Banki nie boją się pozwów o WIBOR i SKD? Fakty kontra medialna gra i rzeczywiste intencje sektora

Czas czytania: 10 minut

Bardzo wiele mówi się ostatnim czasie o wyzwaniach dla polskiego sektora bankowego na następne lata – dyskusja ta toczy się w przeważającej części wokół ryzyka prawnego umów długoterminowych. Do niedawna chodziło głównie o franki, ale ten problem powoli staje się newsem dnia wczorajszego. W tej chwili dużo poważniejszym zagrożeniem wydają się umowy złotowe powiązane ze wskaźnikiem WIBOR. Chodzi tu zarówno o kredyty hipoteczne, jak i gotówkowe, budzące coraz liczniejsze wątpliwości prawne, co znajduje potwierdzenie w liczbie powództw, wnoszonych do sądów zarówno przez samych konsumentów, jak i przez profesjonalne podmioty zajmujące się skupem wierzytelności. Banki przekonują, że wygrywają większość spraw o sankcję kredytu darmowego i kolportują przekaz, zgodnie z którym w sprawach WIBOR nie zapadł ani jeden prawomocny prokonsumencki wyrok. Jednocześnie straszą kredytobiorców w mediach negatywnymi konsekwencjami przegrania sprawy przed sądem. Czy powodem, dla którego bankowcy zniechęcają klientów do sądzenia się, jest rzeczywista trosko o dobro kredytobiorców? A może głównym motywem jest chęć uniknięcia kolejnego kryzysu, na miarę tego frankowego?

Z tekstu dowiesz się:

  • Jak wyglądają najnowsze statystyki spraw o SKD i WIBOR – i dlaczego powinny niepokoić sektor bankowy
  • Jak bankowcy reagują na doniesienia mediów, wg których powództw przeciwko hipotekom złotowym i pożyczkom gotówkowym wciąż przybywa
  • Kto jest obecnie głównym wrogiem polskiego sektora bankowego i dlaczego
  • Dlaczego twierdzenia bankowców o braku szans kredytobiorców w sprawach umów złotowych należy włożyć między bajki.

Rośnie medialne zainteresowanie pozwami o SKD i WIBOR. Bankowcom jest to wybitnie nie na rękę – zaczynają nerwowo reagować

O sporach sądowych powstałych na tle klauzul zmiennego oprocentowania bardzo długo mówiło się w kontekście prawniczej ciekawostki – wiadomo było, że pierwsze takie sprawy trafiły przed oblicze wymiaru sprawiedliwości, jednak z marnym skutkiem dla strony konsumenckiej. Bankowcy nieszczególnie przejmowali się sensacyjnymi doniesieniami „frankowych” prawników o możliwej wadliwości WIBORu i powiązanych z nim klauzul. Byli przekonani, że ten ogień szybko się wypali, a kredytobiorcy porzucą marzenia o unieważnieniu hipotek złotowych w wyniku splotu dwóch czynników: niekorzystnego dla nich orzecznictwa i spadku stóp procentowych. Tak się jednak nie stało. Choć kredytobiorca złotowy kwestionujący swoją umowę w sądzie nadal ma niewielkie szanse na wygraną, decyduje się na spór z bankiem zdecydowanie częściej niż jeszcze 2-3 lata temu.

Statystyki mówią same za siebie. W zeszłym tygodniu branżowy portal parkiet.com podał, że do tej pory przeciwko pięciu giełdowym bankom wpłynęło 1 686 pozwów dotyczących kredytów mieszkaniowych opartych o wskaźnik referencyjny WIBOR. Liczba ta wzrosła o 84 proc. rok do roku, co powinno zastanawiać, zwłaszcza, że po drodze kredytobiorcy złotowi nie odnieśli żadnego spektakularnego sukcesu w sądach, który mógłby zachęcać ich do wzmożonej aktywności procesowej. Jak informuje portal, najwięcej spraw o WIBOR wysunięto przeciwko PKO Bankowi Polskiemu (737 spraw na koniec 2025 roku – wzrost o 112 proc. rdr).

Pewnym zaskoczeniem może być relatywnie duża liczba takich spraw wytoczonych ING Bankowi Śląskiemu, który nie był dotąd częstym bohaterem sądowych przepychanek (przynajmniej nie w kontekście franków). Do końca ubiegłego roku ING Bank Śląski otrzymał 304 pozwy o WIBOR. Niewiele mniej, bo 274 pozwy otrzymał mBank. Poza podium znalazł się Millennium Bank z 241 pozwami. Rzadziej pozywany o WIBOR jest BNP Paribas, przeciwko któremu wpłynęło 130 pozwów. Przeciętne tempo wzrostu zainteresowania pozwem o WIBOR wynosi w sektorze od 55 do 80 proc. rdr.

Jeszcze ciekawiej wyglądają statystyki dotyczące sankcji kredytu darmowego, czyli pozwów wytaczanych bankom przez posiadaczy kredytów i pożyczek gotówkowych, z przeznaczeniem na cele konsumenckie. Parkiet.com zebrał dane z ośmiu banków giełdowych, które do końca 2025 roku otrzymały łącznie 20 534 pozwy o SKD (wzrost o blisko 70 proc. rdr). Także i tu prym wiedzie PKO Bank Polski, który otrzymał 6 677 pozwów. Na drugiej lokacie plasuje się Alior Bank z liczbą 4 371 pozwów. Co ciekawe, to właśnie Alior jest dotąd jedynym bankiem, który utworzył rezerwy na ryzyka prawne sporów o sankcję kredytu darmowego, co ma być spowodowane dużą pulą takich umów w portfelu spółki.

Portal podaje ogólnikowo, jak kończą się sprawy sądowe o WIBOR i SKD: w odniesieniu do tych pierwszych, powołując się na raporty samych banków, informuje, że nie zapadł ani jeden prawomocny wyrok korzystny dla kredytobiorców, natomiast w kontekście drugiego wyjaśnia, że banki wygrywają ok. 80-90 proc. takich sporów.

ZBP podaje statystyki spraw „wiborowych”. Ujawniamy, na ile są to wiarygodne dane

Zaledwie kilka godzin po publikacji artykułu, w konkurencyjnym serwisie Business Insider pojawiło się kilka tekstów prezentujących bankowy pogląd na sprawy sporne o WIBOR i SKD. Tu padają już konkretne liczby dotyczące spraw wygranych przez banki. Tadeusz Białek, prezes Związku Banków Polskich, informuje, że sektor otrzymał jak dotąd 161 prawomocnych orzeczeń w sprawie WIBORu, z których każde było korzystne dla instytucji udzielającej finansowania. Dodaje też, że banki otrzymały 259 nieprawomocnych korzystnych dla nich wyroków oraz 5 wyroków nieprawomocnych, które są korzystne dla kredytobiorców i które, w jego ocenie, po wyroku TSUE w sprawie C-471/24, nie mają szans obronić się w II instancji. Tadeusz Białek określa sytuację jako wyjątkowo zero-jedynkową i tłumaczy, że sektor nie spodziewa się istotnego wzrostu tych spraw.

W tym miejscu czujemy się w obowiązku przypomnieć naszym Czytelnikom, że banki w bardzo specyficzny sposób tworzą swoje statystyki dotyczące orzecznictwa. Pomijają w tym procesie wyroki zapadające w sprawach, w których osią sporu nie był sam WIBOR, a na przykład wadliwość klauzul w umowie opartej o ten wskaźnik. Jeśli zbierzemy sygnatury wszystkich spraw, o których media pisały w kontekście nieprawomocnych, acz prokonsumenckich wyroków dotyczących umów „wiborowych”, szybko zauważymy, że kredytobiorcy odnoszą sukcesy sądowe dwa razy częściej, niż przekonują nas banki.

W tekście Business Insider pojawia się wzmianka na temat spraw o sankcję kredytu darmowego: z danych ZBP wynika, że w sądach jest 11-12 tys. takich spraw (dane z początku stycznia br.), a linia orzecznicza sądów wciąż się kształtuje. Związek Banków Polskich przekonuje, że od 85 do 90 proc. prawomocnych wyroków w tych sprawach jest korzystnych dla sektora.

Kredytobiorcy, którzy pozwali bank o SKD, będą żałować? Oto najnowszy przekaz medialny sektora

W innym artykule z zeszłego tygodnia, opublikowanym również w Business Insider, kredytobiorcy mogą zapoznać się z historią klienta banku, który zdecydował się zaufać kancelarii i pozwał bank, a następnie przegrał sprawę, co wiązało się z poniesieniem przez niego wysokich kosztów sądowych. Człowiek ten w desperacji napisał list do prezesa, w którym żali się na swój los. Dla banków taki przypadek to woda na młyn, a jego rozdmuchanie w mediach pozwala na realizację trzech celów jednocześnie:

  • pomaga w przekonaniu opinii publicznej do tego, że pozwy o sankcję kredytu darmowego są z góry skazane na porażkę
  • zniechęca niezdecydowanych do złożenia pozwu (wszak przegrana wiąże się z wielotysięcznymi kosztami sądowymi, które mogą poważnie nadszarpnąć domowy budżet)
  • rujnuje zaufanie społeczeństwa do kancelarii prawnych, które zaczynają być postrzegane jako podmioty nieetyczne, nieinformujące kredytobiorcy o faktycznym ryzyku pozwu.

„Szefowie ryzyka” nowymi medialnymi ekspertami banków. Okażą się bardziej wiarygodni od prawników?

Prócz własnych statystyk oraz dowodów anegdotycznych, banki używają w komunikacji ze stroną społeczną także głosu eksperckiego. Bankowcy słusznie doszli do wniosku, że konsumenci średnio ufają prawnikom sektora, dlatego zaczynają posiłkować się głosami „szefów ryzyka”, czyli managerów wyższego szczebla, zajmujących się identyfikowaniem, oceną, monitorowaniem oraz oczywiście minimalizacją ryzyka w prowadzonym przez zatrudniające ich spółki biznesie.

Właśnie tego rodzaju eksperci wypowiadają się w tekście opublikowanym w zeszłym tygodniu w portalu xyz.pl (o wiele mówiącym tytule „Realne zagrożenie czy wiele hałasu o nic? Szefowie ryzyka o wyzwaniach dla sektora bankowego”). Z tekstu możemy się dowiedzieć między innymi, że banki stoją przed perspektywą dowiązania jeszcze kilku miliardów złotych na ryzyka prawne kredytów w CHF. Takie kwoty pozostaną już bez większego wpływu na strategie biznesowe tych podmiotów. Szefowie ryzyka, w przeciwieństwie do kancelarii frankowych, nie spodziewają się fali powództw o spłacone kredyty frankowe, z prostej przyczyny: wiele z tych umów, w ich opinii, zostało spłaconych jeszcze przed drastyczną podwyżką kursu franka, w związku z czym potencjalne korzyści z wygranej byłyby mniejsze niż u aktywnych kredytobiorców.

Oczywiście te kontrowersyjne twierdzenia nie są poparte żadnymi statystykami – a przypominamy, że dla kredytobiorcy, który stał się szczęśliwym posiadaczem frankowej hipoteki w 2008 roku, gdy frank kosztował 2 zł, kurs tej waluty mógł stać się problematyczny już w kilkanaście miesięcy później.

Bankowi eksperci obarczają „grzechami” kancelarii odszkodowawczych cały rynek pomocy prawnej – czy słusznie?

Także i w artykule na xyz pojawia się wątek kancelarii frankowych, podany oczywiście w negatywnym i społecznie polaryzującym kontekście. Z tekstu dowiadujemy się, że – wg szefa ryzyka w Santanderze – „przychód brutto firm prawniczych zajmujących się tematami frankowymi osiągnie ponad 10 mld zł, z czego 4 mld zł w samym 2025 r.”. Przeciętny Kowalski zrozumie z tej wypowiedzi tyle, że kancelarie frankowe wręcz obłowiły się na pozwach przeciwko bankom, co samo w sobie może powodować, że nie będzie darzył tych podmiotów sympatią i zaufaniem.

My mamy poważny problem z podaną w tekście kwotą 10 mld zł. A powód jest prosty: przychód to coś zupełnie innego niż dochód – a nie zapominajmy, że dużą część tego rynku stanowią kancelarie odszkodowawcze, czyli spółki z o.o., które pośredniczą w ostatecznych rozliczeniach banku z klientem. Efekt jest więc taki, że po prawomocnym unieważnieniu umowy cała kwota, którą sąd zasądził na rzecz kredytobiorcy, przepływa przez konto takiej właśnie kancelarii – ta pobiera z tej kwoty swoje wynagrodzenie, a następnie resztę przekazuje swojemu klientowi.

Pisaliśmy o tej kontrowersyjnej procedurze wielokrotnie, wskazując między innymi, jakie ryzyka niesie za sobą takie „pośrednictwo”. Jeżeli w trakcie takich rozliczeń kancelaria wejście w procedurę restrukturyzacji, może dojść do sytuacji, w której pobierze środki od banku, ale nie wypłaci ich kredytobiorcy. Bank ma czyste ręce – wywiązał się z postanowień wyroku, natomiast klient może mieć poważne problemy z wyegzekwowaniem swojej wierzytelności od obsługującej go kancelarii. Podmiot będzie bowiem chroniony przepisami polskiego prawa, zgodnie z którym wobec spółki w restrukturyzacji nie można wszczynać postępowania egzekucyjnego.

Ale to dopiero wierzchołek góry lodowej – kontrowersji związanych z działalnością kancelarii odszkodowawczych jest znacznie więcej, tyle że banki bardzo niechętnie o tym wspominają, ponieważ nie lubią dokonywać wyraźnego rozgraniczenia pomiędzy kancelariami adwokackimi i radcowskimi, a wspomnianymi już podmiotami odszkodowawczymi, które mają zupełnie inną formę prawną, inny model biznesowy, a co najważniejsze – inny zakres odpowiedzialności.

Podczas gdy adwokat lub radca prawny jest związany kodeksem etyki zawodowej i podlega ścisłemu nadzorowi samorządu zawodowego, kancelaria odszkodowawcza działa jak każde przedsięwzięcie biznesowe nieobjęte zezwoleniami, licencjami czy koncesjami. Prowadzący pseudokancelarię „biznesmeni” nie muszą przestrzegać etyki adwokackiej, nie są związani tajemnicą zawodową, nie muszą nawet unikać konfliktu interesów. W swojej działalności stosują też skrajnie nieetyczne modele rozliczeń, służące przede wszystkim pozyskaniu potencjalnego klienta.

Kredytobiorca, chcąc pozwać bank o nieważność umowy, uiszcza na rzecz pseudokancelarii niewielką opłatę wstępną (czasem nawet o 90 proc. niższą niż w kancelarii adwokackiej), ale później, po wygraniu w sądzie, musi zapłacić wysoką premię za sukces, która sięga nierzadko 1/4 łącznej korzyści z wyroku (choć zdarzają się dużo bardziej bulwersujące przypadki). Różnice w sposobie naliczania honorarium powodują, że współpraca z kancelarią odszkodowawczą jest nawet kilkukrotnie droższa od tej z renomowaną kancelarią adwokacką.

Ale banki nie mają żadnego interesu, by wyjaśniać to Polakom przy okazji artykułów poświęconych sankcji kredytu darmowego i WIBOR. W ich interesie jest to, aby przeciętny klient sektora utożsamiał działalność nieetycznych pseudokancelarii z adwokatami i radcami prawnymi zajmującymi się profesjonalnie podważaniem klauzul abuzywnych w umowach kredytowych. Jeśli społeczeństwo przestanie ufać prawnikom, to przestanie też kierować do sądów kolejne pozwy przeciwko bankom. Tak należy odczytywać faktyczne intencje bankowców, którzy udają zatroskanych losem swoich klientów, a tak naprawdę boją się powtórki z kryzysu frankowego. Przytoczone w tekście statystyki dotyczące powództw świadczą zupełnie jasno, że obawy te nie są pozbawione podstaw.

Wieloetapowe budowanie narracji w kwestii SKD i WIBOR, czyli jak banki wpływają na świadomość konsumenta nt. klauzul abuzywnych

Naszym zdaniem wskazać należy również na szerszy kontekst tego, co obecnie dzieje się w przestrzeni medialnej w odniesieniu do sporów o SKD i WIBOR. Nie zapominajmy o tym, że jeśli w Polsce istnieją podmioty dysponujące niemal nieograniczonym budżetem na kampanie marketingowe, to są nimi właśnie banki. Przedstawicieli sektora stać na stworzenie ogólnopolskiej, wielopoziomowej akcji informacyjnej, z zaangażowaniem w to największych i najbardziej opiniotwórczych mediów. Mechanizm w gruncie rzeczy jest prosty: wpierw w przestrzeni medialnej pojawia się chwytliwa, niepomyślna dla sektora informacja – taka jak ta dotycząca rosnących statystyk pozwów o SKD i WIBOR.

Informacja ta i tak wypłynęłaby na światło dzienne, między innymi dzięki kancelariom zajmującym się sprawami przeciwko bankom, które śledzą sprawozdania okresowe giełdowych spółek. Jeśli jednak to banki jako pierwsze doprowadzą do wypuszczenia tych danych, to będą kontrolować informację. I tak się właśnie dzieje. Media podają dane dotyczące pozwów przeciwko bankom, ale uzupełniają swoje teksty o informacje na temat skali rzekomych przegranych po stronie konsumenckiej. Pośrednio też robią czarny PR „frankowym” prawnikom, rozpowszechniając przekaz o nieuczciwych, nieetycznie działających kancelariach, naciągających Polaków na drogie, skazane na porażkę pozwy.

Taka strategia jest oczywiście ryzykowna i może obrócić się przeciwko samym bankom. Jeśli duże portale zauważą, że podawanie informacji o sankcji kredytu darmowego i pozwach przeciwko klauzulom zmiennego oprocentowania spotyka się z niemal natychmiastową reakcją banków, zaczną poruszać te wątki jeszcze częściej, w nadziei na zwiększenie sprzedaży materiałów sponsorowanych, kolportujących kontrnarrację. Nie zdziwilibyśmy się nawet, gdyby w konsekwencji temat WIBORu i SKD zaczął być podejmowany przez portale w żaden sposób niepowiązane z tematyką finansową czy ekonomiczną. Na przykład przez serwisy lifestyle’owe, trafiające do znacznie szerszej grupy odbiorców niż tytuły branżowe.

Przykre jest to, że dyskusja wokół sporów na tle kredytów złotowych odbywa się bez refleksji nad jakością umów długoterminowych oferowanych przez banki przedstawicielom polskiego społeczeństwa. Media debatują o statystykach i o tym, kto ile zarobił, ale pomijają w tym całkowicie wątek tego, że w okresie historycznie najniższych stóp procentowych banki promowały kredyty oparte o zmienną stopę, bez górnej granicy oprocentowania. Bez większego echa przechodzi kwestia nadchodzącego wyroku TSUE w kwestii sankcji kredytu darmowego (sygnatura sprawy C-744/24, pozwanym w sprawie jest Pekao S.A., czyli jeden z większych podmiotów na rynku) – już 23 kwietnia 2026 roku Trybunał wypowie się między innymi o dopuszczalności praktyk polegających na kredytowaniu prowizji za udzielenie kredytu i pobieraniu z tego tytułu odsetek.

Opisywana praktyka przez lata była powszechnie stosowana zarówno przez giełdowe banki, jak i przez instytucje pożyczkowe – prokonsumencki wyrok w tej sprawie zagroziłby legalności setek tysięcy, być może nawet milionów umów. Tymczasem media więcej uwagi poświęcają serwowaniu społeczeństwu zniekształconych informacji na temat działania rynku usług pomocy prawnej, niż doniesieniom o możliwym precedensie, mogącym zmienić krajobraz polskiego rynku finansowego.

Banki jedno mówią, a drugie robią, czyli parę słów o tym, ile warte są zapewnienia o legalności klauzul w umowach złotowych

Przedstawiciele polskiego sektora bankowego, starający się przeforsować własną narrację na temat sporów o SKD i WIBOR, nie mają trudnego zadania. Jako poważni reklamodawcy, dysponujący wielomilionowymi budżetami, mogą liczyć na przychylność największych mediów w kraju. Analizowaliśmy już wiele wywiadów prowadzonych przez mainstreamowe media z prezesami dużych banków giełdowych i bardzo rzadko zauważamy, by w trakcie takich rozmów padały trudne, niewygodne dla sektora pytania. Bardzo często odnosimy wrażenie, że bankowcy traktują krajowe media jak słupy reklamowe dla swoich najbardziej kontrowersyjnych twierdzeń (na przykład w przedmiocie braku prawomocnych spraw, w których to kredytobiorca wygrał z bankiem spór o umowę „wiborową”). Problem w tym, że obraz kreślony przez banki w mediach jest odległy od rzeczywistości.

W wywiadach i publikacjach własnych bankowcy przekonują, że szanse kredytobiorcy na wygranie sprawy „o WIBOR” są właściwie żadne, a w przypadku sporu o SKD są minimalne. Tymczasem wiele spraw, w których sądy skierowały do TSUE pytania prejudycjalne odnoszące się zwłaszcza do problematyki kredytów konsumenckich, zostało przedwcześnie zakończonych w wyniku zawarcia ugody lub uznania roszczenia kredytobiorcy. Dzieje się tak dlatego, że banki nie chcą, by TSUE wypowiadał się w zakresie abuzywności klauzul umownych, w oparciu o które funkcjonują te kredyty. Zamknięcie sporu przed polskim sądem oznacza zwykle zakończenie sprawy w Trybunale, który nie jest dla sądu krajowego organem doradczym, odnoszącym się w swoich stanowiskach do sytuacji hipotetycznych.

Skoro więc bank woli uznać roszczenie i zapłacić powodowi kilkadziesiąt tysięcy złotych, być może nawet i większe kwoty, byleby tylko nie dopuścić do wydania unijnego wyroku, to trudno mówić o przekonaniu sektora o własnych racjach. Gdyby banki naprawdę wierzyły w to, że dopełniły obowiązków informacyjnych w relacjach ze swoimi klientami i że oferowały umowy złotowe (zwłaszcza te gotówkowe) w oparciu o transparentne, uczciwe postanowienia, pozwoliłyby Trybunałowi Sprawiedliwości UE na rozpatrzenie trafiających do niego spraw. Zrobiłyby to chociażby po to, by zakończyć wszelkie spekulacje na temat swojej działalności i pokazać, że nie boją się brania spornych umów pod unijną lupę.

PODSUMOWANIE:

Przedstawiciele sektora bankowego stosują coraz bardziej wyrafinowane metody, by przekonać polskiego konsumenta, że jego szanse na wygranie sprawy o umowę złotową są bliskie zeru. Bankowcy bardzo sprawnie posługują się krajowymi mediami celem uwiarygodnienia swojego przekazu. Celem tej wielopoziomowej, świetnie zorganizowanej akcji jest coś więcej niż przekonanie przeciętnego klienta do niewchodzenia w spór z bankiem.

Sektor chce, by Polacy zwątpili w uczciwość kancelarii prawnych wyspecjalizowanych w podważaniu umów kredytowych – jeśli to się uda, nie będzie już miało znaczenia, jakie „rewelacje” wyjdą na światło dzienne w odniesieniu do abuzywnych praktyk sektora bankowego. Każda kompromitacja ujdzie bankowcom płazem, ponieważ kredytobiorcy stracą chęć dochodzenia sprawiedliwości przed sądem, w obawie o przeszacowanie własnych szans na wygraną.

FrankNews
FrankNews
FrankNews.pl to portal informacyjny poświęcony tematyce rynku kredytowego oraz sporów konsumentów z bankami. Redakcja serwisu od 2014 roku śledzi rozwój orzecznictwa sądowego, zmiany w przepisach prawa oraz zjawiska wpływające na sytuację kredytobiorców w Polsce. Doświadczenia zebrane przy tworzeniu materiałów publikowanych wcześniej w mediach i portalach internetowych stały się podstawą do uruchomienia w 2020 roku serwisu FrankNews.pl — miejsca, w którym informacje dotyczące tej tematyki są gromadzone i prezentowane w formie bieżących wiadomości oraz analiz. Materiały publikowane na FrankNews.pl nie stanowią porady prawnej ani finansowej. Treści odzwierciedlają stanowisko ich autorów i służą przedstawieniu faktów, orzeczeń oraz kontekstu opisywanych wydarzeń. Materiały zamieszczone w serwisie Franknews.pl nie są substytutem dla profesjonalnych porad prawnych. Franknews.pl nie poleca ani nie popiera żadnych konkretnych procedur, opinii lub innych informacji zawartych w serwisie. Zamieszczone materiały są subiektywnymi wypowiedziami autorów.

Related Articles

Najnowsze