Kilkadziesiąt tysięcy spraw o sankcję kredytu darmowego toczy się obecnie w sądach. Ile dokładnie? Nie wiadomo – w odróżnieniu od sporów frankowych, sprawom o SKD nie przypisano określonego symbolu, pozwalającego na zebranie obiektywnych danych z sądów. Uwagę zwraca to, że jeszcze kilka lat temu sankcja kredytu darmowego była w wydziałach cywilnych tematem absolutnie niszowym: konsumenci korzystali z niej nad wyraz rzadko, głównie zresztą w formie obrony przed roszczeniami samych banków. Co takiego się stało, że od ok. 3 lat o sankcji kredytu darmowego rozpisują się największe media w kraju, a Komitet Stabilności Finansowej uznał ją za drugie pod względem znaczenia zagrożenie dla stabilności sektora bankowego? Zapraszamy do lektury naszego komentarza w tej sprawie.
Z tekstu dowiesz się:
- Ile spraw o SKD, szacunkowo, toczy się obecnie w sądach vs. ile ich było w latach ubiegłych
- Co spowodowało, że banki zaczęły być masowo pozywane o sankcję kredytu darmowego i jaki jest w tym tak właściwie udział konsumentów
- Jakie zdarzenia, prócz wyroków TSUE, przyczyniły się do zmiany podejścia krajowych sędziów do zasądzania na rzecz konsumenta darmowego kredytu
- Jaki czynniki zadecydują o tym, czy w nadchodzących kwartałach SKD będzie bić w sądach kolejne rekordy.
Sankcja kredytu darmowego wymyka się bankom spod kontroli. Pytanie brzmi: dlaczego dzieje się to dopiero teraz?
Sankcja kredytu darmowego to uprawnienie przypisane konsumentowi, który znalazł w swojej umowie kredytu bądź pożyczki gotówkowej uchybienia względem obowiązującej ustawy o kredycie konsumenckim. Ustawa ta pochodzi z 2011 roku, a SKD została w niej uregulowana w art. 45. W ustawie znajdziemy pełen katalog uchybień kwalifikujących się do objęcia sankcją. Sama SKD jest jednak starsza i została przez ustawodawcę wprowadzona w 2001 roku, przy okazji poprzedniej ustawy regulującej kwestie kredytów konsumenckich.
Do zmiany ustawy w 2011 roku doszło w związku z koniecznością wdrożenia do krajowego prawa regulacji zawartych w unijnej dyrektywie CCD1. Wspomniany akt prawny nakłada na państwa członkowskie obowiązek uwzględnienia w krajowych przepisach sankcji za uchybienia kredytodawcy – dyrektywa nie precyzuje, jak ta sankcja powinna wyglądać, wynika z niej jednak, że powinna być skuteczna, proporcjonalna i odstraszająca.
Sankcja przewidziana przez polskie prawo jest dość surowa – ma jednolity charakter i pozwala na pozbawienie kredytodawcy całego zarobku na wadliwej umowie. Jeżeli umowa zawiera uchybienia względem obowiązującej ustawy, konsument ma prawo złożyć w banku oświadczenie o skorzystaniu z SKD. W teorii upoważnia go to do zwrotu na rzecz banku wyłącznie kwoty udzielonego kapitału kredytu. W praktyce banki w odpowiedzi na takie oświadczenia informują, że nie znajdują podstaw do zastosowania sankcji.
Jeżeli kredytobiorca chce skorzystać z art. 45 ustawy o kredycie konsumenckim, a bank upiera się, że umowa nie zawiera błędów, konsumentowi pozostaje droga sądowa. Z danych Związku Banków Polskich wynika, że na koniec I półrocza 2026 roku przeciwko 15 bankom toczyło się ok. 34 tys. postępowań o SKD. Wspomniane banki otrzymały łącznie 120 tys. reklamacji, w których konsumenci, powołując się na ustawę z 2011 roku, żądają dla siebie darmowego kredytu. Dane te są oczywiście niepełne – nie uwzględniają wszystkich podmiotów z rynku finansowego, w tym firm działających na rynku usług pozabankowych i wyspecjalizowanych w szybkich pożyczkach. Z danych Ministerstwa Sprawiedliwości wynika, że w samym tylko I półroczu do sądów trafiło 11,2 tys. spraw o SKD.
Dla porównania, wspomniany już Związek Banków Polskich szacował, że na koniec 2024 roku łączna liczba spraw o SKD przekroczyła 11-12 tys., a wzrost reklamacji w ujęciu kwartał do kwartału wynosił ok. 30-40 proc. Wcześniej, w 2023 roku sankcja, choć zaczynało być o niej głośno, była w sądach problemem o marginalnym znaczeniu. W poprzednich latach właściwie się o niej nie mówiło: spory sądowe przeciwko bankom istniały w mediach głównie pod postacią roszczeń frankowiczów. Przed popularyzacją pozwów o darmowy kredyt sankcja była podnoszona głównie w sprawach inicjowanych przez banki, w których konsument był pozywany o zapłatę. Kredytobiorcy, którzy popadli w opóźnienie ze spłatą kredytu, bronili się przed roszczeniem powoda właśnie za pomocą SKD, oczywiście, o ile mieli po swojej stronie profesjonalnego pełnomocnika prawnego, doświadczonego w sprawach przeciwko instytucjom z rynku finansowego. Jak to się stało, że w tak krótkim czasie nowy rodzaj sporów konsumenckich niemalże wyparł w mediach sagę frankową?
Dokładne analizy i ważne informacje dla kredytobiorców.
Śledź nasze profile, aby wzmocnić ich widoczność i być na bieżąco:
Banki latami powielały w umowach z konsumentami te same błędy. Jak to możliwe, że nie były wcześniej pozywane o SKD?
Choć katalog uchybień kwalifikujących umowę do objęcia SKD jest dość szeroki, obecnie najwięcej uwagi ściąga na siebie tylko kilka szczególnie powszechnych praktyk. Mowa o powiększaniu całkowitej kwoty kredytu o skredytowane koszty, o pobieraniu odsetek od tych skredytowanych kosztów oraz o błędnym wskazaniu rocznej rzeczywistej stopy oprocentowania (RRSO). Są to naruszenia popełniane latami w sposób masowy – doświadczeni prawnicy, pytani o to, jaka może być skala występowania tych błędów w umowach kredytów konsumenckich i pożyczek gotówkowych, mówią o setkach tysięcy, czasem wręcz o milionach kontraktów.
Jak to możliwe, że konsumenci nie domagali się znacznie wcześniej zastosowania wobec tych umów sankcji kredytu darmowego? Najistotniejszy czynnik jest rozbrajający w swej prostocie: przeciętny klient rynku finansowego nie miał najmniejszego pojęcia o tym, że bank zawarł w takiej umowie zapisy niezgodne z obowiązującym prawem. Przez długie lata temat był niszowy: kancelarie nie rozkładały bankowych naruszeń na czynniki pierwsze, a gdy już jakiś nadgorliwy prawnik śmiał publicznie zakwestionować legalność opisywanych praktyk, banki przedstawiały swoją własną interpretację, według której stosowane mechanizmy są zgodne zarówno z prawem polskim, jak i tym europejskim.
W tym miejscu warto zwrócić uwagę na specyfikę polskich sądów, które niechętnie korzystają z dorobku orzeczniczego TSUE w sprawach innych niż krajowe. A szkoda, bo już w kwietniu 2016 roku, w wyroku C-377/14, Trybunał, dokonując wykładni przepisów dyrektywy CCD1, wskazał, że zarówno całkowita kwota kredytu jak i kwota wypłat określają całość kwot udostępnionych konsumentowi – nie powinny być zatem powiększane o skredytowane koszty.
Banki w Polsce niewiele robiły sobie z tego, że TSUE negatywnie wypowiada się o praktyce doliczania do całkowitej kwoty kredytu kosztów pozaodsetkowych. Akcja manipulowania RRSO trwała w najlepsze. Była tak nagminna, że w 2017 roku ustawodawca postanowił doprecyzować obowiązujące w Polsce przepisy, co miało służyć zwiększeniu transparentności umów. Sektor bankowy właściwie natychmiast zinterpretował nowe regulacje na swoją korzyść – uznał bowiem, że skredytowana prowizja nie stanowi kosztu pozaodsetkowego, a część kapitału kredytu – wg tej logiki może więc zostać objęta oprocentowaniem.
Praktyka kredytowania kosztów, pobierania z tego tytułu odsetek oraz manipulowania RRSO była zatem kontynuowana, mimo konkretnych przesłanek, świadczących o jej abuzywności. Kancelarie prawne wyspecjalizowane w sprawach przeciwko bankom nie prowadziły jeszcze szeroko zakrojonej akcji informacyjnej na temat SKD, skierowanej do środowisk konsumenckich. Powód jest łatwy do odgadnięcia. Większość tych podmiotów była w tym czasie zbyt zajęta obsługą masowych spraw frankowych, w przypadku których linia orzecznicza przechodziła rewolucyjne zmiany.
Adwokat Jacek Sosnowski, którego kancelaria prowadzi kilka tysięcy spraw przeciwko bankom, wskazuje jeszcze jeden powód, dla którego sankcja tak długo pozostawała na marginesie.
– Przez pierwsze lata temat sankcji kredytu darmowego promowały głównie spółki, które skupowały roszczenia albo podpisywały umowy z kredytobiorcami, a dopiero później zlecały prowadzenie spraw prawnikom. Z kredytobiorcą rozmawiał więc w praktyce handlowiec, a nie prawnik. Temat był mało medialny, a zaufanie ludzi do osób, które nie były prawnikami, tylko sprzedawcami usługi, było niewielkie. Nic dziwnego, że sankcja długo nie przebijała się do szerszego grona kredytobiorców – mówi adwokat Jacek Sosnowski z Kancelarii Sosnowski Adwokaci i Radcowie Prawni.
Jak spory frankowe przyczyniły się do boomu na pozwy o SKD?
Poniekąd to właśnie spory o hipoteki frankowe stworzyły podwaliny pod obecny, prężnie rozwijający się rynek pozwów o SKD. Po pierwsze, na sprawach frankowych polscy sędziowie uczyli się, jak interpretować unijną dyrektywę 93/13, w tym, jakie powinny być konsekwencje uznania postanowienia umownego za niedozwolone. Po drugie, masowy spór o franki przyciągnął do Polski zagraniczny kapitał. Efektem tego zaczęto pompować gigantyczne pieniądze w tzw. kancelarie odszkodowawcze, czyli spółki kapitałowe niebędące kancelariami adwokackimi czy radcowskimi, zajmujące się świadczeniem pomocy prawnej na rzecz konsumentów.
Kancelarie te weszły na polski rynek w momencie największego boomu na frankowe pozwy i w ogromnym stopniu przyczyniły się do masowej „produkcji” roszczeń przeciwko bankom. Konsumenci chętnie nawiązywali współpracę z takimi podmiotami z uwagi na specyficzny model wynagrodzenia, na które składała się niska opłata wstępna i procentowa premia za sukces.
O ile w sprawach o franki taki model współpracy miał dla kancelarii odszkodowawczych uzasadnienie biznesowe (orzecznictwo było przewidywalne, a wartość przedmiotu sporu sięgała przeciętnie kilkuset tysięcy złotych), o tyle w sprawach o SKD sprawdzał się już nieszczególnie. Tu linia orzecznicza wciąż jest w przeważającej części korzystna dla banków – pobieranie kilkuset złotych opłaty wstępnej za poprowadzenie sprawy, w nadziei, że zostanie to zrekompensowane premią po wygranej, traci sens.
Dlatego kancelarie odszkodowawcze w przypadku sporów o sankcję kredytu darmowego postawiły na inny model współpracy: zaczęły proponować konsumentom odpłatną cesję wierzytelności. W tym modelu konsument otrzymuje za sprzedaż przysługującego mu prawa do pozwania banku od 10 do ok. 20 procent wartości takiego roszczenia. Następnie spółka pozywa bank we własnym imieniu – w przypadku wygranej zgarnia lwią część korzyści, co w jakimś stopniu rekompensuje wciąż wysokie ryzyko porażki.
To właśnie ta korekta modelu biznesowego kancelarii odszkodowawczych w największym stopniu przełożyła się na radykalny wzrost powództw o SKD. Wg wyliczeń Związku Banków Polskich, zdecydowana większość pozwów o sankcję jest kierowana przez podmioty profesjonalne, które w posiadanie wierzytelności weszły na skutek odpłatnej cesji. ZBP podaje bardzo różne dane dotyczące procentowego udziału skupów wierzytelności w pozywaniu banków o SKD. Przykładowo, w artykule z 22 września 2026 roku portal Bankier.pl, powołując się na rozmowę Tadeusza Białka (prezesa ZBP) z PAP Biznes, przywołuje dane, wg których na niemal 30 tys. pozwów dotyczących SKD aż 60 proc. opiera się na modelu cesji roszczeń. Wcześniej, w październiku 2025 roku, przy okazji wyroku TSUE w sprawie C-80/24, ZBP informował, że udział ten wynosi ok. 50 proc. Związek powołał się w tym przypadku na wewnętrzne analizy.
Inaczej prezentują się dane pochodzące z Ministerstwa Sprawiedliwości, wg których 73 proc. pozwów o SKD złożonych w I kwartale 2026 roku pochodzi od firm, które kupiły wierzytelność od konsumenta. W II kwartale ich udział był już nieco mniejszy, na poziomie 65 proc.
Wniosek: na drastyczny wzrost liczby powództw o SKD w minionych kwartałach największy wpływ miała działalność skupów wierzytelności i prowadzona przez nie akcja marketingowa, skierowana do posiadaczy takich roszczeń. Dopiero w drugiej kolejności wpływ na statystykę miały roszczenia składane przez samych konsumentów, prowadzonych w tych sprawach przez profesjonalnych pełnomocników prawnych.
Wyrok, który kosztował banki (na razie) 620 mln zł
Sprawy kredytobiorców gotówkowych (i kancelarii, które skupiły od tych kredytobiorców roszczenia) bardzo długo stały w miejscu: sądy podchodziły bardzo zachowawczo do podejmowanej w tych pozwach problematyki, w zdecydowanej większości stając na stanowisku, zgodnie z którym praktyka pobierania odsetek od skredytowanych kosztów sama w sobie nie jest abuzywna, a nawet jeśli jest inaczej, to pozbawienie banku całego zarobku na umowie jest zbyt radykalną sankcją za popełnione naruszenie.
Taki pogląd sędziów został wzmocniony przez wyrok TSUE z 13 lutego 2025 roku, w sprawie C-472/23. Banki postarały się o przeforsowanie w mediach własnej narracji na temat tego orzeczenia. Udało się to bezbłędnie: duża część krajowego środowiska orzeczniczego uznała, że źle wyliczona RRSO nie jest podstawą do zastosowania SKD, a sama sankcja może zostać uruchomiona wyłącznie w przypadku znacznego finansowego pokrzywdzenia konsumenta. Bez echa przeszło to, że TSUE w żaden sposób nie zakwestionował istniejącej w polskim prawie jednolitej sankcji, przewidzianej za naruszenia w umowach kredytów konsumenckich.
Można pokusić się wręcz o stwierdzenie, że wyrok C-472/23 doprowadził do zamrożenia rozwoju orzecznictwa na okres kilkunastu miesięcy… do 23 kwietnia 2026 roku, w którym TSUE wydał wyrok C-744/24, znacznie trudniejszy do zmanipulowania. W tym wyroku Trybunał Sprawiedliwości UE przesądził, że instytucja finansowa nie może obejmować oprocentowaniem pozaodsetkowych kosztów kredytu, czyli skredytowanych prowizji lub składek na ubezpieczenie. Kwietniowe orzeczenie wywołało ekspresową zmianę orzeczniczą, w efekcie której mBank, który do tej pory przegrywał prawomocnie tylko 5,8 proc. spraw o SKD, w samym II kwartale poniósł porażkę w 26,5 proc. takich procesów. Podobny ślad unijny wyrok odcisnął na statystykach orzeczniczych Millennium Banku i Pekao S.A.
W odpowiedzi na wyrok C-744/24 banki dokonały korekty spodziewanych przychodów odsetkowych. Część instytucji giełdowych zaksięgowała pierwsze odpisy na ryzyko prawne SKD. W III kwartale br. banki jeden po drugim zaczęły informować o zaprzestaniu naliczania odsetek od skredytowanych kosztów – momentem zaniechania poboru tych odsetek jest 23 kwietnia 2026 roku, czyli dzień wydania wyroku. O zwrot wcześniej pobranych odsetek konsumenci muszą upomnieć się na drodze reklamacji.
Szacuje się, że koszt wyroku C-744/24 w II kwartale 2026 roku wyniósł po stronie giełdowych banków niemal 620 mln zł. To oczywiście dopiero początek. Unijne orzeczenie stanowi dla strony konsumenckiej zaproszenie do kierowania na drogę sądową kolejnych powództw. Zmiana zaraportowana przez Ministerstwo Sprawiedliwości, dotycząca udziału spółek w pozywaniu banków o SKD, mówi sama za siebie. Polski konsument coraz częściej woli pójść do sądu we własnym imieniu niż odsprzedawać wierzytelność kancelarii odszkodowawczej. W zaledwie kwartał trend ten wzmocnił się o 8 pp.
Mec. Sosnowski łączy tę zmianę przede wszystkim z rozgłosem, jaki przyniósł kwietniowy wyrok.
– Przełom nastąpił w momencie, gdy po wyroku TSUE sprawa stała się medialna. Ludzie zaczęli masowo przesyłać swoje umowy do kancelarii do analizy. Okazywało się, że uchybienia, które kwalifikują umowę do sankcji kredytu darmowego, wynikają z dość prostych zapisów, łatwych do zestawienia z wymogami ustawy. A przy okazji kredytobiorcy orientowali się, że kwoty, o których mowa, wcale nie są małe, tylko bardzo znaczące – ocenia prawnik.
Jak dodaje, do wzrostu zainteresowania paradoksalnie przyczyniły się same banki.
– Kiedy bank ogłasza, że po wyroku będzie zwracał odsetki, kredytobiorcy odbierają to jako sygnał, że coś jest na rzeczy. Bank sam z siebie nigdy niczego dobrowolnie nie zwraca – ludzie pamiętają to jeszcze z ugód z frankowiczami i zaczynają przyglądać się swoim umowom. Jeśli ktoś dostaje od banku przelew na 500 zł, a okazuje się, że przy sankcji kredytu darmowego ma do odzyskania 25 tys. zł albo więcej, najczęściej decyduje się pozwać bank. Trzeba przy tym pamiętać, że zwrot odsetek naliczonych od skredytowanych kosztów to nie to samo co sankcja kredytu darmowego: bank oddaje część nadpłaty, a SKD pozbawia go wszystkich odsetek i kosztów kredytu. Sam przelew nie zamyka drogi do sądu, ale wszystko, co bank przesyła do podpisu, należy czytać bardzo uważnie – podkreśla mec. Sosnowski.
Niewykluczone, że do zmiany tendencji dołożyły się również same skupy wierzytelności, dla których dotychczasowa, niewielka skala zwycięstw, oznaczać może potrzebę ponownego skorygowania strategii biznesowej. Zasadnym może się wydawać np. staranniejsze selekcjonowanie umów do objęcia cesją. Głównym problemem stojącym przed spółkami jest niepewność orzecznicza co do tego, czy podmiot profesjonalny, dochodząc roszczeń pierwotnie przysługujących konsumentowi, może w ogóle domagać się przed sądem objęcia ochroną konsumencką. Zagadnienie to stało się już przedmiotem pytań prejudycjalnych wysłanych do TSUE – mowa o sprawie, której nadano sygnaturę C-763/25, i o której wiadomo, że pozwany bank uznał powództwo. Stanowisko Trybunału w przedstawionej kwestii bez wątpienia wpłynie na przyszłą aktywność skupów wierzytelności na rynku pozwów o SKD.
Sąd Najwyższy o pobieraniu odsetek od skredytowanych kosztów
Bezpośrednim następstwem wyroku TSUE z 23 kwietnia jest orzeczenie Sądu Najwyższego z 8 lipca 2026 roku, o sygnaturze II CSKP 89/26. W swoim stanowisku Sąd Najwyższy potwierdza, że praktyka pobierania odsetek od kwoty innej niż ta wypłacona konsumentowi do ręki jest zakazana. Ponadto sąd odrzucił bankową argumentację, wg której skredytowana prowizja staje się częścią kapitału. Co istotne, Sąd Najwyższy uznał, że do uruchomienia SKD wystarczy jedno naruszenie popełnione przez bank – nie musi zatem dojść do nałożenia się na siebie kilku błędów, by konsument mógł przed sądem ubiegać się o darmowy kredyt.
Podobne stanowisko Sąd Najwyższy zaprezentował 3 czerwca 2025 roku w sprawie II CSKP 1953/22. Już wówczas, przed unijnym wyrokiem, SN ocenił praktykę pobierania odsetek od skredytowanych kosztów jako niedopuszczalną. Oba wyroki odnoszą się do indywidualnych spraw i nie mają mocy zasady prawnej – wiążą sędziów jedynie w tych konkretnych postępowaniach. Pozycję procesową konsumentów w sprawach SKD mogłaby wzmocnić uchwała Izby Cywilnej SN. Prace nad taką uchwała już trwają, jednak w lipcu 2025 roku Sąd Najwyższy podjął decyzję o zawieszeniu postępowania III CZP 15/25, w którym ze strony poznańskiego sądu padło pięć kluczowych dla kredytobiorców pytań powiązanych z SKD.
W niniejszej sprawie sąd pyta między innymi o to, czy treść kwestionowanej przez konsumenta umowy kredytowej powinna być badana z urzędu, a także o sposób liczenia rocznego terminu przysługującego konsumentowi na skorzystanie z SKD. Ponadto, sąd dąży do ustalenia, czy bank ma prawo pobierać odsetki od skredytowanych kosztów kredytu. Sąd Najwyższy czeka z wydaniem uchwały do kolejnych wyroków TSUE. Problem polega jednak na tym, że sprawy, w których pytania prejudycjalne dotyczą niektórych wymienionych zagadnień, spadają z unijnej wokandy na skutek działań samych banków. Te nierzadko wolą uznać roszczenie w sprawie krajowej, tak aby odpowiedź TSUE na pytania prejudycjalne stała się bezprzedmiotowa, niż dopuścić do wydania wyroku, który będzie miał wpływ na los tysięcy umów.
– Po wyroku TSUE orzecznictwo bardzo mocno przesunęło się w stronę korzystniejszą dla kredytobiorców. Kolejne wyroki zapadają, są publikowane i dla wielu osób stanowią potwierdzenie, że temat jest wart uwagi – zwraca uwagę mec. Sosnowski.
Prawnik zastrzega jednak, że nie należy tego odczytywać jako gwarancji wygranej.
Te czynniki zadecydują o tym, czy spory o SKD powielą scenariusz znany z procesów frankowych
Choć konsumenci mają już za sobą pierwsze korzystne wyroki TSUE i SN w przedmiocie odsetek od skredytowanych kosztów, wciąż trudno wskazać prawdopodobny kierunek, w jakim podąży krajowe orzecznictwo. To zależeć będzie nie tylko od kolejnych wyroków TSUE, zwłaszcza w odniesieniu do rocznego terminu na zgłoszenie oświadczenia o skorzystaniu z SKD, ale również od wspomnianej oczekiwanej uchwały Sądu Najwyższego i rozwiązań legislacyjnych, nad którymi trwają obecnie prace w Ministerstwie Sprawiedliwości.
Mowa oczywiście o nowym projekcie ustawy o kredycie konsumenckim, za pomocą której Polska ma wdrożyć regulacje zawarte w dyrektywie CCD2. Przez ok. 2 lata nad projektem pracował UOKiK, który rekomendował rozszerzenie sankcji o kolejne uchybienia. Treść projektu stała się celem ostrej krytyki ZBP, jak i Komisji Nadzoru Finansowego oraz Ministerstwa Finansów. W efekcie prace wystartowały od zera, a czuwa nad nimi wspomniany już resort sprawiedliwości. Na chwilę obecną wiadomo, że nowa ustawa ma wejść w życie przed końcem bieżącej kadencji. Resort planuje wprowadzenie w ustawie dodatkowych mechanizmów sankcyjnych, a także bezpośrednie powiązanie rodzaju sankcji z rangą naruszenia, którego dopuściła się w umowie instytucja kredytowa.
Ostateczny kształt tej ustawy wpłynie na sytuację kredytobiorców gotówkowych w procesach z bankami, choć na razie nie wiadomo, jak bardzo. Wg zapowiedzi resortu, projekt będzie przedmiotem konsultacji publicznych – gdy już do nich dojdzie, prawnicy konsumentów z pewnością wnikliwie przeanalizują potencjalne następstwa propozycji legislacyjnych Ministerstwa.
Podsumowanie
Fakt, że spory o SKD zaczęły przybierać masowy charakter dopiero w okolicach 2024 roku, nie jest wcale dziełem przypadku. Doszło tu do splotu kilku czynników: rozwoju rynku spraw przeciwko bankom, rozpoczęcia szerokiej akcji informacyjnej skierowanej do konsumentów, a także ewolucji modelu biznesowego kancelarii odszkodowawczych. W efekcie do sądów trafiło kilkadziesiąt tysięcy powództw, a w kierunku TSUE posypały się pytania prejudycjalne, które mogą zmienić polski krajobraz orzeczniczy w podobnym stopniu, jak miało to miejsce w sprawach frankowych.
Biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia, tj. wyrok TSUE z 23 kwietnia 2026 roku oraz orzeczenie Sądu Najwyższego z 8 lipca 2026 roku, trudno oczekiwać wyhamowania pozwów o SKD. Wręcz przeciwnie, wobec postępującej zmiany w orzecznictwie, uwidocznionej w półrocznych sprawozdaniach mBanku, Pekao S.A. i Millennium Banku, należy się spodziewać, że w środowisku konsumenckim wzrośnie tendencja do pozywania banków we własnym imieniu, bez pośrednictwa skupów wierzytelności. Banki bezbłędnie odczytują to zagrożenie, dlatego bezpośrednio po wyroku TSUE rozpoczęły akcję dostosowywania swoich umów, na co w II kwartale wydały 620 mln zł.
Równolegle banki torpedują unijne postępowania powiązane z SKD i dyrektywą o kredycie konsumenckim, w których sąd krajowy dąży do ustalenia, jak należy interpretować roczny termin na skorzystanie z sankcji, lub pyta, czy firma, która weszła w posiadanie wierzytelności na skutek odpłatnej cesji, może liczyć na ochronę prawną należną konsumentowi.



