Kilka miesięcy temu informowaliśmy o dość nieoczekiwanym zakończeniu unijnego postępowania o sygnaturze C-566/24, w którym pytania prejudycjalne zostały zadane przez Sąd Rejonowy dla Łodzi-Śródmieścia. Postępowanie, którego osią była sankcja kredytu darmowego, zostało umorzone na skutek uznania powództwa przez pozwaną spółkę, Santander Bank Polska. Tym samym polscy konsumenci nie poznali stanowiska TSUE w sprawie aż siedmiu istotnych zagadnień, odnoszących się do problematyki SKD. Banki odetchnęły z ulgą, ale ich radość może się okazać przedwczesna. Łódzki sędzia, któremu Trybunał nie odpowiedział na pytania, nie odpuszcza i domaga się reasumpcji postępowania. Może to być pierwszy przypadek jawnego sprzeciwu sędziego wobec decyzji unijnego Trybunału o umorzeniu postępowania na skutek uznania roszczeń strony powodowej. Jeżeli nieustępliwość sędziego przyniesie oczekiwany efekt, to dotychczasowa strategia banków, polegająca na jednostkowym uznawaniu powództw tam, gdzie się to akurat opłaca, może stracić swój sens. Czy jeszcze w tym roku możemy się spodziewać przełomu w sprawach o SKD?
Z tekstu dowiesz się:
- Czego dotyczyła sprawa C-566/24 i dlaczego pozwanemu bankowi bardziej opłacało się uznać roszczenie niż czekać na unijne orzeczenie
- Dlaczego uznanie powództwa w sprawie krajowej powoduje zwykle umorzenie postępowania toczącego się przed Trybunałem
- Jakich argumenty używają banki na obronę swojej dotychczasowej strategii w sprawach, które trafiły do Luksemburga
- Co wiemy na temat sankcji zawartych w nowej ustawie o kredycie konsumenckim, projektowanej w Ministerstwie Sprawiedliwości.
Pytania prejudycjalne ze sprawy C-566/24 mają szansę powrócić na unijną wokandę? Tego domaga się sędzia, który jest ich autorem
23 tysiące spraw sądowych w toku, ponad 104 tys. złożonych w bankach reklamacji, ponad 11 nowych powództw w samym tylko I półroczu 2026 roku – to wyrażone twardymi danymi podsumowanie sporów toczących się przeciwko bankom o sankcję kredytu darmowego. A mowa tylko o „arenie” krajowej: bierzmy pod uwagę, że rosnąca liczba spraw polskich przekłada się także na coraz to nowe wnioski prejudycjalne wysyłane do Trybunału Sprawiedliwości UE. Pierwsze pytania o SKD sądy krajowe zadały TSUE jeszcze w 2023 roku. Łącznie do TSUE wpłynęło co najmniej kilkanaście zestawów pytań o tę sankcję, a także o obowiązki informacyjne banku w świetle dyrektywy 2008/48/WE. Do tej pory doczekaliśmy się jednak tylko dwóch wyroków Trybunału (C-472/23 z lutego 2025 roku i C-744/24 z kwietnia 2026 roku) oraz opinii Rzecznika Generalnego w sprawie C-831/24 (Machski).
Z dotychczasowej aktywności Trybunału, podjętej w sprawach SKD, wynika, że:
- jednolita sankcja, przewidziana przez polskie prawo za naruszenia obowiązków informacyjnych w umowach kredytów konsumenckich, nie jest sprzeczna z unijnym prawem
- aby sąd krajowy mógł zastosować SKD, naruszenie, którego dopuścił się bank, musi mieć wpływ na zdolność konsumenta do dokonania obiektywnej oceny zakresu zobowiązania
- bank nie może pobierać odsetek od skredytowanych kosztów kredytu, takich jak prowizje, składki na ubezpieczenie (przy czym TSUE nie orzekł w kwestii tego, czy odpowiednią sankcją w takim przypadku może być darmowy kredyt)
- sąd krajowy, rozpatrując roszczenie konsumenta dotyczące SKD, powinien skontrolować treść całej umowy kredytowej pod kątem występowania w niej przesłanek do zastosowania sankcji, nie ograniczając się w tej kontroli jedynie do argumentów podniesionych w pozwie (to wniosek z czerwcowej opinii Rzecznika Generalnego, wyrok w sprawie jeszcze nie zapadł).
W kwestii tej sankcji wciąż pozostaje wiele niejasności. Nie wiemy na przykład, jak TSUE zapatruje się na obowiązek informacyjny banku, dotyczący procedury przedterminowej spłaty kredytu oraz prawa do odstąpienia umowy. Niewyjaśniona pozostaje również kwestia tego, od kiedy powinien być liczony roczny termin na złożenie oświadczenia o skorzystaniu z SKD: od spłaty ostatniej raty kredytu czy może od dnia, w którym bank wypłacił klientowi kapitał?
Jest wysoce prawdopodobne, że znalibyśmy już stanowisko TSUE w przedmiocie powyższych zagadnień, gdyby nie… działania samych banków, obmierzone na storpedowanie unijnych postępowań. Wymienione kwestie zostały poruszone między innymi w pytaniach Sądu Rejonowego dla Łodzi-Śródmieścia, zarejestrowanych pod sygnaturą C-566/24. Wniosek sądu o wydanie orzeczenia w trybie prejudycjalnym został sporządzony 21 sierpnia 2024 roku. Pozwanym w sprawie był Santander Bank Polska (obecnie portfel kredytowy tego podmiotu jest zarządzany przez Erste Bank, który zastąpił Santander w toczących się postępowaniach o SKD). Stroną powodową jest przedsiębiorca, spółka Helpfind Recovery, zajmująca się dochodzeniem roszczeń z tytułu wadliwych umów kredytowych. Spółka weszła w posiadanie wierzytelności na drodze odpłatnej cesji.
5 marca 2026 roku postępowanie przed Trybunałem Sprawiedliwości UE zostało umorzone, a przyczyną miało być uznanie roszczenia w postępowaniu krajowym. Logika, którą kieruje się w takich przypadkach TSUE jest prosta: skoro w krajowej sprawie, stanowiącej odniesienie dla unijnego postępowania, nie występuje już kwestia sporna, to odpowiedź na pytania prejudycjalne staje się zbędna. Trybunał nie jest bowiem organem doradczym, przedstawiającym swoje stanowiska dla czysto hipotetycznych zagadnień. Skoro więc strony w postępowaniu krajowym uzyskały porozumienie, to sprawa znika z unijnej wokandy. Tak przynajmniej było do tej pory.
Tym razem jednak sędzia, który jest autorem pytań prejudycjalnych, nie odpuszcza. Dąży do tego, by TSUE ustosunkował się do zadanych mu pytań, mimo że Santander już w styczniu 2025 roku uznał powództwo. Co istotne, pozwany podmiot wcale nie przyznał racji pozywającej go spółce co do wadliwości konstrukcji umowy. Mimo to zdecydował się zapłacić na jej rzecz 11 287,37 zł, czyli tyle, ile wynosiła kwota wskazana w roszczeniu.
Santander Bank zgodził się wypłacić powodowi kwotę roszczenia, ale nie przyznał, że umowa była wadliwa
Oświadczenie o skorzystaniu z SKD zostało w tej sprawie złożone we wrześniu 2023 roku, jeszcze przez samego kredytobiorcę. Cesja wierzytelności miała miejsce 2 tygodnie później. Spółka, która nabyła wierzytelność, skierowała sprawę na drogę sądową już w październiku 2023 roku. Z ustaleń money.pl wynika, że konsument, który sprzedał swoje roszczenie spółce Helpfind Recovery, nadal jest stroną umowy będącej przedmiotem sporu sądowego. Wyrok w sprawie może zatem wpłynąć na jego sytuację, mimo sprzedaży wierzytelności.
Portal poinformował, że po tym, jak Santander Bank Polska uznał roszczenie spółki, ta rozszerzyła swoje powództwo o dodatkową kwotę 3 tys. zł i jednocześnie zażądała, by sąd oficjalnie objął sporną umowę sankcją kredytu darmowego. Strategia podmiotu jest zatem wyraźnie obmierzona na to, by bank nie wykpił się od odpowiedzialności samą zapłatą.
Z perspektywy banku uznanie takiego powództwa jest najtańszym sposobem na „strącenie” sprawy z unijnej wokandy. SKD to nie franki – przeciętna wartość przedmiotu sporu wynosi tu niewiele ponad 30 tys. zł. Praktyka pokazuje, że sądy krajowe decydują się na wysłanie wniosku prejudycjalnego w mniej niż 1 proc. spraw o SKD. Dotychczasowa strategia, polegająca na uznaniu roszczenia tam, gdzie takie pytania padły, wydaje się w pełni racjonalna pod kątem biznesowym, choć etycznie wątpliwa. Lepiej uznać pojedyncze roszczenie, wyceniane na kwotę kilkunastu czy kilkudziesięciu tysięcy złotych, niż dopuścić do wydania prokonsumenckiego wyroku TSUE, który w kilka miesięcy później stałby się dla sądów punktem odniesienia w tysiącach podobnych spraw.
Strategia ta sprawdzała się świetnie przez ok. 3 lata, jednak sądy powoli tracą cierpliwość do tej coraz powszechniejszej praktyki – i trudno się temu dziwić. Wybiórczy sposób uznawania roszczeń akurat tam, gdzie doszło do zadania pytań Trybunałowi, jest oczywistą próbą ominięcia prawa. Bank w sposób instrumentalny wykorzystuje fakt, że TSUE nie wypowiada się w odniesieniu do zagadnień hipotetycznych, co daje przedstawicielom sektora szansę na opóźnienie zmian zachodzących w linii orzeczniczej. Sędzia ze sprawy łódzkiej dostrzegł tę prawidłowość i postanowił wyrazić swoją dezaprobatę dla opisywanej praktyki.
Łódzki sędzia chce doprowadzić do reasumpcji postępowania C-566/24. Celem jest uzyskanie odpowiedzi na siedem pytań prejudycjalnych
Nakłonienie TSUE do rozpatrzenia wniosku, mimo uznania przez bank powództwa, wcale nie jest proste. Umarzając postępowanie w marcu, Trybunał doszedł do wniosku, że sąd krajowy nie wyjaśnił, z jakiego względu uznanie przez bank powództwa miałoby być sprzeczne z prawem. Sąd nie przedstawił ponadto okoliczności, które mogłyby wskazywać na to, że pozwana instytucja podjęła próbę obejścia prawa. W swojej decyzji o umorzeniu TSUE dał do zrozumienia, że droga do ponowienia pytań prejudycjalnych pozostaje otwarta. Właśnie tę furtkę postanowił wykorzystać sędzia, czego wyrazem jest postanowienie wydane 5 maja 2026 roku.
W postanowieniu, do którego załączono kilkudziesięciostronicowe uzasadnienie, sędzia Mateusz Podhalicz wnioskuje o uchylenie marcowej decyzji TSUE o umorzeniu postępowania i o powrócenie do tej sprawy. W przypadku wydania decyzji odmownej, sędzia kieruje do Trybunału zestaw tych samych pytań prejudycjalnych, co we wniosku z sierpnia 2024 roku. Co ważne, sprawa krajowa, której ten spór dotyczy, pozostaje zawieszona – sędzia uznał, że oświadczenie złożone przez Santander w przedmiocie uznania powództwa jest bezskuteczne.
Sędzia argumentuje, że pozwany bank zdecydował się zapłacić powodowi dopiero po przegranej w Sądzie Okręgowym, podczas gdy mógł spełnić roszczenie już rok wcześniej. To jednak nie koniec. Z ustaleń money.pl wynika, że sędzia Podhalicz uznał działania banku za podyktowane złą wiarą i ocenił je jako próbę manipulowania systemem wymiaru sprawiedliwości. Sędzia odniósł się w sposób krytyczny również do sposobu w jaki TSUE zakończył postępowanie C-566/24: zdaniem sędziego, unijny organ nie miał prawa dokonywać oceny czynności procesowej strony w postępowaniu krajowym. W opinii sędziego Podhalicza, rozstrzygnięcie TSUE w tej części nie wiąże sądu krajowego.
Banki sabotują unijne postępowania z uwagi na cesję wierzytelności?
Działania sędziego, zmierzające do reasumpcji postępowania, są negatywnie recenzowane przez przedstawiciela Erste Banku, który ocenia je jako stojące w oczywistej sprzeczności z prawem UE. Ale to nie wszystko, Erste podnosi bowiem argument związany z osobą samego powoda – wszak sprawę zainicjowała spółka zajmująca się profesjonalnie skupem wierzytelności konsumenckich, która pozywa instytucje z rynku finansowego na skalę masową. Kamil Biedroń z Erste Banku przedstawia pogląd reprezentowanej instytucji w następujący sposób: „Model biznesowy takiego podmiotu opiera się, w naszej ocenie, na nadużywaniu instrumentów służących ochronie konsumentów w celu osiągania korzyści finansowych ”.
Argumentacja Erste Banku być może miałaby jakiś sens, gdyby nie jeden „drobny” szczegół. W październiku 2025 roku TSUE wydał wyrok w sprawie C-80/24, w której potwierdził, że konsumentowi wolno dokonać odpłatnej cesji swoich wierzytelności, wynikających z SKD, na rzecz podmiotu niemającego statusu konsumenta, np. kancelarii odszkodowawczej. Co więcej, z unijnego orzeczenia wynika, że sąd krajowy nie ma obowiązku badania z urzędu, czy umowa cesji jest ważna, w sytuacji, gdy ta kwestia nie stanowi bezpośredniego przedmiotu sporu w postępowaniu. Skoro więc Trybunał nie sprzeciwia się sprzedaży roszczenia na rzecz podmiotu profesjonalnego, to trudno oczekiwać, że pretensje banku spotkają się ze zrozumieniem, czy to na arenie krajowej, czy w Luksemburgu.
Oczywiście, wiele tego typu podmiotów, wyspecjalizowanych w skupowaniu roszczeń, działa w sposób równie nieetyczny, co same banki. Kwoty proponowane konsumentom w zamian za cesję wierzytelności często są bardzo niskie, zaś same umowy nie zawsze zabezpieczają odpowiednio interes konsumenta w przypadku uznania roszczenia przed sądem. To że kancelarie odszkodowawcze i skupy wierzytelności czują się na polskim rynku na tyle pewnie, by opierać swoje umowy o abuzywne warunki, jest „zasługą” Ministerstwa Sprawiedliwości, które od lat zwleka z uregulowaniem rynku. Przedstawiciele banków, utyskujący na instrumentalizację ochrony konsumenta, powinni adresować swoje pretensje do rządzących, nie zaś do sądów, które próbują po prostu realizować swoje obowiązki.
Ministerstwo Sprawiedliwości nie wydaje się jednak zainteresowane pomysłem legislacyjnego uregulowania rynku pomocy prawnej. Stoją przed nim teraz inne wyzwania. Kluczowym może się okazać wdrożenie regulacji zawartych w dyrektywie CCD2, pod postacią ustawy o kredycie konsumenckim.
Dokładne analizy i ważne informacje dla kredytobiorców.
Śledź nasze profile, aby wzmocnić ich widoczność i być na bieżąco:
Ministerstwo Sprawiedliwości pracuje nad nową ustawą o kredycie konsumenckim. Wiemy, co z sankcją kredytu darmowego w nowym akcie prawnym
Resort otrzymał upoważnienie do prowadzenia prac legislacyjnych nad opisywanym projektem ok. 3 miesiące temu, po tym, jak zostało ono odebrane prezesowi UOKiK. Nowe prawo powinno być stosowane od 20 listopada 2026 roku, tymczasem Ministerstwo Sprawiedliwości tworzy projekt od podstaw, nie oglądając się na rozwiązania opracowane wcześniej przez UOKiK. Nieoficjalnie twarzą przedsięwzięcia, podobnie jak w przypadku ustawy frankowej, została dr Aneta Wiewiórowska-Domagalska, pełnomocniczka ministra sprawiedliwości ds. ochrony praw konsumenta.
Z informacji, które pani pełnomocnik przekazała do tej pory mediom, wynika, że resort chce zachować sankcję kredytu darmowego w projekcie ustawy, przy jednoczesnym wprowadzeniu dodatkowych mechanizmów sankcyjnych. Można to odczytywać jako zapowiedź miarkowania sankcji. Z publicznych wypowiedzi Wiewiórowskiej wynika wręcz, że katalog uchybień kwalifikujących umowę do objęcia sankcją może zostać okrojony, w taki sposób, by pod SKD nie podlegały błahe naruszenia, pozostające bez wpływu na sytuację finansową kredytobiorcy. Resort nie planuje też rezygnować z górnego limitu kwoty kredytu konsumenckiego – zgodnie z dyrektywą CCD2, limit ten ma wynosić 100 tys. euro, i taką też granicę planuje ustalić polski projektodawca.
Wiewiórowska-Domagalska już wielokrotnie dawała do zrozumienia, że jej zdaniem rynek ochrony konsumenta został zdominowany przez podmioty prywatne, czyli przez kancelarie odszkodowawcze, które są gotowe wspierać poszkodowanych tam, gdzie jest to opłacalne biznesowo. Jak przekłada się to na sprawy o sankcję kredytu darmowego? Bardzo prosto: kredytobiorca, którego umowa opiewa na kwotę kilkudziesięciu tysięcy złotych, ma dużo większe szanse na otrzymanie dobrej oferty pomocy prawnej niż posiadacz umowy wartej ułamek tej kwoty. A przecież rynek kredytów konsumenckich wręcz obfituje w umowy warte po kilka tysięcy złotych, którymi kancelarie odszkodowawcze, z oczywistych względów, się nie interesują.
Projektodawca ma narzędzia, by ułatwić konsumentom dochodzenie roszczeń na etapie przedsądowym. Czy odważy się ich użyć?
Czy Ministerstwo Sprawiedliwości może jakkolwiek wyjść naprzeciw potrzebom konsumentów uwikłanych w wadliwe, ale mniej wartościowe stosunki umowne? Teoretycznie tak, pytanie tylko, czy zechce to zrobić. Dyrektywa CCD2 wręcz nakłada na państwa członkowskie obowiązek zapewnienia konsumentom dostępu do odpowiednich, szybkich i skutecznych procedur pozasądowego rozstrzygania sporów z kredytodawcami, w stosownych przypadkach z wykorzystaniem już istniejących podmiotów zajmujących się pozasądowym załatwianiem takich sporów.
Jeżeli Ministerstwo Sprawiedliwości podeszłoby do tego obowiązku w sposób rzetelny, istnieje realna szansa, że konsumenci dysponujący roszczeniem niskiej wartości zyskają dużo lepszą pozycję w sprawach spornych, w których ich przeciwnikiem będzie bank lub inna instytucja z rynku finansowego. Z jednej strony chodzi o zapewnienie tej grupie konsumentów odpowiedniej ścieżki dochodzenia roszczeń, z drugiej o opracowanie rozwiązań, które zachęcą banki i instytucje pozabankowe do rzeczywistego, a nie tylko pozornego uczestnictwa w mediacjach i pozasądowych formach rozstrzygania sporu, pod groźbą dotkliwych następstw finansowych. Jak mogłoby to wyglądać?
Cóż, pełnomocnicy prawni konsumentów od dawna wskazują na potrzebę zwielokrotnienia kosztów, którymi są obciążane banki w sprawach, w których ich wina od początku nie budzi wątpliwości. Jeżeli bank odmawia udziału w mediacjach i wszelkich formach pozasądowego rozstrzygania sporu, konsument, celem dochodzenia roszczeń, jest zmuszony do wejścia na drogę procesową. Projektodawca mógłby zatem zastosować podejście oparte o zwielokrotnienie kosztów procesu w przypadku przegrania sporu przez kredytodawcę, który wcześniej odmówił uznania reklamacji i udziału w mediacjach. Takie rozwiązanie wymagałoby jednak odwagi, której obecnemu składowi resortu może zabraknąć.
PODSUMOWANIE:
- Umorzona w marcu br. unijna sprawa C-566/24 dotyczyła obowiązków informacyjnych banku względem konsumenta, będącego stroną umowy kredytu gotówkowego. Wyrok w tej sprawie mógł wzmocnić pozycję procesową kredytobiorcy w sprawach o SKD
- Santander Bank uznał powództwo w styczniu 2025 roku, licząc najwyraźniej na to, że w ten sposób doprowadzi do umorzenia postępowania przed Trybunałem. Tak też się stało, ale decyzja TSUE spotkała się z wyraźnym sprzeciwem sędziego rozpatrującego sprawę, który dąży do uzyskania oficjalnego stanowiska Trybunału w przedmiocie przesłanych pytań
- Banki tłumaczą opinii publicznej, że ich strategia, obmierzona na wygaszanie unijnych spraw o SKD, wynika z instrumentalnego wykorzystywania prawa przez kancelarie odszkodowawcze, wyspecjalizowane w masowym dochodzeniu roszczeń przeciwko podmiotom z rynku finansowego
- To, jak będzie w przyszłości wyglądało dochodzenie roszczeń w sporach o SKD, zależy nie tylko od orzecznictwa TSUE, ale również od woli Ministerstwa Sprawiedliwości, które pracuje właśnie nad projektem ustawy o kredycie konsumenckim. Wdrażając dyrektywę CCD2, resort powinien udostępnić konsumentom skuteczne metody dochodzenia roszczeń poza sądem – nie wiadomo jednak, czy realizacja tego standardu rzeczywiście będzie dla rządzących priorytetem.



