Ustawa frankowa już w Dzienniku Ustaw. Od 7 sierpnia 2026 raty stają z mocy prawa. Co zmienia się dla frankowiczów, sądów i kredytobiorców w euro

Czas czytania: 8 minut

Przez jedenaście lat sporu o kredyty we frankach obowiązywała żelazna zasada: jeśli chcesz przestać płacić raty w czasie procesu, musisz o to sąd poprosić i cierpliwie poczekać. Od 7 sierpnia 2026 roku ta zasada przestaje obowiązywać. Ustawa frankowa została ogłoszona w Dzienniku Ustaw, a wraz z nią do polskiej procedury wchodzi mechanizm, którego wcześniej nie było: rata przestaje być wymagalna nie na mocy postanowienia sądu, lecz z mocy samego prawa.

Publikacja aktu zamyka etap spekulacji, który ciągnął się od majowego głosowania w Sejmie i lipcowego podpisu prezydenta. Teraz są już tylko konkretne daty i konkretne skutki — różne dla trzech grup kredytobiorców, a częściowo odczuwalne również dla tych, których ustawa formalnie w ogóle nie dotyczy.

W TYM TEKŚCIE ZNAJDZIESZ ODPOWIEDZI:

• Dlaczego samo złożenie pozwu nie wystarczy, by legalnie przestać płacić raty

• Co dzieje się 7 sierpnia ze sprawami, które toczą się już od lat

• Dlaczego ustawa ma sens także dla osób z całkowicie spłaconym kredytem

• Co z tego wszystkiego mają kredytobiorcy w euro i dolarach, choć ustawa ich pomija

Ustawa frankowa w Dzienniku Ustaw. Poz. 985, wejście w życie 7 sierpnia 2026 r.

Ustawa z 29 maja 2026 r. o szczególnych rozwiązaniach w zakresie rozpoznawania spraw dotyczących zawartych z konsumentami umów kredytu denominowanego lub indeksowanego do franka szwajcarskiego została ogłoszona 23 lipca 2026 r. w Dzienniku Ustaw pod pozycją 985. Zgodnie z art. 21 przepisy zaczynają obowiązywać po upływie 14 dni od ogłoszenia, czyli w piątek 7 sierpnia 2026 r.

Data jest nieprzypadkowo niewygodna – wypada w środku sądowych wakacji. Ale akurat najważniejszy przepis tej ustawy nie potrzebuje sędziego, sekretariatu ani wokandy. Zadziała sam.

Frankowicze, którzy są już w sądzie: 7 sierpnia rata przestaje być obowiązkowa

To najliczniejsza grupa i dla niej zmiana jest natychmiastowa. Jeżeli pozew konsumenta został doręczony bankowi przed 7 sierpnia, skutek ustawowego wstrzymania spłaty powstaje właśnie tego dnia. Nie trzeba składać nowego pisma, nie trzeba wnioskować o zabezpieczenie, nie trzeba czekać na postanowienie.

Ustawa idzie dalej niż typowe zabezpieczenie udzielane dotąd przez sądy. Zgodnie z art. 3 brak zapłaty rat objętych ustawowym wstrzymaniem nie może zostać potraktowany jako niewykonanie lub nienależyte wykonanie umowy. Bank nie może z tego powodu wypowiedzieć umowy ani przekazać informacji o zaległości do BIK, biur informacji gospodarczej i wskazanych w ustawie instytucji finansowych. Jeżeli takie dane trafiły tam wcześniej, kredytodawca ma obowiązek poinformować te podmioty o ustawowym wstrzymaniu, a wpisy mają zostać usunięte w terminach określonych w ustawie.

Drugi skutek dotyczy tysięcy postępowań wpadkowych. Nierozpoznane do 7 sierpnia wnioski o zabezpieczenie i zażalenia na postanowienia zabezpieczające zostają umorzone z mocy prawa. Zażalenia wniesione po tej dacie mają być pozostawiane w aktach bez rozpoznania, a wnioski o zabezpieczenie zmierzające do tego samego skutku – bez dalszych czynności.

Skala tej operacji jest większa, niż sugeruje jej techniczny charakter. Według danych Ministerstwa Sprawiedliwości za I kwartał 2026 r. sprawy frankowe stanowiły około 25 proc. spraw cywilnych oczekujących w sądach okręgowych i około 70 proc. w sądach apelacyjnych. Znaczna część tego obciążenia w drugiej instancji to właśnie zażalenia na zabezpieczenia. One znikają jednego dnia, bez postępowania i bez wydawania postanowień.

Frankowicze, którzy jeszcze nie pozwali banku: znika główna bariera wejścia

Dla osób, które od lat odkładały decyzję o pozwie, argument „muszę zapłacić adwokatowi a i tak będę musiał płacić ratę jeszcze przez trzy lata procesu – nie mam na to pieniędzy” właśnie stracił moc. Przy racie rzędu 3–4 tys. zł i kilkuletnim postępowaniu mówimy o kwocie rzędu kilkudziesięciu, które od momentu doręczenia pozwu zostają w domowym budżecie zamiast wypływać do banku.

Zniknęła też loteria geograficzna. Dotąd zdarzały się sądy i składy, które zabezpieczeń odmawiały — szczególnie w sprawach, w których konsument spłacił już kapitał. Po 7 sierpnia skutek jest jednolity w całym kraju, bo nie zależy od oceny sędziego.

Kiedy dokładnie można przestać płacić? Liczy się doręczenie, nie złożenie pozwu

To najczęstsze i najbardziej kosztowne nieporozumienie wokół nowych przepisów. Ustawowe wstrzymanie następuje z chwilą doręczenia pozwu bankowi, a nie z chwilą jego nadania czy zarejestrowania w sądzie. Między tymi zdarzeniami mogą minąć tygodnie, a w największych wydziałach nawet miesiące. Kto przestanie płacić „na zapas”, ryzykuje zwykłą zaległość ze wszystkimi jej konsekwencjami.

To najciekawszy skutek uboczny ustawy: data doręczenia pozwu z czynności czysto technicznej awansowała do rangi zdarzenia o wymiernej wartości finansowej. Każdy tydzień zwłoki w sekretariacie to kolejna rata przelana bankowi, której już nie trzeba było płacić. Sprawność doręczeń, dotąd temat wyłącznie dla proceduralistów, staje się parametrem, który kredytobiorcy zaczną liczyć w złotówkach.

Kredyt spłacony w całości? Ustawa daje mniej, ale daje coś istotnego

Dla ex-frankowiczów sztandarowe rozwiązanie ustawy jest bezprzedmiotowe – nie ma rat, których wykonanie można wstrzymać. Ale to nie znaczy, że ustawa ich omija. Po pierwsze, zakres podmiotowy jest szerszy, niż sugeruje potoczne rozumienie słowa „frankowicz”. Przepisy obejmują także spadkobiercę konsumenta, który zawarł umowę, osobę, która przystąpiła do długu lub poręczyła za jego spłatę, oraz właściciela nieruchomości obciążonej hipoteką, ponoszącego odpowiedzialność rzeczową. Dla spraw spadkowych, w których pierwotny kredytobiorca już nie żyje, to realne uproszczenie.

Po drugie, i to jest sedno korzyści dla tej grupy, ustawa mocno przesuwa proces w stronę formy pisemnej. Sąd pierwszej instancji może rozpoznać sprawę na posiedzeniu niejawnym nawet wtedy, gdy strona żądała rozprawy. Stronę można przesłuchać przez złożenie zeznań na piśmie. Świadka można przesłuchać zdalnie mimo sprzeciwu przewidzianego w Kodeksie postępowania cywilnego. Uzasadnienie wyroku może zostać sporządzone w formie uproszczonej, przez odwołanie się do pism procesowych. Apelacje i zażalenia rozpoznaje jeden sędzia.

Dla kogo to zmienia najwięcej? Dla osób mieszkających na stałe za granicą, dla byłych małżonków, którzy nie mają ochoty spotykać się na sali sądowej ze współkredytobiorcą, dla spadkobierców rozproszonych po kraju. Sprawa o zwrot nadpłaty ze spłaconego kredytu – sprawa faktycznie prosta, oparta na dokumentach i wyliczeniu – jest dokładnie tym typem postępowania, do którego tryb pisemny pasuje najlepiej.

Jest też druga strona tego medalu. Rozpoznanie sprawy bez rozprawy wbrew żądaniu strony odbiera kredytobiorcy możliwość opowiedzenia własnej historii przed sądem. W sprawach o ugruntowanym orzecznictwie to strata głównie symboliczna. W sprawach granicznych – przy spornym statusie konsumenta, przy kredycie częściowo powiązanym z działalnością gospodarczą – może mieć znaczenie dowodowe.

Kredyty w euro i dolarach: ustawa ich nie obejmuje, ale skorzystają rykoszetem

Tu trzeba być precyzyjnym, bo w sieci pojawia się już sporo uproszczeń. Ustawa dotyczy wyłącznie umów kredytu i pożyczki hipotecznej denominowanych albo indeksowanych do franka szwajcarskiego. Nie stosuje się do kredytów powiązanych z euro, dolarem, jenem ani żadną inną walutą. Nie obejmuje też m.in. roszczeń dochodzonych w postępowaniu grupowym, w postępowaniu upadłościowym i restrukturyzacyjnym oraz określonych spraw o pozbawienie tytułu wykonawczego wykonalności i o uzgodnienie treści księgi wieczystej.

Kredytobiorca „eurowy” po 7 sierpnia nadal składa więc wniosek o zabezpieczenie, nadal czeka na postanowienie i nadal musi liczyć się z zażaleniem banku. Automatyzmu dla niego nie ma.

A jednak jego sytuacja zmienia się na trzech poziomach.

Poziom pierwszy — kolejka. Sprawy o kredyty w euro toczą się w tych samych wydziałach i przed tymi samymi sędziami co frankowe. Jeżeli z referatów zniknie warstwa postępowań zabezpieczeniowych, a część spraw zakończy się szybciej dzięki trybowi pisemnemu, uwolniony czas orzeczniczy trafi także do spraw eurowych. To efekt czysto arytmetyczny, ale najpewniejszy z całej listy.

Poziom drugi — nawyk orzeczniczy. I tu warto zwrócić uwagę na rzecz, którą w dyskusji o ustawie się pomija. Sędzia prowadzący sprawę eurową nie jest bezradny: Kodeks postępowania cywilnego już dziś pozwala mu rozpoznać sprawę na posiedzeniu niejawnym, gdy przeprowadzenie rozprawy nie jest konieczne, i odebrać zeznania świadka na piśmie. Ustawa frankowa te możliwości poszerza i czyni z nich standard, ale wyłącznie dla CHF. W ocenie redakcji realny scenariusz jest więc taki, że sędziowie, którzy przez kilka miesięcy oswoją się z pisemnym trybem prowadzenia spraw frankowych, zaczną sięgać po analogiczne narzędzia kodeksowe także w sprawach o kredyty w euro. Nie dlatego, że pozwala im na to ustawa frankowa, lecz dlatego, że zobaczą, iż taki model po prostu działa. Prawo tworzy tu praktykę, która wychodzi poza własny zakres zastosowania.

Poziom trzeci — polityka banków. Sektor będzie miał na tej samej wokandzie dwa reżimy: sprawę o kredyt w CHF, w której przepływy z kredytu urywają się z dniem doręczenia pozwu, i bliźniaczą sprawę o kredyt w euro, w której nadal można grać na czas. Ta dwutorowość jest systemową niezręcznością, ale dla eurowiczów bywa użyteczna: im sprawniej domykane będą sprawy frankowe, tym mocniejszy argument, by banki przenosiły logikę ugód na pozostałe portfele walutowe. Warszawski wydział frankowy sygnalizował już wcześniej, że wraz ze spadkiem wpływu spraw CHF rośnie liczba pozwów dotyczących kredytów w euro. Sektor tę krzywą widzi.

Co dostały banki: dłuższe okno na powództwo wzajemne i sześciomiesięczna promocja na porządki

Ustawa nie jest jednostronna. Bank może wnieść powództwo wzajemne o zwrot kapitału aż do zamknięcia rozprawy przed sądem pierwszej instancji, a przy rozpoznaniu sprawy na posiedzeniu niejawnym – do wydania wyroku. To znacznie później niż na zasadach ogólnych. Sąd może jednak wyłączyć takie powództwo do odrębnego rozpoznania, jeżeli wspólne prowadzenie obu roszczeń groziłoby nadmierną zwłoką.

Ocena tego rozwiązania zależy od perspektywy. Bank zyskuje komfort decyzyjny i możliwość późnego zaskoczenia. Konsument zyskuje jeden proces zamiast dwóch, jedne koszty i jedno rozliczenie — zamiast osobnego pozwu banku wnoszonego rutynowo „na zapas”, żeby przerwać bieg przedawnienia.

Czego w ustawie nie ma? Automatycznego potrącenia. Ostateczna wersja przepisów nie wprowadza mechanizmu, który z mocy prawa rozliczałby wzajemne należności stron. Bank może składać oświadczenia o potrąceniu na zasadach ogólnych, ale art. 5 przenosi na niego koszty procesu w tej części, w której powództwo konsumenta zostanie oddalone wskutek uwzględnienia potrącenia zgłoszonego dopiero po wytoczeniu powództwa – o ile konsument zasadności potrącenia nie kwestionuje.

Najciekawszy jest jednak przepis, który wygląda na drobiazg księgowy. Ustawa przewiduje zwrot połowy opłaty od pozwu, apelacji albo skargi kasacyjnej cofniętej w terminie sześciu miesięcy od wejścia ustawy w życie, także na późniejszym etapie postępowania. Oznacza to, że między 7 sierpnia 2026 r. a początkiem lutego 2027 r. otwiera się półroczne okno, w którym wycofanie beznadziejnej apelacji jest dla banku tańsze niż kiedykolwiek wcześniej i kiedykolwiek później.

W ocenie redakcji to właśnie ten przepis, a nie automatyczne wstrzymanie rat, będzie najlepszym wskaźnikiem intencji sektora. Jeżeli banki masowo skorzystają z okna, oznaczać to będzie, że przeszły z fazy przeciągania do fazy domykania. Jeżeli okno przejdzie niezauważone, będziemy wiedzieć, że rachunek opłacalności przewlekłości nadal się bankom spina – mimo rosnących odsetek ustawowych za opóźnienie i mimo apelacji przegrywanych, jak szacują pełnomocnicy konsumentów, w blisko dziewięćdziesięciu kilku procentach przypadków. Pierwsze twarde dane poznamy najpóźniej w lutym.

Cztery pytania, które kredytobiorcy zadają najczęściej

Czy ustawa unieważnia mój kredyt?

Nie. To regulacja proceduralna. O nieważności umowy nadal rozstrzyga sąd, badając jej treść i okoliczności zawarcia. Ustawa nie zmienia też linii orzeczniczej ukształtowanej przez TSUE i uchwałę pełnego składu Izby Cywilnej Sądu Najwyższego. Zmienia wyłącznie to, ile czasu i pieniędzy kosztuje dojście do rozstrzygnięcia.

Czy trzeba złożyć jakikolwiek wniosek, żeby raty zostały wstrzymane?

Nie. Skutek powstaje z mocy prawa po doręczeniu pozwu bankowi. Trzeba natomiast ustalić trzy rzeczy, zanim faktycznie przestanie się płacić: czy pozew został skutecznie doręczony, w jakiej dacie oraz czy sprawa mieści się w zakresie ustawy. Analogiczna zasada dotyczy sytuacji, w której to konsument wnosi pozew wzajemny w sprawie zainicjowanej przez bank.

Czy nowe przepisy gwarantują szybszy wyrok?

Nie gwarantują. Ustawa nie wprowadza terminów, w których sąd musi zakończyć sprawę, ani sankcji za przewlekłość. Usuwa jednak całą warstwę czynności wpadkowych, a to realnie skraca ścieżkę. Warto przy tym pamiętać, że statystyki wyspecjalizowanych kancelarii z II kwartału 2026 r. pokazują średni czas postępowania w pierwszej instancji na poziomie ok. 31 miesięcy, przy pojedynczych rozstrzygnięciach zapadających nawet w pięć miesięcy. Rozrzut jest więc ogromny i zależy przede wszystkim od konkretnego sądu.

Czy poczekać z pozwem do wyroku TSUE z 10 września?

Na 10 września 2026 r. TSUE wyznaczył wyrok w sprawie C-510/25, dotyczący sposobu rozliczenia stron po unieważnieniu umowy oraz odsetek ustawowych. To rozstrzygnięcie może wpłynąć na wysokość ostatecznego rozliczenia, ale nie na to, czy pozew w ogóle warto złożyć. Zwłoka ma natomiast wymierny koszt: każdy miesiąc przed doręczeniem pozwu to kolejna rata przekazana bankowi, której po doręczeniu płacić już nie trzeba. W ocenie redakcji czekanie na wrzesień jest strategią bez ekonomicznego uzasadnienia dla osób z aktywnym kredytem.

Co dalej: procedura ruszyła, ale motywacje pozostały nietknięte

Ustawa frankowa przychodzi po szczycie fali. Gdyby weszła w życie w 2023 roku, byłaby kołem ratunkowym dla wydziałów cywilnych. W 2026 roku jest raczej uporządkowaniem terenu po powodzi – pożytecznym, ale nie przełomowym. Jej najmocniejszy efekt następuje w dniu wejścia w życie i dotyczy sądów apelacyjnych, które wracają z wakacji na wokandy odchudzone o tysiące zażaleń.

Prawdziwy zarzut wobec tej regulacji nie brzmi jednak „przychodzi za późno”, lecz „nie dotyka rachunku opłacalności”. Ustawa usprawnia procedowanie spraw, ale nie czyni przegranej apelacji realnie kosztowną i nie daje sędziom żadnych narzędzi do sprawniejszego prowadzenia spraw o sankcję kredytu darmowego czy o klauzule informacyjne w umowach opartych na WIBOR-ze – a tych będzie przybywać. Istnieje więc całkiem realny scenariusz, w którym wydziały odciążone z franków w ciągu kilku kwartałów zapełnią się sprawami przeciwko bankom innego rodzaju.

Dla kredytobiorcy praktyczny wniosek z publikacji w Dzienniku Ustaw jest jeden i jest prosty: od 7 sierpnia pozew przeciwko bankowi przestaje być decyzją, którą trzeba finansować ratą przez cały czas trwania procesu. Kto zwlekał z obawy o płynność, traci główny powód zwłoki. Banki widzą ten sam kalendarz i tę samą arytmetykę – i właśnie dlatego najbliższe miesiące mogą przynieść nie tyle falę procesów, ile falę wyraźnie lepszych propozycji ugodowych.

FrankNews
FrankNews
FrankNews.pl to portal informacyjny poświęcony tematyce rynku kredytowego oraz sporów konsumentów z bankami. Redakcja serwisu od 2014 roku śledzi rozwój orzecznictwa sądowego, zmiany w przepisach prawa oraz zjawiska wpływające na sytuację kredytobiorców w Polsce. Doświadczenia zebrane przy tworzeniu materiałów publikowanych wcześniej w mediach i portalach internetowych stały się podstawą do uruchomienia w 2020 roku serwisu FrankNews.pl — miejsca, w którym informacje dotyczące tej tematyki są gromadzone i prezentowane w formie bieżących wiadomości oraz analiz. Materiały publikowane na FrankNews.pl nie stanowią porady prawnej ani finansowej. Treści odzwierciedlają stanowisko ich autorów i służą przedstawieniu faktów, orzeczeń oraz kontekstu opisywanych wydarzeń. Materiały zamieszczone w serwisie Franknews.pl nie są substytutem dla profesjonalnych porad prawnych. Franknews.pl nie poleca ani nie popiera żadnych konkretnych procedur, opinii lub innych informacji zawartych w serwisie. Zamieszczone materiały są subiektywnymi wypowiedziami autorów.

Related Articles

Najnowsze