WIBOR po wyroku TSUE: kto manipuluje faktami i dlaczego kredytobiorcy nie powinni wierzyć w każdy „przełom”

Czas czytania: 9 minut

Złotówkowicze wciąż czekają na przełom w sprawach sądowych o kredyty hipoteczne ze zmienną stopą. Wyrok TSUE w sprawie C-471/24, z którym środowisko konsumenckie wiązało ogromne nadzieje, okazał się bardzo umiarkowany, a najważniejszy wniosek z niego płynący jest taki, że ważność klauzuli zmiennego oprocentowania zależy od indywidualnej oceny krajowego sądu. W tej sytuacji rozsądek podpowiada, że trzeba po prostu czekać: na kolejne wyroki TSUE i na to, jak wyrok z lutego zostanie zinterpretowany przez polskich sędziów. Cierpliwości wyraźnie brakuje jednak bankom i niektórym kancelariom prawnym, próbującym przekonać opinię publiczną do własnej, niezwykle jednostronnej narracji. Na co kredytobiorcy muszą uważać po 12 lutego br. i które informacje wymagają szczególnej weryfikacji? Wyjaśniamy w tekście.

Z artykułu dowiesz się:

  • Kto i w jaki sposób próbuje manipulować opinią publiczną w kwestii możliwości podważenia klauzul zmiennego oprocentowania
  • Ile w praktyce są warte medialne doniesienia o przełomowych wyrokach w sprawach WIBORu
  • Dlaczego niektóre prokonsumenckie wyroki w sprawach o kredyty złotowe mogą być bez znaczenia dla posiadaczy hipotek „wiborowych”
  • Dlaczego tak trudno o wiarygodne statystyki orzecznicze w sprawach „o WIBOR”.

Po wyroku C-471/24 w przestrzeni publicznej trwa wojna na interpretacje. Kto na niej korzysta?

480 miliardów złotych – tyle, według wyliczeń bankowców, mógłby wynieść po stronie sektora łączny koszt unieważnień umów kredytowych opartych o WIBOR. Aby lepiej objąć tę kwotę rozumem, warto zestawić ją z prognozowanym przez Komisję Nadzoru Finansowego łącznym kosztem „czarnego scenariusza” w sprawach frankowych. W 2021 roku KNF wyliczyła, że unieważnienie wszystkich umów frankowych, z odebraniem bankom prawa do wynagrodzenia za bezumowne korzystanie z kapitału, może kosztować sektor bankowy ponad 100 mld zł.

Obecnie wiadomo, że banki wydadzą na franki znacznie więcej – już w tej chwili łączne rezerwy sektora na ryzyka prawne kredytów w CHF są wyższe niż 100 mld zł, a przecież nie wszyscy uprawnieni zdążyli pójść do sądów. Ponieważ stawka we frankowej grze przemawiała do wyobraźni, wokół sporów powstałych na tle tych kredytów wytworzył się ogromny przemysł, zarządzany przez dziesiątki, być może setki kancelarii odszkodowawczych, działających w formie spółek kapitałowych.

Firmy te, w zdecydowanej większości, zaczęły oferować frankowiczom pomoc prawną w momencie, w którym ich szanse na wygraną wynosiły już ok. 90 procent. Wcześniej, w okolicach 2014-2015 roku, rzadko która kancelaria była w ogóle zainteresowana przyjmowaniem spraw z tej kategorii, i trudno się temu dziwić. Linia orzecznicza krajowych sądów sprzyjała bankom, a te w procesach inicjowanych przez frankowiczów korzystały z usług wybitnych prawników, robiących wszystko, by obalić twierdzenia przeciwnika.

Jak wspomnieliśmy, mało kto wiązał wówczas swoją przyszłość z kwestionowaniem bankowych umów, co nie znaczy oczywiście, że takich śmiałków nie było wcale. Byli – a najwytrwalsi z nich stoją dziś na czele renomowanych kancelarii adwokackich i radcowskich, które zdecydowanie nie mogą narzekać na brak klientów.

Znamienne wydaje się, że najbardziej rozpoznawalni „frankowi” prawnicy to ludzie młodzi, co w zestawieniu z ich wieloletnim doświadczeniem sugeruje, że sprawami przeciwko bankom zaczęli zajmować się na samym początku swojej kariery zawodowej. W odróżnieniu od starszych, wydawałoby się dużo bardziej doświadczonych kolegów, uwierzyli, że wygranie sądowej walki z przeciwnikiem tak potężnym jak bank jest możliwe, i że warto z tą misją związać swoją przyszłość.

Niejako na plecach wspomnianych prawników swoje biznesy zbudowały kancelarie odszkodowawcze: weszły na rynek, gdy linia orzecznicza była już ukształtowana, a wina banków właściwie przesądzona. Rzecz w tym, że największy boom na pozwy frankowe dobiegł już końca. Podczas gdy liczba nowych pozwów spada właściwie co kwartał, quasiprawnicze korporacje szukają nowej niszy do zagospodarowania. Wybór padł na sprawy dotyczące klauzul zmiennego oprocentowania, w których pseudokancelarie dostrzegły potencjał na miarę franków. W ślad za nimi podążają mało znane kancelarie adwokackie i radcowskie – te, które zbyt późno zorientowały się, że pomoc frankowiczom jest dużo bardziej zyskowną działalnością niż jakakolwiek inna związana z prawem cywilnym.

Dlaczego o tym piszemy? Ponieważ właśnie takim podmiotom, tj. pseudokancelariom i kancelariom pozującym na eksperckie, zawdzięczamy szum informacyjny, który zapanował w mediach po wyroku C-471/24. Ów wyrok można zrecenzować krótko: Trybunał dopuścił możliwość badania klauzul zmiennego oprocentowania powiązanych z WIBORem, w przypadkach gdy nie spełniają one wymogów przejrzystości. Jednocześnie Trybunał zanegował możliwość badania przez sądy samego wskaźnika WIBOR (przynajmniej w umowach zawartych po wejściu w życie unijnego rozporządzenia BMR).

TSUE potwierdził, że bank nie musi szczegółowo informować konsumenta o tym, jak wyznaczany jest WIBOR, może też realizować niektóre obowiązki informacyjne, odsyłając klienta do źródeł zewnętrznych. Banki nie mają się jednak z czego cieszyć, ponieważ unijni sędziowie przypomnieli o tym, że przedsiębiorcy, w przypadku oferowania konsumentom kredytów hipotecznych, muszą się ściśle trzymać wytycznych zawartych w dyrektywie 2014/17, w tym muszą przekazywać najważniejsze informacje na znormalizowanym arkuszu ESIS.

Wniosek jest taki, że to od oceny krajowych sędziów, rozpatrujących indywidualne sprawy, dotyczące konkretnych wzorców umownych, zależeć będzie, czy daną klauzulę można uznać za abuzywną oraz z jakim skutkiem.

Debatę o wskaźniku WIBOR zdominowali radykałowie. Głos rozsądku niknie w tłumie

Natychmiast po wyroku C-471/24 w mediach rozpętała się informacyjna burza. Bankowców dopadło coś na kształt zbiorowych halucynacji, zaczęli bowiem publicznie przedstawiać tezy, których nie znajdziemy w unijnym orzeczeniu. Mianowicie ogłosili, że TSUE zdecydował o legalności WIBORu i ocenił, że banki spełniały swoje obowiązki informacyjne w sposób prawidłowy. Jest to oczywista manipulacja, żeby nie napisać ostrzej, niemniej jednak słowa pochodzące z sektora trafiły do części opinii publicznej, o czym świadczą komentarze w sieci.

Druga strona, reprezentowana przez podmioty, które bardzo chciałyby zacząć monetyzować zamieszanie wokół WIBORu, nie pozostała bankowcom dłużna i bezzwłocznie ogłosiła w sieci zwycięstwo kredytobiorców. W tym miejscu pragniemy podkreślić z pełną stanowczością: wyrok C-471/24 nie jest przełomem w sprawie WIBORu. To dopiero początek walki kredytobiorców złotowych o prawdę dotyczącą zarówno samego wskaźnika, jak i klauzul z nim powiązanych. Walki, która najprawdopodobniej potrwa lata – bo tyle czasu zajmie ukształtowanie się jednolitej i przewidywalnej linii orzeczniczej.

W naszym przeświadczeniu największym problemem toczącej się debaty publicznej w kwestii WIBORu jest radykalizacja. Jedna strona mówi, że coś jest białe, druga, że czarne, tymczasem rzeczywistość może się w gruncie rzeczy okazać… szara. Kłopot w tym, że społeczeństwo niechętnie słucha o opcjach pośrednich, bo nie wzbudzają one oczekiwanych emocji. Zapewne właśnie dlatego ta część przestrzeni, którą media głównego nurtu wydzieliły dla zagadnień związanych ze sporami o hipoteki złotowe, została niemalże zagarnięta przez „wiborowych ekstremistów” jednej bądź drugiej strony, podczas gdy głosy rozsądku, pochodzące od doświadczonych specprawników, nie są w stanie się wybić na tle szumu informacyjnego.

Efekty łatwo przewidzieć.

Dokładne analizy i ważne informacje dla kredytobiorców.
Śledź nasze profile, aby wzmocnić ich widoczność i być na bieżąco:

 

Nie każde zwycięstwo złotówkowiczów w sądzie jest związane z WIBORem

Po wyroku TSUE z 12 lutego 2026 roku jesteśmy zasypywani doniesieniami o rzekomo prokonsumenckich orzeczeniach sądów krajowych w sprawach WIBORu. Dowiadujemy się więc, że sąd X w mieście Y w dniu takim a takim wydał wyrok o sygnaturze Z, uznając za nieważną umowę kredytową powiązaną z WIBORem. Taki news bardzo często opatrzony jest informacją, która kancelaria bądź który prawnik miał przyjemność prowadzić sprawę szczęśliwego złotówkowicza. Czego natomiast brakuje, to szerszego opisu sprawy, w szczególności tego, jakiego typu umowę analizował sąd. A to ma przecież ogromne znaczenie.

Niedawno informowaliśmy, że – jak dotąd – krajowe media podały informację o 11 prokonsumenckich wyrokach w sprawach umów powiązanych ze wskaźnikiem WIBOR. 2 z tych wyroków są już prawomocne. Uzasadnienia do części z nich można odnaleźć na portalu orzeczeń sądów powszechnych. W pozostałych przypadkach co do szczegółów wyroków musimy zawierzyć kancelariom, które je uzyskały.

Już teraz wiadomo, że niektóre ze wspomnianych 11 wyroków nie dotyczą wcale kredytów hipotecznych, a kredytów konsumenckich – gotówkowych i konsolidacyjnych – które żądzą się innymi prawami niż te mieszkaniowe i podlegają pod inne przepisy, te krajowe i te unijne. Co za tym idzie, argumentacja w takich sprawach jest zupełnie inna, choć skutek może się okazać podobny (stwierdzenie nieważności umowy i jej eliminacja z obrotu prawnego). Rzecz jednak w tym, że wyrok, w którym sąd unieważnił umowę kredytu konsumenckiego opartego o WIBOR, jest bezużyteczny dla posiadacza hipoteki złotowej opartej o ten sam wskaźnik. Kontrowersyjną praktyką niektórych prawników jest więc informowanie o „przełomowym” wyroku w sprawie WIBORu, bez wskazania, że nie dotyczy on kredytu hipotecznego, a gotówkowego.

Kolejna dyskusyjna praktyka polega na rozbudzaniu nadziei kredytobiorców wyrokami dotyczącymi umów złotowych, które zostały następnie zmienione aneksem na umowy frankowe. Jeśli kredytobiorca wpierw zawarł umowę złotową, następnie skonwertował ją na franki, a potem poszedł do sądu i uzyskał jej unieważnienie, to taki wyrok nie ma większego znaczenia dla ogółu złotówkowiczów, no chyba że sąd w uzasadnieniu do takiego wyroku jednoznacznie stwierdzi, że umowę unieważnił nie tylko przez wzgląd na abuzywność klauzul zawartych w aneksie, ale również z uwagi na niedozwolone postanowienia odnoszące się do wskaźnika referencyjnego, a zawarte w pierwotnej umowie, powiązanej z rodzimą walutą.

Poruszając ten temat, chcemy uczulić naszych Czytelników na pojawiające się (teraz i w przyszłości) informacje dotyczące kolejnych sukcesów „wiborowiczów” w sądach. Sugerujemy wnikliwą analizę treści wyroków (o ile ta została przez kancelarię podana do wiadomości publicznej), rekomendujemy również zadawanie pytań dotyczących szczegółów tych wyroków, najlepiej u samego źródła informacji. Pomoże to zrealizować dwa cele jednocześnie. Po pierwsze, pozwoli określić faktyczne znaczenie wyroku dla ogółu spraw o hipoteki złotowe, a po drugie, zniechęci część kancelarii do podejmowania prób manipulacji opinią publiczną.

WIBOR stał się dla niektórych kancelarii sposobem na autopromocję – wyjaśniamy, jak to działa

Choć trudno w to uwierzyć, niektóre podmioty mogą czuć dziś bardzo silną pokusę nagięcia pewnych faktów pod swój przekaz marketingowy. Podczas gdy do renomowanych „frankowych” prawników klienci zgłaszają się sami, prosząc o analizę umów opartych o WIBOR, mniej znane kancelarie intensywnie pracują nad przykuciem uwagi wiborowiczów. A czy istnieje skuteczniejszy sposób na zapewnienie sobie darmowej reklamy niż obwieszczenie w social mediach przełomowej wygranej w sprawie powiązanej z WIBORem?

Oczywiście, kłamstwo w końcu wyjdzie na jaw – przyjdzie moment, w którym uzasadnienie wyroku zostanie upublicznione w sieci, a wówczas kancelaria zostanie skonfrontowana ze swoimi twierdzeniami, co z pewnością nie przysporzy jej uznania. Powstaje jednak pytanie, ilu klientów pozyska taka kancelaria pomiędzy publicznym poinformowaniem o wygranej w sprawie WIBORu a pojawieniem się uzasadnienia wyroku w portalu orzeczeń sądów powszechnych? No właśnie.

Szum informacyjny wokół WIBORu stał się na tyle uciążliwy dla naszej redakcji, że postanowiliśmy zmienić podejście do kolejnych medialnych doniesień o przełomowych wyrokach dotyczących wskaźnika, nawet jeśli informacje te będą podawane przez duże, opiniotwórcze portale. Chcemy, by nasi Czytelnicy otrzymywali od nas sprawdzone i pełne informacje, dlatego będziemy starali się weryfikować dane u ich źródła. Natomiast gdy takich informacji nie będziemy w stanie zdobyć, wzmianka o tym pojawi się w tekstach.

Szczeciński wyrok w sprawie WIBORu dotyczył jednak umowy frankowej? Są powody, by tak sądzić…

Gdy już o weryfikacji mowa, chcielibyśmy przedstawić naszym Czytelnikom aktualizację w głośnej sprawie ze Szczecina. Mowa o wyroku z 16 lutego 2026 roku, w sprawie o sygnaturze I C 4293/23, w której sąd zdecydował o nieważności umowy kredytowej. Wyrok jest promowany w mediach jako „wiborowy”, tj. dotyczący umowy kredytowej powiązanej ze wskaźnikiem WIBOR, tymczasem ze skanu orzeczenia wynika, że sporna umowa została zmieniona aneksem, co miało miejsce w lipcu 2007 roku, czyli w okresie, w którym kurs franka był niski, a wielu posiadaczy hipotek złotowych decydowało się na konwersję swoich zobowiązań do tej właśnie waluty. Gdy więc skan wyroku ujrzał światło dzienne, internetowi komentatorzy, w tym frankowi prawnicy, zaczęli nieśmiało dopytywać, czy aby na pewno sąd nie unieważnił tej umowy właśnie z uwagi na frankowy aneks, a nie na wątpliwości dotyczące samego WIBORu bądź klauzul zmiennego oprocentowania.

Jak nietrudno się domyślić, wyrok odbił się w mediach szerokim echem, tym bardziej że został wydany dosłownie w kilka dni po unijnym orzeczeniu. Korzystne dla kredytobiorców rozstrzygnięcie bardzo szybko połączono z decyzją unijnych sędziów w sprawie klauzul zmiennego oprocentowania. Medialny charakter sprawy i ryzyko wyciągnięcia przez opinię publiczną błędnych wniosków z wyroku spowodowały wzmożoną dociekliwość specprawników. Jeden z nich, mec. Radosław Górski, zapytał wprost na profilu fb kancelarii prowadzącej sprawę, czy zawarto do umowy aneks frankowy lub powiązany z inną walutą obcą, a także czy istnieje możliwość, że do unieważnienia doszło jedynie ze względu na sam aneks.

Z odpowiedzi pełnomocnika powodów nie wynika, czego dotyczył aneks, ani czy mogło dojść do unieważnienia umowy na skutek jego abuzywności. Możemy się natomiast dowiedzieć, że przyczyną wydania takiego wyroku nie było samo w sobie użycie przez bank wskaźnika WIBOR. W komentarzach pod postem kancelarii wywiązała się dłuższa dyskusja, w której pełnomocnik powodów opisuje pokrótce strategię zastosowaną w procesie, w dalszym ciągu nie dowiadujemy się, czy wyrok, który spowodował, że o kancelarii zrobiło się głośno w mediach, dotyczył umowy frankowej. Szczególnie niepokojący wydaje nam się ostatni komentarz mec. Górskiego zamieszczony w dyskusji, z którego wynika, że otrzymał on od kancelarii wezwanie do zaniechania naruszeń dóbr osobistych. Z jednej strony mamy wątpliwości, czy tak powinna wyglądać reakcja profesjonalistów na dociekliwość kolegi po fachu. Z drugiej bardzo ciekawi nas, jak kancelarie będą reagować na podobne zapytania pochodzące od naszej redakcji.

Na koniec chcielibyśmy pokrótce wyjaśnić, dlaczego tak trudno o rzetelne statystyki w sprawach hipotek złotowych. Głównym problemem jest to, że są one rejestrowane przez sądy pod tym samym symbolem, co inne sprawy dotyczące kredytów w PLN, np. te o sankcję kredytu darmowego. W sprawozdaniach sądów jedne i drugie sprawy znajdziemy pod symbolem 049 zł. Inny istotny czynnik leży po stronie samych banków, które (w większości) nie informują w swoich sprawozdaniach finansowych, ile pozwów o WIBOR otrzymały i w ilu sprawach z tej kategorii wydano wyroki (oraz kto w tych sprawach był stroną wygraną).

Mamy tu więc do czynienia z inną sytuacją niż w przypadku franków, które w sprawozdaniach sądów rejestrowane są pod symbolem 049 cf, a więc łatwo oddzielić je od reszty, a w sprawozdaniach większości banków poświęcone są im osobne sekcje. Właśnie dlatego w dyskusji o „wiborowych” statystykach jesteśmy zmuszeni posiłkować się danymi dobrowolnie przekazywanymi przez sam sektor bankowy bądź przez pełnomocników kredytobiorców, a ponieważ ani jedna, ani druga strona nie ma interesu w tym, by eksponować cokolwiek ponad swoje sukcesy, trudno podchodzić do tych danych z pełnym zaufaniem.

PODSUMOWANIE:

Na chwilę obecną złotówkowicze nie mają podstaw, by ufać temu, co słyszą w mediach na temat swoich szans w sporach z bankami. Tak banki, jak i niektóre kancelarie prawne manipulują zarówno wnioskami z wyroku TSUE w sprawie C-471/24, jak i statystykami orzeczniczymi w sprawach WIBORu. Podczas gdy jedni twierdzą, że w Polsce nie zapadł ani jeden prawomocny „wiborowy” wyrok korzystny dla strony konsumenckiej, drudzy posługują się w przestrzeni publicznej sukcesami, które nie zawsze dotyczą kredytów hipotecznych, w dodatku powiązanych z WIBORem.

Przez tę medialną wrzawę z trudem przebija się głos rozsądku, należący do doświadczonych, wyspecjalizowanych prawników, którzy lata temu utorowali frankowiczom drogę do zwycięstw w sądach, a obecnie krok po kroku budują strategię i argumentację w sprawach przeciwko klauzulom zmiennego oprocentowania. Robią to po cichu, bez marketingowej otoczki i wyolbrzymiania postępów, ponieważ rozumieją, że owczy pęd w tak złożonych sprawach jak te powiązane z WIBORem jest absolutnie niewskazany i może przynieść konsumentom zdecydowanie więcej szkody niż pożytku.

FrankNews
FrankNews
FrankNews.pl to portal informacyjny poświęcony tematyce rynku kredytowego oraz sporów konsumentów z bankami. Redakcja serwisu od 2014 roku śledzi rozwój orzecznictwa sądowego, zmiany w przepisach prawa oraz zjawiska wpływające na sytuację kredytobiorców w Polsce. Doświadczenia zebrane przy tworzeniu materiałów publikowanych wcześniej w mediach i portalach internetowych stały się podstawą do uruchomienia w 2020 roku serwisu FrankNews.pl — miejsca, w którym informacje dotyczące tej tematyki są gromadzone i prezentowane w formie bieżących wiadomości oraz analiz. Materiały publikowane na FrankNews.pl nie stanowią porady prawnej ani finansowej. Treści odzwierciedlają stanowisko ich autorów i służą przedstawieniu faktów, orzeczeń oraz kontekstu opisywanych wydarzeń. Materiały zamieszczone w serwisie Franknews.pl nie są substytutem dla profesjonalnych porad prawnych. Franknews.pl nie poleca ani nie popiera żadnych konkretnych procedur, opinii lub innych informacji zawartych w serwisie. Zamieszczone materiały są subiektywnymi wypowiedziami autorów.

Related Articles

Najnowsze