Kredyty w złotówkach to nie „łatwe franki”. Ale te wady umów z WIBOR mogą je pogrążyć

Polscy kredytobiorcy nie mogą liczyć na powtórkę z franków – a przynajmniej takiego zdania są przedstawiciele sektora bankowego oraz wspierający ich eksperci prawni. Pytanie jednak brzmi, co to właściwie oznacza, „powtórka z franków”? Czy chodzi o samą możliwość przeforsowania roszczeń konsumenta w sądach i zmianę linii orzeczniczej? A może swego rodzaju „automatyzm” w unieważnianiu umów i masowe składanie pozwów sądowych? Zastanówmy się na spokojnie, na co tak właściwie mogą liczyć złotówkowicze w perspektywie 2-3 lat od wydania wyroku TSUE w sprawie C-471/24 i od czego może zależeć to, jak sądy podejdą do rozpatrywania roszczeń kredytobiorców.

Z tekstu dowiesz się:

  • Jak na chwilę obecną TAK NAPRAWDĘ wygląda sytuacja złotówkowiczów w sądach
  • Kto ma w tej chwili największe szanse na przeforsowanie swoich roszczeń w sądzie
  • Którzy kredytobiorcy powinni poczekać z pozwem i dlaczego
  • Na co „wiborowcy” muszą uważać w nadchodzących miesiącach w relacji z bankiem (i nie tylko).

Wyrok TSUE w sprawie C-471/24 i jego wpływ na krajobraz orzeczniczy w polskich sądach: co warto wiedzieć?

Po 12 lutego 2026 roku, czyli po wydaniu przez Trybunał Sprawiedliwości UE pierwszego wyroku w sprawie klauzul umownych powiązanych ze wskaźnikiem referencyjnym WIBOR, w polskich mediach zapanował ogromny szum informacyjny. Znalezienie rzetelnych, możliwie obiektywnych informacji na temat samego wyroku, jak i jego potencjalnych skutków, stało się niezwykle trudne. Oczywiście, w mediach branżowych głos w sprawie zabierają eksperci, trudno jednak nie zauważyć, że reprezentują oni (bezpośrednio lub pośrednio) którąś ze stron tego sporu.

Raz słuchamy więc bankowców i powiązanych z nimi prawników, tłumaczących, że wyrok C-471/24 oznacza absolutny upadek roszczeń kredytobiorców, kierowanych zarówno pod adresem samego WIBORu, jak i sposobu realizacji obowiązków informacyjnych, a kolejny raz jesteśmy przekonywani przez przedstawicieli kancelarii „wiborowych”, że unijny wyrok to tak naprawdę przełom, który zmienia wszystko, co do tej pory wiedzieliśmy o klauzulach zmiennego oprocentowania. A jak jest naprawdę?

Jeśli spojrzymy bez emocji na sam wyrok, przeanalizujemy jego poszczególne motywy, a także zbierzemy informacje dotyczące tego, co już teraz dzieje się w sądach, dojdziemy do jednego, w gruncie rzeczy dość oczywistego wniosku. Po wyroku C-471/24 pozycja procesowa kredytobiorcy złotowego nie jest ani tak słaba, jak chcieliby tego bankowcy, ani tak mocna, jak życzyliby sobie tego prawnicy wyspecjalizowani w sprawach przeciwko bankom, a znacznie częściej przedstawiciele „pseudokancelarii”, niewiele mający wspólnego ze środowiskiem renomowanych radców prawnych czy adwokatów.

Co „wygrali” kredytobiorcy złotowi w TSUE?

Korzystnym dla konsumentów aspektem wyroku C-471/24 jest to, że TSUE odpowiedział twierdząco na pytania dotyczące możliwości badania klauzul zmiennego oprocentowania powiązanych ze wskaźnikiem WIBOR pod kątem nieuczciwego charakteru. Co więcej, Trybunał podkreślił znaczenie obowiązków informacyjnych, które spoczywają na banku w związku z dyrektywą 2014/17, regulującą kwestie związane z kredytami mieszkaniowymi.

Z dyrektywy tej wynika, że bank, jeszcze przed zawarciem umowy, ma obowiązek poinformowania konsumenta o takich szczegółach kredytu jak całkowity koszt, RRSO czy ryzyko zmiennej stopy, na znormalizowanym arkuszu ESIS. Co więcej, bank ma obowiązek przekazać konsumentowi symulację wzrostu miesięcznej raty – i nie ma tu pełnej dowolności co do tego, jakie scenariusze przyjmie na potrzeby tworzonej prognozy.

Jeżeli umowa nie przewiduje zastosowania maksymalnego progu oprocentowania, a dostępność danych na to pozwala, bank powinien wziąć pod uwagę to, jak kształtowało się oprocentowanie kredytów opartych o daną stopę na przestrzeni minionych 20 lat. Następnie powinien zastosować w swojej symulacji scenariusz uwzględniający najwyższą stopę z tego okresu, po to, by pokazać kredytobiorcy, jak może zmienić się oprocentowanie zobowiązania, a co za tym idzie i miesięczna rata kredytu w przypadku niekorzystnej aktualizacji otoczenia ekonomicznego.

Położenie przez TSUE nacisku na ten obowiązek informacyjny banku jest dla polskiego sektora finansowego o tyle kłopotliwe, że jego realizacja nie zawsze odbywała się w sposób prawidłowy. Bezpośrednio wskazują na to eksperci prawni, analizujący setki umów kredytowych wprowadzonych do obrotu już po wejściu w życie dyrektywy 2014/17. Jak się okazuje symulacje przedstawiane konsumentowi przez bank bardzo często uwzględniały scenariusz, w którym oprocentowanie wzrasta maksymalnie do poziomu 15 proc., podczas gdy w przypadku umów zawartych w okolicach 2020-2021 roku powinno to być nawet 20 proc.

Istotnym aspektem związanym z wyrokiem C-471/24 jest także to, jakich umów on dotyczy. W mediach bardzo często pomija się, że analizowana przez TSUE umowa pochodzi z 2019 roku, a więc z okresu, w którym obowiązywały już przepisy BMR, regulujące kwestie opracowywania kluczowych wskaźników referencyjnych. Warto mieć to na uwadze, czytając optymistyczne wypowiedzi bankowców, przewidujących masowe porażki kredytobiorców w sądach.

Pora zatem przejść do tych szczegółów wyroku, które są korzystne dla sektora.

W tych aspektach TSUE przyznał rację bankom, ale i tu jest pewne pole do dezinformacji…

W wyroku z lutego TSUE potwierdził, że banki nie mają obowiązku w sposób szczegółowy informować kredytobiorcy o metodologii wyznaczania wskaźnika WIBOR. Spełniając swoje obowiązki informacyjne, kredytodawca może odesłać kredytobiorcę do zewnętrznych źródeł wiedzy – na przykład do strony administratora WIBORu. W tym miejscu należy wspomnieć, że bank ma obowiązek zaznajomić klienta z nazwą wskaźnika, nazwą administratora i konsekwencjami ekonomicznymi zastosowania danej stawki.

Informacje muszą być podane w sposób przejrzysty i zrozumiały dla laika – bank nie może więc ograniczać się do specjalistycznego żargonu. Co istotne, informacje o ryzyku zmiennej stopy procentowej, zgodnie z dyrektywą 2014/17, powinny odróżniać się od reszty tekstu podanego na formularzu ESIS, w tym powinny być podane większą czcionką. Bank może stosować w umowie własne definicje WIBORu i administratora, ale przy ich tworzeniu nie może zniekształcać rzeczywistości – własne definicje kredytodawcy muszą być zgodne ze stanem faktycznym i nie mogą wprowadzać klienta w błąd.

Co banki wyciągnęły dla siebie z tego wyroku? Przede wszystkim to, że nie muszą precyzyjnie tłumaczyć klientowi, jak wyznaczany jest WIBOR, w tym, że stawka na poszczególne okresy może być wyznaczana w oparciu o kwotowania wiążące, niekoniecznie o rzeczywiste transakcje, oraz że podmiot, przekazując administratorowi dane do fixingu, pośrednio sam ma wpływ na wysokość stawek. Kolportując te informacje w mediach, banki zapominają, że brak takiego obowiązku informacyjnego po ich stronie dotyczy wyłącznie umów zawartych od 2018 roku.

TSUE vs. umowy „wiborowe” sprzed 2018 roku: w Luksemburgu zarejestrowano już dwie sprawy

W kwestii tego, czy wspomniany obowiązek nie istniał w przypadku umów starszych, Trybunał Sprawiedliwości dopiero się wypowie. Do Luksemburga wpłynęły w zeszłym roku pytania prejudycjalne dotyczące umów zawartych przed BMR, czyli zanim WIBOR zyskał status kluczowego wskaźnika referencyjnego. Sprawy te mają sygnatury C-630/25 i C-586/25, i zostały przyjęte do wspólnego rozpoznania. W przypadku tego postępowania, prócz faktu ustalania WIBORu w oparcia o kwotowania wiążące oraz zależności występującej pomiędzy danymi przekazywanymi przez banki a wysokością stawki, znaczenie będzie mieć jeszcze trzeci czynnik: to że nad procedurą wyznaczania WIBORu nie czuwał żaden zinstytucjonalizowany organ.

Zgadza się, WIBOR, funkcjonujący na polskim rynku finansowym od wczesnych lat 90., aż do wprowadzenia rozporządzenia BMR nie podlegał państwowej kontroli. Przez cały ten okres był wyznaczany przez podmioty prywatne, wpierw przez Stowarzyszenia ACI Polska, a następnie, od końca czerwca 2017 roku, przez GPW Benchmark, spółkę-córkę Giełdy Papierów Wartościowych. Co więcej, Komisja Nadzoru Finansowego wydała GPW Benchmark oficjalne zezwolenie na opracowywanie kluczowych wskaźników referencyjnych dopiero 16 grudnia 2020 roku. Powstaje więc pytanie, jak sprawowany był faktyczny nadzór nad stawką pomiędzy styczniem 2018 roku a grudniem 2020 roku, czyli przez pierwsze trzy lata obowiązywania rozporządzenia BMR?

W tym miejscu trzeba podkreślić jeszcze jedną rzecz, obalając przy okazji popularny mit, który krąży w sieci. Otóż TSUE w wyroku z 12 lutego 2026 roku nie przesądził o tym, czy WIBOR jest zgodny z rozporządzeniem BMR. Unijni sędziowie nie badali w ogóle tego aspektu, a po prostu założyli, że WIBOR spełniał wymogi rozporządzenia. Dlatego w motywach wyroku uzależniono brak obowiązku szczegółowego informowania konsumenta przez bank o metodologii wyznaczania WIBOR od tego czy „wspomniany wskaźnik można było uznać za zgodny z tym rozporządzeniem w chwili zawarcia tej umowy ”.

W I połowie 2026 roku osią sporu złotówkowiczów z bankami są obowiązki informacyjne, nie sam WIBOR

Wniosek płynący z powyższych rozważań jest prosty. Pytanie o to, czy WIBOR był zgodny z BMR w latach 2018-2020 nadal pozostaje pod znakiem zapytania. A ponieważ ta kwestia jest nierozstrzygnięta, nie możemy ze stuprocentową pewnością stwierdzić, że w przyszłości, tj. za 2-3 lata, sam wskaźnik WIBOR nie będzie badany przez krajowe sądy pod kątem abuzywności.

Mamy jednak pierwszą połowę 2026 roku i wg aktualnej wiedzy wskaźnik podlega unijnej ochronie. Ochrona ta nie jest jednak rozciągnięta na same banki, które, jak zostało podkreślone we wcześniejszych akapitach, mają obowiązek zaznajomić kredytobiorcę z ryzykiem. Póki co więc wojna złotówkowiczów z bankami toczyć się będzie o spełnienie tych właśnie obowiązków. Chodzić tu będzie nie tylko o to, co bank przekazał kredytobiorcy na formularzu ESIS, ale również o to, jak kształtował swoje procedury informacyjne w bezpośrednich rozmowach z konsumentem.

Czy można bowiem uznać, że konsument został w sposób należyty zaznajomiony z ryzykiem, jeśli jego pierwotnym zamiarem było zaciągnięcie kredytu na stałej stopie, a ów zamiar został zmieniony pod wpływem zachęty pracownika banku? To tylko jedno z wielu pytań, jakie powinniśmy sobie zadać. Inne, równie ważne, jeśli nie ważniejsze brzmi: czy bank miał obowiązek poinformować konsumenta o tym, jak zmieni się relacja pomiędzy częścią odsetkową a kapitałową raty w przypadku znacznego wzrostu stóp procentowych?

Nie zapominajmy, że w okresie podwyżek stopy referencyjnej, gdy przeciętna miesięczna rata „młodego” kredytu potrafiła wzrosnąć w krótkim czasie o blisko 100 proc., kredytobiorcy w przeważającej części spłacali bankom odsetki, podczas gdy kwota kapitału do spłaty pozostawała niemal niewzruszona. Czy zatem bank informował konsumenta o tym, że wskutek zmian otoczenia ekonomicznego może zdarzyć się sytuacja, w której wysokość raty się podwoi, a kapitał będzie stał w miejscu?

Jesteśmy przekonani, że te kwestie już teraz są analizowane przez krajowe sądy.

Co wiemy o wyrokach krajowych sądów w sprawie kredytów złotowych opartych o WIBOR?

Jak zostało wcześniej wskazane, w mediach panuje ogromna rozbieżność w prezentowaniu informacji dotyczących wyroku TSUE z 12 lutego 2026 roku. Podobne nieścisłości znajdziemy w doniesieniach na temat wyroków, które zapadają przed krajowymi sądami w odniesieniu do kredytów złotowych. W tekstach, w których źródłem informacji są banki i powiązani z nimi prawnicy, pojawiają się zapewnienia, że wszystkie prawomocne wyroki (ma być ich ok. 150) w sprawach WIBORu są, jak dotąd, korzystne dla sektora. Według tych statystyk, łącznie sądy wydały ok. 2,2 tys. orzeczeń w sprawach umów „wiborowych”. Nieprawomocne sukcesy kredytobiorców mają stanowić w tej statystyce skromny promil. Bankowcy zapewniają, że kredytobiorcy mają ogromne problemy z uzyskaniem chociażby zabezpieczenia powództwa, co samo w sobie może już świadczyć o tym, iż sądy nie dają wiary ich argumentacji.

Zupełnie inny obraz spraw sądowych wyłania się z doniesień kancelarii prawnych wyspecjalizowanych w sprawach przeciwko bankom. Możemy tu wyróżnić trzy kategorie podmiotów:

  • doświadczone kancelarie adwokackie, radcowskie, mające wieloletnią praktykę w unieważnianiu umów frankowych, a obecnie od ok. 3 lat zdobywające doświadczenie w sprawach WIBORu – najbardziej wiarygodna grupa kancelarii, których przedstawiciele wypowiadają się o możliwości podważenia umów złotowych w wyważony sposób, wskazując nie tylko na szanse, ale i na zagrożenia związane z pozwem. Podmioty te posługują się skanami wyroków, sygnaturami spraw, precyzyjnie wskazują też, jaka była ich argumentacja w sprawie
  • niewyspecjalizowane kancelarie adwokackie i radcowskie, które zbyt późno zainteresowały się sprawami frankowymi i, nauczone tym doświadczeniem, próbują odpowiednio wcześnie wyrobić sobie renomę podmiotów wyspecjalizowanych w kwestiach WIBORu. Czasem można wręcz odnieść wrażenie, że przedstawiciele takich podmiotów kopiują argumentację bardziej doświadczonych kolegów i wypowiadają się w mediach wyłącznie celem budowania własnej marki
  • kancelarie odszkodowawcze, czyli tzw. pseudokancelarie – przedstawiciele tych podmiotów patrzą na sprawy o WIBOR wyłącznie z perspektywy przedsięwzięcia biznesowego, które ma im przynieść pieniądze. Kwestią drugorzędną jest, czy odbędzie się to kosztem banków, czy klienta. Można wręcz pokusić się o hipotezę, że podmioty te starają się wykreować popyt na pozwy – w tym celu manipulują informacją nie gorzej niż banki.

Z doniesień samych kancelarii wiemy, że sądy krajowe wydały co najmniej 11 korzystnych dla złotówkowiczów wyroków w sprawach kredytów powiązanych z WIBORem. Z tego 2 wyroki mają być już prawomocne (wyrok I Aca 1161/22 wydany przez SA w Białymstoku oraz wyrok SO w Warszawie w sprawie XXIII GA 763/24). Nieprawomocne wyroki pochodzą z Sądu Okręgowego w Suwałkach (w sumie są to trzy orzeczenia), sądów okręgowych w Olsztynie i Bielsku-Białej oraz z sądów rejonowych w Koninie, Cieszynie i Grodzisku Mazowieckim. Najnowszy wyrok został wydany w kilka dni po orzeczeniu TSUE i pochodzi z Sądu Okręgowego w Szczecinie.

Faktyczna skala sukcesów kredytobiorców jest niestety nieznana, uczciwie trzeba też przyznać, że nie wszystkie uzasadnienia do krążących w sieci wyroków są dostępne publicznie, z poziomu portalu orzeczeń sądów powszechnych. A to daje ogromne pole do manipulacji. W efekcie możemy mieć do czynienia w przestrzeni publicznej z promocją rzekomych przełomowych dla kredytobiorców wyroków, które tak naprawdę dotyczą spraw o sankcję kredytu darmowego lub o unieważnienie umowy złotowej przekształconej aneksem we frankową.

Manipulacji możemy się spodziewać przede wszystkim po podmiotach, które szukają skutecznego sposobu na jak najszybsze pozyskanie kolejnych klientów, chętnych na pozwanie banku o klauzule zmiennego oprocentowania. Taki sposób autopromocji jest oczywiście skrajnie nieetyczny – może się jednak okazać niezwykle skuteczny. Nim uzasadnienie wyroku, demaskujące manipulację, ujrzy światło dzienne, kancelaria może pozyskać wiele nowych współprac, które oczywiście dadzą jej kolejną szansę na uzyskanie pierwszego faktycznego sukcesu dotyczącego eliminacji WIBORu z umowy. Mamy więc tu do czynienia z prymitywną strategią pt. „fake it till you make it” (udawaj, aż ci się uda).

Dokładne analizy i ważne informacje dla kredytobiorców.
Śledź nasze profile, aby wzmocnić ich widoczność i być na bieżąco:

 

Refinansujesz swój kredyt? Sprawdź, na co się decydujesz

Najbliższe miesiące powinny być dla kredytobiorców złotowych okresem wzmożonej czujności. Złotówkowicze są nie tylko „na celowniku” pseudokancelarii, przekonujących, że znają sposób na usunięcie WIBORu z umowy. Określone zamiary wobec posiadaczy hipotek „wiborowych” mają również same banki, na potęgę oferujące refinansowanie kredytów. Popularne jest zwłaszcza refinansowanie wewnętrzne, czyli takie, w przypadku którego klient spłaca „stare” zobowiązanie nowym, zaciągniętym w tym samym banku, na korzystniejszych zasadach, na przykład z zastosowaniem niższej marży.

Efekt? Klient płaci mniej i jest przekonany, że podjął najrozsądniejszą z możliwych decyzję. Warto spojrzeć na to od innej strony, czyli nie z perspektywy tego, o ile spadła miesięczna rata, a ile zyskał bank, refinansując kredyt. Załóżmy bowiem, że pierwotna umowa została zawarta w okresie, w którym podmiot podchodził do ciążących na nim obowiązków informacyjnych w sposób daleko mniej staranny niż dzisiaj. Bank zdaje sobie sprawę, że ma w portfelu umowę wysokiego ryzyka, która w przyszłości może stać się przedmiotem sporu sądowego. Co więc robi? Oferuje refinansowanie, która pozwala zamknąć taką ryzykowną umowę z dnia na dzień. Robi to, gdy linia orzecznicza w sprawach „wiborowych” wciąż, w przeważającym stopniu, jest korzystna dla sektora. Nawet jeśli za kilka lat orzecznictwo zmieni się na korzyść kredytobiorców, to wówczas ryzykownej umowy od dawna nie będzie w obrocie, a klient będzie spłacał zobowiązanie w oparciu o nowy kontrakt, spełniający rygorystyczne zasady ujęte w dyrektywie 2014/17.

Wniosek? Przed zrefinansowaniem umowy warto sprawdzić ją pod kątem abuzywności u wyspecjalizowanego prawnika, mającego doświadczenie w prowadzeniu spraw przeciwko bankom. Sugerujemy naszym Czytelnikom omijanie szerokim łukiem wszelkich pseudokancelarii i podmiotów tworzących szum wokół wyroków, w których osią sporu nie jest WIBOR ani powiązane z nim klauzule. Szukając odpowiedniej kancelarii do weryfikacji umowy, warto brać pod uwagę wyłącznie podmioty, które przed „wejściem” w sprawy wiborowe przez wiele lat (na długo przed orzeczeniem TSUE w sprawie Raiffeisen vs. Dziubak) reprezentowały frankowiczów.

Choć prawdą jest, że WIBOR to nie nowe franki, pomiędzy sprawami frankowymi a tymi złotowymi występuje całkiem wiele podobieństw. Główne dotyczy samej osi sporu, którą pozostają obowiązki informacyjne banków. Kancelarie frankowe, które osiągały sukcesy w sporach przeciwko bankom przed 2020 rokiem, udowodniły, że są w stanie budować skuteczną argumentację i przekonywać do niej sądy wbrew poglądowi dominującemu w orzecznictwie. Jeśli jakikolwiek prawnik może przekonać w 2026 roku sąd, że umowa oparta o WIBOR jest nieważna, to będzie to najprawdopodobniej właśnie taki ekspert, który podobne sukcesy uzyskiwał 10 lat wcześniej w sprawach frankowych.

PODSUMOWANIE:

Na chwilę obecną złotówkowicze nadal przegrywają większość spraw o hipoteki złotowe, przy czym zdarzają się już pojedyncze wyroki korzystne dla strony konsumenckiej. Sądy nabierają powoli wątpliwości zarówno co do uczciwej natury samego WIBORu, przejrzystości klauzul z nim powiązanych, jak i do jakości procedur informacyjnych sektora bankowego. Po wyroku TSUE z 12 lutego 2026 roku wydaje się, że największe szanse na przeforsowanie swoich roszczeń mają kredytobiorcy, których umowy pochodzą sprzed wejścia w życie rozporządzenia BMR i jednocześnie z okresu, w którym obowiązywała już dyrektywa 2014/17. Najtrudniejsze do podważenia mogą być umowy najnowsze, podpisane już po tym, jak wojna o WIBOR stała się medialna. Banki w ostatnim czasie bardzo udoskonaliły swoje procedury informacyjne w obawie przed falą powództw, co przełoży się zapewne na sukcesy w sądach.

Obecnie największym zagrożeniem dla kredytobiorców jest dezinformacja, zarówno ta, której źródłem są banki, jak i ta pochodząca od kancelarii odszkodowawczych. Wyrok TSUE nie odpowiedział na wszystkie pytania dotyczące WIBORu i powiązanych z nim klauzul, nie rozwiał również wątpliwości dotyczących umów sprzed BMR. Pokazał jednak, że banki nie mogą podchodzić wybiórczo do swoich obowiązków informacyjnych i pomijać niewygodnych informacji celem stymulacji sprzedaży hipotek. Następne miesiące pokażą, jak unijny wyrok zostanie zinterpretowany przez krajowe sądy. Na jednolitą linię orzeczniczą trzeba będzie jednak poczekać, a do jej ukształtowania niezbędne są kolejne wyroki TSUE.

Każdy, kto dziś twierdzi, że wie, jak potoczy się wojna o WIBOR lub przekonuje opinię publiczną, że zna niezawodny sposób na wygraną z bankiem, powinien być traktowany przez kredytobiorców (i przez media) z dużą rezerwą.

FrankNews
FrankNews
FrankNews.pl to portal informacyjny poświęcony tematyce rynku kredytowego oraz sporów konsumentów z bankami. Redakcja serwisu od 2014 roku śledzi rozwój orzecznictwa sądowego, zmiany w przepisach prawa oraz zjawiska wpływające na sytuację kredytobiorców w Polsce. Doświadczenia zebrane przy tworzeniu materiałów publikowanych wcześniej w mediach i portalach internetowych stały się podstawą do uruchomienia w 2020 roku serwisu FrankNews.pl — miejsca, w którym informacje dotyczące tej tematyki są gromadzone i prezentowane w formie bieżących wiadomości oraz analiz. Materiały publikowane na FrankNews.pl nie stanowią porady prawnej ani finansowej. Treści odzwierciedlają stanowisko ich autorów i służą przedstawieniu faktów, orzeczeń oraz kontekstu opisywanych wydarzeń. Materiały zamieszczone w serwisie Franknews.pl nie są substytutem dla profesjonalnych porad prawnych. Franknews.pl nie poleca ani nie popiera żadnych konkretnych procedur, opinii lub innych informacji zawartych w serwisie. Zamieszczone materiały są subiektywnymi wypowiedziami autorów.

Related Articles

Najnowsze