Banki znów manipulują frankowiczami. Za narracją o „darmowych mieszkaniach” stoi konkretny cel

0

Koniec snu o darmowych mieszkaniach. TSUE po raz kolejny to potwierdza” – taki tytuł nadał Związek Banków Polskich swojemu komentarzowi do czwartkowego wyroku TSUE. Jest to o tyle zaskakujące, że unijny wyrok, który zapadł w połączonych sprawach C-261/25 i C-262/25, nie wnosi tak naprawdę nic nowego do procesowych relacji frankowiczów z bankami. Unijni sędziowie podkreślili to, co kredytobiorcy (i banki) wiedzą od dawna: trzyletni termin przedawnienia bankowych roszczeń o zwrot kapitału biegnie od momentu podjęcia przez konsumenta pierwszej próby zakwestionowania umowy. Dlaczego więc bankowcy świętują ten wyrok, jak gdyby zwiększył on ich szanse procesowe w sporach z klientami? I ile warta jest dziś rzetelność dziennikarska, skoro najpoczytniejsze portale ekonomiczne w Polsce kolportują u siebie stronniczy bankowy przekaz, zamiast zagłębić się w rzeczywisty sens unijnego stanowiska?

Frankowicze ruszyli do Prezydenta. Jedna decyzja Nawrockiego może zatrzymać ustawę i zmienić wszystko

0

Zamieszanie w sprawie ustawy frankowej wciąż trwa: po przegłosowaniu przez Senat bez nanoszenia poprawek, dokument trafił na biurko prezydenta RP, który na decyzję, co z nim zrobić, ma czas do 17 lipca br. Ministerstwo Sprawiedliwości oczywiście ma nadzieję, że Karol Nawrocki dostrzeże sens w zbiorze przepisów legislacyjnych, regulujących postępowania frankowe. Natomiast sami kredytobiorcy liczą, że prezydent zawetuje ustawę, ewentualnie skieruje ją do Trybunału Konstytucyjnego. Nauczeni doświadczeniem, kredytobiorcy nie czekają na dalszy rozwój sytuacji, tylko aktywnie działają na rzecz uświadomienia głowie państwa, że wejście w życie ustawy frankowej jest jawnym ukłonem w stronę banków, który może jedynie skomplikować toczące się procesy sądowe. Komu uwierzy Karol Nawrocki: politycznym decydentom z przeciwnej strony barykady czy osobom, które zostały oszukane przez banki?

TSUE właśnie przesądził los setek tysięcy spraw frankowych. Ten termin może zdecydować o wszystkim!

0

Trzy lata — tyle czasu ma bank na pozwanie frankowicza o zwrot kapitału, licząc od dnia, w którym kredytobiorca po raz pierwszy zakwestionował umowę. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej rozstrzygnął 2 lipca 2026 r. jeden z ostatnich wielkich sporów interpretacyjnych w sprawach frankowych. Wyrok w połączonych sprawach C-261/25 i C-262/25 nie jest ani jednoznacznym zwycięstwem konsumentów, ani prezentem dla sektora bankowego. Jest za to czymś, czego w tym sporze brakowało od lat: jasną, jednolitą regułą, od której zależy los roszczeń wartych łącznie miliardy złotych.

Najważniejsze w skrócie
 TSUE orzekł, że termin przedawnienia roszczenia banku o zwrot kapitału biegnie od dnia, w którym konsument po raz pierwszy zakwestionował wobec banku wiążący charakter nieuczciwych warunków i zawierającej je umowy — np. składając reklamację, wezwanie do zapłaty lub pozew.
Trybunał odrzucił dwie inne koncepcje: liczenie terminu od dnia wypłaty kredytu oraz od wpisu klauzuli do rejestru UOKiK.
Bankowi po nieważności umowy przysługuje wyłącznie zwrot kapitału z ustawowymi odsetkami za opóźnienie — ochrona konsumenta nie może jednak prowadzić do jego bezpodstawnego wzbogacenia.
Dla frankowiczów w sądach kluczowe staje się porównanie daty pierwszego pisma kwestionującego umowę z datą pozwu banku. Dla tych, którzy spłacili kredyt, ryzyko kontrpozwu o kapitał jest minimalne. Dla wciąż spłacających — termin banku w ogóle jeszcze nie biegnie.
Wyrok nie daje nikomu automatycznego „darmowego mieszkania”, ale nie zamyka też drogi do skutecznego zarzutu przedawnienia tam, gdzie bank spóźnił się znacząco. Każdą sprawę sąd oceni indywidualnie, także pod kątem klauzuli słuszności z art. 117¹ k.c.

Wyrok TSUE z 2 lipca 2026 r. — o co toczył się spór w sprawach C-261/25 i C-262/25

Obie sprawy trafiły do Luksemburga z Sądu Okręgowego w Warszawie, który rozpoznawał pozwy banków przeciwko frankowiczom o zwrot wypłaconego kapitału po upadku umów kredytowych.

W sprawie C-261/25 (Ścierbek) chodziło o kredyt indeksowany do franka szwajcarskiego, zaciągnięty w 2008 r. w GE Money Banku — poprzedniku prawnym Banku BPH — na kwotę stanowiącą równowartość około 460 tys. zł. Kredytobiorcy w 2019 r. złożyli w banku reklamację, wskazując na klauzule niedozwolone, a następnie wystąpili z pozwem o ustalenie nieważności umowy, który wygrali w 2023 r. Bank z własnym powództwem o zwrot kapitału wystartował dopiero w grudniu 2022 r. — ponad trzy lata po otrzymaniu reklamacji. Konsumenci podnieśli więc zarzut przedawnienia. Sprawa C-262/25 (Drózdzik) dotyczyła analogicznego układu: kredytu na ok. 64 tys. CHF z 2006 r., udzielonego przez poprzednika prawnego Raiffeisen Bank International, gdzie konsument pozwał bank w 2020 r., a bank odpowiedział pozwem o kapitał pod koniec 2023 r.

Warszawski sąd zapytał Trybunał, który z trzech możliwych momentów uruchamia bieg przedawnienia roszczenia banku: dzień wypłaty kredytu, dzień wpisu analogicznej klauzuli do rejestru postanowień niedozwolonych UOKiK, czy dzień, w którym konkretny konsument zakwestionował swoją umowę. Stawka była oczywista — przyjęcie pierwszej daty oznaczałoby, że roszczenia banków przedawniły się masowo wiele lat temu, zanim ktokolwiek pomyślał o procesie.

Co dokładnie orzekł Trybunał — bieg przedawnienia od pierwszego zakwestionowania umowy

Trybunał (dziewiąta izba) uznał, że dyrektywa 93/13, Karta praw podstawowych oraz zasady skuteczności, proporcjonalności i pewności prawa nie stoją na przeszkodzie wykładni, zgodnie z którą bieg terminu przedawnienia roszczenia banku o zwrot kapitału rozpoczyna się w dniu, w którym konsument po raz pierwszy zakwestionował wobec przedsiębiorcy wiążący charakter nieuczciwych warunków i zawierającej je umowy.

Logika rozstrzygnięcia jest prosta. Dopóki konsument nie wyrazi woli skorzystania z ochrony przewidzianej w dyrektywie i nie powoła się na nieważność umowy, bank w ogóle nie dysponuje roszczeniem o zwrot kapitału — nie może więc biec termin jego przedawnienia. Z tego samego powodu Trybunał wykluczył datę wpisu klauzuli do rejestru UOKiK: sam wpis dotyczy konkretnych postanowień, ale nie unieważnia żadnej indywidualnej umowy.

Trybunał podkreślił zarazem dwie rzeczy, które warto czytać łącznie. Po pierwsze, po stwierdzeniu nieważności strony zwracają sobie wzajemnie świadczenia, a bankowi przysługuje wyłącznie kapitał z ustawowymi odsetkami za opóźnienie — bez wynagrodzenia za korzystanie z kapitału czy waloryzacji. Po drugie, prawo unijne nie może prowadzić do bezpodstawnego wzbogacenia konsumenta. Innymi słowy: scenariusz „darmowego mieszkania”, w którym kredytobiorca zatrzymuje i nieruchomość, i niezwrócony kapitał, nie znajduje w tym wyroku oparcia — chyba że bank sam, własną opieszałością, doprowadzi do przedawnienia swojego roszczenia i sąd ten zarzut uwzględni.

Sama długość terminu nie budzi już w orzecznictwie kontrowersji. Roszczenie banku o zwrot kapitału jest roszczeniem związanym z prowadzeniem działalności gospodarczej, a dla takich roszczeń art. 118 kodeksu cywilnego przewiduje trzyletni termin przedawnienia — nie standardowy sześcioletni, który dotyczy podmiotów nieprofesjonalnych. Po nowelizacji z 2018 r. termin ten kończy się dodatkowo z ostatnim dniem roku kalendarzowego, więc w praktyce bank ma nieco więcej niż równe trzy lata od zakwestionowania umowy. Dzisiejszy wyrok nie zmienił długości terminu — przesądził jedynie, od kiedy zaczyna on biec.

Czym jest „zakwestionowanie umowy” i dlaczego ten szczegół ma znaczenie

Z sentencji wyroku wynika, że chodzi o pierwsze wyraźne oświadczenie skierowane do banku, z którego wynika, iż konsument podważa związanie nieuczciwymi warunkami i samą umową. W praktyce będzie to najczęściej reklamacja powołująca się na nieważność, przedsądowe wezwanie do zapłaty, zawezwanie do próby ugodowej albo doręczenie bankowi odpisu pozwu.

Tu pojawia się niuans, który już w dniu wyroku dzieli pełnomocników frankowiczów. Uchwała całej Izby Cywilnej Sądu Najwyższego III CZP 25/22 wiązała początek biegu przedawnienia z zakwestionowaniem samych nieuczciwych warunków. TSUE mówi natomiast o zakwestionowaniu warunków „i zawierającej je umowy”. Część prawników ocenia — na gorąco — że to doprecyzowanie może być odczytywane jako wymóg dalej idący: nie wystarczy wytknąć bankowi abuzywności klauzul, trzeba jeszcze podważyć związanie całym kontraktem. Inni wskazują, że w typowej reklamacji frankowej oba elementy i tak występują łącznie, więc praktyczna różnica będzie niewielka.

To nie jest akademicka dyskusja. Kancelarie po obu stronach sporu już analizują archiwalne pisma z lat 2015–2019 — czyli z okresu, gdy część kredytobiorców formułowała ostrożniejsze żądania, kwestionując pojedyncze klauzule i domagając się tzw. odfrankowienia, bez wyraźnego powołania się na nieważność całej umowy. Banki mogą próbować podważać skuteczność takich pism jako zdarzenia otwierającego bieg przedawnienia — bo im później termin ruszył, tym większa szansa, że ich pozew o kapitał zmieścił się w trzech latach. Konsumenci będą argumentować odwrotnie. W ocenie autora to właśnie wykładnia treści pierwszych pism kredytobiorców stanie się jednym z głównych frontów sporów frankowych w najbliższych miesiącach.

 

Co wyrok zmienia dla frankowiczów — trzy sytuacje, trzy różne skutki

Skutki rozstrzygnięcia nie są jednakowe dla wszystkich kredytobiorców. Kluczowe jest to, na jakim etapie sporu z bankiem się znajdują.

Frankowicze z toczącymi się procesami: sprawdź datę pierwszej reklamacji

Dla osób, które są już w sądzie — zwłaszcza tych pozwanych przez bank o zwrot kapitału — najważniejszą datą w aktach staje się dzień doręczenia bankowi pierwszego pisma kwestionującego umowę. Jeżeli reklamacja trafiła do banku np. w marcu 2019 r., a bank pozwał kredytobiorcę dopiero w 2023 r. lub później, zarzut przedawnienia ma realne podstawy.

Że nie są to rozważania teoretyczne, pokazał już dzień ogłoszenia wyroku. W jednej z rozliczanych równolegle spraw krajowych sąd uznał roszczenie banku o zwrot kapitału za przedawnione — konsumenci zakwestionowali umowę, przystępując do pozwu zbiorowego jeszcze w 2015 r., a bank wystąpił z własnym powództwem dopiero w 2022 r.

Jest jednak druga strona medalu — i przemilczenie jej byłoby nierzetelne. Zaledwie kilka dni przed wyrokiem TSUE, 30 czerwca, Sąd Najwyższy opublikował komunikat do wyroku z 15 stycznia 2026 r. (II CSKP 1062/23), w którym zastosował art. 117¹ k.c. — przepis pozwalający sądowi, wyjątkowo i ze względów słuszności, nie uwzględnić upływu przedawnienia roszczenia przysługującego bankowi. SN uznał, że bank, który zwlekał z dochodzeniem kapitału, mógł być usprawiedliwiony ówczesnym stanem orzecznictwa, w tym uchwałą III CZP 6/21 wiążącą wymagalność z „trwałą bezskutecznością” umowy. Także sam TSUE w kwietniowym wyroku C-753/24 potwierdził, że taka wyjątkowa korekta przedawnienia nie narusza prawa unijnego. Zarzut przedawnienia to zatem mocna broń, ale nie automat — sąd zważy okoliczności konkretnej sprawy, w tym to, dlaczego bank czekał.

Kredyt spłacony, pozwu brak: wyrok nie zamyka drogi do rozliczenia

Osoby, które spłaciły kredyt frankowy w całości i dotąd nie wystąpiły przeciwko bankowi, znajdują się po tym wyroku w paradoksalnie komfortowej pozycji. Skoro kapitał został bankowi zwrócony w ratach, bankowi zwyczajnie nie pozostaje roszczenie, którym mógłby odpowiedzieć na pozew — spór ogranicza się do nadwyżki zapłaconej ponad wypłacony kapitał, a ta należy się konsumentowi.

Co istotne, przedawnienie roszczeń samego konsumenta rządzi się innymi regułami. Zgodnie z utrwaloną linią TSUE, w tym wyrokiem C-28/22, termin dla kredytobiorcy nie może rozpocząć biegu, zanim dowiedział się on o nieuczciwym charakterze postanowień swojej umowy. Dzisiejsze orzeczenie tej ochrony w niczym nie narusza. Wniosek praktyczny: spłacony kredyt frankowy pozostaje pełnowartościową podstawą roszczeń, a ryzyko procesowe po stronie takiego kredytobiorcy jest niższe niż kiedykolwiek — bank nie ma go czym „kontratakować”.

Nadal spłacasz kredyt CHF? Zegar banku jeszcze nie ruszył — i to jest kluczowa informacja

Dla kredytobiorców, którzy wciąż spłacają raty i dotąd nie zakwestionowali umowy, wyrok rozwiewa jedno z popularnych, ale błędnych wyobrażeń: że wystarczy przeczekać, aż roszczenie banku o kapitał przedawni się „samo z siebie”, licząc od wypłaty kredytu. TSUE jednoznacznie tę koncepcję odrzucił. Dopóki konsument milczy, termin dla banku w ogóle nie biegnie.

To ustawia strategię w nowy sposób. Pierwsza reklamacja lub wezwanie do zapłaty pełni podwójną funkcję: otwiera konsumentowi drogę do rozliczenia nieważnej umowy i jednocześnie uruchamia trzyletni licznik dla banku. Od tego momentu to bank znajduje się pod presją czasu — musi podjąć decyzję, czy i kiedy dochodzić zwrotu kapitału, względnie zgłosić zarzut potrącenia w toczącym się procesie. Zwłoka konsumenta nie przynosi natomiast korzyści w wymiarze przedawnienia — a biorąc pod uwagę, że sprawy frankowe w pierwszej instancji trwają dziś przeciętnie około dwóch lat, odkładanie decyzji jedynie odsuwa w czasie moment odzyskania nadpłaconych środków.

Banki zadowolone, pełnomocnicy podzieleni — reakcje na wyrok TSUE

Sektor bankowy przyjął rozstrzygnięcie z wyraźną ulgą. Związek Banków Polskich ocenia, że wyrok porządkuje jeden z najbardziej spornych obszarów w sprawach frankowych i istotnie ogranicza szanse konsumentów na skuteczne podnoszenie zarzutu przedawnienia — zwłaszcza tam, gdzie bank zareagował na zakwestionowanie umowy w rozsądnym czasie. Prezes ZBP dr Tadeusz Białek mówi wprost o „końcu snu o darmowych mieszkaniach” i przewiduje, że orzeczenie zwiększy zainteresowanie ugodami.

Pełnomocnicy kredytobiorców w większości podkreślają, że wyrok potwierdza kierunek znany z kwietniowych orzeczeń TSUE (C-752/24, C-753/24, C-901/24) i uchwały III CZP 25/22, a jego główną wartością jest przewidywalność: bank ma trzy lata od zakwestionowania umowy i ani dnia dłużej — jeśli sądy zaczną tę regułę konsekwentnie stosować. Część głosów jest jednak chłodniejsza. Zwraca się uwagę, że wymóg zakwestionowania „warunków i umowy” może być w praktyce wykorzystywany przez banki do podważania skuteczności starszych, ostrożniej sformułowanych reklamacji, a klauzula słuszności z art. 117¹ k.c. — pomyślana jako wyjątek — bywa w polskich sądach traktowana jak reguła ratująca spóźnione roszczenia banków. W ocenie autora to właśnie proporcja między regułą a wyjątkiem, a nie sama sentencja wyroku, zdecyduje o jego realnym znaczeniu dla kredytobiorców.

Wyrok TSUE C-261/25 — co dalej ze sprawami frankowymi

Orzeczenie z 2 lipca zamyka etap, w którym o wyniku sporu o kapitał mogła decydować loteria orzecznicza — trzy konkurencyjne koncepcje początku przedawnienia to trzy zupełnie różne rozstrzygnięcia tych samych spraw. Reguła jest teraz jedna i czytelna, co powinno przyspieszyć rozliczenia po nieważności, zwłaszcza w połączeniu z ustawą frankową, która czeka już tylko na podpis prezydenta.

Dla frankowiczów płyną z wyroku trzy praktyczne wnioski. Po pierwsze — w sprawach w toku data pierwszej reklamacji staje się jednym z najważniejszych dokumentów w aktach i warto ją zweryfikować niezwłocznie, także pod kątem tego, czy pismo kwestionowało samą umowę, czy tylko pojedyncze klauzule. Po drugie — spłacony kredyt to dziś najbezpieczniejsza pozycja wyjściowa do dochodzenia roszczeń. Po trzecie — dla wciąż spłacających czas nie pracuje na przedawnienie banku, więc kalkulacja „poczekam” straciła swój główny argument. Otwarte pozostaje pytanie, czy polskie sądy potraktują art. 117¹ k.c. tak, jak chce TSUE — jako wyjątek stosowany oszczędnie — czy jako wentyl bezpieczeństwa dla banków, które przespały własny termin. Odpowiedź na nie poznamy szybciej, niż się wydaje: pierwsze wyroki uwzględniające rozstrzygnięcie Trybunału zapadły jeszcze tego samego dnia.

 

Frankowicze teraz przegrają miliardy? SN broni przedawnionych roszczeń banków, dziś wyrok TSUE

0

Mogłoby się wydawać, że w kwestii sporów frankowych nie istnieją już zagadnienia budzące jakiekolwiek wątpliwości krajowych sądów. A jednak. Choć linia orzecznicza w zakresie abuzywności frankowych umów, a także skutków tej abuzywności jest już absolutnie jednolita, kredytobiorcy wciąż walczą o to, by banki zostały ukarane za nieterminowe zgłaszanie swoich roszczeń o zwrot kapitału. W czwartek, 2 lipca 2026 roku, przed TSUE ma zapaść wyrok w sprawie C-261/25, w której pytanie prejudycjalne dotyczy sposobu liczenia biegu terminu przedawnienia roszczeń kredytodawcy. Na kilka dni przed wyrokiem, 30 czerwca 2026 roku, Sąd Najwyższy zdecydował się opublikować komunikat dotyczący wyroku II CSKP 1062/23 z 15 stycznia br., odnoszącego się do względów słuszności. W komunikacie Sąd Najwyższy wyraźnie bierze stronę sektora bankowego, tłumacząc, że banki miały prawo nie zdawać sobie sprawy z tego, że zwlekanie z pozwem bądź ze zgłoszeniem potrącenia może skutkować przedawnieniem roszczeń – przyczyną tej niewiedzy ma być dominujące latami stanowisko orzecznicze, uzależniające start biegu terminu przedawnienia roszczeń banku od daty, w której umowę można uznać za trwale bezskuteczną. Mamy zatem do czynienia z kuriozalną sytuacją, w której Sąd Najwyższy wpierw sam ukuł wadliwą koncepcję, wprowadzającą chaos orzeczniczy, a następnie próbuje na swoich błędach zbudować fundament pod masowe stosowanie w sprawach frankowych wspomnianych już względów słuszności. Jak strategia SN wpłynie na sytuację frankowiczów w sądach powszechnych?

Będzie łatwiej wygrać z bankiem? Ustawa frankowa wchodzi w wakacje 2026! Kto naprawdę zyska, a kto straci?

0

Scenariusz, w którym ustawa frankowa wchodzi w życie w wakacje 2026, staje się coraz bardziej realny: do jego materializacji potrzebny jest już tylko podpis Prezydenta RP, albowiem pod koniec zeszłego tygodnia Senat przyjął projekt bez nanoszenia do niego poprawek. Projekt, w swoim aktualnym kształcie, nie stanowi już dla frankowiczów zagrożenia, albowiem kontrowersyjne przepisy dotyczące potrącenia zostały z niego usunięte na etapie prac w Sejmie. W sprzyjających okolicznościach i przy odrobinie dobrej woli banków zmiany legislacyjne mogą wręcz przyśpieszyć procedowanie postępowań i ułatwić stronom wzajemne rozliczenia. Co zmieni się po wejściu w życie nowych przepisów i kto może na nich skorzystać?

Wygrali z bankiem, ale przegrywają z własną kancelarią. Frankowicze i pułapka premii za sukces

0

Kancelarie wyspecjalizowane w ochronie praw konsumentów pomogły tysiącom Polaków odzyskać od banków ogromne sumy w związku z zamieszczonymi w umowach frankowych niedozwolonymi postanowieniami. Od niedawna kancelarie te pomagają też posiadaczom kredytów i pożyczek konsumenckich w egzekwowaniu Sankcji Kredytu Darmowego. Niestety odnotowywane są coraz liczniejsze próby obejścia zapłaty na rzecz prawników honorarium po prawomocnym wygraniu sprawy z bankiem. Chodzi o premię za sukces (success fee) należną prawnikom od kwoty korzyści uzyskanych przez kredytobiorcę w wyniku pozytywnego zakończenia sporu. Część osób próbuje samodzielnie dogadać się z bankiem w sprawie ugody, licząc na to, że w takiej sytuacji uniknie konieczności zapłaty wynagrodzenia na rzecz prawnika. Inne osoby powołują się na kwestie niezrozumienia treści umowy zawartej z kancelarią. Paradoksalnie, w sporze z własnym prawnikami wykorzystują oni te same argumenty, dzięki którym wygrali procesy z bankami. Zarabiają na tym mało znane lub dopiero wchodzące na rynek kancelarie, które podejmują się prowadzenia spraw przeciwko swoim kolegom po fachu. Stanowisko sądów, jak i UOKiK jest w tej sprawie jednoznaczne – adwokaci i radcowie prawni mogą pobierać wynagrodzenie prowizyjne po pomyślnym zakończeniu sprawy. Dla kombinatorów, próbujących uniknąć zapłaty za usługę prawną, kończy się to w zdecydowanej większości przypadków przegranymi procesami i podwójnymi kosztami.

Nikt już nie pozywa banków za WIBOR… Polacy masowo rzucili się na Sankcję Kredytu Darmowego?

0

Co mają wspólnego bankowcy z modowymi guru? Okazuje się, że jedni i drudzy, z różnym skutkiem, próbują wyznaczać nowe trendy i decydować o tym, co jest modne, a co nie. 22 czerwca na łamach Pulsu Biznesu ukazał się wywiad z szefem Związku Banków Polskich, Tadeuszem Białkiem. W rozmowie z dziennikarką PB prezes Związku z całych sił stara się przekonać kredytobiorców, że pozywanie banków o WIBOR jest już passé. Przy okazji mówi trochę prawdy na temat tego, jak wygląda polski rynek pomocy prawnej skierowanej do konsumentów i zachęca posiadaczy umów „wiborowych” do podpisywania aneksów, rozsyłanych w związku z rychłą podmianą wskaźnika WIBOR na POLSTR. Banki bardzo liczą na to, że kancelarie dadzą sobie spokój z edukowaniem konsumentów w kwestii klauzul zmiennego oprocentowania. Perspektywa prowadzenia wojny na trzech frontach, frankowym, wiborowym i SKD, przeraża bankowców, i słusznie, bo kolejne wyroki TSUE w kwestii złotowych kredytów hipotecznych i pożyczek gotówkowych mogą zmienić polski system finansowy na zawsze.

Jest pomysł banków na darmowe kredyty i sankcje kredytu darmowego! Dzisiaj minimum ugód, jutro nowa ustawa.

0

Mamy dla kredytobiorców gotówkowych dwie wiadomości: jedną dobrą, drugą złą. Dobra jest taka, że już teraz mogą zawrzeć z bankiem ugodę w sprawie umowy, w której doszło do skredytowania kosztów kredytu i pobrania z tego tytułu odsetek. Niestety, zła wiadomość jest taka, że proponowane przez banki warunki ugodowe zakładają rozliczenie jedynie samej nadpłaty, dotyczącej odsetek od skredytowanej prowizji bądź składki na ubezpieczenie. Mimo prokonsumenckiego wyroku TSUE w sprawie C-744/24, banki nadal nie chcą uznać prawa swoich klientów do sankcji kredytu darmowego. I zrobią wiele, by maksymalnie skomplikować drogę do dochodzenia tych roszczeń, w czym mogą liczyć na „moralne wsparcie” Komisji Nadzoru Finansowego, Narodowego Banku Polskiego i Ministerstwa Finansów. Pytanie tylko, czy pod naporem argumentów sektora i regulatorów ugnie się Ministerstwo Sprawiedliwości, będące głównym projektodawcą nowej ustawy o kredycie konsumenckim. Czy to ostatni rok z jednolitą sankcją kredytu darmowego w polskim prawie?

Sankcja Kredytu Darmowego: Wells Fargo, Boeing i GetBack pokazują, jak drogo kosztuje ignorowanie klientów. Lekcja dla polskich banków po opinii TSUE

0

TSUE niedawno potwierdził korzystną dla polskich konsumentów linię orzeczniczą w sprawie kredytów i pożyczek konsumenckich. Przypomnijmy, że w kwietniu tego roku unijny Trybunał wydał przełomowy wyrok w sprawie C-744/24, zakazujący pobierania odsetek od skredytowanych kosztów (np. od prowizji czy składek ubezpieczeniowych). Natomiast 11 czerwca br. Rzecznik Generalny TSUE wydał opinię do sprawy C-831/24 (Machski), która może znacząco ułatwić konsumentom dochodzenie sprawiedliwości w sądach. Odpowiadając na jedno z trzech pytań prejudycjalnych zadanych przez Sąd Rejonowy w Białymstoku, Rzecznik TSUE stwierdził, że sądy krajowe rozpatrujące spory o kredyty konsumenckie są zobowiązane badać z urzędu całe umowy, nie tylko pod kątem naruszeń wskazanych w oświadczeniu konsumenta o woli skorzystania z SKD, ale także pod względem niedopełnienia przez bank innych obowiązków informacyjnych. Banki robią dobrą minę do złej gry, ale tak naprawdę wisi nad nimi poważne niebezpieczeństwo związane z ogromną liczbą pozwów o SKD. Czas pokaże czy sektor bankowy wyciągnie wnioski z sagi frankowej. Lekcją dla polskich banków powinny być też inne afery, które skończyły się bardzo źle dla wielkich korporacji. Opisujemy trzy przykłady zarówno z rodzimego podwórka (afera GetBack) jak i dotyczące amerykańskich gigantów tj. banku Wells Fargo oraz koncernu Boeing, które powinny być przestrogą dla banków.

Miliony aktywnych kredytów w Polsce zagrożone? Banki mówią o ryzyku systemowym, NBP nie widzi zagrożenia

0

Po wyroku TSUE w sprawie C-744/24 w sektorze bankowym zapanowało swego rodzaju rozdwojenie jaźni. Bankowcy nie mogą się zdecydować, czy afera SKD to tylko kolejne podejście kancelarii prawnych do zagospodarowania nowej biznesowej niszy, czy może jednak ryzyko systemowe, zagrażające całemu rynkowi. Najnowszy raport NBP poświęcony stabilności systemu finansowego wskazuje na scenariusz pierwszy, z kolei medialne wypowiedzi szefa ZBP nawiązują w sposób bezpośredni do scenariusza drugiego. Kredytobiorcy, w zetknięciu z tymi dwiema sprzecznymi narracjami, sami już nie wiedzą, co myśleć: bo albo roszczenia kredytobiorców są zasadne, i wówczas mamy do czynienia z ryzykiem systemowym, albo nie mają żadnych podstaw, a wtedy SKD nie powinna być dla banków większym wyzwaniem. Dziś wyjaśniamy, jak jest naprawdę.