W czwartek, 22 stycznia 2026 roku, Trybunał Sprawiedliwości UE wydał niezwykle istotny dla frankowiczów wyrok, wyjaśniający kwestie związane z podnoszonym przez bank zarzutem potrącenia, jak również z odsetkami ustawowymi za opóźnienie. Charakter wyroku w sprawie C-902/24 jest prokonsumencki, a mimo to bankowcy próbują go przedstawić w mediach jako swój sukces (i jednocześnie porażkę kancelarii frankowych). Medialne manipulacje wokół tego wyroku pokazują doskonale, czego kredytobiorcy złotowi mogą spodziewać się już w lutym, gdy TSUE wypowie się w sprawie C-471/24, dotyczącej klauzul zmiennego oprocentowania opartych o wskaźnik WIBOR. Już w tej chwili środowiska konsumenckie są przekonywane przez rozmaite autorytety, że lutowy wyrok nie przyniesie żadnego przełomu w sprawach przeciwko bankom. Samozwańczy eksperci stanowczo twierdzą, że optymizm złotówkowiczów jest cynicznie rozbudzany przez kancelarie wiborowe, którym zależy na tym, by do sądów trafiło jak najwięcej pozwów. Jednak czy można ufać komentatorom, których zawodowa przyszłość zależy od stabilności sektora bankowego?
Z tekstu dowiesz się:
- Co ustalił TSUE w sprawie C-902/24, a co banki chcą, by z tego wyroku zrozumieli ich klienci
- Jakie nieprawdziwe informacje krążą w mediach na temat wyroku C-902/24 i kto je rozprzestrzenia
- Jakie nastroje panują w środowisku powiązanych z sektorem bankowym ekspertów na 3 tygodnie przed unijnym wyrokiem w sprawie WIBORu
- Czy prawdą jest, że kancelarie prawne rozbudzają w złotówkowiczach fałszywe nadzieje na skuteczne zakwestionowanie wskaźnika WIBOR.
Bezprecedensowy wyrok TSUE w sprawie kredytów we franku. Cieszą się z niego i frankowicze, i banki
Nie każda frankowa sprawa tocząca się przed TSUE wzbudza zainteresowanie mainstreamowych mediów: w przypadku tej o sygnaturze C-902/24 (przydomek Herchoski) uwaga dziennikarzy była relatywnie niewielka. Nie oznacza to jednak, że zagadnienia poruszone w pytaniach prejudycjalnych przez sąd odsyłający nie miały wielkiej wagi. Miały – gra toczyła się o miliardy złotych, i może właśnie dlatego banki wolały nie nagłaśniać tego tematu, z obawy, że wyrok okaże się radykalnie niekorzystny dla sektora.
Tym razem jednak bankowcy mieli sporo szczęścia, ponieważ TSUE okazał zrozumienie dla kontrowersyjnej praktyki, która od lat ma miejsce w sprawach o nieważność i zapłatę. Chodzi o zarzut potrącenia, na który część banków powołuje się w sprawach z powództwa kredytobiorcy, a który ma w tych przypadkach charakter ewentualny. Wszak bank argumentuje przy tym, że umowa jest ważna i nie zawiera klauzul abuzywnych.
Potrącenie jest więc zgłaszane „na wszelki wypadek”, czyli w razie wystąpienia sytuacji, w której sąd uwzględniłby powództwo kredytobiorcy i uznał nieważność umowy oraz zobligował strony do rozliczeń. W takim przypadku potrąceniem bank załatwia dwie kwestie: po pierwsze dokonuje kompensaty wzajemnych wierzytelności (dzięki czemu nie musi oddawać kredytobiorcy sumy spłaconych rat, a jedynie nadpłatę kapitału), a także zapobiega przedawnieniu swoich roszczeń (termin na zgłoszenie roszczenia jest u przedsiębiorcy trzyletni, czyli o połowę krótszy niż u konsumenta).
Aż do 22 stycznia 2026 roku banki próbowały potrąceniem załatwić jeszcze jeden temat: dążyły do „skasowania” należnych konsumentowi odsetek ustawowych za opóźnienie, a przynajmniej do ich znacznego ograniczenia. Frankowicze domagają się bowiem odsetek od pełnej kwoty roszczenia (sumy spłaconych rat) i od daty wskazanej w przedsądowym wezwaniu do zapłaty. Bankowcy liczyli, że za pomocą potrącenia uda się ograniczyć odsetki wyłącznie do nadpłaty kapitału. Mieli też nadzieję, że uda się doprowadzić do wzajemnej kompensaty odsetek – wszak banki, upominając się o zwrot kapitału, domagają się od kredytobiorców ustawowej rekompensaty za niespełnienie roszczenia w terminie. Część ekspertów prawnych uważa wręcz, że w ten sposób banki podjęły trzecią próbę nałożenia na frankowiczów opłaty za korzystanie z kapitału. Pierwsza została storpedowana unijnym wyrokiem C-520/21 z czerwca 2023 roku, natomiast druga upadła po orzeczeniu Trybunału ze stycznia 2024 roku (sygnatura sprawy C-488/23).
Po wyroku C-902/24 wiadomo już, że odsetek należnych konsumentowi skasować się nie da. Choć TSUE nie zanegował prawa banku do zgłaszania potrącenia jako zarzutu ewentualnego, jasno wskazał, że wierzytelność przedsiębiorcy nie może stać się wymagalna aż do momentu, w który sąd ustali nieważność umowy. Dodał ponadto, że uwzględnienie przez sąd potrącenia nie powinno skutkować takim podziałem kosztów postępowania, którego konsekwencją mogłoby być zniechęcenie konsumenta do dochodzenia przysługujących mu praw przed sądem.
Orzeczenie zabezpiecza więc interes kredytobiorcy w procesie o nieważność i zapłatę, w taki sposób, że zapobiega sytuacji, w której bank mógłby skutecznie dążyć do zniesienia odsetek ustawowych za opóźnienie. Po 22 stycznia 2026 roku frankowicze wiedzą już, że zasądzenie wzajemnych rozliczeń w procesie o nieważność i zapłatę nie wygeneruje po ich stronie negatywnych skutków, także w odniesieniu do kosztów postępowania. Banki też coś zyskały, ale należy przy tym podkreślić, że wcale nie kosztem frankowiczów. Otóż dowiedziały się, że zarzut potrącenia skutecznie zabezpiecza ich roszczenie o zwrot kapitału, nawet jeśli w samym postępowaniu, co do zasady, bank utrzymuje, że kwestionowana przez kredytobiorcę umowa jest ważna.
Chcemy przy tym zaznaczyć, że nie oznacza to, iż banki zyskają pełną dowolność co do kompensaty wzajemnych wierzytelności. Nadal będą musiały pilnować terminów przedawnienia swoich roszczeń – w przypadku prób potrącenia przeterminowanej wierzytelności banki będą musiały liczyć się z nieuwzględnieniem roszczenia, albowiem pełnomocnik kredytobiorcy, w odpowiedzi na oświadczenie pozwanego, podniesie przed sądem zarzut przedawnienia.
Banki próbują kontrolować narrację po wyroku C-902/24
Od wyroku minęło dopiero kilkadziesiąt godzin, a w mediach już roi się od przekłamań i manipulacji. Sympatyzujący z bankami dziennikarze sugerują, że wyrok jest korzystny dla sektora i wmawiają czytelnikom, że TSUE opowiedział się za stosowaniem przez krajowe sądy teorii salda. Niektórzy idą o krok dalej i twierdzą nawet, że w obliczu nieważności umowy sądy będą automatycznie rozliczać wzajemne wierzytelności stron, jednej z nich nakazując uregulowanie nadpłaty. Jest to oczywiście kompletna bzdura: autorzy tych twierdzeń zapominają, że banki wcale nie kwapią się do korzystania z potrącenia.
Przez lata zdecydowanie preferowały kontrpowództwa, w których domagały się zwrotu kapitału. Banki były niechętne potrąceniu z bardzo prostego powodu: miały na uwadze, że skorzystanie z tego instrumentu stanowi niejako przyznanie powodowi racji i potwierdzenie, że umowa jest nieważna. Zamiast tego banki wybierały dłuższą i kosztowniejszą drogę, byleby tylko wprost nie przyznać, że wprowadziły do obrotu wadliwe produkty. Po wyroku w sprawie C-902/24 przedstawiciele sektora najprawdopodobniej zmienią strategię i zaczną skwapliwie korzystać z dobrodziejstw potrącenia – istnieje realna szansa, że duża część kontrpowództw zniknie z wydziałów cywilnych, co odbędzie się z korzyścią dla wymiaru sprawiedliwości.
Fałszywą narrację w przedmiocie potrącenia kolportuje również Związek Banków Polskich, który twierdzi, że wyrok C-902/24 jest zgodny „z dotychczasową praktyką stosowaną przez banki i pozwala na kompleksowe rozliczenie stron w jednym postępowaniu”. Jak zostało wskazane powyżej, tak wcale nie wyglądała dotychczasowa praktyka stosowana przez sektor, o czym wprost mówili reprezentujący konsumentów eksperci prawni podczas posiedzenia sejmowej komisji w sprawie projektu ustawy frankowej.
Sektor bankowy sugeruje, że wyrok C-902/24 godzi w interesy… kancelarii frankowych. Ile w tym prawdy?
Co ciekawe, bankowcy mają na tyle rozwiniętą wyobraźnię, że są w stanie przedstawiać najnowszy unijny wyrok jako niekorzystny dla… kancelarii reprezentujących w sądach stronę konsumencką. Według ich oceny, rozliczenie wzajemnych roszczeń w postępowaniu z powództwa kredytobiorcy wpłynie negatywnie na honoraria frankowych prawników, niestety nie wyjaśniają, na czym ów negatywny wpływ miałby polegać. Ze strony środowiska bankowego jest to oczywista hipokryzja: koszty sagi frankowej mogłyby być dla sektora znacznie niższe, gdyby banki od początku korzystały z potrącenia i odpowiednio wcześnie opracowały programy ugodowe.
Kosztowny pomysł dublowania postępowań dotyczących tej samej umowy kredytowej nie wypłynął przecież od strony pełnomocników prawnych strony konsumenckiej. To prawnicy banków stwierdzili, że dobrą strategią będzie występowanie przeciwko frankowiczowi z osobnym pozwem o zwrot kapitału (szacuje się, że takich spraw jest w sądach ok. 50 tys.). Ci sami eksperci wymyślili również koncepcję wynagrodzenia za bezumowne korzystanie z kapitału, w którą banki wpompowały miliony, i która upadła ponad dwa lata temu, po spektakularnym wyroku TSUE.
Czemu więc służy narracja o rzekomym niezadowoleniu frankowych prawników z wyroku C-902/24? Oczywiście chodzi o to, by podkopać zaufanie konsumentów do kancelarii prawnych i namówić kolejnych klientów na zawarcie ugody.
Dominujący odbiór wyroku TSUE z 22 stycznia wśród frankowych prawników jest pozytywny, co widać po wypowiedziach medialnych. W sieci toczy się jednak ekspercka dyskusja dotycząca niektórych merytorycznych aspektów tego orzeczenia. Niektórzy prawnicy wskazują na przykład, że Trybunał nie przesądził kwestii tego, czy potrącenie zgłoszone przez bank może nastąpić ze skutkiem wstecznym, wszak polskie prawo przewiduje, że oświadczenie o potrąceniu działa od momentu, w którym potrącenie wierzytelności stało się możliwe. W środowisku panuje przekonanie, że nie jest to ostatni wyrok TSUE odnoszący się do kwestii potrącenia w kontekście spraw frankowych.
Próby manipulowania opinią publiczną po wyroku C-902/24 to rozgrzewka przed pierwszym unijnym orzeczeniem w sprawie WIBORu
To, co obecnie dzieje się wokół wyroku C-902/24, powinno zainteresować nie tylko samych frankowiczów, ale również kredytobiorców złotowych, którzy już 12 lutego 2026 roku usłyszą werdykt TSUE w sprawie C-471/24. Już sama opinia Rzecznik Generalnej, wydana we wrześniu 2025 roku, rozbudziła ogromne nadzieje u złotówkowiczów – wszak z oceny tej ważnej unijnej urzędniczki wynika, że sąd krajowy powinien mieć możliwość kontrolowania klauzul zmiennego oprocentowania pod kątem ich abuzywności.
Rzeczniczka sprzeciwiła się jednak poddawaniu podobnej kontroli samego wskaźnika WIBOR i sposobu jego wyznaczania. Z tego względu niektórzy internetowi komentatorzy uparcie twierdzą, że wyrok na pewno nie przyniesie żadnego przełomu w sprawach o hipoteki złotowe. Wspomniani samozwańczy eksperci, których autorytet mierzony jest liczbą subskrypcji na YouTube, X i Instagramie, już teraz próbują przygotować opinię publiczną na odpowiedni odbiór tego, co zostanie ustalone przez Trybunał Sprawiedliwości UE. Przekonują złotówkowiczów, by nie wierzyli kancelariom w optymistyczne prognozy dotyczące możliwości kwestionowania umów opartych o WIBOR, ponadto publikują materiały ukazujące w negatywnym świetle cały sektor usług prawnych skoncentrowanych na pomocy kredytobiorcom.
Co ciekawe, autorzy tych materiałów nie mają swoim odbiorcom do zaoferowania żadnych konkretów. Twierdzą między innymi, że podmioty podejmujące się prowadzenia spraw „o WIBOR” wprowadzają konsumentów w błąd co do faktycznych szans na wygranie takiego sporu, co więcej, że za wysoką opłatą są gotowe prowadzić sprawy skazane na porażkę. Nie ujawniają przy tym, które dokładnie kancelarie stosują takie nieetyczne praktyki.
Argumentacja, którą posługują się wspomniani internetowi twórcy, nie wprowadza do publicznej debaty niczego nowego. Powiela ona jedynie dotychczasowy spin banków, zgodnie z którym:
- w sprawach kredytów opartych o WIBOR nie zapadł dotąd ani jeden prawomocny wyrok korzystny dla kredytobiorcy (co jest nieprawdą, wiadomo o przynajmniej dwóch takich wyrokach, ich sygnatury to I ACa 535/23 i XXIII Ga 763/24)
- nie ma dowodów na to, że dochodziło do manipulacji WIBORem (pomijana jest przy tym zupełnie niechęć, z jaką administrator stawki odpowiada na składane w trybie udip zapytania o fixing danych, jak również ignorowane są wątki poruszone w materiale video mec. Radosława Górskiego, opublikowanym na YouTube pod tytułem „Czy banki mówią nam prawdę o WIBORze”)
- Rzecznik Generalny TSUE potwierdził, że metoda ustalania WIBORu nie jest wadliwa. Tymczasem w opinii RG nie ma elementów przesądzających o uczciwości i prawidłowości tego wskaźnika. Co więcej, z treści tej opinii jasno wynika, że powód nie kwestionuje samego wskaźnika i metody jego wyznaczania.
Jakie motywy kierują „ekspertami” negującymi możliwość zakwestionowania klauzul zmiennego oprocentowania?
Internetowe autorytety, o których w tym momencie piszemy, specjalizują się w prezentowaniu treści o tematyce ekonomicznej i finansowej, skierowanych między innymi do osób zainteresowanych inwestowaniem na giełdzie. Zastanawiające jest zatem, że twórcy tych opinii nie zgłębili tematu (na przykład nie zapoznali się ze szczegółami sprawy C-471/24) przed publicznym przedstawieniem swojej oceny problemu. Niekoniecznie musi to świadczyć o braku staranności. Wybiórczy dobór argumentów może być tu nieprzypadkowy i związany z… no właśnie, z czym?
Aby odpowiedzieć na to pytanie, zastanówmy się, z czego, prócz monetyzacji kanału, utrzymują się YouTuberzy. Znaczną część ich dochodów stanowią płatne współprace, a czy można wyobrazić sobie lepszego reklamodawcę niż bank, dysponujący ogromnymi środkami na działania PR-owe? Wbrew pozorom, płatna współpraca wcale nie musi być widoczna dla docelowego odbiorcy treści prezentowanych przez takiego twórcę. Wszak ów twórca może zostać dostrzeżony przez sektor jako wartościowy ekspert, a następnie poproszony o przeprowadzenie świetnie płatnego szkolenia dla pracowników banku. W opisywanym przypadku transfer bankowych środków do kieszeni zadeklarowanego przeciwnika kancelarii wiborowych nastąpi na podstawie wystawionej faktury, której nie da się w oczywisty sposób powiązać z działalnością w social mediach, prowadzoną przez takiego „wybitnego” szkoleniowca.
Internetowy twórca zniechęcający kredytobiorców do składania pozwów może mieć również dodatkową motywację do prowadzenia opisywanych działań. Wystarczy, że bliska mu osoba pracuje w dużym giełdowym banku na eksponowanym stanowisku, np. w departamencie compliance, zajmującym się między innymi zgodnością prowadzonej przez bank działalności z obowiązującym prawem. Czy YouTuber, prowadzący popularny kanał o finansach, będzie krytykował banki za stosowanie klauzul abuzywnych lub niedopełnienie obowiązków informacyjnych wobec konsumenta w sytuacji, gdy jego żona robi karierę w jednej z największych tego typu instytucji w Polsce? Uważamy to za wątpliwe.
Dlaczego w ogóle o tym piszemy? Ponieważ coraz trudniej o rzetelne informacje w sprawie toczącego się przed TSUE sporu o WIBOR. Kredytobiorcy złotowi mają prawo czuć się zdezorientowani, gdyż z obu stron barykady otrzymują skrajnie różne, a ściślej rzecz ujmując, wzajemnie wykluczające się komunikaty. Tymczasem do wyroku pozostało zaledwie kilka tygodni i można się spodziewać, że z każdym dniem szum informacyjny będzie się stawał coraz głośniejszy. Co więc powinien zrobić kredytobiorca, który nie jest zadowolony ze swojej umowy z bankiem, ale jednocześnie boi się przegrania sprawy sądowej?
W naszej ocenie pośpiech jest najgorszym doradcą (zaraz obok internetowych znawców, których opinie na temat WIBORu są stronnicze przez wzgląd na zawodowe i rodzinne powiązania). Prawda jest taka, że miną lata, nim ukształtuje się jednolita linia orzecznicza w postępowaniach dotyczących klauzul zmiennego oprocentowania. Na chwilę obecną nie wiadomo, jaka argumentacja przyjmie się w sądach, które ewentualnie wzorce będą możliwe do podważenia i które praktyki banków zostaną uznane za podstawę do uznania za nieuczciwy warunku dotyczącego zmiennego oprocentowania. Nieznane są też ewentualne skutki uznania klauzuli „wiborowej” za abuzywną.
Kto powinien wstrzymać się z pozwem, a kto nie może czekać?
Kredytobiorca, który po wyroku C-471/24 zechce poznać swoje szanse na podważenie klauzuli zmiennego oprocentowania z uwagi na niespełnienie przez bank obowiązków informacyjnych, powinien omijać szerokim łukiem wszelkie pseudokancelarie, czyli spółki z o.o., które nie są kancelariami adwokackimi ani radcowskimi, a co za tym idzie, nie są związane etyką zawodu i nie podlegają pod nadzór samorządów zawodowych. Najbezpieczniejsza jest współpraca z doświadczonym, wyspecjalizowanym w sprawach przeciwko bankom adwokatem lub radcą prawnym, który będzie potrafił przeanalizować umowę pod kątem występowania w niej słabych punktów. Ważne, by taki ekspert miał już na swoim koncie sukcesy w podobnych sprawach (i był w stanie je udowodnić).
Szybkie pozwanie banku „o WIBOR” ma sens w szczególnych przypadkach, na przykład wówczas, gdy podmiot wypowiedział już kredytobiorcy umowę i pozwał go o zapłatę. W takiej sytuacji zakwestionowanie roszczeń banku poprzez powołanie się na abuzywność wypowiedzianej umowy może być ostatnią deską ratunku przed zajęciem komorniczym.
Kredytobiorcy niebędący w podbramkowej sytuacji mogą spokojnie poczekać na rozwój wydarzeń. Wybór odpowiedniego momentu na zgłoszenie roszczeń będzie kluczowy ze względu na powagę rzeczy osądzonej: jeśli sprawa prawomocnie zakończy się wyrokiem niekorzystnym dla konsumenta, drugiej szansy na zakwestionowanie umowy po prostu nie będzie. Nawet jeśli kilka lat później podobne umowy będą upadać w sądach jedna po drugiej.
PODSUMOWANIE:
Sprawy o hipoteki złotowe bardzo często są porównywane do sporów na tle kredytów waloryzowanych kursem franka szwajcarskiego, naszym zdaniem nie bez powodu. Podobnie jak swego czasu frankowicze, kredytobiorcy złotowi muszą uzbroić się w cierpliwość: linia orzecznicza w ich sprawach przeciwko bankom nie wyklaruje się z dnia na dzień. Miną lata, nim orzecznictwo krajowych sądów stanie się przewidywalne, a w międzyczasie osoby potencjalnie zainteresowane pozwem będą poddawane licznym próbom manipulacji, zarówno ze strony banków, jak i pseudokancelarii.
Obie kategorie podmiotów mają w sieci swoich popleczników, gotowych służyć rozpoznawalnym nazwiskiem i przekonanych o własnej nieomylności. Łączy ich bardzo subiektywna perspektywa, jednostronna argumentacja, bez uwzględnienia zdania przeciwników, spłaszczanie problematyki i celowe pomijanie faktów, które stoją w opozycji do głoszonych tez. W obu przypadkach docelowym odbiorcą treści są właśnie kredytobiorcy, niezadowoleni z warunków zawartej umowy, ale wciąż niezdecydowani na pozew.
Podczas gdy jednym „ekspertom” zależy, by kredytobiorcy porzucili nadzieje na skuteczne zakwestionowanie umowy w sądzie, drudzy próbują ich przekonać, że pozew o WIBOR to tylko formalność, pozbawiona większego ryzyka. Jedni i drudzy nie mają racji, a prawda, jak to często bywa, leży zupełnie gdzie indziej. Należy jej szukać tam, gdzie nie sięgają ani wpływy bankowych gigantów, ani powiązania spółek z o.o., zarabiających na naiwności i desperacji klientów sektora.




