Po czym poznać, że problem sporów o sankcję kredytu darmowego i WIBOR staje się poważny? Oczywiście po najnowszej narracji bankowców na temat standardów ochrony praw konsumenta. Do tej pory usłyszeliśmy wiele: banki narzekały na wyroki TSUE, później na wyroki sądów krajowych, zaś obecnie na skłonność sędziów do kierowania kolejnych pytań prejudycjalnych do Luksemburga. Doszło do tego, że bankowcy zaostrzają swój antykonsumencki kurs i „wypływają” z pretensjami na unijne wody, o czym świadczyć może niedawna wypowiedź Piotra Żabskiego, prezesa Alior Banku S.A. Zdaniem tego prominentnego bankowca, treść dyrektywy 93/13/EWG, doskonale znanej frankowiczom, którym utorowała drogę do masowych zwycięstw w sądach, powinna zostać poddana zmianom, a ściślej rzecz ujmując, należałoby ją dostosować do naszych czasów. Jak powinniśmy odczytywać ten apel i czy sektor jest w stanie przeforsować korzystne dla siebie zmiany europejskiego prawa?
Z tekstu dowiesz się:
- Dlaczego, zdaniem prezesa Alior Banku, dyrektywa unijna 93/13 wymaga rewizji
- W jaki sposób dyrektywa przysłużyła się dotąd polskim kredytobiorcom w sądowych bataliach z sektorem bankowym
- Jak wygląda sytuacja Alior Banku, jeśli chodzi o postępowania sądowe o sankcję kredytu darmowego
- O czym mogą świadczyć krytyczne słowa skierowane pod adresem dyrektywy przez prezesa Alioru.
Dyrektywa, która uchroniła frankowiczów przed finansową katastrofą, wymaga pilnej zmiany. Tak twierdzi jeden z prezesów polskiego sektora bankowego
Gdybyśmy mieli wskazać jeden akt prawny, bez którego polscy kredytobiorcy byliby dziś w zupełnie innym miejscu, bez chwili wahania postawilibyśmy na unijną dyrektywę 93/13. Ten dokument skoncentrowany jest wokół zagadnień związanych z ochroną praw konsumenta w państwach członkowskich UE, w tym porządkuje kwestie dotyczące skutków naruszeń tych praw przez przedsiębiorcę. Większość pytań prejudycjalnych wysłanych przez polskie sądy w odniesieniu do sporów frankowych nawiązuje właśnie do postanowień tej dyrektywy: Trybunał Sprawiedliwości UE, udzielając odpowiedzi, dokonuje wykładni wskazanych przepisów – i jak pokazuje to historia, zwykle robi to z korzyścią dla strony konsumenckiej.
Dzięki wyrokom TSUE, wydanym w oparciu o tę dyrektywę, wiemy, że klauzule przeliczeniowe, występujące w umowach kredytów frankowych, mają charakter abuzywny, a zatem nie wiążą konsumenta. Ponieważ po usunięciu takiej klauzuli umowa jest niemożliwa do dalszego jej wykonywania, sąd powinien wyeliminować ją z obrotu prawnego, a prościej mówiąc, stwierdzić jej nieważność. Ważnym aspektem związanym z dyrektywą jest jej cel odstraszający. Chodzi o to, że konsekwencje stosowania przez przedsiębiorcę klauzul abuzywnych w relacji z konsumentem powinny być dla tego przedsiębiorcy na tyle dotkliwe, by skutecznie zniechęcały go do powielenia podobnych praktyk w przyszłości. Między innymi właśnie dlatego umowy frankowe są unieważniane, a nie na przykład „naprawiane” poprzez ich skonwertowanie na złotówki.
Dlaczego dyrektywa 93/13, zdaniem banków, wymaga zmiany?
Dyrektywa 93/13 weszła w życie ponad 30 lat temu, a konkretnie pod koniec 1994 roku. Nie da się ukryć, że w chwili, w której wprowadzano te przepisy, europejski rynek bankowy wyglądał zupełnie inaczej niż teraz. Dla bankowców jest to znak, że pora pomyśleć nad dostosowaniem dyrektywy konsumenckiej do obecnych czasów. Ich zdaniem, skuteczna ochrona konsumenta wręcz wymaga aktualizacji dyrektywy. Dlaczego? Ponieważ masowe kwestionowanie bankowych umów, a w następstwie ich unieważnianie, uderza nie tylko w sam sektor bankowy, ale również w klientów tego sektora.
Środki, stanowiące koszty ryzyka prawnego ponoszonego przez banki w związku z tymi postępowaniami, są transferowane do wąskiej grupy kredytobiorców. Pozostali klienci sektora, niemający zastrzeżeń do swoich umów, płacą za te masowe spory między innymi wyższymi marżami i prowizjami. Ale chodzi o coś więcej. Wspomniane środki, a mówimy przecież o gigantycznych kwotach (przykładowo, w przypadku sporów frankowych banki zawiązały rezerwy przekraczające kwotę 100 mld zł), mogłyby zostać spożytkowane przez sektor w inny sposób. Mogłyby zasilić krajową gospodarkę i pracować na emerytury naszego społeczeństwa. Taki przynajmniej jest przekaz płynący z sektora.
W podobnym do opisywanego tonie wypowiedział się na łamach portalu „Rzeczpospolita” Piotr Żabski, prezes Alior Banku, wg którego nadszedł już czas na rewizję dyrektywy. Żabski podkreślił, że dokument ten został stworzony na potrzeby realiów lat 90. Przy jej tworzeniu nie został zatem uwzględniony przyszły wpływ tych przepisów na stabilność w sektorze. W jego ocenie, pełna ochrona konsumenta możliwa jest wyłącznie przy zachowaniu całkowitej stabilności. Nieuwzględnienie w dyrektywie szerszego interesu publicznego powoduje, zdaniem prezesa Alior Banku, potrzebę jej rewizji, i tym samym ograniczenia nadmiernej ochrony jednostek w tych przypadkach, gdzie ta ochrona zagraża wszystkim – ze szczególnym uwzględnieniem bezpieczeństwa depozytów, kredytów, a także gospodarki.
Wg Żabskiego wskutek rewizji dyrektywy wprowadzony powinien zostać mechanizm proporcjonalności, tak aby ochrona konsumenta nie destabilizowała instytucji finansowych. Propozycja prezesa Alior Banku zakłada, że rewizja obejmowałaby między innymi obowiązkową ocenę skutków systemowych, możliwość czasowego zawieszenia skutków wyroków zagrażających stabilności sektora i zakaz retrospektywnego stosowania dla dawno rozliczonych kontraktów. Trzeba przyznać, że oczekiwania prezesa są dość wygórowane i nieszczególnie widać w nich troskę o interes słabszej strony umowy kredytowej, czyli konsumenta, który ma przecież prawo dowiedzieć się relatywnie późno, że z jego umową coś jednak było nie w porządku.
Argumentacja prezesa doskonale wpisuje się w krytyczne uwagi, kierowane od dłuższego czasu pod adresem dyrektywy przez wpływowych bankowców. Rzecz tylko w tym, że do tej pory nikt nie apelował z równą stanowczością o aktualizację dyrektywy, w dodatku tak precyzyjnie adresując kierunki tych zmian.
O ocenę postulatów sektora poprosiliśmy adwokata Jacka Sosnowskiego, którego kancelaria prowadzi kilka tysięcy spraw przeciwko bankom.
– Postulaty sektora sprowadzają się w istocie do tego, by skutki ochrony konsumenta można było zawieszać wtedy, gdy stają się dla banków zbyt kosztowne. To odwrócenie logiki dyrektywy 93/13, której fundamentem jest skutek odstraszający – sankcja ma być dotkliwa właśnie po to, by stosowanie klauzul niedozwolonych się nie opłacało. Trudno też nie zauważyć momentu, w którym ten apel pada: według danych ZBP liczba reklamacji dotyczących sankcji kredytu darmowego przekroczyła już 104 tys., a pozwów jest ponad 27 tys. Sektor próbuje więc zmienić reguły gry w jej trakcie – mówi adwokat Jacek Sosnowski z Kancelarii Sosnowski Adwokaci i Radcowie Prawni.
Bankowcy, negatywnie recenzując unijną wykładnię dyrektywy, bardzo starają się, by odbiorca tych treści nie pomyślał, że chodzi im o ucieczkę od odpowiedzialności za stosowanie postanowień abuzywnych w umowach z klientami. Opinii publicznej często wpaja się, że tworząc swoje umowy, banki kierowały się obowiązującym wówczas prawem i panującym orzecznictwem. Chodzi o to, by Polacy uwierzyli, że banki nie mogły zdawać sobie sprawy z abuzywności klauzul przeliczeniowych, podobnie, jak nie mogły wiedzieć, że pobieranie odsetek od kredytowanych kosztów kredytu jest niezgodne z unijnym prawem. A przecież takie właśnie wnioski płyną z wyroków TSUE.
Dokładne analizy i ważne informacje dla kredytobiorców.
Śledź nasze profile, aby wzmocnić ich widoczność i być na bieżąco:
Banki nie wiedziały, że wprowadzają do umów klauzule abuzywne? Nic bardziej mylnego…
Oczywiście, jeśli przyjrzymy się tej argumentacji nieco uważniej, szybko dostrzeżemy w niej luki. W odniesieniu do hipotek w CHF wystarczy przypomnieć jeden dokument, by obrona banków legła w gruzach. Mowa oczywiście o „Białej księdze kredytów frankowych”, z treści której jasno wynika, iż banki doskonale wiedziały o ryzyku po stronie kredytobiorcy już na etapie wprowadzania tych produktów do oferty. W sektorze trwał gorący spór o to, czy udzielać tych kredytów, czy nie.
Niektórzy wpływowi bankowcy chcieli wręcz, by Komisja Nadzoru Bankowego (poprzednik KNF) zakazała udzielania tych kredytów na polskim rynku. Takie stanowisko prezentował np. ówczesny prezes Związku Banków Polskich, który w tej sprawie wysłał nawet list do Generalnego Inspektora Nadzoru Bankowego (co miało miejsce w grudniu 2005 roku, czyli jeszcze przed okresem największego boomu na franki). Tak się jednak nie stało. A ponieważ kilka banków postanowiło zaryzykować i wprowadzić te produkty do oferty, za nimi poszły kolejne, często kierowane przez managerów sceptycznych wobec kredytów pseudowalutowych. Co się więc stało? Bankowcy zważyli ryzyko i stwierdzili, że gra jest warta świeczki. Dziś oczywiście wiemy, że się mylili, ale jak głosi popularne powiedzenie inwestorów giełdowych, analiza wsteczna jest zawsze skuteczna.
Dlaczego bankowcy właśnie TERAZ postulują zmiany w dyrektywie 93/13?
W naszej ocenie moment rozpoczęcia w przestrzeni publicznej dyskusji o potrzebie zaktualizowania dyrektywy 93/13 jest nieprzypadkowy. Trwają właśnie intensywne prace nad nową ustawą o kredycie konsumenckim. Poprzednia obowiązuje od 2011 roku i musi zostać zastąpiona przez wzgląd na konieczność implementacji do polskiego prawa (i prawa innych państw członkowskich) unijnej dyrektywy CCD2, dotyczącej właśnie kredytów konsumenckich. Skoro więc kraje UE zmieniają regulacje w odniesieniu do tej grupy produktów, także w zakresie ochrony praw konsumenta, to co szkodzi zaproponować, by podobnemu liftingowi zostały poddane przepisy dyrektywy 93/13?
Oczywiście propozycja prezesa Alior Banku to nic innego jak krzyk rozpaczy, ubrany w kulturalną i niewzbudzającą podejrzeń formę. Przedstawiciele sektora bankowego zdają sobie sprawę z tego, że ich spory z klientami nie skończą się na frankach. Na horyzoncie widać już dwa kolejne konflikty: mowa tu oczywiście o postępowaniach dotyczących sankcji kredytu darmowego (do tej pory do sądów wpłynęło ponad 30 tys. takich spraw, w toku jest ich ok. 22 tys., zaś liczba reklamacji zgłoszonych przez kredytobiorców przekroczyła 100 tys.) oraz o sporach o klauzule zmiennego oprocentowania powiązane z WIBORem. Jeśli wierzyć Komitetowi Stabilności Finansowej, na chwilę obecną szczególnie dużym zagrożeniem jest właśnie SKD – świadczyć o tym może fakt, iż KSF zmienił mapę ryzyk w sektorze, umieszczając spory z tej kategorii na wysokiej, drugiej lokacie, zaraz za ryzykiem geopolitycznym.
Nie jest przy tym żadną tajemnicą, że Alior Bank jest jednym z najchętniej pozywanych o SKD podmiotów, o czym świadczą oficjalne dane, umieszczone w kwartalnym sprawozdaniu finansowym Grupy.
Raport kwartalny Alior Banku pokazuje prawdę o sankcji kredytu darmowego. To dlatego potrzebne są zmiany w dyrektywie?
Ze wspomnianego raportu dowiadujemy się, że na koniec I kwartału 2026 roku przeciwko Aliorowi toczyło się 4 690 spraw sądowych o sankcję kredytu darmowego, w których łączna wartość przedmiotu sporu to aż 213,4 mln zł. Liczba tych spraw dynamicznie rośnie, na koniec 2025 roku Alior Bank miał ich 4 371, zaś łączna wartość przedmiotu sporu wynosiła 195,2 mln zł. Jak wyjaśnił Alior w swoim raporcie, spory sądowe o SKD są inicjowane przede wszystkim przez klientów banku, a także przez podmioty, które weszły w posiadanie spornych wierzytelności na drodze odpłatnej cesji. Co ważne, Alior Bank już od pewnego czasu księguje rezerwy na ryzyko prawne tych spraw. Łączna kwota tych rezerw na koniec I kwartału 2026 roku wynosiła 94,6 mln zł (na koniec 2025 roku było to 104,2 mln zł). Kwota ta uwzględnia rezerwę na aktualnie prowadzone spory, jak również na te sprawy, co do których bank zakłada, że dopiero wpłyną.
Dlaczego kredytobiorcy gotówkowi tak upodobali sobie pozywanie Alior Banku o sankcję kredytu darmowego? Zdecydowanie nie jest to przypadek. W środowisku prawników, wyspecjalizowanych w podważaniu bankowych umów, Alior wprost słynie z wyjątkowej brawury w kredytowaniu kosztów kredytu. Koszty pozaodsetkowe, takie jak chociażby prowizje, często są w tym banku bardzo wysokie – podmiot pobiera od tych kosztów odsetki, co gwarantuje mu dodatkowy zarobek na oprocentowaniu kwot, których konsument nigdy nie otrzymał do swojej dyspozycji. Jak już wiemy z kwietniowego wyroku TSUE, praktyka ta ma charakter niedozwolony, a zatem nie może dziwić, że kredytobiorcy pozywają Alior Bank, sprawdzając, co na temat mechanizmu pobierania odsetek od skredytowanych kosztów kredytu myślą polscy sędziowie.
Przykładów skrajnie niekorzystnych umów kredytów i pożyczek gotówkowych z portfela Alior Banku nie trzeba wcale daleko szukać. Krążą one w sieci, udostępniane przez prawników, a także przez samych konsumentów, w pełnej krasie ukazując skalę nadużyć. Dzięki skanom takich umów możemy się na przykład dowiedzieć, że przy kwocie kredytu rzędu 200 tys. zł aż 45,8 tys. zł stanowiła skredytowana prowizja, od której bank pobrał oczywiście odsetki.
Opinia publiczna jest przekonywana przez sektor, że SKD to problem sztucznie wykreowany przez kancelarie prawne, instrumentalnie wykorzystujące ochronę konsumenta do podważania legalnych umów, a tymczasem fakty świadczą o czymś zupełnie przeciwnym: polscy kredytobiorcy mają bardzo solidne podstawy, by iść do sądów, ponieważ bankowcy przekroczyli granicę chciwości i zaczęli zarabiać na odsetkach od kwot, których nigdy swoim klientom nie udostępnili.
Na wymowę najnowszych danych finansowych zwraca uwagę mec. Sosnowski.
– Znamienny jest komunikat Alior Banku z tego tygodnia: dostosowanie się do kwietniowego wyroku TSUE obniży zysk netto banku w drugim kwartale o 96,5 mln zł. Co istotne, jak podkreśla sam sektor, nie chodzi tu o dodatkowe rezerwy na pozwy, lecz o korektę przychodu odsetkowego wynikającą z dostosowania umów do interpretacji Trybunału – ocenia mec. Sosnowski.
Jak tłumaczy, trudno o mocniejszy argument w dyskusji o rzekomo sztucznie wykreowanym problemie.
– Jeżeli bank sam koryguje swoje przychody odsetkowe, to w istocie przyznaje, że dotychczasowy sposób zarabiania na skredytowanych kosztach kredytu wymagał zmiany. Spodziewam się, że analogiczne korekty zobaczymy w raportach kolejnych instytucji – dodaje prawnik.
Bankowcy obawiają się tego, co JESZCZE orzeknie Trybunał w sprawie sankcji. Szanse na złagodzenie przepisów są jednak niewielkie
Przed Trybunałem wciąż toczy się kilka spraw, w których pytania prejudycjalne dotyczą sporów o sankcję kredytu darmowego. Część takich postępowań spadła z unijnej wokandy wskutek uznania roszczenia przez pozwany bank w sprawie krajowej lub w efekcie zawarcia ugody. Bankowcy wiedzą jednak, że 22 tys. sporów pozostających w toku generuje ryzyko w postaci zadania kolejnych pytań unijnym sędziom. Sądy odsyłające będą prosić o wyjaśnienie wątpliwości prawnych w kontekście obowiązującej dyrektywy 2008/48/WE ws. umów o kredyt konsumencki oraz… dyrektywy 93/13.
Co ważne, TSUE wciąż nie wypowiedział się w sposób absolutnie jednoznaczny o tym, czy w przypadku pobrania odsetek od skredytowanych kosztów bank powinien zostać ukarany pozbawieniem go zarobku na takiej umowie. Sektor obawia się rozstrzygnięcia tej kwestii, ponieważ wie doskonale, jak restrykcyjnie TSUE podchodzi do skutku odstraszającego dyrektywy. Dla banków byłoby zatem lepiej, aby rozpoczęto prace nad pakietem aktualizacji, ewentualnie nad nową dyrektywą konsumencką, w której mogłyby zostać uwzględnione kluczowe postulaty sektora.
Sektorowi chodzi dziś przede wszystkim o złagodzenie obowiązujących przepisów, w taki sposób, by banki zyskały pewność, że nie będą zbyt dotkliwie karane za postanowienia pozostające bez większego wpływu na sytuację konsumenta.
W teorii chodzi o to, by unijne prawo nie było w sposób instrumentalny wykorzystywane przez kancelarie odszkodowawcze, które zagospodarowały już rynek pozwów o SKD. W praktyce celem jest zniuansowanie sytuacji, tak aby zostawić sądom większe pole do interpretacji unijnych przepisów i w konsekwencji do niezasądzania na rzecz konsumenta „darmowego” kredytu. Czy ten plan może się powieść? Cóż, niekoniecznie.
O podejściu organów unijnych do ochrony konsumenta w relacji z bankiem świadczyć może treść wspomnianej już dyrektywy CCD2, regulującej rynek kredytów konsumenckich. Dyrektywa ta, zamiast „luzować obyczaje”, nakłada na instytucje działające na rynku usług finansowych nowe obowiązki, a jej celem jest wręcz rozszerzenie ochrony konsumenckiej, nie zaś jej ograniczenie.
Z tego względu należy oczekiwać, że bankowcy nie mają wielkich szans na korzystną dla siebie rewizję przepisów zawartych w dyrektywie 93/13. Jedyne co im pozostaje, to pójście za radą Rzecznika Finansowego, który w czerwcu br. zaproponował przedstawicielom sektora, by nie zwlekali z działaniami i zaczęli dogadywać się z klientami jeszcze na etapie postępowania reklamacyjnego. Czekanie, aż roszczenie trafi na drogę sądową, to zdaniem Rzecznika nic innego, jak proszenie się o kłopoty.
Zdaniem mec. Sosnowskiego rynek już teraz wysyła sygnały, że strategia przeczekiwania przestaje się bankom opłacać.
– W ostatnich dniach pojawiły się informacje o pierwszych przypadkach uznawania przez VeloBank roszczeń kredytobiorców jeszcze na etapie reklamacji, a więc bez angażowania sądu. Po kwietniowym wyroku TSUE, kwestionującym pobieranie odsetek od skredytowanych kosztów kredytu, część banków najwyraźniej kalkuluje, że prowadzenie sporu sądowego generuje wyłącznie dodatkowe koszty. Kredytobiorcy powinni jednak pilnować terminu: oświadczenie o skorzystaniu z sankcji kredytu darmowego można złożyć w ciągu roku od całkowitej spłaty kredytu – kto zwleka, ryzykuje bezpowrotną utratę tego uprawnienia – prognozuje mec. Sosnowski.
PODSUMOWANIE:
Alior Bank jest podmiotem bardzo silnie uwikłanym w postępowania sądowe o sankcję kredytu darmowego – na koniec I kwartału 2026 roku miał w sądach ponad 4,6 tys. takich spraw, co plasuje go w ścisłej czołówce najczęściej pozywanych instytucji finansowych. Konsumenci mają solidne podstawy, by pozywać tę instytucję: wszak ma ona w portfolio umowy, w których skredytowana i objęta oprocentowaniem prowizja stanowi niemal 1/4 kwoty udzielonego kredytu. Trudno zatem mieć pretensje do prezesa tej instytucji, że robi, co w jego mocy, by zminimalizować ryzyko prawne, na które narażony jest kierowany przez niego podmiot.
Postulat dotyczący zaktualizowania dyrektywy 93/13 i wprowadzenia do niej zasady proporcjonalności, chroniącej stabilność sektora finansowego przed zbyt daleko idącymi skutkami ochrony konsumenta, jest nowością w sektorze, jednak należy oczekiwać, że wkrótce zostanie podniesiony także przez innych wpływowych bankowców. Każdemu bankowi, który pobierał odsetki od skredytowanych kosztów kredytu, zależy dziś, by dyrektywa została zrewidowana. Zmiany w dyrektywie przyniosłyby bankom cały szereg korzyści: najprawdopodobniej opóźniłyby nieco wydawanie wyroków przez TSUE w sprawach przeciwko postanowieniom niedozwolonym zawartym w umowach kredytowych, ale nie tylko. Bankowcom zależy na tym, by ochrona praw konsumenta przestała być tak kompletna i jednoznaczna. Im więcej wątpliwości narośnie wokół zmian w dyrektywie, tym lepiej dla banków.
Warto wskazać, że rozwiązania proponowane przez Żabskiego mogłyby przynieść ogółowi klientów sektora finansowego zdecydowanie więcej szkody niż pożytku. Jeśli nowa dyrektywa dawałaby przyzwolenie na zawieszenie skutków wyroków, gdy te zagrażałyby stabilności sektora, to nagle mogłoby się okazać, że bankom wręcz opłaca się tworzyć bardzo abuzywne umowy. Niewielkie uchybienia skutkowałyby sankcjami niezagrażającymi stabilności systemu, ale w przypadku dużych nadużyć banki mogłyby liczyć na specjalne traktowanie. Absurd? A jakże.
Różnice interpretacyjne, które powstałyby po wprowadzeniu aktualizacji, skutkowałyby, przynajmniej początkowo, chaosem orzeczniczym. W kwestii SKD, bankom nie potrzeba wiele więcej. Konsument na wysłanie oświadczenia o skorzystaniu z SKD ma tylko rok od całkowitej spłaty kredytu. Każdy rok opóźnienia w procesie kształtowania się linii orzeczniczej to dziesiątki, być może nawet setki tysięcy spłaconych umów. Ponadto to szansa dla banków na aneksowanie wadliwych umów pozostających w obrocie prawnym, a także na przekonanie klientów do konsolidacji.
Gdy TSUE, a następnie sądy, dojdą do wniosku, że konsumentom, od których bank pobrał odsetki od skredytowanych kosztów, należy się sankcja kredytu darmowego, koszt ryzyka prawnego może się zmniejszyć o miliardy złotych. To miliardy, które pozostaną w sektorze i nie trafią do kieszeni polskiego konsumenta. Nie zasilą też budżetów kancelarii odszkodowawczych, które są dziś dla banków jednym z najpoważniejszych przeciwników. Jeśli kancelarie przestaną zarabiać na prowadzeniu spraw spornych z przedstawicielami sektora, być może zaczną rozglądać się za nowym źródłem dochodu, odległym od rynku bankowego. A lepszy prezent dla banków naprawdę trudno sobie wyobrazić.


