Za nieco ponad 10 lat toksyczny związek banków z WIBORem powinien dobiec końca. Zgodnie z najnowszymi założeniami, wskaźnik będzie stosowany w już wykonywanych umowach do 31 grudnia 2036 roku, natomiast nowe produkty hipoteczne oparte o WIBOR będą oferowane przez sektor do końca tego toku. W środowisku bankowców nie ma jednak pełnej zgodności co do tego, czy WIBOR powinien trwale opuścić rynek. Rzecz w tym, że przeciwnicy reformy nie wypowiadają się w mediach wprost, a rozmawiają z dziennikarzami w kuluarach, zdradzając alternatywny, sekretny plan „przeniesienia” tego wskaźnika pod zarząd Narodowego Banku Polskiego. To o tyle ciekawe, że wg oficjalnej narracji, sektor nie ma nic przeciwko zmianie wskaźnika na PolSTR, a część jego przedstawicieli oferuje od niedawna pierwsze produkty oparte o nową stawkę. Na branżowych wydarzeniach banki nie kryją, że nadal obawiają się materializacji ryzyka prawnego związanego z klauzulami zmiennego oprocentowania. Jak zwykle w takich przypadkach, źródło problemu przypisują nie własnym zaniedbaniom, a działaniom kancelarii prawnych, wyspecjalizowanych w sprawach przeciwko instytucjom rynku finansowego. Czy jednak kancelarie mają w Polsce tak wielką „siłę rażenia”, że są w stanie wygenerować ogólnopolski spór z powietrza?
Z tekstu dowiesz się:
- Jakie wzajemnie wykluczające się komunikaty, w odniesieniu do wskaźnika WIBOR, ślą przedstawiciele sektora bankowego w przestrzeń medialną
- Jaki sekretny plan miał pozwolić bankowcom pozostać przy wskaźniku WIBOR i dlaczego nie wypalił
- Ile może kosztować banki ogólnopolski spór sądowy o WIBOR, w wariancie, w którym sądy zaczynają przyznawać rację konsumentom
- Czy banki mają rację, twierdząc, że w sprawie WIBORu nie zapadł jeszcze ani jeden prawomocny prokonsumencki wyrok.
WIBORowe roztrojenie jaźni: jak banki przedstawiają w mediach to, co dzieje się wokół reformy wskaźnika
Miniony tydzień ukazał jak w soczewce, jak bardzo niespójna jest opowieść snuta przez bankowców na temat trwającej reformy wskaźników referencyjnych. Na zewnątrz wszystko wygląda całkiem zwyczajnie: rządzący zdecydowali o odejściu od wskaźnika WIBOR, co miało być podyktowane koniecznością przejścia na wskaźnik nowej generacji, zgodny z globalnymi trendami panującymi na rynku finansowym. Bankowcy szybko zaakceptowali ten wybór, a może nawet przyjęli decyzję rządu z ulgą: wszak grunt pod WIBORem zaczął się robić grząski, czego głównym przejawem jest rosnąca liczba spraw sądowych przeciwko klauzulom zmiennego oprocentowania.
Moment kulminacyjny niepokoju w sektorze bankowym przypadł na 12 lutego 2026 roku: to właśnie tego dnia TSUE wydał wyrok w sprawie C-471/24, po raz pierwszy odnosząc się do możliwości badania metodologii WIBORu przez polskie sądy. Odpowiedź unijnego Trybunału na pytania prejudycjalne Sądu Okręgowego w Częstochowie okazała się słodko-gorzka. Z jednej strony TSUE potwierdził, że WIBOR, jako kluczowy wskaźnik w rozumieniu rozporządzenia BMR, sam w sobie nie może być poddawany kontroli krajowych sądów. Z drugiej jednak wyraźnie dał do zrozumienia, że sądy mogą badać to, czy konsument został w sposób jasny i zrozumiały poinformowany o ryzyku zmiennej stopy procentowej i otrzymał od banku wszelkie dane pozwalające na obiektywną ocenę ekonomicznych skutków zobowiązania.
Można odnieść wrażenie, że po tym wyroku część środowiska bankowego poczuła, że rząd zbyt wcześnie podjął decyzję o odejściu od WIBORu na rzecz wskaźnika PolSTR. Z dnia na dzień stało się jasne, że sam wskaźnik, przynajmniej w umowach podpisanych po wejściu w życie rozporządzenia BMR, nie jest zagrożony. WIBOR nie był idealny, ale dawał bankom duże poczucie komfortu. Dlaczego? Tajemnica tkwi w sposobie jego wyznaczania.
WIBOR to wskaźnik, o którym mówi się że „patrzy wprzód”, co oznacza, że uwzględnia zdarzenia, które dopiero mogą nadejść. Dla banków to niezwykle wygodne, bo pozwala zwiększać wysokość oprocentowania przed formalną decyzją Rady Polityki Pieniężnej o podniesieniu stopy referencyjnej NBP. PolSTR takiej możliwości nie daje: jest wskaźnikiem, który opiera się o historyczne transakcje, co oznacza, że jego wzrost konsumenci odczują nieco później niż w przypadku WIBORu.
Ale i tu jest pewna pułapka: otóż istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że dominującą stawką w kredytach hipotecznych będzie, w przypadku PolSTR, stawka 1M, czyli obejmująca okres 1 miesiąca, a nie – tak jak w przypadku WIBORu, stawka trzymiesięczna oznaczona symbolem 3M. Skutek? Gdy Rada Polityki Pieniężnej zdecyduje się podnieść stopy procentowe, klienci odczują to w swoich ratach już kilka tygodni, a nie kilka miesięcy później. Skutki samej natury wskaźnika PolSTR mogą zatem być równoważone wybraną stawką.
Prezes ZBP twierdzi, że nie stwierdzono nieprawidłowości dotyczących WIBORu. Ale kto i kiedy miał je stwierdzić?
Co tak właściwie myślą bankowcy o planie zastąpienia WIBORu nowym wskaźnikiem? Oficjalne stanowiska przedstawicieli sektora bankowego wobec reformy wskaźników referencyjnych są wyważone. Przykładem może być wypowiedź Tadeusza Białka, szefa ZBP i przewodniczącego Komitetu Sterującego Narodowej Grupy Roboczej, pracującej nad reformą, datowana na 22 września br. W rozmowie z PAP Biznes, prezes Białek przedstawił pogląd, wg którego:
„Reforma wskaźników referencyjnych zgodnie z wytycznymi rozporządzenia BMR ma być neutralna ekonomicznie, czyli na reformie nikt nie powinien ani stracić, ani zarobić”
Szef Związku nie byłby sobą, gdyby nie podkreślił w rozmowie z PAP Biznes, że sam WIBOR był wyznaczany zgodnie z obowiązującymi standardami: „KNF i Komitet Stabilności Finansowej nigdy w Polsce nie stwierdziły żadnych nieprawidłowości dotyczących wskaźnika WIBOR. Tym samym należy zakładać, że również w przypadku POLSTR nie ma podstaw do kwestionowania sposobu funkcjonowania wskaźnika”.
Problem z podobnymi deklaracjami jest taki, że historia WIBORu sięga początku lat 90., zaś wskaźnik przez zdecydowaną większość tego okresu pozostawał poza kontrolą Komisji Nadzoru Finansowego, a także Narodowego Banku Polskiego, Najwyższej Izby Kontroli i jakiejkolwiek innej instytucji, którą moglibyśmy podejrzewać o sprawowanie pieczy nad stawkami, które rządzą wysokością raty w milionach umów kredytowych. Przez całe lata stawka pozostawała pod kontrolą firm prywatnych, wpierw Stowarzyszenia ACI Polska, a następnie GPW Benchmark. Ta ostatnia spółka otrzymała oficjalne zezwolenie KNF na administrowanie wskaźnikiem dopiero w grudniu 2020 roku.
Tymczasem rozporządzenie BMR, regulujące kwestię opracowywania kluczowych wskaźników i nakładające na państwa członkowskie obowiązek objęcia tych wskaźników zinstytucjonalizowanym nadzorem, weszło w życie 1 stycznia 2018 roku. Prezes Białek twierdzi zatem, że KNF i KSF nigdy nie stwierdziły nieprawidłowości wokół WIBORu, ale wpierw chyba należałoby zadać pytanie, czy wspomniane organy podjęły jakiekolwiek działania, które mogłyby prowadzić do wykrycia istotnych błędów czy uchybień.
Przypominamy, że gdy przedstawiciele NIK chcieli przeprowadzić kontrolę w GPW Benchmark, nie zostali w ogóle wpuszczeni do siedziby spółki. Nadmieńmy, że przedmiotem kontroli miał być właśnie proces wyznaczania wskaźnika referencyjnego WIBOR. W raporcie NIK, datowanym na 2024 rok, możemy przeczytać, że kontrola KNF wobec administratora WIBORu (w okresie, w którym organ ten pełnił już nadzór nad GPW Benchmark) odbywała się głównie zza biurka, a pracownicy Komisji nie wykorzystywali w działaniach nadzorczych wszystkich nadanych im uprawnień.
Dokładne analizy i ważne informacje dla kredytobiorców.
Śledź nasze profile, aby wzmocnić ich widoczność i być na bieżąco:
Eksperci policzyli, ile wyniósłby koszt po stronie sektora bankowego w przypadku sądowego usunięcia WIBORu z umów kredytowych
Wypowiedź prezesa ZBP zdążyła się nieładnie zestarzeć w zaledwie kilkadziesiąt godzin. Dnia 24 września 2026 roku PAP Biznes opublikował relację z debaty, w trakcie której przedstawiciele sektora omawiali wnioski płynące z raportu „Wpływ podważania stawki referencyjnej WIBOR na stabilność sektora finansowego oraz na gospodarkę Polski”, opracowanego przez Instytut Sobieskiego. Lektura tego raportu wręcz atakuje czytelnika zupełnie innym obrazem rzeczywistości niż ten kreślony przez Tadeusza Białka 2 dni wcześniej. Instytut postanowił policzyć, ile kosztowałaby polski sektor bankowy materializacja ryzyka prawnego związanego ze wskaźnikiem WIBOR.
„Zaraz, ale jakiego ryzyka?” – chciałoby się powiedzieć. „Przecież ryzyka nie ma, WIBOR jest zgodny z prawem”. Najwyraźniej autorzy raportu nie są co do tego przekonani, trudno bowiem w inny sposób wytłumaczyć to, że poświęcili swój cenny czas na zajęcie się tym zagadnieniem. Zrobili to, a opis całego problemu zajął im aż 80 stron.
Z raportu możemy dowiedzieć się, jaka jest skala stosowania wskaźnika w instrumentach na rynku finansowym: łączna wartość aktywów finansowych, w których WIBOR znajduje zastosowanie, to ponad 6 bln zł, co stanowi 167 proc. wartości PKB Polski. Z tego ponad 1 bln zł przypada na aktywa sektora bankowego oraz SKOK. Dodatkowo, wskaźnik WIBOR stosowany jest również na rynku obligacji o wartości 481 mld zł. Ile mogłyby w takim razie wynieść łączne koszty sektora bankowego w przypadku skutecznego podważenia WIBORu w sporach sądowych?
Autorzy raportu rozważają różne scenariusze. W najbardziej negatywnym wariancie koszt ten wyniósłby 283,7 mld zł, co jest kwotą niewiele niższą od łącznej wartości kapitałów, którymi dysponuje sektor bankowy, wycenianych na 322 mld zł. Najłagodniejszy z przyjętych scenariuszy zakłada, że koszt po stronie sektora wyniósłby 78,7 mld zł. Dla porównania dodajmy, że na ryzyka prawne związane z kredytami frankowymi banki wydały do tej pory ok. 102 mld zł.
Co składa się na potencjalne koszty „wiborowego” ryzyka? Chodzi tu przede wszystkim o dochody odsetkowe z kredytów hipotecznych, które sektor bankowy zaksięgował w latach 1997-2025. Mowa o 218,1 mld zł, z których 100,7 mld zł to odsetki pobrane od wciąż aktywnych kredytów, a 117,4 mld zł przypada na odsetki od kredytów spłaconych. Do tego dochodzą zyski z opłat i prowizji, które autorzy raportu oszacowali na 35,2 mld zł.
Potencjalny koszt do poniesienia przez sektor zależałby od dwóch głównych czynników: od tego ilu kredytobiorców ostatecznie zdecydowałoby się pójść do sądu, a także od przyjętej w sądach linii orzeczniczej. Najbardziej negatywny wariant to ten, który zmaterializował się w sprawach frankowych: umowa zawiera postanowienie abuzywne, a więc jest nieważna. Wówczas bank musi oddać cały zarobek na takiej wadliwej umowie. Jest też wersja łagodniejsza, w której umowa zachowuje ważność, ale z oprocentowania usuwany jest główny składnik – wskaźnik WIBOR. W takim przypadku umowa jest oprocentowana według stałej marży, co pozwala bankom na zachowanie części zarobku.
ZBP twierdzi, że w sprawie WIBORu nie ma prawomocnych wyroków na korzyść konsumenta. Pytanie, jak tworzone są te statystyki
Na chwilę obecną skala roszczeń przeciwko bankom jest niewielka: z ustaleń ZBP wynika, że na koniec lipca br. w sądach było 3 841 spraw o WIBOR, podczas gdy liczba aktywnych hipotek złotowych opartych o ten wskaźnik to ok. 1,5 mln. Dotychczasowy bilans zamyka się w 277 prawomocnych wyrokach, spośród których wszystkie są korzystne dla sektora. ZBP wie również o 585 nieprawomocnych zwycięskich dla banków orzeczeniach oraz o 10 sprawach, w których wyrok był korzystny dla kredytobiorcy.
Wg prezesa ZBP, „Mimo agresywnego marketingu klienci widzą, że nie ma żadnych wyroków prawomocnych podważających wskaźnik i że szanse na jego skuteczne zakwestionowanie są niewielkie”. Także i tu nie można się z nim do końca zgodzić. Weźmy pod uwagę, że banki tworzą swoje statystyki w dość wybiórczy sposób i nie zawsze uwzględniają korzystne dla konsumentów wyroki. Wydaje się, że decyduje powód, dla którego sąd uznał roszczenie kredytobiorcy. Pomijany jest np. prawomocny wyrok Sądu Okręgowego w Rybniku z sierpnia 2026 roku, w sprawie II Ca 623/26, dotyczącej pożyczki hipotecznej opartej o wskaźnik WIBOR. Sąd unieważnił umowę ze względu na wadliwy mechanizm oprocentowania, a nie z uwagi na sam wskaźnik WIBOR. Prawdopodobnie właśnie dlatego banki pomijają to orzeczenie w swoich statystykach, mimo że było ono szeroko opisywane przez krajowe media i analizowane przez dziesiątki ekspertów prawnych.
Gdy więc w przestrzeni publicznej pojawiają się informacje o prokonsumenckich wyrokach w sprawie kredytów opartych o WIBOR, banki zrzucają to na marketing kancelarii prawnych, które, ich zdaniem, wypaczają stan faktyczny celem pozyskania nowych klientów. Wydaje się jednak, że banki po prostu usunęły ze swojej narracji ten element wyroku TSUE, który odnosi się do obowiązków informacyjnych i do możliwości skontrolowania sposobu realizacji tych obowiązków przez krajowe sądy. Bankowcy raz po raz powtarzają, że WIBOR jest poza wszelkim podejrzeniem i że nie ma wyroków, które by to podważały. Konsekwentnie jednak milczą o tym, że do upadku umowy w sądzie wcale nie jest potrzebne stwierdzenie przez sąd wadliwości samego WIBORu. Wystarczy, że bank poniosła nadmierna fantazja podczas opracowywania klauzuli zmiennego oprocentowania, by prawnik kredytobiorcy znalazł punkt zaczepienia, pozwalający na skuteczne obalenie umowy przed sądem. Sprawa z Rybnika dobitnie to pokazała.
Sektor nie jest jednomyślny co do potrzeby eliminacji WIBORu z rynku. Money.pl donosi o sekretnym planie ocalenia wskaźnika
Ciekawe światło na reformę wskaźników referencyjnych rzuca artykuł autorstwa Karoliny Wysoty, opublikowany 23 września br. w money.pl. Z tekstu dowiadujemy się, że nie wszyscy przedstawiciele sektora bankowego podchodzą w sposób optymistyczny do reformy wskaźników referencyjnych. Przeciwnie, wśród bankowców istnieje grupa przeciwna zastępowaniu WIBORu wskaźnikiem PolSTR. Grupa ta miała zlecić przedstawicielom środowiska akademickiego opracowanie planu ratunkowego dla obecnego wskaźnika. O misternym planie miała nie wiedzieć Komisja Nadzoru Finansowego, w intrydze miał też nie brać udziału Narodowy Bank Polski.
Jest to o tyle istotne, że plan zakładał przeniesienie wskaźnika WIBOR pod administrację Narodowego Banku Polskiego i jednoczesne zachowanie przy GPW Benchmark wskaźników WIRON i PolSTR. Te trzy wskaźniki miały funkcjonować równolegle, a rynek sam miał zdecydować, który zastosuje. Takie rozwiązanie miało wzmocnić NBP, a konkretnie jego prezesa, który, jako sprawujący nadzór nad wyznaczaniem stawki, zyskałby solidną tarczę ochronną przed rządowymi próbami postawienia go przed Trybunałem Stanu. Na opcji ratunkowej mieliby zyskać również sami kredytobiorcy: plan zakładał obniżkę marży z ok. 2 proc. do nawet 1,39 proc.
Sytuacja, w której WIBORem zarządzałby NBP, byłaby o tyle korzystna dla sektora, że jest to organ państwowy, a nie prywatna firma, jaką jest obecny administrator wskaźnika. Powierzenie administracji stawkami WIBOR Narodowemu Bankowi Polskiemu niosłoby za sobą niższe koszty po stronie banków – te operacyjne i te regulacyjne. Jak wyjaśnia dziennikarka money.pl w swoim tekście, banki wydawałyby mniej na obsługę prywatnego zarządcy wskaźnika, na przekazywanie danych, a także na obsługę prawną i kwestie proceduralne.
W tekście wypowiadają się przedstawiciele sektora, zwolennicy „planu ratunkowego”, którzy nie są wymienieni z imienia i nazwiska. Jest to naszym zdaniem znamienne: bankowcy nie chcą oficjalnie przeciwstawiać się reformie wskaźników referencyjnych, bo grozi to potencjalnym wejściem w konflikt z rządem. A przychylność rządu jest bankowcom obecnie niezwykle potrzebna: w Ministerstwie Sprawiedliwości trwają prace nad nową ustawą o kredycie konsumenckim, zaś sektor ma całą listę postulatów, które chce, by zostały uwzględnione w tym akcie prawnym. Chodzi tu zwłaszcza o miarkowanie sankcji kredytu darmowego, czyli o mechanizm pozwalający na uczynienie sankcji proporcjonalną do skali naruszenia, którego dopuścił się bank. Z punktu widzenia sektora kluczowe jest teraz utrzymywanie jak najlepszych relacji ze stroną rządową, a jawne wystąpienie przeciwko eliminacji WIBORu zdecydowanie nie wpisuje się w tę strategię.
Co ostatecznie stało się z ambitnym planem części środowiska bankowego? Jak dowiadujemy się z artykułu, plan utknął. Nie udało się zorganizować oficjalnego spotkania z przedstawicielami Narodowego Banku Polskiego, na którym przedstawiono by całą koncepcję w sposób niegenerujący oskarżeń o niedozwolony lobbing.
Money.pl zwrócił się do NBP o komentarz w sprawie. Z odpowiedzi wynika, że kwestia przejęcia roli administratora wskaźnika WIBOR nie była przedmiotem analiz i formalnych rozważań po stronie NBP.
PODSUMOWANIE:
Reforma wskaźników referencyjnych jest już na bardzo zaawansowanym etapie, a sektor bankowy wciąż nie może się zdecydować, jakie jest jego stanowisko w sprawie eliminacji WIBORu z rynku. Niespójne są publiczne wypowiedzi bankowców: z podobną częstotliwością mówią o transparentności i niepodważalności WIBORu, co o potencjalnych kosztach materializacji ryzyka prawnego związanego ze stawką.
Brak konsekwencji można dostrzec nawet w statystykach, które powinny być bezsporne. ZBP podaje, że w sprawie WIBORu nie zapadł ani jeden prokonsumencki prawomocny wyrok, tymczasem kilka tygodni temu media rozpisywały się o prawomocnej sprawie z Rybnika, w której przedmiotem sporu była pożyczka hipoteczna ze zmiennym oprocentowaniem. Wygląda więc na to, że tworzone w sektorze statystyki powstają w oparciu o ściśle wyselekcjonowane dane, obmierzone na określony, korzystny dla banków rezultat.
W efekcie otrzymujemy skrajnie różne narracje: z jednej strony WIBOR jest bezpieczny, do tego stopnia, że w kuluarach część środowiska bankowego dąży do jego uratowania i przeniesienia pod administrację NBP. Z drugiej jednak WIBOR może sektor zrujnować, co pokazuje raport stworzony w Instytucie Sobieskiego. Mówi się, że prawda zwykle leży pośrodku – i można odnieść wrażenie, że tym razem jest podobnie.
Sam WIBOR nie przyniesie bankom zagłady. Sednem sprawy jest to, jak banki realizowały swoje obowiązki informacyjne, związane z ryzykiem zmiennego oprocentowania. Banki konsekwentnie milczą o tej części wyroku w sprawie C-471/24, która odnosi się do wspomnianego zagadnienia, co prowadzi do wniosku, że to właśnie ta pomijana kwestia adresuje faktyczny problem, z którym mierzy się dziś sektor. I którego nie da się wyeliminować żadną reformą.




