Wyrok TSUE z 12 lutego 2026 roku miał być wielkim zwycięstwem sektora bankowego nad kancelariami „wiborowymi”. Tak się jednak nie stało. TSUE, zamiast zablokować krajowym sądom jakąkolwiek możliwość kontrolowania klauzul zmiennego oprocentowania, nie tylko taką opcję dopuścił, ale i wskazał w motywach wyroku, na jakie obowiązki informacyjne bank powinien był zwrócić szczególną uwagę. Bankowcy doskonale wiedzą, że ten wyrok jest nie po ich myśli, ale nie mogą przyznać tego publicznie, bo w ten sposób zachęciliby klientów sektora do kierowania kolejnych spraw na drogę sądową. Uparcie więc twierdzą, wspierani zresztą przez współpracujących z nimi prawników, że unijne orzeczenie pokazało słabość argumentacji ich przeciwników procesowych. Ta narracja dość słabo broni się w mediach – oto bowiem okazuje się, że do listy sądów sceptycznych wobec praktyk informacyjnych banków dołączyła kolejna jednostka. Chodzi o Sąd Okręgowy w Szczecinie, który 16 lutego 2026 roku wydał wyrok w sprawie I C 4293/23, ustalając nieważność umowy kredytu budowlanego powiązanej ze wskaźnikiem WIBOR. Pełnomocnik kredytobiorców jasno wskazuje w komentarzu do wyroku, że jego argumentacja opierała się między innymi o rażące naruszenie obowiązków informacyjnych banku, dotyczących ryzyka zmiennej stopy procentowej. Czy w najbliższych miesiącach mamy szansę na lawinę podobnych wyroków?
Z tekstu dowiesz się:
- Czego dotyczyła sprawa I C 4293/23, z którego roku pochodziła kwestionowana umowa i kto był przeciwnikiem kredytobiorcy
- Co wiadomo o samym wyroku w sprawie I C 4293/23 i jakie elementy tej decyzji wzbudzają kontrowersje wśród internetowych komentatorów
- Dlaczego złotówkowicze mają wszelkie podstawy sądzić, że podobnych orzeczeń jak to w sprawie ze Szczecina będzie przybywać.
Sąd Okręgowy w Szczecinie unieważnia umowę kredytu złotowego opartego o WIBOR. To pokłosie wyroku TSUE z 12 lutego 2026 roku?
Od ponad tygodnia kredytobiorcy złotowi są wprost bombardowani komentarzami eksperckimi dotyczącymi unijnego wyroku C-471/24. Fala skrajnie różnych interpretacji przetacza się nie tylko przez media tradycyjne, ale również przez te społecznościowe. Banki bardzo chcą dotrzeć do potencjalnego odbiorcy każdym możliwym kanałem informacyjnym. Cel jest jeden: przekonanie Polaków, że WIBORu, tak samo jak klauzul z nim powiązanych, po prostu podważyć się nie da. Prawnicy reprezentujący sektor bankowy w absolutnie spektakularny sposób naginają rzeczywistość i próbują wmówić polskiemu społeczeństwu coś, czego w wyroku TSUE po prostu nie ma. A nie ma w nim stwierdzenia, że WIBOR jest „okej” i że banki w sposób należyty wywiązywały się ze swoich obowiązków informacyjnych względem konsumenta.
W wyroku unijni sędziowie wyrażają pogląd, wg którego sam wskaźnik WIBOR i metodologia jego wyznaczania nie powinny być przedmiotem kontroli krajowych sądów. Przynajmniej w umowach, które zostały podpisane po wejściu w życie rozporządzenia BMR – bo dokładnie takiego zobowiązania dotyczył spór zakończony 12 lutego 2026 roku w Luksemburgu. Spór o to, czy WIBOR w umowach starszych niż te pochodzące z 2018 roku jest w porządku, wciąż pozostaje otwarty.
Bankowcy, podkreślający w mediach swój rzekomy sukces, bardzo niechętnie mówią o innych aspektach, które ów wyrok porusza. Mowa o obowiązkach informacyjnych, które nakłada na podmiot dyrektywa 2014/17/UE (jesteśmy przekonani, że już wkrótce ta dyrektywa będzie wśród konsumentów równie popularna jak 93/13/EWG), regulująca kwestie związane z konsumenckimi kredytami mieszkaniowymi w Unii Europejskiej. Trybunał Sprawiedliwości UE zwrócił uwagę, że bank ma obowiązek poinformować kredytobiorcę o takich kwestiach jak RRSO, całkowity koszt kredytu, skutki wzrostu oprocentowania oraz warunki jego zmiany na znormalizowanym arkuszu informacyjnym ESIS. W przypadku gdy w umowie nie występuje górna granica oprocentowania, bank powinien przekazać kredytobiorcy symulację zmiany oprocentowania kredytu, uwzględniającą najbardziej pesymistyczne dane z ostatnich 20 lat. Już teraz eksperci prawni wskazują, że banki w wielu przypadkach nie wywiązywały się z tego obowiązku, co może w przyszłości wygenerować po stronie tych instytucji poważne i niezwykle kosztowne ryzyko prawne.
Pełnomocnicy konsumentów podkreślają, że zagrożone są nie tylko umowy podpisane już po wejściu w życie dyrektywy 2014/17, ale również te starsze. W przypadku umów sprzed kilkunastu lat banki znacznie mniej się pilnowały i realizowały obowiązki informacyjne w sposób bardzo ogólny, często nie dbając przy tym o zastosowanie przejrzystych sformułowań, które byłyby zrozumiałe dla laika.
Ryzyko starszych umów powoli zaczyna się materializować, czego przykładem może być wyrok, który zapadł zaledwie 4 dni po orzeczeniu TSUE w sprawie C-471/24. Mowa o sprawie I C 4293/23, którą rozsądził Sąd Okręgowy w Szczecinie, a która dotyczyła kredytu budowlanego, zawartego przez powodów w 2007 roku z bankiem BGŻ. Pozwanym w sprawie był BNP Paribas, następca prawny BGŻ, a spór toczył się o ustalenie i zapłatę. Pełnomocnikiem kredytobiorców w sądzie był adwokat Paweł Zacharzewski, który na swoim profilu na platformie Facebook ujawnił kulisy tej sprawy oraz upublicznił skan wyroku.
Tak wyglądała argumentacja kredytobiorców w wygranej sprawie przeciwko BNP Paribas. Nacisk położono na obowiązki informacyjne
Jak podkreśla pełnomocnik prawny kredytobiorców w swoim wpisie, jest to dla jego kancelarii wyjątkowy moment: sąd ustalił nieważność kredytu złotowego, w której zawarta była klauzula zmiennego oprocentowania. Jak dowiadujemy się z wyroku, przegrany bank musi wypłacić kredytobiorcom kwotę blisko 360 tys. zł wraz z odsetkami ustawowymi za opóźnienie liczonymi od września 2025 roku do dnia zapłaty. Spór sądowy trwał blisko 3 lata, został więc zainicjowany w ok. rok przed wysłaniem do TSUE pierwszych pytań prejudycjalnych o WIBOR.
Pełnomocnik kredytobiorców ujawnia, że wyrok zapadł na posiedzeniu niejawnym, a kancelaria wciąż czeka na uzasadnienie. Informuje jednak swoich obserwujących, na czym oparta była jego argumentacja. Jak dowiadujemy się z wpisu, główny nacisk był kładziony na:
- rażące naruszenie przez bank obowiązków informacyjnych dotyczących ryzyka wynikającego z wieloletniej ekspozycji na zmienne oprocentowanie
- wprowadzenie kredytobiorcy w błąd w odniesieniu do źródła wskaźnika referencyjnego oraz jego publikatora (bank stosował odesłanie do serwisu Reuters)
- wystawienie konsumenta przez bank na nadmierną ekspozycję na wieloletnie ryzyko zmiennej stopy procentowej w połączeniu z jednostronnym zabezpieczeniem się przez pozwany podmiot przed takim ryzykiem.
Adwokat reprezentujący kredytobiorcę poinformował, że zamierza podzielić się szczegółami uzasadnienia wyroku, gdy te będą mu znane.
Dokładne analizy i ważne informacje dla kredytobiorców.
Śledź nasze profile, aby wzmocnić ich widoczność i być na bieżąco:
Kontrowersje wokół wyroku ze Szczecina. Sceptycy podejrzewają próbę manipulacji
Sensacyjny wyrok Sądu Okręgowego w Szczecinie w oczywisty sposób podzielił internetowych komentatorów. Podczas gdy jedni gratulują adwokatowi sukcesu i wieszczą lawinę podobnych wyroków w najbliższych miesiącach, inni próbują bagatelizować znaczenie orzeczenia i wręcz sugerują manipulację. Według sceptyków wyrok dotyczy tak naprawdę umowy kredytowej, która została przewalutowana na franki, a następnie, na tej podstawie, wyeliminowana z obrotu prawnego. Świadczyć ma o tym zawarta w wyroku informacja, że umowa została zmieniona aneksem (którego numer sugeruje, że aneksowanie miało miejsce w 2008 roku, czyli w okresie, w którym kurs franka zachęcał złotówkowiczów do dokonania konwersji).
Insynuacje niedowiarków w oczywisty sposób kłócą się z zaprezentowaną przez adwokata argumentacją, skoncentrowaną wokół ryzyka zmiennej stopy procentowej, a nie ryzyka walutowego. Z dziennikarskiego obowiązku prezentujemy naszym Czytelnikom oba spojrzenia na sprawę, nie przesądzając, które z nich wierniej odwzorowuje stan faktyczny.
Uwaga na „wiborowy” marketing szeptany. W sieci trwa walka o względy kredytobiorców
Na długie tygodnie przed wyrokiem TSUE przestrzegaliśmy naszych Czytelników, by nastawili się psychicznie na to, co sektor bankowy (i pseudokancelarie) zgotują im w mediach w przypadku dopuszczenia prawnej możliwości kontrolowania klauzul zmiennego oprocentowania przez krajowe sądy. I nie myliliśmy się. W Internecie trwa zaciekła walka o to, kto przekona kredytobiorców do swoich racji. Banki w tej walce wytaczają przeciwko swoim przeciwnikom najcięższe działa.
Rozumieją doskonale, że ich wrogiem nie jest sam konsument, tylko kancelarie prawne wyspecjalizowane w podważaniu umów kredytowych i prowadzące szeroko zakrojoną akcję informacyjną, promującą wśród polskiego społeczeństwa wiedzę o obowiązkach banków. Tak długo, jak kancelarie te będą cieszyć się zaufaniem społecznym, banki będą musiały liczyć się z kolejnymi pozwami przeciwko klauzulom zmiennego oprocentowania. Wniosek jest prosty: jeśli banki chcą wygrać tę wojnę, muszą zdyskredytować swojego przeciwnika, tak aby utracił on wiarygodność wśród potencjalnych klientów.
Zadanie bankom ułatwiają tzw. pseudokancelarie, czyli spółki z o.o. i S.A. działające jako kancelarie odszkodowawcze. Podmioty te nie są prowadzone przez adwokatów czy radców prawnych – korzystają z pewnej luki w polskim prawie, pozwalającej na założenie „kancelarii prawnej” osobie bez odpowiedniego wykształcenia. Ponieważ podmiotów tego rodzaju nie obowiązuje nadzór samorządów zawodowych ani nie muszą one stosować się do zasad etyki adwokackiej, dość często prowadzą swoją działalność w nieetyczny sposób, uciekając się do sztuczek socjotechnicznych i manipulacji. Wszystko po to, by zdobyć klienta i dobrze na nim zarobić.
Tego rodzaju podmioty po wyroku TSUE starają się przekonać zdesperowanego kredytobiorcę, że znają sposób na obalenie umowy opartej na WIBORze. Kreślą przed potencjalnym klientem fałszywą wizję, według której sprawa o kredyt złotowy jest prosta jak ta o umowę frankową, co – wobec braku ukształtowanej linii orzeczniczej – jest oczywistą nieprawdą.
W następnych miesiącach banki będą stawiać znak równości pomiędzy takimi spółkami a renomowanymi kancelariami adwokackimi czy radcowskimi, w nadziei, że zasieją w swoich klientach wątpliwość dotyczącą faktycznych intencji podmiotów zajmujących się kwestionowaniem umów złotowych.
Zjawiskiem, które powinno niepokoić, jest rosnąca liczba krytycznych, często agresywnych komentarzy publikowanych pod postami kancelarii broniących interesów konsumenta. Autorzy tych wpisów sugerują kancelariom próby manipulacji i nakierowywanie zdesperowanych kredytobiorców na pozwy, które są z góry skazane na porażkę. Charakter tych wpisów kojarzy się z popularnym przed dekadą marketingiem szeptanym, czyli promowaniem konkretnych produktów nie pod szyldem firmy, a w postach czy komentarzach rzekomo tworzonych przez niezależne osoby, które taki produkt kupiły. Tego rodzaju opinie miały za zadanie wywołać u potencjalnego odbiorcy wrażenie, że czyta on treści o charakterze obiektywnym, pochodzące od osób takich, jak on sam. Na podobnych zasadach działać może „wiborowy” szum w Internecie, zachęcający osoby niezaznajomione z tematem, a chcące wyrobić sobie opinię, do przyjęcia określonej postawy.
W tym niespokojnym czasie sugerujemy naszym Czytelnikom, by wiedzę o sprawach przeciwko bankom czerpały wyłącznie ze sprawdzonych źródeł. Szczególnie istotna jest weryfikacja tego, czyje interesy reprezentuje ekspert wypowiadający się o wyroku C-471/24 (lub dowolnym innym dotyczącym WIBORu) na potrzeby opiniotwórczych mediów. Zauważamy bowiem pewną zastanawiającą prawidłowość: ilekroć w mediach wypowiada się ekspert, prawnik interpretujący wyrok Trybunału na korzyść sektora bankowego, w tekście brakuje informacji, że jest on wyspecjalizowanym pełnomocnikiem banków w sprawach dotyczących sporów z konsumentami. Sprawdzamy tożsamość poszczególnych specjalistów, którzy w ostatnim czasie recenzują unijny wyrok jako porażkę kredytobiorców i dotąd w 100 procentach przypadków okazywało się, że komentarz należał do kogoś, kto jest zawodowo ściśle powiązany z sektorem bankowym.
Apelujemy do mediów, by zadbały o transparentność publikowanych wypowiedzi, tak aby odbiorca nie miał problemu z osadzeniem ich we właściwym kontekście. Zasada ta, naszym zdaniem, powinna obowiązywać, bez względu na to, czy cytowana wypowiedź należy do pełnomocnika banku, czy specprawnika zajmującego się kwestionowaniem umów kredytowych.
PODSUMOWANIE:
Wyrok, który zapadł 16 lutego 2026 roku przed Sądem Okręgowym w Szczecinie, dotyczy umowy kredytu budowlanego zawartej w 2007 roku z bankiem BGŻ. Umowa została zmieniona aneksem w 2008 roku. Sąd zdecydował o tym, że kwestionowana umowa jest nieważna, nie wiadomo natomiast, jakie motywy stoją za tym wyrokiem, ponieważ został on wydany na posiedzeniu niejawnym. Prawnik reprezentujący kredytobiorców zapowiada, że ujawni szczegóły uzasadnienia, gdy zostanie ono udostępnione kancelarii.
W swojej argumentacji przed sądem kancelaria położyła nacisk na rażące niedopełnienie obowiązków informacyjnych banku, związanych z ryzykiem zmiennej stopy procentowej. Ponieważ umowa została zawarta przed wejściem w życie rozporządzenia BMR, czyli gdy WIBOR nie miał jeszcze statusu kluczowego wskaźnika referencyjnego, nie można wykluczyć, że sąd znacznie szerzej podszedł do badania obowiązków informacyjnych banku niż miałoby to miejsce w umowie zawartej po 2017 roku.


