Ministerstwo Sprawiedliwości ma wielkie plany wobec polskich konsumentów. Już nie tylko frankowicze mogą liczyć na „uregulowanie” ich spraw za pomocą ustawy. Wiadomo, że – obok Ministerstwa Finansów – to właśnie resort sprawiedliwości będzie pracował nad projektem nowej ustawy o kredycie konsumenckim. Jakby tego było mało, kilka dni temu, w trakcie Europejskiego Kongresu Finansowego, minister sprawiedliwości Waldemar Żurek publicznie zgłosił zapotrzebowanie na ustawę o sankcji kredytu darmowego. Cel? Zapobieżenie masowym pozwom kredytobiorców przeciwko bankom. Sami bankowcy, obserwując poczynania rządzących, czują się coraz pewniej i dopingują ich w stworzeniu odpowiednich rozwiązań. Słowa aprobaty płyną już nie tylko ze Związku Banków Polskich, ale również z konkretnych giełdowych spółek, w tym ze strony nowego gracza na polskim rynku, czy Erste Banku. Czy polscy konsumenci rzeczywiście mogą wierzyć w szczere intencje obozu władzy? A może rzeczywiste motywy stojące za działaniami resortu sprawiedliwości kłócą się z interesem klientów rynku finansowego?
Z tekstu dowiesz się:
- Jakie plany ma polski rząd w związku z ustawą o kredycie konsumenckim, w tym kiedy możemy się spodziewać nowego projektu
- W jaki sposób proponuje rozwiązać spory o sankcję kredytu darmowego jeden z doradców prezesa Erste Banku
- Co wiadomo na temat planów Ministerstwa Sprawiedliwości, dotyczących wprowadzenia ustawy o sankcji kredytu darmowego
- Czy sytuacja kredytobiorców sądzących się z bankami o SKD uległa zmianie po wyroku TSUE z 23 kwietnia 2026 roku.
Kluczowe resorty połączą siły celem opracowania nowego projektu ustawy o kredycie konsumenckim. Efekt tych prac poznamy w ciągu następnych tygodni
W przestrzeni publicznej funkcjonują dwa skrajnie różne powody odebrania szefowi UOKiK upoważnienia do prowadzenia prac legislacyjnych nad nowym projektem ustawy o kredycie konsumenckim. Według Tomasza Chróstnego, prezesa urzędu, ogromną rolę odegrały tu naciski samych banków, którym nie spodobał się prokonsumencki kierunek propozycji legislacyjnych, przedstawionych w projekcie (ostatnią wersję UOKiK udostępnił w marcu br.). Z kolei według Macieja Berka, ministra nadzoru nad wdrażaniem polityki rządu, przyczyny zawieszenia prac nad projektem były zgoła inne.
Jak daje do zrozumienia w wywiadzie udzielonym portalowi xyz.pl, wniosek, który złożył u premiera Donalda Tuska w sprawie cofnięcia upoważnienia prezesowi UOKiK, był podyktowany sprawnością, z jaką szef tego urzędu procedował projekt. W wywiadzie z ust ministra Berka padają następujące słowa:
„ prezes nie był w stanie procedować tego projektu w sposób nie tylko sprawny, ale chociażby przyzwoicie sprawny. Mówiąc wprost: było to po prostu nieudolne.”
Chwilę później minister wyjawił, że ze zdumieniem przyjął opinię, jakoby przyczyną tej decyzji były działania sektora bankowego. Przypomniał, że UOKiK otrzymał upoważnienie do prowadzenia prac nad tym projektem w kwietniu 2024 roku – samo przygotowanie wniosku o wpis do wykazu prac legislacyjnych rządu miało zająć urzędowi 9 miesięcy. Niesatysfakcjonujące tempo prac nad projektem nie było, zdaniem ministra, jedynym problemem.
Zwrócił on uwagę, że z różnych źródeł płynęły do niego informacje o licznych nadregulacjach występujących w projekcie – krytyczne uwagi były zgłaszane między innymi przez Rządowe Centrum Legislacji i Ministerstwo Finansów. Podejście legislacyjne UOKiK okazało się niezgodne z polityką przyjętą przez rząd, nastawioną na „zero nadregulacji unijnych”. W wypowiedzi ministra Berka nie zabrakło bezpośredniego przytyku wycelowanego w prezesa urzędu:
„Jeśli prezes Tomasz Chróstny jako urzędnik, który podlega premierowi, nie wie o tym, że ten rząd nie zgadza się na nadregulację i prowadzi taką politykę, żeby przy implementacji dyrektyw wdrażać dokładnie tyle, ile trzeba, to po prostu nie rozumie swojej roli. ”
Prezes UOKiK w pracach nad ustawą zignorował politykę rządu?
W naszej ocenie minister Berek nieco zapędził się w krytyce prezesa UOKiK. Nie zapominajmy o tym, że urząd ten jest niezależnym organem, a jego prezes – mimo że jest powoływany i odwoływany przez premiera – nie musi ściśle podążać za rządową polityką. Weźmy przy tym pod uwagę, że jednym z głównych zadań realizowanych przez ten urząd jest ochrona interesów konsumenta – zrozumiałe więc wydaje się, że szef UOKiK, prowadząc prace nad ustawą o kredycie konsumenckim, starał się eliminować z rynku nieuczciwe praktyki i przeciwdziałać stosowaniu przez przedsiębiorców, jakimi są instytucje finansowe, klauzul o charakterze nieuczciwym.
Tomasz Chróstny jest prezesem UOKiK od stycznia 2020 roku – za jego kadencji do sądów trafiły setki tysięcy spraw przeciwko bankom, dotyczących przede wszystkim kredytów frankowych, ale nie tylko. Obserwując polski rynek usług finansowych, łatwo dojść do wniosku, że jedynym sposobem na zniechęcenie banków do balansowania na granicy prawa lub wręcz naginania go są dotkliwe kary finansowe. UOKiK najwyraźniej wyszedł z takiego właśnie założenia, bo w swoim projekcie zdecydował się na zniesienie maksymalnej kwoty kredytu konsumenckiego, rozszerzył katalog naruszeń skutkujących zastosowaniem sankcji kredytu darmowego i wprowadził jeszcze ostrzejszą sankcję „kredytu darowanego”, przewidzianą w sytuacjach, w których finansowanie zostało uruchomione bez wniosku i zgody klienta.
Minister Berek przypisuje więc szefowi UOKiK skłonność do nadregulacji, ale nie precyzuje, że owe nadregulacje miały być korzystne dla konsumenta i zabezpieczać jego interesy w relacji z przedsiębiorcą, niejako na wypadek wystąpienia kolejnych naruszeń w systemie.
Dokładne analizy i ważne informacje dla kredytobiorców.
Śledź nasze profile, aby wzmocnić ich widoczność i być na bieżąco:
Nowy projekt ustawy o kredycie konsumenckim powinien powstać niebawem. Nie wiadomo, czy odbędą się powtórne konsultacje
Przejdźmy jednak do najważniejszego: skoro projekt UOKiK trafił do kosza, a Państwo Polskie ma zacząć stosować nowe przepisy (stanowiące implementację dyrektywy CCD2) do 20 listopada 2026 roku, jak będzie wyglądał nowy harmonogram prac legislacyjnych? Jak na razie wiemy niewiele. Kluczowa zdaje się informacja, że nad projektem będzie pracować Ministerstwo Sprawiedliwości wespół z Ministerstwem Finansów. Z zapewnień ministra Berka wynika, że powstanie nowej wersji projektu jest kwestią tygodni. Prace nad nową wersją jeszcze nie ruszyły – projekt musi zostać na nowo zgłoszony do wykazu prac. Gdy dziennikarz portalu xyz.pl zapytał ministra Berka o to, czy odbędą się kolejne konsultacje publiczne, ten odpowiedział dość niejednoznacznie:
„Wszystko zależy od tego, jak bardzo będziemy mogli bazować na przygotowanym już rozwiązaniu”
W naszej ocenie rząd zostawia sobie zatem furtkę, by w ponowionym procesie legislacyjnym pominąć etap konsultacji. Jest to o tyle bulwersujące, że projekt dotyczy przecież interesów konsumenta, a więc będzie mieć wpływ na sytuację milionów Polaków.
Ciekawy wątek powiązany z tą ustawą rozwinął się na początku czerwca, przy okazji Europejskiego Kongresu Finansowego. Gościł na nim minister sprawiedliwości, Waldemar Żurek, który dość nieoczekiwanie podzielił się swoimi przemyśleniami na temat konieczności legislacyjnego uregulowania sankcji kredytu darmowego, i to nie przy okazji ustawy o kredycie konsumenckim. Minister Żurek uważa, że niezbędne jest wprowadzenie ustawy o sankcji kredytu darmowego.
Minister sprawiedliwości uważa, że w Polsce jest niezbędna ustawa o sankcji kredytu darmowego. Będzie tak samo, jak w przypadku ustawy frankowej?
Wygląda na to, że po prokonsumenckim wyroku TSUE w sprawie C-744/24 z 23 kwietnia 2026 roku Ministerstwo Sprawiedliwości obawia się kolejnej fali powództw przeciwko bankom. Fali, która, zdaniem rządzących, mogłaby doprowadzić do załamania się krajowego systemu sądownictwa. W tym miejscu chcielibyśmy przypomnieć, że jak dotąd, według różnych źródeł, do sądów wpłynęło od 25 do nawet 30 tys. pozwów o sankcję kredytu darmowego. Reklamacji złożonych w bankach jest kilkukrotnie więcej, bo ok. 100 tys. Jest wysoce prawdopodobne, że po wyklarowaniu się krajowej linii orzeczniczej złożone w bankach reklamacje przełożą się na liczbę spraw w sądach. Warto zwrócić uwagę, że tym razem na pierwszej linii frontu znajdą się sądy rejonowe – przyczyną jest niższa niż w sprawach frankowych przeciętna wartość kwestionowanej umowy, która w największej kancelarii odszkodowawczej w Polsce wynosi nieco ponad 80 tys. zł.
Na czym miałyby polegać rozwiązania legislacyjne zawarte w nowej specustawie? Z ustaleń Business Insider wynika, że charakter tej ustawy ma być materialnoprawny. Porównywana jest ona nawet ze słynną już ustawą frankową, która niedawno została uchwalona przez Sejm i skierowana do prac w Senacie. Jest to o tyle interesujące, że strona rządowa od miesięcy zapiera się, iż ustawa frankowa nie ingeruje w kwestie materialnoprawne. Czego możemy się więc spodziewać po kolejnych pomysłach legislacyjnych resortu sprawiedliwości?
Jeżeli istotnie w pracach nad ustawą o SKD będą występować analogie do procesu legislacyjnego wokół ustawy frankowej, musimy liczyć się z tym, że resort co innego będzie głosił w mediach, a co innego umieści w samym projekcie. Wszak nim projekt ustawy frankowej ujrzał światło dzienne, kredytobiorcy byli przekonywani w mediach, że opracowywane w resorcie rozwiązania nie ograniczą praw konsumenckich, a jedynie usprawnią same procesy. Tymczasem, gdy już treść projektu stała się jawna, frankowicze musieli miesiącami walczyć o wyeliminowanie z niego niekorzystnych dla nich przepisów dotyczących potrącenia, co udało się dopiero na etapie trzeciego czytania w Sejmie.
Doradca prezesa Erste Banku popiera pomysł ustawy o SKD. Proponuje Polakom rozwiązanie znane z rynku włoskiego
Jak nietrudno się domyślić, strona bankowa jest za wprowadzeniem ustawy o sankcji kredytu darmowego. Pochlebnie o tym pomyśle zdążył się już wypowiedzieć Piotr Bodył Szymala, główny doradca prezesa Erste Banku, czyli podmiotu, który powstał w miejsce sprzedanego w zeszłym roku Santandera. W komunikacie PAP Biznes cytowane są następujące słowa tego bankowego eksperta:
„Ustawa regulująca kwestię sankcji kredytu darmowego (SKD) jest potrzebna, kluczowe jest ustalenie w jakim trybie rozstrzygać spory dotyczące tych spraw. Warto rozważyć włoskie rozwiązanie dotyczące arbitra bankowego ”
Na czym polega zatem to włoskie rozwiązanie? Jak tłumaczy Bodył Szymala, w schemacie włoskim sprawy o sankcję kredytu darmowego nie trafiają na masową skalę do sądów dzięki autorytetowi arbitra bankowego. Wyjaśnia, że arbiter podejmuje próbę zrównoważenia interesów stron takich sporów, czyli konsumentów i przedsiębiorców. Sugeruje przy tym, że podmiot pełniący rolę arbitra powinien cieszyć się autorytetem zarówno ze strony konsumentów, jak i przedsiębiorców. Zaletą wdrożenia rozwiązań podobnych do włoskich miałoby być odciążenie sądów i szybkie rozstrzygnięcia sporów.
Aby nie było tak słodko, Bodył Szymala w subtelny sposób nawiązuje do problemu miarkowania sankcji kredytu darmowego: „Osobną kwestią jest ustalenie, gdzie kończy się dolegliwość, a gdzie się zaczyna absurdalność sankcji kredytowych darmowego.” Bankowy ekspert tłumaczy, że w modelu włoskim funkcjonuje zapis, zgodnie z którym SKD polega „na tym, że w miejsce ustalonego nieudolnie przez stronę oprocentowania wchodzi minimalna stawka bonów skarbowych państwa włoskiego.”
Bodył Szymala ocenia, że dla banków we Włoszech jest to dolegliwa sankcja, gdyż oprocentowanie tego rodzaju jest znacznie niższe od oprocentowania kredytu.
Trudno nie zauważyć tu analogii do spraw frankowych. Po pierwsze do tego, jak banki uparcie dążyły do uzyskania wynagrodzenia za bezumowne korzystanie z kapitału, po stwierdzeniu przez sąd nieważności abuzywnej umowy, oraz jak po upadku tej koncepcji próbowały dowieść, że należy im się chociaż waloryzacja tego kapitału. Postulaty banków zostały oczywiście starte na proch przed TSUE – unijni sędziowie byli zgodni co do tego, że umowa zawierająca abuzywne klauzule przeliczeniowe, na których obecność konsument nie ma wpływu, jest nieważna, a więc powinna być traktowana tak, jakby nigdy nie wprowadzono jej do obrotu prawnego.
Ilekroć TSUE wypowiada się w sprawach „bankowych” napływających z Polski, zwraca uwagę na istotną rolę skutku odstraszającego – mianowicie sankcja przewidziana za naruszenie przez bank interesów konsumenta powinna być na tyle dotkliwa, by przedsiębiorca nigdy więcej nie dopuścił się podobnej praktyki. Czy propozycja eksperta z Erste Banku ma jakikolwiek sens w warunkach polskich? Oczywiście nie, gdyż skala naruszeń obowiązującej ustawy o kredycie konsumenckim była wręcz systemowa. Prawnicy konsumentów wskazują, że zakwestionowana przez TSUE praktyka, polegająca na pobieraniu przez bank odsetek od kredytowanych kosztów kredytu, dotyczy większości umów kredytów konsumenckich funkcjonujących w obrocie prawnym.
Jeżeli banki zyskają pewność, że nawet abuzywna umowa gwarantuje im jakikolwiek zarobek na kredycie, nie będą miały oporów przed testowaniem kolejnych wątpliwych prawnie rozwiązań. Nie stracą przecież na takich umowach, a w najgorszym scenariuszu zarobią mniej niż zakładały. Prawdopodobieństwo, że konsumenci ruszą masowo do sądów, również będzie znacznie niższe – potencjalna mniejsza korzyść z sądowej wygranej zacznie zniechęcać poszkodowane osoby do dochodzenia roszczeń na drodze prawnej.
Drugie podobieństwo propozycji eksperta Erste Banku do tego, co już znamy z procesów frankowych, dotyczy wyznaczenia arbitra. Jak dobrze wiemy, w lutym ubiegłego roku w Sądzie Okręgowym w Warszawie ruszył program frankowych mediacji. Tam rolę arbitra pełnili profesjonalni mediatorzy. Bardzo szybko okazało się, że taka formuła prowadzi do nadużyć – ponieważ wynagrodzenie mediatora jest ściśle zależne od powodzenia mediacji, strony sporu były nierzadko zachęcane do zawarcia porozumienia, mimo jednoznacznego sprzeciwu wobec takiego rozwiązania. Jak wskazywaliśmy w naszych tekstach z zeszłego roku, program okazał się absolutną porażką – mimo masowego kierowania przez sędziów spraw frankowych na mediacje, strony nie decydowały się na ugodę. Sam udział w programie wydłużał niepotrzebnie procesy frankowe o dodatkowy etap.
Jak naprawdę wyglądają sprawy o SKD po wyroku TSUE? Opinie ekspertów są podzielone…
Bodył Szymala odniósł się w swojej wypowiedzi dla PAP Biznes do skutków wyroku TSUE w sprawie C-744/24, dotyczącej sankcji kredytu darmowego:
„Po kwietniowym rozstrzygnięciu TSUE minimalnie pogorszyła się statystyka wygrywalności tych spraw przez banki na poziomie sądu w drugiej instancji, ale cały czas ponad dwie trzecie wygrywają banki”
„Nieco” inną perspektywę prezentuje Grupa Votum, mająca 7,5 proc. udział w rynku spraw o SKD. W najnowszym raporcie kwartalnym, opublikowanym 29 maja br., a więc ponad miesiąc od wydania wyroku C-744/24, Votum wprost wskazuje, że po wspomnianym wyroku trend orzeczniczy przechylił się na korzyść konsumentów. Z lektury raportu wynika, że wyroki zapadłe po wspomnianym orzeczeniu, ale przed datą publikacji kwartalnego raportu Grupy, w ponad połowie przypadków są korzystne dla kredytobiorców.
Nie tylko Votum zauważa zmianę trendu orzeczniczego w sprawach SKD. Podobne zdanie prezentują również wyspecjalizowane w sprawach przeciwko bankom kancelarie adwokackie i radcowskie, które w ostatnich tygodniach publikują liczne sygnatury prokonsumenckich wyroków dotyczących kredytów gotówkowych. Część z tych orzeczeń jest już prawomocna. Podkreślenia wymaga fakt, że sprawy, w których konsumenci odnoszą sukcesy, dotyczą umów największych banków giełdowych w Polsce (a nie instytucji mających marginalne znaczenie dla krajowego sektora finansowego).
Zgodnie z najnowszymi doniesieniami medialnymi, kredytobiorcy gotówkowi wygrywają w Sądzie Rejonowym w Jaworznie (przykładem może być sprawa I C 1279/24 przeciwko Alior Bankowi oraz sprawa I C 1244/24, w której stroną przegraną był Pekao S.A.), Sądzie Rejonowym w Żninie (sprawa I C 155/24, w której porażkę poniósł Velo Bank), Sądzie Rejonowym dla m.st. Warszawy (przegrana PKO BP w sprawie I C 236/26), Sądzie Rejonowym w Głogowie (tu sprawę przegrał Erste Bank, sygnatura sprawy I C 1281/24), a także w Sądzie Rejonowym w Gdyni (w tym przypadku porażkę poniósł PKO BP, sygnatura sprawy I C 792/24).
ZBP nie zmienia kursu w sprawie SKD – domaga się miarkowania sankcji
W minionych dwóch tygodniach kilkukrotnie odnosiliśmy się do głośnej afery wywołanej słowami prezesa UOKiK, który określił polski sektor finansowy mianem banksterki. Jego wypowiedź pod adresem sektora spotkała się z szeroką krytyką, płynącą między innymi ze strony Ministerstwa Finansów i Komisji Nadzoru Finansowego. Banki, widząc, że zostały już wyręczone w krytyce przez przedstawicieli organów administracji publicznej, niczym wilk w owczej skórze próbują tonować nastroje. Podkreślają publicznie, że są gotowe do dialogu na temat ustawy o kredycie konsumenckim i że zależy im po prostu na stabilnych, przejrzystych regulacjach. Do sprawy odniósł się między innymi Tadeusz Białek, prezes Związku Banków Polskich, który w rozmowie z Business Insider stwierdził, co następuje:
„Banki nie oczekują braku odpowiedzialności. Oczekują odpowiedzialności proporcjonalnej. Czym innym jest poważne naruszenie interesu konsumenta, a czym innym spór interpretacyjny albo uchybienie techniczne, które nie miało realnego wpływu na decyzję klienta czy możliwość oceny przez niego zakresu zobowiązania.”
Czym, wg szefa ZBP, jest w takim razie kredytowanie kosztów kredytu i pobieranie z tego tytułu odsetek? Na szczęście opinia bankowców w tej kwestii nie zaważy na przyszłości spraw sądowych o sankcję kredytu darmowego, a to dlatego że problem SKD wkrótce powróci na unijną wokandę, między innymi za sprawą pytań prejudycjalnych zarejestrowanych pod sygnaturą C-433/26. Odpowiadając na te pytania, unijni sędziowie dadzą polskiemu wymiarowi sprawiedliwości jasne wskazówki co do tego, czy pobieranie odsetek od skredytowanej prowizji powinno skutkować zastosowaniem sankcji kredytu darmowego.
Czy Ministerstwu Sprawiedliwości uda się wprowadzić ustawę o sankcji kredytu darmowego, nim zostanie wydany wyrok w tej sprawie? Biorąc pod uwagę, jak długo trwają prace nad wdrożeniem specustawy frankowej, należy uznać to za mocno wątpliwe.
PODSUMOWANIE:
Najnowsze plany Ministerstwa Sprawiedliwości zakładają stworzenie czegoś, co możemy nazwać „legislacyjnym tryptykiem” – chodzi o wprowadzenie, niemal równolegle, trzech różnych ustaw odnoszących się pośrednio bądź bezpośrednio do spraw spornych toczących się pomiędzy konsumentami a bankami. Pierwszą częścią jest oczywiście ustawa frankowa, która została już uchwalona przez Sejm i obecnie oczekuje na rozpatrzenie przez Senat (po czym, jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem resortu, trafi na biurko Prezydenta).
Druga część tego „dzieła” to ustawa o kredycie konsumenckim, nad którą resort Waldemara Żurka będzie pracował wspólnie z Ministerstwem Finansów. Z wypowiedzi przedstawicieli rządu wynika, że premier odebrał prezesowi UOKiK upoważnienie do prac nad ustawą między innymi ze względu na liczne nadregulacje wprowadzone do projektu. Możemy się zatem spodziewać, że w nowym projekcie, który powinien powstać w ciągu nadchodzących tygodni, nie będzie zapisów wykraczających, w sferze ochrony praw konsumenta, poza to, co proponuje UE w dyrektywie CCD2.
O trzeciej planowanej ustawie wiemy dopiero od kilku dni – chodzi o ustawę o kredycie konsumenckim, której potrzebę wprowadzenia zaakcentował minister sprawiedliwości podczas tegorocznego EKF. Ustawa, zdaniem ministra, jest potrzebna, by uchronić polskie sądownictwo przed kolejną falą spraw przeciwko bankom. Na chwilę obecną nie wiadomo, jak miałyby wyglądać główne założenia projektu. Należy się jednak spodziewać, że, podobnie, jak miało to miejsce w trakcie prac nad ustawą o kredycie konsumenckim, banki będą pełniły w procesie legislacyjnym rolę suflera.
Sektorowi zależy przede wszystkim na miarkowaniu sankcji i ograniczeniu jej do najpoważniejszych naruszeń. Jeżeli istotnie Ministerstwo Sprawiedliwości chce ograniczyć ryzyka związane z SKD po stronie sektora finansowego i samych sądów, ma niewiele czasu na opracowanie projektu. Do TSUE niemal co miesiąc wpływają kolejne pytania prejudycjalne o polskie kredyty gotówkowe – a każdy wyrok odnoszący się do zagadnień powiązanych z SKD utrudni zadanie polskiemu ustawodawcy, który będzie musiał wziąć pod uwagę unijne wskazówki w tworzonych przez siebie przepisach.

