Ostatnimi czasy wyjątkowo trudno nadążyć za rozwojem sytuacji w sprawie ustawy frankowej. Dosłownie kilka dni temu w mediach pojawiła się informacja o tym, że już 15 kwietnia 2026 roku Komisja Sprawiedliwości i Praw Człowieka oraz Komisja Gospodarki i Rozwoju powrócą do dyskusji o projekcie ustawy frankowej. Miało to być trzecie posiedzenie sejmowych komisji w sprawie propozycji legislacyjnych przygotowanych przez Ministerstwo Sprawiedliwości. Rozwiązanie zaprojektowano, przynajmniej teoretycznie, w celu usprawnienia postępowań sądowych, a w praktyce? Trudno określić. Liczba postępowań sądowych dynamicznie spada i bez ustawy, sami zaś interesariusze, czyli frankowicze i banki, są zaskakująco zgodni co do tego, że ustawa w proponowanym kształcie jest im po prostu niepotrzebna. Coraz częściej pojawiają się głosy, że założenia projektu mogą być sprzeczne z unijnym prawem, i jeszcze do wczoraj można było odnieść wrażenie, że projektodawca niewiele sobie robi ze słów krytyki: posiedzenie komisji w sprawie ustawy zaplanowano na dzień przed trzema ważnymi wyrokami TSUE, dotyczącymi między innymi kwestii przedawnienia roszczeń banków. Nieoczekiwanie jednak okazało się, że posiedzenie sejmowych komisji zostało odwołane. Przy okazji rozważań na temat poczynań politycznych decydentów, warto się zastanowić, czy w Ministerstwie Sprawiedliwości ktokolwiek myśli jeszcze o ustawie frankowej w kategorii faktycznego udrożnienia sądów? A może chodzi już tylko o to, by postawić na swoim i dopiąć choć jedną reformę w polskim wymiarze sprawiedliwości?
Z tekstu dowiesz się:
- Jak zmieniły się propozycje Ministerstwa Sprawiedliwości skierowane do frankowiczów po drugim posiedzeniu sejmowych komisji w sprawie projektu
- Dlaczego banki nie są już zainteresowane ustawowym rozwiązaniem kwestii franków i co proponują w zamian
- O jakie zmiany w projekcie ustawy frankowej walczą pełnomocnicy kredytobiorców i czy są szanse, że uda im się przekonać resort do swojej perspektywy.
W połowie kwietnia ustawa frankowa miała wrócić do Sejmu. Posiedzenie odwołano niemal w ostatniej chwili.
To niesamowite, jak szybko kurczy się liczba postępowań frankowych w toku: jeszcze kilka tygodni temu krajowe media podawały statystyki z końcówki 2025 roku, wg których w sądach miało się toczyć 170,5 tys. spraw frankowych, w tym 66 tys. w apelacji. Wskaźnik pokrycia wpływu dla sądów obu instancji wyniósł w 2025 roku ok. 135 proc. a w sądach okręgowych był jeszcze wyższy i wynosił ok. 200 proc. Zaktualizowane dane znajdziemy w artykule Dziennika Gazety Prawnej (tytuł: „Ustawa frankowa. Realna pomoc czy niedźwiedzia przysługa”), który podaje, że na koniec lutego 2026 roku w toku było 146 875 spraw frankowych, z czego 62 991 (43 proc.) to postępowania będące na etapie II instancji. Dziennik podał też liczbę sporów frankowych założonych kredytobiorcom przez banki – ma być ich 64 823.
Porównując dane z końca 2025 roku z tymi z końca lutego 2026 roku, nie sposób nie zauważyć, że polskie sądy odzyskują kontrolę nad sytuacją w wydziałach cywilnych: w zaledwie dwa miesiące liczba toczących się spraw 049 cf zmniejszyła się o prawie 14 proc., natomiast w sądach II instancji o ponad 4 proc. Interesować powinna nas zwłaszcza malejąca liczba spraw odwoławczych: wszak to właśnie zatrzęsienie apelacji stanowi dla Ministerstwa Sprawiedliwości jeden z głównych argumentów za wprowadzeniem ustawy frankowej. Ustawy, która miała powrócić do Sejmu już 15 kwietnia 2026 roku. Na godzinę 9.30 zaplanowano kolejne, trzecie już posiedzenie sejmowych komisji w sprawie projektu, które… zostało dość nieoczekiwanie odwołane. Nie jest znana oficjalna przyczyna odwołania posiedzenia, można jednak spekulować, że na decyzję rządzących wpłynął harmonogram posiedzeń TSUE. Wszak już dzień później, 16 kwietnia, Trybunał ma wydać aż trzy ważne wyroki w sprawach frankowych.
Dyskusję nad ustawą frankową zdominował temat potrącenia. Rządzący reagują na krytykę środowisk konsumenckich
W trakcie drugiego posiedzenia, które miało miejsce 26 marca br., zgłoszono kolejnych 5 poprawek do projektu, z czego najważniejsza dotyczy zmiany terminów na skorzystanie przez bank z potrącenia wzajemnych wierzytelności. Przypomnijmy, że wcześniejsza wersja projektu zakładała możliwość zgłoszenia potrącenia aż do końca postępowania w II instancji. Strona konsumencka, wspierana przez ekspertów prawnych, oprotestowała ten pomysł, wskazując, że jego wprowadzenie oznaczałoby przywrócenie terminu w tysiącach spraw, w których banki świadomie zrezygnowały ze skorzystania z potrącenia. Prawnicy wprost mówili o groźbie wydłużenia postępowań sądowych: wszak zgłoszenie potrącenia tuż przed wyrokiem sądu II instancji oznaczać będzie potrzebę wyznaczenia kolejnej rozprawy. Niektórzy eksperci poszli w swojej krytyce jeszcze dalej i zarzucili projektodawcy, że proponowane przez niego rozwiązanie jest niekonstytucyjne, odbiera bowiem obywatelowi prawo do sądu. Jeśli bank skorzysta z potrącenia na etapie II instancji, a sąd uzna potrącenie mimo sprzeciwu ze strony konsumenta, ów konsument nie będzie miał praktycznej możliwości zaskarżenia takiej decyzji. Pozostanie mu już tylko skarga kasacyjna, oczywiście o ile wartość przedmiotu sporu przekroczy 50 tys. zł.
Poprawki zgłoszone na etapie drugiego posiedzenia sejmowych komisji zakładają krótsze, a zatem, przynajmniej w teorii, bardziej akceptowalne dla strony konsumenckiej terminy na skorzystanie przez bank z potrącenia. W sprawach, które są w toku, bank zyskałby trzy miesiące na zgłoszenie potrącenia. Co ważne, możliwość skorzystania z instytucji potrącenia zostałaby ograniczona do postępowania w I instancji. W postępowaniach, które zostaną zainicjowane po wejściu w życie ustawy, termin na zgłoszenie potrącenia miałby być dwumiesięczny. Co na ten temat sądzą frankowicze i banki?
Poprawki dotyczące potrącenia nie podobają się ani frankowiczom, ani bankom. Jakie są ich argumenty?
Skłócone ze sobą strony postępowań frankowych nie sprawiają wrażenia zadowolonych z propozycji poprawek. Strona konsumencka jest zdania, że pomysł przywracania terminu w toczących się postępowaniach nie zasługuje na uwagę. Frankowicze uważają to za ukłon w stronę banków, boją się też jakichkolwiek nowych regulacji dotyczących kwestii rozliczenia wzajemnych wierzytelności. Powód? Kredytobiorcy dopiero od niedawna cieszą się w miarę jednolitą linią orzeczniczą w przedmiocie rozliczenia nieważnych umów. W ich ocenie zmiany legislacyjne w zarzucie potrącenia wprowadzą w sprawach frankowych chaos orzeczniczy i skutkować będą wątpliwościami natury interpretacyjnej.
Nie jest tajemnicą, że część sędziów nie jest zadowolona z tego, jaki obrót przyjęły sprawy frankowe przed TSUE. Ta, na szczęście niezbyt liczna, grupa, daje konsumentom do zrozumienia, że ich roszczenia (teoria dwóch kondykcji plus odsetki ustawowe za opóźnienie od pełnej kwoty roszczenia, liczone od wezwania banku do zapłaty) są zbyt daleko idące. Tacy sędziowie, po ewentualnym wejściu w życie ustawy, mogą bardzo różnie odczytywać jej zapisy, co skutkować może upowszechnieniem się rozliczeń zgodnych z teorią salda i ograniczeniem korzyści odsetkowych należnych konsumentom. W efekcie, zamiast z unifikacją orzecznictwa, możemy mieć do czynienia z sytuacją odwrotną: każdy duży sąd wypracuje sobie własną interpretację ustawy, a część sędziów może skierować kolejne pytania do TSUE.
Kredytobiorcy na chwilę obecną są zdania, że z ustawy należałoby wykreślić jakiekolwiek przepisy ingerujące w kwestię potrącenia. Ich postulat jest potencjalnie możliwy do zrealizowania – w trakcie drugiego posiedzenia komisji przedstawiciele resortu sprawiali wrażenie otwartych na zmiany i nieprzywiązanych w sposób kategoryczny do przepisów o potrąceniu. Natomiast strona bankowa narzeka na zbyt krótki termin przewidziany w ustawie: bankowcy uważają, że 3 miesiące nie wystarczą na skorzystanie z potrącenia w tysiącach otwartych spraw frankowych. Na pocieszenie należy dodać, że mało kto bierze ich pretensje na poważnie.
Banki, ze zwolenników ustawy frankowej, stały się jej przeciwnikami. Co się za tym kryje?
Zaskakiwać może to, jak bardzo zmienił się pogląd bankowców na ustawę frankową: gdy Ministerstwo Sprawiedliwości ogłosiło w 2024 roku powrót do koncepcji legislacyjnego usprawnienia postępowań, z sektora bankowego słychać było głosy zadowolenia. Zmiana nastawienia przyszła jesienią 2025 roku, gdy okazało się, z jak ogromną falą krytyki, pochodzącej ze strony środowisk konsumenckich, i nie tylko, spotkał się ministerialny projekt. Gdy bankowcy zorientowali się, że ustawa frankowa nie będzie zawierać zapisów rekomendujących teorię salda jako właściwy sposób rozliczeń nieważnych umów, przestali zachęcać rządzących do kontynuowania prac nad projektem. Zmianę podejścia widać chociażby w piśmie prezesa ZBP skierowanym do marszałka Sejmu RP. Dokument, datowany na 20 listopada 2025 roku (a zatem wysłany po pierwszym czytaniu projektu ustawy w Sejmie, ale jeszcze przed rozpoczęciem prac w komisjach) zawiera szereg obaw o potencjalną zgodność projektu z nadchodzącymi wyrokami TSUE.
Bankowcy uderzający w nutę praworządności i oglądający się na przyszłe orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości UE to dość egzotyczne zjawisko. Wydaje się, że za tym teatrem stoi konkretny cel: bankowcy w sposób niemalże jawny dążą do tego, by resort porzucił pomysł uregulowania postępowań na drodze ustawy i podjął się wprowadzenia zmian systemowych o charakterze materialnoprawnym, w tym takich, które przesądzą o właściwym modelu rozliczeń po stwierdzeniu nieważności umowy. Bankowcy nie kryją, że nie są entuzjastami dominującej w polskim orzecznictwie (i wzmocnionej poprzez uchwałę frankową Sądu Najwyższego) teorii dwóch kondykcji. Uważają, że resort powinien dążyć do ograniczenia liczby postępowań, a to można uzyskać na drodze „zadekretowania” teorii salda. Na ile postulaty bankowców odzwierciedlają ich realne oczekiwania, a na ile są elementem szerszej strategii? O tym za chwilę. Wpierw poruszmy jeszcze jeden ważny wątek, dotyczący poczynań procesowych sektora w zetknięciu z linią orzeczniczą TSUE.
Obecna postawa sektora bankowego cechuje się ogromną hipokryzją: to właśnie przedstawiciele tego środowiska, wespół ze swoimi ekspertami prawnymi, są odpowiedzialni za dublowanie postępowań sądowych. Bankowcy zachowują się tak, jakby zarzut potrącenia był w polskim prawie nową instytucją, a tak przecież nie jest: potrącenie funkcjonuje od lat i banki mogły z powodzeniem korzystać z tego zarzutu w obowiązującym terminie, nawet w sprawach założonych wiele lat temu. Nie robiły tego z rozmysłem – nie chciały po prostu uznawać roszczeń swoich klientów. Zamiast tego postawiły na strategię, którą można nazwać „rozdwojeniem jaźni”.
Podczas gdy w procesie zainicjowanym przez kredytobiorcę twierdzą, że umowa jest ważna i powinna nadal obowiązywać na niezmienionych warunkach, w postępowaniu zainicjowanym przez siebie domagają się zwrotu kapitału kredytu wraz z odsetkami ustawowymi za opóźnienie. Bankowcy bardzo liczyli na to, że przeniesienie roszczeń do postępowań z powództwa kredytobiorców, na drodze zarzutu potrącenia, pozwoli im nie tylko w tani sposób upomnieć się o kapitał, ale i zneutralizować roszczenia odsetkowe klientów. Szybko się jednak rozczarowali. W styczniu 2026 roku Trybunał Sprawiedliwości UE wydał wyrok w sprawie C-902/24 (przydomek „Herchoski”), wyjaśniając, jakie jest jego stanowisko w sprawie warunkowego potrącenia zgłaszanego przez banki. W ocenie TSUE bank może, niejako na wszelki wypadek, podnosić ten zarzut, musi się jednak liczyć z tym, że aż do prawomocnego wyroku w sprawie nieważności umowy nie będą naliczane na jego rzecz odsetki ustawowe za opóźnienie.
16 kwietnia TSUE wyda trzy frankowe wyroki. Unijni sędziowie wypowiedzą się w kwestii przedawnienia roszczeń banku
Zdaniem części ekspertów, nawet jeśli ustawa frankowa wejdzie w życie, wraz z przepisami przywracającymi termin na zgłoszenie potrącenia, banki nie wycofają swoich powództw o zwrot kapitału. Powód jest prosty: przedstawiciele sektora będą obawiać się scenariusza, w którym po wycofaniu powództwa sąd nie uzna potrącenia, na przykład z uwagi na zbyt późne zgłoszenie roszczenia. I tu dochodzimy do sedna sprawy: w Trybunale toczy się obecnie kilka spraw bezpośrednio dotyczących kwestii przedawnienia roszczeń banku. Już 16 kwietnia 2026 roku TSUE ma się wypowiedzieć w sprawie C-753/24, w której sąd odsyłający pyta Trybunał o zgodność z unijnym prawem tzw. klauzuli słuszności. Chodzi o to, czy sąd krajowy rozpatrujący sprawę z powództwa banku o kapitał, może uznać przedawnione roszczenie przedsiębiorcy skierowane przeciwko konsumentowi, powołując się przy tym na względy słuszności lub na zasady współżycia społecznego.
Tego samego dnia w Trybunale zapadną jeszcze dwa niezwykle ważne dla frankowiczów wyroki, w sprawach, których sygnatury to C-752/24 i C-901/24. Pierwsza ze wspomnianych spraw ma sporo wspólnego ze sprawą C-902/24, dotyczącą warunkowego potrącenia. Tym razem jednak Trybunał wypowie się w kwestii warunkowych kontrpowództw, w których banki domagają się zwrotu kapitału, twierdząc jednocześnie w procesach inicjowanych przez konsumenta, że jego umowa jest ważna. Biegu przedawnienia roszczeń przedsiębiorcy, tym razem w kontekście oświadczeń składanych przez konsumenta w toku postępowania sądowego, dotyczyć będzie również sprawa C-901/24. Unijni sędziowie ustalą, czy oświadczenie odebrane przez sąd od konsumenta, a dotyczące świadomości skutków uznania umowy za nieważną, może być interpretowane jako uznanie roszczenia banku o zwrot kapitału i tym samym może przerwać bieg terminu przedawnienia roszczeń przedsiębiorcy.
W kontekście nadchodzących wyroków TSUE dziwiła zatem data trzeciego posiedzenia sejmowych komisji w sprawie projektu ustawy frankowej. Posłowie mieli debatować nad legislacyjnymi rozwiązaniami stworzonymi w Ministerstwie Sprawiedliwości na dzień przed aż trzema, potencjalnie przełomowymi, orzeczeniami Trybunału. Tak duży pośpiech wzbudził oczywiście liczne kontrowersje, a internetowi komentatorzy zaczęli sugerować, że resortowi bardziej zależy na szybkim przepchnięciu opracowanych rozwiązań przez proces legislacyjny, niż na faktycznej zgodności zapisów ustawy z unijnym prawem. Najwyraźniej jednak rządzący poszli po rozum do głowy – decyzja o odwołaniu trzeciego posiedzenia komisji to dowód na to, że głos środowisk konsumenckich jest słyszalny w siedzibie resortu. Powstaje jednak pytanie, dlaczego trzecie posiedzenie w sprawie ustawy frankowej znalazło się w ogóle w kwietniowym harmonogramie prac Sejmu, skoro wiadomo było, że dzień później TSUE zdecyduje, co z przedawnieniem bankowych roszczeń?
Rozważamy dwa scenariusze.
Dlaczego projekt ustawy frankowej jest procedowany w pośpiechu?
W pierwszym scenariuszu pośpiech jest związany z szybko topniejącą liczbą spraw w sądach: każdy kolejny kwartał stawia sens wprowadzania ustawy pod jeszcze większym znakiem zapytania. Ustawa frankowa to samograj: jeśli rządzący „wstrzelą się” w odpowiedni moment, będą w stanie powiązać zaprojektowane przez resort rozwiązanie legislacyjne z opanowaniem kryzysu w polskich sądach. Ministerstwu Sprawiedliwości bardzo przydałoby się teraz takie strategiczne zwycięstwo, chociażby dlatego, że bardzo słabo radzi sobie z przeprowadzaniem reform w sądownictwie.
Dodatkowo rząd bardzo naraził się pracownikom sądownictwa decyzją o zmniejszeniu, o kwotę ok. 95 mln zł, budżetu przeznaczonego na ich wynagrodzenia. Decyzja odbiła się w mediach szerokim echem i spotkała się ze zmasowanym protestem samych zainteresowanych, którzy, nie przebierając w słowach, zaczęli wyrażać swój gniew i frustrację w social mediach resortu sprawiedliwości. Sukces związany z sądownictwem jest dziś potrzebny koalicji rządzącej bardziej niż kiedykolwiek – niewykluczone, że polityczni decydenci będą go chcieli osiągnąć nawet kosztem frankowiczów. Problem polega jednak na tym, że środowisko kredytobiorców pseudowalutowych jest zbyt dobrze zorganizowane, by dało się zignorować jego krytyczne głosy. Decyzja o odwołaniu posiedzenia sejmowych komisji, i to niemalże na ostatnią chwilę, dobitnie o tym świadczy.
Drugi scenariusz jest bardziej pokrętny. Zakłada, że protesty sektora bankowego to tylko zasłona dymna, a bankowcy działają z projektodawcą ramię w ramię. Na czele dużych banków giełdowych stoją inteligentni i przebiegli ludzie, którzy potrafią wnikliwie obserwować otoczenie i wyciągać z tych obserwacji właściwe wnioski. Być może bankowcy zauważyli, że ich aprobata dla rozwiązań legislacyjnych przygotowanych w Ministerstwie Sprawiedliwości wzmaga podejrzliwość nie tylko samych środowisk konsumenckich, ale i niektórych posłów.
Nie zapominajmy, że „orka” projektu ustawy w Sejmie zaczęła się już od pierwszego czytania, a posłowie od samego początku wskazywali na wątpliwości strony konsumenckiej i na to, że ów projekt stanowi ukłon w stronę sektora bankowego. To, co wydarzyło się w trakcie pierwszego czytania projektu w Sejmie, mogło sprawić, że banki doszły po prostu do wniosku, iż ich aprobata dla ustawy jest czynnikiem znacznie utrudniającym jej wprowadzenie i że nie pomagają w ten sposób Ministerstwu Sprawiedliwości w domknięciu tej sprawy.
O tym, że obecna krytyka ustawy jest ze strony bankowców tylko grą pozorów, świadczyć mogą ich absurdalne postulaty, wysuwane w przestrzeni publicznej wobec rządu. Przypominamy: sektor chce, aby rządzący zaingerowali w kwestie materialnoprawne związane z rozliczeniami, czyli w coś, w co resort od początku wchodzić nie chciał. Trudno zakładać, że bankowcy nie zauważyli pierwotnych intencji projektodawcy. Należy uznać za prawdopodobne, że przedstawiciele sektora bankowego celowo kierują w stronę rządu nowe, odważne postulaty, po to, by stworzyć po stronie społecznej mylne wrażenie, że rozwiązania, które obecnie leżą na stole, nie są dla nich satysfakcjonujące.
PODSUMOWANIE:
Trzecie posiedzenie sejmowych komisji w sprawie projektu ustawy frankowej miało zostać przeprowadzone już 15 kwietnia, zostało jednak odwołane, a data wznowienia prac nie jest jeszcze znana. Należy uznać za bardzo prawdopodobne, że zostanie wyznaczona już wkrótce, albowiem ekspresowe wprowadzenie tej ustawy ma dla resortu priorytetowe znaczenie. Czego powinniśmy się spodziewać na trzecim posiedzeniu poświęconemu projektowi? Jest prawdopodobne, że jednym z głównych wątków znów będzie zarzut potrącenia, tym razem w kontekście kwietniowych wyroków TSUE. Niewykluczone, że posłowie zgłoszą projektodawcy kolejne poprawki, dostosowujące zapisy ustawy do oczekiwań społecznych i przede wszystkim do europejskiego orzecznictwa.
W sprawie ustawy frankowej nic nie jest jeszcze przesądzone. Ministerstwo Sprawiedliwości nadal jest zdeterminowane do jej przeforsowania pod jakąkolwiek postacią, ale wyraźnie kapituluje pod naporem krytyki środowisk konsumenckich i nie obstaje w sposób kategoryczny za wprowadzaniem konkretnych rozwiązań, mających potencjalnie wpływ na sposób rozliczeń nieważnej umowy. Rolą środowisk konsumenckich jest teraz kontynuowanie akcji informacyjnej wśród politycznych decydentów i wskazywanie na potencjalne zagrożenia związane z wprowadzeniem krajowych przepisów sprzecznych z unijnym orzecznictwem.
Dokładne analizy i ważne informacje dla kredytobiorców.
Śledź nasze profile, aby wzmocnić ich widoczność i być na bieżąco:


