Z tekstu dowiesz się:
- Czego dotyczyła sprawa I C 351/25 i co znalazło się w uzasadnieniu do wyroku
- Jak wyglądają statystyki sądowe w sprawach sankcji kredytu darmowego i dlaczego należy je uznać za niedoszacowane
- Dlaczego kredytobiorcom wciąż odmawia się prawa do stabilnej linii orzeczniczej w sprawach SKD?
Do sądów trafiło już ponad 20 tys. spraw o SKD. A to najprawdopodobniej początek…
Jeśli ogólnopolska awantura dotycząca wskaźnika referencyjnego WIBOR przyniosła bankom cokolwiek dobrego, to odwróciła uwagę opinii publicznej od sankcji kredytu darmowego i pozwów, które sektor otrzymuje od posiadaczy pożyczek gotówkowych. Można by wręcz odnieść fałszywe wrażenie, że kredytobiorcy stracili zainteresowanie korzystaniem z sankcji – a przecież liczba postępowań o SKD przekroczyła już 20 tys. Co więcej, liczba ta najprawdopodobniej nie odzwierciedla, nawet w przybliżony sposób, faktycznej skali zagrożenia po stronie sektora bankowego. A przyczyn tego stanu rzeczy jest kilka.
Zacznijmy od tego, że w wielu sprawach o SKD (część ekspertów rynku twierdzi, że w przeważającej większości) powodami nie są konsumenci, a podmioty gospodarcze (tzw. skupy wierzytelności i pseudokancelarie) nabywające wierzytelność na drodze odpłatnej cesji. Podmioty te mogą teraz dysponować bardzo zasobnym „portfelem” takich wierzytelności, które oficjalnie nie są jeszcze przedmiotem sporu sądowego. Dlaczego? Spółki, które weszły w posiadanie tych roszczeń, czekają na wyklarowanie się i ujednolicenie linii orzeczniczej w sprawach sankcji kredytu darmowego, w szczególności na kolejne orzeczenia TSUE.
TSUE vs. sankcja kredytu darmowego: w kwietniu zapadnie kolejny wyrok
Do tej pory w odniesieniu do SKD zapadł jeden unijny wyrok, co miało miejsce 13 lutego 2025 roku. Wyrok był korzystny dla strony konsumenckiej, albowiem Trybunał potwierdził, że konsument może domagać się dla siebie darmowego kredytu w sytuacji naruszenia obowiązków informacyjnych przez podmiot udzielający finansowania. Sygnatura tej sprawy to C-472/23. Oczywiście, wcześniej do Trybunału trafiały już pytania prejudycjalne dotyczące naruszeń obowiązków informacyjnych w umowach kredytów gotówkowych (i sankcji przewidzianych za te naruszenia).
Problem w tym, że pytania te dotyczyły spraw z innych krajów UE. I choć w teorii takie wyroki są wiążące dla sądów wszystkich państw członkowskich, w praktyce polscy sędziowie bardzo często zdają się ignorować unijne stanowiska wydane w sprawach dotyczących innych rynków niż nasz krajowy. Dlatego tak ważny dla polskich kredytobiorców gotówkowych będzie dzień 23 kwietnia 2026 roku – to wówczas TSUE ma wydać wyrok w sprawie C-744/24, w której stroną jest Pekao S.A. O co pyta w tym przypadku sąd odsyłający?
Osią sporu jest to, czy bank w relacji z konsumentem może pobierać odsetki od kredytowanych kosztów pozaodsetkowych, ze szczególnym uwzględnieniem kredytowanej prowizji. Sąd chce także, by TSUE wskazał minimalny standard przejrzystości w zakresie podstawy naliczania odsetek.
Wcześniej, w październiku 2025 roku TSUE wypowiedział się w kwestii możliwości zbycia przysługującej konsumentowi wierzytelności na rzecz podmiotów trzecich (sygnatura sprawy C-80/24). W wyroku Trybunał potwierdził, że możliwość przeniesienia wierzytelności bez zgody dłużnika jak najbardziej istnieje, co jest informacją korzystną dla wspomnianych wcześniej skupów wierzytelności.
To właśnie decyzja Trybunału w sprawie C-80/24 może się okazać przełomowa dla polskiego rynku roszczeń o SKD, ponieważ w dużej mierze wpłynie na to, kto faktycznie będzie dochodził sankcji przeciwko bankom.
Dlaczego statystyki sądowe dot. SKD należy uznać za niedoszacowane?
Powróćmy jeszcze do wątku statystyk sądowych. Te w sprawie SKD należy uznać za niedoszacowane również ze względu na etap, na jakim znajdują się spory. W części przypadków kredytobiorcy (czy może raczej ich pełnomocnicy prawni) występują do Rzecznika Finansowego z prośbą o interwencję. W sprawach tego typu możemy mówić o przedsięwzięciu kroków prawnych obmierzonych na wyegzekwowanie roszczenia, ale nie jest to jeszcze etap procesowy.
Jest jeszcze jedna bardzo ważna kwestia, której nie należy pomijać w analizie statystyk. Chodzi o źródło danych. Źródłem tym są przede wszystkim sprawozdania finansowe banków giełdowych, które dość precyzyjnie informują o liczbie toczących się przeciw nim spraw sądowych oraz o przedmiocie tych sporów. Tego samego nie możemy powiedzieć o instytucjach pożyczkowych i parabankach, a także bankach spółdzielczych, w przypadku których liczba skierowanych powództw o SKD nie jest znana.
Podsumowując ten wątek. Mamy obecnie do czynienia z sytuacją, w której kredytobiorcy (a także skupy wierzytelności) kierują sprawy o SKD na drogę prawną, ale skala zjawiska jest trudna do jednoznacznego określenia. Jeszcze trudniej ocenić, w ilu przypadkach takie sprawy kończą się sukcesem kredytobiorcy. Banki w swoich sprawozdaniach lubią podkreślać, że wygrywają większość takich sporów.
Znamienne jest jednak to, że kolejne sprawy o SKD znikają z unijnej wokandy, co dzieje się zwykle przypadku zakończenia postępowania na etapie krajowym. A do takiej sytuacji dochodzi przeważnie wtedy, gdy pozwany uznał roszczenie powoda lub zawarł z nim ugodę. Skoro więc banki są gotowe przyznać konsumentowi rację i wypłacić mu pieniądze, byleby tylko uniknąć poddawania zagadnień prawnych związanych z SKD analizie TSUE, świadczyć to może tylko o jednym: sektor na poważnie boi się scenariusza, w którym orzecznictwo jednoznacznie skręca w stronę prokonsumencką, tak jak miało to miejsce w przypadku hipotek frankowych.
Sąd Rejonowy w Garwolinie oddalił roszczenie konsumenta dotyczące SKD. Kredytobiorca uległ marketingowi kancelarii?
Póki co w środowisku krajowych sędziów panuje spora rozbieżność opinii w zakresie zasadności stosowania sankcji kredytu darmowego. Potwierdzeniem tego jest wyrok, który zapadł w Sądzie Rejonowym w Garwolinie (sygnatura sprawy I C 351/25). W niniejszej sprawie, dotyczącej roszczeń z tytułu SKD, sąd początkowo wydał nakaz zapłaty, co świadczyć może o tym, iż dostrzegał rację konsumenta i tym samym uchybienia obowiązkom informacyjnym po stronie banku. Finalnie jednak sprawa zakończyła się oddaleniem powództwa konsumenta, o czym poinformowała w social mediach mecenas Karolina Pilawska, reprezentująca kredytobiorców w sporach o SKD (przy czym należy zaznaczyć, że kredytobiorca może zaskarżyć ten wyrok do sądu II instancji).
Mec. Pilawska zwróciła przy tym uwagę na treść uzasadnienia do wyroku, z którego wynika, że, zdaniem sądu, konsument wysunął powództwo, zachęcony marketingiem kancelarii prawnych, które poprzez swoje kampanie rzekomo wmawiają klientom istnienie możliwości odzyskania środków. Sąd stwierdził w uzasadnieniu, że „powództwo zostało oparte na wymyślonych rzekomych naruszeniach i nadinterpretacji przepisów ustawy”. Powództwo zostało przez sąd ocenione jako próba uzyskania nienależnego świadczenia.
W swoim komentarzu do wyroku mec. Pilawska postawiła sprawę jasno: sąd nie jest od oceniania kampanii, tylko od stosowania prawa. Odnosząc się do treści ustawy o kredycie konsumenckim, której zapisy wprowadziły do polskiego porządku prawnego pojęcie sankcji kredytu darmowego, ekspertka wyjaśnia, że kluczowe jest to, czy umowa tę ustawę narusza. Tłumaczy też, że w ustawie nie ma przesłanek odnoszących się do tego, skąd klient dowiedział się o przysługujących mu prawach, czy był zadowolony z kredytu i czy czuł się pokrzywdzony warunkami umowy. Zasadność zastosowania SKD nie zależy ani od emocji konsumenta ani od praktyki marketingowej kancelarii prawnych.
Przegrana kredytobiorcy w Garwolinie to pokłosie braku regulacji na rynku pomocy prawnej?
Pod wpisem mec. Pilawskiej rozpoczęła się gorąca dyskusja, w której, prócz kredytobiorców, udział wzięli prawnicy. Mec. Daniel Ostaszewski przyznał, że otrzymał bardzo podobne uzasadnienie od sądu w Warszawie, sugerujące, że kancelarie wmawiają klientom istnienie sankcji kredytu darmowego i wadliwość samych kredytów.
Trudno oprzeć się wrażeniu, że rosnąca irytacja sędziów wynika nie z samego charakteru roszczeń konsumentów, a z tego, w jaki sposób prowadzona jest akcja informacyjna dotycząca SKD. I tu rzeczywiście trudno nie zauważyć, że w odniesieniu do tej sankcji, w przestrzeni publicznej najbardziej donośny okazuje się głos pseudokancelarii, czyli spółek kapitałowych skupujących wierzytelności lub pośredniczących w kontakcie klienta z prawnikiem.
Zaryzykujemy stwierdzenie, że ponad 90 proc. Polaków nie potrafi wskazać różnicy pomiędzy kancelarią prawną a kancelarią adwokacką. A różnica przecież jest kolosalna: podczas gdy kancelaria adwokacka (podobnie jak kancelaria radcowska) jest nazwą zastrzeżoną dla podmiotów prowadzonych przez licencjonowanych prawników, kancelarię prawną może założyć każdy, bez względu na wykształcenie i zawodowe doświadczenie. Za patologię na rynku odpowiadają kolejne rządy, ignorujące pilną potrzebę wprowadzenia regulacji, które chroniłyby konsumentów przed manipulacją.
Choć wyrok w sprawie z Garwolina oburza, to trudno zignorować prawdopodobne przyczyny wydania takiego uzasadnienia. Sędziowie wydziałów cywilnych są zmęczeni powtarzalnymi sprawami przeciwko bankom i wyraźnie nie chcą, by przez krajowy wymiar sprawiedliwości przetoczyła się kolejna fala takich roszczeń. Czy to jednak uprawnia ich do wydawania wyroków negujących już nie tylko zasadność roszczeń po stronie kredytobiorcy, ale i istnienie sankcji kredytu darmowego? Zdecydowanie nie. Dlatego uważamy, że przypadki takie jak powyższy należy nagłaśniać.
PODSUMOWANIE:
Wyrok Sądu Rejonowego w Garwolinie stanowi potwierdzenie tego, co wiemy już od dawna. Po pierwsze, pokazuje, że trwała zmiana kierunku orzeczniczego w sprawach SKD wiedzie przez sale Trybunału Sprawiedliwości UE. Bez unijnych wyroków konsumenci nie mają szans na jednolite podejście sądów do tej grupy postępowań. Wiedzą o tym również banki, które sabotują toczące się przed Trybunałem postępowania i uznają roszczenia kredytobiorców w sprawach objętych unijnym sporem (co pozwala na „strącenie” takiej sprawy z wokandy w Luksemburgu).
Po drugie, polscy konsumenci (a także polscy prawnicy) są ofiarami braku regulacji na krajowym rynku usług prawnych. Obok działających w sposób transparentny i podlegających ścisłemu nadzorowi kancelarii adwokackich funkcjonują pseudokancelarie, wyjęte spod kontroli samorządów zawodowych, w efekcie czego rynek pomocy prawnej zaczyna przypominać targowisko, na którym nie liczą się już kompetencje i rzetelność, tylko to, kto więcej obieca i za jaką kwotę.



