa – do tego dnia Polska ma bowiem czas na wdrożenie unijnej dyrektywy CCD (dotyczącej kredytów konsumenckich) do krajowego prawa.
Analiza tych umów pozwoliła na wskazanie całego katalogu naruszeń, których dopuszczały się banki w relacjach ze swoimi klientami – najczęściej występujące naruszenie, dotyczące wspomnianego już pobierania odsetek od kredytowanych kosztów kredytu, może być zaszyte w nawet 80-90 proc. umów. Łącznie chodzi o miliony kontraktów, wycenianych na ok. 240 mld zł. Do tej pory wiadomo o ok. 25 tys. spraw o SKD, toczących się przed polskimi sądami, i o 100 tys. reklamacji, które otrzymali przedstawiciele sektora w związku z tą sankcją.
Sektor bankowy nie chce popełniać drugi raz tego samego błędu: tym razem presja na ustawę jest naprawdę silna
To, co zwraca uwagę w sprawie „afery SKD”, to szybkość reakcji sektora bankowego, rządu, jak i regulatorów. W sprawie franków bankowcy bardzo długo ignorowali problem, wręcz zniechęcali rządzących do podejmowania jakichkolwiek inicjatyw legislacyjnych w tej kwestii. Obecnie jest zupełnie inaczej. Bankowcy bardzo wsparli rząd w decyzji o odebraniu prezesowi UOKiK upoważnienia do prowadzenia prac legislacyjnych nad nową ustawą o kredycie konsumenckim. Wiedzą bowiem, że tylko rozpoczęcie tych prac od zera, przez nowego projektodawcę (będzie nim Ministerstwo Sprawiedliwości, wspierane przez Ministerstwo Finansów) daje szanse na wprowadzenie do ustawy rozwiązań miarkujących sankcję. Lub na całkowite usunięcie SKD z przepisów.
W kwestii SKD, również w kontekście tej ustawy, na dzień przed opinią Rzecznika Generalnego w sprawie C-831/24, wypowiedział się prezes Związku Banków Polskich, Tadeusz Białek. Wywiad ukazał się na łamach Business Insider. Dziennikarz portalu zagadnął szefa ZBP o pomysł usunięcia sankcji z ustawy. Tadeusz Białek nie dał się jednak złapać na tę przynętę i odpowiedział dyplomatycznie:
„ Myślę, że nikt racjonalnie nie odważy się wskazać, że sankcji być nie powinno. W mojej ocenie sankcja kredytu darmowego powinna być przeformułowana w taki sposób, aby była proporcjonalna. ”
Szef Związku Banków Polskich wyraźnie nie docenił przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego, Jacka Jastrzębskiego, który w wypowiedzi dla Pulsu Biznesu zasugerował następujący scenariusz:
„Uważam, że prace dotyczące SKD najlepiej byłoby zacząć od czystej kartki – w pierwszej kolejności zastanowić się, czy zasadne jest utrzymywanie takiej sankcji cywilnoprawnej, a w razie twierdzącej odpowiedzi: jak ją zaprojektować, aby obejmowała ona tylko te przypadki, w których naruszenia obowiązków informacyjnych po stronie kredytodawcy rzeczywiście prowadziły do pozbawienia konsumenta możliwości oceny zakresu zaciąganego zobowiązania”
najbardziej niepokojąca jest jednak ta część wypowiedzi przewodniczącego Jastrzębskiego:
„Wobec braku możliwości uczynienia sankcji kredytu darmowego proporcjonalną, należy poważnie zastanowić się nad jej usunięciem.”
Publikacja PB, zawierająca wymienione cytaty z Jacka Jastrzębskiego, została udostępniona czytelnikom 11 czerwca, w dzień wydania opinii Rzecznika Generalnego TSUE dla sprawy C-831/24 (Machski). Przypominamy, że opinia ta okazała się w pełni korzystna dla strony konsumenckiej – RG wskazał, że sąd krajowy ma obowiązek zbadania z urzędu umowy kredytowej, będącej przedmiotem sporu o SKD, pod kątem występowania w niej przesłanek do zastosowania sankcji. Tym samym sąd nie może ograniczać się do zbadania jedynie tych naruszeń, które kredytobiorca wskazał w oświadczeniu dostarczonym bankowi.
Wyrok w sprawie C-903/24, którym epatują bankowcy w mediach, stanowi odzwierciedlenie ugruntowanej linii orzeczniczej
Tego samego dnia w TSUE zapadła jeszcze jedna istotna dla polskich konsumentów decyzja. Mowa o wyroku w sprawie C-903/24 (Zmarka), w której osią sporu był kredyt frankowy, zaciągnięty w 2008 roku. Pozwanym w sprawie był Santander Bank Polska. Przedmiotem zainteresowania sądu krajowego w niniejszej sprawie był sposób naliczania na rzecz frankowicza odsetek ustawowych za opóźnienie, a konkretnie to, czy wspomniane odsetki sąd powinien przyznać od daty doręczenia bankowi przedsądowego wezwania do zapłaty (w praktyce więc od reklamacji), czy może dopiero od daty doręczenia bankowi powództwa, inicjującego postępowanie sądowe. Z czego wynikała wątpliwość sądu? Jak się okazuje, kredytobiorcy w wysłanej Santanderowi reklamacji nie wskazali konkretnej kwoty roszczenia – zrobili to dopiero w pozwie. Powstało zatem pytanie o to, czy odsetki za opóźnienie winny być konsumentowi należne dopiero od dnia wezwania banku do zapłaty wierzytelności, w którym to wezwaniu wskazano konkretną kwotę.
Wskazać należy, że ów wyrok to drobne zwycięstwo sektora bankowego – TSUE uznał bowiem, że dyrektywa 93/13 nie sprzeciwia się sytuacji, w której odsetki ustawowe za opóźnienie są naliczane dopiero od dnia, w którym konsument doręczył bankowi dokument zawierający sprecyzowaną kwotę żądanej wierzytelności. Bankowcy bardzo szybko zaczęli posługiwać się tym wyrokiem w mediach, próbując „przykryć” nim ryzykowną dla sektora opinię RG w sprawie Machski. Strategia ta jest o tyle absurdalna, że wyrok nie dotyczy SKD i jest zgodny z dotychczasową praktyką orzeczniczą polskich sądów, zasądzających wspomniane odsetki za opóźnienie od momentu przedstawienia przez konsumenta konkretnych roszczeń finansowych.
Wróćmy jednak na moment do przewodniczącego KNF.
12 czerwca br. krajowe media relacjonowały debatę zorganizowaną z okazji 25-lecia Generalnego Inspektora Informacji Finansowej. W debacie udział wziął Jacek Jastrzębski, który rozprawiał o rosnącym znaczeniu PPPiFT, między innymi w kontekście współpracy pomiędzy instytucjami odpowiadającymi za bezpieczeństwo finansowe oraz bezpieczeństwo państwa. Pod tajemniczym skrótem kryje się przeciwdziałanie praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu, czyli problem, który spokojnie możemy określić mianem globalnego.
Jastrzębski zwrócił uwagę, że nadzór bardzo długo postrzegał ryzyko głównie przez pryzmat ryzyka finansowego, związanego z płynnością, wypłacalnością, ryzykiem kredytowym czy adekwatnością kapitałową. Natomiast obecnie większa uwaga koncentruje się wokół ryzyka niefinansowego, w tym z zakresu naruszeń AML/CFT oraz cyberprzestępczości. W ocenie szefa KNF, skutki tych naruszeń mogą być dotkliwe dla stabilności całego sektora.
Bardzo żałujemy, że KNF nie potrafiła podobnie trafnie zidentyfikować i nazwać ryzyka związanego z pobieraniem odsetek od kredytowanych kosztów kredytu – praktyka ta przecież stosowana jest od lat przez polski sektor bankowy, tymczasem przesłanki świadczące o braku legalności tego mechanizmu istnieją od 2011 roku, czyli od momentu zaimplementowania przez Polskę dyrektywy 2008/48, która precyzuje dokładnie, co powinno znaleźć się w umowie zawieranej z konsumentem. Różnica w podejściu pokazuje, że dla Nadzoru Finansowego w Polsce istotniejsza jest ochrona największych uczestników rynku, czyli banków, podczas gdy ochrona strony konsumenckiej ma zdecydowanie niższy priorytet.
Pełnomocniczka ministra dyskutuje z prawnikami w sieci na temat SKD. Padły zaskakujące słowa
Podczas gdy w sprawie zwalczania cyberprzestępczości i przeciwdziałania praniu pieniędzy instytucje państwowe powinny ściśle współpracować, w kwestii ochrony praw konsumenta nie jest to najwyraźniej wymagane. Świadczą o tym bardzo różne stanowiska dotyczące SKD, prezentowane przez Tomasza Chróstnego, szefa UOKiK, i Anetę Wiewiórowską-Domagalską, pełnomocniczkę ministra sprawiedliwości ds. ochrony praw konsumenta. W teorii misją obojga jest dbanie o interes polskiego konsumenta, ale praktyka dość mocno rozjeżdża się z tą teorią.
Tomasz Chróstny, prowadząc prace nad nową ustawą o kredycie konsumenckim, był zwolennikiem rozszerzenia katalogu naruszeń kwalifikujących umowę kredytową do objęcia sankcją, jak również chciał, by za szczególnie jaskrawe naruszenia (udzielenie kredytu bez wniosku i zgody kredytobiorcy) obowiązywała sankcja kredytu darowanego, pozbawiająca bank prawa do zarobku na umowie, jak również do otrzymania zwrotu kapitału kredytu.
Z kolei dr Aneta Wiewiórowska-Domagalska prezentuje znacznie mniej konserwatywne podejście, o czym możemy się przekonać, śledząc dyskusję z jej udziałem, toczącą się na platformie X.com.
Jak nietrudno sobie wyobrazić, słowa szefa Komisji Nadzoru Finansowego o usunięciu SKD z ustawy o kredycie konsumenckim wywołały w sieci prawdziwą burzę. Słowa te były komentowane między innymi przez znanych frankowych prawników, którzy bardzo szybko stali się interlokutorami pani pełnomocnik. Bartłomiej Krupa, CEO w Grupie Votum, wprost zapytał Wiewiórowską, jakie będzie jej stanowisko w sprawie zapisów dotyczących sankcji w nowej ustawie o kredycie konsumenckim. Aby nie było niejasności, doprecyzował, że chodzi mu o to, czy pełnomocniczka będzie za zmniejszeniem skutków naruszeń prawa czy przychyli się do prokonsumenckiego stanowiska, reprezentowanego przez UOKiK.
Odpowiedź Wiewiórowskiej należy uznać za wymijającą: „Ja zawsze stoję na stanowisku, że ochrona konsumenta powinna być skuteczna i proporcjonalna. Takie też stanowisko będę prezentować. ” Pełnomocniczka zadała też jednemu z dyskutujących z nią mecenasów pytanie o to, czy uważa on, że „SKD to jedyna sankcja, która realizuje wymóg skuteczności, proporcjonalności i posiada odstraszający charakter”. W innym komentarzu zaprezentowała z kolei opinię, wg której „TSUE uznał, że SKD w pewnych sytuacjach (w tym takich jak nasza obecna ustawa) jest nieproporcjonalna. ”
Niestety pełnomocniczka jest znana z tego, że – powołując się na orzecznictwo TSUE, nie podaje sygnatur spraw czy choćby konkretnych motywów wyroków, które wzmacniałyby jej kontrowersyjne twierdzenia. Bardzo podobną postawę prezentowała w dyskusjach z frankowiczami, między innymi na platformie Facebook.
O czym mogą świadczyć lakoniczne, ogólnikowe wypowiedzi Wiewiórowskiej? Albo sama jeszcze nie wie, jakie stanowisko ostatecznie zajmie w kwestii sankcji (i analizuje dopiero ten problem), albo wie, że stanowisko to nie usatysfakcjonuje konsumentów, nie chce więc zajmować go publicznie w obawie przed falą krytyki. Biorąc pod uwagę, jak broniła zawartych w projekcie ustawy frankowej przepisów dotyczących przywrócenia terminów na zgłoszenie potrącenia, należy przypuszczać, że i tym razem obierze perspektywę strony bankowej i opowie się za miarkowaniem (czyli za proporcjonalnością) sankcji.
Rzecznik Finansowy doradza bankom, by nie czekały na zmianę orzecznictwa, tylko zaczęły dogadywać się z klientami na etapie reklamacji
Przed kilkoma dniami informowaliśmy o radzie udzielonej bankom przez Rzecznika Finansowego, Michała Ziemiaka, w odniesieniu do sporów o sankcję kredytu darmowego. Radę tę portal Business Insider przypomniał w tekście opublikowanym dnia 14 czerwca br. Michał Ziemiak pozbawia banki złudzeń co do przyszłych skutków wyroku TSUE w sprawie C-744/24. Bezlitośnie wskazuje, że jest to „zagadnienie, które w statystykach Biura Rzecznika Finansowego najczęściej pojawia się w kontekście stosowania przepisów sankcji darmowego”.
Zapytany przez dziennikarza o to, czy musi dojść do prokonsumenckiej zmiany orzeczniczej, by banki zaczęły dogadywać się z klientami, Rzecznik Finansowy odpowiedział bez wahania: „Nie musi i wręcz nie powinniśmy czekać na odwrócenie orzecznictwa, bo głos, który otrzymaliśmy z TSUE, jest jednoznaczny.” W jego ocenie czekanie sektora na zmianę w orzecznictwie byłoby proszeniem się o kłopoty.
Michał Ziemiak proponuje, by banki dogadywały się ze swoimi klientami już na etapie reklamacji, gdy mają jeszcze kontrolę nad procesem – jeżeli bank zaproponuje klientowi korzystne dla niego rozwiązanie i przedstawi je jako realną alternatywę szybkiego załatwienia sporu, istnieje duża szansa, że nie dojdzie do powtórki ze scenariusza frankowego. Rzecznik Finansowy daje do zrozumienia, że jak na razie dialog dotyczący problemu prowadzony jest na poziomie instytucjonalnym. Rzecznik liczy, że dialog ten przejdzie na poziom klient-bank.
Business Insider postanowił skonfrontować ze słowami RF szefa Związku Banków Polskich, Tadeusza Białka. Wyjawił on, że w sektorze trwają już prace nad odpowiednimi rozwiązaniami, dodał jednak, że nie może wchodzić w szczegóły, które są przedmiotem analiz. Jego zdaniem to „jest kierunek, którym sektor bankowy powinien podążyć”.
Jeśli przeanalizujemy publiczne stanowiska prezesa ZBP w kwestii sankcji, zauważymy ewolucję jego poglądów. Jeszcze w listopadzie 2024 roku mówił o SKD jako sankcji skrajnej i nadmiarowej, stworzonej w czasach, gdy na rynku kredytów panowała „wolna amerykanka”. Już wtedy prezes Związku postulował wprowadzenie ograniczeń w obrocie wierzytelnościami konsumenckimi, najwyraźniej rozumiejąc doskonale, że większość spraw o SKD będzie trafiać do sądów w następstwie cesji wierzytelności na podmioty profesjonalne, w tym kancelarie odszkodowawcze, skupujące roszczenia konsumentów za 10-15 proc. ich faktycznej wartości.
Z kolei w marcu 2025 roku potrzebę miarkowania sankcji argumentował tym, że SKD jest stosowana w przypadku błahych naruszeń. Podawał przy tym przykład sprawy, w której sąd zasądził SKD, ponieważ bank w umowie, zamiast „prezesa UOKiK”, wpisał po prostu „UOKiK”. Próby przekonania opinii publicznej do tego, że kredytobiorcy sądzą się z bankami o błahostki czy źle postawione w umowie przecinki, spełzły jednak na niczym. W większości przypadków kredytobiorcy nie pozywają banków za niedbałą interpunkcję, a za praktykę, którą TSUE zanegował w wyroku C-744/24. Medialne wypowiedzi Rzecznika Finansowego stanowią tego potwierdzenie.
Wyborcza tłumaczy swoim czytelnikom, na czym polegają naruszenia banków w sprawach SKD. W komentarzach wrzawa
W miniony poniedziałek na łamach Wyborczej ukazał się tekst pt. „Bank ubrał klienta w ogromne koszty pożyczki. I pobrał odsetki. Gra o miliardy z „darmowych kredytów””. Pada w nim przykład pana Krystiana, który pożyczył od banku 106 tys. zł, natomiast bank naliczył mu odsetki od kwoty 133,4 tys. zł. Różnicę w tych kwotach stanowiła składka ubezpieczeniowa, o którą bank powiększył kwotę kredytu, podnosząc w ten sposób podstawę oprocentowania.
Autor tekstu przybliża czytelnikom, o co toczy się spór pomiędzy bankami i kredytobiorcami, a także jakie jest stanowisko TSUE w tej sprawie (oraz stanowisko banków i pełnomocników kredytobiorców w nawiązaniu do ostatnich decyzji Trybunału). Najbardziej zwraca jednak uwagę nie sam artykuł, a to, co dzieje się w sekcji komentarzy. Na chwilę obecną większość pozostawionych tam opinii relatywizuje lub wręcz umniejsza winę banku. Komentujący sugerują, że praktyka polegająca na pobieraniu odsetek od skredytowanej składki ubezpieczeniowej (która, wg nich, nie była rażąco wysoka) jest zupełnie normalna.
Na chwilę obecną trudno stwierdzić, czy komentarze te pochodzą od „zwykłych” czytelników, nierozumiejących, na czym polega abuzywność całego mechanizmu (lub po prostu uważających, że umów trzeba dotrzymywać bez względu na wszystko), czy jest to sterowana z zewnątrz kampania dezinformacyjna, obmierzona na zbagatelizowanie problemu.
Dokładne analizy i ważne informacje dla kredytobiorców.
Śledź nasze profile, aby wzmocnić ich widoczność i być na bieżąco:
Narodowy Bank Polski o ryzykach prawnych występujących w sektorze bankowym. Jest i wątek SKD
Jeżeli nie chcemy wyrabiać sobie zdania na temat SKD w oparciu o twierdzenia rządu, banków giełdowych czy przedstawicieli nadzoru finansowego, możemy sięgnąć po lekturę najnowszego raportu półrocznego, sporządzonego przez NBP w odniesieniu do stabilności systemu finansowego. We wspomnianym raporcie NBP pisze o najważniejszych wyzwaniach dla stabilności, dotyczących spraw spornych.
Na pierwszym miejscu wymienia oczywiście walutowe kredyty mieszkaniowe, które kwalifikuje jako źródło istotnych kosztów, niestanowiące zagrożenia dla stabilności systemu. NBP podaje statystyki: 185 tys. frankowych ugód zawartych do końca 2025 roku, w tym 55 tys. ugód zawartych na etapie postępowania sądowego, łącznie ok. 260 tys. pozwów, w tym ok. 75 tys. spraw zakończonych prawomocnym wyrokiem. NBP pokusił się nawet o stwierdzenie, że obecnie większość nowo zakładanych spraw spornych dotyczy kredytów spłaconych oraz kredytów powiązanych z kursem euro.
W odniesieniu do SKD Narodowy Bank Polski ocenia wartość dotąd zgłoszonych roszczeń jako niewielką. Padają konkretne liczby. Do końca 2025 roku do sądów miało trafić 25 tys. spraw, w których łączna wartość przedmiotu sporu to 0,8 mld zł. Z wykresu opublikowanego w raporcie wynika, że do końca 2025 roku sądy wydały ponad 3 tys. prawomocnych wyroków, z czego ok. 0,5 tys. to decyzje korzystne dla konsumentów, skutkujące zasądzeniem sankcji kredytu darmowego. Na koniec 2025 roku sektor miał 170 mln zł rezerw na sprawy o SKD – NBP ocenia, że jest to poziom adekwatny do sytuacji.
Jak dają do zrozumienia twórcy raportu, jednoznaczna ocena poziomu możliwych kosztów jest trudna do przeprowadzenia przez wzgląd „na niepewność co do skali i rozstrzygnięć przyszłych spraw sądowych”. NBP ocenia jednak, że koszty te nie powinny zagrozić stabilności sektora bankowego.
Warto w tym miejscu zestawić podejście NBP, poparte konkretnymi liczbami i analizami, z postawą przewodniczącego Nadzoru Finansowego, który – podobnie, jak w przypadku sporu o franki – wyolbrzymia skalę problemu i jego możliwe skutki, podsuwając rządzącym pomysł eliminacji sankcji z ustawy o kredycie konsumenckim. Z raportu NBP wynika, że ryzyko prawne uległo obniżeniu, między innymi dzięki wyrokowi z lutego w sprawie klauzul zmiennego oprocentowania.
Szacując ryzyko związane z SKD, Narodowy Bank Polski pisze wprost, że nie zagraża ono stabilności i tonuje nastroje, zalecając zrównoważone podejście do stosowania sankcji, tak aby jej charakter był adekwatny i proporcjonalny do skali naruszenia. Tym samym NBP w swoim stanowisku jest znacznie mniej radykalny od przewodniczącego KNF i zadziwiająco zgodny z pełnomocniczką ministra ds. ochrony praw konsumenta.
Nie jesteśmy tylko pewni, czy świadczy to na korzyść Narodowego Banku Polskiego, czy jednak na niekorzyść przedstawicielki resortu sprawiedliwości.
PODSUMOWANIE:
Banki mają jeszcze tylko kilka miesięcy na „tanie” rozwiązanie sporu o sankcję kredytu darmowego. Jeżeli pójdą za radą Rzecznika Finansowego i zaczną uznawać roszczenia na etapie reklamacji, setki tysięcy spraw ominą polskie sądy. Niestety, choć sektor bankowy sugeruje, że rozważa polubowne rozwiązania, należy się spodziewać, że będzie dążył do ucieczki od odpowiedzialności za źle skonstruowane umowy. Najbliższe wyjście ewakuacyjne to oczywiście droga legislacyjna – banki mają tu sprzymierzeńca w postaci KNF, której przewodniczący właściwie już wprost optuje za usunięciem sankcji kredytu darmowego z krajowych przepisów.
Oficjalnie banki są za „miarkowaniem” sankcji, jednak to tylko zasłona dymna, stworzona po to, by kredytobiorcy nie protestowali, gdy bankowcy usiądą z rządzącymi do „okrągłego stołu”, celem wypracowania legislacyjnego konsensusu. Nieoficjalnie jest jasne, że prezes UOKiK nie na darmo został pozbawiony upoważnienia do kontynuowania prac nad ustawą o kredycie konsumenckim. Pod pojęciem „nadregulacji”, o które Nadzór oskarżył prezesa UOKiK, kryły się przecież rozwiązania korzystne dla polskiego konsumenta i zwiększające jego ochronę w relacji z instytucjami finansowymi.
Rząd prezentuje stanowisko, zgodnie z którym nowa ustawa ma być wolna od nadregulacji. Powstaje jednak pytanie, czy – w kontekście SKD – pozostaną w niej jakiekolwiek regulacje, odstraszające banki przed stosowaniem abuzywnych praktyk w przyszłości. Oczywiście nieumieszczenie w ustawie zapisów odnoszących się do sankcji nie pozbawi polskiego konsumenta ochrony wynikającej z dyrektywy 93/13 i dyrektywy 2008/48. W kwestiach spornych polscy sędziowie nadal będą kierować pytania do TSUE, i to odpowiedzi na te pytania będą kształtować przyszłe kierunki orzecznicze w sprawach, których tłem będą umowy kredytów gotówkowych.
Kolejne wyroki Trybunału w odniesieniu do SKD zapadną najprawdopodobniej jeszcze w tym roku, między innymi w sprawie C-831/24. Jeżeli banki będą zwlekać z opracowaniem stosownych programów ugodowych, skończy się tak jak w sporach z frankowiczami – ugody w przyszłości i tak zostaną zaproponowane, będą jednak kosztować sektor wielokrotnie więcej.


