Frankowicze i Wiborowicze: banki w kuluarach już to wiedzą. Rok 2026 może przynieść prawdziwe „tsunami”

Rok 2026 może okazać się przełomowy dla ochrony polskiego konsumenta przed abuzywnymi praktykami stosowanymi przez banki i inne instytucje finansowe. I nie piszemy tylko w kontekście frankowiczów, którzy już 22 stycznia usłyszą kolejne niezwykle istotne orzeczenie TSUE. Na zmianę kursu orzeczniczego krajowych sądów liczą przecież złotówkowicze, którzy walczą z bankami o eliminację klauzul zmiennego oprocentowania z umów kredytów hipotecznych. Czy mają szansę, by dopiąć swego? Ważną wskazówkę w tej sprawie otrzymają już 12 lutego – to właśnie na ten dzień zaplanowane jest wydanie wyroku Trybunału w sprawie C-471/24, w której pozwanym jest największy bank w Polsce. Choć bankowcy przekonują w mediach, że roszczenia złotówkowiczów są skazane na klęskę, to w kuluarach nie są już tak pewni swego. Na wydarzeniach organizowanych przez sektor można usłyszeć, że rok 2026 przyniesie bankom falę niekorzystnych wyroków, i są to opinie dotyczące tego, co może się stać z umowami opartymi o wskaźnik WIBOR. Czy banki są przygotowane na to, by prowadzić z konsumentami otwartą wojnę na dwóch szerokich frontach?
Z tekstu dowiesz się:

  • Jakie perspektywy rysują się przed kredytobiorcami frankowymi i złotowymi na najbliższe miesiące
  • Które wyroki TSUE, odnoszące się do spraw przeciwko bankom, mogą okazać się przełomowe dla polskiego klienta rynku finansowego
  • Jaki błąd banków, masowo popełniany w minionych latach, może skutkować kolejnymi wielomiliardowymi transferami pieniężnymi skierowanymi w stronę frankowiczów
  • Dlaczego medialna narracja banków na temat klauzul zmiennego oprocentowania nie współgra z nastrojami panującymi w sektorze przed wyrokiem w sprawie C-471/24
  • Dlaczego potencjalny brak możliwości kwestionowania samego WIBORu nie stanowi żadnej przeszkody do skutecznego podważania hipotek złotowych w sądach.

Przed frankowiczami gorący tydzień: TSUE oceni, czy bank może skutecznie wezwać konsumenta do zwrotu kapitału, twierdząc jednocześnie, że umowa jest ważna

Nie da się ukryć, że banki mają za sobą naprawdę niezłe półrocze – i nie chodzi tylko o gigantyczne zyski generowane przez wciąż wysoko oprocentowane hipoteki złotowe. Po wyroku TSUE z 19 czerwca 2025 roku (C-396/24) sektorowi udało się skutecznie przeforsować fałszywą narrację w kwestii możliwości powrotu teorii salda do krajowego orzecznictwa, ze skutkiem w postaci odebrania kredytobiorcy należnych mu odsetek ustawowych za opóźnienie. Choć po wspomnianym wyroku teoria salda nie wyparła w sposób oficjalny rozliczeń zgodnych z teorią dwóch kondykcji, eksperci prawni potwierdzają, że część sędziów, zachęcona dominującą w mediach interpretacją stanowiska TSUE, zaczęła rozliczać strony nieważnej umowy, poddając wzajemne wierzytelności kompensacie. Tendencja ta jest najbardziej widoczna w Sądzie Apelacyjnym we Wrocławiu, ale trzeba zaznaczyć, że znajduje zwolenników również w warszawskim Wydziale Frankowym, który do tej pory był znany z prokonsumenckiego orzecznictwa, zgodnego z linią TSUE.

Wygląda jednak na to, że banki nie zajadą daleko na swoim medialnym kłamstwie: już w czwartek 22 stycznia 2026 roku Trybunał Sprawiedliwości UE po raz kolejny zanurzy się w absurdalny świat frankowych umów i odpowie na aż 5 pytań prejudycjalnych, nadesłanych przez Sąd Okręgowy w Warszawie. Unijni sędziowie ustosunkują się między innymi do kwestii tego, czy bank, w sprawie o zwrot świadczenia wytoczonej przez konsumenta, może skutecznie skorzystać z zarzutu potrącenia, dokonując w ten sposób kompensaty wzajemnych roszczeń (przy założeniu, że roszczenie banku dotyczy zwrotu kapitału kredytu). Co istotne, sąd odsyłający doprecyzowuje tę kwestię w pytaniu drugim, prosząc TSUE o zajęcie stanowiska w zakresie tego, czy bank może traktować potrącenie jako zarzut ewentualny, twierdząc w procesie, że umowa, którą zawarł z konsumentem jest ważna i wolna od zapisów o charakterze nieuczciwym.

Dalej jest tylko ciekawiej. W pytaniu trzecim warszawski sąd pyta o to, czy należy traktować jako skuteczne wezwanie konsumenta przez bank do zwrotu kapitału kredytu, jeśli jednocześnie taki podmiot twierdzi, że umowa, na podstawie której ów kapitał został konsumentowi użyczony, jest ważna i pozbawiona klauzul abuzywnych. Sąd łączy fakt wezwania konsumenta do zapłaty z nadaniem wierzytelności banku statusu wymagalnej. Jak powinniśmy czytać tę kwestię?

Otóż jest ona dużo prostsza do odszyfrowania, niż może się to wydawać. Chodzi mianowicie o swego rodzaju „rozdwojenie jaźni”, które pełnomocnicy banków prezentują w swojej strategii procesowej. Bank w procesie z powództwa kredytobiorcy twierdzi, że pozew powinien zostać oddalony w całości, ponieważ umowa kredytowa nie zawiera postanowień o charakterze nieuczciwym. Równolegle, by zatrzymać bieg terminu przedawnienia swoich roszczeń, składa przeciwko kredytobiorcy kontrpozew, w którym domaga się zwrotu kapitału kredytu. Bank tym sposobem przeczy sam sobie, bo albo uważa, że umowa jest ważna (a w związku z tym powinna być dalej wykonywana, przez co zwrot kapitału kredytu mu się nie należy), albo że stosunek prawny łączący strony nie istnieje (a tylko wówczas roszczenie skierowane przeciwko konsumentowi należałoby uznać za zasadne).

Masowe przedawnienia bankowych roszczeń w sprawach frankowych są już tylko kwestią czasu?

Sytuacja, w której TSUE uznałby, że bank nie może pozywać konsumenta z ostrożności, byłaby niezwykle niebezpieczna dla sektora. W konsekwencji mogłoby się bowiem okazać, że pozew o zwrot kapitału nie spowodował, że roszczenie banku stało się wymagalne. Wbrew pozorom nie chodzi tylko o kwestię naliczania odsetek ustawowych za zwłokę w zwrocie tego kapitału, ale również o to, że składając pozew, bank nie doprowadził do przerwania biegu terminu przedawnienia swoich roszczeń.

W efekcie mielibyśmy do czynienia z zupełnie nową rzeczywistością, w której banki zaczęłyby mieć trudność w egzekwowaniu od konsumentów zwrotu kapitału. A od tego jest już krok do scenariusza, w którym frankowicze zyskują prawo nie tylko do „darmowych kredytów”, ale i do „darmowych mieszkań”. Cudzysłów jest tu nieprzypadkowy. Uważamy bowiem, że określenie „darmowy kredyt” nie oddaje w pełni charakteru sytuacji, w której znajduje się konsument po prawomocnym unieważnieniu swojej umowy. Wszak wiążąc się z bankiem abuzywną umową, poniósł wysokie koszty tej decyzji. Toksyczną relację kredytową frankowicz przypłacił ogromnym stresem i latami życia w niepewności, co często w sposób niezwykle negatywny przekładało się na relacje rodzinne i zawodowe.

Wracając jednak do wyroku, który zapadnie przed TSUE 22 stycznia 2026 roku, jakie mogą być jego skutki po stronie sektora bankowego? Przede wszystkim sektor zostanie zmuszony przez tę sytuację do dotworzenia gigantycznych, wielomiliardowych rezerw na ryzyka prawne. Nie będzie mieć znaczenia, że większość giełdowych banków zdążyła ze sporym zapasem pokryć odpisami wartość wciąż aktywnych hipotek frankowych. Nawet jeśli do sądu nie trafią kolejne pozwy pochodzące od posiadaczy spłaconych umów pseudowalutowych (co jest mało prawdopodobne), banki będą musiały liczyć się z tym, że w części spraw (i nie będzie to absolutny margines) po prostu nie odzyskają od kredytobiorcy ani złotówki, same zaś będą musiały oddać świadczenie nienależne wraz z odsetkami ustawowymi za opóźnienie.

Prezes ZBP szczerze o ryzykach prawnych sektora bankowego. Mówi o sytuacji bez precedensu w Europie

Niepokój sektora bankowego przebija się w najnowszych wypowiedziach medialnych jego przedstawicieli. 19 stycznia na portalu Business Insider ukazała się rozmowa z prezesem Związku Banków Polskich, Tadeuszem Białkiem, w której jednym z głównych tematów przewodnich były wyzwania stojące przed sektorem. Prezes Białek identyfikuje ryzyko prawne jako jedno z kluczowych wyzwań polskiej bankowości. Co więcej, dodał, że poziom ryzyka prawnego przekroczył już poziom ryzyka kredytowego, co w jego ocenie jest sytuacją bezprecedensową na skalę europejską. Co ciekawe, wystąpienie tego ryzyka w takiej skali prezes ZBP wiąże nie z abuzywnymi praktykami samych banków czy z niespełnieniem przez te instytucje obowiązków informacyjnych. Winą za ten stan rzeczy obarcza kancelarie odszkodowawcze, które, zdaniem prezesa „uczyniły sobie niezwykle dochodowy biznes z prób podważania umów kredytowych udając, że działają w interesie klienta”.

Przyznajemy, że dziwią nas takie wypowiedzi jednego z najbardziej rozpoznawalnych przedstawicieli sektora finansowego w Polsce. Skoro grupa podmiotów prywatnych, niedysponujących nie wiadomo jakim kapitałem i wpływami, jest w stanie doprowadzić do materializacji ryzyka prawnego wycenianego na ponad 100 miliardów złotych, świadczy to chyba nie najlepiej o poziomie procedur w sektorze bankowym. Trudno wyobrazić sobie sytuację, w której dobrze napisane, uczciwe i bezpieczne dla klientów umowy stają się przedmiotem masowych powództw, w dodatku takich, które skutkują wydaniem wyroków niekorzystnych dla kredytodawcy. A przecież z taką właśnie sytuacją mamy do czynienia w przypadku kredytów frankowych.

Interesująca wydaje nam się również zmiana narracji w odniesieniu do spłaconych hipotek powiązanych z kursem franka szwajcarskiego. Jeszcze niedawno bankowcy wprost zapierali się, że to ryzyko jest marginalne, ponieważ posiadacze spłaconych umów nie mają już powodu, by iść do sądu (wszak nie muszą już spłacać miesięcznych rat, a jeśli spłacili swoje kredyty wcześniej niż wynikałoby to z harmonogramu, to kwoty do odzyskania w sądzie również nie będą tak spektakularne jak u frankowiczów z aktywnymi zobowiązaniami).

Tymczasem w najnowszym wywiadzie prezes ZBP utyskuje na kancelarie generujące kolejne pozwy, dotyczące przede wszystkim spłaconych umów, co z kolei prowadzi banki do konieczności dowiązywania kolejnych rezerw. Z prognoz Narodowego Banku Polskiego wynika, że te mogą wynieść jeszcze ok. 20-30 mld zł.

Pozwy o WIBOR zdominują polskie sądy już w 2026 roku? W środowisku bankowców panuje niepokój

Sektor bankowy bardzo dba o to, by społeczność kredytobiorców złotowych wierzyła, że kwestionowanie zarówno samego wskaźnika WIBOR, jak i powiązanych z nim klauzul, jest skazane na kosztowną klęskę. Bankowcy starają się zachowywać nonszalancję, gdy dziennikarze pytają ich o nadchodzący wyrok TSUE w sprawie C-471/24. Przedstawiają sprawę krótko: WIBOR wynika z rozporządzenia BMR, a więc musi być transparentny i zgodny z prawem. Swoje wypowiedzi uzupełniają o zapewnienia, iż instytucje finansowe z niezwykłą dbałością wypełniały spoczywające na nich obowiązki informacyjne, także w odniesieniu do klauzul zmiennego oprocentowania.

Narrację tę odnajdziemy również we wspomnianym wywiadzie, udzielonym Business Insider przed prezesa ZBP. Oficjalnie prezes nie spodziewa się, by wyrok C-471/24 wywołał rewolucję, przypomina również, że pełnomocnik kredytobiorcy w sprawie toczącej się w Luksemburgu wycofał się z zarzutów kierowanych pod adresem samego wskaźnika WIBOR.

Można by wręcz odnieść wrażenie, że ewentualne potwierdzenie przez TSUE, iż sąd krajowy nie ma prawa poddawać kontroli stawki referencyjnej wynikającej z BMR, zamknie konsumentowi jakąkolwiek drogę do dochodzenia roszczeń. A tak przecież nie będzie, i bankowcy doskonale o tym wiedzą.

Swój przekaz bankowcy wzmacniają podaniem statystyk. Wskazują, że do tej pory sądy wydały ponad 150 prawomocnych orzeczeń w sprawach WIBORu, z czego żadne nie jest korzystne dla strony konsumenckiej. Gdy dziennikarze pytają przedstawicieli sektora o dwa prawomocne wyroki o sygnaturach I ACa 535/23 i XXIII Ga 763/24, w przypadku których to kredytobiorcy odnieśli zwycięstwo, ci próbują wskazywać, że w sprawach tych w ogóle nie chodziło o WIBOR.

Powstaje jednak pytanie, jak sektor bankowy tworzy statystyki, w oparciu o które publicznie twierdzi, iż jego przedstawiciele nie przegrali prawomocnie ani jednej sprawy dotyczącej WIBORu? Może banki wychodzą z założenia, że do statystyk należy wliczać wyłącznie te porażki, w których sąd zanegował samą transparentność stawki referencyjnej, a nie na przykład sposób informowania konsumenta o ryzyku zmiennej stopy oprocentowania?

Wkrótce i tak nie będzie to miało większego znaczenia, albowiem 12 lutego 2026 roku Trybunał Sprawiedliwości UE wyda pierwszy wyrok w sprawie umów opartych o wskaźnik WIBOR. Bankowcy już nawet nie łudzą się, że TSUE posłucha rad organów władzy publicznej i zablokuje możliwość badania klauzul zmiennego oprocentowania przez krajowe sądy. Świadczą o tym nastroje panujące na wewnętrznych wydarzeniach organizowanych przez sektor.

Z informacji przekazanych opinii publicznej przez Stowarzyszenie Stop Bankowemu Bezprawiu wynika, że w grudniu ubiegłego roku, podczas szkolenia organizowanego przez Instytut Szkoleń Prawa Bankowego, padło następujące stwierdzenie: „W 2026 roku czeka nas fala niekorzystnych rozstrzygnięć w sprawach sądowych”. Co istotne, szkolenie to było poświęcone wyzwaniom dla sektora bankowego w związku z odchodzeniem od wskaźnika WIBOR. Trudno więc łączyć te słowa z przegrywanymi przez banki postępowaniami frankowymi.

Coraz wyraźniej widoczny w sektorze defetyzm nie jest związany wyłącznie z prawdopodobnym wynikiem unijnej sprawy C-471/24, w której pozwanym jest PKO Bank Polski. Nie można zapominać, że w Trybunale zarejestrowano już kolejne sprawy, w których osią sporu są klauzule zmiennego oprocentowania i obowiązki informacyjne banku związane z tymi zapisami. Eksperci prawni reprezentujący stronę konsumencką już dawno przestali koncentrować się w swojej argumentacji na tym, czy WIBOR jest zgodny z prawem, czy nie. Obecnie kluczowym zagadnieniem jest to, czy banki należycie zaznajamiały swoich klientów z ryzykiem wynikającym z klauzuli zmiennego oprocentowania, tzn. czy robiły to w sposób rzetelny, jasny i zrozumiały, pozwalający konsumentowi na dokonanie samodzielnej oceny tego ryzyka i oszacowanie kosztów kredytu.

Na jednej unijnej sprawie wiborowej się nie skończy. W kolejce czekają następne pytania

Istnieje realna szansa, że wyrok w sprawie C-471/24 nie będzie jedynym, który zapadnie w tym roku w odniesieniu do klauzul „wiborowych”. Sporo namieszać może unijny wyrok w sprawie C-630/25, w której osią sporu jest umowa kredytowa zawarta przed 2018 rokiem, czyli przed wejściem w życie BMR. Pytania prejudycjalne wysłane do Luksemburga w tej konkretnej sprawie dotyczą zgodności z europejskimi przepisami sytuacji, w której wskaźnik referencyjny, użyty w umowie z konsumentem jako miernik wysokości oprocentowania, jest opracowywany na podstawie deklaracji banków i nie podlega zinstytucjonalizowanemu nadzorowi. Sąd odsyłający zainteresował się również tym, czy bank miał obowiązek poinformować konsumenta o sposobie opracowywania wskaźnika, z uwzględnieniem informacji dotyczącej tego, że nie jest on oparty o rzeczywiste transakcje.

Z perspektywy ryzyk w sektorze niezwykle znaczenie ma fakt, iż mimo niekorzystnego dla konsumentów orzecznictwa krajowych sądów, złotówkowicze nie przestają składać kolejnych pozwów o klauzule zmiennego oprocentowania. Co miesiąc do sądów wpływa po kilkaset nowych spraw, co samo w sobie stanowi dla banków gigantyczne zagrożenie. I nie chodzi nawet o to, że jakiś procent z tych postępowań mogą wygrać konsumenci. Największym problemem dla sektora będzie skierowanie do TSUE kolejnych pytań prejudycjalnych, poruszających coraz bardziej szczegółowe kwestie związane nie tylko ze sposobem wyznaczania WIBORu, ale i praktykami informacyjnymi panującymi w sektorze.

Bankowcy doskonale wiedzą, że kluczowym czynnikiem mającym wpływ na zmianę krajowego orzecznictwa w sprawach frankowych były orzeczenia TSUE. Na poważnie obawiają się powtórki z tego scenariusza w sprawie umów powiązanych z WIBORem. Wiedzą już, że kredytobiorcy wcale nie muszą udowadniać, iż WIBOR sam w sobie był niemiarodajny czy podatny na manipulacje. Wystarczy, że konsumenci dowiodą przed sądem, iż nie zostali należycie poinformowani przez bank o ryzyku zaszytym w umowie, by kredyty oparte o WIBOR zaczęły upadać jeden po drugim. A wtedy sektor będzie musiał utworzyć kolejne rezerwy, tym razem niezwiązane już z hipotekami w walutach obcych.

Nie chodzi tu o małe kwoty. Wg wstępnych wyliczeń eksperckich, ogólnokrajowy spór o klauzule zmiennego oprocentowania może być wart nawet 400 mld zł. Dla porównania, saga frankowa kosztowała sektor, przynajmniej do tej pory, ok. 100 mld zł, i właściwie jedynym powodem, dla którego żaden bank (może prócz Millennium) nie wpadł przez to w większe tarapaty, była drastyczna podwyżka stóp procentowych, rozpoczęta decyzjami RPP z października 2021 roku.

Ironia polega na tym, że decyzja (o podwyżce stóp), która uratowała sektor przed koniecznością wdrożenia działań naprawczych, być może nawet przed restrukturyzacjami, przełożyła się wprost na większą skłonność kredytobiorców złotowych do kwestionowania zapisów umownych, którym nikt wcześniej się szczególnie nie przyglądał. Materializacja ryzyka zaszytego w klauzulach zmiennego oprocentowania, tak jak przed laty materializacja ryzyka walutowego, spowodowała, że do sądów ruszyła armia konsumentów, czego bezpośrednim następstwem są postępowania toczące się w tej chwili przed Trybunałem Sprawiedliwości UE.

Wynik tych postępowań zdecyduje nie tylko o przyszłym kształcie relacji banków z polskimi konsumentami, ale również o szansach całego sektora na dynamiczny rozwój w nadchodzących kilku latach.

PODSUMOWANIE:

Sektor bankowy przedstawia społeczeństwu problematykę spraw „o WIBOR” w dość pokrętny sposób. Z przekazu bankowców wynika, że spory dotyczące hipotek złotowych generują ryzyko przede wszystkim po stronie konsumenta, który w obliczu przegranej będzie musiał zapłacić wysokie koszty sądowe. Tymczasem więcej do stracenia w tej wojnie mają same banki, które – jeśli linia orzecznicza skręci w prokonsumencką stronę – będą musiały zacząć odkładać środki na ryzyka prawne nowej grupy postępowań. Postępowań, których już w tej chwili jest w sądach kilka tysięcy, i których wynik zależeć będzie w dużej mierze od wyroku TSUE z 12 lutego 2026 roku.

Równolegle banki wciąż muszą liczyć się z ryzykami generowanymi przez hipoteki frankowe, te aktywne i te w całości wykonane. Pojawiają się w związku z tym nowe zagrożenia – w wyroku, którego wydanie zaplanowano na 22 stycznia 2026 roku, Trybunał Sprawiedliwości UE może przecież uznać, że wezwanie kredytobiorcy do zwrotu kapitału nie czyni wierzytelności banku wymagalną, gdy ten sam bank, w procesie wytoczonym przez kredytobiorcę, upiera się, że umowa łącząca strony jest ważna i nie zawiera klauzul abuzywnych. Korzystny dla konsumentów wyrok w sprawie C-902/24 może wprowadzić nowe porządki w sądowych rozliczeniach frankowiczów z bankami. Problemem nie będą już „darmowe kredyty”, a niemożność wyegzekwowania przez bank zwrotu użyczonego klientowi kapitału, ze względu na przedawnienie.

Jeśli ten scenariusz się zmaterializuje, to prócz 20-30 mld zł na ryzyka spłaconych hipotek we franku szwajcarskim, banki będą musiały odłożyć kolejne kilkadziesiąt miliardów na pokrycie ryzyka wynikającego ze zmian w orzecznictwie. Tym samym jakiekolwiek szanse na to, że sektor w bieżącym roku zakończy księgowanie odpisów na franki, odejdą w zapomnienie.

Dziękujemy za lekturę.
Publikujemy najważniejsze i aktualne informacje dla kredytobiorców:
WIBOR, raty, wyroki sądów i praktyczne wskazówki.

Bądź na bieżąco — obserwuj FrankNews:

 

FrankNews
FrankNews
FrankNews.pl to portal informacyjny poświęcony tematyce rynku kredytowego oraz sporów konsumentów z bankami. Redakcja serwisu od 2014 roku śledzi rozwój orzecznictwa sądowego, zmiany w przepisach prawa oraz zjawiska wpływające na sytuację kredytobiorców w Polsce. Doświadczenia zebrane przy tworzeniu materiałów publikowanych wcześniej w mediach i portalach internetowych stały się podstawą do uruchomienia w 2020 roku serwisu FrankNews.pl — miejsca, w którym informacje dotyczące tej tematyki są gromadzone i prezentowane w formie bieżących wiadomości oraz analiz. Materiały publikowane na FrankNews.pl nie stanowią porady prawnej ani finansowej. Treści odzwierciedlają stanowisko ich autorów i służą przedstawieniu faktów, orzeczeń oraz kontekstu opisywanych wydarzeń. Materiały zamieszczone w serwisie Franknews.pl nie są substytutem dla profesjonalnych porad prawnych. Franknews.pl nie poleca ani nie popiera żadnych konkretnych procedur, opinii lub innych informacji zawartych w serwisie. Zamieszczone materiały są subiektywnymi wypowiedziami autorów.

Related Articles

Najnowsze