Darmowy kredyt zostaje na dłużej. Rząd nie zdąży ze zmianami w ustawie

Czas czytania: 12 minut

To koniec marzeń rządu o przeprocedowaniu nowej ustawy o kredycie konsumenckim przed końcem 2026 roku. Polityczni decydenci urealnili wcześniejsze założenia i obwieścili Polakom, że nowe przepisy wejdą w życie w przyszłym roku, przed końcem bieżącej kadencji. Informację tę przekazała publicznie dr Aneta Wiewiórowska-Domagalska, czyli pełnomocniczka ministra sprawiedliwości ds. ochrony praw konsumenta. W poniższym artykule wyjaśniamy, co ta zmiana terminu oznacza dla kredytobiorców, dla banków, a także dla samego rządu.

Z tekstu dowiesz się:

  • Co wiemy o rządowym pomyśle na nową sankcję kredytu darmowego, która ma zostać uregulowana w projektowanej ustawie
  • Kto odpowiada w Ministerstwie Sprawiedliwości za projekt nowej ustawy i jakie ma to znaczenie dla kredytobiorców
  • Co o pomyśle wprowadzenia ustawy w przyszłym roku myślą banki i przedstawiciele sektora finansowego
  • Jak przedłużające się prace nad ustawą komentuje UOKiK.

Rząd urealnia termin wprowadzenia nowej ustawy o kredycie konsumenckim. Nowe przepisy wejdą w życie przed końcem kadencji

Dnia 4 września br. portal xyz.pl opublikował tekst pod tytułem „Rząd nie zdąży z kluczową regulacją kredytów. Nowy cel? Koniec kadencji”, w którym pojawia się kilka istotnych z perspektywy kredytobiorców wypowiedzi przedstawicielki Ministerstwa Sprawiedliwości, odnoszących się do trwających prac legislacyjnych nad ustawą o kredycie konsumenckim. Dr Wiewiórowska-Domagalska przedstawiana jest przez portal jako „mocno zaangażowana” w prace, natomiast formalnie za projekt nowej ustawy odpowiada wiceminister sprawiedliwości, Arkadiusz Myrcha. Jest to duet, z którym polski konsument zdążył się już zapoznać przy okazji prac legislacyjnych nad ustawą frankową. Mamy w nim dobrego i złego policjanta: wyważonego i gotowego do walki na argumenty wiceministra oraz emocjonalną, nie zawsze ważącą słowa panią pełnomocnik, której niefortunne wypowiedzi „zrobiły” nam już niejeden nagłówek.

Z tekstu dowiadujemy się między innymi, że „projekt wymagał tak głębokiej rewizji, że łatwiej było napisać go od początku”. Dr Wiewiórowska-Domagalska nie bawi się w subtelności i wyraźnie kontynuuje strategię dolewania oliwy do ognia w relacjach resortu z UOKiK. Jak inaczej mamy zinterpretować jej słowa niż jako krytyczną ocenę prac Urzędu (i wziętego na celownik prezesa UOKiK, Tomasza Chróstnego)? Powyższy cytat ma jednak drugą, dużo ważniejszą warstwę. Ministerstwo Sprawiedliwości już wie, że nie wyrobi się z projektem do 20 listopada 2026 roku, czyli do dnia, w którym regulacje, zawarte w dyrektywie CCD (której implementację stanowić będzie nowa ustawa) powinny być stosowane w praktyce.

Jest to pewna ironia: rządzący, wespół z Nadzorem, ciosali Tomaszowi Chróstnemu medialne kołki na głowie, za to, że prace UOKiK nad ustawą trwały 2 lata. Gdy upubliczniono informację o odebraniu mu upoważnienia do prowadzenia prac nad projektem i powierzeniu projektu Ministerstwu Sprawiedliwości, byliśmy, jako społeczeństwo, zapewniani, że proces legislacyjny będzie się toczył szybko, mimo że resort ma rozpocząć tworzenie ustawy od podstaw. Na początku czerwca Maciej Berek, wówczas minister nadzoru nad wdrażaniem polityki rządu, publicznie deklarował, że jest to kwestia tygodni, a ministrowie wiedzą, że mają działać sprawnie.

W miniony piątek Berek został wybrany na sędziego Trybunału Konstytucyjnego i zapewne ostatnie, czym się teraz przejmuje, to to, jak źle zestarzały się jego zapewnienia. Problem ma natomiast wiceminister Arkadiusz Myrcha, przed którym stoi kolejne po frankowym, niezwykle trudne wyzwanie. W ustawie trzeba przecież wziąć pod uwagę zarówno samą treść dyrektywy CCD, specyfikę polskiego wymiaru sprawiedliwości, dotychczasowe (nadchodzące, o czym więcej za chwilę) wyroki TSUE oraz, oczywiście, potrzeby samych interesariuszy. Pogodzenie tego ze sobą nie będzie proste.

Jakie są oczekiwania interesariuszy wobec ustawy o kredycie konsumenckim i czy podawany przez rządzących termin wprowadzenia nowych przepisów jest realny?

Stanowiska banków i instytucji finansowych w sprawie ustawy różnią się diametralnie od tych wygłaszanych przez przedstawicieli strony konsumenckiej. Banki i podmioty z rynku pożyczkowego chcą przede wszystkim, by ustawa wprowadzała miarkowanie sankcji kredytu darmowego i uniemożliwiła karanie tych instytucji za błahe naruszenia, często sprowadzane przez sektor do źle postawionych przecinków (swoją drogą nie słyszeliśmy o przypadku, w którym sąd zastosowałby SKD za błędy w interpunkcji, ale może wiedza bankowców na ten temat jest szersza).

Z kolei konsumenci obawiają się sytuacji, w której projektodawca usuwa z ustawy sankcję, jaką znamy z art. 45, i w jej miejsce wprowadza dużo łagodniejsze dla banków przepisy, stawiające pod znakiem zapytania sens dochodzenia roszczeń konsumenckich na drodze sądowej. Środowiska konsumenckie postulują, aby nowe regulacje w tym zakresie były zarówno skuteczne, jak i odstraszające, tj. by zniechęcały przedstawicieli sektora finansowego do umieszczania w umowach zapisów o charakterze nieuczciwym, a także do nierzetelnego informowania konsumenta o skali zobowiązania i samego ryzyka.

Z wypowiedzi Wiewiórowskiej-Domagalskiej, publikowanych przez media w ostatnich tygodniach, wiemy, że Ministerstwo Sprawiedliwości chce zachować istniejącą sankcję przy jednoczesnym wprowadzeniu dodatkowych mechanizmów sankcyjnych. Pełnomocniczka nie wyjaśnia niestety, w jakim zakresie (co do jakich naruszeń) miałaby być stosowana dotychczasowa sankcja, a w jakich przypadkach popełnione przez bank naruszenie skutkowałoby mniej dotkliwą karą, np. pozbawieniem go połowy zarobku na odsetkach. Tego zapewne dowiemy się dopiero, gdy projekt zostanie oficjalnie opublikowany i rozpoczną się konsultacje publicznie. Ile czasu może minąć od udostępnienia projektu do zakończenia procesu legislacyjnego i publikacji ustawy w Dzienniku Ustaw?

Jako sensowne odniesienie niech posłuży nam ustawa frankowa, której pierwszą wersję opublikowano w styczniu 2025 roku, a która weszła w życie w sierpniu 2026 roku. Minęło zatem ponad 1,5 roku od momentu, w którym rząd miał, jak mu się wówczas wydawało, gotowe rozwiązanie, do faktycznego wdrożenia nowych przepisów. A weźmy pod uwagę, że ten akt prawny zawierał znacznie węższy katalog regulacji niż projektowana ustawa o kredycie konsumenckim, w której przepisy dotyczące SKD będą stanowić ledwie niewielką część.

Kiedy możemy się spodziewać pierwszych większych decyzji w sprawie projektu? Z ustaleń xyz.pl wynika, że już we wrześniu może on trafić do wykazu prac legislacyjnych rządu. Podobno projekt jest niemalże gotowy, a w minionych trzech miesiącach pracował nad nim zespół roboczy, składający się z przedstawicieli resortu sprawiedliwości, resortu finansów i resortu spraw zagranicznych.

Zapytana przez portal o to, czy niemal 1500 stron uwag, zgłoszonych do poprzedniej wersji projektu ustawy, powstałej w UOKiK, poszło na marne, Wiewiórowska odpowiada, że nie:

„ Bierzemy pod uwagę wszystko, co zgłosili interesariusze podczas konsultacji projektu autorstwa UOKiK. Mamy świadomość, że nie uzyskali w ich toku odpowiedzi na wszystkie swoje wątpliwości. Nie wyobrażam sobie, byśmy stworzyli nowy, tak trudny i budzący tak duże zainteresowanie społeczne projekt, nie umożliwiając szerokiej publicznej dyskusji na jego temat”

Zero nadregulacji względem unijnych przepisów: czy to dobry punkt wyjścia dla ustawy porządkującej problematykę kredytów gotówkowych?

Pani pełnomocnik ma rację w jednym: projekt od dawna budził duże zainteresowanie społeczne. Rzecz tylko w tym, że wśród interesariuszy, zgłaszających liczne uwagi na etapie konsultacji, były przede wszystkim banki i instytucje z rynku finansowego. Bardzo krytycznie do projektu UOKiK podchodziły również Komisja Nadzoru Finansowego oraz Ministerstwo Finansów. Bardzo liczymy, że w toku konsultacji nowego projektu wysłuchana zostanie także strona społeczna – dotychczasowe zapewnienia Ministerstwa Sprawiedliwości dobitnie świadczą o tym, że zgłoszone uwagi banków i Nadzoru mogą liczyć na uwzględnienie w projekcie.

Resort zapowiedział już, że w ustawie nie będzie żadnego gold-platingu, czyli wprowadzania nadregulacji i ostrzejszych przepisów względem tych zawartych w implementowanej dyrektywie. Przykładem może być rezygnacja z pomysłu UOKiK, dotyczącego zniesienia górnego limitu kwotowego dla kredytu konsumenckiego. Dyrektywa przewiduje ten limit na poziomie 100 tys. euro i tego, jak wiemy z mediów, zamierza się też trzymać polski projektodawca.

W teorii brzmi to rozsądnie: rząd chce prostego prawa, które w ujęciu 1:1 będzie odpowiadać europejskim przepisom. W praktyce pomijana jest specyfika polskiego rynku usług finansowych, który został wręcz zbudowany na nietransparentnych produktach, o czym mogliśmy się przekonać przy okazji afery frankowej (ale nie tylko, wcześniej były między innymi polisolokaty i słynny kredyt „Alicja”).

Polski klimat wyraźnie nie sprzyja zdrowemu rozsądkowi u bankowców, którzy przez lata nabrali bardzo niebezpiecznego nawyku: tam, gdzie wydaje im się to możliwe, próbują oszukać system, a to, co nie jest dosłownie w przepisach zabronione, uznają za dozwolone. W bankach od lat brakuje zdolności do refleksji nad tym, jak wprowadzane produkty, w ujęciu długoterminowym, wpłyną na sytuację indywidualnego kredytobiorcy, a szerzej patrząc, na całe społeczeństwo. Bezrefleksyjność zaczyna udzielać się, niestety, również polskiemu rządowi, który sprawia wrażenie bardziej zaangażowanego w zniechęcanie kredytobiorcy do dochodzenia roszczeń przeciwko bankom, niż w faktyczne ulepszanie prawa i w poprawę bezpieczeństwa na rynku.

Pocieszające jest to, że UOKiK, mimo wyrzucenia dwóch lat pracy urzędu do kosza, nie obraża się na resort i deklaruje chęć współpracy. Portal xyz.pl cytuje stanowisko biura prasowego urzędu, z którego wynika, że UOKiK jest gotów wspierać merytorycznie resort w pracach nad rozwiązaniami korzystnymi dla konsumentów. UOKiK uważa, że nowe przepisy powinny zacząć obowiązywać jak najszybciej, chroniąc interesy klientów instytucji finansowych. Sugeruje też, że gdyby prace nad projektem były dalej kontynuowane przez urząd, rząd mógłby uniknąć rocznego opóźnienia w procesie legislacyjnym. Najważniejsze zdanie pada na końcu wypowiedzi:

„ Czekamy na przedstawienie projektu, aby przekonać się, czyj interes zwycięży: konsumentów czy banków”

Przypominamy, że prezes UOKiK w swoich wcześniejszych wypowiedziach medialnych sugerował, że do resortu pracującego nad nowym projektem urządzane są „pielgrzymki” bankowców. Chróstny dał do zrozumienia w ten sposób, że sektor stara się wpłynąć na kształt ustawy – dr Wiewiórowska-Domagalska twierdzi jednak, że Ministerstwo Sprawiedliwości nie będzie rozmawiać z interesariuszami o projektowanych rozwiązaniach tak długo, jak ów projekt nie będzie gotowy.

Dokładne analizy i ważne informacje dla kredytobiorców.
Śledź nasze profile, aby wzmocnić ich widoczność i być na bieżąco:

 

„Stara” sankcja kredytu darmowego zostanie z polskimi konsumentami co najmniej do jesieni 2027 roku. Dla kredytobiorców to dobra wiadomość, dla rządu – niekoniecznie

Skoro przedstawicielka strony rządowej publicznie zapowiada, że celem jest przyjęcie przepisów ustawy o kredycie konsumenckim przed końcem obecnej kadencji, to wynika z tego, że obowiązujące przepisy, w tym art. 45 aktualnej ustawy, najpewniej będą stosowane co najmniej do jesieni 2027 roku. Co to oznacza dla samych kredytobiorców, a także dla sektora bankowego i rządu?

Kredytobiorcy mają powody do zadowolenia: skoro „stara” ustawa zostaje z nami jeszcze na ponad rok, to wielu poszkodowanych konsumentów zdąży „policzyć się” z bankiem w sądzie na dotychczasowych zasadach. Bierzmy pod uwagę, że sprawy o SKD trafiają w zdecydowanej większości do sądów rejonowych, a te nie są zakorkowane frankami, w związku z czym procedują znacznie szybciej niż ma to miejsce w okręgach.

W praktyce realne jest uzyskanie prawomocnego wyroku w zaledwie kilkanaście miesięcy – tak jak chociażby w słynnej sprawie II Ca 623/26, w której Sąd Okręgowy w Rybniku odrzucił apelację banku od wyroku Sądu Rejonowego w Wodzisławiu Śląskim. Co ciekawe, choć w tej sprawie kredytobiorca podniósł wobec banku zarzut sankcji kredytu darmowego, sąd zdecydował się zastosować wobec instytucji finansowej jeszcze bardziej dotkliwą karę i po prostu unieważnił całą umowę (kredytobiorca, z ostrożności procesowej, wystąpił przed sądem z roszczeniem głównym i roszczeniem ewentualnym).

Ile podobnych orzeczeń może zapaść w sądach przed końcem bieżącej kadencji Sejmu? Mogą być ich setki, jeśli nie tysiące. Co jeszcze ważniejsze, w międzyczasie Trybunał Sprawiedliwości UE może odpowiedzieć na kilka istotnych pytań prejudycjalnych, zadanych przez polskich sędziów w kontekście kredytów gotówkowych i obowiązującej sankcji.

Na pierwszy ogień pójdzie najprawdopodobniej sprawa C-831/24 (Machski), w której Rzecznik Generalny TSUE zajął stanowisko 11 czerwca br. Sprawa dotyczy tego, czy sąd krajowy jest zobowiązany do samodzielnego skontrolowania zakwestionowanej przez konsumenta umowy pod kątem zawarcia w niej postanowień abuzywnych. Ponadto, Trybunał wypowie się o tym, jak szczegółowo bank powinien poinformować kredytobiorcę o zasadach wcześniejszej spłaty kredytu, a także zajmie stanowisko w kwestii tego, czy każde naruszenie przez bank obowiązków informacyjnych, bez względu na jego wagę i charakter, może skutkować zastosowaniem sankcji kredytu darmowego.

Co więcej, istnieje realna szansa, że Trybunał, wbrew swojej wcześniejszej decyzji, przyjrzy się jednak pytaniom nadesłanym mu przez Sąd Rejonowy dla Łodzi-Śródmieścia, zarejestrowanym pod sygnaturą C-566/24. Chodzi o spór, w którym pozwanym jest Santander Bank (obecnie Erste). Wniosek prejudycjalny zawierał aż 7 pytań, w których sędzia Mateusz Podhalicz poruszył między innymi takie wątki jak:

  • pojęcie wypłaconej kwoty kredytu, stanowiącej podstawę do obliczenia RRSO, w kontekście praktyki kredytowania kosztów
  • oprocentowanie pozaodsetkowych kosztów kredytu
  • procedura przedterminowej spłaty kredytu w kontekście obowiązków informacyjnych banku
  • roczny termin na skorzystanie z SKD (w kontekście twierdzeń bankowców, jakoby ów termin winien być liczony od dnia wypłaty świadczenia).

Choć pozwany bank uznał roszczenie powoda, wyraźnie licząc, że to zakończy sprawę, zarówno w Polsce, jak i w Luksemburgu, sędzia Podhalicz nie odpuszcza: dąży do tego, by TSUE cofnął swoją wcześniejszą decyzję o umorzeniu postępowania i zajął stanowisko w przedstawionych kwestiach.

Równolegle, do TSUE wpływają kolejne wnioski prejudycjalne – najnowsze zarejestrowano pod sygnaturami C-889/26 i C-821/26. Tu znów pojawia się wątek zastosowania SKD z urzędu, mimo braku wiedzy konsumenta o naruszeniach, których dopuścił się bank, a także terminu na skorzystanie z SKD, tyle że w nieco innym kontekście. Tym razem sąd odsyłający chce wiedzieć, czy roczny termin obowiązujący konsumenta i liczony od dnia wykonania umowy, powinien obowiązywać w sytuacji, w której zarzut SKD jest podnoszony przed sądem w charakterze środka obrony przed roszczeniem banku o zapłatę odsetek czy innych kosztów związanych z kredytem.

Nadchodzące wyroki TSUE mogą pokrzyżować rządowe plany. Szykuje się powtórka z ustawy frankowej?

Każdy kolejny wyrok TSUE, wydany w odniesieniu do sankcji kredytu darmowego, będzie stanowić dla rządu dodatkową trudność w projektowaniu nowej ustawy o kredycie konsumenckim. Problematyczne może się okazać zwłaszcza wprowadzenie restrykcyjnych regulacji miarkowania sankcji w przypadku jednoznacznego wskazania przez Trybunał, że obowiązująca aktualnie sankcja jest adekwatna dla naruszeń, o które pytają sądy. Pełnomocniczka ministra sprawiedliwości ds. ochrony praw konsumenta już kilkukrotnie przedstawiała w mediach pogląd, zgodnie z którym obecne przepisy sankcyjne, ujęte w ustawie o kredycie konsumenckim, kolidują z orzecznictwem TSUE. W jej ocenie, obecnie sankcją mogą zostać objęte naruszenia, które, zgodnie z unijnym orzecznictwem, nie powinny być karane w ten sposób.

Niestety, ilekroć Wiewiórowska przedstawia ten pogląd w mediach, nie podaje żadnych przykładów, które pozwoliłyby nam lepiej zrozumieć, o których konkretnie zapisach obowiązującej ustawy mowa. Znów można by wysnuć wniosek, że chodzi o jakieś mityczne źle postawione przecinki, czy o to, że bank w umowie zastosował skrótową, zamiast pełnej, nazwę któregoś z urzędów. Problem w tym, że w ustawie z 2011 roku nie ma regulacji pozwalających na pozbawienie banku zarobku na umowie za nic nieznaczącą literówkę. W tym przypadku stanowisko rządowej ekspertki podejrzanie wręcz pokrywa się z wcześniejszą narracją sektora bankowego, usprawiedliwiającego podobnymi argumentami konieczność uczynienia sankcji bardziej proporcjonalną.

Jeżeli dojdzie do „zagęszczenia” unijnych wyroków w przedmiocie SKD, możemy mieć do czynienia z sytuacją podobną, jak w trakcie prac legislacyjnych nad ustawą frankową. Gdy rządzący brali się za tworzenie nowych regulacji, ich „kreatywność” w wielu miejscach była ograniczana właśnie stanowiskami TSUE. W efekcie rząd zdecydował się stworzyć ustawę stricte proceduralną, wolną od rozwiązań o charakterze materialnoprawnym, które mogłyby kolidować z dokonaną już wykładnią dyrektywy 93/13.

Sytuacja, w której Trybunał Sprawiedliwości UE wydaje jeszcze kilka wyroków przed zakończeniem procesu legislacyjnego nad ustawą o kredycie konsumenckim, byłaby kłopotliwa również dla sektora bankowego. Obecnie jego przedstawiciele czują się absolutnie bezpiecznie, domagając się od rządzących proporcjonalizacji sankcji. Posługują się przy tym argumentami, które nie są obojętne dla rządu: bankowcy przypominają Ministerstwu Sprawiedliwości, że jednolita sankcja może wręcz zachęcać konsumentów do wchodzenia w spory prawne, co przekłada się na liczbę spraw do załatwienia w sądach. Logika jest więc prosta: mniej korzystna dla konsumentów sankcja to mniej spraw sądowych, a zatem sprawniej działający system wymiaru sprawiedliwości. TSUE, wydając prokonsumencki wyrok, np. co do możliwości ukarania banku SKD za niedopełnienie obowiązków informacyjnych związanych z procedurą wcześniejszej spłaty kredytu, dostarczyłby stronie konsumenckiej wysokokalorycznego paliwa narracyjnego w walce o utrzymanie jednolitej sankcji. Banki byłyby bezbronne wobec takiego obrotu spraw – trudno bowiem dyskutować z unijnymi stanowiskami w sytuacji, gdy przedmiotem konsultacji jest implementacja dyrektywy UE do krajowego prawa.

ZBP jest za rzetelnymi konsultacjami publicznymi, a ZPF uważa, że Komisja Europejska powinna wydłużyć termin na implementację dyrektywy CCD2

Oczywiście bankowcy dbają o grę pozorów i oficjalnie nie naciskają na rząd celem przyśpieszenia procesu. Cytowany przez nas artykuł w portalu xyz.pl zawiera stanowiska przedstawicieli sektora, w tym wiceprezeski ZBP, Agnieszki Wachnickiej, która w kontekście ustawy mówi, że „jednym z najważniejszych elementów prac powinny być szerokie i rzetelne konsultacje publiczne”. Wachnicka jest oczywiście za tym, by SKD miała zastosowanie wyłącznie w przypadkach takich naruszeń obowiązku informacyjnego, które przekładają się na aspekty ekonomiczne sytuacji konsumenta. Wg niej, pozostałe obowiązki powinny być z kolei sankcjonowane administracyjnie, czy to przez UOKiK, czy na drodze sądowej, co pozwoli na przeprowadzenie rzetelnej analizy postępowania kredytodawcy, a także wpływu popełnionego naruszenia na interes ekonomiczny konsumenta. O tym, ile banki robią sobie z sankcji nakładanych na UOKiK, przekonaliśmy się przy okazji procederu frankowego. Na długo przed tym, jak TSUE wydał pierwszy wyrok w sprawie franków, prezes urzędu karał banki za klauzule abuzywne wprowadzone do tych umów. Przedstawiciele sektora nie łagodzili jednak swojego kursu i w dalszym ciągu dążyli do storpedowania prac legislacyjnych nad ustawą frankową. Ich nastawienie do ustawy zmieniło się dopiero wraz z radykalną zmianą krajowego orzecznictwa. Wcześniejsze wielomilionowe kary nie robiły na bankach większego wrażenia – z perspektywy dużej instytucji giełdowej taka sankcja pozostaje bez zauważalnego wpływu na wyniki. W sierpniu media rozpisywały się w sensacyjnym tonie o karze, którą KNF nałożyła na PKO BP w związku z nieprawidłowościami przy oferowaniu lokat strukturyzowanych. Wątpliwe jednak, by władze największego banku w Polsce przejęły się sankcją nałożoną przez Nadzór – kwota, którą ukarano PKO BP, odpowiada kwocie, którą ten podmiot zarabia w ok. 1,5 dnia.

Przedstawiciele sektora doskonale wiedzą, że opóźnienie w transponowaniu unijnych przepisów do krajowego prawa nie będzie problematyczne dla strony konsumenckiej – wybrzmiewa to z wypowiedzi Marcina Czugana, prezesa Związku Przedsiębiorstw Finansowych, cytowanego przez xyz.pl. O obowiązującej ustawie z 2011 roku prezes mówi wprost, że zapewnia ona konsumentom wysoki poziom ochrony. Przypomina też, że nie tylko Polska wdroży nowe przepisy z opóźnieniem – wg niego Komisja Europejska powinna rozważyć zmianę terminu implementacji dyrektywy dla wszystkich państw członkowskich.

Rząd nie będzie traktował uczestników rynku jak zakładników funkcjonowania państwa

Jedną z obaw, związanych z przedłużającymi się pracami nad projektem ustawy o kredycie konsumenckim, jest skrócenie vacatio legis dla podmiotów z rynku finansowego (czasu danego tym podmiotom na dostosowanie się do nowych przepisów). Zwracał na to uwagę między innymi Tomasz Chróstny, prezes UOKiK i wcześniejszy gospodarz projektu. Dr Wiewiórowska-Domagalska nie podziela jednak wątpliwości szefa urzędu. Wyjaśnia, że w sytuacji, w której, chociażby ze względów technicznych, na wdrożenie nowych rozwiązań będzie potrzebny określony czas, rząd nie będzie wymuszał na przedsiębiorcach, by zrobili to szybciej. Pani pełnomocnik mówi wprost: „ Nie będziemy traktować uczestników rynku jak zakładników funkcjonowania państwa”.

Brzmi to oczywiście pięknie i wzniośle, z pewnością buduje też poczucie bezpieczeństwa w sektorze. Rząd traktuje banki jak liczącego się partnera w dyskusji, i to podejście wydaje się jak najbardziej racjonalne, tyle że zalatuje hipokryzją, gdy zestawimy je ze sposobem, w jaki rząd procedował ustawę frankową. W tamtym przypadku strona konsumencka, tj. frankowicze, została potraktowana dokładnie jak zakładnik funkcjonowania państwa: wpierw państwo odmówiło im ochrony, sugerując skierowanie roszczeń na drogę sądową. Frankowicze posłuchali – kilkuletnia walka przyniosła wymierne rezultaty, w tym jednolite i w niemal 100 procentach korzystne dla nich orzecznictwo.

Kredytobiorcy w międzyczasie stali się zakładnikami niewydolnego systemu sądowniczego, ale na ich korzyść działały dwie rzeczy: sposób rozliczeń z bankiem (teoria dwóch kondykcji) i odsetki ustawowe za opóźnienie (liczone od sumy spełnionych świadczeń). Gdy okazało się, że sprzątanie po frankach może kosztować sektor znacznie więcej niż 100 mld zł, rząd nagle rozpoczął prace nad ustawą, na którą miało być za późno, a kredytobiorcy po raz kolejny stali się zakładnikami, tym razem kontrowersyjnych pomysłów Ministerstwa Sprawiedliwości. Usunięcie z projektu krzywdzących dla konsumenta zapisów zajęło projektodawcy 1,5 roku.

Czy podobne emocje rządzący zafundują kredytobiorcom gotówkowym, tego nie wiemy, jednak fakt, że nad tym projektem pracują ci sami rządowi eksperci, co nad ustawą frankową, każe przypuszczać, że i tym razem nie obędzie się bez spektakularnych potknięć. I bez stresu, który w polskich realiach stał się nieodłączonym elementem życia kredytobiorcy.

PODSUMOWANIE:

  • Ministerstwo Sprawiedliwości dysponuje niemal gotowym projektem ustawy o kredycie konsumenckim, napisanym od podstaw w zaledwie 3 miesiące. Przedstawiciele resortu urealnili termin prawdopodobnego wejścia w życie nowych przepisów: ma to nastąpić w 2027 roku, przed końcem kadencji
  • Nad projektem czuwa resort sprawiedliwości, reprezentowany przez wiceministra Arkadiusza Myrchę oraz dr Wiewiórowską-Domagalską. Resort jest wspierany przez przedstawicieli Ministerstwa Finansów oraz MSZ
  • Bankowcy nie protestują przeciwko wprowadzeniu nowej ustawy z opóźnieniem. W praktyce jednak wydłużenie prac nad projektem może skomplikować procedurę legislacyjną: wystarczy że TSUE wyda w międzyczasie jeden lub kilka prokonsumenckich wyroków, by projektodawca musiał uwzględnić te stanowiska w stworzonych przepisach.

 

FrankNews
FrankNews
FrankNews.pl to portal informacyjny poświęcony tematyce rynku kredytowego oraz sporów konsumentów z bankami. Redakcja serwisu od 2014 roku śledzi rozwój orzecznictwa sądowego, zmiany w przepisach prawa oraz zjawiska wpływające na sytuację kredytobiorców w Polsce. Doświadczenia zebrane przy tworzeniu materiałów publikowanych wcześniej w mediach i portalach internetowych stały się podstawą do uruchomienia w 2020 roku serwisu FrankNews.pl — miejsca, w którym informacje dotyczące tej tematyki są gromadzone i prezentowane w formie bieżących wiadomości oraz analiz. Materiały publikowane na FrankNews.pl nie stanowią porady prawnej ani finansowej. Treści odzwierciedlają stanowisko ich autorów i służą przedstawieniu faktów, orzeczeń oraz kontekstu opisywanych wydarzeń. Materiały zamieszczone w serwisie Franknews.pl nie są substytutem dla profesjonalnych porad prawnych. Franknews.pl nie poleca ani nie popiera żadnych konkretnych procedur, opinii lub innych informacji zawartych w serwisie. Zamieszczone materiały są subiektywnymi wypowiedziami autorów.

Related Articles

Najnowsze