Ci kredytobiorcy wygrywają z mBank częściej niż Frankowicze. Raport banku ujawnia ciekawą prawdę

Czas czytania: 10 minut

Jaką niewygodną prawdę na temat sporów sądowych o kredyty w walucie obcej banki wolą przemilczeć niż dopuścić, by stała się przedmiotem zainteresowania ogólnopolskich mediów? Chodzi oczywiście o to, że wśród spraw masowo przegrywanych przez banki są nie tylko te powiązane z kursem franka szwajcarskiego. Największe banki w Polsce regularnie przegrywają procesy o kredyty w euro i w innych walutach obcych. Nie chcą jednak, by posiadacze takich kredytów zorientowali się, że ich szanse na prawomocne unieważnienie umowy są niemal identyczne, jak w przypadku kredytobiorców frankowych. Podmiotem, który niechętnie (ale mimo to dość rzetelnie) informuje o skali swoich porażek w sprawach o kredyty w innej walucie obcej niż CHF, jest mBank. Informacje zawarte w raporcie półrocznym Grupy dostarczają nam niezwykle interesującej wiedzy na temat sporów z tej kategorii. Szczegóły w tekście.

Z artykułu dowiesz się:

  • Jak wygląda orzecznictwo krajowych sądów w sprawach o kredyty waloryzowane kursem euro, dolara amerykańskiego i jena japońskiego
  • Jak wyceniany jest koszt ryzyka prawnego kredytów walutowych innych niż te frankowe
  • Ile spraw o kredyty walutowe niepowiązane z frankiem wygrywają prawomocnie klienci mBanku
  • Czy kredytobiorca posiadający zobowiązanie w euro ma szansę na zawarcie z bankiem korzystnej ugody.

Masz kredyt w euro obsługiwany przez mBank? W 2026 roku bez problemu unieważnisz go w sądzie

Lata 2004-2009 w polskiej bankowości upłynęły pod znakiem franka szwajcarskiego. A przynajmniej tak banki chcą, abyśmy myśleli. Owszem, z nieoficjalnych szacunków wynika, że sektor udzielił w tym okresie od 700 do nawet 800 tys. kredytów indeksowanych i denominowanych do CHF, jednak nie była to jedyna waluta, do której waloryzowano zobowiązania Polaków. Sporo osób skusiło się w tamtym okresie na kredyt powiązany z euro, wierząc, że zagwarantuje im to niską, stabilną ratę w oparciu o przewidywalne oprocentowanie i kurs odporny na wahania.

Mniej popularne były kredyty waloryzowane kursem dolara amerykańskiego czy jena japońskiego (te ostatnie zwykle były dostępne dla klienta premium), wprowadzone do oferty polskich banków z tego samego powodu, co hipoteki frankowe. Przyczyną było niższe oprocentowanie tych produktów, pozwalające na zastosowanie bardziej przyjaznych konsumentowi kryteriów oceny jego zdolności kredytowej. W efekcie Polacy stawali się posiadaczami kredytów o wartości, która byłaby poza ich zasięgiem, gdyby wyrazić ją w PLN i oprocentować zgodnie ze stawką WIBOR.

Gdy w okolicach 2015 roku kurs CHF drastycznie wzrósł, a frankowicze wyszli na ulice z postulatami przewalutowania swoich skrajnie nieprzewidywalnych kredytów, o hipotekach w euro czy innych walutach obcych było cicho. Na przestrzeni lat Trybunał Sprawiedliwości UE wydawał kolejne wyroki w sprawach polskich, w których osią sporu były kredyty frankowe. Wówczas mało kto zdawał sobie sprawę z tego, że unijne wyroki wpłyną nie tylko na sytuację procesową zgnębionych rosnącym kursem CHF frankowiczów, ale również pozostałych grup kredytobiorców pseudowalutowych.

Dlaczego kredyty waloryzowane kursem euro są uznawane za abuzywne przez polskie sądy?

Trybunał Sprawiedliwości UE, rozpatrując zagadnienia związane z kredytami frankowymi, wyszedł z bardzo prostego i przede wszystkim logicznego założenia. Kluczowe jest to, jak została sformułowana umowa zawierana z konsumentem i jak ów konsument został poinformowany o niczym nieograniczonym ryzyku wzrostu kursu waluty, do której jest waloryzowany jego kredyt. To, w jaki sposób bank korzystał z abuzywnych przepisów wprowadzonych do umów z klientem nie ma znaczenia, podobnie jak to, czy kurs waluty waloryzacji wzrósł radykalnie, tak jak miało to miejsce w przypadku franka, czy wzniósł się tylko trochę ponad poziom z dnia uruchomienia kredytu. Gdy krajowe sądy zaczęły stosować unijne wskazówki w swojej praktyce, pozycja banków w procesach o kredyty w euro znacząco się obniżyła. Co więcej, banki zaczęły przegrywać te procesy na masową skalę, z takim samym skutkiem, jak w w przypadku hipotek frankowych.

Efekt? Dziś banki coraz rzadziej piszą w swoich sprawozdaniach po prostu o ryzykach i kosztach kredytów frankowych czy liczbie spraw toczących się o te kredyty. Zamiast tego przekazują informacje dotyczące walutowych kredytów hipotecznych, bez dokonywania ich rozróżnienia na te frankowe i wyrażone w innej walucie obcej. Świadczy to o tym, że sektor, po pierwsze, nie chce wprost informować, ile spraw o kredyty w euro toczy się obecnie w sądach, a po drugie, woli nie ujawniać, ile tych spraw wygrywają kredytobiorcy. Nieliczne podmioty prezentują swoje dane okresowe tak, byśmy mogli wyciągnąć precyzyjne informacje dotyczące kredytów waloryzowanych, nie tylko tych frankowych. Takim podmiotem jest właśnie mBank S.A., na którego danych oprzemy dalszą część tego tekstu.

Na to, co dzieje się na salach sądowych, zwraca uwagę adwokat Jacek Sosnowski, którego kancelaria prowadzi kilka tysięcy spraw przeciwko bankom.

– Mechanizm badania abuzywności klauzul przeliczeniowych jest ten sam niezależnie od waluty waloryzacji. Zarówno na gruncie art. 385¹ Kodeksu cywilnego, jak i dyrektywy 93/13, sąd ocenia sposób sformułowania postanowienia oraz to, czy konsument został rzetelnie pouczony o nieograniczonym ryzyku kursowym – nie zaś to, czy chodzi o franka, euro, dolara czy jena. Prowadzimy sprawy o kredyty w euro i w dolarze od lat i co najmniej od przełomu 2021 i 2022 roku nie dostrzegamy, by sądy w jakikolwiek sposób różnicowały te postępowania w stosunku do spraw frankowych. Dla posiadacza kredytu w euro oznacza to, że linia orzecznicza jest już ukształtowana, a ryzyko przegranej po stronie konsumenta jest dziś porównywalne z tym, jakie towarzyszy sprawom stricte frankowym – ocenia adwokat Jacek Sosnowski z Kancelarii Sosnowski Adwokaci i Radcowie Prawni.

Eurowicze idą po swoje do sądów: mBank przyznaje, że przegrywa 98,2 proc. spraw o kredyty waloryzowane inne niż frankowe

Pod koniec lipca br. mBank S.A. opublikował swoje sprawozdanie finansowe za I półrocze. Na stronie 61. tego sprawozdania zaczyna się część poświęcona ryzykom prawnym związanym z kredytami hipotecznymi i mieszkaniowymi indeksowanymi do CHF i innych walut obcych, udzielonymi na rzecz klientów indywidualnych. Interesujące dla eurowiczów mogą się okazać już pierwsze akapity tego rozdziału, zawierające dane pozwalające porównać wartość hipotek frankowych obsługiwanych przez mBank z wartością aktywnych hipotek w innych walutach obcych.

Podmiot informuje, że na koniec czerwca 2026 roku wartość bilansowa kredytów mieszkaniowych powiązanych z kursem franka szwajcarskiego wynosiła 58 mln zł (na koniec 2025 roku było to 74 mln zł). W przypadku wartości bilansowej pozostałych kredytów mieszkaniowych w walucie obcej, obecnych w portfelu mBanku, mamy do czynienia z kwotą wielokrotnie wyższą, tj. 676 mln zł (774 mln zł na koniec 2025 roku). Zgadza się, wartość bilansowa zobowiązań hipotecznych powiązanych z kursem innych walut obcych niż CHF jedenastokrotnie przewyższa wartość frankowych kredytów mieszkaniowych. Tak ogromna dysproporcja pomiędzy tymi dwiema wartościami może świadczyć o tym, że mBank dużo mnie konserwatywnie podchodzi do zawiązywania rezerw na ryzyka prawne kredytów mieszkaniowych w euro niż do księgowania odpisów na hipoteki frankowe.

Bez wątpienia uwagę zwraca też tempo „topnienia” wartości bilansowej obu tych portfeli. W przypadku kredytów frankowych wartość bilansowa portfela spadła w zaledwie 6 miesięcy o 21,6 proc. W przypadku innych kredytów waloryzowanych w tym samym okresie wartość bilansowa portfela spadła o 12,66 proc. Wniosek? Ryzyko portfela kredytowego zależnego od kursu euro i innych walut obcych (prócz CHF) może zostać z mBankiem dłużej niż ryzyko hipotek frankowych. Chyba że mBank diametralnie zmieni swoją politykę dotwarzania rezerw i zacznie traktować eurowiczów równie poważnie, co frankowiczów. Nie jest to zresztą problem charakterystyczny tylko dla mBanku. Z danych umieszczonych w raporcie NBP o stabilności systemu finansowego wynika, że w całym sektorze bankowym występuje luka w tych rezerwach wyceniana na 10 mld zł.

Nie zapominajmy przy tym, że zagrożeniem dla mBanku są nie tylko kredyty wciąż obecne w bilansach. Wszak eurowicze (i inni kredytobiorcy pseudowalutowi) mogą pozwać bank po całkowitej spłacie swojego zobowiązania, co coraz częściej czynią. Wbrew obiegowej opinii, roszczenie konsumenta z tytułu abuzywności klauzul przeliczeniowych nie przedawnia się po 6 latach, licząc ów termin osobno od dnia spłaty każdej kolejnej raty. Sześcioletni termin przedawnienia biegnie w przypadku konsumenta dopiero od momentu, w którym dowiedział się on, że jego umowa zawiera klauzule niedozwolone.

Na ile można wycenić to ryzyko? Tu znów przychodzi nam z pomocą sprawozdanie półroczne mBanku, z którego dowiadujemy się, że wartość portfela kredytów indeksowanych do innych walut obcych niż CHF udzielonych osobom fizycznym, już z uwzględnieniem kursu aktualnego na dzień wypłaty poszczególnych transz kredytów, to 4,1 mld zł. Twórcy raportu dodają, że chodzi łącznie o 13,4 tys. umów kredytowych. Dla porównania, liczba kredytów frankowych udzielonych przez mBank to 85,5 tys., a łączna wartość tych umów to 19,5 mld zł.

Jak wynika z raportu, na dzień 30 czerwca 2026 roku wartość aktywnych kredytów indeksowanych do innych walut obcych niż frank wynosiła 1,6 mld zł, i składało się na nią 5 tys. umów. W przypadku franków mowa jest o 4,2 tys. umów wycenianych na kwotę 1,2 mld zł. Mamy więc do czynienia z sytuacją, w której aktywne hipoteki powiązane z euro, dolarem i jenem japońskim (bez wątpienia chodzi tu głównie o umowy w euro) są warte więcej niż pozostające w bilansach kredyty frankowe.

Jak dowiadujemy się ze sprawozdania mBanku, na koniec I półrocza podmiot uwzględnił wpływ ryzyka prawnego związanego z kredytami indeksowanymi do innych walut obcych niż CHF w wysokości 467 mln zł. Kalkulując koszt ryzyka, mBank posłużył się tą samą metodologią, co w przypadku spraw frankowych. Założył więc, że rozkład orzeczeń sądów będzie dokładnie taki sam, jak u frankowiczów, czyli że kredytobiorcy będą wygrywać 100 proc. postępowań. A skoro sam podmiot poczynił takie założenia, to kredytobiorcy nie mają powodów, by inaczej oceniać swoje szanse na wygranie sprawy.

Sprawy w toku i prawomocne wyroki – co mówi nam mBank w swoim raporcie?

Z perspektywy eurowiczów najistotniejsze są oczywiście dane dotyczące spraw w sądach. Twórcy sprawozdania półrocznego mBanku zaspokajają ich ciekawość w wysokim stopniu, ujawniając nie tylko liczbę spraw w toku, ale również statystyki dotyczące prawomocnie zakończonych postępowań. Do zrozumienia tego, co rzeczywiście dzieje się w sądach w sprawach przeciwko kredytom w euro, potrzebny nam kontekst. Niech staną się nim statystyki dotyczące spraw frankowych, aktualne na dzień 30 czerwca 2026 roku.

Na koniec I półrocza mBank miał w toku sprawy sądowe dotyczące 4 291 umów indeksowanych kursem CHF, w tym 1 246 kredytów spłaconych. Liczba spraw aktywnych systematycznie maleje – na koniec 2025 roku mBank miał ich w sądach 5 856 – pomiędzy końcem ubiegłego roku a końcem minionego półrocza liczba umów objętych otwartym sporem spadła o 26,7 proc.

W przypadku kredytów indeksowanych kursem innej waluty obcej sprawa wygląda nieco inaczej. Owszem, liczba toczących się postępowań jest wyraźnie niższa niż w przypadku spraw ściśle frankowych – na koniec czerwca klienci mBanku kwestionowali w sądach 502 umowy, w tym 100 umów spłaconych. Podkreślenia jednak wymaga, że liczba toczących się postępowań o kredyty w euro wciąż rośnie, choć tempo tego wzrostu nie jest zatrważające – na koniec 2025 roku mBank sądził się o 496 umów, co świadczy o tym, że podmiot nie znalazł jeszcze sposobu na przekonanie eurowiczów do godzenia się na etapie procesowym.

Powód rosnącej liczby pozwów jest prozaiczny.

– Do niedawna posiadacze kredytów w euro czy w dolarze często nie mieli świadomości, że przysługują im dokładnie te same instrumenty ochrony konsumenckiej, co frankowiczom. To się zmieniło – mniej więcej od 2025 roku obserwujemy wyraźnie większe zainteresowanie tej grupy. Kredytobiorcy niefrankowi znacznie chętniej zgłaszają swoje umowy do analizy i coraz częściej decydują się na skierowanie sprawy do sądu – zwraca uwagę mec. Sosnowski.

Przejdźmy teraz do sedna, czyli do tego, ile spraw przeciwko mBankowi wygrywają jego klienci. Zacznijmy od postępowań frankowych: do końca I półrocza br. mBank otrzymał prawomocne wyroki dotyczące 15 284 umów, z czego korzystny dla podmiotu wyrok zapadł w przypadku zaledwie 171 umów. Wynika z tego, że mBank przegrywa prawomocnie aż 98,9 proc. spraw o kredyty indeksowane kursem CHF.

Ze sprawozdania wynika, że sytuacja wygląda niemal identycznie w przypadku spraw o kredyty w innych walutach obcych. Do końca I półrocza sądy wydały prawomocne wyroki w sprawach dotyczących 276 takich kredytów. W tej statystyce znajduje się tylko 5 wyroków korzystnych lub częściowo korzystnych dla mBanku, dzięki czemu wiemy, że podmiot przegrywa prawomocnie 98,2 proc. postępowań sądowych przeciwko hipotekom pseudowalutowym innym niż te frankowe.

 

Czy eurowicz może zawrzeć z mBankiem korzystną ugodę?

Masowa skala przegranych mBanku w sprawach o kredyty w euro i innych walutach obcych skutkowała zmianą strategii ugodowej podmiotu. Jeszcze niedawno na systemowe ugody promowane przez mBank mogli liczyć wyłącznie kredytobiorcy frankowi. Obecnie program ugód mBanku jest kierowany do wszystkich kredytobiorców posiadających hipoteki indeksowane kursem waluty obcej. Twórcy sprawozdania nie informują niestety, kiedy nastąpiła ta zmiana, podkreślają jednak, że warunki ugody są indywidualnie negocjowane z klientami.

Odpowiedź na pytanie umieszczone w nagłówku brzmi zatem: tak, eurowicz może zawrzeć z mBankiem ugodę, a to, czy ta ugoda będzie korzystna, zależy od kilku czynników, z których najważniejszym jest stopień zaawansowania sporu. Nie jest żadną tajemnicą, że mBank jest skłonny do dużo większych ustępstw względem klienta na etapie postępowania sądowego niż w mediacjach przedprocesowych. Przyczyny są banalne. Władze banku doskonale wiedzą, że ktoś, kto „zainwestował” już w napisanie pozwu, jest znacznie bardziej zdeterminowany i lepiej poinformowany o swoich prawach niż kredytobiorca, który nie podjął jeszcze kroków prawnych. Tego pierwszego trudniej jest „ożenić” z kiepską ugodą, ponieważ zwykle jest reprezentowany w sądzie przez profesjonalnego pełnomocnika prawnego, który należycie dba o jego interesy (być może dlatego niektóre banki wysyłają klientowi propozycje ugodowe z pominięciem reprezentującej go kancelarii). Z kolei drugi często kieruje się naiwnym założeniem, że bank, proponując ugodę, ma dobre intencje i wcale nie zależy mu na wyeliminowaniu ryzyka z abuzywnej umowy jak najniższym kosztem.

Praktyka pokazuje, że naprawdę dobrą ugodę mBank zwykle proponuje dopiero po otrzymaniu wyroku w sądzie I instancji. Doświadczenie renomowanych kancelarii frankowych dowodzi, że mBank, otrzymawszy wyrok unieważniający umowę, coraz częściej woli zaakceptować stanowisko sądu i przystąpić do rozliczeń na zasadach porozumienia kompensacyjnego, niż wydłużać proces o drugą instancję, w której wyrok niemal na 100 proc. nie ulegnie zmianie.

Ten schemat dobrze widać w praktyce, w której moment podjęcia rozmów ma decydujące znaczenie.

– Na dużej próbie spraw widać powtarzalny schemat: przed skierowaniem pozwu bank albo w ogóle nie składa propozycji ugody, albo – jeśli klient pobrał wcześniej samo zaświadczenie o zadłużeniu – proponuje warunki, które trudno uznać za satysfakcjonujące – mówi mec. Sosnowski.

Jak dodaje prawnik, obraz ten zmienia się wraz z postępem sprawy w sądzie.

– W toku procesu, a zwłaszcza po korzystnym wyroku pierwszej instancji, bank zaczyna rozmawiać zupełnie inaczej i skłania się ku rozliczeniu zbliżonemu do tego, które kredytobiorca uzyskałby po prawomocnym unieważnieniu umowy. To jednak nie dzieje się automatycznie – kto podpisze słabą ugodę na wczesnym etapie, sam zamyka sobie drogę do korzystniejszego rozliczenia – zastrzega adwokat.

Wydłużanie procesu staje się dla banku nieopłacalne również ze względu na odsetki ustawowe za zwłokę, które, w przypadku trzyletniego procesu o kwotę 500 tys. zł, mogą wynieść 160 tys. zł (kalkulacja dla sprawy wniesionej w sierpniu 2023 roku i zakończonej w sierpniu 2026 roku). Odsetki te należą się tak samo eurowiczom, jak i frankowiczom, dlatego mBank nie ma powodów, by stosować odmienną strategię procesową w sprawach, w których oś sporu stanowią hipoteki powiązane z inną walutą obcą niż CHF.

PODSUMOWANIE:

Spory mBanku o hipoteki pseudowalutowe nie dotyczą tylko franków. W gotowości do pozwu pozostają między innymi eurowicze, do których docierają informacje o prokonsumenckim orzecznictwie polskich sądów oraz o rozszerzaniu przez banki programów ugodowych.

Obecnie klient mBanku będący stroną umowy kredytu hipotecznego powiązanej z kursem innej waluty obcej niż frank szwajcarski, ma 98,2 proc. szans na prawomocny korzystny dla siebie wyrok. Zagrożeniem dla mBanku pozostaje aż 13,4 tys. niefrankowych umów o łącznej wartości 4,1 mld zł, spośród których 5 tys. umów o wartości 1,6 mld zł to kontrakty wciąż wykonywane, pozostające w bilansach podmiotu.

Statystyki dowodzą, że zdolność mBanku do szybkiego eliminowania ryzyka tych umów jest znacznie słabsza niż w przypadku franków. Władze mBanku wciąż nie znalazły sposobu na to, by liczba otwartych sporów o kredyty waloryzowane kursem waluty obcej innej niż CHF zaczęła maleć. Mamy tu do czynienia z sytuacją odmienną niż w sporach o hipoteki frankowe, w których wygaszaniu mBank odnajduje się zdecydowanie lepiej.

W 2026 roku eurowicze i inni kredytobiorcy pseudowalutowi mogą zawrzeć z mBankiem ugodę dokładnie tak samo jak frankowicze. Atrakcyjność warunków ugodowych proponowanych przez mBank jest zróżnicowana, w dużej mierze zależna od tego, czy kredytobiorca wystąpił już z powództwem o nieważność i/lub zapłatę, czy od progu daje do zrozumienia, że zależy mu na polubownym zakończeniu sporu.

Ten, kto od razu wyciąga rękę na zgodę, nie ma co liczyć na uczciwe rozliczenie z bankiem, porównywalne z tym, co uzyskują kredytobiorcy prawomocnie unieważniający swoje umowy w sądach. Z kolei konsument, który podejmie kroki prawne nim zacznie negocjować z bankiem ugodę, ma dużo lepszą pozycję w mediacjach i z pomocą doświadczonego prawnika jest w stanie wywalczyć dla siebie korzystne warunki porozumienia.

FrankNews
FrankNews
FrankNews.pl to portal informacyjny poświęcony tematyce rynku kredytowego oraz sporów konsumentów z bankami. Redakcja serwisu od 2014 roku śledzi rozwój orzecznictwa sądowego, zmiany w przepisach prawa oraz zjawiska wpływające na sytuację kredytobiorców w Polsce. Doświadczenia zebrane przy tworzeniu materiałów publikowanych wcześniej w mediach i portalach internetowych stały się podstawą do uruchomienia w 2020 roku serwisu FrankNews.pl — miejsca, w którym informacje dotyczące tej tematyki są gromadzone i prezentowane w formie bieżących wiadomości oraz analiz. Materiały publikowane na FrankNews.pl nie stanowią porady prawnej ani finansowej. Treści odzwierciedlają stanowisko ich autorów i służą przedstawieniu faktów, orzeczeń oraz kontekstu opisywanych wydarzeń. Materiały zamieszczone w serwisie Franknews.pl nie są substytutem dla profesjonalnych porad prawnych. Franknews.pl nie poleca ani nie popiera żadnych konkretnych procedur, opinii lub innych informacji zawartych w serwisie. Zamieszczone materiały są subiektywnymi wypowiedziami autorów.

Related Articles

Najnowsze