Banki oddają odsetki, by uciec przed 180 mld zł. Pułapka w nowych pismach

Czas czytania: 10 minut

Kredytobiorcy gotówkowi, którzy nie śledzą newsów na temat sankcji kredytu darmowego, mogą się niebawem pozytywnie zdziwić: banki rozpoczynają wielką akcję dostosowywania swoich umów do wyroku TSUE z 23 kwietnia br. Oznacza to, że podmioty te planują rozliczyć odsetki od skredytowanych kosztów kredytu, pobrane od dnia wydania wyroku. Część instytucji zapowiada, że rozliczy te odsetki automatycznie. Lepiej zorientowani w swoich prawach konsumenci mogą jednak zapytać: dlaczego tym dobrowolnym rozliczeniom nie podlegają odsetki pobrane przed wskazaną datą? Odpowiedź na to pytanie jest złożona i udzielamy jej w niniejszym tekście.

Z artykułu dowiesz się:

  • Ile sektor bankowy JUŻ wydał na dostosowanie się do wyroku C-744/24 vs. ile mógłby wydać, gdyby uczciwie rozliczył nienależnie pobrane świadczenia
  • Jaki jest, zdaniem znanego ekonomisty, procentowy udział umów zagrożonych pozwem o sankcję kredytu darmowego
  • Czy jest szansa, że banki zaczną proponować ugody w odpowiedzi na oświadczenia o SKD, a jeśli tak, to komu
  • Co musiałoby się stać, aby bankowcy zmienili swoje podejście do rozliczania nadmiarowych odsetek na bardziej prokonsumenckie.

Banki oddadzą klientom odsetki od skredytowanych prowizji, ale tylko te pobrane od 23 kwietnia. Po uczciwe rozliczenie konsument wciąż musi iść do sądu

Zasada mówiąca o tym, że prawo nie działa wstecz, jest jedną z najważniejszych reguł, stojących na straży przewidywalności i stabilności krajowych przepisów. Zasada ta bardzo podoba się bankom, które chciałyby, aby wyroki TSUE miały zastosowanie wyłącznie dla stosunków prawnych zawartych już po dacie ich wydania. Tak się jednak nie dzieje, z bardzo prostego powodu. Trybunał Sprawiedliwości UE, wydając orzeczenia odnoszące się do praw konsumenta, w kontekście obowiązujących dyrektyw 93/13 i 2008/48/WE, nie tworzy nowego prawa, tylko dokonuje wykładni istniejących przepisów.

Dzięki unijnym stanowiskom dowiadujemy się zatem, jak dany przepis powinien być interpretowany od początku jego obowiązywania. To właśnie dlatego frankowicze, którzy zawarli swoje umowy w latach 2004-2011, mogą korzystać z dobrodziejstw orzeczeń TSUE, z których pierwsze, odnoszące się do kredytów pseudowalutowych, zostało wydane dopiero 3 października 2019 roku.

Na tej samej zasadzie banki powinny stosować się do zaleceń Trybunału, odnoszących się do spraw o sankcję kredytu darmowego. 23 kwietnia 2026 roku TSUE wydał wyrok w sprawie C-744/24, przeciwko Pekao S.A. – Trybunał uznał, że bank nie ma prawa pobierać odsetek od kwot, których nie udostępnił klientowi do ręki. Mowa o skredytowanych prowizjach i składkach na ubezpieczenie, doliczanych przez banki do podstawy oprocentowania, co umożliwiało im pobieranie odsetek nie tylko od kapitału, ale i od kosztów kredytu. Skoro więc praktyka ta była nielegalna od początku, to banki powinny rozliczyć całość nadmiarowych odsetek, bez czekania, aż klienci się o te środki upomną. Tak się jednak nie dzieje.

W kilka tygodni po wyroku banki zaczęły przedstawiać w mediach własne pomysły na sprostanie kwietniowemu orzeczeniu. Dominujące stanowisko w sektorze jest takie, że odsetki od skredytowanych kosztów podlegają rozliczeniu, ale tylko od momentu wydania wyroku TSUE. Do przyjęcia takiego modelu przedstawiciele sektora bankowego są zachęcani między innymi przez Związek Banków Polskich, który stanowisko w tej sprawie zaprezentował 15 września br.

Banki planują zatem zwrócić te środki swoim klientom, a w niektórych instytucjach, w tym w PKO BP i Alior Banku, procedura ta ma zostać przeprowadzona automatycznie. Jednocześnie media, bazując na doniesieniach kancelarii odszkodowawczych, informują o tym, że w niektórych przypadkach banki są gotowe rozliczyć nienależnie pobrane odsetki od początku trwania umowy – dotyczy to jednak sytuacji, w których konsument złożył reklamację, powołał się w niej na SKD i dał jasno do zrozumienia, że niespełnienie jego roszczeń skutkować będzie wstąpieniem na drogę sądową.

W odpowiedzi na takie reklamacje banki przekonują, że konsument nie ma podstaw do domagania się sankcji kredytu darmowego (czyli zwolnienia go z wszelkich opłat związanych z kredytem, nie tylko samych odsetek). Jednocześnie potwierdzają, że są gotowe do zwrotu kwot, których – według kwietniowego wyroku TSUE – nie powinny były pobrać. Na chwilę obecną wiadomo, że tego typu podejście prezentują m.in. Pekao S.A., VeloBank, Millennium i Alior Bank.

Jak takie rozliczenie wygląda w praktyce, pokazuje pismo, które w ostatnich tygodniach otrzymują klienci VeloBanku. Bank informuje w nim, że nie będzie już naliczał odsetek od prowizji i kosztów ubezpieczenia, jeżeli były one kredytowane, i przesyła zaktualizowany harmonogram spłat. Jak napisano, „mając na względzie wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z dnia 23 kwietnia 2026 r., w sprawie o sygnaturze akt C-744/24 (…), Bank podjął decyzję o zaprzestaniu dalszego naliczania odsetek od kredytowanych kosztów kredytu”. Zwrot obejmie jednak wyłącznie kredyty aktywne na dzień wyroku i tylko odsetki „naliczone i pobrane za okres od dnia wyroku do dnia zaprzestania ich naliczania”. Pieniądze mają trafić do klientów najpóźniej do 31 grudnia 2026 r., bez składania odrębnego wniosku.

Adwokat Jacek Sosnowski, którego kancelaria prowadzi tysiące spraw przeciwko bankom, nie ma wątpliwości, że z dostosowaniem się do wyroku ma to niewiele wspólnego. – Trudno to nazwać dostosowaniem. Gdyby banki rzeczywiście chciały choćby częściowo naprawić skutki nielegalnej praktyki, oddawałyby odsetki od skredytowanych kosztów pobrane od początku umowy, a nie dopiero od 23 kwietnia. Trybunał nie zakazał tej praktyki od dnia wyroku, tylko stwierdził, że od początku była niezgodna z prawem. Sektor wybrał, jak zwykle, najtańszy sposób wyjścia z problemu, a właściwie nawet nie wyjścia, tylko uśpienia czujności kredytobiorców. Klient dostaje niewielki przelew i nowy harmonogram, a bank liczy, że uzna sprawę za zamkniętą – mówi adwokat Jacek Sosnowski z Kancelarii Sosnowski Adwokaci i Radcowie Prawni.

Dokładne analizy i ważne informacje dla kredytobiorców.
Śledź nasze profile, aby wzmocnić ich widoczność i być na bieżąco:

 

Wyrok TSUE w sprawie odsetek od skredytowanych kosztów a termin przedawnienia

Z bankowych raportów za I półrocze 2026 roku wynika, że koszty dostosowania umów do wyroku TSUE wyniosły w II kwartale ok. 620 mln zł. To relatywnie niewiele, biorąc pod uwagę liczbę umów objętych ryzykiem, a znajdujących się w obrocie prawnym – ostrożne kalkulacje mówią o 25 mln kontraktów, wartych setki miliardów złotych. Dla porównania, łączna liczba kredytów frankowych udzielonych polskim konsumentom przez banki nie przekraczała 800 tys. – tymczasem do tej pory sektor wydał na ryzyka prawne związane z tymi umowami sporo ponad 100 mld zł. I właśnie tu należy szukać odpowiedzi na pytanie, dlaczego sektor w tak wybiórczy sposób podchodzi do realizacji postanowień zawartych w wyroku z 23 kwietnia.

Powodem, dla którego banki są gotowe rozliczyć wyłącznie odsetki pobrane od wyroku TSUE, są po pierwsze pieniądze, a po drugie sposób liczenia terminu przedawnienia. Najprościej rzecz ujmując, banki nie do końca wiedzą, kto i do którego momentu może się ubiegać o zwrot nadmiarowych odsetek. Jeśli wzięlibyśmy pod uwagę jedynie krajowe przepisy dotyczące sankcji kredytu darmowego, trzeba by przyjąć, że roszczenie przedawnia się w rok od całkowitego wykonania umowy. Jeśli zatem konsument spłacił swój kredyt ponad rok temu i do tej pory nie upomniał się o zwrot pieniędzy, to bank nie musi mu oddawać ani złotówki.

Obecnie jednak nie do końca wiadomo, czy na roszczenie dotyczące nienależnie pobranych odsetek powinniśmy patrzeć tylko z perspektywy art. 45 ustawy o kredycie konsumenckim, czy może również przez pryzmat ogólnych terminów, o których mówi kodeks cywilny w kontekście zwrotu świadczenia nienależnego. W tym drugim przypadku roszczenie przedawnia się dopiero po 6 latach. A to jeszcze nie koniec zawiłości, bo powstaje pytanie, od kiedy powinno się liczyć ów sześcioletni termin – osobno dla każdej spłaconej, zawyżonej raty, a może od momentu złożenia reklamacji?

Problem ten występował także w sporach o franki – i tu linia orzecznicza uległa na przestrzeni lat ogromnej zmianie. Obecnie sądy, wspierając swój pogląd na dorobku orzeczniczym TSUE, stoją na stanowisku, że sześcioletni termin biegnie dopiero od momentu, w którym konsument dowiedział się o przysługującym mu roszczeniu. Zwykle oznacza to, że ów termin startuje w momencie podjęcia pierwszej próby zakwestionowania klauzuli abuzywnej.

Jeżeli TSUE powieliłby ten pogląd w odniesieniu do spraw o odsetki od skredytowanych kosztów, ryzyko dotyczyłoby nie tylko umów obecnych w obrocie i tych, które wypadły z niego maksymalnie 12 miesięcy temu. Sektor musiałby się liczyć z reklamacjami (a w przyszłości z pozwami) dotyczącymi kontraktów, które zostały w całości wykonane nawet kilka lat temu.

A to przecież nie koniec – nie wiemy jeszcze, jak sądy podejdą do rozliczeń tych umów. Przypominamy, że kredytobiorcy, którzy idą do sądu, domagają się pełnej sankcji kredytu darmowego, a nie tylko zwrotu odsetek od skredytowanych kosztów.

SKD może kosztować sektor bankowy ponad 180 mld zł?

Maksymalną ekspozycję brutto na ryzyko związane z kredytami konsumenckimi postanowił policzyć ekonomista, Krzysztof Szymański. Na łamach portalu infor.pl zaprezentował on prognozę, według której, przy założeniu, że ryzykiem objęte są umowy aktywne oraz spłacone maksymalnie rok temu, koszt ryzyka wyniesie 110 mld zł. Gdyby natomiast przyjąć wariant, w którym ryzykiem objęte są umowy zawarte od 2011 roku, czyli od wejścia w życie ustawy o kredycie konsumenckim, koszt ten mógłby przekroczyć 180 mld zł, co oznaczałoby, że niektóre banki wyzerowałyby swoje kapitały własne.

Górna granica ekspozycji zakłada, że wady dotyczyłyby 90 proc. umów, a realizacja roszczeń wynosiłaby 100 proc. Ekonomista zestawia te dane z szacunkami Związku Banków Polskich, według których koszty ryzyka prawnego wyniosą w 2026 roku od 5 do 7 mld zł.

W kolejnych akapitach tej analizy ekspert prezentuje pogląd, zgodnie z którym sporem sądowym może zostać realnie objęte nie więcej niż 15 proc. umów konsumenckich. Powód? Wartość potencjalnego przedmiotu sporu. Krzysztof Szymański przedstawia dane, z których wynika, że w marcu br. przeciętna kwota zaciąganego kredytu ratalnego wynosiła 2249 zł. Jak wskazuje, w takiej umowie łączny koszt kredytu wyniesie od kilkuset do kilku tysięcy złotych – wstępowanie na drogę sądową w takim przypadku staje się nieopłacalne, z czego banki doskonale zdają sobie sprawę.

Wiele wadliwych umów nie trafi do sądu z uwagi na niską wartość. Banki wykorzystują ten fakt w relacji z klientami

W przypadku spraw o sankcję kredytu darmowego kredytobiorca ma kilka dróg prawnych do wyboru. Nie musi pozywać banku we współpracy z kancelarią adwokacką czy radcowską, co wiązałoby się z wynagrodzeniem dwuskładnikowym, w formie opłaty wstępnej i, w przypadku wygranej, premii za sukces. Może pójść inną drogą i skorzystać z oferty kancelarii odszkodowawczej.

Tu występują zwykle dwie opcje: pozew we własnym imieniu, ale z minimalną opłatą wstępną, lub odpłatna cesja wierzytelności, po której to kancelaria staje się powodem w sprawie. Brutalna prawda jest jednak taka, że kancelarie odszkodowawcze ściśle selekcjonują umowy przed nawiązaniem współpracy. Jeżeli więc konsument ma do zakwestionowania umowę, w której kwota kredytu opiewa na kilka tysięcy złotych, mało prawdopodobne, że znajdzie firmę chętną na odkupienie takiej wierzytelności. Bierzmy pod uwagę, że orzecznictwo krajowych sądów w sprawach z tej kategorii wciąż jest w dużej mierze korzystne dla banków. Z uwagi na realne ryzyko przegranej, kancelarie wolą koncentrować się na większych kredytach, co widać zresztą po sprawozdaniach banków.

Oto przeciętna wartość sporu o SKD w poszczególnych bankach – dane pochodzą z raportów za I półrocze:

  • PKO Bank Polski – 28 959 zł
  • Pekao S.A. – 31 739 zł
  • mBank – 31 451 zł
  • Millennium Bank – 26 719 zł
  • Erste Bank – 30 438 zł
  • BNP Paribas – 25,5 tys. zł
  • Alior Bank – 45 725 zł.

Co istotne, wartości te wzrosły w porównaniu do końca 2025 roku, co świadczy o tym, że kancelarie wciąż zaostrzają kryteria doboru umów do objęcia sporem. Sektor bankowy bacznie obserwuje to, co dzieje się na rynku kancelarii odszkodowawczych, wie zatem, że konsument, który wziął pożyczkę o wartości 2-3 tys. zł, nie pójdzie do sądu, nawet w przypadku zmiany orzecznictwa na jednoznacznie sprzyjające klientom. W takiej sprawie wysokość honorarium kancelarii może istotnie przekroczyć wartość korzyści wynikających z wygranej. Bankowcy cynicznie wykorzystują ten fakt w przeprowadzanych pozaprocesowych rozliczeniach. Wdrażają strategię, którą doradził im ZBP i oddają klientom nadmiarowe odsetki pobrane od wyroku TSUE, ponieważ w ten sposób są w stanie zrealizować kilka celów jednocześnie:

  • dają wyraźny znak sądom i stronie rządowej, że w sposób dojrzały podchodzą do realizacji unijnych orzeczeń i są gotowe na polubowne rozwiązania
  • zniechęcają do podjęcia kroków prawnych najmniej zdeterminowaną grupę klientów
  • kontrolują liczbę wpływających do sądów spraw spornych i minimalizują ryzyko skierowania do Trybunału kolejnych pytań prejudycjalnych (im mniej spraw trafia do sądów krajowych, tym mniejsza szansa na kolejne odesłania do TSUE).

Mec. Sosnowski zwraca jednak uwagę, że ta strategia może przynieść bankom skutek odwrotny od zamierzonego. – Polscy kredytobiorcy mają za sobą doświadczenie frankowiczów i wiedzą, że jeśli bank sam przysyła pismo o zmianie harmonogramu czy zwrocie odsetek, trzeba sprawdzić, co się za tym kryje. Wiele osób właśnie to robi. W naszej praktyce analiza takiej umowy bardzo często pokazuje, że zawiera ona wady kwalifikujące ją do sankcji kredytu darmowego, a kwota, której kredytobiorca może dochodzić, jest wielokrotnie wyższa od tej, którą bank oddaje z własnej inicjatywy – ocenia prawnik.

Jak dodaje, banki w ten sposób niejako same generują sobie pozwy. – Kredytobiorca, który dostał takie pismo, zagląda do umowy, widzi w niej oczywiste wady, a wyliczenia pokazują mu, że pójście do sądu może być dla niego bardzo opłacalne. Widzi też, że sankcja kredytu darmowego to nie żaden wybieg, tylko przepis ustawy, który ustawodawca stworzył właśnie na taką sytuację: gdy kredytodawca nie wywiązał się z obowiązków informacyjnych lub popełnił określone błędy w umowie. Pismo, które miało zamknąć temat, coraz częściej staje się pierwszym krokiem do pozwu – dodaje mec. Sosnowski.

Ugody w sprawach SKD możliwe, ale nie dla każdego

Strategia procesowa banków w sprawach o sankcję kredytu darmowego jest specyficzna. W zdecydowanej większości takich postępowań przedstawiciele sektora są nieugięci i dążą do oddalenia roszczeń konsumenta. W sprawach, w których sąd I instancji wydał korzystny dla kredytobiorcy wyrok, składają apelacje. Wyjątkiem są sytuacje, w których sąd wysłał pytania prejudycjalne do TSUE – jeśli poruszone przez sąd odsyłający zagadnienia są dla sektora ryzykowne (istnieje prawdopodobieństwo, że Trybunał rozpatrzy sprawę na korzyść konsumenta), pozwany bank woli uznać roszczenie lub zawrzeć ugodę, dążąc do umorzenia unijnego postępowania.

Zdaniem mec. Sosnowskiego czas nie działa jednak na korzyść banków. – Sytuacja jest rozwojowa. Banki dopiero zaczęły masowo wysyłać takie pisma, a wiele osób po analizie umowy decyduje się na pozew. Ci, którzy zainteresowali się tematem wcześniej, mają już wyroki. Widzimy, że orzecznictwo coraz wyraźniej przesuwa się w stronę konsumentów i sądy coraz częściej przyznają kredytobiorcom sankcję kredytu darmowego. Im więcej będzie takich rozstrzygnięć, tym trudniej będzie bankom utrzymać obecną strategię – prognozuje prawnik.

Jeżeli, na skutek wyroków TSUE lub oczekiwanej uchwały Sądu Najwyższego, dojdzie do wyraźnej zmiany w krajowym orzecznictwie, banki najprawdopodobniej zaczną wdrażać programy ugodowe. Należy jednak oczekiwać, że będą one skierowane do kredytobiorców dysponujących roszczeniem o wartości kilkunastu czy kilkudziesięciu tysięcy złotych, czyli tych, którym realnie opłaca się iść do sądu po darmowy kredyt. Pozostali klienci sektora zapewne zostaną wykluczeni z udziału w programie, chyba że… rząd zmieni obowiązujące przepisy w taki sposób, że dochodzenie roszczeń o niższej wartości stanie się prostsze i mniej kosztowne.

Okazja ku temu jest znakomita: Ministerstwo Sprawiedliwości pracuje właśnie nad nową ustawą o kredycie konsumenckim, w której znajdą się mechanizmy sankcyjne, stanowiące odpowiedź na naruszenia w umowach zawieranych z konsumentami. Z dotychczasowych wypowiedzi przedstawicieli ministerstwa wynika, że nowa ustawa, prócz klasycznej SKD, będzie zawierała także i inne rozwiązania sankcyjne – dokładny kształt nowych przepisów nie jest jeszcze znany, a projekt najprawdopodobniej ujrzy światło dzienne w ciągu nadchodzących kilku miesięcy. Rządzący planują wprowadzenie nowych przepisów przed końcem bieżącej kadencji Sejmu.

Jeżeli rządzący zdecydują się ułatwić dochodzenie roszczeń konsumentom, którzy pożyczyli od banku (lub innej instytucji finansowej) mniejszą kwotę, sektor będzie musiał zrewidować swoje podejście do rozpatrywania reklamacji i zawierania ugód, co oczywiście spowoduje wzrost kosztów ryzyka i wydłuży proces księgowania odpisów na sprawy sporne.

PODSUMOWANIE:

  • Do końca I półrocza br. banki giełdowe wydały na dostosowanie swoich umów do wyroku TSUE ok. 620 mln zł. Według ekonomisty Krzysztofa Szymańskiego, maksymalny koszt po stronie sektora związany z sankcją kredytu darmowego może przekroczyć 180 mld zł. Jest to jednak skrajny scenariusz, do którego materializacji zapewne nie dojdzie
  • Według ekonomisty, rzeczywistym zagrożeniem objęte może być nie więcej jak 15 proc. umów kredytów konsumenckich – reszta kredytów ma po prostu zbyt małą wartość, by dochodzenie roszczeń było dla konsumenta opłacalne
  • Istnieje realna szansa, że banki zaczną w przyszłości proponować klientom ugody – najbardziej prawdopodobne jest, że programy ugodowe będą kierowane do posiadaczy kredytów i pożyczek o większej wartości, w przypadku których pójście do sądu będzie najbardziej opłacalne
  • Zmiana podejścia sektora do roszczeń dotyczących kredytów o mniejszej wartości jest możliwa, ale tylko w przypadku zmiany prawa: jeśli rządzący dadzą polskiemu konsumentowi możliwość tańszego i prostszego dochodzenia roszczeń, banki będą musiały otworzyć się na negocjacje ugodowe z kolejnymi grupami klientów, co nie pozostanie bez wpływu na ich kapitały.

FrankNews
FrankNews
FrankNews.pl to portal informacyjny poświęcony tematyce rynku kredytowego oraz sporów konsumentów z bankami. Redakcja serwisu od 2014 roku śledzi rozwój orzecznictwa sądowego, zmiany w przepisach prawa oraz zjawiska wpływające na sytuację kredytobiorców w Polsce. Doświadczenia zebrane przy tworzeniu materiałów publikowanych wcześniej w mediach i portalach internetowych stały się podstawą do uruchomienia w 2020 roku serwisu FrankNews.pl — miejsca, w którym informacje dotyczące tej tematyki są gromadzone i prezentowane w formie bieżących wiadomości oraz analiz. Materiały publikowane na FrankNews.pl nie stanowią porady prawnej ani finansowej. Treści odzwierciedlają stanowisko ich autorów i służą przedstawieniu faktów, orzeczeń oraz kontekstu opisywanych wydarzeń. Materiały zamieszczone w serwisie Franknews.pl nie są substytutem dla profesjonalnych porad prawnych. Franknews.pl nie poleca ani nie popiera żadnych konkretnych procedur, opinii lub innych informacji zawartych w serwisie. Zamieszczone materiały są subiektywnymi wypowiedziami autorów.

Related Articles

Najnowsze