Rząd zmienia zasady gry. Kredytobiorcy powinni uważać na listy z banków i aneksy do WIBOR-u

Czas czytania: 12 minut

Po tym, jak Trybunał Sprawiedliwości UE ogłosił, że krajowe sądy mają prawo badać klauzule zmiennego oprocentowania pod kątem ich abuzywności, spory „o WIBOR” przestały być jedynie utrapieniem banków. Zaczęły być również poważnym problemem dla rządzących, którzy wiedzą, że powtórka ze scenariusza frankowego w przypadku hipotek złotowych oznaczałaby kryzys w sektorze finansowym na nieznaną dotąd skalę. Trwają więc intensywne prace nad ustawą, której skutkiem może być utrudnienie kredytobiorcom złotowym dochodzenia roszczeń i zdjęcie z banków odpowiedzialności za niedopełnienie obowiązków informacyjnych. Rząd pracuje nad ustawą mającą na celu „poprawę środowiska prawnego i instytucjonalnego, w którym działają polskie podmioty rynku finansowego”. Regulacje zawarte w projekcie odnoszą się między innymi do zasad, na jakich wskaźnik WIBOR może zostać zastąpiony w już realizowanych kontraktach przez nową stawkę, POLSTR. Już wkrótce złotówkowicze mogą otrzymać aneksy do swoich umów, na mocy których ma dojść do podmiany stawek. Czy konsumenci rzeczywiście muszą złożyć swój podpis pod takim dokumentem? A może lepiej przedyskutować to wpierw z doświadczonym prawnikiem?

Z tekstu dowiesz się:

  • Co rządzący chcą osiągnąć poprzez zainicjowanie „akcji aneksowej” i jak owa akcja może zostać wykorzystana przez sektor bankowy
  • Jak podpisanie aneksu może utrudnić kredytobiorcy ewentualne przyszłe dochodzenie roszczeń dotyczących abuzywności klauzuli zmiennego oprocentowania
  • Czy to prawda, że po zmianie wskaźnika referencyjnego na POLSTR złotówkowicze będą płacić niższe raty kredytów
  • Dlaczego tak ważne jest, aby kredytobiorcy śledzili postępy prac legislacyjnych nad nową ustawą, dokładnie tak, jak robili to w przypadku ustawy frankowej

Banki, przy rządowym wsparciu, próbują zamknąć niechlubny „wiborowy” rozdział. Okazuje się to trudniejsze niż pierwotnie zakładano

Reforma wskaźników referencyjnych zdecydowanie nie idzie tak sprawnie, jak chcieliby tego rządzący. Jeszcze niedawno rząd zakładał, że WIBOR zostanie w pełni zastąpiony nowym wskaźnikiem referencyjnym do końca 2027 roku. To właśnie wówczas już wykonywane kontrakty, pierwotnie oparte o WIBOR, miały zostać zmodyfikowane poprzez podmianę stawki na POLSTR, czyli następcę WIBORu. Ta systemowa zmiana miała nastąpić na skutek wydania rozporządzenia ministra finansów. W maju br. harmonogram zrewidowali jednak nie politycy, lecz administrator wskaźnika – spółka GPW Benchmark – oraz nadzorująca go Komisja Nadzoru Finansowego. Stanowisko to poparły Ministerstwo Finansów i Gospodarki oraz Komitet Stabilności Finansowej. Zgodnie z nowym terminem stawki WIBOR 1M, 3M i 6M mają być opracowywane do 31 grudnia 2036 roku, a sam wskaźnik przejdzie do historii 1 stycznia 2037 roku. Mogłoby się wydawać, że tak znaczące wydłużenie zakładanego terminu zakończenia reformy pozwala na przeprowadzenie kolejnych etapów w spokojnej i zrównoważonej atmosferze. Nic bardziej mylnego.

Już w najbliższych miesiącach polskie banki czeka ogromne wyzwanie. Rząd pracuje bowiem nad ustawą o zmianie niektórych ustaw w celu rozwoju rynku finansowego oraz zwiększenia stabilności finansowej (nr UC132 w wykazie prac legislacyjnych), która od 22 czerwca br. znajduje się w konsultacjach publicznych. Rada Ministrów ma przyjąć projekt w III kwartale 2026 roku. Jeśli proces legislacyjny przebiegnie zgodnie z planem i bez nieprzewidzianych opóźnień, już w przyszłym roku polscy kredytobiorcy otrzymają listy z propozycją przejścia z WIBORu na POLSTR. Łącznie chodzi o ponad 3,1 mln umów: ok. 1,664 mln kredytów hipotecznych i ok. 1,475 mln kredytów konsumenckich opartych o WIBOR 1M, 3M i 6M. To dane Urzędu KNF na koniec 2024 roku, przytoczone w uzasadnieniu projektu.

Rząd chce dać bankowcom 9 miesięcy na przeprowadzenie tej akcji. Termin ma biec od tzw. zdarzenia regulacyjnego, którym jest oświadczenie GPW Benchmark z 18 maja br. o zaprzestaniu opracowywania WIBOR-u i WIBID-u. Ponieważ zdarzenie to nastąpiło przed uchwaleniem ustawy, zegar ruszy dopiero z dniem jej wejścia w życie. Adresatami tych ofert będą oczywiście osoby, które są posiadaczami kredytów ze zmiennym oprocentowaniem. Projekt zakłada, że bank ma udostępnić kredytobiorcy co najmniej dwie opcje. W opcji minimum kredytobiorca ma zyskać możliwość przejścia na nowe zasady ustalania oprocentowania bądź zdecydowania się na stałą stopę. Co istotne, bank, wysyłając takie pismo, nie może podnieść swojemu klientowi marży. Może natomiast ją obniżyć, zachęcając go do złożenia podpisu pod nowymi warunkami kredytu.

Projekt ustawy zakłada, że kredytobiorca, otrzymawszy list od banku, będzie miał dwa miesiące na odpowiedź. Co się stanie, jeśli nie odpowie w terminie lub wprost odmówi przyjęcia oferty? W takim przypadku złotówkowicz nie ma powodów do obaw: bank nie będzie miał prawa wypowiedzieć mu umowy czy zdyscyplinować go żądaniem wcześniejszej spłaty, ani zmienić pozostałych warunków umowy, w tym wysokości marży.

Na praktyczny wymiar tej konstrukcji zwraca uwagę adwokat Jacek Sosnowski, którego kancelaria prowadzi kilka tysięcy spraw przeciwko bankom. – Aneks proponowany przez bank to nie jest decyzja administracyjna ani obowiązek nałożony na konsumenta, tylko oferta zmiany umowy, którą można przyjąć albo odrzucić. W projektowanym kształcie brak reakcji kredytobiorcy pozostaje neutralny: nie rodzi ani obowiązku wcześniejszej spłaty, ani ryzyka wypowiedzenia umowy. To istotne, bo w praktyce sprzedażowej najskuteczniejszym narzędziem bywa presja czasu, a termin na odpowiedź dyscyplinuje tylko tego, kto zakłada, że milczenie wywoła negatywne skutki. Nie wywoła – i to powinna być pierwsza informacja, z jaką kredytobiorca podchodzi do takiej korespondencji – mówi adwokat Jacek Sosnowski z Kancelarii Sosnowski Adwokaci i Radcowie Prawni.  

Dokładne analizy i ważne informacje dla kredytobiorców. Śledź nasze profile, aby wzmocnić ich widoczność i być na bieżąco:

 

Rządzący nie chcą podmieniać WIBORu na POLSTR rozporządzeniem. Ryzyko wolą zepchnąć na banki

Wcześniejszy pomysł rządzących na zastąpienie WIBORu wskaźnikiem POLSTR wyglądał nieco inaczej. Zmiana miała zostać dokonana za pomocą rozporządzenia, a wówczas, po zaprzestaniu publikacji WIBORu i zastąpieniu go przez POLSTR, posiadacze już wykonywanych umów opartych o stary wskaźnik nie mieliby wiele do powiedzenia: doszłoby do automatycznej podmiany stawek, prawdopodobnie z zastosowaniem tzw. spreadu korygującego, którego celem byłoby wyrównanie różnic pomiędzy starą stawką a tą nową. Aktualne stanowisko rządu jest takie, że wprowadzanie rozporządzenia podmieniającego wskaźnik i ustalającego spread korygujący nie będzie potrzebne – Komitet Stabilności Finansowej uznał, że przy ponad dziesięcioletnim okresie uporządkowanej likwidacji wyznaczanie zamiennika tą drogą jest zbędne.

Nie oznacza to jednak, że państwo rezygnuje z narzędzi przymusu. Projekt UC132 wprowadza podstawę ustawową, zgodnie z którą w umowach o kredyt hipoteczny wartość wskaźnika – o ile zamiennik zostanie kiedykolwiek wyznaczony – będzie zastępowana wartością zamiennika wraz z korektą spreadu. Dokłada do tego przepis pozwalający zakazać stosowania danego wskaźnika. Ścieżka aneksowa jest więc pierwsza, ale nie jedyna: ustawowy zamiennik zostaje w szufladzie jako rozwiązanie awaryjne.

Jak tłumaczą rządzący, w tym wiceminister finansów Jurand Drop, proponowanie zmiany wskaźnika w już obowiązujących umowach pozostanie w gestii banków. Ci kredytobiorcy, którzy nie zdecydują się na zmianę, będą mogli spłacać umowy w oparciu o WIBOR jeszcze przez 10 lat, czyli do końca 2036 roku. Nie trzeba być jednak wielkim znawcą rynku kredytowego, by zrozumieć, że takie postawienie sprawy wcale nie załatwia tematu domknięcia reformy. Wszak na rynku są setki tysięcy umów kredytowych opartych o WIBOR z okresem spłaty dłuższym niż 10 lat. Co stanie się z umowami, które, zgodnie z harmonogramem, mają zostać spłacone dopiero w 2037 roku i później? Zdaniem ekspertów rządzący nie będą w stanie zepchnąć tego problemu w całości na banki.

Powstaje pytanie, czy banki mają w ogóle zdolność do skutecznego zachęcenia swoich klientów do przejścia na nową stawkę. Pomysł kuszenia ich niższą marżą jest dosyć prymitywny, zwłaszcza że – jak zwracają uwagę prof. Lesław Góral i Tobiasz Nowakowski w rozmowie z money.pl – projekt nie zabrania bankom pobrania dodatkowego wynagrodzenia za zawarcie takiej umowy. Nie to jest jednak najistotniejsze. Powód, dla którego kredytobiorcy mogą (a może wręcz powinni?) się zbuntować, jest związany z samą naturą wskaźnika POLSTR, który opiera się o stawki jednodniowe, co wyróżnia go na tle WIBORu.

Pod niektórymi względami WIBOR może być korzystniejszy od wskaźnika POLSTR. Oto szczegóły

Kredytobiorcy złotowi, których zobowiązania oparte są o zmienną stopę, do tej pory mieli do czynienia przede wszystkim ze stawkami WIBOR 3M i WIBOR 6M. Symbol przy nazwie wskaźnika oznacza, że oprocentowanie kredytu zmieniało się co 3 lub co 6 miesięcy.

Mimo wielu wad, WIBOR niewątpliwie ma też swoje zalety. Jedną z nich jest stabilność raty kredytu przez okres objęty daną stawką. Jeśli stopy procentowe idą w górę, a kredytobiorca spłaca swoje zobowiązanie w oparciu o WIBOR 6M, odczuje wzrost wysokości raty dopiero w pół roku później. Jest więc w stanie przygotować swój budżet na to wyzwanie. W przypadku wskaźnika POLSTR może być inaczej. Cytowani przez money.pl prof. Lesław Góral i Tobiasz Nowakowski wskazują, że oparcie wskaźnika na stawkach jednodniowych oznacza częstsze aktualizacje oprocentowania i większą zmienność raty.

Zdaniem tych ekspertów rata może się zmieniać nawet co miesiąc, a klient pozna jej wysokość dopiero krótko przed terminem płatności – co trzyma kredytobiorcę w niepewności, zwłaszcza w okresie dużej niestabilności realiów ekonomicznych. Sektor przekonuje inaczej: prezes Związku Banków Polskich Tadeusz Białek zapowiada, że po ustabilizowaniu stóp POLSTR powinien mieć nieznacznie niższą wartość niż WIBOR, a różnice między wskaźnikami będą niewielkie. Ponieważ POLSTR ma być ekwiwalentny do swojego poprzednika, szanse na to, że kredytobiorcy złotowi po podpisaniu aneksu będą płacić niższe raty, są bardzo małe. Z kolei prawdopodobieństwo, że dość szybko odczują słabe strony podatnych na wahania stawek, jest ogromne.

A to jeszcze nie koniec wrażeń, które czekają kredytobiorców po przejściu na POLSTR. Nie zapominajmy, że WIBOR 3M i 6M to stawki, które uwzględniają oczekiwania rynku. W efekcie mogą spaść jeszcze zanim Narodowy Bank Polski podejmie decyzję o obniżeniu stóp procentowych. Następca WIBORu ma zupełnie inną naturę: POLSTR uwzględnia spadki z opóźnieniem, w efekcie czego w trwającym cyklu obniżek stopy referencyjnej rata kredytowa oparta o nowy wskaźnik może być wyższa niż ta uzależniona od WIBORu.

Otwarte pozostaje pytanie, w jaki sposób ma zostać policzony spread korygujący, zapewniający ekwiwalentność POLSTR w stosunku do WIBORu. Jeśli zastosowana zostanie ta sama metoda, co w przypadku konwersji wskaźnika LIBOR CHF na SARON, kredytobiorcy nie mają co liczyć na to, że obowiązujące ich nowe stawki będą korzystniejsze od dotychczasowych. W takim przypadku, jeśli kredytobiorca będzie chciał spadku raty, musi wynegocjować w banku obniżenie marży.

Z jakim skutkiem, to się okaże. – Zmiana wskaźnika to zmiana sposobu ustalania ceny kredytu, a więc tego elementu umowy, który konsument odczuwa najmocniej.

Bank ma obowiązek opisać nowy mechanizm tak, żeby kredytobiorca mógł ocenić realne konsekwencje ekonomiczne swojej decyzji: czym różni się naliczanie odsetek według stawki terminowej i według wskaźnika opartego na transakcjach jednodniowych, jak wpłynie to na zmienność raty i jaką rolę odegra spread korygujący. Wymóg jednoznacznego i przejrzystego formułowania postanowień, wynikający z art. 385¹ § 1 k.c. i z dyrektywy 93/13, nie znika dlatego, że zmiana wskaźnika ma charakter systemowy – ocenia adwokat Jacek Sosnowski.

Co rząd chce załatwić przy okazji „akcji aneksowej”? I jak podejdą do tego banki?

Może wzbudzać pewne zdziwienie, że strona rządowa, wbrew wcześniejszym zapowiedziom, odchodzi od natychmiastowej, systemowej podmiany stawek i powierza jej przeprowadzenie przedstawicielom sektora bankowego, dając im w dodatku relatywnie krótkie terminy na sfinalizowanie akcji. W tym przypadku nic nie dzieje się bez przyczyny. Nie zapominajmy, że kilka miesięcy temu TSUE wydał przełomowy wyrok w kwestii klauzul „wiborowych”. Mowa o sprawie C-471/24, która położyła kres jakimkolwiek spekulacjom dotyczącym tego, czy sądy krajowe mogą badać abuzywność postanowień odnoszących się do zmiennego oprocentowania. TSUE przesądził o tym, że mogą, a poza ich kompetencjami pozostaje jedynie badanie metodologii wyznaczania samego WIBORu, zakładając oczywiście że spełnia ona wymogi unijne (Trybunał założył, że tak właśnie jest).

W efekcie polscy sędziowie mogą oceniać klauzule powiązane z WIBORem pod kątem ich przejrzystości, ryzyka generowanego po stronie konsumenta, a także tego, jak banki realizowały ciążące na nich obowiązki informacyjne. Gra w sądach będzie się toczyć, przynajmniej na ten moment, o to, jak przebiegała procedura zwieńczona zawarciem umowy, a nie np. o udowodnienie, że WIBOR był podatny na manipulacje czy że nie odzwierciedlał rzeczywistego kosztu finansowania po stronie banku. Zastrzeżenie jest jednak istotne: wyrok odnosi się do umów zawartych pod rządami unijnego rozporządzenia BMR, a więc od 2018 roku. Spory o metodykę wyznaczania stawki sprzed tej daty prawdopodobnie będą toczyć się dalej. Sądy, rozpatrując indywidualne przypadki, będą badać formularze informacyjne, adekwatność przedstawianych konsumentom symulacji, w tym dotyczących ryzyka, a także samą korespondencję wymienianą pomiędzy bankiem a klientem.

Oznacza to, że banki muszą się obecnie obawiać nie tego, że sam WIBOR upadnie, a negatywnej oceny ich procedur informacyjnych w relacji z konsumentem. Sytuacja, w której rządzący chcą im powierzyć obowiązek porozumienia się z klientami w zakresie aneksów, w pewnym sensie jest dla sektora korzystna. Daje szansę na, przynajmniej pozorne, załatanie starych błędów. Wszak co stoi na przeszkodzie temu, by bank, tworząc treść aneksu, wprowadził do niego blankietowe oświadczenia, świadczące rzekomo o tym, że klient w momencie podpisywania umowy zapoznał się z mechanizmem wyznaczania stawki i zrozumiał go, jak również że został poinformowany o ryzyku?

Oczywiście tego rodzaju oświadczenia nie mają wielkich szans na obronienie się w sądzie – sprawy frankowe dobitnie pokazały, że pozostają one bez większego wpływu na wyrok w przedmiocie abuzywności i w konsekwencji nieważności umowy. Sąd bada bowiem umowę na moment jej zawarcia, a wszelkie aneksy i załączniki podpisane już w trakcie jej obowiązywania pozostają bez znaczenia dla sprawy. Nie zmienia to faktu, że wprowadzona do obiegu informacja o tym, że konsumenci byli świadomi ryzyka, może wywołać pożądany przez sektor szum medialny i w konsekwencji odwieść część klientów od dochodzenia roszczeń na drodze sądowej.

Wbrew temu, co publicznie głoszą przedstawiciele sektora, banki bardzo obawiają się scenariusza, w którym krajowe orzecznictwo obraca się przeciwko nim. Do spustoszenia bankowych finansów nie trzeba wcale zmaterializowania się ryzyka w najbardziej radykalnej formie, znanej ze sporów o franki. Krótko mówiąc, sądy nie muszą masowo unieważniać umów opartych o WIBOR, by sektor popadł w poważne tarapaty. A wraz z nim gospodarka i rząd, który nad tą gospodarką czuwa. Wystarczy, że sądy uznają, że – wskutek niespełnienia przez banki obowiązków informacyjnych – z umów ma wypaść sam WIBOR. Wówczas jedynym składnikiem oprocentowania obecnym w umowie będzie stała marża. Dlatego właśnie, mimo zapewnień bankowców, że w sprawie WIBORu nie zapadł ani jeden prawomocny prokonsumencki wyrok, będą oni z uporem dążyć do tego, by akcja aneksowania umów okazała się jak najskuteczniejsza. Mało tego. Należy oczekiwać, że im większe zaniedbania popełniał dany bank w informowaniu kredytobiorcy o ryzyku zmiennej stopy procentowej, tym większa będzie jego skłonność do kuszenia klientów obniżeniem marży w zamian za podpis pod aneksem.

Ustawa może utrudnić pociągnięcie bankowców do odpowiedzialności za uchybienie obowiązkom informacyjnym? Taki scenariusz jest realny

Aktualne założenia ustawy zwracają uwagę w kilku aspektach. Po pierwsze, odejście od podmiany wskaźnika referencyjnego za pomocą rozporządzenia może świadczyć o tym, że rządzący nie chcą ponosić ewentualnej odpowiedzialności odszkodowawczej wobec konsumentów. Jeśli okazałoby się, że wprowadzone rozwiązania w którymkolwiek miejscu są sprzeczne z unijnym prawem, w konsekwencji pozbawiając konsumenta należnej mu ochrony, w sądach bardzo szybko zrobiłoby się gorąco. Rząd woli uniknąć tego ryzyka, dlatego w całej procedurze wysługuje się bankowcami, którzy i tak nie mają innego wyjścia: lepiej niż ktokolwiek wiedzą, że jak najszybsze aneksowanie wykonywanych umów jest w ich interesie.

Taką interpretację potwierdzają eksperci cytowani przez money.pl: ich zdaniem państwo najpierw próbowało przerzucić ryzyko prawne na kredytobiorców, a teraz przerzuca je dodatkowo na banki. Jeśli to klient podpisuje aneks, spór przenosi się na linię klient – bank, a to bank musi wykazać, że kredytobiorca wiedział, co podpisuje.

Równie ważne jest też to, co będzie się działo w toku samego procesu legislacyjnego w Sejmie i Senacie. Nie zapominajmy, że przy okazji prac nad ustawą frankową rządzący próbowali przemycić do projektowanych przepisów kilka hojnych prezentów dla banków, między innymi w postaci przywrócenia terminów na zgłoszenie potrącenia w dziesiątkach tysięcy toczących się spraw. Przepisy te ostatecznie zostały wyeliminowane z projektu pod naporem środowisk konsumenckich. Gdyby jednak konsumenci zaufali, że rząd, pracując nad ustawą, działa w ich interesie, srogo by się zawiedli.

Złotówkowicze muszą się wykazać tą samą czujnością, co frankowicze. Jest konieczne, by wnikliwie obserwowali prace nad ustawą i nad całą reformą wskaźników referencyjnych. Obecnie projekt ustawy jest w konsultacjach – kto wie, co banki zaproponują rządowi w ich toku? Strona konsumencka powinna być szczególnie wyczulona na wszelkie zapisy w praktyce utrudniające kredytobiorcy dochodzenie roszczeń od banku. Chodzi m.in. o regulacje wprowadzające domniemanie spełnienia obowiązku informacyjnego przy zawarciu aneksu czy takie, zgodnie z którymi podmiana wskaźnika oprocentowania nie jest tożsama ze zmianą umowy, a sama zmiana stawek nie może stanowić podstawy dla roszczeń. Oczywiście, wszelkie zapisy ustawowe tego rodzaju okazałyby się zapewne sprzeczne z unijną dyrektywą 93/13. Nim jednak TSUE orzekłby o tej sprzeczności, minęłyby całe lata.

Masowa wysyłka aneksów może przynieść skutek odwrotny do zamierzonego. Wystarczy, że…

Pomysł zrzucenia odpowiedzialności za „akcję aneksowania” na banki w teorii wydaje się naprawdę cwany. W praktyce jednak zarówno rządzący, jak i banki, mogą się na niej srogo przejechać. Plan obozu rządowego zakłada, że polski konsument nie jest zbyt rozsądny i podpisuje wszystko, co bank mu podsunie. Ale te czasy już minęły. Konsumenci nauczyli się, że bank nie jest instytucją zaufania publicznego. Jest podmiotem, wobec którego obowiązuje zasada ograniczonego zaufania. Przeciętny klient banku, po otrzymaniu korespondencji w sprawie zmiany zasad oprocentowania, w opcji minimum sprawdzi w Internecie, czego bank tak naprawdę od niego chce, a w opcji maksimum pójdzie z takim pismem od razu do kancelarii prawnej.

W efekcie konsumenci, którzy spłacają terminowo kolejne raty i do tej pory nie rozważali w ogóle pozwania banku, mogą zostać zachęceni do pogłębienia swojej wiedzy o abuzywności umów opartych o WIBOR. Jest zatem wysoce prawdopodobne, że akcja rozsyłania aneksów zwiększy popyt na profesjonalny audyt umów. Należy oczekiwać, że doświadczone kancelarie już przygotowują się na ten scenariusz, celem przejęcia fali zapytań wywołanej działaniami banków.

Masowa akcja rozsyłania aneksów to wyzwanie nie tylko dla banków, ale również dla… UOKiK

Jak już wskazaliśmy wcześniej, przekazanie bankom kompetencji w zakresie dogadania się z kredytobiorcami na temat zmian w oprocentowaniu daje sektorowi olbrzymie pole do nadużyć. I nie chodzi tylko o oświadczenia blankietowe, dotyczące zapoznania się z ryzykiem. Jest wysoce prawdopodobne, że banki zrobią wszystko, by aneksowanie umów odbywało się niejako „przy okazji”, przy minimalnym zaangażowaniu kredytobiorcy. Czego więc powinniśmy się spodziewać?

Na przykład masowego nakłaniania konsumentów do akceptowania aneksów jednym kliknięciem, z poziomu bankowości internetowej. Bank w takim przypadku postawiłby nie tylko na minimum formalności, ale i minimum myślenia po stronie klienta. Banki mogą też podejmować próby nieetycznego wykorzystania podpowiedzi zawartej w uzasadnieniu projektu, w którym Ministerstwo Finansów wprost dopuszcza obniżenie marży po to, by zwiększyć atrakcyjność oferty i powodzenie akcji dostosowania umów. Po cóż sektor ma proponować taką obniżkę za darmo, skoro może powiązać ją ze sprzedażą usług/produktów dodatkowych, takich jak np. konto, karta czy ubezpieczenie?

Banki mogą też podejmować próby wplatania informacji o zmianie wskaźnika w aneksy dotyczące innych kwestii, np. restrukturyzacji kredytu lub zmiany jego zabezpieczenia. Możliwe jest również masowe rozsyłanie aneksów w okresie wakacyjnym, tak aby dwumiesięczny termin na ustosunkowanie się kredytobiorcy do otrzymanej propozycji biegł niejako w próżni.

Jeżeli banki ulegną choćby części ze wspomnianych pokus, UOKiK będzie miał pełne ręce roboty. Wierzymy, że urząd będzie korzystał w pełni z dostępnych narzędzi i wszelkie nadużycia ze strony banków będą bezlitośnie karane wielomilionowymi grzywnami. Dokładnie tak, jak w styczniu br. w przypadku PKO BP: prezes UOKiK uznał za niedozwolone postanowienia dotyczące zasad zmiany oprocentowania limitu odnawialnego, zawarte – co znamienne – właśnie w aneksach do umów, i nałożył na bank 79,3 mln zł kary. Decyzja nie jest prawomocna, bankowi przysługuje odwołanie do Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Podsumowanie

Zarówno rządzący, jak i banki muszą liczyć się z tym, że droga do reformy wskaźników referencyjnych jest wprost usiana pułapkami. I pokusami. Priorytetem dla jednych i drugich staje się zdjęcie z sektora odpowiedzialności za niedopełnienie obowiązków informacyjnych wobec konsumenta, w zakresie ryzyk zaszytych w klauzulach zmiennego oprocentowania. Rząd w swoich działaniach stara się unikać błędów, które w przyszłości mogłyby skutkować odpowiedzialnością odszkodowawczą Skarbu Państwa. Przed bankami stoi inne wyzwanie: chodzi o to, by zawrzeć z klientami jak najwięcej aneksów, możliwie jak najmniejszym kosztem, bez narażania się na postępowanie przed UOKiK.

Prace legislacyjne nad ustawą o zmianie niektórych ustaw w celu rozwoju rynku finansowego oraz zwiększenia stabilności finansowej wciąż trwają – strona konsumencka powinna uważnie obserwować postępy w tym procesie, bo mogą one przynieść nieoczekiwane zmiany w projekcie. W sektorze występuje bardzo silna presja na minimalizację ryzyka generowanego przez wyrok TSUE w sprawie C-471/24 – presja ta wyraźnie udziela się także rządzącym, którzy wiedzą, że masowe pozwy mogą pogrążyć część podmiotów działających w tym sektorze, co z kolei odcisnęłoby piętno na kondycji polskiej gospodarki.

W tej grze nie ma już miejsca na sentymenty, bo stawka stała się po prostu zbyt wysoka. Im szybciej konsumenci zdadzą sobie sprawę z powagi sytuacji i zaczną się organizować celem wpłynięcia na kierunek procesu legislacyjnego, tym większe mają szanse na storpedowanie najbardziej szkodliwych pomysłów rządu i pokrzyżowanie nieetycznych planów sektora.

FrankNews
FrankNews
FrankNews.pl to portal informacyjny poświęcony tematyce rynku kredytowego oraz sporów konsumentów z bankami. Redakcja serwisu od 2014 roku śledzi rozwój orzecznictwa sądowego, zmiany w przepisach prawa oraz zjawiska wpływające na sytuację kredytobiorców w Polsce. Doświadczenia zebrane przy tworzeniu materiałów publikowanych wcześniej w mediach i portalach internetowych stały się podstawą do uruchomienia w 2020 roku serwisu FrankNews.pl — miejsca, w którym informacje dotyczące tej tematyki są gromadzone i prezentowane w formie bieżących wiadomości oraz analiz. Materiały publikowane na FrankNews.pl nie stanowią porady prawnej ani finansowej. Treści odzwierciedlają stanowisko ich autorów i służą przedstawieniu faktów, orzeczeń oraz kontekstu opisywanych wydarzeń. Materiały zamieszczone w serwisie Franknews.pl nie są substytutem dla profesjonalnych porad prawnych. Franknews.pl nie poleca ani nie popiera żadnych konkretnych procedur, opinii lub innych informacji zawartych w serwisie. Zamieszczone materiały są subiektywnymi wypowiedziami autorów.

Related Articles

Najnowsze