Polscy konsumenci powoli godzą się z perspektywą wprowadzenia przez obecny obóz rządzący tzw. ustawy frankowej – po zmianie w fotelu ministra sprawiedliwości nic nie wskazuje, aby ów projekt, będący na zaawansowanym etapie prac legislacyjnych, miał zostać odrzucony lub poddany radykalnym zmianom. Nie oznacza to, że zostanie skierowany pod czytanie w Sejmie w aktualnej formie: konsultacje wciąż trwają, tyle że nie zostali do nich ponownie zaproszeni sami konsumenci. Rozmowy o ewentualnych modyfikacjach toczą się pomiędzy urzędami i dotyczą kwestii kosmetycznych, a nie fundamentów, na których zbudowano ten kontrowersyjny projekt. Co tak naprawdę wiemy o ustawie, którą szykuje frankowiczom Ministerstwo Sprawiedliwości? Kto może zyskać, a kto stracić na wprowadzeniu ustawy w życie? Co o projekcie myślą sędziowie, a co sądzą o nim prawnicy strony konsumenckiej?
- Trwają intensywne prace nad projektem ustawy frankowej, który 25 lipca 2025 roku został przyjęty przez Stały Komitet Rady Ministrów. Celem rządzących jest wprowadzenie ustawy frankowej jeszcze w tym roku
- Mimo zmiany na stanowisku ministra sprawiedliwości absolutnie nic nie wskazuje na to, by projekt ustawy frankowej miał tym razem zostać odłożony na półkę. W obozie rządzącym wyraźnie widać zapotrzebowanie na sukces w postaci przyśpieszenia spraw cywilnych
- Eksperci prawni, w tym adwokaci i sami sędziowie, sceptycznie podchodzą do możliwość udrożnienia krajowego wymiaru sprawiedliwości dzięki ustawie frankowej. Środowiska te mają jednak zupełnie różne pomysły na to, jak rzeczywiście ułatwić obywatelom dostęp do szybszych wyroków.
Urzędnicy dyskutują o ostatecznym kształcie ustawy frankowej. Jakie zapisy projektu mogą jeszcze ulec zmianom?
Projekt ustawy frankowej wciąż ewoluuje – a przynajmniej do takiego wniosku dochodzimy, obserwując aktualizacje na stronie Rządowego Centrum Legislacji. Ostatnie modyfikacje w ścieżce legislacyjnej projektu zostały wprowadzone 4 sierpnia br. – wiemy, że 25 lipca br. został przyjęty przez Stały Komitet Rady Ministrów i obecnie jest przedmiotem analiz Komisji Prawniczej. Pod koniec lipca pod adresem projektu wpłynęły kolejne uwagi, skierowane przez Rządowe Centrum Legislacji oraz Ministerstwo Finansów. Stanowisko RCL zawierało sugestie dotyczące m.in. art. 4 ust. 2, art. 3 ust. 4, art. 18 ust. 2 i art. 5 ust. 5. Z nadesłanych uwag wynika, że projekt wymaga dopracowania, nie tylko pod kątem prawnym, ale również redakcyjnym i legislacyjnym. W opinii Rządowego Centrum Legislacji wymagane poprawki mogą zostać naniesione na dalszym etapie prac nad projektem. Z odpowiedzi Ministerstwa Sprawiedliwości wynika, że spora część uwag zgłoszonych przez RCL została uwzględniona.
Warto zaznaczyć, że uwagi przedstawione Ministerstwu przez RCL nie negują zasadności poszczególnych zapisów, a jedynie odnoszą się do potrzeby doprecyzowania niektórych z nich lub uzupełnienia o regulacje dotyczące odpowiednich procedur informacyjnych. Z kolei uwagi Ministerstwa Finansów są bardziej ogólne i sprowadzają się w dużej mierze do stwierdzenia, że przyśpieszenie postępowań oczywiście jest potrzebne, jednak rozwiązania zaproponowane w projekcie ustawy mogą przełożyć się na ograniczenie lub wręcz zatrzymania procesu ugodowego i skłonienie kredytobiorców do składania pozwów. W opinii resortu finansów zachętę do złożenia powództwa mogą poczuć nawet osoby, które spłaciły już swoje kredyty. Powodem ma być… ułatwione postępowanie sądowe.
Po lekturze pierwszej strony stanowiska Ministerstwa Finansów zastanawialiśmy się, czy ktokolwiek w tym resorcie rzeczywiście przeczytał ze zrozumieniem ten projekt. Zdziwiło nas, że ktokolwiek niebędący przedstawicielem środowiska bankowców mógł uznać, że zapisy projektu jakkolwiek ułatwią kredytobiorcom sądzenie się z bankiem. A przynajmniej takie, którego efektem będzie wyrok w 100 procentach zgodny z orzecznictwem TSUE.
Druga strona pisma wskazuje jednak, że ktoś w resorcie finansów rzeczywiście zapoznał się z treścią projektu, a przynajmniej z Oceną Skutków Regulacji. Minister Finansów sugeruje ponowną analizę i uzupełnienie OSR, a w niektórych miejscach aktualizację danych: jak się okazuje, dane cytowane przez projektodawcę w odniesieniu do liczby powodów w sprawach frankowych są dalekie od realnych, a niektóre informacje pochodzą sprzed kilku lat, zatem mogą być już nieaktualne.
Biorąc pod uwagę skalę i rangę zmian proponowanych przez RCL i resort finansów, nie jesteśmy w stanie ocenić, czy celem zgłaszanych stanowisk jest rzeczywiście dopracowanie projektu, czy może po prostu pozorowanie pożytecznych działań. Jeżeli w podobny sposób prezentować się będą uwagi zgłaszane przez inne instytucje i urzędy, to frankowicze nie mają wielkich szans na to, że ustawa zostanie poddana radykalnym zmianom.
Najnowsza wersja projektu datowana jest na dzień 31 lipca 2025 roku – jak nietrudno się domyślić, naniesione zmiany mają charakter kosmetyczny i nie wpłyną w większym stopniu na poprawę sytuacji frankowiczów. Zmiany mają dotknąć art. 18 ust. 2, który został doprecyzowany. Po modyfikacjach wiadomo już, że bank, w przypadku uwzględnienia złożonego przez siebie potrącenia, zostanie obciążony kosztami postępowania (w części obejmującej oddalone wskutek podniesienia tego zarzutu roszczenie konsumenta) nie tylko w sprawach nowych, ale również tych, które trafiły do sądu przed wejściem w życie ustawy.
Nowy minister sprawiedliwości nie zatrzyma prac nad ustawą frankową
Kredytobiorcy, którzy liczyli, że nowy minister sprawiedliwości, jako były sędzia i były frankowicz, będzie zwolennikiem wstrzymania prac nad ustawą frankową, najprawdopodobniej się rozczarują. Absolutnie nic nie wskazuje, aby ów projekt miał zostać odłożony na półkę lub wyrzucony do kosza. Waldemar Żurek, już jako minister sprawiedliwości, ma za sobą pierwsze konferencje prasowe, udzielił też wielu wywiadów mediom głównego nurtu.
Z jego wypowiedzi wynikają dwie rzeczy: po pierwsze, chce się skoncentrować na realnych działaniach, a nie na zapowiedziach tych działań, po drugie, zależy mu na reformowaniu sądów z poszanowaniem praworządności. W jednym z najnowszych wystąpień dał do zrozumienia, że sędziowie są związani nie tylko ustawami, ale przede wszystkim Konstytucją RP.
Póki co minister Żurek raczej unika bezpośredniego odnoszenia się do kwestii projektu ustawy frankowej. Trudno się temu dziwić – obejmuje tekę ministra w newralgicznym momencie, po Adamie Bodnarze, z którym niespełna dwa lata temu obecny obóz rządzący wiązał ogromne nadzieje. Priorytetem dla nowego ministra będzie teraz przede wszystkim to, czego nie udało się jego poprzednikowi, czyli reforma KRS, uporządkowanie kwestii neosędziów. Nie sposób oczekiwać, że skoncentruje swoją uwagę na projekcie będącym na zaawansowanym etapie prac, w dodatku dotyczącym coraz węższej grupy obywateli.
O ewentualnym przyszłym kursie nowego ministra wobec strony konsumenckiej bardziej niż jego własne słowa świadczą… wypowiedzi niezwiązanych z nim ekspertów, np. Przemysława Rosatiego, stojącego na czele Naczelnej Rady Adwokackiej. Prezes NRA ma już za sobą pierwsze spotkanie z nowym ministrem, które odbyło się jeszcze w lipcu i dotyczyło ogólnych kwestii związanych z wymiarem sprawiedliwości. Przemysław Rosati pozytywnie ocenia zmianę na stanowisku ministra, nie kryje też niezadowolenia z pracy jego poprzednika. Wskazuje na to, że Waldemar Żurek jest praktykiem, sędzią z wieloletnim doświadczeniem, i zna problemy wymiaru sprawiedliwości.
Rozmowa prezesa NRA z ministrem dotyczyła kwestii priorytetowych z punktu widzenia obywatela, mającego do czynienia z wymiarem sprawiedliwości. Możemy się tylko domyślać, czy jednym z poruszonych tematów były regulacje na rynku kancelarii prawnych, o których wprowadzenie od lat zabiega Naczelna Rada Adwokacka.
Jak projekt ustawy frankowej jest oceniany przez adwokatów i sędziów?
Tak długo, jak nieznane były szczegóły projektu ustawy frankowej, eksperci prawni w rozmowach z mediami mogli co najwyżej spekulować na temat potencjalnych konsekwencji wprowadzenia rozwiązań legislacyjnych regulujących spory kredytobiorców z bankami. Obecnie jednak znane są już wszystkie zapisy projektu, a co za tym idzie w przestrzeni publicznej przybywa komentarzy eksperckich odnoszących się do poszczególnych propozycji opracowanych przez resort we współpracy z Komisją Kodyfikacyjną Prawa Cywilnego.
Jak nietrudno się domyślić, stanowisko pełnomocników frankowiczów w sprawie ustawy frankowej jest krytyczne. Eksperci prawni wskazują przede wszystkim, że na legislacyjne rozwiązania jest już za późno – mówiła o tym niedawno mec. Karolina Pilawska w programie „Punkt widzenia Jankowskiego”, emitowanym przez Polsat News. Adwokatka zaprezentowała opinię, zgodnie z którą wprowadzenie ustawy frankowej nie tylko nie udrożni sądów, ale wręcz wydłuży frankowe postępowania, między innymi dzięki zapisowi udostępniającemu bankowi możliwość podniesienia zarzutu potrącenia na późnym etapie postępowania w sądzie II instancji. W opinii ekspertki nie tylko przedłuży to cały proces, ale i wprowadzi konieczność przeprowadzenia dodatkowej analizy, spowoduje zamieszanie proceduralne, generując niepewność po stronie konsumenta.
Szeroką analizę konsekwencji wprowadzenia ustawy frankowej mec. Pilawska prezentuje na stronie swojej kancelarii. W swoim tekście odnosi się między innymi do takich zapisów projektu, jak ten wprowadzający „automatyczne” wstrzymanie objętej pozwem umowy kredytowej czy – w teorii korzystne dla konsumenta – obciążenie banku kosztami postępowania sądowego w części, w której roszczenie konsumenta zostało oddalone z uwagi na uwzględnione potrącenie.
Po pierwsze, mec. Pilawska przypomina, że owo automatyczne wstrzymanie umowy będzie zależne od doręczenia bankowi odpisu pozwu, na które trzeba czekać nierzadko wiele miesięcy, w niektórych przypadkach ponad rok. Takie rozwiązanie ekspertka określa mianem „fikcji ochrony procesowej” i wyjaśnia, że przez okres od złożenia pozwu aż do otrzymania jego odpisu przez bank kredytobiorca nadal będzie zobowiązany do spłacania rat swojego kredytu. Co więcej, ewentualny wniosek o zabezpieczenie roszczenia zostanie po wejściu w życie ustawy pozostawiony bez rozpoznania. Przypomnijmy, że obecnie – przynajmniej w teorii – sąd powinien rozpoznać taki wniosek w terminie 7 dni od jego otrzymania.
Po drugie, w odniesieniu do obciążenia banku kosztami procesu, adwokatka zwraca uwagę na pewien ciekawy niuans. Otóż projektodawca uzależnia obciążenie banku kosztami postępowania od niekwestionowania przez konsumenta podniesionego przez ów bank zarzutu potrącenia. Ten zapis mec. Pilawska kwituje jako groźne narzędzie nacisku, dodaje też, że jest to próba zniechęcania strony konsumenckiej do korzystania z przysługującego jej prawa do obrony. Wszak kredytobiorca może uważać, że roszczenie banku jest niezasadne lub przedawnione – jeśli podniesie swoje argumenty w sądzie, naraża się na obciążenie go niemałymi kosztami postępowania w przypadku, w którym sąd zdecyduje się uznać potrącenie.
Czyją pozycję wzmocni, a czyją osłabi ustawa frankowa?
W świetle powyższych informacji warto się zastanowić, kto tak naprawdę skorzysta na ustawie frankowej? Po raz kolejny przypominamy, że resortowi sprawiedliwości zależy, by miała ona pozytywny wpływ na drożność samych sądów, a więc celem jest szeroko pojęty interes publiczny. Nie spotkaliśmy się jak dotąd z opiniami niezależnych ekspertów, którzy rzeczywiście wierzyliby, że projektowane rozwiązania przełożą się na zażegnanie kryzysu w sądownictwie. Ustawa nie pomoże też frankowiczom – nie da im nowych uprawnień, może za wyjątkiem automatycznego zabezpieczenia, które okazuje się przywilejem tylko na papierze. Resort próbuje usankcjonować coś, co od dawna funkcjonuje w polskim prawie dzięki unijnemu orzecznictwu: kredytobiorcy i bez tego mogą być spokojni o zabezpieczenie swoich roszczeń – różnica polega na tym, że dziś środek ten jest uruchamiany na wniosek zainteresowanego.
Tak naprawdę w największym stopniu ustawa wzmacnia pozycję procesową banków – pozwala im zyskać na cofnięciu złożonych powództw i skorzystaniu z potrącenia, a także udostępnia narzędzia do komplikowania procesów bezpośrednio przed wydaniem prawomocnego wyroku. Jeśli spojrzymy na to, jak traktowane są w sądach inne grupy przedsiębiorców, niestety szybko zauważymy, że tylko banki mogą liczyć na specjalne traktowanie. Jest to szczególnie bulwersujące ze względu na to, że za te przywileje zapłaci nikt inny, jak polski podatnik – wszak zwrot połowy opłaty za cofnięcie pozwu lub apelacji, który wprowadzi ustawa, będzie kosztował Skarb Państwa dziesiątki (a być może nawet setki) milionów złotych. Są to pieniądze, które można by spożytkować dużo lepiej – na przykład na wsparcie sądów dodatkowymi etatami czy też na zakup nowoczesnych technologii ułatwiających sędziom i sekretariatom pracę.
Znana sędzia krytykuje projekt ustawy frankowej. Jej uwagi są odmienne od tych zgłaszanych przez kancelarie frankowe…
Nie jest tajemnicą, że projekt ustawy frankowej wzbudza wiele emocji również w środowisku sędziowskim. Orzecznicy wydziałów cywilnych, zwłaszcza w sądach okręgowych i apelacyjnych zlokalizowanych w dużych miastach, są już zmęczeni natłokiem powtarzalnych, a przy tym skomplikowanych spraw frankowych. Niektóre pomysły Ministerstwa Sprawiedliwości zawarte w projekcie mogą mocno irytować to środowisko, czego efekty możemy obserwować w branżowej prasie.
Przed kilkoma dniami Dziennik Gazeta Prawna opublikował rozmowę z sędzią Magdaleną El-Hagin z Sądu Okręgowego w Gdańsku. Tematem rozmowy jest właśnie ustawa frankowa i rozwiązania zawarte w projekcie. Sędzia wyraża opinię, wg której projektowane regulacje zamienią sądy w fabrykę do wydania wyroków. Wg sędzi El-Hagin środowisko orzeczników oczekiwało na regulacje systemowe, obejmujące stworzenie przepisów materialnoprawnych, wyprowadzających sprawy frankowe z sądów. Zawarte w projekcie rozwiązania określa mianem punktowych zmian o charakterze proceduralnym. Sędzia jest zdania, że niektóre z projektowanych zapisów przełożą się na jeszcze większe spowolnienie w sądownictwie. Krytykuje pomysł uprzywilejowania frankowiczów kosztem innych kredytobiorców walutowych, do których sytuacji można odnieść niektóre orzeczenia TSUE.
Teoria salda czy teoria dwóch kondykcji? Sędziowie nie są co do tego zgodni…
Sędzia El-Hagin jest przeciwniczką zapisów zawartych w art. 5 i art. 8 projektu ustawy, odnoszących się do potrącenia i powództwa wzajemnego. W jej opinii to właśnie teoria dwóch kondykcji w znaczącym stopniu przyczyniła się do zakorkowania polskich sądów, a to za sprawą zdublowania postępowań. Sędzia, powołując się na wyrok TSUE w sprawie C-396/24, prezentuje pogląd, wg którego możliwe jest odejście od wykładni obligującej sądy do stosowania teorii dwóch kondykcji, która, w jej opinii, jest utrwalana przez wskazane wyżej zapisy projektu ustawy.
Na pytanie dziennikarza o to, co mogłoby odkorkować krajowe sądy, sędzia El-Hagin jako środek zaradczy podaje… usankcjonowanie teorii salda. Krytycznie ocenia zastosowanie powództwa wzajemnego w sprawach frankowych, wskazując na konieczność każdorazowego oceniania przez sąd wymagalności roszczeń w zakresie odsetek, przedawnienia, a także samej ich wysokości.
El-Hagin w rozmowie z dziennikarzem DGP mówi wprost o tym, że zawarte w projekcie przepisy odnoszące się do potrącenia i pozwu wzajemnego osłabiają „nasz” (jak się domyślamy, sędzia próbuje w tym momencie zabrać głos w imieniu całego środowiska) entuzjazm po wyroku.
Naszym zdaniem prezentowanie przez sędzię tak kontrowersyjnych opinii w liczbie mnogiej jest nie do końca uprawnione. Wszak spora część środowiska sędziowskiego w Polsce (zaryzykujemy nawet stwierdzenie, że większość – na co wskazywałyby wyroki wydawane po 19 czerwca br.) broni zasadności stosowania teorii dwóch kondykcji w rozliczeniach kredytobiorcy z bankiem.
Przeciwnikiem stosowania teorii salda jest między innymi były przewodniczący XXVIII Wydziału Cywilnego Sądu Okręgowego w Warszawie, sędzia Tomasz Niewiadomski. Sędzia, zauważywszy rozbieżności w orzecznictwie po wyroku C-396/24, skierował do TSUE dwa kolejne pytania prejudycjalne, tym razem wprost odnoszące się do możliwości rozliczania stron nieważnej umowy zgodnie z teorią salda. W perspektywie kilku, być może kilkunastu miesięcy kredytobiorcy dowiedzą się więc, kto ma rację w sprawie tych rozliczeń – zwolennicy teorii dwóch kondykcji czy może jednak obrońcy teorii salda.
Zdaniem części ekspertów, między innymi radcy prawnego Radosława Górskiego i adwokat Anny Wolnej-Sroki, Trybunał Sprawiedliwości UE, rozpatrując zagadnienia zgłoszone przez sędziego Niewiadomskiego w sprawie C-510/25, może ograniczyć się do publikacji postanowienia, bez wydawania wyroku. Optymistyczny scenariusz zakłada, że pogląd TSUE na tę kwestię poznamy na początku przyszłego roku.
PODSUMOWANIE:
Ustawa frankowa nie tylko jeszcze bardziej podzieliła konsumentów z bankami, ale i podkreśliła różnice w środowisku sędziowskim. Nagle okazuje się, że w krajowym wymiarze sprawiedliwości nie brakuje zwolenników teorii salda, która już dawno powinna była odejść do lamusa, między innymi za sprawą dwóch uchwał Sądu Najwyższego, z których pierwszą opublikowano 7 maja 2021 roku.
Obserwując całkowicie z boku zamieszanie związane z ustawą, można łatwo dojść do wniosku, że Ministerstwo Sprawiedliwości pomyliło kolejność w pracach nad tym projektem. Te powinny zacząć się od rozmów z przedstawicielami środowisk konsumenckich, a także z samymi sędziami – od poznania problemów, z jakimi zmagają się jedni i drudzy w toku postępowań dotyczących kredytów we franku. Zamiast tego resort poszedł na żywioł i wpierw zaprojektował określone rozwiązania, a dopiero potem zdecydował się na poddanie ich pod publiczną dyskusję.
W efekcie do ustawy wciąż nanoszone są kolejne poprawki, w dodatku nieprzynoszące satysfakcji ani sądom, ani konsumentom. Resort skompromitował się, wysyłając do konsultacji rozwiązania niedopracowane ani pod względem legislacyjnym, ani prawnym – następnie miesiącami bronił tych rozwiązań w przestrzeni medialnej, co tylko pogłębiło kryzys zaufania strony konsumenckiej do rządu.
Czy da się jeszcze wyjść obronną ręką z tego wizerunkowego dołka? Oczywiście, że tak, ale to wymagałoby odważnych działań. Na przykład wznowienia konsultacji publicznych ze stroną konsumencką, najlepiej w formie otwartego spotkania, na którym do głosu zostaliby dopuszczeni nie tylko przedstawiciele wybranych stowarzyszeń czy organizacji, ale również niezrzeszeni nigdzie kredytobiorcy, za którymi nie stoi interes żadnych korporacji.
Niestety, przedstawiciele Ministerstwa w pewnym momencie postawili znak równości pomiędzy zdaniem frankowiczów a stanowiskiem kancelarii prawnych i potraktowali pokrzywdzonych konsumentów jak element statystyki. Szczęśliwie Polska jest członkiem wspólnoty europejskiej i musi respektować wyroki TSUE, co za tym idzie kredytobiorcy mają jeszcze szanse na obronę swoich racji, przynajmniej w zakresie metody rozliczeń nieważnej umowy.
Na rewizję innych projektowanych zapisów na arenie europejskiej przyjdzie jeszcze czas.



