W piątek 17 lipca 2026 roku media poinformowały, że prezydent RP podpisał ustawę frankową. Kredytobiorcy do końca liczyli, że głowa państwa nie zdecyduje się na ten krok, ponieważ ustawa zawiera pewne regulacje mogące potencjalnie skomplikować sytuację procesową konsumenta. Czy tak się stanie? Nie wiadomo. Jasne jest natomiast jedno: sedno frankowych rozstrzygnięć pozostanie takie samo – umowy są nieważne, a nienależnie spełnione świadczenia powinny zostać rozliczone. Zakończenie procesu legislacyjnego wokół ustawy może zachęcić niezdecydowanych dotąd frankowiczów do działania: w końcu wiedzą oni, na czym stoją, mają też pewność, że rząd nie przywróci terminu na zgłoszenie potrącenia tam, gdzie ten już upłynął. Choć ustawa frankowa nie zmieni krajobrazu orzeczniczego w Polsce, może znacząco wpłynąć na organizację pracy w sądach i na to, jak sprawnie będą załatwiane inne postępowania przeciwko bankom. W tekście wyjaśniamy, o co konkretnie chodzi.
Z artykułu dowiesz się:
- Jakie rozwiązania wprowadzane ustawą frankową mogą przyśpieszyć postępowania 049 cf i w konsekwencji skrócić kolejki w sądach dla pozostałych grup oczekujących
- Dlaczego eurowicze, mimo tego, że kurs euro jest dużo stabilniejszy od franka, coraz mocniej interesują się unieważnieniem swoich umów
- Ile wynosi obecnie średni czas postępowania frankowego (I instancja) w doświadczonych, wyspecjalizowanych kancelariach prawnych
- Co musi się stać, by setki tysięcy ex-frankowiczów wyciągnęły swoje spłacone umowy z szuflad i zdecydowały o ich sądowym zakwestionowaniu.
Ustawa frankowa wkrótce wejdzie w życie. Co zmieni w sytuacji polskich kredytobiorców, nie tylko tych frankowych?
To koniec niepewności w sprawie ustawy frankowej. 17 lipca 2026 roku prezydent Karol Nawrocki złożył podpis pod dokumentem, a to oznacza, że ustawa wejdzie w życie w 14 dni od jej opublikowania w Dzienniku Ustaw. Odczucia frankowiczów są w związku z tym ambiwalentne. Z jednej strony nie podoba im się, że bank zyska prawo do zwrotu połowy opłaty sądowej w przypadku cofnięcia pozwu, apelacji lub skargi do SN, a także, że konsument zostanie pozbawiony prawa do nadpłacania bankowi kapitału już w toku procesu sądowego. Z drugiej jednak doceniają takie rozwiązania jak rozpatrywanie apelacji przez składy jednoosobowe, wprowadzenie zeznań na piśmie i rozstrzygnięć na posiedzeniach niejawnych jako standardu, a także brak konieczności wnioskowania o zabezpieczenie powództwa.
Do tej pory zajmowaliśmy się ustawą frankową głównie od strony tego, jak jej wprowadzenie może się przełożyć na pozycję procesową stron sporu. Dziś spojrzymy na wpływ tej ustawy bardziej holistycznie, z perspektywy systemu sądowniczego. Bo to, że ustawa wpłynie na ten system w sposób bardzo istotny, nie budzi właściwie żadnych wątpliwości.
Zacznijmy od próby odpowiedzenia na pytanie, czy ustawa frankowa może przyśpieszyć postępowania sądowe. Cóż, zależeć to będzie od kilku czynników, w tym od tego, jak zachowają się same banki – tj., czy będą szukać luk w obowiązujących przepisach, czy może zaakceptują nowy stan rzeczy i wykorzystają szansę daną im przez rządzących na domknięcie trwającej 11 lat sagi frankowej.
Ustawa frankowa zachęci sektor do domknięcia sporów o kredyty w CHF?
Banki są oczywiście znane z komplikowania postępowań frankowych, jednak strategia obmierzona na przedłużanie procesów była rozwijana w nieco innych warunkach niż obecne. Dziś banki walczą z klientami nie na jednym, a na aż trzech frontach.
Co więcej, franki nie są już głównym wyzwaniem dla sektora – numerem jeden są zagrożenia geopolityczne, a numerem dwa… spory o sankcję kredytu darmowego. Bierzmy pod uwagę, że w kwietniu br. zdarzył się przełom: TSUE jednoznacznie ocenił, że bank nie może pobierać odsetek od skredytowanych kosztów kredytu. Zdaniem ekspertów, ów wyrok zmieni krajową linię orzeczniczą w kwestii SKD i zachęci konsumentów do skłania kolejnych reklamacji oraz do sądowej walki o sprawiedliwość (do tej pory banki otrzymały ok. 100 tys. reklamacji oraz ok. 30 tys. powództw o SKD).
Prócz sankcji kredytu darmowego, banki muszą przejmować się jeszcze trzema kwestiami:
- pozwami o klauzule zmiennego oprocentowania powiązane ze wskaźnikiem referencyjnym WIBOR – pozwy te nadal stanowią ogromne zagrożenie dla sektora finansowego, mimo że orzecznictwo wciąż sprzyja bankom. Do TSUE trafiają kolejne pytania prejudycjalne, dotyczące między innymi kredytów zawartych przed wejściem w życie rozporządzenia BMR. Nie wiadomo, czy w perspektywie 2-3 lat to właśnie te spory nie zaczną być identyfikowane przez Komitet Stabilności Finansowej jako główne wyzwanie w sektorze
- obniżaniem stóp procentowych – okres rekordowego oprocentowania kredytów złotowych jest już za nami, a obecna stopa referencyjna, choć wciąż wysoka, nie będzie w stanie zapewnić sektorowi historycznych zysków, takich, jak miało to miejsce w latach 2023-2025. Co za tym idzie, w następnych okresach banki będą dysponować szczuplejszymi środkami, a wpływ rezerw na ryzyka prawne będzie bardziej widoczny w ich zyskach. Logika podpowiada, że lepiej już teraz zamknąć temat franków niż czekać na rozwój sytuacji, w tym na kolejne obniżki stóp procentowych
- reforma wskaźników referencyjnych – ta kwestia bezpośrednio łączy się z problemem masowych pozwów o klauzule zmiennego oprocentowania. Wg najnowszych rządowych ustaleń, to banki mają „dogadać się” z klientami w sprawie podmiany WIBORu na wskaźnik POLSTR w już wykonywanych umowach. Rząd sugeruje, by banki zachęcały klientów do podpisywania aneksów przy pomocy obniżki marży kredytowej. Krótko mówiąc, polityczni decydenci podpowiadają bankowcom, by ci zrezygnowali z części swojego zarobku, byleby tylko odsunąć od siebie zagrożenie związane z niedopełnieniem obowiązków informacyjnych w relacji z klientem „wiborowym”.
Jeśli więc spojrzymy na sytuację banków szerzej, to zrozumiemy, że ustawa frankowa może zostać przez nie potraktowana nie jako narzędzie walki z klientami, a jako środek do celu, którym jest uwolnienie się od tego konkretnego typu sporów.
Na zmianę kalkulacji po stronie sektora zwraca uwagę adwokat Jacek Sosnowski, którego kancelaria prowadzi kilka tysięcy spraw przeciwko bankom.
– Ustawa nie rozstrzyga o tym, kto wygra spór frankowy, bo to przesądziło już orzecznictwo TSUE i uchwała pełnego składu Izby Cywilnej Sądu Najwyższego. Ona rozstrzyga o tym, ile czasu i pieniędzy zajmie dojście do wyniku, który i tak jest przewidywalny. Z perspektywy banku każdy kolejny miesiąc procesu to dziś rosnące odsetki ustawowe za opóźnienie, a nie oszczędność – mówi adwokat Jacek Sosnowski z Kancelarii Sosnowski Adwokaci i Radcowie Prawni.
Jak dodaje prawnik, ekonomika sporu zaczyna działać przeciwko stronie, która przez lata czerpała korzyść z przewlekłości.
– Przedłużanie postępowań było dla sektora racjonalne dopóty, dopóki pozwalało rozkładać koszty w czasie i finansować je z rekordowej marży odsetkowej. Przy niższych stopach i przy równoległych sporach o sankcję kredytu darmowego oraz o WIBOR ten rachunek przestaje się spinać. Spodziewam się, że część banków wykorzysta nowe przepisy jako pretekst do rezygnacji z apelacji składanych rutynowo, bez realnych zarzutów – ocenia mec. Sosnowski.
Jak ustawa frankowa może zachęcić do pozwu eurowiczów i posiadaczy kredytów gotówkowych?
Zakładając, że banki podejdą dojrzale do rozwiązywania problemu i wdrożą strategię polegającą na terminowym zgłaszaniu potrącenia i powództw wzajemnych oraz na nieodwoływaniu się od wyroków zasądzających nieważność umowy, w krótkim czasie z sądów może zniknąć nawet kilkadziesiąt tysięcy postępowań. Jednocześnie, niektóre zapisy ustawy frankowej mogą zachęcić do działania tych kredytobiorców, którzy do tej pory zwlekali z pozwem. Ci, którzy mają aktywne kredyty i spłacili bankowi kapitał, będą iść po unieważnienie umowy ze świadomością, że już sam pozew da im legalną możliwość zaprzestania dalszej spłaty kredytu.
Z kolei ci, którzy mają spłacone umowy, mogą zdecydować się na wystąpienie z żądaniem zwrotu samej nadpłaty kapitału, chociażby po to, by sądzić się z bankiem w jednym, a nie w dwóch procesach. Zarówno jedna, jak i druga grupa może poczuć się zachęcona do działania wskazówkami legislacyjnymi wydanymi sędziom, zgodnie z którymi rozpatrzenie takiego sporu nie wymaga wyznaczania rozprawy ani przesłuchiwania stron na sali sądowej. Do sądów mogą pójść osoby mieszkające na co dzień za granicą, takie, które rozwiodły się ze współkredytobiorcą i nie mają ochoty spotykać go w sądzie, czy chociażby spadkobiercy pierwotnych kredytobiorców (ustawa wyraźnie reguluje tę kwestię). Sumarycznie, nawet jeśli z możliwości pozwania banku za kredyt w CHF skorzystałaby tylko 1/4 pozostałych uprawnionych, sektor musiałby się liczyć z otrzymaniem dodatkowych kilkudziesięciu tysięcy roszczeń, wycenianych na miliardy złotych.
Warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden interesujący aspekt: choć ustawa frankowa reguluje kwestie proceduralne wyłącznie w zakresie sporów o kredyty w CHF, to na tych przepisach pośrednio mogą skorzystać także i inne grupy kredytobiorców – w tym ci, którzy mają kredyty waloryzowane do euro, dolara czy jena japońskiego, oraz tacy, którzy chcą dla siebie sankcji kredytu darmowego. Pozytywną różnicę mogą szczególnie odczuć eurowicze, którzy sądzą się z bankami w tych samych sądach i wydziałach, co właśnie frankowicze. Jeśli postępowania będą szły sprawniej, czas oczekiwania na wyrok w sprawie się skróci.
Oczekiwać należy, że mimo objęcia ustawą wyłącznie kredytobiorców frankowych, sędziowie „przeniosą” część wypracowanych dzięki niej nawyków na postępowania dotyczące kredytów w euro. Polscy orzecznicy znają stanowisko TSUE w sprawie pozostałych kredytów waloryzowanych kursem waluty obcej i wiedzą, że podstawy do ich unieważniania są dokładnie takie same jak w przypadku hipotek frankowych. Istnieje więc realna szansa, że po wejściu w życie ustawy polscy sędziowie będą unieważniać hipoteki w euro na posiedzeniach niejawnych, bez osobistego stawiennictwa kredytobiorcy. To z kolei może przełożyć się na zmianę podejścia banków do zawierania ugód z kredytobiorcami innymi niż frankowicze. Zmienić się mogą nie tylko proponowane kredytobiorcom warunki. Niewykluczone, że w takim przypadku banki podejdą do problemu systemowo i opracują dedykowane programy ugodowe, tak jak miało to miejsce w przypadku hipotek frankowych.
Niewiele trzeba, by eurowicze masowo poszli do sądów. Skłonić ich może do tego… sytuacja na rynku pracy
Doświadczone kancelarie prawne w miesięcznych i kwartalnych podsumowaniach swojej działalności zwracają uwagę na rosnący udział eurowiczów w grupie konsumentów pozywających banki. Naszym zdaniem istnieje wręcz prawdopodobieństwo, że skłonność eurowiczów do składania powództw o nieważność będzie jeszcze rosła, wbrew oczekiwaniom samych bankowców, którzy liczą, że niewielkie wahania kursu europejskiej waluty zniechęcą klientów do wchodzenia na drogę sądową. Nie zapominajmy jednak, że o skłonności do procesowania się decyduje nie tylko kształt linii orzeczniczej i zdolność sądów do opanowania wpływu. Kluczowy czynnik wpływający na proces decyzyjny konsumenta jest dużo bardziej prozaiczny. Mianowicie, jego determinacja będzie rosnąć wraz z pogarszającą się sytuacją finansową. Póki kredytobiorca ma pewną sytuację zawodową i nie narzeka na płynność finansową, może patrzeć na opcję procesu sądowego z niechęcią. Wystarczy jednak, że utraci pracę, nie dostanie oczekiwanej podwyżki lub stanie przed dużym, nieprzewidzianym wydatkiem – w którymkolwiek z wymienionych przypadków jego perspektywa może się zmienić.
Skala tego niechcianego dla banków zjawiska może być znaczna, o czym świadczy to, co dzieje się w ostatnich kwartałach na polskim rynku pracy. Media regularnie donoszą o zwolnieniach grupowych w dużych firmach, w których zatrudnienie znajdowały do tej pory tysiące osób. Coraz częściej słyszymy też o tym, że polski pracownik zaczął być dla zagranicznych korporacji za drogi, wskutek czego te zaczęły poszukiwać dla siebie alternatywy. Jak się okazuje, część firm, także ze świetnie dotąd opłacanej branży IT, znalazła tę alternatywę w krajach azjatyckich, gdzie oczekiwania płacowe są dużo niższe niż w naszej części Europy. Ogromny wpływ na rynek pracy miał też rozwój sztucznej inteligencji, która systematycznie „wypycha” na bezrobocie słabiej wykwalifikowanych, ale całkiem dobrze dotąd opłacalnych pracowników biurowych. Ktoś, kto do tej pory nie miał problemu ze znalezieniem stabilnej, zgodnej ze swoim wykształceniem pracy, w obliczu masowych zwolnień może stanąć przed koniecznością zejścia z finansowych oczekiwań. Bank jednak nie będzie szczególnie wyrozumiały, gdy jego klient zacznie mieć problemy z terminową spłatą zobowiązania. Rozbieżność interesów konsumenta i banku może w takim przypadku przeważyć o decyzji tego pierwszego o pozwie. Dotyczyć to będzie nie tylko kredytów hipotecznych w euro, ale również kredytów gotówkowych, których w obrocie pozostają miliony.
Skoro już jesteśmy przy SKD, to warto naszym zdaniem podkreślić, że wpływ ustawy frankowej mogą zauważyć ci kredytobiorcy, którzy sądzą się z bankiem o stosunkowo duże kwoty. Nie zapominajmy, że sprawy, w których wartość przedmiotu sporu nie przekracza 100 tys. zł, trafiają do sądów rejonowych, gdzie frankowe kolejki praktycznie nie istnieją. Sprawy, w których przedmiot sporu jest warty więcej, są rejestrowane w sądach okręgowych, a więc walczą o miejsce w kolejce ze sprawami frankowymi. Im mniej procesów frankowych będzie „na biegu”, tym lepiej dla kredytobiorców gotówkowych, próbujących uwolnić się od ciężaru w postaci abuzywnych umów.
Kancelarie frankowe ujawniają, co dzieje się aktualnie w sądach. Wyrok można otrzymać nawet w 5 miesięcy
Pora na garść interesujących danych liczbowych, dotyczących postępowań przeciwko bankom i pochodzących z doświadczonych kancelarii, wyspecjalizowanych w sprawach o kredyty w CHF. Dzięki udostępnianym przez te podmioty statystykom możemy się dowiedzieć, ile przeciętnie czeka się teraz na unieważnienie frankowej umowy, które banki najczęściej przegrywają z klientami, a także jak banki podchodzą obecnie do kwestii odwoływania się od niekorzystnych wyroków.
17 lipca 2026 roku na blogu Kancelarii Sosnowski Adwokaci i Radcowie Prawni, specjalizującej się w sprawach przeciwko bankom, pojawił się bardzo interesujący wpis, stanowiący podsumowanie minionego kwartału. Kancelaria informuje, że w miesiącach kwiecień, maj i czerwiec otrzymała w prowadzonych przez siebie sprawach łącznie 255 korzystnych dla konsumenta wyroków, z czego aż 88 to wyroki prawomocne. Uwagę zwraca udział prawomocnych orzeczeń w miesięcznych statystykach kancelarii: w kwietniu wynosił on 27,2 proc., w maju 39,1 proc, a w czerwcu 36,6 proc.
Kancelaria podała też średni czas trwania postępowania w I instancji, który dla całego II kwartału wyniósł 31 miesięcy. Najwięcej spraw w II kwartale przegrał z kancelarią bank PKO BP (52 sprawy + 46 spraw z portfela BPH). Na drugiej lokacie uplasował się Raiffeisen Bank (35 przegranych), a podium zamknął Millennium Bank (27 przegranych).
Kancelaria podaje też czas trwania spraw, w których zapadły ekspresowe wyroki. Rekord należy do Sądu Okręgowego w Katowicach, który na prokonsumenckie załatwienie sprawy I C 23/26 przeciwko PKO BP potrzebował jedynie 5 miesięcy. Niewiele dłużej, bo 7 miesięcy, trwała sprawa XIV C 1451/25, zakończona prokonsumenckim wyrokiem przez Sąd Rejonowy Gdańsk-Północ. W tym przypadku kredytobiorcy ekspresowo wygrali z mBankiem.
W odniesieniu do spraw, w których banki złożyły apelacje, kancelaria zwraca uwagę, że każdy taki przypadek zakończył się oddaleniem argumentacji kredytodawcy. Jedyne, co „uzyskały” banki na drodze apelacji, to zwiększenie kosztów rozliczenia z klientem: przegrana apelacja sprowadza na bank koszt postępowania w II instancji, opłatę za wniesienie odwołania i, oczywiście, odsetki ustawowe za opóźnienie. Kancelaria daje jasno do zrozumienia, że w części przypadków bank nie dostrzega sensu przeciągania postępowania o II instancję. W takich sytuacjach bank już po otrzymaniu wyroku sądu I instancji proponuje klientowi zawarcie porozumienia kompensacyjnego. W wyniku rozliczeń kompensacyjnych kredytobiorca otrzymuje od banku zwrot nadpłaty kapitału wraz z odsetkami ustawowymi za opóźnienie oraz list mazalny, pozwalający na wykreślenie hipoteki z księgi wieczystej. Z kolei sam potwierdza, że uznaje obowiązek rozliczenia się z użyczonej mu kwoty.
PODSUMOWANIE:
Wejście w życie ustawy frankowej może nieść za sobą skutki, których nie przewidział ani ustawodawca, ani przedstawiciele sektora bankowego. Jeśli orzecznictwo polskich sądów w sprawach frankowych istotnie przyśpieszy, nie musi to wcale oznaczać rychłego końca pozwów przeciwko bankom. Przeciwnie, sprawnie działające sądy mogą stać się wręcz czynnikiem zachęcającym osoby niezdecydowane do wstąpienia na drogę sądową. I to nie tylko w sprawach o hipoteki w CHF. Z analogiczną sytuacją możemy mieć do czynienia w przypadku eurowiczów, a także konsumentów posiadających kredyty gotówkowe.
Skłonność tych osób do sądzenia się będzie w dużej mierze zależna od sytuacji w kraju: nagły wzrost bezrobocia, zahamowanie wzrostu płac i ewentualne spowolnienie gospodarcze mogą stworzyć w Polsce idealny klimat do upomnienia się o zwrot nienależnie spełnionych świadczeń i do unieważniania abuzywnych umów. Wbrew temu, co głoszą banki, w Polsce jest wielu ludzi kierujących się w życiu zasadą, że umów należy dotrzymywać. Na taki luksus mogą sobie jednak pozwolić tylko osoby, które bez problemu wiążą koniec z końcem. Gdy budżet domowy przestaje się spinać, a w skrzynce na listy zaczynają pojawiać się wezwania do zapłaty, nie ma miejsca na sentymenty. Zostaje już tylko twarde egzekwowanie przysługujących nam praw.
Banki, chcąc uciec od odpowiedzialności za błędy w umowach, nie mają wielu opcji. Wadliwych umów nie da się naprawić aneksami, zaś sądy krajowe są związane orzecznictwem europejskim, co znacząco ogranicza perspektywy wpływania przez podmioty prywatne na charakter wyroków wydawanych w Polsce. Bankowcom pozostaje mieć nadzieję, że nasz kraj ominą w następnych latach wszelkie poważniejsze zawirowania gospodarcze, jak i kryzysy na rynku pracy, albowiem tylko żyjący bardzo dostatnio konsument jest w stanie wspaniałomyślnie zrezygnować z dochodzenia roszczeń przeciwko instytucji, która z pełną świadomością, kierowana żądzą zysku, sprzedała mu abuzywny produkt.
Otwarte pozostaje pytanie, czy usprawnienie samej procedury rzeczywiście odciąży wydziały cywilne.
– Największą słabością tej ustawy jest to, że rozwiązuje ona problem w momencie, w którym przestaje on być największym problemem sądów. Procedurę uszyto pod franki wtedy, gdy fala frankowa zaczyna opadać, a jednocześnie nie dano sędziom żadnych narzędzi do sprawniejszego prowadzenia spraw o sankcję kredytu darmowego czy o klauzule informacyjne w sprawach „o WIBOR”, których będzie przybywać. Realny scenariusz jest więc taki, że wydziały odciążone z franków w ciągu kilku kwartałów zapełnią się sprawami przeciwko bankom innego rodzaju – prognozuje mec. Sosnowski.

