Na jak daleko idące ustępstwa jest gotów bank, by zakończyć spór z frankowiczem przed wydaniem prawomocnego wyroku w sprawie? Odpowiedź brzmi: to zależy. Czynników, które będą mieć wpływ na strategię podmiotu w sporze z klientem, jest wiele – liczą się m.in. okoliczności zawarcia umowy i cel finansowania, linia orzecznicza stosowana przez sędziego, do którego trafiła sprawa, a nawet osoba pełnomocnika prawnego, który reprezentuje kredytobiorcę w sądzie. Obecnie banki bardzo chętnie proponują kredytobiorcom ugody, a w procesie negocjacyjnym testują stopień determinacji klienta. Okazuje się jednak, że cierpliwość popłaca – przyjęcie pierwszej propozycji ugodowej rzadko kiedy jest dobrym pomysłem. Świetny przykład tego, ile jest do zyskania w wyniku niepodpisania ugody z bankiem, zaprezentował na swoim profilu na platformie X.com znany dziennikarz i założyciel popularnego kanału na YouTube, Krzysztof Stanowski. Szczegóły w tekście.
Z artykułu dowiesz się:
- Dlaczego odpowiedź odmowna na pierwszą i kolejną propozycję ugodową banku jest w interesie kredytobiorcy
- Jak w 2026 roku powinna wyglądać dobra, uczciwa ugoda frankowa
- Co sprawia, że procesy sądowe stają się dla banków coraz droższe – i jak banki próbują radzić sobie z tym problemem
- Który bank, prócz mBanku, ostatnimi czasy bardzo stara się dostosować swoje oferty ugodowe do panującej rzeczywistości orzeczniczej.
Krzysztof Stanowski ujawnia, jakie warunki ugody zaproponował mu bank po odrzuceniu pierwszej propozycji. Różnica jest kolosalna
Borys Szyc, Paweł Deląg, Dorota „Doda” Rabczewska – o tych osobach publicznych wiadomo, że w pewnym momencie swojego życia stały się posiadaczami kredytu frankowego. I że wystąpiły przeciwko bankowi na drogę sądową z uwagi na abuzywne klauzule przeliczeniowe zawarte w podpisanych umowach. Ponieważ banki w Polsce udzieliły łącznie ponad 700 tys. kredytów powiązanych z kursem CHF, należy się spodziewać, że znacznie więcej znanych osób ma za sobą sądową wygraną z bankiem. Mało kto się jednak do tego przyznaje, i naprawdę nietrudno odgadnąć, dlaczego.
Choć TSUE wielokrotnie potwierdzał abuzywność zapisów stosowanych przez banki, a także niedopełnienie przez te instytucje obowiązków informacyjnych wobec konsumenta, duża część naszego społeczeństwa wciąż wrogo reaguje na medialne doniesienia o frankowych pozwach i prawomocnych wygranych w sprawach przeciwko bankom. Zwłaszcza gdy padają konkretne kwoty uzyskane przez frankowiczów na drodze unieważnienia umowy. Ujawnienie, że jest się frankowiczem może być kłopotliwe, szczególnie w przypadku zawodów, w których liczy się społeczna sympatia i unikanie kontrowersji.
Tym bardziej godne szacunku jest to, że popularny dziennikarz, autor książek i założyciel gromadzącego miliony widzów kanału na YouTube zdecydował się przyznać, że sam jest frankowiczem, w dodatku takim, który pozwał bank. Krzysztof Stanowski informuje w swoim wpisie na platformie X.com, że bank dopiero po kilku latach od wytoczenia sprawy zaproponował mu ugodę. Korzyść z tej ugody miała wynieść 27 tys. zł. Dużo? Mało? Nie będziemy oceniać bez dostępu do informacji na temat tego, jaką kwotę pożyczył od banku dziennikarz i ile mu łącznie spłacił. Te dane nie padają we wpisie, natomiast uwagę zwraca coś innego. Dziennikarz wyjaśnił, że propozycję banku odrzucił, po czym podmiot wysłał kolejną ofertę. Tym razem korzyść zaproponowana przez bank to 100 tys. zł. Autor wpisu spuentował sytuację w dwóch słowach: „szybko idzie”.
Kiedyś wytoczyłem bankowi sprawę frankową. Po kilku latach zaproponowali ugodę – 27 000 zlotych. Odrzuciłem. To odpisali, że teraz oferują 100 000. Szybko idzie.
— Krzysztof Stanowski (@K_Stanowski) January 28, 2026
Kwestia franków podzieliła polskie społeczeństwo. Frankowiczom zarzuca się cwaniactwo i głupotę
Wpis Krzysztofa Stanowskiego wywołał burzę w sieci i podzielił społeczność internautów na dwa obozy. Bankowcy, czytając komentarze, mogą sobie pogratulować skutecznego zmanipulowania blisko połowy naszego społeczeństwa. Komentujący krytykują stan ekonomicznej wiedzy dziennikarza (padają stwierdzenia, że trzeba być głupkiem, by zaciągać taki kredyt), pytają, czy nie jest mu wstyd, ponadto niektórzy zarzucają Stanowskiemu cwaniactwo. Oczywiście w komentarzach pojawiają się również słowa wsparcia, głównie od innych kredytobiorców „ożenionych” z wadliwymi umowami.
Frankowicze dają jasno do zrozumienia, że do zawarcia umowy waloryzowanej kursem franka szwajcarskiego nie trzeba było głupka lub cwaniaka. Wystarczyło, że bank odmówił klientowi udzielenia kredytu w krajowej walucie, argumentując to niewystarczającą zdolnością kredytową. Dziwnym trafem jednak taki klient mógł bez problemu zaciągnąć zobowiązanie w walucie obcej, na potrzebną mu kwotę, mimo że wynagrodzenie otrzymywał w złotówkach (a zatem wahanie kursu franka mogło w bardzo niekorzystny sposób przełożyć się zarówno na wysokość miesięcznej raty, jak i saldo zadłużenia).
Banki nadal chcą zarabiać na umowach frankowych, a programy ugodowe mają im to umożliwić
Takich przypadków jak opisany przez Krzysztofa Stanowskiego jest wiele: kredytobiorca pozywa bank o nieważność i zapłatę, po jakimś czasie bank występuje z propozycją ugodową, którą taki klient odrzuca. Bank ponawia propozycję, nierzadko wielokrotnie, starając się wyczuć nastawienie klienta. Czy zależy mu na czasie? Czy obawia się częściowej przegranej? Czy stresuje go perspektywa składania zeznań w sądzie? Pełnomocnik banku będzie starał się znaleźć słabe punkty kredytobiorcy, po to, by wykorzystać je w negocjacjach ugodowych.
Zwykle banki w takich sytuacjach straszą kredytobiorcę wystąpieniem z kontrpowództwem o zwrot kapitału, wzajemnym zniesieniem odsetek ustawowych za opóźnienie i zasądzeniem od kredytobiorcy kosztów sądowych w przypadku przegrania przez niego sprawy o kapitał. Banki liczą, że w ten sposób „zmiękczą” frankowicza i namówią go, by odstąpił od części swoich roszczeń i wyraził zainteresowanie ugodą, która pozwoli kredytodawcy na zachowanie części zarobku na umowie.
W swoich działaniach banki zdają się zapominać, że mamy 2026 rok, a linia orzecznicza sądów jest jednolita. Szanse kredytobiorcy na przegraną w sądzie są w granicach błędu statystycznego, a sama przewlekłość postępowania pozostaje bez większego wpływu na sytuację frankowicza, ponieważ bardzo szybko jest on w stanie uzyskać zabezpieczenie swojego powództwa (plus za okres toczącego się postępowania należne mu są odsetki ustawowe za zwłokę, obecnie wynoszące 9,5 proc. w skali roku). Widmo osobistego stawiennictwa w sądzie również przestaje działać na wyobraźnię kredytobiorców, a to dlatego, że sądy coraz częściej odbierają zeznania na piśmie, a wyrok wydają na posiedzeniu niejawnym, bez przeprowadzenia rozprawy. W tych warunkach dobra, uczciwa propozycja ugodowa to taka, która akceptuje istnienie wierzytelności kredytobiorcy oraz nieistnienie stosunku prawnego pomiędzy stronami. Na drodze ugody bank powinien zawrzeć z kredytobiorcą porozumienie kompensacyjne, a następnie wystawić mu list mazalny, pozwalający na wykreślenie hipoteki z księgi wieczystej.
Tymczasem banki targują się z klientami, co najmniej tak, jakby dysponowały argumentami, które mogą utrzymać się w sądzie. Istnieje jednak szansa, że ich podejście się wkrótce zmieni, ponieważ w ostatnich miesiącach Trybunał Sprawiedliwości UE wydał kilka ważnych wyroków, odnoszących się między innymi do kosztów sądowych.
Trybunał Sprawiedliwości UE odbiera bankom kolejne argumenty w walce z frankowiczami. Sektor będzie musiał udoskonalić programy ugodowe
Jeden z tych wyroków został wydany w listopadzie 2025 roku, w sprawie C-746/24, w której pozwanym był Millennium Bank. Osią toczącego się w Trybunale sporu było to, czy konsument może zostać obciążony wysokimi kosztami przegranego procesu o zwrot kapitału (5 proc. opłatą za pozew plus kosztami zastępstwa procesowego) w sytuacji, gdy wcześniej wygrał spór o nieważność umowy. TSUE sprzeciwił się takiej sytuacji i orzekł, że konsument nie powinien być obciążony wyższymi kosztami sądowymi niż te, które poniósłby w wyniku przegrania sprawy ze swojego powództwa przeciwko bankowi. Kilka miesięcy wcześniej, w czerwcu, Trybunał wydał wyrok w sprawie C-396/24, potwierdzając, że bank, domagając się zwrotu kapitału kredytu, musi odjąć od kwoty swojego roszczenia sumę świadczeń spełnionych przez kredytobiorcę w toku wykonywania umowy. Dzięki tym dwóm wyrokom wiemy już, że:
- bank nie może domagać się od frankowicza zwrotu nominalnej kwoty kredytu, a jedynie niedopłaty kapitału (wynika z tego, że jeśli frankowicz spłacił kapitał, to bank nie ma z czym iść do sądu)
- frankowicze nie zapłacą dziesiątek tysięcy złotych kosztów sądowych w procesach o zwrot kapitału, nawet jeśli sąd uzna roszczenia banku za zasadne.
Dnia 22 stycznia 2026 roku doszedł kolejny unijny wyrok, który nokautuje banki. Tym razem chodzi o odsetki ustawowe za opóźnienie. Banki miesiącami straszyły kredytobiorców, że nie mają co liczyć na tę dodatkową korzyść, a to dlatego, że odsetki, których żądają konsumenci, „zerują się” z tymi, których to banki domagają się od swoich klientów, wnosząc o potrącenie wzajemnych wierzytelności. Tymczasem w sprawie C-902/24 TSUE wyjaśnił, że odsetki ustawowe za opóźnienie nie mogą być naliczane na rzecz banku przed prawomocnym stwierdzeniem nieważności umowy, jeżeli zarzut potrącenia podnoszony przez przedsiębiorcę ma charakter ewentualny. W tej sprawie Trybunał po raz kolejny przedstawił korzystną dla konsumentów interpretację w kwestii naliczania kosztów sądowych. Jeśli sąd krajowy uzna zarzut potrącenia podniesiony przez bank, to sposób dzielenia pomiędzy strony kosztów procesu nie może zniechęcać konsumenta do korzystania z praw przyznanych mu dyrektywą 93/13.
Skoro więc banki nie są w stanie dłużej straszyć kredytobiorców kontrpozwami i wysokimi kosztami przegrywanych procesów o kapitał, ani wzmacniać w nich poczucia niepewności co do finansowych następstw zgłoszonego potrącenia, muszą otworzyć się na perspektywę aktualizacji dotychczasowych programów ugodowych.
Kolejne banki dążą do szybkiego zamknięcia sagi frankowej. Środkiem do celu jest rezygnacja z apelacji i porozumienia kompensacyjne
Choć podmioty mające w swoich portfelach hipoteki frankowe zgodnie deklarują gotowość do polubownego rozwiązywania sporów z kredytobiorcami, ich rzeczywista skłonność do ustępstw jest bardzo różna. Na przestrzeni kilku ostatnich kwartałów radykalnie zmieniła się postawa mBanku, którego władze dość długo prezentowały mocno konserwatywne podejście do ugód, licząc najwidoczniej, że na frankowych umowach da się jeszcze zarobić. Podmiot bardzo długo odstawał od PKO BP i Millennium pod względem liczby zawieranych ugód, co było swego czasu przedmiotem zainteresowania mediów.
Najwyraźniej kolejne wyroki TSUE urealniły oczekiwania banku, który zdecydował się dostosować swoją strategię do otoczenia prawnego. Efekt to bardzo szybko topniejąca liczba toczących się spraw frankowych, w których mBank występuje w charakterze pozwanego, jak również dynamicznie rosnąca liczba zawieranych ugód. Na koniec III kwartału 2024 roku mBank miał w sądach 19,5 tys. spraw frankowych i był w ścisłej czołówce najchętniej pozywanych kredytodawców w Polsce. Zaledwie rok później liczba trwających postępowań zmalała do 7,4 tys., co szybko zostało podchwycone przez media i okrzyknięte sukcesem władz banku.
Doszło do tego, że mBank pod względem liczby spraw sądowych został wyprzedzony przez… Pekao S.A., instytucję, która udzielała kredytów frankowych na znacznie mniejszą skalę, a przy tym już jesienią 2023 roku wdrożyła innowacyjny jak na tamten czas program „bezpieczna ugoda 2 proc.”. Mało tego: mBank wyprzedził Millennium pod względem liczby zawartych ugód (na koniec III kwartału 2025 roku miał na koncie 30,7 tys. takich porozumień, podczas gdy Millennium mógł się pochwalić liczbą 29,3 tys. ugód). W 12 miesięcy mBank zdołał zawrzeć ok. 11,2 tys. ugód frankowych, a jego konkurent w tym samym czasie podpisał ledwie 4,6 tys. porozumień.
Wygląda jednak na to, że Millennium Bank, zainspirowany sukcesami mBanku, powoli zaczyna wdrażać podobną strategię. Świadczą o tym doniesienia prawników reprezentujących kredytobiorców w sądach. Prawniczka z Kancelarii Sosnowski Adwokaci i Radcowie Prawni omawia interesujące przykłady zmiany zachowania Millennium Banku w najnowszym materiale podmiotu na YouTube. Jednym z nich jest sprawa o sygnaturze XXVIII C 12410/21, zakończona przed Sądem Okręgowym w Warszawie dnia 25 października 2024 roku.
Sąd ustalił nieważność umowy kredytowej oraz zasądził na rzecz kredytobiorcy zwrot świadczenia w kwocie ponad 247 tys. zł wraz z odsetkami ustawowymi za opóźnienie, liczonymi od kwietnia 2022 roku do dnia zapłaty. Bank złożył apelację od tego wyroku, a następnie, w lipcu 2025 roku, zaproponował kredytobiorcy ugodę, polegającą na umorzeniu reszty zadłużenia oraz zwrocie na rzecz kredytobiorcy ok. 50 tys. zł. Kredytobiorca odrzucił tę propozycję, a bank już w 4 miesiące później zaktualizował swoją ofertę. Wg nowej propozycji kredytobiorca miałby zyskać 205 tys. zł – i ta wersja została ostatecznie przez kredytobiorcę zaakceptowana. W wyniku zawarcia ugody bank oczywiście wycofał apelację.
O skuteczności nowej strategii Millennium Banku świadczyć będzie oczywiście zmiana w statystykach dot. toczących się przeciwko niemu postępowań. Na koniec III kwartału 2025 roku było ich 19 tys. (a rok wcześniej 22,3 tys.). Raport roczny Millennium Banku, w którym znaleźć będzie można szczegółowe dane na temat sporów frankowych, aktualne na koniec grudnia 2025 roku, ujrzy światło dzienne już 27 lutego 2026 roku.
PODSUMOWANIE:
Pierwsza propozycja ugodowa banku prawie nigdy nie jest tą ostateczną. Należy ją traktować bardziej jak zaproszenie do rozmów o zawarciu porozumienia, o czym świadczą przykłady podawane w sieci przez samych frankowiczów, jak i przez reprezentujące ich kancelarie prawne. Frankowicz nie musi się bać, że bank „obrazi się” za odrzucenie ugody: odpowiedź odmowna na nadesłaną ofertę jest po prostu znakiem dla banku, że kredytobiorca nie jest zdesperowany i przede wszystkim, że potrafi liczyć: wie, że na drodze unieważnienia umowy uzyska znacznie więcej niż w wyniku złożenia podpisu pod pierwszym otrzymanym wariantem ugody.
Jest niemal pewne, że po pierwszej propozycji bank wyśle kolejne – drugą, trzecią, czwartą, a czasem i dziesiątą, jeśli proces sądowy trwa długo, a bank ma w nim do stracenia ponadprzeciętnie dużo (np. istnieje realna szansa, że sąd zasądzi przedawnienie roszczenia o zwrot kapitału). Zwłaszcza po wygraniu sprawy przed sądem I instancji kredytobiorca powinien się spodziewać nadejścia oferty ugodowej dostosowanej do panujących realiów orzeczniczych. Zdarzają się ugody uznające całość roszczenia kredytobiorcy, po których strony rozliczają kontrakt na drodze porozumienia kompensacyjnego.
Do zawarcia takiej ugody z bankiem niezbędna jest jednak profesjonalna reprezentacja prawna. Środowisko prawników wyspecjalizowanych w prawie bankowym jest wąskie i hermetyczne: pełnomocnicy banków wiedzą, którzy frankowi prawnicy mają wysoką skuteczność, także w wywalczaniu dla swoich klientów odsetek ustawowych za opóźnienie. Stawiając na renomowane wsparcie prawne, kredytobiorca zwiększa swoje szanse na zawarcie naprawdę dobrej ugody, czyli takiej, która doprowadzi do wyzerowania salda zadłużenia i zapewni frankowiczowi zwrot nienależnie spełnionego świadczenia.
Dziękujemy za lekturę.
Publikujemy najważniejsze i aktualne informacje dla kredytobiorców:
WIBOR, raty, wyroki sądów i praktyczne wskazówki.
Bądź na bieżąco — obserwuj FrankNews:



