Prezydent Karol Nawrocki podpisał ustawę frankową w ostatnim dniu konstytucyjnego terminu — w piątek 17 lipca, tuż przed upływem 21 dni na decyzję. Zrobił to w sytuacji, w której żadna ze stron nie walczyła o ten podpis na śmierć i życie: część kredytobiorców apelowała o weto, prawnik frankowiczów nie widział do niego podstaw, sędzia wydziału frankowego mówił, że ustawa przyszła za późno, a sektor bankowy — że w tym kształcie w większości straciła sens. Teraz spór o intencje przestaje mieć znaczenie. Za około miesiąc przepisy zaczną działać i pytanie brzmi już tylko: co realnie przyspieszą, co mogą skomplikować — i kto na nich faktycznie skorzysta.
|
W skrócie
Prezydent podpisał ustawę z 29 maja 2026 r. o szczególnych rozwiązaniach dla spraw kredytów denominowanych i indeksowanych do franka szwajcarskiego. Wejdzie ona w życie po upływie 14 dni od ogłoszenia w Dzienniku Ustaw – realnie na początku sierpnia. Najważniejsze zmiany: automatyczne wstrzymanie spłaty rat z chwilą doręczenia pozwu bankowi, umorzenie z mocy prawa toczących się postępowań zabezpieczeniowych, szersze wyrokowanie na posiedzeniach niejawnych, przesłuchania stron na piśmie i wydłużony termin na powództwo wzajemne banku. Nasz bilans: sądy apelacyjne zyskują najwięcej i natychmiast, frankowicze — spokój przepływów, banki — porządek rozliczeń, ale bez rozwiązania, na którym najbardziej im zależało.
|
Podpis w ostatniej chwili. Kiedy przepisy zaczną działać
Decyzja zapadła bez fanfar — informacja o podpisaniu ustawy frankowej pojawiła się w piątek wśród komunikatów o kilku innych rozstrzygnięciach legislacyjnych prezydenta. To symptomatyczne: Nawrocki nie uczynił z niej ani gestu wobec kredytobiorców, ani wobec banków. Wybrał wariant, o który prosiło Ministerstwo Sprawiedliwości i którego nie oprotestował na serio nikt poza częścią organizacji frankowych.
Kalendarz jest teraz prosty. Ustawa czeka na ogłoszenie w Dzienniku Ustaw, a w życie wejdzie po 14 dniach od publikacji – przy sprawnym ogłoszeniu oznacza to pierwsze dni sierpnia, a więc środek sądowych wakacji. Paradoksalnie to dobry moment: najważniejszy przepis ustawy zadziała automatycznie, bez udziału sędziów. Zgodnie z art. 17 ust. 3 pkt 2 postępowania zabezpieczeniowe wszczęte i niezakończone przed wejściem przepisów w życie zostaną umorzone z mocy prawa, bez wydawania postanowień. Sądy apelacyjne wrócą więc z wakacji na wokandy odchudzone o tysiące zażaleń – a ochronę kredytobiorców w sprawach w toku przejmie wprost ustawa, bo skutek wstrzymania spłaty rat będzie wynikał z samego doręczenia pozwu, nie z decyzji sądu. Szczegóły intertemporalne – jak dokładnie sądy zastosują nowe przepisy do poszczególnych konfiguracji spraw w toku – będą tematem pierwszych tygodni obowiązywania ustawy; sama konstrukcja przepisów przejściowych nie pozostawia jednak kredytobiorców w próżni między starym a nowym reżimem.
Co dokładnie zmienia ustawa
Sedno reformy to przeniesienie ciężaru z wniosków wpadkowych na automatyzm ustawowy. Dotychczas kredytobiorca pozywający bank składał wniosek o zabezpieczenie – o wstrzymanie spłaty rat na czas procesu. Sądy takie wnioski co do zasady uwzględniały, ale ich rozpoznanie trwało, a banki niemal rutynowo je zaskarżały. Skalę problemu pokazują dane przywoływane przy pracach nad ustawą: sprawy frankowe to wciąż około jedna czwarta spraw w sądach okręgowych, a w apelacyjnych – według szacunków -nawet 70 proc. wszystkich spraw cywilnych, nie licząc zażaleń na zabezpieczenia.
Od sierpnia samo doręczenie pozwu bankowi wstrzyma obowiązek spłaty rat – bez wniosku, bez postanowienia, bez zażalenia. Do tego dochodzi pakiet proceduralny: możliwość rozpoznania sprawy na posiedzeniu niejawnym nawet wbrew żądaniu rozprawy, przesłuchanie stron na piśmie, zdalne przesłuchanie świadka mimo sprzeciwu strony, szersze kompetencje referendarzy oraz wydłużenie terminu na powództwo wzajemne banku aż do zamknięcia rozprawy w pierwszej instancji. Jest i zachęta finansowa do porządków: zwrot połowy opłaty przy cofnięciu apelacji lub skargi kasacyjnej w ciągu pierwszych sześciu miesięcy obowiązywania przepisów.
Jedno zastrzeżenie o zasięgu, które umyka w debacie: ustawa obejmuje wyłącznie kredyty frankowe. Nie stosuje się do kredytów w euro — a to właśnie pozwy „eurowe”, jak sygnalizuje warszawski wydział frankowy, zaczynają rosnąć, gdy wpływ spraw CHF spada.
Dokładne analizy i ważne informacje dla kredytobiorców.
Śledź nasze profile, aby wzmocnić ich widoczność i być na bieżąco:
Bilans dla frankowiczów: mniej formalności, dwa haczyki
Dla kredytobiorcy największą zmianą jest komfort finansowy od pierwszego dnia procesu. Zawieszenie rat z mocy prawa oznacza, że nie trzeba już wygrywać osobnej potyczki o zabezpieczenie ani czekać, aż sąd apelacyjny oddali zażalenie banku. To zysk policzalny: przy racie rzędu 3-4 tys. zł i kilkuletnim procesie mówimy o setkach tysięcy złotych, które nie wypływają z domowego budżetu w czasie sporu. Znika też loteria – dotąd zdarzały się sądy odmawiające zabezpieczeń, po ustawie skutek będzie jednolity w całym kraju. Dla osób, które dotąd odkładały decyzję o pozwie właśnie z obawy o płynność w trakcie procesu, sierpień usuwa główną barierę wejścia.
Haczyki są dwa i oba wybrzmiały w debacie przed podpisem. Pierwszy to wydłużenie terminu na powództwo wzajemne banku: kredytobiorca musi się liczyć z tym, że bank „dosiądzie się” ze swoim roszczeniem o zwrot kapitału na późnym etapie sprawy. Stowarzyszenie Społeczny Nadzór Bankowy widziało w tym – obok zwrotu połowy opłat – uprzywilejowanie banków i do końca apelowało o weto. Spojrzenie odwrotne jest jednak co najmniej równie uprawnione: rozstrzygnięcie wzajemnych roszczeń w jednej sprawie oznacza dla konsumenta jeden proces zamiast dwóch, jedne koszty i jedno rozliczenie – zamiast osobnego pozwu banku wnoszonego często „na zapas” tylko dla przerwania biegu przedawnienia. Drugi haczyk to procedura: rozpoznanie sprawy na posiedzeniu niejawnym wbrew żądaniu rozprawy i przesłuchanie na piśmie odbierają części kredytobiorców możliwość opowiedzenia swojej historii przed sądem. W sprawach o ukształtowanym orzecznictwie to strata symboliczna; w sprawach granicznych – na przykład przy spornym statusie konsumenta – może mieć znaczenie dowodowe.
Bilans dla banków: porządek rozliczeń zamiast tego, o co grali
Paradoks tej ustawy polega na tym, że sektor bankowy formalnie „strona przegrywająca” automatyczne zawieszenie rat przyjął podpis prezydenta z deklarowaną obojętnością. Prezes ZBP Tadeusz Białek oceniał w stanowisku dla „Rzeczpospolitej”, że po usunięciu w Sejmie przepisów o podnoszeniu zarzutu potrącenia aż do drugiej instancji ustawa w większości „straciła sens” z punktu widzenia sektora; jego zdaniem wypadły z niej rozwiązania realnie zmniejszające liczbę pozwów, a odpowiedzialnością za to obarczał lobbing części kancelarii, którym dwie sprawy zamiast jednej zwyczajnie się opłacają.
Odkładając ocenę tej diagnozy — jest w niej uchwytna logika biznesowa. Bankom nie zależało na blokowaniu zawieszenia rat, bo w sprawach o ukształtowanym orzecznictwie i tak przegrywały zabezpieczenia; zależało im na mechanice rozliczeń ograniczającej liczbę równoległych postępowań. Dostały wersję okrojoną: dłuższe okno na powództwo wzajemne i rabat opłatowy za sprzątanie beznadziejnych apelacji. Realny koszt podpisu jest dla sektora gdzie indziej i bywa przemilczany: automatyczne wstrzymanie rat od chwili doręczenia pozwu odetnie przepływy z każdego zaskarżonego kredytu natychmiast co może zachęcić do pozwów tych kredytobiorców, którzy dotąd zwlekali. Im sprawniejsza procedura po stronie konsumenta, tym silniejszy argument, by bank proponował ugodę zamiast procesu.
Bilans dla sądów: apelacje odetchną od razu, pierwsza instancja — umiarkowanie
Największym i najpewniejszym beneficjentem są sądy apelacyjne. Umorzenie ex lege postępowań zabezpieczeniowych plus brak nowych zażaleń to natychmiastowe zdjęcie z wokand tysięcy spraw wpadkowych – bez czekania, aż nowe przepisy „się rozkręcą”. To rzadki w legislacji przypadek reformy, której główny efekt następuje w dniu wejścia w życie.
W pierwszej instancji obraz jest bardziej zniuansowany i tu kryją się potencjalne komplikacje, o które warto uczciwie zapytać. Po pierwsze, przesłuchanie stron na piśmie, pomyślane jako usprawnienie, w największych ośrodkach może działać odwrotnie: sędzia Paweł Krekora z warszawskiego wydziału frankowego zwracał uwagę, że wysyłanie list pytań, oczekiwanie na odpowiedzi i ich uzupełnianie potrafi trwać dłużej niż klasyczne przesłuchanie na rozprawie, która dziś rzadko przekracza godzinę.
Po drugie, wyrokowanie na posiedzeniach niejawnych wbrew żądaniu rozprawy niemal na pewno wygeneruje falę zarzutów procesowych w apelacjach strony przegrywające będą testować, czy nie naruszono ich prawa do wysłuchania. Orzecznictwo zapewne szybko to uporządkuje, ale w okresie przejściowym oznacza to dodatkową pracę koncepcyjną sądów odwoławczych.
Po trzecie, późne powództwa wzajemne mogą punktowo wydłużać sprawy tuż przed ich zamknięciem. I po czwarte – systemowo najciekawsze – ograniczenie ustawy do franka tworzy dwutorowość: sprawa kredytu CHF i bliźniacza sprawa kredytu EUR będą się toczyć według różnych reguł na tej samej wokandzie, co przy rosnącym wpływie pozwów eurowych trudno nazwać upraszczaniem systemu.
Jest wreszcie kwestia kalendarza, którą sędzia Krekora ujmował bezlitośnie jeszcze przed podpisem: szczyt kumulacji minął. Tam, gdzie sędziowie mieli w referatach średnio po 1,5 tys. spraw, dziś mają poniżej tysiąca. Ustawa, która w 2023 r. byłaby kołem ratunkowym, w 2026 r. jest raczej sprzątaniem po powodzi — pożytecznym, ale nie rewolucyjnym.
Mechanizm po mechanizmie: kto zyskuje, kto traci
| Rozwiązanie | Frankowicze | Banki | Sądy |
| Wstrzymanie rat z mocy prawa od doręczenia pozwu | duży plus | minus (utrata przepływów) | plus (koniec wniosków) |
| Umorzenie ex lege postępowań zabezpieczeniowych | neutralne/plus | neutralne | duży plus (apelacje) |
| Posiedzenia niejawne wbrew żądaniu rozprawy | minus symboliczny | neutralne | plus, ale ryzyko zarzutów procesowych |
| Przesłuchanie stron na piśmie | neutralne | neutralne | plus w małych sądach, ryzyko wydłużeń w dużych |
| Powództwo wzajemne do zamknięcia rozprawy | dwuznaczne: jeden proces zamiast dwóch, ale późne zaskoczenia | plus | plus netto (mniej osobnych pozwów), punktowe wydłużenia |
| Zwrot połowy opłaty za cofnięcie apelacji/skargi (6 mies.) | plus (szybsza prawomocność) | plus | plus |
| Ograniczenie ustawy tylko do kredytów CHF | minus dla „eurowiczów” | neutralne | minus (dwa reżimy obok siebie) |
Czego podpis nie rozwiązuje — i to jest prawdziwy sufit tej ustawy
Najtrafniejszą diagnozę granic reformy postawiła strona konsumencka. Dr Jacek Czabański – nie widział podstaw do weta – kontrowersyjne przepisy o potrąceniach usunięto, a to, co zostało, oceniał jako zestaw usprawnień bez złych rozwiązań. Wskazywał jednak, że wąskim gardłem nie jest pierwsza instancja, lecz apelacje banków: składane masowo mimo, jak szacował, blisko 99-procentowej przegrywalności, wydłużają oczekiwanie na prawomocność i utrzymują klientów w niepewności. Zabrakło mechanizmu, który czyniłby przegraną apelację realnie kosztowną – tym bardziej że istniejący przepis o podwójnych odsetkach za nadużycie prawa procesowego pozostaje w sprawach frankowych martwy. To celna obserwacja: ustawa usprawnia procedowanie spraw, ale nie zmienia rachunku opłacalności ich przedłużania. Podpis prezydenta tego rachunku również nie zmienił.
|
Kontekst — najbliższe tygodnie: podpis prezydenta to pierwszy z dwóch frankowych terminów tego kwartału. Na 10 września 2026 r. TSUE wyznaczył wyrok w sprawie C-510/25, dotyczący sposobu rozliczenia stron po unieważnieniu umowy (teoria salda czy teoria dwóch kondykcji) oraz odsetek ustawowych. Ustawa porządkuje procedurę; o pieniądzach — ile ostatecznie odzyska każda ze stron — rozstrzygną orzeczenia. Te dwa tory warto czytać razem: sprawniejsza procedura od sierpnia plus jaśniejsze zasady rozliczeń od września to podwójna presja na ugody jeszcze w tym roku.
|
|
Czy podpisane właśnie przepisy skomplikują pracę sądów i spowolnią sprawy? W bilansie netto – nie. Ryzyka są realne, ale punktowe i przejściowe: pisemne przesłuchania mogą mścić się w największych sądach, posiedzenia niejawne wywołają falę zarzutów, którą apelacje będą musiały przetrawić, a dwutorowość CHF–EUR to systemowa niezręczność. Po drugiej stronie stoi jednak efekt natychmiastowy i masowy: zniknięcie całej warstwy postępowań zabezpieczeniowych, które przez lata zapychały sądy odwoławcze. To wymiana tysięcy spraw wpadkowych na kilkadziesiąt sporów interpretacyjnych – trudno o lepszy kurs. Prawdziwy zarzut wobec ustawy nie brzmi „skomplikuje”, lecz „przychodzi po szczycie fali i nie dotyka motywacji banków do przedłużania sporów”. Prezydent, podpisując, wybrał jedyny pewny zysk: odciążenie apelacji i spokój przepływów dla pozywających. Reszta pozostaje do zrobienia — orzecznictwu i, być może, kolejnemu ustawodawcy.
|
Dla kredytobiorców praktyczny wniosek z piątkowej decyzji jest jeden: od sierpnia pozew przeciwko bankowi przestaje być skokiem na głęboką wodę z ratą na plecach. Kto dotąd zwlekał z obawy o płynność w trakcie procesu, traci główny powód zwłoki — a kalendarz z wrześniowym wyrokiem TSUE w tle podpowiada, że druga połowa 2026 r. będzie w sporach frankowych gorętsza niż pierwsza. Banki widzą ten sam kalendarz. I właśnie dlatego najbliższe miesiące mogą przynieść nie falę procesów, lecz falę lepszych ugód.


