Masowe naruszenia w umowach zawieranych z kredytobiorcami, prócz kosztów rezerw, wywołały w sektorze jeszcze jeden, bardzo poważny skutek. Chodzi o radykalny spadek zaufania do banków, które nie jawią się już przeciętnemu Polakowi jako przewidywalny i uczciwy partner, a bardziej jako lichwa, która w białych rękawiczkach wywłaszcza społeczeństwo z owoców jego pracy. Nową perspektywę polski kredytobiorca uzyskał w dużej mierze dzięki aktywności kancelarii prawnych, prowadzących działalność edukacyjną z obszaru prawa konsumenckiego, prawa europejskiego oraz bankowego. Banki bardzo intensywnie walczą ze złym wrażeniem, jakie pozostawiły po sobie toksyczne hipoteki frankowe – nie wybierają jednak najprostszego i najlogiczniejszego w tej sytuacji rozwiązania, jakim bez wątpienia byłaby po prostu poprawa jakości usług. Zamiast tego, starają się zdyskredytować swojego głównego przeciwnika, czyli firmy działające na rynku pomocy prawnej skierowanej do konsumentów. Jaki jest ich plan?
Z tekstu dowiesz się:
- Jakie wnioski płyną z raportu, opracowanego przez przedstawicieli środowiska eksperckiego na zlecenie banków, w odniesieniu do działalności kancelarii odszkodowawczych
- W jaki sposób bankowcy chcieliby uregulować rynek tych podmiotów i jak ich postulaty są przyjmowane przez stronę rządową
- Które z aspektów działalności kancelarii odszkodowawczych bankowcy uważają za szczególnie groźne i jakie są ich rekomendacje dla rządzących w tym konkretnym zakresie.
Bankowcy idą na wojnę z kancelariami odszkodowawczymi. Dla wzmocnienia swojej pozycji, wspierają się autorytetem ekspertów
Trudno precyzyjnie wskazać moment, w którym działające na polskim rynku banki straciły reputację instytucji zaufania publicznego, a zamiast tego stały się podmiotami, których umowy przed podpisaniem trzeba analizować z prawnikiem. Nie chodzi tu tylko o to, co pozostawiły po sobie hipoteki frankowe. Problem jest znacznie szerszy i obejmuje ponad trzydziestoletni okres działalności tych podmiotów na rynku. W 1995 roku premierę miał kredyt „Alicja”, który dał polskiemu klientowi rynku bankowego pierwszą bardzo dotkliwą lekcję z zakresu ekonomii i finansów. Kredyty frankowe, które były oferowane w naszym kraju dekadę później, to nowa odsłona tego samego problemu: toksycznych produktów, których długofalowe skutki niezwykle trudno przewidzieć.
O sporach wynikłych na tle hipotek we franku mówi się coraz częściej w czasie przeszłym. Liczba nowych powództw maleje, podobnie jak długość kolejek w większości sądów. Banki przypłaciły błędy w umowach rezerwami, których wartość przekroczyła już 100 mld zł. Rzecz jednak w tym, że na frankach wcale nie kończy się niechlubny rozdział bankowej historii, którego akcja rozgrywa się głównie na salach sądowych. Sektor wkracza właśnie w kolejną fazę spraw spornych: jego przedstawiciele mają do czynienia z powoli materializującym się ryzykiem prawnym sankcji kredytu darmowego, nie są też wcale pewni, że wyrok TSUE w sprawie C-471/24 zapewni nietykalność umowom opartym o WIBOR.
Najbardziej przerażające jest to, że bankowcy są absolutnie niezdolni do wyciągania dojrzałych wniosków ze swoich wcześniejszych błędów. Nakryci na masowym stosowaniu abuzywnych postanowień w umowach z klientami, nie czują zażenowania. Są jedynie niezadowoleni z faktu, że te uchybienia wyszły na jaw – i że ich umyślny charakter zaczął być udowadniany w sądach. Gniew sektora nie jest kierowany w stronę klientów – ci nie wpadliby na pomysł kwestionowania swoich umów, gdyby nie kancelarie prawne, które ich do tego zachęciły. To właśnie kancelarie są dziś głównym wrogiem w sektorze. Wrogiem, który niczym najbardziej bezkompromisowy audytor wciąż szuka kolejnych słabych punktów w umowach wprowadzonych do obrotu prawnego.
Walka z kancelariami prawnymi jest trudna. Podmioty te, dzięki masowo wygrywanym sprawom frankowym, zyskały dostęp do środków na rozwój swojej działalności. Jakby tego było mało, skala tych sukcesów ściągnęła uwagę funduszy spoza Polski, szukających dla siebie zyskownej niszy do zagospodarowania. Efektem tego, sektor nie mierzy się już z grupką młodych, ponad miarę ambitnych prawników, tylko ze świetnie skalibrowaną machiną zasilaną zagranicznym kapitałem.
Największym problemem sektora są w tej chwili nie kancelarie adwokackie czy radcowskie, a spółki z o.o., działające w modelu odpłatnej cesji. Powód jest prosty: firmy te są lustrzanym odbiciem samych banków – w swojej działalności kierują się wyłącznie chłodną kalkulacją i chętnie wykorzystują wszelkie luki, których z pewnością nie brakuje w polskim systemie prawnym.
Droga do unieszkodliwienia tych podmiotów jest tylko jedna – wiedzie przez rozmowy przy okrągłym stole, zakulisowe spotkania w trakcie branżowych kongresów i, oczywiście, przez korytarze Sejmu. Aby wypchnąć kancelaria odszkodowawcze z rynku, konieczna jest jak najszybsza zmiana prawa. Czasy są ku temu bardzo niesprzyjające – polski konsument patrzy władzy na ręce i z pewnością nie pozwoli na to, by ta jawnie tworzyła prawo na zamówienie gigantów rynku finansowego. Pokazały to prace nad ustawą frankową, która – nim trafiła na biurko prezydenta – została „rozbrojona” w komisjach sejmowych, na wyraźne żądanie strony społecznej.
W konsekwencji, by przekonać rządzących do zmian w prawie, banki potrzebują dla swoich pomysłów obiektywnego, przynajmniej w teorii, ambasadora. Kogoś, kto wskaże potrzebę uregulowania rynku, posługując się innymi argumentami niż straty w sektorze. Kandydatów do obsadzenia tej roli trudno szukać gdzie indziej niż w środowisku akademickim – bankowcy świetnie to rozumieją, dlatego zamówili raport, który pozwolił im na otwarcie merytorycznej dyskusji z rządzącymi.
Mowa o raporcie zatytułowanym „Third-party funding w dochodzeniu roszczeń przeciw bankom – mechanizmy działania podmiotów trzecich, koszty społeczne i skutki dla stabilności finansowej”, który powstał na zlecenie Programu Analityczno-Badawczego Fundacji Warszawski Instytut Bankowości, w ramach współpracy Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego ze… Związkiem Banków Polskich.
Eksperci mówią o zagrożeniach wynikających ze współpracy z kancelariami odszkodowawczymi i proponują doregulowanie rynku. Przedstawicielka resortu sprawiedliwości gasi ich zapał
Raport został stworzony przez zespół badawczy, a nad redakcją czuwali profesor Uniwersytetu Warszawskiego, dr hab. Sławomir Żółtek i prof. UW dr. hab. Krzysztof Koźmiński. Ów raport stał się punktem wyjścia dla debaty, w której udział wzięli przedstawiciele środowiska bankowego, rządowego i organizacji konsumenckich, przy uczestnictwie autorów dokumentu.
Stanowisko Związku Banków Polskich w tej debacie było twarde: branża usług prawnych wymaga pilnego doregulowania, a sam konsument potrzebuje ochrony nie tylko w relacji z bankiem, ale również we współpracy z kancelarią odszkodowawczą. ZBP mógł liczyć na wsparcie współautora raportu.
Prof. Koźmiński, w odniesieniu do spraw frankowych, dał do zrozumienia, że generują po stronie kancelarii przychody sięgające nawet 14,5 mld zł, które to kwoty w znacznej części zostaną wytransferowane za granicę. Ma to być związane oczywiście z udziałem w tym rynku funduszy spoza Polski. Dla równowagi ekspert potwierdził, że finansowanie przez podmioty trzecie obniża koszt sporu po stronie konsumenta, dodał jednak, że wiążą się z tym określone następstwa, między innymi pod postacią utraty kontroli nad roszczeniem. Tę przejmuje nabywca roszczenia, podczas gdy zobowiązania wobec kredytodawcy, wraz z ryzykiem kontrroszczenia, zostają przy kredytobiorcy.
Co więcej, tego rodzaju podmioty gaszą chęć konsumenta do ewentualnego zerwania współpracy poprzez system kar umownych. Jak nietrudno się domyślić, ekspert jest za tym, aby rynek poddać regulacjom, eliminującym nieetyczne praktyki, które nie służą ani konsumentowi, ani bezpieczeństwu rynku finansowego.
Głos w dyskusji zabrała przedstawicielka strony rządowej, dr Aneta Wiewiórowska-Domagalska (pełnomocniczka ministra sprawiedliwości ds. ochrony praw konsumenta), która wskazała, że przepisy chroniące konsumentów przed nieuczciwymi postanowieniami umownymi oraz wątpliwymi prawnie praktykami już istnieją – mowa o dyrektywach unijnych CCD2 i MCD, a także krajowych ustawach, które regulują rynek. W jej ocenie problemem jest raczej niedostateczne wykorzystanie dostępnych instrumentów, ponadto Wiewiórowska, nie po raz pierwszy zresztą, wskazała na potrzebę większej aktywności po stronie UOKiK.
Wiewiórowska przypomina o ewidentnych naruszeniach banków, Białek krytykuje forum shopping, a Stypułkowski narzeka na trudne warunki prowadzenia bankowego biznesu
Podczas debaty, ze strony przedstawicielki Ministerstwa Sprawiedliwości padły ważne słowa dotyczące oczywistego charakteru naruszeń, których w przeszłości dopuszczały się banki. Choć nie zawsze zgadzamy się z panią pełnomocnik, to doceniamy, że przypomniała zebranym, iż rynek kancelarii odszkodowawczych powstał w odpowiedzi na to, co sektor bankowy zgotował polskim klientom:
„Mieliśmy naruszenia, które z punktu widzenia prawa europejskiego były ewidentne, ale nie zostały one w systemowy sposób rozwiązane, w związku z czym wytworzył się niezwykle dochodowy rynek. I na ten rynek weszły podmioty finansowane przez fundusze”
Jej wypowiedź, oczywiście poza fragmentem o ewidentnych naruszeniach sektora, okazała się w wielu miejscach pokrywać ze stanowiskiem Tadeusza Białka, prezesa Związku Banków Polskich. Szef ZBP poszedł jednak nieco dalej w swoich rozważaniach i po tyradzie wymierzonej w rynek kancelarii odszkodowawczych wskazał na potrzebę uregulowania samych cesji.
Białek skrytykował też zjawisko tzw. forum shoppingu, czyli umyślnego kierowania sporów do wybranego sądu, o którym wiadomo, że jego linia orzecznicza w sprawach z danej kategorii jest korzystna dla wnoszącego roszczenie. Szef ZBP interpretuje tę strategię kancelarii jako nadużycie prawa procesowego, dezorganizujące pracę sądów.
W debacie udział wziął również Cezary Stypułkowski, obecnie prezes Pekao S.A., a wcześniej wieloletni prezes mBanku. Jego wypowiedź skoncentrowana była na skali kwestionowania umów kredytowych, która utrudnia bankom prowadzenie działalności. W jego ocenie banki, dążąc do prawnego zabezpieczenia się przed roszczeniami klientów, tworzą coraz bardziej skomplikowane umowy, a to nie służy nikomu poza samymi prawnikami.
Głos w debacie zabrali również przedstawiciele strony konsumenckiej, Ziemowit Bagłajewski z Fundacji Forum Konsumentów oraz Monika Kosińska-Pyter z z Federacji Konsumentów. Oboje zwrócili uwagę na sposób reklamowania się kancelarii odszkodowawczych – Bagłajewski wskazał na potrzebę ustanowienia w tej kwestii odpowiednich standardów, z kolei Kosińska-Pyter dała do zrozumienia, że niektóre reklamy mogą wprowadzać w błąd, co naraża konsumenta na koszty.
Co rekomendują rządowi twórcy raportu vs. co znalazło się w raporcie Instytutu Sobieskiego?
Teraz czas na najważniejsze, czyli na to, co autorzy raportu proponują jako odpowiedź na ryzyka generowane przez działalność kancelarii odszkodowawczych. Propozycja zakłada odgórne ograniczenie wynagrodzenia dla tych podmiotów do 30 proc., nałożenie na nie obowiązku posiadania ubezpieczenia OC o wartości minimum 500 tys. zł, a także wprowadzenie regulacji, zgodnie z którą sądem właściwym do rozpatrzenia sprawy jest ten, pod który podlega pierwotny posiadacz wierzytelności. Przedstawiciele sektora bankowego są również za tym, by działalność kancelarii była licencjonowana. Czy są to wygórowane postulaty? Naszym zdaniem, absolutnie nie.
Rekomendacje twórców raportu, które znalazły poparcie sektora, można określić mianem wyjątkowo racjonalnych. Stoją wręcz w kontrze do tego, co znalazło się w raporcie Instytutu Sobieskiego, poświęconym skutkom podważania wskaźnika WIBOR. Tam autorzy rekomendowali Ministerstwu Finansów obłożenie skupów wierzytelności podatkiem w wysokości 95 proc., pobieranym od zysku.
W artykule poświęconym temu raportowi wskazywaliśmy, że ów postulat jest sprzeczny z kilkoma konstytucyjnymi zasadami, a jego wprowadzenie oznaczałoby konfiskatę majątku legalnie działających podmiotów. Bankowcy w przestrzeni medialnej żonglują więc propozycjami niezależnych ekspertów i sprawdzają, która się przyjmie. Realizacja przez rządzących któregokolwiek z tych założeń będzie dla sektora pomyślna, przynajmniej w zestawieniu z utrzymaniem dotychczasowego stanu rzeczy.
Jak bankowcy próbują rozegrać rząd i organizacje konsumenckie
Umiarkowane stanowisko bankowców, wsparte raportem pod redakcją Żółtka i Koźmińskiego, jest naszym zdaniem obmierzone na rozpoczęcie otwartej dyskusji nad istniejącym problemem. Sektor zaczyna rozumieć, że niczego nie zdziała za zamkniętymi drzwiami – efekty tych ustaleń i tak przecież ujrzałyby światło dzienne pod postacią projektu ustawy, a rządząca koalicja nie może sobie pozwolić na antykonsumencką „wrzutkę” na rok przed wyborami. Dyskusja musi więc odbywać się od początku z udziałem środowisk konsumenckich (stąd zaproszenie do stołu przedstawicieli dwóch popularnych organizacji), tak aby nikt nie posądził później rządu o tworzenie regulacji, które w jawny sposób wspierają sektor bankowy.
Oczywiście dla kogoś, kto od lat śledzi to, co dzieje się w tym sektorze, hipokryzja bankowców nadal pozostaje poza wszelką dopuszczalną skalą. Bankowcy sami bardzo chętnie, latami, korzystali z luk prawnych, np. oferując kredyty frankowe czy opierając w przeszłości całą swoją ofertę kredytów hipotecznych o produkty ze zmiennym oprocentowaniem, a dziś, za pomocą ekspertów prawnych, którzy stworzyli raport, przypisują nieetyczne zachowania kancelariom odszkodowawczym i skupom nieruchomości, korzystającym z tego, jakie możliwości daje rynek.
Co więcej, przedstawiciele sektora mają pretensje, że kancelarie agresywnie się reklamują, podczas gdy same banki również nachalnie promują swoje usługi, a sposób, w jaki to robią, zmusił unijnego ustawodawcę do doregulowania rynku. Zapisy zawarte w dyrektywie CCD2 wprost zakazują instytucjom finansowym sugerowania klientowi, że pożyczka poprawi jego sytuację finansową. Dobitniej rzecz ujmując, banki same, swoimi reklamami, wspierają popadanie Polaków w spiralę długów, a mają problem z kancelariami, które reklamują się, by tych klientów z tej spirali wydostać.
Kontrowersyjnych opinii jest w tym środowisku więcej.
Teoria vs. praktyka: dwie skrajnie różne oceny tego samego zjawiska
W samym raporcie autorzy umieścili wypowiedź anonimowego respondenta, z której wynika, że kancelarie produkują pozwy metodą kopiuj wklej, zmieniając w nich tylko dane klienta i datę umowy oraz kwotę kredytu. Jest to o tyle ciekawe, że nie tak dawno temu jedna z sędziów sądu rejonowego, Joanna Mataczyńska, przekonywała, że pozwy o SKD są przez jedną ze spółek, działających w modelu cesji, formułowane tak doskonale, że nie ma w nich ani jednego najdrobniejszego błędu – zasugerowała nawet, że mogą być pisane z użyciem AI. Komu zatem wierzyć: ekspertom ze środowiska akademickiego, którzy znają te sprawy w teorii, czy praktykom, którzy zajmują się nimi od lat?
Żeby było absolutnie jasne: nie bronimy kancelarii odszkodowawczych. Podobnie jak banki, uważamy, że rynek ten wymaga regulacji, dużo bardziej szczegółowych, niż wynikałoby to z raportu. Jesteśmy jednak przeciwni temu, by decydujący głos w tej kwestii należał do ekspertów, którzy napisali raport na zlecenie sektora bankowego. W tej dyskusji odpowiednim partnerem jest Naczelna Rada Adwokacka, która lata temu, na długo przed powstaniem masowych sporów o SKD i rozpowszechnieniem się modelu cesyjnego, zaczęła apelować o uregulowanie rynku. Jak dotąd jej postulaty przechodziły bez echa – rządzący wyraźnie nie mają zapału do podjęcia w tym temacie zdecydowanych działań, a przeszkodą do zmian w legislacji ma być… swoboda działalności gospodarczej.
Wiarygodnymi uczestnikami takiej dyskusji z pewnością byliby również prezes UOKiK, Tomasz Chróstny, oraz Rzecznik Finansowy, Michał Ziemiak, znający od podszewki problem abuzywnych postanowień w umowach z konsumentami. Co najważniejsze, szefowie wspomnianych urzędów dysponują atutem w postaci bezstronności: w żaden sposób nie tracą ani nie zyskują na wprowadzeniu przez rząd określonych rozwiązań legislacyjnych, czego nie można niestety powiedzieć o bankach, inwestujących w eksperckie opinie nie z dobroci serca i w trosce o wymiar sprawiedliwości, a jedynie z myślą o własnych interesach.
PODSUMOWANIE:
Jeszcze kilka miesięcy temu bankowcy działali na rzecz uregulowania rynku kancelarii odszkodowawczych „po taniości”. Sektor publicznie i bez ogródek mówił o abuzywnych postanowieniach w umowach z tymi firmami, forsując w mediach narrację o „patokancelariach” i instrumentalnym wykorzystywaniu prawa. Nie wywołało to jednak spodziewanej reakcji ze strony rządu, dlatego sektor zdecydował się zainwestować w opinie eksperckie. Dwie najnowsze pochodzą z dwóch różnych ośrodków, Instytutu Sobieskiego oraz ze środowiska akademickiego powiązanego z Uniwersytetem Warszawskim.
Rekomendacje zawarte w tych raportach mocno się od siebie różnią, ale mają pewien wspólny mianownik: w obu przypadkach twórcy przekonują o konieczności nałożenia na kancelarie odszkodowawcze nowych obowiązków. Podczas gdy jedni chcą, by skupy wierzytelności płaciły 95 proc. podatek od zysku, drudzy postulują jedynie ograniczenie wynagrodzenia prowizyjnego tych podmiotów oraz zobligowanie ich do wykupienia ubezpieczenia OC o adekwatnej wartości. Celem jest prawdopodobnie to, by działalność tych podmiotów przestała generować zyski tak małym kosztem – wówczas, jak łatwo sobie wyobrazić, będą one musiały podnieść ceny swoich usług, co może zniechęcić część konsumentów do oddawania roszczeń w ich ręce.
Podkreślenia wymaga, że sam pomysł uregulowania tego rynku absolutnie nie jest zły: potrzeba uporządkowania segmentu kancelarii odszkodowawczych istnieje od dawna, co w przeszłości nagłaśniała już Naczelna Rada Adwokacka. Sytuacja, w której to banki siadają z rządzącymi do stołu, z zamiarem porządkowania rynku, jest jednak niedopuszczalna – są to bowiem podmioty, które mogą w sposób bezpośredni skorzystać na wprowadzeniu określonych rozwiązań legislacyjnych, co czyni je skrajnie nieobiektywnymi.




