Bank proponuje ugodę? Nie podpisuj. Nowa ustawa frankowa zmienia zasady gry

Czas czytania: 8 minut

Wygrałeś właśnie sprawę z bankiem w I instancji? Jest wysoce prawdopodobne, że wkrótce pełnomocnik prawny bądź pracownik banku zgłosi się do Ciebie z „propozycją nie do odrzucenia”. Chodzić w niej będzie o to, byś zaakceptował nową ofertę ugody, w zamian za co bank wycofa swoją apelację. Taka oferta zwykle zakłada, że zrezygnujesz z części korzyści zasądzonych wyrokiem, w tym, bardzo często, z przyznanych Ci przez sąd odsetek ustawowych za opóźnienie. Czy warto godzić się na takie warunki? Absolutnie nie. Miej na uwadze, że lada moment w życie wejdzie ustawa frankowa, która uprawnia bank do otrzymania zwrotu połowy opłaty sądowej w przypadku cofnięcia apelacji (a także pozwu o zwrot kapitału lub skargi kasacyjnej złożonej w Sądzie Najwyższym). Zastanówmy się, jak powinna wyglądać strategia procesowa frankowiczów w drugim półroczu 2026 roku, a także ile prawdy jest w tym, że postępowanie apelacyjne może skończyć się porażką kredytobiorcy.

Z tekstu dowiesz się:

  • Dlaczego po wejściu w życie ustawy frankowej bankom będzie mniej zależało na przedłużaniu postępowania o II instancję
  • Jak powinna wyglądać dobra ugoda frankowa po wprowadzeniu ustawy (w tym, czy podpisując ją, warto rezygnować z odsetek ustawowych za opóźnienie)
  • Co, prócz pieniędzy, ma do ugrania bank na drodze cofnięcia apelacji od niekorzystnego wyroku.

Banki mają pół roku na zastanowienie się, co zrobić ze złożonymi przez siebie frankowymi apelacjami

Dnia 17 lipca 2026 roku media podały informację o podpisaniu ustawy frankowej przez prezydenta RP. Ów podpis oznacza, że wejście w życie ustawy jest już przesądzone – nastąpi to w 14 dni od publikacji dokumentu w Dzienniku Ustaw. Jedno z ważniejszych postanowień ustawy frankowej, krytykowane zresztą przez środowiska konsumenckie, dotyczy przywileju przyznanego stronie, która cofnie swoją apelację, pozew bądź skargę kasacyjną złożoną w Sądzie Najwyższym do 6 miesięcy od wejścia nowych przepisów w życie. Cofnięcie apelacji w terminie oznaczać będzie, że strona korzystająca z tego rozwiązania zyska prawo do otrzymania zwrotu połowy opłaty sądowej. W przypadku banku nie chodzi wcale o drobne kwoty.

Nie zapominajmy, że bank, jako przedsiębiorca, nie może skorzystać z udogodnień dostępnych dla konsumentów – gdy składa pozew lub apelację, górna granica opłaty sądowej nie wynosi więc 1 tys. zł. Opłata ta jest zależna od wartości przedmiotu sporu (w przypadku pozwu) i wartości przedmiotu zaskarżenia (w przypadku apelacji), i wynosi 5 proc. Jeśli więc bank składa apelację w sprawie, w której przedmiot zaskarżenia jest wart 500 tys. zł, opłata za apelację wynosi aż 25 tys. zł. Biorąc pod uwagę, że w sądach mamy „na biegu” dziesiątki tysięcy bankowych apelacji, banki, dzięki ustawie frankowej, mogą odzyskać setki milionów złotych. Oczywiście, o ile przeprowadzą akcję masowo i w terminie.

Bank nie byłby jednak sobą, gdyby nie wykorzystał tej nowej sytuacji do ugrania czegoś ekstra. Bierzmy pod uwagę, że banki są w sądach reprezentowane przez prawniczą elitę, która, co zrozumiałe, nie lubi przegrywać. Prawnik prowadzący sprawy z góry skazane na porażkę, musi jakoś udowodnić mocodawcy swoją wartość – cały czas zatem szuka sposobów na ograniczenie kosztów rozliczeń z kredytobiorcą. A ustawa frankowa stwarza tu naprawdę ciekawe możliwości.

Po co banki składają apelacje, skoro przegrywają prawomocnie 99 procent spraw z frankowiczami?

Regularnie informujemy naszych Czytelników, że sprawy frankowe bardzo dynamicznie przyśpieszają. Zwłaszcza w sądach I instancji, które w większości mają już bardzo wysokie, ponad stuprocentowe opanowanie frankowego wpływu. W efekcie co miesiąc sądy okręgowe wydają tysiące wyroków unieważniających frankowe umowy i nakazujących bankom rozliczenie z klientami. Wyroki te nie są prawomocne – bank może się odwołać i nadal, mimo prokonsumenckiej linii orzeczniczej, często to robi. Bank „inwestuje” w ten sposób olbrzymie pieniądze, wcale nie dlatego, że wierzy, iż wyrok zostanie zmieniony na jego korzyść w sądzie II instancji.

Statystyki pokazują, że orzeczenia sądów apelacyjnych w sprawach 049 cf w ok. 99 proc. przypadków nie są korzystne dla banków. O co więc chodzi? Otóż banki składają apelacje z dwóch powodów. Po pierwsze, chcą odsunąć w czasie moment rozliczenia się z klientem i zwrotu na jego rzecz zasądzonych środków. Po drugie, liczą, że przewlekłość postępowania przed sądem II instancji skłoni kredytobiorców do zawarcia ugody. Wejście w życie ustawy frankowej umocni bankowców w tej strategii, ale tylko czasowo.

Mechanizm ten potwierdza adwokat Jacek Sosnowski, którego kancelaria prowadzi kilka tysięcy spraw przeciwko bankom.

– Apelacja banku po przegranej w I instancji rzadko jest dziś realną próbą odwrócenia wyroku. To przede wszystkim narzędzie gry na czas i element nacisku negocjacyjnego na kredytobiorcę. Po wejściu w życie ustawy frankowej ta kalkulacja przestaje się bankom opłacać – podmiot, który podtrzymuje odwołanie, świadomie rezygnuje ze zwrotu połowy opłaty sądowej i jednocześnie powiększa odsetki ustawowe za opóźnienie, które ostatecznie zapłaci konsumentowi – mówi adwokat Jacek Sosnowski z Kancelarii Sosnowski Adwokaci i Radcowie Prawni.

Wyobraźmy sobie taką sytuację. Kredytobiorca właśnie wygrał swoją sprawę o nieważność i zapłatę w sądzie okręgowym. Wyrok unieważniający umowę jest nieprawomocny. Z orzeczenia wynika, że bank powinien oddać kredytobiorcy świadczenie nienależne wraz z odsetkami ustawowymi za opóźnienie, liczonymi od daty wskazanej w przedsądowym wezwaniu do zapłaty. Gdyby bank chciał podejść do sprawy uczciwie, po prostu zaakceptowałby stanowisko sądu I instancji i zaproponował kredytobiorcy rozliczenie na drodze porozumienia kompensacyjnego.

W takim porozumieniu kredytobiorca zobowiązuje się do zwrotu otrzymanego kapitału kredytu, a bank deklaruje, że zwróci klientowi nadpłatę dokonaną ponad ten kapitał, wraz z naliczonymi odsetkami ustawowymi za opóźnienie. Dodatkowo bank akceptuje obowiązek wydania klientowi listu mazalnego, pozwalającego na wykreślenie hipoteki z księgi wieczystej. W teorii sprawa jest prosta – w praktyce niekoniecznie.

Dokładne analizy i ważne informacje dla kredytobiorców.
Śledź nasze profile, aby wzmocnić ich widoczność i być na bieżąco:

 

Takie ugody proponują frankowiczom banki, gdy sąd I instancji unieważni umowę. Czy warto je przyjmować?

Bank, wysuwając wobec klienta ofertę porozumienia po wyroku sądu I instancji, argumentuje, że ostateczny wynik sporu nadal jest niepewny. Przypomina przy tym, że w sądzie toczy się jeszcze jedno postępowanie, z jego własnego powództwa, o zwrot kapitału. I choć Trybunał Sprawiedliwości UE przesądził o tym, że bank nie może pozywać konsumenta o kwoty, które otrzymał już od niego w ratach kapitałowo-odsetkowych, zaś sam sąd, przy kalkulacji kosztów takiego procesu, powinien uwzględnić, że konsument nie może zostać nimi obciążony w stopniu zniechęcającym go do dochodzenia praw wynikających z dyrektywy 93/13, przedstawiciele sektora lubią „zapominać” o tym fakcie.

W ich ocenie sprawa o zwrot kapitału może skończyć się uznaniem roszczenia i w konsekwencji, obciążeniem konsumenta pełną kwotą kosztów sądowych. Propozycja banku jest zatem następująca: podmiot wycofa apelację oraz kontrpowództwo o zwrot kapitału, a w zamian kredytobiorca podpisze ugodę, w której akceptuje rozliczenie nieważnej umowy na zmienionych warunkach. Oczywiście oferty rozsyłane na tym etapie przez banki mogą być bardzo różne. W jednym przypadku bank może zadowolić się po prostu zrzeczeniem się przez kredytobiorcę odsetek ustawowych za opóźnienie, a w drugim będzie chciał, by pomniejszeniu uległa cała kwota zwrotu. Jeszcze 2-3 lata temu taka propozycja, w niektórych przypadkach, mogła być warta rozważenia. Obecnie nie ma żadnego sensu, z kilku powodów:

  • jednolitość orzecznictwa – prawdopodobieństwo, że sąd apelacyjny zmieni wyrok w taki sposób, że oddali roszczenie kredytobiorcy i utrzyma umowę w mocy, jest bliskie zeru. A nawet, gdyby tak się stało, taki wyrok można skutecznie zaskarżyć przed Sądem Najwyższym
  • wysokość odsetek ustawowych za opóźnienie – kredytobiorcy często wydaje się, że odsetki, które zasądza sąd od kwoty nienależnie spełnionego świadczenia, to marginalna korzyść. Tymczasem, w przypadku trwającej 12 miesięcy sprawy, która zakończyłaby się w lipcu br. i w której wartość roszczenia kredytobiorcy wynosiłaby 500 tys. zł, owe odsetki wyniosłyby… 48 tys. zł
  • zmiany ustawowe – po wejściu w życie ustawy frankowej bank ma ostatnią szansę na redukcję kosztów związanych z procesem. Jeśli nie cofnie apelacji, zwiększy ostateczny koszt rozliczeń o co najmniej kilkadziesiąt tysięcy zł, tj. o pełną opłatę za złożone odwołanie oraz o koszty przegrania sprawy, plus oczywiście o kolejne odsetki ustawowe za opóźnienie.

Na warunki porozumień proponowanych na tym etapie sporu uwagę zwraca mec. Sosnowski.

– Kredytobiorca, który po korzystnym wyroku zrzeka się odsetek ustawowych za opóźnienie, w praktyce oddaje bankowi kilkadziesiąt tysięcy złotych w zamian za coś, co z bardzo dużym prawdopodobieństwem i tak by uzyskał w II instancji – ocenia prawnik. Zastrzega przy tym, że nie każde porozumienie jest z definicji niekorzystne. – Jeżeli ugoda wiernie odwzorowuje sentencję wyroku, łącznie z odsetkami, i gwarantuje wydanie listu mazalnego, może być racjonalnym sposobem na szybsze zamknięcie sprawy. Problem w tym, że oferty przedstawiane przez banki rzadko tak wyglądają – dodaje mec. Sosnowski.

Dobra ugoda frankowa, czyli jaka? Stan na II półrocze 2026

W świetle powyższych informacji powstaje zatem pytanie, jak powinna wyglądać sensowna ugoda frankowa w przypadku, w którym doszło już do wydania wyroku w I instancji. Jeżeli w sprawie sąd w pełni podzielił zdanie konsumenta co do nieważności umowy i zasądził na jego rzecz zwrot świadczenia nienależnego wraz z odsetkami za opóźnienie, to jedyna rozsądnie brzmiąca ugoda powinna uwzględniać postanowienia zawarte w tym wyroku, bez jakichkolwiek ustępstw na rzecz banku w postaci skasowania należności wynikających z odsetek ustawowych za zwłokę.

Nie zapominajmy, że to bank ma interes do nas, zgłaszając się z propozycją ugody – nie na odwrót. Pozycja negocjacyjna banku w przypadku, w którym sąd I instancji stwierdził nieważność umowy, jest bardzo słaba i w jakimkolwiek stopniu nie daje takiemu przegranemu przedsiębiorcy argumentów w dalszym sporze z klientem. Na korzyść konsumenta świadczą w takim przypadku wyroki TSUE (dotyczące spraw o zwrot kapitału, a także kosztów sądowych), statystyki orzecznicze sądów krajowych i… ustawa frankowa, która daje bankowi ściśle określony czas na wycofanie się z dalszego utrzymywania, że umowa jest ważna. Oczywiście, o ile ten chciałby odzyskać część środków zainwestowanych w proces.

Co, prócz pieniędzy, zyskuje bank, akceptując wyrok wydany w sądzie I instancji?

Wbrew panującemu poglądowi, bank ma cały katalog powodów, by zrezygnować z przeciągania frankowego procesu o II instancję. Pieniądze, to tylko ten najbardziej oczywisty. Gdyby hipoteki frankowe były jedynym zagadnieniem spornym, z którym kredytobiorcy występują przeciwko bankom w sądach, być może sektor nadal dostrzegałby sens w masowym składaniu apelacji, a nawet skarg kasacyjnych do Sądu Najwyższego. Jest jednak inaczej.

Do sądów trafiło do tej pory ok. 30 tys. spraw o sankcję kredytu darmowego, w których konsumenci domagają się zwolnienia ich z płacenia jakichkolwiek odsetek i opłat na rzecz banku, motywując to niezgodnością podpisanych umów z ustawą o kredycie konsumenckim. W kwietniu br. Trybunał Sprawiedliwości UE przesądził, że bank nie ma prawa obciążać konsumenta odsetkami od skredytowanych kosztów kredytu, na przykład prowizji czy składek na ubezpieczenie. Praktyka kredytowania kosztów i doliczania do nich oprocentowania była w sektorze tak powszechna, że wkrótce do sądów mogą ruszyć setki tysięcy kredytobiorców, co wiązać się będzie oczywiście z kolejnymi wysokimi kosztami ryzyka prawnego, uwzględnianymi przez sektor w bilansach.

Wciąż aktywne pozostaje też ryzyko związane z klauzulami zmiennego oprocentowania powiązanymi ze stawką referencyjną WIBOR. Ryzyko staje się tym większe, że polski rząd zmodyfikował swoje podejście do reformy wskaźników referencyjnych. Obecnie rządzący skłaniają się ku temu, by podmiana wskaźnika w już wykonywanych umowach odbywała się nie na mocy ustawy czy rozporządzenia, a na drodze uzgodnień prowadzonych pomiędzy bankami a ich klientami. Rządzący doradzają bankowcom, by rozsyłając do klientów aneksy dotyczące zmiany ustalania zasad oprocentowania, proponowali im obniżenie marży kredytowej. Krótko mówiąc, banki mają zrezygnować z części zarobku na umowie, byleby tylko klient zechciał oficjalnie zaakceptować wskaźnik POLSTR lub zdecydował się na przejście na stałe oprocentowanie.

W związku z powyższym, rezygnując ze składania apelacji w sprawach frankowych i cofając te, które zostały już zarejestrowane, bankowcy kupują sobie… spokój. Przynajmniej w tej jednej kwestii. Prowadzenie setek tysięcy sporów sądowych o jeden typ umów okazało się dla banków wyzwaniem trudnym do udźwignięcia. Walka na trzech frontach jednocześnie, połączona z prowadzeniem akcji „aneksowej” i licytowaniem się z kredytobiorcami w sprawie marży, to sprawdzian, do którego banki nie są przygotowane nawet w najmniejszym stopniu. Doskonale o tym wiedzą, dlatego należy oczekiwać, że w następnych miesiącach, tak czy inaczej, będą wycofywać frankowe apelacje i stawiać na porozumienia kompensacyjne, uwalniając tym samym klientów od kłopotu.

PODSUMOWANIE:

W drugiej połowie 2026 roku dobra ugoda frankowa to taka, w której bank akceptuje, że umowa kredytowa jest nieważna, zobowiązuje się do zwrotu świadczenia nienależnego i wydania klientowi listu mazalnego, celem wykreślenia hipoteki z księgi wieczystej. W wyniku zmian w krajowym orzecznictwie, kolejnych wyroków TSUE i wejścia w życie ustawy frankowej, bank nie ma już na tyle dobrej pozycji negocjacyjnej, by domagać się od kredytobiorcy zrzeczenia się części roszczeń. Dotyczy to także odsetek ustawowych za opóźnienie, zasądzonych na rzecz konsumenta przed sądem I instancji.

Rozsądek podpowiada, że banki w ciągu nadchodzących 6 miesięcy powinny wycofać apelacje, złożone w sprawach o nieważność i/lub zapłatę. Tylko tak mogą odzyskać od sądów połowę opłaty za wniesienie odwołania. Alternatywa, czyli brnięcie w proces, oznacza dla banków masowe przegrane, i co za tym idzie, radykalny wzrost kosztów sądowych, a także wzrost odsetek ustawowych za opóźnienie, zasądzanych na rzecz konsumentów. W skali całego kraju, banki na dalszym przeciąganiu postępowań mogą wręcz stracić miliardy złotych.

Bank, który próbuje wmówić kredytobiorcy, że wynik sprawy przed sądem II instancji jest niepewny, blefuje. W istocie zależy mu na szybkim pozbyciu się ryzyka związanego z otwartym sporem sądowym, bo wie, że w kolejce do zakwestionowania abuzywnych warunków umownych ustawiają się już kolejne grupy kredytobiorców. Osobną kwestią pozostaje to, że bank dąży do osiągnięcia swojego celu jak najniższym kosztem.

Sektor jest zaniepokojony tym, że skala ryzyka prawnego w sprawach SKD i WIBORu jest trudna do oszacowania ze względu na wciąż kształtującą się linię orzeczniczą. Gdy opisywane ryzyko zacznie się materializować, banki mogą stanąć przed koniecznością tworzenia kolejnych rezerw w zupełnie innej rzeczywistości ekonomicznej. Dla ich bezpieczeństwa konieczne jest zatem skorzystanie z szans, jakie daje im ustawa frankowa, i nieprzeciąganie spraw, w których prawdopodobieństwo porażki jest niemal stuprocentowe.

Zdaniem eksperta najbliższe miesiące przyniosą wyraźną zmianę taktyki sektora.

– Spodziewam się, że banki będą masowo cofać frankowe apelacje, ale do ostatniej chwili będą próbowały ubrać ten ruch w narrację ustępstwa wobec klienta i wykorzystać go jako kartę przetargową w negocjacjach ugód. Tymczasem to czysty rachunek ekonomiczny, wymuszony przez ustawodawcę i orzecznictwo TSUE. Kredytobiorca, który ma za sobą korzystny wyrok I instancji, nie powinien za ten rachunek płacić własnymi odsetkami – prognozuje mec. Sosnowski.

FrankNews
FrankNews
FrankNews.pl to portal informacyjny poświęcony tematyce rynku kredytowego oraz sporów konsumentów z bankami. Redakcja serwisu od 2014 roku śledzi rozwój orzecznictwa sądowego, zmiany w przepisach prawa oraz zjawiska wpływające na sytuację kredytobiorców w Polsce. Doświadczenia zebrane przy tworzeniu materiałów publikowanych wcześniej w mediach i portalach internetowych stały się podstawą do uruchomienia w 2020 roku serwisu FrankNews.pl — miejsca, w którym informacje dotyczące tej tematyki są gromadzone i prezentowane w formie bieżących wiadomości oraz analiz. Materiały publikowane na FrankNews.pl nie stanowią porady prawnej ani finansowej. Treści odzwierciedlają stanowisko ich autorów i służą przedstawieniu faktów, orzeczeń oraz kontekstu opisywanych wydarzeń. Materiały zamieszczone w serwisie Franknews.pl nie są substytutem dla profesjonalnych porad prawnych. Franknews.pl nie poleca ani nie popiera żadnych konkretnych procedur, opinii lub innych informacji zawartych w serwisie. Zamieszczone materiały są subiektywnymi wypowiedziami autorów.

Related Articles

Najnowsze