Kosmiczny rachunek za nieuczciwe umowy polskich banków. Kolejka „naciągniętych” wracających po swoje rośnie

Po dekadzie sporu frankowiczów z bankami śmiało możemy powiedzieć, że największe bitwy w tej wojnie już się odbyły. Kredytobiorcy nie tylko przekonali sądy, że ich umowy zasługują na unieważnienie. Odparli też pretensje banków o wynagrodzenie za korzystanie z kapitału i waloryzację, a dodatkowo zyskali prokonsumenckie stanowisko TSUE w kwestii naliczania odsetek ustawowych za opóźnienie i terminów przedawnienia. Do tej pory saga frankowa kosztowała banki ok. 102 mld zł, czyli więcej, niż jeszcze w 2021 roku zakładał najbardziej prawdopodobny scenariusz KNF. Już dziś wiadomo, że na tej kwocie się nie skończy: z wyliczeń NBP wynika, że banki będą potrzebować 20, być może nawet 30 mld zł na pokrycie ryzyka związanego ze spłaconymi umowami. Część środowiska dziennikarskiego przedstawia ten finansowy transfer w świetle, w którym to frankowicze, a nie banki, wychodzą na tych „złych”. Czy sądowa walka z bankiem do ostatniej złotówki rzeczywiście jest, z perspektywy reszty społeczeństwa, zjawiskiem negatywnym? A może tak chcą nam wmówić banki i redakcje, które patrzą na sektor przez pryzmat wpływów z reklam?

Z tekstu dowiesz się:

  • Na jakim etapie rozwiązywania frankowego problemu jest obecnie sektor bankowy i jakich wydatków powinien się jeszcze spodziewać
  • Co już wkrótce może się zmienić w rozliczeniach banku z kredytobiorcą i jak to wpływa na medialną narrację sektora bankowego
  • Jakie nastroje próbują kreować w społeczeństwie redakcje serwisów ekonomicznych, poprzez teksty poświęcone „sadze frankowej”
  • Czy frankowicz, który zamiast ugody wybiera proces, powinien się czuć winny wobec reszty społeczeństwa.

Rezerwy frankowe banków przekroczyły już 100 miliardów złotych. Liderem jest PKO Bank Polski

Styczeń 2026 roku przyniósł kolejną medialną ofensywę banków, skierowaną przeciwko społeczności frankowej i kancelariom, które specjalizują się w reprezentowaniu interesów konsumenckich w sądach. W pewnym sensie rozczula nas to, jak redakcje dużych serwisów poświęconych tematyce finansowej i ekonomicznej niemal dzień po dniu publikują bliźniaczo podobne do siebie artykuły, epatujące tymi samymi danymi i przede wszystkim zawierające zbliżone wnioski. Teraz jesteśmy właśnie w takim momencie.

Mainstreamowe media po raz kolejny biorą pod lupę sprawy frankowe, jednak od wyjątkowo delikatnej strony. Dziennikarzy nie interesuje, co dzieje się z ustawą frankową, jak banki podchodzą do aktualizacji swoich programów ugodowych i co robią, by sprawy sądowe kończyły się szybciej. Zamiast tego dziennikarze sprawdzają, ile pieniędzy trafiło już do kieszeni frankowiczów, i ile jeszcze może trafić, zakładając, że do sądów ruszą kolejni chętni.

Kwoty rzeczywiście robią wrażenie. Z danych zebranych z raportów giełdowych banków wynika bowiem, że dotychczasowe frankowe rezerwy na ryzyka prawne wynoszą 102 mld zł. Najpotężniejsze rezerwy zgromadził oczywiście PKO Bank Polski, który wpuścił na rynek najwięcej hipotek powiązanych z kursem CHF – łączna kwota odpisów szacowana jest na 22,5 mld zł. Niewiele gorzej wypada mBank, który do końca III kwartału 2025 roku zdołał odłożyć na frankowe ryzyka prawne kwotę 18,4 mld zł. Podium zamyka Millennium Bank z kwotą 12,1 mld zł, a dalej uplasował się Santander z łącznymi rezerwami na poziomie 10,2 mld zł.

Na 102 miliardach zł się nie skończy. Banki muszą dotworzyć kolejne rezerwy na pozwy od ex-frankowiczów

Tylko w dwóch dużych giełdowych bankach rezerwy frankowe utworzone w III kwartale 2025 roku były wyższe niż te zaksięgowane w analogicznym okresie 2024 roku. Są to PKO Bank Polski (1,15 mld zł rezerw w III kw. 2025 roku vs. 994 mln zł w III kw. 2024 roku) oraz Santander Bank (168,5 mln zł w III kw. 2025 roku vs. 85,7 mln zł w III kw. 2024 roku). Spektakularny „zjazd” wartości kwartalnych odpisów zaraportował mBank, który jeszcze w III kwartale 2024 roku odłożył na franki blisko 971 mln zł, podczas gdy rok później zaksięgował na ten sam cel „zaledwie” 455 mln zł.

Moment, w którym rezerwy frankowe sektora przekroczyły poziom 100 mld zł, jest w pewnym sensie symboliczny. Dlaczego? Ponieważ konflikt frankowiczów z bankami wciąż trwa, a już teraz koszt ryzyka prawnego jest wyższy niż wskazywały wyliczenia Komisji Nadzoru Finansowego, pochodzące z 2021 roku. Tymi prognozami posługiwał się jesienią 2022 roku przewodniczący KNF, Jacek Jastrzębski, który, korzystając z przysługujących mu uprawnień, dołączył do toczącego się wówczas przed TSUE postępowania w sprawie C-520/21.

To wtedy media podały, że scenariusz, w którym wszystkie umowy frankowe zostaną uznane za nieważne, przy zachowaniu przez banki prawa do zwrotu kapitału, ale bez możliwości dochodzenia od konsumentów wynagrodzenia za bezumowne korzystanie z użyczonych im środków, będzie kosztował sektor 101,5 mld zł. A przecież wciąż jest spora grupa kredytobiorców uprawnionych do pozwu. Wg doniesień portalu xyz.pl może chodzić o 227,1 tys. umów, spośród których 86 proc. to kontrakty spłacone.

O największym poziomie niezmaterializowanego ryzyka prawnego możemy mówić w przypadku PKO Banku Polskiego (ponad 80 tys. umów, spośród których 71 tys. już spłacono). Na podium znalazły się również Santander i Millennium Bank, w przypadku których mowa o ponad 40 tys. zagrożonych hipotek, spośród których większość jest już spłacona. Z doniesień NBP wynika, że pozwy pochodzące od ex-frankowiczów mogą kosztować sektor od 20 do 30 mld zł, ale naszym zdaniem są to prognozy mocno niedoszacowane.

Frankowicze ze spłaconymi umowami mają dobre powody, by pójść do sądu w 2026 roku

Bankowcy optymistycznie zakładają, że na pozew po wykonaniu umowy zdecyduje się niewielka grupa byłych kredytobiorców. Tymczasem od kilku kwartałów większość nowo składanych powództw dotyczy właśnie już zamkniętych kontraktów. Dlaczego ex-frankowicze dopiero teraz, nierzadko po kilku latach od całkowitej spłaty kredytu, decydują się na złożenie pozwu? Naszym zdaniem czynników może być kilka:

  • świadomość jednolitej linii orzeczniczej (z najnowszych danych wynika, że frankowicze wygrywają 97 proc. postępowań)
  • perspektywa otrzymania odsetek ustawowych za opóźnienie, liczonych od momentu wezwania banku do zapłaty
  • brak przedawnienia roszczenia, nawet gdy kredyt został spłacony w całości kilka lat temu (bieg terminu przedawnienia startuje dopiero w momencie, w którym konsument pozyskał wiedzę o abuzywnej naturze swojego kredytu)
  • medialne doniesienia o przypadkach nieskładania przez banki apelacji od niekorzystnych wyroków.

Naszym zdaniem dodatkową kwestią mającą wpływ na decyzję ex-frankowicza o złożeniu pozwu jest niepewna sytuacja ekonomiczna i geopolityczna. Nie jest tajemnicą, że w wielu sektorach gospodarki następują masowe zwolnienia, także w branżach znanych do tej pory z wysokich i pewnych zarobków. Ktoś, kto do niedawna odsuwał od siebie myśl o pozwie z uwagi na stabilną sytuację zawodową, wskutek utraty pracy lub w obliczu niepewności jutra może zapragnąć odzyskać od banku „zamrożone” pieniądze. Zwłaszcza jeśli od tych środków są naliczane odsetki ustawowe za opóźnienie, stanowiące dodatkową zachętę do działania.

Sektor bankowy podważa etykę działania kancelarii frankowych. Prawnicy „generują” pozwy z powietrza?

Odsetki nie są jedynym czynnikiem nieuwzględnianym przez ekspertów, starających się obliczyć ostateczny koszt sagi frankowej. Bardzo mało mówi się o ryzyku przedawnienia roszczeń banku dot. zwrotu kapitału, które, w naszej ocenie, może mieć bardzo duży wpływ na ostateczną wysokość ponoszonych przez sektor kosztów prawnych. Nie jest tajemnicą, że banki nie śpieszyły się ze składaniem swoich roszczeń przeciwko frankowiczom, wychodząc przy tym z założenia, że bieg terminu przedawnienia tych roszczeń nie może wystartować przed uznaniem przez sąd, iż umowa jest nieważna. W części przypadków banki upomniały się o zwrot kapitału w ponad 3 lata od otrzymania od klienta wezwania do zapłaty, co samo w sobie stawia pod znakiem zapytania prawo przedsiębiorcy do wyegzekwowania takiej wierzytelności.

Banki mają pełną świadomość tego ryzyka, dlatego dostosowują swoją narrację do aktualnych warunków. Wyrazem tego jest wywiad z prezesem ZBP, opublikowany 19 stycznia 2026 roku na portalu Business Insider. Tadeusz Białek, poruszając temat spraw sądowych przeciwko bankom, kilkukrotnie powraca do wątku kancelarii (reprezentujących klientów sektora), które, w jego ocenie, dążą „wyłącznie do maksymalizacji zysków” pod przykrywką ochrony konsumenta, „uczyniły sobie niezwykle dochodowy biznes z prób podważania umów kredytowych udając, że działają w interesie klienta ”, a dodatkowo, w odniesieniu do sporów o WIBOR, „starają się wykreować nowy problem prawny poprzez podgrzewanie nastrojów konsumentów”.

Prezes Związku Banków Polskich zarzuca ponadto podmiotom wyspecjalizowanym w świadczeniu pomocy prawnej na rzecz kredytobiorców nadużywanie systemu klauzul abuzywnych. Według jego narracji kancelarie te „generują” nowe pozwy, jak również podejmują próby wykorzystywania wymiaru sprawiedliwości do kierowania kolejnych pytań prejudycjalnych do TSUE.

Biorąc na poważnie słowa prezesa Białka, można by wręcz dojść do wniosku, że kancelarie odszkodowawcze mają obecnie większe wpływy niż banki. Wszak sterują już nie tylko władzą sądowniczą w kraju, ale i tym, co dzieje się przed Trybunałem Sprawiedliwości UE. Jak bowiem inaczej tłumaczyć to, że ilekroć unijni sędziowie pochylają się nad zagadnieniami związanymi z kredytami we franku szwajcarskim, kończy się to wypuszczeniem kolejnego, niekorzystnego dla sektora, wyroku?

Inżynieria społeczna w służbie sektorowi bankowemu, czyli jak przekonać Polaków, że chodzenie do sądu to wstyd

Analiza wypowiedzi wpływowych bankowców prowadzi nas do oczywistej konkluzji. Sektor wie, że w przypadku wojny z frankowiczami popełnił szereg zasadniczych błędów, których nie da się już w żaden sposób naprawić. Nie chodzi tylko o samo wprowadzenie tych umów do obrotu prawnego, ale także o to, jak banki zachowywały się, gdy kredytobiorcy zaczęli protestować przeciwko klauzulom przeliczeniowym.

Banki storpedowały inicjatywę polityków dotyczącą ustawy frankowej, sprzeciwiły się konwersji umów z CHF na PLN, następnie, po pierwszych negatywnych wyrokach TSUE nie zaproponowały kredytobiorcom sensownego programu ugodowego. Zwieńczeniem tej serii błędnych decyzji jest nonszalancja, z jaką banki podeszły do zabezpieczenia swoich interesów poprzez odpowiednio wczesne wezwanie kredytobiorcy do zwrotu kapitału (lub na drodze potrącenia).

Przedstawiciele sektora wiedzą, że nie mają szans na wygraną przed TSUE i przed krajowymi sądami, a wszelkie drobne sukcesy, takie jak przeforsowanie kłamliwej narracji po wyroku Trybunału z 19 czerwca ur. (w sprawie Lubreczlik), nie odwrócą generalnego trendu. W związku z powyższym bankom pozostała już tylko… inżynieria społeczna. Prościej rzecz ujmując, banki koncentrują się obecnie na socjotechnice, wymierzonej w następujące grupy:

  • frankowiczów – którzy mają uwierzyć, że ich roszczenia odsetkowe są wyrazem chciwości i nie mają nic wspólnego ze sprawiedliwością społeczną
  • złotówkowiczów – którym wpaja się, że nie powinni wierzyć kancelariom prawnym (z uwagi na rzekomy brak etyki) i od których oczekuje się, że dołączą do chóru krytyków społeczności frankowej
  • pozostałych klientów sektora bankowego – przekonywanych przez ów sektor, że każdy, kto próbuje kwestionować umowę w sądzie, jest nieuczciwy zarówno wobec kredytodawcy, jak i wobec społeczeństwa, które będzie musiało „złożyć się” na wygenerowane w ten sposób koszty ryzyka prawnego.

Jest to strategia relatywnie tania i genialna w swojej prostocie, ponieważ stanowi odpowiedź nie tylko na problemy dnia dzisiejszego (pozwy od ex-frankowiczów), ale i na te, które mogą wystąpić w przyszłości (kwestionowanie zapisów umownych dotyczących innych produktów bankowych). Bankowcy liczą, że forsowany w mediach pogląd trafi zarówno do tych kredytobiorców frankowych, którzy już złożyli swoje sprawy do sądu, jak i do tych, którzy wciąż się wahają. Pierwszych medialna nagonka ma zachęcić do zawarcia ugody, w sądzie lub poza nim (najlepiej bez informowania o tym pełnomocnika prawnego, który, wg narracji sektora, dba jedynie o interes swojej kancelarii), drugich do rezygnacji z roszczeń w imię społecznej odpowiedzialności.

Szkoda tylko, że banki nie wykazały się społeczną odpowiedzialnością w latach 2006-2008, gdy przy rekordowo niskim kursie franka, na masową skalę proponowały kredyty w obcej walucie osobom zarabiającym w złotówkach.

Czy frankowicze rzeczywiście powinni wstydzić się swojej walki z bankami?

Nagonka na kredytobiorców frankowych trwa od wielu lat, ale jeszcze nigdy nie była realizowana w tak profesjonalny i zarazem kompleksowy sposób. Obecnie kredytobiorcy są adresatami wyjątkowo nieprzyjemnych aluzji i przytyków, już nie tylko ze strony sektora bankowego i sympatyzujących z nim dziennikarzy, ale również kierowanych przez przedstawicieli strony rządowej. Nie dalej jak kilka tygodni temu pełnomocniczka ministra sprawiedliwości ds. ochrony praw konsumenta, dr. Wiewiórowska-Domagalska, sugerowała w mediach, że kredytobiorcy traktują wymiar sprawiedliwości jak lokatę, dodatkowo podawała błędne informacje dotyczące korzyści odsetkowych uzyskiwanych przez kredytobiorców w wyniku przewlekłości postępowania.

Pozycja frankowiczów w sądach istotnie jest bardzo dobra – zarówno przez wzgląd na jednolite orzecznictwo, jak i dominującą zasadę, wg której nieważne umowy powinny być rozliczane zgodnie z teorią dwóch kondykcji. Jednak czy jest winą kredytobiorców, że sprawy frankowe potoczyły się właśnie w taki sposób, czyli skrajnie niekorzystnie dla banków? Naszym zdaniem trudno zwalać winę za ten stan rzeczy na stronę konsumencką, która – w zestawieniu z sektorem bankowym i przedstawicielami władzy publicznej – dysponuje zdecydowanie najmniejszą wiedzą prawną.

Kredytobiorcy szli do sądów z nadzieją na unieważnienie abuzywnych umów. Nie myśleli wówczas o odsetkach ustawowych za opóźnienie ani o możliwym przedawnieniu roszczeń banków. Wielu z nich latami podejmowało próby polubownego dogadania się z kredytodawcą. W odpowiedzi dostawali kuriozalne oferty, nieprzystające do panującego orzecznictwa. Dodatkowo banki latami komplikowały postępowania, korzystając przy tym z każdego środka procesowego, który oddaliłby wyrok w czasie. Składały apelacje, chociaż wiedziały, że szanse na oddalenie powództwa kredytobiorcy są bliskie zeru. Powstaje pytanie, dlaczego konsument, który doświadczył ze strony przedsiębiorcy tych wszystkich nieprzyjemności, ma teraz wstydzić się wygranej i tego, że w jej wyniku, zupełnie zgodnie z prawem, otrzymuje dostęp do wielotysięcznej korzyści?

Zadajmy sobie również pytanie, co zrobiłyby banki, gdyby frankowicze rzeczywiście unieśli się honorem i zrezygnowali z przysługujących im odsetek za opóźnienie, jak również z podnoszenia w sądzie zarzutu przedawnienia. Czy banki okazałyby wdzięczność polskiemu społeczeństwu i zaczęły proponować tańsze, prostsze i bezpieczniejsze umowy? Oczywiście, że nie. Wręcz przeciwnie. Utwierdziłyby się w przekonaniu, że Polakom można proponować abuzywne produkty, a gdy ryzyko się zmaterializuje, wystarczy tylko zainwestować w odpowiednią dawkę propagandy w środkach masowego przekazu.

Oczywiście frankowicze mogą mieć żal do środowiska dziennikarskiego za to, że nie bierze kredytobiorców w obronę, a zamiast tego stawia sektor bankowy w roli ofiary systemu prawnego. Takim osobom możemy dać tylko jedną radę, mianowicie, by przestały romantyzować media. Tzw. misyjność dziennikarstwa przegrywa w starciu z brutalnymi realiami medialnych korporacji. Krótko mówiąc, karty rozdaje ten, kto płaci za reklamę.

W 2024 roku sektor bankowy wydał na reklamę ok. 373,5 mln zł, a cała branża finansowa aż 787 mln zł. Z tego 36,9 proc. przeznaczono na marketing w Internecie. Nie są to środki, obok których można przejść obojętnie, zwłaszcza w czasach, w których potencjalny czytelnik trzy razy zastanawia się nad zakupem kolejnej subskrypcji. Warto mieć to na uwadze, ilekroć duży portal branżowy publikuje kontrowersyjny nagłówek, przypisując nieczyste motywy frankowiczom lub reprezentującym ich kancelariom.

PODSUMOWANIE:

Medialna nagonka na frankowiczów jest wyrazem bezsilności sektora bankowego, który nie dysponuje argumentami dającymi się przekuć na wygraną w sądach. Bankowcy doskonale wiedzą, że nie stać ich na rezygnację z antyfrankowej propagandy – odpowiednio zrealizowana kampania oparta o manipulacje i przeinaczenia ma szansę zmienić tendencje wśród części kredytobiorców. Jeśli pod wpływem serii negatywnych artykułów w opiniotwórczych mediach niektórzy frankowicze nabiorą wątpliwości co do rzeczywistych motywacji swoich pełnomocników prawnych i zaczną rozmawiać z bankami o ugodzie, będzie to ogromny sukces sektora bankowego.

Każdy przypadek wpłynięcia na decyzję kredytobiorcy co do rezygnacji z pozwu generuje po stronie banku korzyść wycenianą na dziesiątki tysięcy (często nawet setki tysięcy) złotych. Regularne inwestowanie środków w akcje dezinformacyjne i inżynierię społeczną jest więc dla banków niezwykle opłacalne, gdyż pozwala skłonić niektóre grupy klientów do określonych zachowań, bez potrzeby wywierania nacisków na instytucje publiczne.

FrankNews
FrankNews
FrankNews.pl to portal informacyjny poświęcony tematyce rynku kredytowego oraz sporów konsumentów z bankami. Redakcja serwisu od 2014 roku śledzi rozwój orzecznictwa sądowego, zmiany w przepisach prawa oraz zjawiska wpływające na sytuację kredytobiorców w Polsce. Doświadczenia zebrane przy tworzeniu materiałów publikowanych wcześniej w mediach i portalach internetowych stały się podstawą do uruchomienia w 2020 roku serwisu FrankNews.pl — miejsca, w którym informacje dotyczące tej tematyki są gromadzone i prezentowane w formie bieżących wiadomości oraz analiz. Materiały publikowane na FrankNews.pl nie stanowią porady prawnej ani finansowej. Treści odzwierciedlają stanowisko ich autorów i służą przedstawieniu faktów, orzeczeń oraz kontekstu opisywanych wydarzeń. Materiały zamieszczone w serwisie Franknews.pl nie są substytutem dla profesjonalnych porad prawnych. Franknews.pl nie poleca ani nie popiera żadnych konkretnych procedur, opinii lub innych informacji zawartych w serwisie. Zamieszczone materiały są subiektywnymi wypowiedziami autorów.

Related Articles

Najnowsze