Banki wielokrotnie udowadniały, że są gotowe przeczyć logice, ilekroć chodzi o relacje z frankowiczami. Właśnie otrzymaliśmy kolejne tego potwierdzenie. PKO Bank Polski, mimo znakomitej kondycji finansowej i, teoretycznie, ogromnej chęci na zamknięcie niechlubnego rozdziału sporów frankowych, nadal robi wiele, by przedłużyć wzajemne rozliczenia po sądowym unieważnieniu umowy. Jedna z najbardziej znanych prawniczek, wyspecjalizowanych w prowadzeniu spraw przeciwko bankom, opisuje zaskakujące praktyki PKO BP, stosowane na etapie, który, przynajmniej w teorii, powinien przebiegać gładko i bez komplikacji. Okazuje się, że sprawy frankowe, w których stroną jest największy bank Polski, wyglądają „na papierze” inaczej niż w rzeczywistości. Czego powinni spodziewać się frankowicze po PKO BP i co mogłoby wpłynąć na zmianę nastawienia podmiotu do dobrowolnego, niezwłocznego wykonywania wyroków sądów?
Z tekstu dowiesz się:
- Na czym polega problem frankowiczów z PKO Bankiem Polskim
- Dlaczego praktyki stosowane przez PKO BP powinny budzić społeczny sprzeciw
- Co w obecnym systemie orzeczniczym może skłaniać PKO BP do komplikowania rozliczeń.
Wygrałeś sprawę frankową przeciwko PKO BP? Rozliczenie umowy wcale nie musi być proste…
Przeciętny kredytobiorca frankowy, zapytany o to, jaki jest najtrudniejszy etap w postępowaniu sądowym o nieważność i zapłatę, odpowie zapewne, że ten, w którym sąd przeprowadza rozprawę i odbiera zeznania stron. Tymczasem w 2026 roku rzeczywistość bardzo różni się od tych wyobrażeń. Sądy coraz rzadziej decydują się na wyznaczanie rozprawy w postępowaniu frankowym, a zeznania zwykle odbierają na piśmie, co wyklucza konieczność osobistego stawiennictwa na sali sądowej. Obecnie w wielu przypadkach kredytobiorca może unieważnić swoją umowę bez większych stresów, a nawet bez poświęcania czasu na przygotowywanie się do rozprawy i samo uczestnictwo w niej. Dość nieoczekiwanie okazuje się, że problematyczny może być etap następujący już po wydaniu wyroku, w którym strony przystępują do rozliczenia nieważnej umowy.
W teorii sprawa jest prosta. Sąd wydaje wyrok, a bank ma do wyboru dwie drogi: albo akceptuje stanowisko sądu I instancji (i przystępuje do dobrowolnych rozliczeń z klientem na drodze porozumienia kompensacyjnego), albo składa apelację i dopiero po jej przegraniu realizuje postanowienia wyroku. Mogłoby się wydawać, że bankowi powinno zależeć na szybkim zastosowaniu się do treści wyroku – wszak zwłoka z wypłatą należnej konsumentowi wierzytelności wiąże się z naliczaniem wysokich odsetek ustawowych za opóźnienie.
Najwidoczniej rekordowe zyski sektora z ostatnich lat rozbudziły w bankowcach skłonność do odkładania rozliczeń w czasie. Taki przynajmniej wniosek można wysnuć, obserwując zapał, z jakim PKO BP podchodzi do wykonywania sądowych wyroków. Temat nagłośniła na stronie swojej kancelarii mec. Beata Strzyżowska, radca prawny i ekspertka w sprawach przeciwko bankom. Prawniczka podkreśliła w swoim wpisie, że wspomniane praktyki banku mają charakter powtarzalny i systemowy, zaś skutki tych praktyk obciążają frankowiczów, i to nawet po zwycięstwie w sądzie.
Jakie praktyki banków krytykuje mec. Strzyżowska? Chodzi przede wszystkim o brak komunikacji, wskutek którego blokowana jest możliwość zakończenia sprawy, w tym wielomiesięczne opóźnienia PKO BP w ustosunkowaniu się do uwag dotyczących porozumienia. Co więcej, bank w okresie swojej bierności wciąż nalicza odsetki ustawowe za opóźnienie (od kwoty udzielonego kapitału kredytu), a także utrudnia klientom dostęp do dokumentów, m.in. poprzez szyfrowanie plików i podawanie błędnych haseł. Mec. Strzyżowska podkreśla, że zdarzają się sytuacje, w których PKO BP, już po ustaleniu warunków porozumienia, bez konsultacji ze stroną przeciwną zmienia kwoty do zapłaty, ponownie naliczając odsetki.
Dlaczego strategia PKO BP w relacji z frankowiczami zasługuje na krytykę?
Podejście PKO Banku Polskiego może oburzać frankowiczów, i to z kilku powodów. Zacznijmy od tego, że PKO BP to największy bank w Polsce, który jest w doskonałej sytuacji kapitałowej i wciąż zarabia krocie na kredytach hipotecznych. Przypominamy, że zysk netto tego podmiotu za cały 2025 rok to aż 10,7 mld zł – był to nie tylko osobisty rekord tego banku, ale i najlepszy roczny wynik w całym sektorze. Co więcej, bank cały czas dotwarza kolejne rezerwy na ryzyka prawne kredytów frankowych, czym utwierdza społeczeństwo w fałszywym przeświadczeniu o poważnym i odpowiedzialnym podejściu spółki do spraw sądowych. W całym 2025 roku bank odłożył na spory z frankowiczami ponad 4,3 mld zł – jednak co z tego, skoro podmiot zwleka z przekazaniem tych środków poszkodowanym konsumentom?
Ponadto trzeba wziąć pod uwagę, że w PKO BP udziałowcem większościowym jest Skarb Państwa, posiadający niemal 30 proc. akcji spółki. To zaskakujące i zarazem niepokojące, że Państwo Polskie stoi za instytucją, która zwleka z wykonywaniem sądowych wyroków i stosuje nieetyczne metody w negocjacjach z konsumentami.
Nie zapominajmy również o tym, że banki w przestrzeni publicznej już od jakiegoś czasu robią z siebie ofiary, ich zdaniem, zanadto prokonsumenckiego orzecznictwa. Bankowcy wmawiają polskiemu społeczeństwu, że frankowicze, domagający się już nie tylko darmowych kredytów, ale i odsetek ustawowych za opóźnienie, są zbyt roszczeniowi, co z kolei może odbić się na pozostałych klientach sektora, nieuwikłanych w hipoteki pseudowalutowe. Banki w swoich komunikatach dla mediów kreują się na instytucje działające zgodnie z literą prawa, stosujące zasady fair play i sumiennie wykonujące wszelkie zalecenia sądów. Przykład PKO BP pokazuje, że są to tylko puste słowa. W rzeczywistości frankowicze czekają miesiącami na dogranie warunków porozumienia kompensacyjnego, co wywołuje u nich stres i irytację.
Przykład PKO BP pokazuje, że sprawy frankowe, mimo pozornej powtarzalności i przewidywalności, wciąż wymagają ogromnego doświadczenia ze strony pełnomocnika prawnego. Nie wystarczy, że adwokat bądź radca prawny reprezentujący kredytobiorcę wie, jak doprowadzić do unieważnienia umowy w sądzie. Musi jeszcze wiedzieć, jak zabezpieczyć swojego klienta przed negatywnymi skutkami wrogiej strategii banku na etapie poprocesowych rozliczeń.
PKO BP, mimo odsuwania frankowych rozliczeń w czasie, przestaje składać apelacje
Pewnym pocieszeniem dla frankowiczów może być to, że PKO BP, mimo swojej opieszałości w rozliczeniach, zaczyna rozumieć, że droga do zakończenia sagi frankowej z całą pewnością nie wiedzie przez sądy apelacyjne. Doświadczeni prawnicy coraz częściej informują o uzyskiwanych ekspresowych wyrokach, które szybko stają się prawomocne, właśnie przez wzgląd na brak apelacji. Do takiej sytuacji doszło między innymi w sprawie XII C 270/25, rozpatrzonej przez Sąd Okręgowy we Wrocławiu dnia 22 września 2025 roku. W niniejszej sprawie sąd, w 9 miesięcy od złożenia pozwu, ustalił nieważność umowy Nordea-Habitat, zawartej przez kredytobiorcę z poprzednikiem prawnym PKO BP w 2009 roku. Ponadto sąd zasądził od banku na rzecz kredytobiorców kwoty ponad 428 tys. zł oraz ok. 42 tys. franków szwajcarskich wraz z odsetkami ustawowymi za opóźnienie, naliczanymi od dnia 9 kwietnia 2025 roku aż do dnia zapłaty. Prowadzący sprawę adwokat Paweł Borowski informuje na swojej stronie, że jego klienci zyskali na tym wyroku aż 712 tys. zł.
Nieco dłużej, bo 24 miesiące, frankowicze czekali na wyrok w sprawie XXVIII C 7411/23. Jest to zrozumiałe, albowiem sprawa toczyła się w słynącym z dużego obciążenia warszawskim Wydziale Frankowym. Dnia 17 marca 2025 roku Sąd Okręgowy w Warszawie ustalił nieważność umowy Własny Kąt, zawartej przez strony w 2007 roku, a także zasądził od pozwanego PKO Banku Polskiego na rzecz kredytobiorców kwotę ponad 403 tys. zł wraz z odsetkami ustawowymi za opóźnienie, naliczanymi od 12 lipca 2023 roku aż do dnia zapłaty. Adwokat Paweł Borowski, będący pełnomocnikiem frankowiczów w tej sprawie, informuje na swojej stronie, że wyrok jest już prawomocny z uwagi na niezłożenie przez pozwany bank apelacji. Łączny zysk kredytobiorców z wyroku to aż 526 tys. zł.
Dokładne analizy i ważne informacje dla kredytobiorców.
Śledź nasze profile, aby wzmocnić ich widoczność i być na bieżąco:
Co musiałoby się stać, aby PKO BP (podobnie jak i inne banki) przyśpieszył rozliczenia nieważnych umów
Opieszałość banków w relacjach z frankowiczami jest powodowana kilkoma czynnikami. Najważniejszym z nich jest brak jednolitego podejścia sądów do kwestii wzajemnych rozliczeń stron nieważnej umowy. Obecnie część sędziów rozlicza frankowe umowy zgodnie z teorią dwóch kondykcji (za którą opowiedział się Sąd Najwyższy w dużej uchwale frankowej z kwietnia 2024 roku), a reszta praktykuje rozliczenia zgodne z teorią salda. Następstwem stosowania rozliczeń saldem jest pozbawienie kredytobiorcy części korzyści odsetkowej – odsetki są wówczas naliczane wyłącznie od nadpłaty kapitału kredytu. Jeśli więc pozwany bank wie, że dany sędzia aprobuje teorię salda i jednocześnie ma świadomość, że kredytobiorca nie nadpłacił kapitału, to zupełnie bezkarnie może sobie pozwolić na przeciąganie sporu, także na etapie po wydaniu wyroku.
Restrykcyjne stosowanie w rozliczeniach stron teorii dwóch kondykcji zniechęciłoby banki do podobnych praktyk – wówczas odsetki byłyby naliczane od kwoty spełnionych przez konsumenta świadczeń i już od daty wskazanej w przedsądowym wezwaniu do zapłaty. W tym scenariuszu każdy dzień zwłoki w wykonaniu wyroku generowałby po stronie banku dodatkowe, wcale niemałe koszty. Rozliczenia następowałyby więc szybko, a banki byłyby zmotywowane do zawierania z konsumentami porozumień kompensacyjnych, chociażby celem zaoszczędzenia na kosztach procesu o zwrot kapitału.
Jednolitego orzecznictwa krajowych sądów nie ma również w kwestii naliczania odsetek ustawowych za zwłokę od kredytobiorcy na rzecz banku. W tym kontekście powinniśmy zadać pytanie, czy bank może w ogóle naliczać na rzecz kredytobiorcy odsetki od kapitału, który został mu już spłacony w miesięcznych ratach kredytowych. Banki są przekonane, że takie prawo im przysługuje, a część sądów, niestety, uważa, że mają rację. W krajowym orzecznictwie kwestią sporną jest również to, czy bank ma prawo naliczać odsetki, jeśli doszło do potrącenia wzajemnych wierzytelności po unieważnieniu umowy kredytowej. Kwestia jest na tyle pilna, że stała się przedmiotem pytania prejudycjalnego skierowanego do TSUE. Sprawa otrzymała sygnaturę C-428/25 i chodzi w niej między innymi o to, czy bank ma prawo do takich odsetek, liczonych również za okres sprzed uprawomocnienia się wyroku dotyczącego nieważności umowy.
Naszym zdaniem sytuacja jest dość ironiczna. Banki z jednej strony utyskują na nadmierną ingerencję Trybunału Sprawiedliwości UE w polskie prawo i w relacje pomiędzy przedsiębiorcą a konsumentem, z kolei z drugiej robią wszystko, by zmusić krajowe sądy do wysyłania do Luksemburga kolejnych pytań prejudycjalnych. Ilekroć TSUE swoim wyrokiem próbuje ukrócić jedną nieuczciwą praktykę polskich banków, te już szukają kolejnego rozwiązania, dającego podobny efekt do poprzedniego, skutecznie zakwestionowanego przez stronę konsumencką.
W takim otoczeniu trudno budować przewidywalny system orzeczniczy – banki uparły się bowiem, by poddać polski wymiar sprawiedliwości swego rodzaju crash testowi: szukają w polskim prawie luk i niejasności celem wydłużenia oraz skomplikowania postępowań, które, co do jednego, można by zakończyć maksymalnie w kilka miesięcy. Niestety, potrzebna jest do tego dobra wola, której bankowcom wyraźnie brakuje. I to właśnie dlatego, a nie z powodu strategii przyjętej przez frankowiczów, polskie sądy jeszcze długo będą się zajmować hipotekami w walutach obcych, trwoniąc czas i energię swoich kadr, a tym samym przepalając pieniądze podatnika.
Będzie się to, niestety, dziać przy akceptacji Ministerstwa Sprawiedliwości, które zmarnowało szansę na wprowadzenie sensownej ustawy frankowej (skłaniającej banki do uznawania roszczeń kredytobiorców na wczesnym etapie sporu), w jej miejsce proponując rozwiązania zachęcające banki do przeciągania postępowań (takie jak zmiana terminów na zgłoszenie potrącenia).
PODSUMOWANIE:
Frankowicze, mimo tego, że wygrywają ok. 98 proc. postępowań, wciąż są zakładnikami niejednolitego orzecznictwa sądów w przedmiocie rozliczania nieważnych umów. Chaos orzeczniczy zachęca banki do komplikowania rozliczeń, a także do bierności w kontakcie z pełnomocnikami kredytobiorców. Banki mogą sobie na to pozwolić, ponieważ zarabiają w Polsce miliardy złotych, stać je więc na przedłużanie negocjacji z klientem i testowanie nowych strategii już po formalnym zakończeniu procesu.
Ministerstwo Sprawiedliwości ma narzędzia pozwalające na uporządkowanie sytuacji w sądach i tym samym na zdyscyplinowanie przedstawicieli sektora bankowego. Polityczni decydenci pozostają jednak bierni wobec zaistniałej sytuacji i nie reagują, gdy banki kolportują w mediach fałszywą narrację, robiąc z siebie ofiary rzekomo niesprawiedliwego systemu.
Obecnie jedyną nadzieją frankowiczów jest Trybunał Sprawiedliwości UE, do którego wpłynęły już pytania prejudycjalne dotyczące odsetek ustawowych należnych bankom w kontekście roszczeń o zwrot kapitału. Jeżeli wyrok w sprawie tych odsetek okaże się prokonsumencki, to banki stracą ważny argument za przeciąganiem rozliczeń i niewykluczone, że – przynajmniej w części przypadków – zaczną dążyć do definitywnego zamknięcia relacji z frankowiczem.


