Ujawniono dokument KNF z 2021 r. Potężny argument dla walczących o darmowe kredyty

Czas czytania: 8 minut

Wokół sankcji kredytu darmowego z miesiąca na miesiąc robi się coraz ciekawiej. Jeśli kogokolwiek dziwiło, dlaczego Komisja Nadzoru Finansowego jak lew broni banków przed odpowiedzialnością za stosowanie abuzywnych praktyk w umowach kredytów konsumenckich, po poniższym artykule zdziwienie zostanie zastąpione irytacją i oburzeniem. Okazuje się bowiem, że to KNF rekomendowała bankom sposób liczenia RRSO, który dziś jest podstawą roszczeń konsumentów, domagających się w sądach darmowego kredytu. Dokument opublikowany przez Nadzór Finansowy w 2021 roku nie pozostawia złudzeń: KNF legitymizowała błędny schemat postępowania w przeprowadzaniu obliczeń RRSO, całkowicie ignorując wyrok TSUE z kwietnia 2016 roku, stojący w sprzeczności z popularyzowaną w Polsce metodą. Czy w tej sytuacji może dziwić, że rządzący wręcz gorączkowo starają się utrudnić konsumentom dochodzenie roszczeń z tytułu SKD?

Z tekstu dowiesz się:

  • Jak, wg KNF, bank powinien liczyć roczną rzeczywistą stopę oprocentowania dla umów kredytowych
  • Co orzekł TSUE w wyroku C-377/14 i jak to się ma do mechanizmów funkcjonujących przez lata na polskim rynku usług finansowych
  • Dlaczego rządzącym tak bardzo zależy, aby kredytobiorcy przestali pozywać banki o SKD i co może się stać, jeśli polscy konsumenci nie ustąpią władzy.

Komisja Nadzoru Finansowego w tarapatach: wychodzi na jaw, że sama rekomendowała bankom wadliwy wzór obliczania RRSO

W ostatnich miesiącach Komisja Nadzoru Finansowego wielokrotnie pokazywała, czyje interesy reprezentuje na forum publicznym: ilekroć w przestrzeni medialnej wypływał wątek roszczeń konsumentów, wysuwanych pod adresem przedstawicieli sektora finansowego, zdanie Nadzoru było niemalże bliźniaczo podobne do stanowisk prezentowanych przez Związek Banków Polskich. KNF zagalopowała się w swych kontrowersyjnych priorytetach tak bardzo, że w pewnym momencie zaczęła podważać kompetencje UOKiK w tworzeniu projektu nowej ustawy o kredycie konsumenckim.

To właśnie Nadzór Finansowy okazał się jednym z najsurowszych krytyków projektu, dokładając w ten sposób cegiełkę do odebrania prezesowi tego urzędu upoważnienia do prowadzenia prac nad ustawą. W teorii KNF powinna dbać o interesy wszystkich uczestników rynku, w tym oczywiście klientów instytucji finansowych. W praktyce jednak Komisja koncentruje się przede wszystkim na dość specyficznie pojmowanej ochronie stabilności systemu finansowego. Można wręcz pokusić się o stwierdzenie, że pobłażliwość Nadzoru wobec nieuczciwych praktyk sektora jest jednym z głównych czynników powodujących, że polski rynek usług finansowych wygląda tak, jak wygląda.

O roli KNF w dopuszczaniu do obrotu wadliwych umów kredytowych pisaliśmy już wielokrotnie, głównie w kontekście hipotek frankowych, których ryzyka były znane na długo przed tym, jak stały się one flagowym produktem oferowanym polskim rodzinom przez największe banki w kraju. Znamienne jest również to, że Komisja bardzo długo zwlekała z wydaniem bankom rekomendacji dotyczącej wdrażania programów ugodowych: wyrok TSUE w sprawie Raiffeisen vs. Dziubak zapadł 3 października 2019 roku, a KNF zaczęła oficjalnie zachęcać banki do ugód w grudniu 2020 roku.

Obecnie w sądach pisany jest jeden z ostatnich rozdziałów frankowej sagi, ale banki nie mogą myśleć o przyszłości ze spokojem. Powoli materializuje się ryzyko związane z kolejnym portfelem, zawierającym ok. 25 mln umów. Mowa oczywiście o kredytach i pożyczkach konsumenckich, zawierających całą gamę dyskusyjnych pod względem prawnym mechanizmów, z których numerem 1 jest oczywiście pobieranie odsetek od skredytowanych kosztów kredytu. Praktyka ta została oficjalnie uznana za abuzywną 23 kwietnia 2026 roku, czyli w dniu, w którym TSUE wydał wyrok w polskiej sprawie C-744/24 (spór dotyczył umowy zawartej z Pekao S.A.). Trybunał Sprawiedliwości UE jednoznacznie opowiedział się przeciwko praktyce polegającej na obejmowaniu oprocentowaniem kwoty wyższej niż ta, którą konsument otrzymał do swojej dyspozycji. Jeżeli bank kredytuje koszty kredytu, takie jak prowizje czy składki na ubezpieczenie, nie może pobierać z tego tytułu odsetek.

Problem związany z opisywaną praktyką może być jednak dużo szerszy.

Dokładne analizy i ważne informacje dla kredytobiorców.
Śledź nasze profile, aby wzmocnić ich widoczność i być na bieżąco:

 

Kredytowanie kosztów kredytu prowadzi do zaniżenia RRSO. TSUE informował o tym już w 2016 roku

Sytuacja, w której bank kredytuje prowizję bądź składkę na ubezpieczenie, wzbudza kontrowersje przede wszystkim ze względu na fakt, że w wyniku tej praktyki bank zarabia na sztucznie wygenerowanym długu. Wpierw sam uzależnił udzielenie kredytu od zapłaty prowizji, wynoszącej nierzadko wiele tysięcy złotych, następnie zaproponował, że pożyczy klientowi te pieniądze, by ten mógł w ogóle zaciągnąć kredyt, a na końcu od tej skredytowanej kwoty, stanowiącej przecież czysty zarobek na umowie, postanowił jeszcze pobrać odsetki. Nie zapominajmy jednak, że w wyniku tego działania powstaje jeszcze jeden, równie poważny problem.

Gdy bank kredytuje prowizję bądź składkę na ubezpieczenie, dolicza ją do kwoty kredytu, co prowadzi do zniekształcenia wzoru, w oparciu o których wyliczana jest roczna rzeczywista stopa oprocentowania. W wyniku opisywanej praktyki RRSO ulega zaniżeniu, co z kolei wprowadza konsumenta w błąd: w efekcie podejmuje on decyzje o zaciągnięciu kredytu w oparciu o błędnie wyliczony parametr, bez wątpienia mający wpływ na atrakcyjność oferty. Zdaniem doświadczonych prawników, błędne obliczenie RRSO jest jednym z kluczowych uchybień kwalifikujących umowę do objęcia jej sankcją kredytu darmowego.

Banki bronią się przed takim rozumowaniem, twierdząc, że przed 23 kwietnia 2026 roku, czyli przed wyrokiem Trybunału w sprawie C-744/24, nie istniały przesłanki świadczące o abuzywności praktyki polegającej na pobieraniu odsetek od skredytowanych kosztów kredytu czy dotyczącej powiększania udostępnianej klientowi kwoty o skredytowane koszty. Ile jest prawdy w tych twierdzeniach, pokazuje unijny wyrok C-377/14, wydany w Luksemburgu 21 kwietnia 2016 roku.

Nie była to wprawdzie sprawa z rynku polskiego, tylko czeskiego, ale nie ma to większego znaczenia: wyroki wydawane przez TSUE są wiążące dla wszystkich krajów wspólnotowych, o czym zarówno polskie banki, jak i KNF zdają się regularnie zapominać. W odpowiedzi na jedno z pytań zadanych przez organ odsyłający w niniejszej sprawie, TSUE wyjaśnił, co następuje:

Artykuł 3 lit. l) i art. 10 ust. 2 dyrektywy 2008/48, a także pkt I załącznika I do rzeczonej dyrektywy należy interpretować w ten sposób, że całkowita kwota kredytu i kwota wypłat określają całość kwot udostępnianych konsumentowi, co wyklucza kwoty powiązane przez kredytodawcę z pokryciem kosztów związanych przez kredytodawcę z udzieleniem odnośnego kredytu, które to kwoty nie są w rzeczywistości wypłacane konsumentowi.

Wniosek? Od 21 kwietnia 2016 roku państwa członkowskie UE i organy odpowiedzialne w tych państwach za nadzór nad rynkami finansowymi powinny wiedzieć, że do całkowitej kwoty kredytu nie mogą być doliczane dodatkowe kwoty, wynikające z kredytowanych kosztów, których instytucja udzielająca finansowania nie wypłaciła konsumentowi do ręki. A przecież właśnie z taką praktyką polscy klienci mieli do czynienia na przestrzeni ostatnich lat, co działo się za przyzwoleniem i, jak się okazuje, również za wyraźną aprobatą Komisji Nadzoru Finansowego.

KNF w 2021 roku pouczała banki, jak liczyć RRSO. Urząd wprowadził cały sektor w błąd, co może mieć katastrofalne konsekwencje

Od kilku dni po sieci krąży pochodzący z 2021 roku dokument, opracowany przez Komisję Nadzoru Finansowego na potrzeby klientów instytucji finansowych, którego celem jest zaznajomienie tych klientów z matematyką finansową i ryzykiem stopy procentowej. W dokumencie tym KNF wyjaśnia, w jaki sposób liczona jest roczna rzeczywista stopa procentowa, a prócz „suchego” wzoru przedstawiane są również kalkulacje, ukazujące cały mechanizm w praktyce. Szczególnie interesująco prezentuje się przykład 6.2, opublikowany na stronie 35 dokumentu, dotyczący kredytu opiewającego na kwotę 10 tys. zł, oprocentowanego stawką 6 proc., rozłożonego na 24 raty.

KNF w tym przykładzie zakłada pobranie przez bank prowizji w wysokości 5 proc. kwoty kredytu, która jest kredytowana, co Nadzór tłumaczy jako „doliczenie do kwoty udzielonego kredytu”. W tym przykładzie Komisja Nadzoru Finansowego czarno na białym wyjaśnia, jak działa mechanizm powiększenia kwoty kredytu o kredytowaną prowizję i tłumaczy, jak wpłynie to na wysokość raty kredytu. W tym kontekście trudno się dziwić temu, że banki z lubością stosowały opisywaną praktykę w swoich relacjach z polskimi konsumentami.

Fakt, że Komisja Nadzoru Finansowego w oficjalnym poradniku skierowanym do klientów sektora prezentowała podany sposób liczenia RRSO może tłumaczyć, dlaczego strona rządowa tak bardzo broni banków przed roszczeniami konsumentów, śląc korzystne dla tych podmiotów stanowiska w toczących się unijnych sprawach. Jeżeli ryzyko związane z sankcją kredytu darmowego zmaterializuje się w podobnym stopniu, jak miało to miejsce w przypadku hipotek frankowych, ucierpi nie tylko sam sektor. Problem masowych postępowań uderzy w polskie sądy, zwłaszcza w te rejonowe, w których do tej pory sytuacja była dość stabilna (temat franków ominął te jednostki ze względu na wysoką przeciętną wartość przedmiotu sporu).

Ale chodzi o coś więcej. Zdesperowane banki, zapędzone w kozi róg przez roszczenia konsumentów, mogą chcieć przenieść część winy za uchybienia w umowach właśnie na KNF. Jaki mógłby być cel tej strategii? Chodziłoby przede wszystkim o kwestie wizerunkowe: wskazując na KNF, banki odsunęłyby od siebie łatkę pomysłodawcy całego procederu. Oczywiście mało prawdopodobne jest, by którykolwiek bank zdecydował się wystąpić przeciwko Nadzorowi na drogę sądową – działanie to nie miałoby zresztą większego sensu ze względu na art. 133 ust. 4 prawa bankowego, który nie pozostawia złudzeń co do możliwości poniesienia konsekwencji przez przedstawicieli KNF. Głosi on bowiem, że:

Komisja Nadzoru Finansowego oraz osoby wykonujące czynności nadzoru bankowego nie ponoszą odpowiedzialności za szkodę wynikłą ze zgodnego z przepisami ustaw działania lub zaniechania, które pozostaje w związku ze sprawowanym przez Komisję Nadzoru Finansowego nadzorem nad działalnością banków, oddziałów i przedstawicielstw banków zagranicznych oraz oddziałów instytucji kredytowych.”

Czy KNF może odpowiedzieć przed sądem za legitymizowanie wątpliwych prawnie praktyk, wskutek których wprowadzono do obrotu tysiące wadliwych umów? W praktyce, najprawdopodobniej nie. Czy postawa KNF może posłużyć stronie konsumenckiej za argument w sporach o SKD, toczących się na arenie krajowej i unijnej? Najprawdopodobniej tak. Materiały informacyjne wydawane przez KNF stanowią, po pierwsze, dowód na to, że naruszenia, których dopuszczały się banki w przedmiocie metodologii wyliczania RRSO, miały charakter systemowy, nie zaś incydentalny, jak przekonują w sądach przedstawiciele sektora.

Po drugie, skoro kluczowy organ wyspecjalizowany w nadzorowaniu banków i dysponujący imponującym zapleczem prawnym mylił pojęcie całkowitej kwoty kredytu z kosztem kredytu, to jak rozróżnienia tych pojęć miał dokonać sam konsument? Broszura informacyjna opublikowana przez KNF jest dowodem na niejasności występujące w polskim sektorze bankowym, w odniesieniu do pojęć, które, zgodnie z dyrektywą 2008/48/WE, nie pozostawiają pola do luźnej interpretacji. Fakt, że Nadzór Finansowy podawał w swoich materiałach błędny sposób liczenia RRSO, i to w kilka lat od wyroku TSUE w sprawie C-377/14, nie stanowi argumentu na korzyść sektora, a wzmacnia pozycję procesową konsumentów, wskazujących przed sądami na brak należytej informacji o faktycznych cechach produktu kredytowego.

UOKiK wiedział o błędach w liczeniu RRSO na długo przed wyrokiem C-377/14. Oto dowody

Nim unijny sąd wziął pod lupę czeską sprawę C-377/14, Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów wydał serię decyzji, w których negatywnie zaopiniował praktykę polegającą na doliczaniu skredytowanych kosztów do całkowitej kwoty kredytu. Przykładem może być decyzja RKR – 31/2013, wydana 9 października 2013 roku w sprawie Spółdzielczej Kasy Oszczędnościowo-Kredytowej „NIKE” z siedzibą w Warszawie. UOKiK tłumaczy w tej decyzji krok po kroku, co złego jest w powiększaniu całkowitej kwoty kredytu o kredytowane koszty. Chodzi tu o różnice w proporcjach pomiędzy kosztami kredytu a udostępnioną kredytobiorcy kwotą.

Załóżmy, że kredytobiorca ma do dyspozycji oferty dwóch kredytodawców, które w teorii nie różnią się od siebie, w praktyce jednak występują różnice w sposobie prezentowania całkowitej kwoty kredytu. Podczas gdy kredytodawca nr 1 uwzględnia skredytowaną prowizję zarówno w całkowitej kwocie kredytu jak i w całkowitym koszcie kredytu, kredytodawca nr 2 uwzględnia tę prowizję wyłącznie w całkowitym koszcie kredytu. W konsekwencji w przypadku kredytodawcy nr 1 dochodzi do przekazania konsumentowi błędnej informacji, wskazującej na to, że to właśnie jego oferta jest korzystniejsza od oferty kredytodawcy nr 2. Jak wskazuje UOKiK w wydanej decyzji, „uwzględnienie kwoty kredytowanej prowizji w całkowitym koszcie kredytu prowadzi do błędnego ukazania wspomnianych proporcji nawet jeśli RRSO została obliczona w sposób prawidłowy (konsument otrzymuje bowiem sprzeczne informacje, co utrudnia mu podjęcie racjonalnej decyzji).”

W tej samej decyzji prezes UOKiK zaprezentował stanowisko, zgodnie z którym podmiot udzielający konsumentowi finansowania może pobierać odsetki wyłącznie od kwot wydanych temu konsumentowi do dyspozycji. Stanowisko urzędu, datowane na październik 2013 roku, jest zatem zbieżne z oceną dokonaną przez TSUE w wyroku C-744/24, opublikowanym niemal 13 lat później. W tym kontekście naprawdę trudno dawać wiarę zapewnieniom banków, że ich władze nie zdawały sobie sprawy z abuzywności praktyki polegającej na pobieraniu odsetek od skredytowanych kosztów. Decyzje, które otrzymał sektor na kilkanaście lat przez unijnym wyrokiem, dobitnie świadczą o tym, że nieuczciwy charakter tej praktyki był bankowcom (i KNF) doskonale znany. Nie zrobiono jednak nic, by wyeliminować ten mechanizm z rynku. Konsekwencją tego zaniechania są dziś masowe spory – wg najnowszych danych, w toku pozostaje ponad 23 tys. spraw o SKD, a w niemal 105 tys. przypadków banki otrzymały reklamacje, które również mogą znaleźć swój finał w sądzie.

Sytuacja procesowa banków może się pogorszyć po kolejnych wyrokach TSUE. Kluczowy może się okazać wyrok w sprawie C-828/25, w której sąd odsyłający poruszył aż sześć różnych zagadnień, wzbudzających jego wątpliwości interpretacyjne. Jedno z nich dotyczy wypłaconej kwoty kredytu, a konkretnie tego, czy do tej kwoty przedsiębiorca może doliczyć pozaodsetkowe koszty kredytu. Wniosek o wydanie orzeczenia w trybie prejudycjalnym został złożony 9 grudnia 2025 roku, pozwanym w sprawie jest BNP Paribas. Wyroku w niniejszej sprawie powinniśmy spodziewać się w 2027 roku. Niewykluczone, że wcześniej opublikowana zostanie opinia Rzecznika Generalnego.

PODSUMOWANIE:

  • W broszurze informacyjnej, wydanej przez Komisję Nadzoru Finansowego w 2021 roku, znalazły się wskazówki wprowadzające klienta banku w błąd co do prawidłowego sposobu liczenia rocznej rzeczywistej stopy oprocentowania
  • W swoich materiałach informacyjnych KNF dopuszcza możliwość naliczania odsetek od skredytowanych kosztów, mimo że TSUE sprzeciwił się takiej praktyce już w kwietniu 2016 roku, czemu wyraz dał w wyroku C-377/14
  • Błędny sposób liczenia RRSO był już wcześniej przedmiotem negatywnych stanowisk UOKiK. W październiku 2013 roku urząd w oficjalnej decyzji tłumaczył, w jaki sposób doliczanie skredytowanych kosztów do całkowitej kwoty kredytu może wpłynąć na obiektywną ocenę dwóch teoretycznie identycznych ofert. Krytykował też praktykę pobierania odsetek od skredytowanych kosztów
  • Fakt, że KNF rekomendowała bankom błędny sposób liczenia RRSO, w żadnym stopniu nie wzmacnia pozycji procesowej sektora. Przeciwnie, stanowi kolejny argument po stronie konsumenta, świadczący o nietransparentności polskiego rynku finansowego oraz o masowej skali naruszeń wytycznych zawartych w unijnej dyrektywie 2008/48/WE.

 

FrankNews
FrankNews
FrankNews.pl to portal informacyjny poświęcony tematyce rynku kredytowego oraz sporów konsumentów z bankami. Redakcja serwisu od 2014 roku śledzi rozwój orzecznictwa sądowego, zmiany w przepisach prawa oraz zjawiska wpływające na sytuację kredytobiorców w Polsce. Doświadczenia zebrane przy tworzeniu materiałów publikowanych wcześniej w mediach i portalach internetowych stały się podstawą do uruchomienia w 2020 roku serwisu FrankNews.pl — miejsca, w którym informacje dotyczące tej tematyki są gromadzone i prezentowane w formie bieżących wiadomości oraz analiz. Materiały publikowane na FrankNews.pl nie stanowią porady prawnej ani finansowej. Treści odzwierciedlają stanowisko ich autorów i służą przedstawieniu faktów, orzeczeń oraz kontekstu opisywanych wydarzeń. Materiały zamieszczone w serwisie Franknews.pl nie są substytutem dla profesjonalnych porad prawnych. Franknews.pl nie poleca ani nie popiera żadnych konkretnych procedur, opinii lub innych informacji zawartych w serwisie. Zamieszczone materiały są subiektywnymi wypowiedziami autorów.

Related Articles

Najnowsze