Rząd chce rozbroić bombę darmowych kredytów i ograniczyć pozwy. Co czeka 25 mln umów?

Czas czytania: 12 minut

Teoretycznie już za niespełna trzy miesiące Polska powinna zacząć stosować regulacje zawarte w unijnej dyrektywie CCD2, dotyczącej umów o kredyt konsumencki i uchylającej obowiązującą dyrektywę 2008/48/WE. W praktyce pomiędzy instytucjami państwowymi, bankami i środowiskiem konsumenckim trwa spór o to, jak powinna wyglądać transpozycja tych przepisów. Spór ten nie toczy się za zamkniętymi drzwiami, możemy go obserwować niczym igrzyska, których areną stały się ogólnopolskie media. Dzięki lekturze wywiadów, i nieoficjalnym wypowiedziom anonimowych informatorów, cytowanym przez branżowe portale, znamy perspektywę poszczególnych interesariuszy, jak i strony rządowej. W imieniu tej ostatniej, na potrzeby mediów, coraz częściej wypowiada się dr Wiewiórowska-Domagalska, czyli pełnomocniczka ministra sprawiedliwości ds. ochrony praw konsumenta. Z jej najnowszych wypowiedzi wyłania się powoli obraz tego, jak może wyglądać projekt nowej ustawy o kredycie konsumenckim, autorstwa resortu. Co dalej z sankcją kredytu darmowego? Jak pełnomocniczka widzi rolę UOKiK w ochronie polskiego konsumenta? I jakie działania planują przedsięwziąć rządzący celem zapobieżenia powtórce ze sporów frankowych?

Z tekstu dowiesz się:

  • Co ma społeczeństwu do przekazania dr Wiewiórowska-Domagalska w przedmiocie projektowanej w resorcie sprawiedliwości ustawy o kredycie konsumenckim
  • Jak Wiewiórowska recenzuje dotychczasową rolę UOKiK w sporze o kredyty w CHF
  • Czy sankcja kredytu darmowego będzie uregulowana ustawą o kredycie konsumenckim, a jeśli tak, to w jaki sposób
  • Czy kredytobiorcy mogą być spokojni o swój los, wiedząc, że nad kształtem ustawy czuwa Ministerstwo Sprawiedliwości.

Ministerstwo Sprawiedliwości doprowadziło do mety projekt pt. „ustawa frankowa”. Czy z ustawą o kredycie konsumenckim pójdzie mu równie gładko?

Rzadko kiedy zdarza się, by implementacja unijnych przepisów do polskiego prawa wzbudzała takie emocje, jak ma to miejsce w przypadku ustawy o kredycie konsumenckim. Po niemal 2 latach prac legislacyjnych doszło do nagłej zmiany projektodawcy – od czerwca już nie UOKiK, a Ministerstwo Sprawiedliwości zajmuje się transpozycją dyrektywy CCD2 do krajowych przepisów, pod postacią wspomnianej ustawy. Czasu zostało bardzo niewiele – przepisy powinny zostać w pełni wdrożone do 20 listopada 2026 roku. Tymczasem o ostatecznym kształcie ustawy wciąż wiemy niewiele, nie jest też znany termin konsultacji publicznych projektu, co samo w sobie może wzbudzać niepokój.

Choć Ministerstwo Sprawiedliwości zostało niejako zmuszone do działania pod silną presją terminów, jego przedstawiciele sprawiają wrażenie zorientowanych na sukces. Można wręcz pokusić się o stwierdzenie, że resort „dostał skrzydeł” po wejściu w życie ustawy frankowej. Skoro udało się przeforsować tak kontrowersyjny, powszechnie krytykowany projekt, to opracowanie i wdrożenie ustawy o kredycie konsumenckim jawi się niczym bułka z masłem, prawda? Cóż, niekoniecznie.

W przypadku ustawy frankowej głównym problemem stojącym przed projektodawcą był wspomniany już opór społeczny i konieczność pogodzenia projektowanych przepisów z unijnym orzecznictwem (jasnym i spójnym) oraz świetnie znaną polskiemu ustawodawcy dyrektywą 93/13. Ustawa miała uregulować spory powstałe na tle jednego typu produktu, którego charakter można określić mianem historycznego. W tym konkretnym przypadku Ministerstwo Sprawiedliwości sprzątało bałagan, którego skala była już w pełni znana, a ryzyko – obliczalne.

W przypadku ustawy o kredycie konsumenckim przed Ministerstwem Sprawiedliwości stoją zupełnie nowe kategorie wyzwań: do uregulowania jest rynek, na którym mamy 25 mln aktywnych umów, setki, a może nawet i tysiące wzorców, a także różne spojrzenia na procedury informacyjne. Na rynku jest wiele kategorii produktów, które będą podlegać pod tę ustawę, a zatem mamy do czynienia z sytuacją, w której projektodawca jest zmuszony do zastosowania znacznie szerszej perspektywy i jednocześnie do dotrzymania kroku dynamicznemu rozwojowi całego sektora. Nowym regulacjom nie będą podlegać tylko banki, ale również SKOK-i, instytucje pożyczkowe, a nawet platformy e-commerce, jeśli tylko oferują systemy ratalne. W tworzeniu nowych przepisów konieczne jest także zachowanie balansu: resort musi dobrać takie narzędzia i rozwiązania, by zapewnić odpowiednią ochronę konsumentowi, bez jednoczesnego spychania go w objęcia szarej strefy.

Przedsięwzięcie pt. „ustawa o kredycie konsumenckim” jest zatem wymagające pod wieloma względami: towarzyszy mu presja czasu, konieczność pogodzenia różnych, czasem nawet wzajemnie wykluczających się interesów, a jakby tego było mało, nowy projektodawca tworzy rozwiązania od podstaw, odrzucając efekt dwuletnich prac UOKiK. Rozsądek podpowiada, że do ukończenia tak skomplikowanego procesu w terminie potrzebna jest nie tylko znakomita organizacja, ale także sprawna komunikacja z mediami, nastawiona na wygaszanie konfliktów i niedopowiedzeń, a nie na ich podsycanie.

W tym kontekście dziwić może, że Ministerstwo Sprawiedliwości w sprawie tej ustawy komunikuje się z mediami za pośrednictwem dr Wiewiórowskiej-Domagalskiej, pełnomocniczki ministra ds. ochrony praw konsumenta. Ta resortowa ekspertka jest już społeczności konsumenckiej doskonale znana, głównie z osobliwej akcji promocyjnej skoncentrowanej wokół ustawy frankowej.

Kto odpowiada za rynkową ekspansję kancelarii odszkodowawczych, UOKiK czy Ministerstwo Sprawiedliwości?

Wiewiórowska kojarzy się polskiemu konsumentowi przede wszystkim z atakowaniem profesjonalnych pełnomocników prawnych i wyliczaniem frankowiczom, ile zyskali na odsetkach ustawowych za opóźnienie. Powierzenie tej ekspertce kontaktu z mediami w kwestiach związanych z ustawą o kredycie konsumenckim jest ruchem bardzo ryzykownym, grozi bowiem przeniesieniem „frankowych” animozji na nowy, bardzo wrażliwy grunt.

Opisywane ryzyko zaczyna się powoli materializować, dr Wiewiórowska-Domagalska robi bowiem to, w czym wyspecjalizowała się w trakcie prac nad ustawą frankową, czyli udziela wywiadów, nie siląc się przy tym na dyplomację. W swoich wypowiedziach krytycznie recenzuje tych, którzy nie podzielają jej entuzjazmu dla projektowanych rozwiązań, oraz – jak zwykle – atakuje kancelarie prawne. Pełnomocniczka bardzo chętnie rozprawia o zaniechaniach wybranych instytucji, którym przypisuje odpowiedzialność za niezadowalający, jej zdaniem, stan ochrony polskiego konsumenta. W przypadku franków dostawało się poprzednim ekipom rządzącym, które nie uregulowały tej materii na drodze ustawy, nim sprawy z tej kategorii nabrały masowego charakteru. Obecnie Wiewiórowska ma już innego chłopca do bicia: jest nim UOKiK, którego zaniechania, w jej ocenie, nie dotyczą tylko hipotek frankowych, ale rozciągają się znacznie szerzej.

Wg pełnomocniczki ministra to właśnie nieefektywność UOKiK doprowadziła do tego, że rynek ochrony konsumenta w Polsce został przejęty przez podmioty prywatne, czyli przez kancelarie odszkodowawcze. Skutkiem tego na ochronę z prawdziwego zdarzenia mogą liczyć tylko ci konsumenci, których wspieranie jest opłacalne biznesowo. A przynajmniej tak przedstawia to Wiewiórowska. Niestety, problem z opiniami pani pełnomocnik jest taki, że widzi ona błędy wszędzie, tylko nie we własnym środowisku. Wiewiórowska nie dostrzega na przykład tego, że powodem, dla którego kancelarie odszkodowawcze rozwinęły się w naszym kraju na taką skalę, jest kompletny brak regulacji rynku usług prawnych.

W efekcie podmioty, które nie są ani kancelariami adwokackimi, ani radcowskimi, mogą świadczyć pomoc prawną na dużo bardziej elastycznych zasadach niż profesjonalni pełnomocnicy, i jednocześnie nie obejmuje ich żaden szczególny nadzór. Ministerstwo Sprawiedliwości mogłoby uporządkować sytuację podmiotów działających na tym rynku, np. wprowadzić limit dla wynagrodzeń prowizyjnych, a także wymóg posiadania wykształcenia prawniczego dla ich pracowników. Zasadne wydaje się również przeciwdziałanie sytuacjom, w którym kancelarie pośredniczą w rozliczeniach stron sporu – obecnie generuje to dodatkowe ryzyko, które znamy już z procedury restrukturyzacyjnej Europejskiego Centrum Odszkodowań.

Mimo wielokrotnych apeli ze strony Naczelnej Rady Adwokackiej i Rzecznika Praw Obywatelskich, resort wyraźnie nie chce dotykać tego tematu, a jako usprawiedliwienia dla swojej opieszałości używa argumentu o swobodzie działalności gospodarczej. W tym kontekście wydaje się naprawdę niepoważne, że przedstawicielka resortu, który słynie z konformizmu i bierności, posądza o zaniechania urząd, który wielokrotnie karał banki, i to wielomilionowymi kwotami, za abuzywne praktyki wobec polskiego konsumenta, zarówno w odniesieniu do hipotek frankowych, jak i innych strategicznie istotnych produktów z rynku bankowego.

Dokładne analizy i ważne informacje dla kredytobiorców.
Śledź nasze profile, aby wzmocnić ich widoczność i być na bieżąco:

 

Pełnomocniczka ministra kreśli obraz sankcji w nowej ustawie o kredycie konsumenckim. Czy Polacy mają powody do niepokoju?

Na przestrzeni ostatnich dni dr Aneta Wiewiórowska-Domagalska udzieliła dwóch wywiadów: 17 sierpnia jej wypowiedź pojawiła się w Dzienniku Gazecie Prawnej, natomiast 21 sierpnia rozmowę z resortową ekspertką opublikował portal Business Insider. W obu przypadkach tematem przewodnim był projekt ustawy o kredycie konsumenckim. Z treści tych rozmów powoli wyłania się zarys ustawy projektowanej w Ministerstwie Sprawiedliwości, wyraźnie innej, niż ta, którą przygotował UOKiK.

Z rozmowy z DGP możemy się na przykład dowiedzieć, że prawdopodobieństwo uregulowania sankcji kredytu darmowego odrębną ustawą jest, przynajmniej na ten moment, stosunkowo niewielkie. Powody są dwa: pierwszy to różnorodność naruszeń skutkujących uruchomieniem SKD, drugi to wciąż niepełne orzecznictwo TSUE w odniesieniu do tej problematyki. Tym samym raczej nie dojdzie do scenariusza, za którym na początku czerwca br. opowiadał się minister sprawiedliwości. Podczas tegorocznego EKF Waldemar Żurek twierdził, że osobna ustawa poświęcona SKD jest wręcz niezbędna.

Cóż, wypowiedź pana ministra zestarzała się nadzwyczaj szybko, ale nie jest to informacja stanowiąca dla środowisk konsumenckich źródło szczególnej troski. Trzeba brać pod uwagę, że realizacja pomysłu przedstawionego przez ministra w trakcie Kongresu oznaczałaby wyrzucenie sankcji kredytu darmowego z ustawy o kredycie konsumenckim. Co najmniej przez jakiś czas SKD nie byłaby uregulowana w krajowych przepisach. Docelowo nie mielibyśmy pewności, czy dedykowana ustawa w ogóle powstanie, a następnie, czy przejdzie proces legislacyjny i ostatecznie wejdzie w życie.

W rozmowie z DGP Wiewiórowska wyjaśniła, że nowy projekt ustawy o kredycie konsumenckim będzie różnił się od rozwiązań przedstawionych przez UOKiK doprecyzowaną siatką pojęciową, dzięki której stosowanie przepisów w praktyce ma się stać łatwiejsze. Limit kwotowy, kwalifikujący umowę do objęcia jej ochroną wynikającą z ustawy, ma wynieść 100 tys. euro, czyli tyle, ile zasugerował to w dyrektywie unijny prawodawca (UOKiK chciał całkowicie znieść górną granicę kredytu konsumenckiego, czemu stanowczo sprzeciwiły się banki).

Przedstawicielka resortu sprawiedliwości sieje dezinformację na temat wyroków TSUE. Rządzący chcą usunąć błąd, którego nie ma

Pełnomocniczka zdradziła również, że Ministerstwo chce utrzymać sankcję kredytu darmowego w ustawie, a także wprowadzić inne mechanizmy sankcyjne. Aby nie było zbyt kolorowo, rządowa ekspertka stwierdziła, że art. 45 ustawy o kredycie konsumenckim (regulujący kwestie związane z SKD) w swoim obecnym kształcie narusza prawo unijne. Dodała przy tym, że mamy do czynienia z nadtranspozycją (a prościej mówiąc, z nadregulacją względem prawa UE). Najważniejszy fragment z tego wywiadu brzmi następująco:

Sankcją kredytu darmowego objęte są naruszenia, które trybunał uznał za nieproporcjonalne do tej sankcji. Jeżeli więc mamy nadtranspozycję, należy ją wyeliminować. Chcemy też usunąć błąd polegający na tym, że jedyną sankcją przewidzianą w ustawie jest SKD. Będziemy wzorować się na istniejących sankcjach w prawie unijnym.”

Dlaczego jest to tak istotny fragment? Ponieważ pokazuje, w jaki sposób pani pełnomocnik, posługując się swoim statusem rządowego eksperta, manipuluje faktami i nagina je do swojej narracji. Do tej pory, w odniesieniu do problematyki sankcji kredytu darmowego, stosowanej w polskim prawie, Trybunał Sprawiedliwości UE odnosił się dwukrotnie. W wyroku z 13 lutego 2025 roku (C-472/23) unijni sędziowie uznali, że sytuacja, w której krajowe prawo przewiduje jedną sankcję za naruszenia występujące w umowach kredytów konsumenckich, nie jest sprzeczna z prawem UE. Krótko mówiąc, TSUE nie sprzeciwił się sytuacji, w której sankcja kredytu darmowego jest stosowana w oderwaniu od stopnia naruszenia obowiązku informacyjnego, pod warunkiem, że to naruszenie może wpłynąć na zdolność konsumenta do dokonania oceny zakresu zobowiązania.

W wyroku z 23 kwietnia 2026 roku (C-744/24) Trybunał sprzeciwił się sytuacji, w której bank pobiera odsetki od skredytowanych kosztów kredytu. Nie wypowiedział się natomiast w kwestii tego, czy taka praktyka uzasadnia objęcie umowy sankcją kredytu darmowego. W żadnym z tych wyroków nie było mowy o tym, że krajowe przepisy prowadzą do nadregulacji względem unijnego prawa. Pani pełnomocnik, rozpatrująca pomysł „rozbicia” sankcji w kategorii usunięcia błędu, dopuszcza się oczywistej manipulacji, przedstawiając opinii publicznej zafałszowany obraz obowiązujących rozwiązań.

Rząd chce doprecyzować sankcję, która już w tej chwili jest precyzyjna? Katalog uchybień podlegających pod SKD nie pozostawia złudzeń

Jeszcze mocniejszy wydźwięk ma rozmowa opublikowana kilka dni później przez portal Business Insider. W tym wywiadzie pani pełnomocnik, konstruując odpowiedzi, wyraźnie akcentuje, że przedstawia swoje własne opinie. Może to świadczyć o tym, że niekoniecznie są one zgodne z linią Ministerstwa (lub że resort woli, przynajmniej pozornie, zdystansować się od kontrowersyjnych wypowiedzi swojej przedstawicielki). Naszą uwagę przykuł ten fragment wywiadu:

SKD to sankcja bardzo dotkliwa, powinna więc być przyznawana za precyzyjnie określone naruszenia. Przedsiębiorca musi wiedzieć na pewno, co zrobić, aby uniknąć sankcji. Pod tym względem nasz projekt będzie się różnił od wersji, nad którą pracował UOKiK.”

W tym miejscu warto przypomnieć, że obowiązująca ustawa o kredycie konsumenckim zawiera szczegółowy, precyzyjny i zamknięty katalog naruszeń kwalifikujących umowę do objęcia jej sankcją kredytu darmowego. Tam nie ma absolutnie jakiegokolwiek pola do niedomówień czy nadinterpretacji. UOKiK, tworząc nową wersję ustawy, nie próbował wymyślać koła na nowo, a jedynie dążył do dostosowania przepisów do obecnej rzeczywistości rynkowej i do współczesnych wyzwań stojących przed klientem sektora bankowego.

W tekście opublikowanym przez Business Insider cytowana jest także głośna opinia Nadzoru Finansowego, według którego „Sankcja kredytu darmowego oderwała się od idei ochrony konsumenta i stała się pomnikiem instrumentalizacji ochrony konsumenckiej na rynku finansowym”. Komisja Nadzoru Finansowego jest gorącym zwolennikiem pisania ustawy od nowa, czyli bez brania pod uwagę rozwiązań opracowanych przez UOKiK. Nadzór prezentuje myślenie zero-jedynkowe, jest bowiem zdania, że jeśli SKD nie da się uczynić proporcjonalną, to projektodawca powinien zastanowić się nad jej usunięciem.

Opinia KNF, wydaje się zrozumiała, zwłaszcza w kontekście niedawnych doniesień medialnych na temat roli, jaką odegrał Nadzór w popularyzacji w sektorze błędnej metody liczenia RRSO. Przed kilkoma dniami sieć obiegł datowany na 2021 rok dokument, w którym KNF wręcz legitymizuje praktykę pobierania odsetek od skredytowanych kosztów kredytu, a także doliczania tych skredytowanych kosztów do kwoty kredytu. Tym samym w 2021 roku KNF rekomendowała rozwiązania, które zostały zakwestionowane przez TSUE już w kwietniu 2016 roku (wyrok C-377/14, z którego jasno wynika, że podstawą do wyliczenia RRSO może być wyłącznie kwota, która została wydana konsumentowi do jego dyspozycji). Skoro więc KNF utwierdziła banki w przekonaniu, że opisywane praktyki są w porządku, to trudno, aby dziś opowiadała się za zaostrzeniem sankcji dotyczących normalizowanych przez nią naruszeń.

Publiczną wymianę przemyśleń między KNF a Ministerstwem Sprawiedliwości można interpretować w jeszcze jeden sposób. Niewykluczone, że KNF pojawia się w tej dyskusji w charakterze „koncesjonowanej opozycji”. Kontrowersyjny przekaz Nadzoru może być ustalony i w pełni kontrolowany przez stronę rządową, a prawdopodobnym celem w takim przypadku jest ukazanie pomysłu miarkowania sankcji jako salomonowego rozwiązania, godzącego interesy wszystkich stron.

Banki stworzyły skomplikowany mechanizm celem zmylenia klienta. Dla reprezentantki rządu to nie problem

Interesującym aspektem rozmowy Wiewiórowskiej z Business Insider jest również sposób, w jaki próbuje ona marginalizować wpływ wyroku C-744/24 na pozycję procesową banków. Cytujemy najważniejszy fragment rozmowy, odnoszący się do kwietniowego wyroku:

Trybunał wprawdzie stwierdził, że bank nie może pobierać odsetek od kwot przeznaczonych na pokrycie kosztów związanych z tym kredytem, ale może uzyskiwać ekwiwalent ekonomiczny w postaci wyższego oprocentowania pieniędzy, które klient dostaje „do ręki”. Zatem przez dotychczasową praktykę klienci nie tracili, ale i tak banki wystraszyły się wyroku i zaczęły rozliczać się z niektórymi kredytobiorcami.”

Owszem, TSUE w wyroku potwierdził, że bank może, celem „wyjścia na swoje”, zastosować wyższe oprocentowanie, ale opisywane rozwiązanie nie zostało przez Trybunał zaprezentowane jako droga do „naprawienia” abuzywnych umów. Bank mógł zastosować wyższe oprocentowanie, ale tego nie zrobił. Zdecydował się na znacznie mniej transparentne rozwiązanie, czyli na pobranie prowizji, która sama w sobie jest już formą wynagrodzenia za udzielenie finansowania, a następnie na oprocentowanie tej prowizji, mimo że tych środków konsument nigdy nie otrzymał do swojej dyspozycji.

Bank, na potrzeby uczynienia swojej oferty atrakcyjniejszą, stworzył skomplikowany i absolutnie nieintuicyjny dla laika mechanizm, podczas gdy od początku mógł po prostu zastosować wyższe oprocentowanie. Sugerowanie, że przez dotychczasową praktykę klienci nie tracili, jest ze strony pani pełnomocnik sporym nadużyciem: powstaje bowiem pytanie, czy mając pełen obraz ryzyka, klient zdecydowałby się na taki wyżej oprocentowany kredyt, czy może w części przypadków pożyczyłby od banku mniej lub w ogóle zrezygnował z finansowania, odkładając swoje potrzeby konsumpcyjne na później? Nie dowiemy się tego, w związku z czym twierdzenie, że „klient nie tracił” jest nieuprawnione.

Wiewiórowska-Domagalska w tym jednym zdaniu zaprzecza zresztą samej sobie, z jednej strony bowiem twierdzi, że stosowana przez banki praktyka pozostawała bez wpływu na sytuację klienta, a z drugiej, że banki zaczęły rozliczać się z niektórymi klientami ze strachu przed wyrokiem TSUE. Skoro więc jest pewność, że działania banków nie odbywały się ze szkodą dla konsumenta, to czego boją się dziś banki, proponując swoim klientom zwrot odsetek od skredytowanych kosztów?

Sankcje, które proponuje rząd, są już elementem kodeksu cywilnego. SKD jest niepotrzebna?

W dalszej części rozmowy pełnomocniczka ministra ujawnia, jakie naruszenia będą skutkować zastosowaniem SKD w przypadku wejścia w życie przepisów projektowanych w resorcie. Wiewiórowska przyznaje, że punktem wyjścia jest dobrze znany konsumentom art. 45 obowiązującej ustawy, z pominięciem tych naruszeń „które TSUE uznał za zbyt błahe”. Niestety pani pełnomocnik nie precyzuje, które to naruszenia zostały uznane przez unijnych sędziów za tak nieistotne, że objęcie ich SKD stanowiłoby naruszenie prawa UE. W trakcie wywiadu poruszony został także wątek innych sankcji rozważanych przez projektodawcę, w odniesieniu do naruszeń obowiązków informacyjnych. W pewnym sensie może nawet bawić, jak przedstawicielka resortu sprawiedliwości próbuje „sprzedać” nam już funkcjonujące w polskim prawie przepisy jako coś odkrywczego i innowacyjnego:

jeśli przedsiębiorca nie poinformował klienta o jakimś koszcie, to nie może go naliczać. Jeśli bank pobrał od konsumenta nienależne świadczenie, konsument może żądać zwrotu bez potrzeby odwoływania się do zasad ogólnych ”

… czymże są te propozycje, jeśli nie obowiązującymi przepisami kodeksu cywilnego, uregulowanymi w art. 410 i kolejnych? Można wręcz odnieść wrażenie, że Ministerstwo Sprawiedliwości w swojej zuchwałości tak bardzo nie docenia intelektu środowisk konsumenckich, iż jest gotowe proponować jego przedstawicielom to, co mają już zagwarantowane, w miejsce precyzyjnych przepisów odwołujących się w sposób bezpośredni do relacji z podmiotami z rynku finansowego.

Konsultacje nad projektem niezbędne, jednak czy resort znajdzie na nie czas, nie uchybiając terminom?

Pewnym pocieszeniem dla konsumentów może być to, że Wiewiórowska prezentuje pogląd, zgodnie z którym niezbędnym elementem procesu legislacyjnego nad ustawą powinny być rzetelne i pogłębione konsultacje społeczne. Tajemnicą pozostaje, jak resort chce pogodzić ten „punkt programu” z terminowym wdrożeniem nowych przepisów do polskiego prawa. Możliwości są dwie: albo projektodawca przeprowadzi rzetelne konsultacje – i wówczas nie mamy co spodziewać się ustawy wcześniej niż w przyszłym roku, albo zrobi to po łebkach lub w ogóle odpuści sobie ten krok – a wtedy ustawa może wejść w życie w terminie, jednak z pominięciem perspektywy konsumentów.

Także i w tej rozmowie nie zabrakło krytyki UOKiK: wg pani pełnomocnik brak adekwatnych działań UOKiK powoduje lukę, której nie może wypełnić żadna inna instytucja. Wiewiórowska powołuje się na przykład, jej zdaniem, niefunkcjonującego Trybunału Konstytucyjnego, którego rolę, w zakresie kontroli konstytucyjności na potrzeby rozstrzygania spraw, przejęły sądy powszechne. Jest to doprawdy kuriozalne porównanie, w naszej ocenie służące jedynie wzmocnieniu narracji o nieudolności prezesa UOKiK i niewypełnianiu przez ten urząd swojej podstawowej misji. W publicznej dyskusji o bezpieczeństwie klientów rynku finansowego doszliśmy do momentu, w którym pełnomocniczka ministra sprawiedliwości ds. ochrony praw konsumenta publicznie sugeruje w mediach, że najważniejszy z perspektywy tej ochrony urząd jest… zbędny. Czy Wiewiórowska-Domagalska zastanowiła się w ogóle, jak potoczyłby się konflikt frankowiczów z bankami, gdyby nie UOKiK? Szczerze w to wątpimy.

Warto w tym miejscu zaznaczyć, że dr Wiewiórowska, krytykując UOKiK, nie przytacza konkretów, a jedynie ogranicza się do ogólników, bez wskazywania, co urząd mógł zrobić lepiej i skuteczniej. Brak merytorycznych argumentów pokazuje, że celem nie jest zmuszenie przedstawicieli UOKiK do autorefleksji i nakłonienie ich do zmiany postawy. Działania są obmierzone na marginalizację urzędu, tak, by nie przeszkadzał w tworzeniu przepisów, które pomogą zachować stabilność sektora bankowego i zapobiegną kolejnej fali powództw konsumenckich, a jednocześnie w żaden sposób nie zagwarantują bezpieczeństwa najsłabszym uczestnikom rynku finansowego.

PODSUMOWANIE:

Ze szczątkowych informacji ujawnianych przez pełnomocniczkę ministra sprawiedliwości w mediach wyłania się powoli szkic koncepcyjny nowej ustawy o kredycie konsumenckim. Jeśli dotychczasowe przewidywania dr Wiewiórowskiej-Domagalskiej się sprawdzą, nowa ustawa, implementująca dyrektywę CCD2, będzie zawierać rozwiązania regulujące sankcję kredytu darmowego. Obok dotychczasowej sankcji, w ustawie znajdą się dodatkowe mechanizmy sankcyjne, co w praktyce oznaczać może po prostu dostosowanie rodzaju kary do skali naruszenia, którego dopuścił się przedsiębiorca.

W ustawie znajdzie się taki sam limit kwoty kredytu konsumenckiego, jak wskazał to w dyrektywie unijny prawodawca (100 tys. euro, podczas gdy obecnie jest to 255 550 zł). Zaznaczyć trzeba, że informacje prezentowane przez Wiewiórowską nie mają charakteru oficjalnego rządowego stanowiska. Oznacza to, że ostateczny kształt przepisów może jeszcze ulec zmianie. Wciąż nie możemy wykluczyć scenariusza, w którym resort realizuje plan KNF i wyrzuca SKD z ustawy pod pretekstem jej nieproporcjonalności. Podobnie jak możliwy jest powrót do pierwotnej koncepcji ministra sprawiedliwości, zakładającej uregulowanie SKD odrębną ustawą.

Czynnikiem, który może niepokoić konsumentów, jest bardzo swobodna interpretacja wyroków TSUE, dokonywana przez przedstawicielkę Ministerstwa Sprawiedliwości. Dotychczas tego rodzaju narracyjną ekwilibrystykę uprawiali przede wszystkim przedstawiciele sektora bankowego, czyli strona bezpośrednio zaangażowana w spory z konsumentami. Sytuacja, w której reprezentanci strony rządowej zaczynają patrzeć na spory o SKD pod podobnym kątem, jak sektor prywatny, zdecydowanie nie jest optymalna dla polskiego społeczeństwa, bo generuje ryzyko tworzenia przepisów „pod zamówienie” – nie po to, by uporządkować rynek i zagwarantować bezpieczeństwo oferowanych na nim produktów, a celem minimalizacji ryzyka biznesowego i ochrony wymiaru sprawiedliwości przed kolejną falą pozwów.

 

FrankNews
FrankNews
FrankNews.pl to portal informacyjny poświęcony tematyce rynku kredytowego oraz sporów konsumentów z bankami. Redakcja serwisu od 2014 roku śledzi rozwój orzecznictwa sądowego, zmiany w przepisach prawa oraz zjawiska wpływające na sytuację kredytobiorców w Polsce. Doświadczenia zebrane przy tworzeniu materiałów publikowanych wcześniej w mediach i portalach internetowych stały się podstawą do uruchomienia w 2020 roku serwisu FrankNews.pl — miejsca, w którym informacje dotyczące tej tematyki są gromadzone i prezentowane w formie bieżących wiadomości oraz analiz. Materiały publikowane na FrankNews.pl nie stanowią porady prawnej ani finansowej. Treści odzwierciedlają stanowisko ich autorów i służą przedstawieniu faktów, orzeczeń oraz kontekstu opisywanych wydarzeń. Materiały zamieszczone w serwisie Franknews.pl nie są substytutem dla profesjonalnych porad prawnych. Franknews.pl nie poleca ani nie popiera żadnych konkretnych procedur, opinii lub innych informacji zawartych w serwisie. Zamieszczone materiały są subiektywnymi wypowiedziami autorów.

Related Articles

Najnowsze