55% Polaków już ufa bankom? Bankowcy świętują, a potem obwiniają kancelarie frankowe i antysemityzm

Czas czytania: 9 minut

Gdy nie ma wielkich powodów do świętowania, trzeba je sobie stworzyć samemu – najwyraźniej z takiego założenia wychodzą bankowcy, którzy w ostatni dzień marca postanowili poinformować opinię publiczną o swoim wielkim sukcesie, czyli zauważalnej poprawie wskaźnika społecznego zaufania. Jeszcze na przełomie 2024 i 2025 roku jedynie 43 proc. Polaków oceniało dobrze reputację banków. Rok później już 55 proc. ankietowanych wystawiło sektorowi pozytywną opinię, co istotnie może zaskakiwać, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę lawinowy wzrost liczby pozwów przeciwko bankom, w których to pozwach osią sporu są długoterminowe umowy kredytowe. Co ciekawe, winą za swój negatywny PR banki obarczają między innymi… kancelarie frankowe oraz, niezależny od bankowców, poziom rat kredytowych. Postanowiliśmy pomóc bankowcom w zrozumieniu, dlaczego Polacy nie darzą kierowanych przez nich instytucji zaufaniem. 

Z tekstu dowiesz się:

  • Od jak dawna banki pracowały na brak społecznej sympatii i które zdarzenia miały szczególny wpływ na sposób postrzegania ich działalności przez Polaków
  • Dlaczego Polacy darzą banki ograniczonym zaufaniem i w jakim stopniu jest to zasługa działalności kancelarii prawnych
  • Które wypowiedzi wpływowych bankowców przejdą do historii jako najbardziej niefortunne pod względem wizerunkowym
  • Kiedy bank jest skłonny uznać roszczenie kredytobiorcy w sprawie SKD i o czym to świadczy.

ZBP zlecił badanie społecznego zaufania do banków. Wyniki zaskakują

Dnia 31 marca 2026 roku na stronie bank.pl pojawił się tekst promowany tytułem „Banki odzyskują wysokie zaufanie społeczne”, w którym serwis informuje o wynikach badania zleconego przez Związek Banków Polskich. Z wykresu zaprezentowanego nad artykułem możemy dowiedzieć się, że sektor, po okresowym spadku zaufania, przypadającym na przełom 2024 i 2025 roku, odzyskuje swoje dobre imię. Z badania przeprowadzonego pod koniec 2025 roku wynika, że odsetek osób dobrze oceniających reputację banków wynosi 55 proc.

Nie da się ukryć: to spory skok w porównaniu z wynikami sprzed roku, gdy poziom zaufania wynosił 43 proc. Sektor zdołał nawet poprawić swój wynik sprzed dwóch lat, gdy 53 proc. ankietowanych postrzegało banki w sposób pozytywny. Z tekstu nie dowiemy się niestety, na ile reprezentatywna była grupa badanych i w jaki sposób badanie zostało przeprowadzone.

Zastanawia nas natomiast to, że sektor postanowił pochwalić się statystyką, która – obiektywnie rzecz biorąc – wcale nie napawa optymizmem. Wynika z niej bowiem, że niemal połowa polskiego społeczeństwa nie darzy banków zaufaniem, co jest o tyle kuriozalne, że banki są przecież instytucjami zaufania publicznego.

Jak bankowcy tłumaczą sobie niski poziom zaufania ze strony polskich obywateli? W tekście wskazano trzy czynniki, w tym negatywną narrację polityczno-medialną, wysoki poziom rat kredytowych oraz… działalność kancelarii prawnych. W tekście pojawia się wątek „cynicznych kancelarii odszkodowawczych”, które skupują wierzytelności konsumentów (jak się domyślamy, chodzi głównie o wierzytelności z tytułu sankcji kredytu darmowego) za ułamek wartości, po to, by następnie wystąpić od banku o pełną kwotę roszczenia na drodze postępowania sądowego, tyle, że już we własnym imieniu. Przyznajemy zupełnie otwarcie: cynizm pseudokancelarii oceniamy bardzo wysoko, być może nawet dorównuje on cynizmowi banków, które latami, oferując polskim konsumentom kredyty gotówkowe, uzależniały udzielenie finansowania od bardzo wysokiej prowizji, doliczanej do kwoty kredytu, a następnie obciążanej odsetkami.

To jednak tylko kropla w morzu bankowych grzechów. Wejdźmy w temat głębiej i zastanówmy się, co leży u podstaw społecznego braku zaufania do polskiego sektora bankowego.

Historia polskiej bankowości nie jest pisana złotymi zgłoskami. Zaczęło się na długo przed frankami

Głośne afery towarzyszą polskiej bankowości niemalże od początków III RP. Jedna z pierwszych miała miejsce w latach 90. XX wieku i dotyczyła największego obecnie banku w Polsce, czyli PKO BP. Podmiot ten, w okresie hiperinflacji i bardzo wysokich cen mieszkań, wprowadził do oferty kredyt „Alicja”, oparty o zasady, które dzisiejszemu pokoleniu trzydziestolatków trudno sobie wyobrazić.

Otóż posiadacz takiego kredytu, spłacając miesięczną ratę, uiszczał w niej jedynie część naliczonych odsetek, podczas gdy reszta była doliczana do… kapitału, do spłacenia w przyszłości. Pomysłodawcy tego egzotycznego produktu kredytowego doszli po prostu do wniosku, że za jakiś czas sytuacja w polskiej gospodarce się ustabilizuje, a wynagrodzenia kredytobiorców wzrosną, dzięki czemu nie będą oni mieli problemów z nadpłatą swojego zobowiązania.

Założenia te okazały się jednak zbyt optymistyczne – inflacja w Polsce owszem, spadała, ale nie w takim tempie, w jakim zakładały władze banku. Szacuje się, że posiadaczami kredytu „Alicja” stało się łącznie ok. 100 tys. Polaków. Wiele z tych osób miało ogromne problemy ze spłatą długu, ponieważ kapitał do spłaty systematycznie rósł, i to w sposób zupełnie niewspółmierny do wynagrodzeń.

Dekadę później Polacy mieli już inne problemy, materializujące się w z pozoru bardziej pogodnym otoczeniu. Sytuacja gospodarcza się ustabilizowała, Polska weszła do Unii Europejskiej, a inflacja wynosiła ok. 2 proc. – mogłoby się więc wydawać, że polskie społeczeństwo wreszcie zyskało warunki do bezpiecznego zaciągania długoterminowych zobowiązań na cele mieszkaniowe. Nic bardziej mylnego. Wysoki WIBOR i restrykcyjne warunki, które trzeba było spełnić, by zaciągnąć kredyt w rodzimej walucie, w wielu przypadkach stanowiły dla młodych Polaków barierę nie do przeskoczenia.

Banki wymyśliły więc, że zaczną oferować produkt w walucie obcej, konkretnie we franku szwajcarskim, oprocentowany zgodnie z dużo korzystniejszą stawką LIBOR CHF. Nagle okazało się, że osoby, które są zbyt biedne, by zaciągnąć kredyt w złotówkach, z myślą o zakupie wymarzonego mieszkania, są wystarczająco majętne, by podpisać umowę powiązaną z kursem waluty obcej. O konsekwencjach tego masowego procederu nie będziemy się zanadto rozpisywać: banki podpisały z Polakami ok. 775 tys. umów indeksowanych i denominowanych do franka szwajcarskiego, którego kurs na przestrzeni lat wzrósł o ponad 100 proc., pociągając za sobą drastyczny wzrost miesięcznej raty i salda zadłużenia.

Na kredycie „Alicja” i umowach frankowych bankowcy nauczyli się jednego: Polska jest rynkiem, na którym prawa konsumenta są marginalizowane, a brak równowagi kontraktowej stron nie jest niechlubnym wyjątkiem, tylko ponurą codziennością. Nie może zatem dziwić, że sektor bankowy zaczął wprowadzać do oferty kolejne abuzywne produkty, takie jak chociażby kredyty gotówkowe, w przypadku których dochodzi do kredytowania kosztów pozakredytowych.

Gdy krytycy banków wypominają tym podmiotom rekordowe zyski (zysk sektora w 2025 roku wyniósł 48,7 mld zł netto), bankowcy bronią się, że raportowane wyniki są efektem otoczenia ekonomicznego, w tym wysokich stóp procentowych, a więc nie są zależne od nich. Mało kto zwraca jednak uwagę na to, że czynnikiem wpływającym na wysokie zarobki banków, prócz samego WIBORu, jest również marża kredytowa, która w polskich produktach bankowych jest gigantyczna i przez pewien czas była najwyższa w Europie.

Europejski Bank Centralny policzył, ile wynosi marża kredytowa w krajach UE. W październiku 2025 roku Polska uplasowała się na drugim miejscu pod względem wysokości tej marży, która wyniosła w omawianym okresie 3,17 proc. Wyprzedziły nas jedynie Węgry, z marżą na poziomie 3,32 proc. Indeks marży w kredytach z przeznaczeniem na zakup nieruchomości, w rozumieniu Europejskiego Banku Centralnego, jest różnicą pomiędzy oprocentowaniem kredytów mieszkaniowych a oprocentowaniem depozytów. Najprościej rzecz ujmując, katastrofalny wynik Polski świadczy o słabej ofercie lokat oszczędnościowych i jednocześnie o wysokich kosztach zobowiązań długoterminowych. Nie może zatem dziwić, że bankowcy krzywo patrzą na frankowiczów, którzy w swoich pozwach o nieważność domagają się odsetek ustawowych za opóźnienie od sumy spłaconych świadczeń, za okres całego postępowania sądowego. Odsetki te są o 5,5 proc. wyższe niż aktualna stopa referencyjna NBP. Żaden bank w Polsce nie oferuje podobnej lokaty.

Nie darzysz banków sympatią? Najwyraźniej jesteś antysemitą…

Abuzywność produktów oferowanych przez banki to jedno. O podejściu tych instytucji do polskiego klienta co najmniej równie mocno świadczą publiczne wypowiedzi prezesów największych giełdowych spółek. Niekwestionowanym liderem bankowych opinii jest Cezary Stypułkowski, który przez kilkanaście lat kierował mBankiem, a obecnie stoi na czele Pekao S.A.

Ten wpływowy przedstawiciel polskiego rynku finansowego najwyraźniej wciąż nie dopuszcza do siebie myśli o abuzywności kredytów frankowych, stwierdzonej przez TSUE, Sąd Najwyższy i polskie sądy powszechne. Jeszcze w październiku 2024 roku Stypułkowski bronił hipotek waloryzowanych kursem CHF w następujący sposób: „uważam, że bez napływu kapitału frankowego pokolenie mojego syna mieszkałoby u teściowej za szafą”.

Prawdziwą medialną petardę odpalił jednak inny znany prezes. Mowa o Przemysławie Gdańskim, stojącym na czele BNP Paribas, który w kwietniu 2025 roku, w rozmowie z Pulsem Biznesu, dywagował na temat tego, dlaczego Polacy nie lubią banków. „Moim zdaniem niechęć do banków ma korzenie w antysemityzmie” – te słowa odbiły się w polskich mediach bardzo szerokim echem, co wkrótce zmusiło Gdańskiego do publicznych przeprosin. Wyobraźmy sobie teraz, że takie słowa padają z ust któregoś z prezesów sektora pod adresem klientów niemieckich – czy skończyłoby się tylko na przeprosinach? Szczerze w to wątpimy.

Dokładne analizy i ważne informacje dla kredytobiorców.
Śledź nasze profile, aby wzmocnić ich widoczność i być na bieżąco:

 

Dlaczego kancelarie prawne NIE są odpowiedzialne za negatywny wizerunek sektora bankowego?

Bankowcy bardzo długo próbowali odpychać od siebie odpowiedzialność za wprowadzenie do obrotu prawnego setek tysięcy abuzywnych umów. Forsowali w przestrzeni publicznej narrację o chciwych, niedotrzymujących umów frankowiczach i próbowali antagonizować poszczególne grupy kredytobiorców, po to, by wywrzeć presję na posiadaczach hipotek frankowych i zniechęcić ich do składania powództw.

Na niewiele się to zdało, albowiem gdy kredytobiorcy złotowi zauważyli dla siebie szansę w kwestionowaniu klauzul zmiennego oprocentowania, bardzo szybko ruszyli do sądów. I choć orzecznictwo w sprawach umów „wiborowych” wciąż jest niekorzystne dla strony konsumenckiej, kolejne pozwy nadal zasilają sądowe statystyki.

Do końca 2025 roku przeciwko pięciu giełdowym bankom złożono 1 686 pozwów, w których roszczenia dotyczą umów powiązanych z WIBORem. Wzrost liczby powództw wyniósł 84 proc. rdr. Najwięcej pozwów „wiborowych” kredytobiorcy kierują nie pod adresem niszowych banków, tylko w stronę PKO Banku Polskiego – aż 737 spraw dotyczy właśnie umów z portfela tego podmiotu.

Bardzo dynamicznie rośnie też liczba spraw sądowych o sankcję kredytu darmowego – osiem giełdowych banków otrzymało do końca 2025 roku ponad 20,5 tys. pozwów, a wzrost zainteresowania pozwem w porównaniu do 2024 roku wyniósł aż 70 proc. I znów liderem tego niechlubnego zestawienia jest PKO BP, przeciwko któremu skierowano 6 677 spraw o SKD.

Dane te przeczą twierdzeniom bankowców, jakoby kierowane przez nich instytucje odzyskiwały zaufanie polskiego społeczeństwa. Duży wzrost liczby spraw spornych świadczy o czymś dokładnie przeciwnym. Bankowcy oczywiście próbują to sobie tłumaczyć marketingiem kancelarii prawnych, które otrzymują coraz mniej spraw frankowych, szukają zatem nowej, atrakcyjnej niszy. Wybór padł rzekomo na sprawy przeciwko klauzulom zmiennego oprocentowania oraz te dotyczące SKD. Warto się jednak zastanowić nad tym, czy kancelarie prawne naprawdę mają w Polsce większą siłę przebicia niż najpotężniejsze instytucje finansowe, i są w stanie sztucznie wykreować popyt na pozwy, a następnie przekonać polskie sądy i TSUE do fałszywej argumentacji? A przecież takie właśnie zarzuty padają od dawna pod adresem „frankowych” prawników.

My tę sytuację interpretujemy zupełnie inaczej: w kwestii hipotek frankowych to banki zawiniły, zaś kancelarie po prostu wyciągnęły ich winę na światło dzienne, a następnie doprowadziły te instytucje przed sądy, gdzie została im wymierzona sprawiedliwość. Mamy w Polsce do czynienia z absurdalną sytuacją, w której winni skrajnie nieetycznego, nieuczciwego procederu próbują odsuwać od siebie odpowiedzialność i zrzucają ją na podmioty, które tę nieuczciwość ujawniły. Bankowcy oburzają się, gdy ktoś podkreśla ich horrendalne zyski, i jednocześnie sami chętnie podkreślają przychody brutto uzyskiwane przez kancelarie frankowe, licząc najwyraźniej, że Polacy nie znają różnicy pomiędzy wspomnianymi przychodami a dochodem.

Zasada w tej grze jest bardzo prosta: sektor ciska w prawników garść błota i sprawdza ich zdolność do otrzepania się z tego szlamu. Skoro banki nie są w stanie pokonać kancelarii w uczciwej walce, próbują sprowadzić je do swojego poziomu, a następnie pokonać doświadczeniem. A do zrównania poziomu tych dwóch typów podmiotów może dojść tylko wtedy, gdy wizerunek kancelarii zostanie trwale nadszarpnięty przez oskarżenia.

Bankowcy przekonują, że roszczenia kredytobiorców złotowych są bezpodstawne. Równolegle uznają roszczenia w sprawach SKD, w których doszło do zadania pytań prejudycjalnych

Obecnie bankowcy przekonują, że afera „wiborowa” nie ma nic wspólnego z tą frankową i została sztucznie wykreowana przez wspomniane już kancelarie. Weźmy jednak pod uwagę, że gdy ponad dekadę temu zrobiło się głośno o abuzywności hipotek frankowych, banki używały bardzo podobnych argumentów i twierdziły, że postępowały w pełni zgodnie z prawem. Były w tych twierdzeniach tak przekonane o własnej racji, że torpedowały każdą próbę rozliczenia tych hipotek na zasadach innych niż te wskazane w umowie. To banki nie chciały zawierać z frankowiczami ugód ani konwertować zadłużenia na złotówki. Dziś natomiast, w dobie jednoznacznie prokonsumenckiego orzecznictwa, mają pretensje do swoich klientów, że ci w miejsce polubownego rozwiązania wybierają proces sądowy i pełne unieważnienie umowy. Hipokryzja? A jakże.

Jej największym przejawem jest to, co aktualnie dzieje się w sądach, w sprawach dotyczących sankcji kredytu darmowego. Oficjalnie banki przekonują, że kredytobiorcy nie mają po co iść do sądów, bo orzecznictwo w ok. 90 proc. jest korzystne dla sektora. Nieoficjalnie, w sprawach krajowych, w których sąd wysłał pytania prejudycjalne do TSUE, w części przypadków banki wolą uznać roszczenie bądź podpisać ugodę, niż dopuścić do wydania unijnego wyroku. Taka sytuacja miała miejsce np. w sprawie C-566/24, w której łódzki sąd zadał Trybunałowi aż siedem pytań. Wszystkie dotyczyły sankcji kredytu darmowego, w tym między innymi pobierania odsetek od kredytowanych kosztów kredytu. W marcu br. Trybunał umorzył sprawę, a przyczyną było uznanie roszczeń powoda.

Okazuje się jednak, że wcale nie musi to oznaczać końca postępowania, albowiem polska sprawa, mimo uznania powództwa, wciąż jest w toku. Bank domaga się podjęcia sprawy przez prowadzący ją Sąd Rejonowy dla Łodzi-Śródmieścia. Ten odmawia, czego skutkiem jest zaskarżenie tej decyzji do sądu II instancji. Składający skargę bank nie znajduje jednak zrozumienia przed łódzkim Sądem Okręgowym, który podziela pogląd sądu I instancji i dochodzi do wniosku, że odpowiedź Trybunału Sprawiedliwości UE na wysłane pytania prejudycjalne jest niezbędna do poddania ocenie tego, czy uznanie przez bank powództwa należy uznać za skuteczne.

Czekamy zatem, aż bankowcy zaczną kierować swoje pretensje już nie tylko w stronę kancelarii prawnych, ale i w kierunku polskiej judykatury. Bardzo nas ciekawią potencjalne argumenty sektora. Czy sędziowie, złaknieni kolejnej fali powództw przeciwko bankom, szukają kolejnej niszy do zagospodarowania? A może są antysemitami? Pokładamy ogromną wiarę w wyobraźnię prezesów i jesteśmy przekonani, że zdążą zaskoczyć Polaków jeszcze niejedną wypowiedzią.

PODSUMOWANIE:

Fakt, iż tylko 55 na 100 Polaków pozytywnie ocenia reputację banków, nie jest absolutnie powodem do dumy. Świadczy raczej o tym, że dotychczasowe abuzywne praktyki, masowo stosowane przez przedstawicieli sektora, odcisnęły ogromne piętno na wizerunku instytucji finansowych. Na przestrzeni ostatnich kilku dekad banki zdążyły zrazić do siebie kilka pokoleń Polaków. Kredyty „Alicja” sprawiły, że o bankach nie najlepiej myślą osoby, które pierwsze lokum kupowały w latach 90., a dziś najpewniej albo są na emeryturze, albo niedługo na nią przejdą.

Ofiarą boomu na hipoteki frankowe padli przedstawiciele pokolenia X oraz niektórzy Millenialsi, dla których produkty te bardzo szybko stały się poważnym testem dorosłości. Banki miały szansę, by zbudować od podstaw poprawne relacje z osobami urodzonymi na przełomie lat 80. i 90., ale z niej nie skorzystały. Wolały oferować abuzywne produkty hipoteczne i gotówkowe, pozbawione górnego progu oprocentowania i tym samym obarczone nieograniczonym ryzykiem.

Radość bankowców z „wysokiego zaufania społecznego” na poziomie 55 proc. świadczy o nisko ustawionej poprzeczce i braku większych ambicji związanych z budowaniem wiarygodnego wizerunku wśród polskiego społeczeństwa. Z kolei obarczanie podmiotów zewnętrznych winą za wcześniejsze kiepskie statystyki stanowi dowód niskiej moralności w sektorze, który bezrefleksyjnie odsuwa od siebie odpowiedzialność za błędy w umowach i niedopełnienie obowiązków informacyjnych, pokazując tym samym swój cyniczny stosunek do krajowego i unijnego orzecznictwa oraz brak szacunku dla praw konsumenta.

FrankNews
FrankNews
FrankNews.pl to portal informacyjny poświęcony tematyce rynku kredytowego oraz sporów konsumentów z bankami. Redakcja serwisu od 2014 roku śledzi rozwój orzecznictwa sądowego, zmiany w przepisach prawa oraz zjawiska wpływające na sytuację kredytobiorców w Polsce. Doświadczenia zebrane przy tworzeniu materiałów publikowanych wcześniej w mediach i portalach internetowych stały się podstawą do uruchomienia w 2020 roku serwisu FrankNews.pl — miejsca, w którym informacje dotyczące tej tematyki są gromadzone i prezentowane w formie bieżących wiadomości oraz analiz. Materiały publikowane na FrankNews.pl nie stanowią porady prawnej ani finansowej. Treści odzwierciedlają stanowisko ich autorów i służą przedstawieniu faktów, orzeczeń oraz kontekstu opisywanych wydarzeń. Materiały zamieszczone w serwisie Franknews.pl nie są substytutem dla profesjonalnych porad prawnych. Franknews.pl nie poleca ani nie popiera żadnych konkretnych procedur, opinii lub innych informacji zawartych w serwisie. Zamieszczone materiały są subiektywnymi wypowiedziami autorów.

Related Articles

Najnowsze