W trzy miesiące od wyroku TSUE w sprawie C-744/24 co najmniej cztery duże banki szukają dla siebie bezpiecznego sposobu na uniknięcie ekspozycji na ryzyko związane z sankcją kredytu darmowego. Jako pierwsze działać w tym obszarze zaczęły Pekao S.A. i Alior Bank. Niedługo po nich strategię polubownego rozwiązywania sporu zaczął testować Velo Bank. Newsem tygodnia jest natomiast to, że sens ugodowego podejścia został dostrzeżony również przez władze Millennium Banku, o czym świadczy półroczny raport, opublikowany 28 lipca. Czego mogą się spodziewać posiadacze abuzywnych kredytów konsumenckich w II półroczu br.? Czy dojdzie do tego, że banki zaczną uznawać sankcję kredytu darmowego na etapie reklamacji? A może mają inny, znacznie cwańszy plan, który już dziś powinien zaniepokoić środowiska konsumenckie?
Z tekstu dowiesz się:
- Na co może liczyć konsument, mający kredyt bądź pożyczkę konsumencką w Pekao S.A, Alior Banku, Velo Banku lub Millennium Banku
- Ile spraw sądowych o sankcję kredytu darmowego przegrywają banki po wyroku C-744/24
- Na czym polegają polubowne propozycje rozsyłane przez niektóre banki kredytobiorcom gotówkowym (i ile można odzyskać od banku na etapie postępowania reklamacyjnego)
- Co może się zmienić w sytuacji kredytobiorców po wejściu w życie nowej ustawy o kredycie konsumenckim.
Do banków w końcu dociera, że nie mogą zarabiać na kredytowanych kosztach. Klienci otrzymują częściowy zwrot odsetek
Bankowcy potrzebowali trochę czasu, by w pełni przepracować niemiłe zaskoczenie, jakim bez wątpienia był dla nich wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE w sprawie C-744/24. Przypomnijmy, że przed 23 kwietnia 2026 roku, czyli przed publikacją unijnego orzeczenia, bankowcy zgodnie twierdzili, że w praktyce pobierania odsetek od kredytowanych kosztów kredytu nie ma absolutnie niczego niewłaściwego. Unijni sędziowie byli jednak innego zdania i w kwietniowym wyroku uznali tę praktykę za mającą charakter nieuczciwy.
W wyroku nie stwierdzono wprost, że objęcie oprocentowaniem kredytowanych kosztów pozaodsetkowych powinno skutkować zastosowaniem przez sąd krajowy sankcji kredytu darmowego. Niemniej jednak banki poczuły się po tym orzeczeniu na tyle niepewnie, że zaczęły szukać dla siebie dogodnego wyjścia ewakuacyjnego z sytuacji, w której znalazły się przez własną chciwość.
Przedstawiciele sektora wiedzą, że nie mają wiele czasu na reakcję – jeżeli w Polsce dojdzie do wyraźnej korekty kursu orzeczniczego, a sądy zaczną zasądzać na rzecz konsumentów sankcję kredytu darmowego, bankowcom trudno będzie namówić klientów na ugody. Przynajmniej na takie, które nie doprowadzą bankowych finansów do ruiny. Ten jeden raz banki postanowiły wynieść dla siebie naukę ze spraw frankowych i… zaczęły wyciągać do klientów rękę na zgodę. Oczywiście nie oznacza to, że w odpowiedzi na otrzymywane reklamacje w pełni uznają zawarte w nich roszczenia i przystępują do rozliczeń objętych sporem kredytów. Robią coś innego. Gdy reklamacja dotyczy pobrania odsetek od skredytowanych kosztów kredytu, bank uznaje ją w tej konkretnej części i proponuje kredytobiorcy zwrot odsetek.
Dokładne analizy i ważne informacje dla kredytobiorców.
Śledź nasze profile, aby wzmocnić ich widoczność i być na bieżąco:
Tyle może odzyskać od banku konsument na etapie postępowania reklamacyjnego
Ile można odzyskać od banku na drodze reklamacji? Cóż, to zależy od kilku czynników, między innymi od oprocentowania, okresu finansowania oraz od wysokości skredytowanej prowizji (bądź składki na ubezpieczenie). Z szacunków kancelarii prawnych wynika, że w przypadku kredytu konsolidacyjnego opiewającego na kwotę 50 tys. zł, z oprocentowaniem 12 proc., przy ośmioletnim okresie kredytowania i prowizji rzędu 20 proc., bank po częściowym uznaniu reklamacji może zaproponować zwrot ok. 5 600 zł. Dla porównania, gdyby kredytobiorca poszedł do sądu i tam uzyskał dla siebie sankcję kredytu darmowego, bank byłby zmuszony oddać mu ok. 38 tys. zł. W tym przypadku częściowe uznanie reklamacji oznaczałoby zwrot ok. 15 proc. tego, co kredytobiorca może „ugrać” dla siebie w sądzie.
Gdyby ten sam kredyt został zaciągnięty na kwotę 100 tys. zł, odsetki do zwrotu na etapie reklamacji wyniosłyby 11 200 zł. I znów, gdyby kredytobiorca poszedł z roszczeniem do sądu, opiewałoby ono na ok. 76 tys. zł.
Im mniejsza prowizja, tym niższa potencjalna korzyść z częściowego uznania reklamacji. Przykładowo, przy kredycie na kwotę 80 tys. zł, oprocentowanym na 12 proc., i skredytowanej prowizji w wysokości 8 tys. zł, odsetki do zwrotu na etapie reklamacji wyniosłyby 4,5 tys. zł. Gdyby posiadacz takiej umowy poszedł do sądu i zawalczył o SKD, jego korzyść z wygranej mogłaby wynieść 58 tys. zł. W tym przypadku propozycja ugodowa banku, zakładająca zwrot samych odsetek od skredytowanej prowizji, zapewniłaby konsumentowi jedynie 8 proc. tego, co miałby do odzyskania w sądzie.
Na dysproporcję między propozycją reklamacyjną a potencjalnym rozstrzygnięciem sądowym zwraca uwagę adwokat Jacek Sosnowski, którego kancelaria prowadzi kilka tysięcy spraw przeciwko bankom.
– Zwrot samych odsetek od skredytowanej prowizji rozlicza jeden element umowy, a nie kończy sporu o sankcję kredytu darmowego. Z punktu widzenia banku to rozwiązanie wygodne: koszt jest policzalny, jednorazowy i wielokrotnie niższy od skutków zastosowania art. 45 ustawy o kredycie konsumenckim. Kredytobiorca powinien więc czytać takie pismo nie jak przyznanie się kredytodawcy do naruszenia, tylko jak ofertę – i sprawdzić przede wszystkim, czy jej przyjęcie nie wiąże się ze zrzeczeniem się dalszych roszczeń z tej umowy – mówi adwokat Jacek Sosnowski z Kancelarii Sosnowski Adwokaci i Radcowie Prawni. Co do zasady samo częściowe uznanie reklamacji nie pozbawia kredytobiorcy możliwości do skorzystania z sankcji kredytu darmowego. Ważne jednak aby pilnować terminu – kwituje adwokat.
Pekao S.A., Alior Bank, Velo Bank – te banki zaczynają częściowo uznawać reklamacje składane w przedmiocie SKD
Choć problem pobierania odsetek od kredytowanej prowizji występuje w polskim sektorze finansowym niezwykle powszechnie, wyrok TSUE z 23 kwietnia 2026 roku nie spowodował, że przedstawiciele sektora z dnia na dzień zmienili swoje podejście do rozwiązywania konfliktów wynikłych na tle SKD. Proces ten odbywa się stopniowo. Jako pierwsze do wyroku Trybunału postanowiły się dostosować Pekao S.A. i Alior Bank.
Te banki już w minionym kwartale zaczęły szukać dla siebie dogodnej ścieżki ugodowej, o czym świadczą doniesienia kancelarii prawnych, wg których oba podmioty, odpowiadając na reklamacje klientów, proponują zwrot wspomnianych już odsetek od skredytowanych kosztów pozaodsetkowych. Jednocześnie oba banki przekonują swoich klientów o braku podstaw do uznania roszczenia w przedmiocie sankcji kredytu darmowego.
W tym miejscu warto wspomnieć, że to właśnie Pekao S.A. był podmiotem pozwanym w unijnej sprawie C-744/24, nie może zatem dziwić, że jako jeden z pierwszych postanowił zacząć stosować się do kwietniowego orzeczenia Trybunału.
Alior Bank jest wg nas ciekawszym przypadkiem niż Pekao S.A., ponieważ pierwsze rezerwy na ryzyka prawne związane z sankcją kredytu darmowego utworzył już w I kwartale 2025 roku, a zatem na ponad rok przed wydaniem unijnego wyroku. Od tego czasu bank skrupulatnie informuje w swoich sprawozdaniach finansowych o kosztach ponoszonych w związku z ryzykami kredytów konsumenckich.
Z najnowszych doniesień wiemy, że wskutek dostosowania treści umów do wyroku C-744/24 bank dokonał korekty wyniku netto za II kwartał 2026 roku, obciążając go kwotą 96,5 mln zł. Na koniec I kwartału br. Alior Bank był stroną 4 690 spraw sądowych o SKD o łącznej wartości przedmiotu sporu przekraczającej 213 mln zł. Rezerwy na ryzyka prawne związane z sankcją wyniosły na koniec I kwartału 94,6 mln zł.
Zarówno władze Pekao S.A., jak i Alior Banku nie są, najdelikatniej mówiąc, zachwycone rozwojem konfliktu o SKD. Prezesi tych instytucji (Cezary Stypułkowski, Piotr Żabski) są zgodni co do tego, że SKD jest sankcją nieproporcjonalną. Prezes Alior Banku poszedł o krok dalej i zaapelował o rewizję unijnej dyrektywy 93/13, która w jego ocenie nie jest dostosowana do realiów obecnych czasów i nie uwzględnia wpływu, jaki wywiera na stabilność sektora finansowego.
Trzecim bankiem dostosowującym swoje praktyki w procedurze reklamacyjnej do wyroku TSUE jest Velo Bank. Wiedzę o podejściu tego banku do otrzymywanych reklamacji musimy niestety czerpać z nieoficjalnych źródeł. Velo Bank nie jest podmiotem giełdowym – powstał wskutek wydzielenia nieobjętych ryzykiem prawnym aktywów Getin Noble Banku. Velo Bank, w odróżnieniu od giełdowej konkurencji, nie publikuje raportów kwartalnych, z których moglibyśmy pozyskać dane na temat liczby toczących się przeciw niemu sporów czy o tworzonych rezerwach. Niemniej jednak z informacji publikowanych przez podmioty wyspecjalizowane w sprawach przeciwko bankom wynika, że Velo Bank dołączył do grona kredytodawców uznających częściowo otrzymywane reklamacje. W sieci krąży przykład kredytobiorcy, który na etapie postępowania reklamacyjnego odzyskał od banku 22 407,24 zł, tytułem zwrotu odsetek od skredytowanych kosztów pozaodsetkowych. Jeżeli kredytobiorca zdecyduje się zawalczyć o SKD w sądzie, stawką w tej grze będzie 156 381,86 zł.
Prawnicy prowadzący spory konsumenckie zwracają uwagę, że mechanizm, którego dotyczył kwietniowy wyrok, nie ogranicza się do instytucji, które zdecydowały się na częściowe uznawanie reklamacji.
– Skala tego zjawiska jest naprawdę trudna do przecenienia. Mniej więcej dziewięć na dziesięć umów, które trafiają do nas do analizy, zawiera nieprawidłowości mogące uzasadniać roszczenie – i mówimy o umowach z całego rynku, a nie tylko z tych kilku banków, o których dziś jest najgłośniej – ocenia mec. Sosnowski.
Zbliżone proporcje wynikają z danych gromadzonych przez narzędzie skdomat.pl, służące do wstępnej analizy umów kredytów konsumenckich i szacowania potencjalnej korzyści z sankcji. Nieprawidłowości wykrywane są tam w ok. 95 proc. weryfikowanych dokumentów.
– To pokazuje, że nie mamy do czynienia z incydentami czy błędami pojedynczych placówek, tylko z rozwiązaniem wpisanym w standardowe wzorce umowne całego sektora. Bank, który dziś proponuje zwrot odsetek od skredytowanej prowizji, w istocie potwierdza, że taki mechanizm w jego umowach funkcjonował – dodaje prawnik.
Millennium Bank ujawnia niewygodną prawdę na temat spraw o SKD. Dane z raportu za I półrocze 2026 roku mówią same za siebie
Dnia 28 lipca 2026 roku światło dzienne ujrzało sprawozdanie finansowe Millennium Banku za I półrocze. W dokumencie znajdziemy sekcję poświęconą sporom sądowym o kredyty konsumenckie. Bank ujawnia, że do końca czerwca br. otrzymał od swoich klientów 3 043 pozwy, z czego 2 530 spraw jest w toku. Wartość przedmiotu sporu w tych niezakończonych sprawach to 67,6 mln zł. W zaledwie pół roku liczba spraw przeciwko SKD wzrosła w tej instytucji o ponad 27 proc.
Najciekawsze informacje dotyczą spraw prawomocnie zakończonych, których Millennium Bank miał na koniec I półrocza 513. Z tego bank wygrał 437 spraw, a przegrał 76. Wiemy zatem, że do tej pory kredytobiorcy wygrali z Millennium niespełna 15 procent spraw spornych o SKD.
Twórcy raportu ujawniają, że w indywidualnych przypadkach, tam, gdzie prawdopodobieństwo przegranej jest wyższe niż wygranej, Millennium Bank tworzy rezerwy, których wysokość odpowiada oczekiwanemu wypływowi środków pieniężnych (na koniec II kwartału br. były to 4 mln zł). Ponieważ bank ma na uwadze niepewną sytuację orzeczniczą, podjął decyzję o dodatkowym obciążeniu wyniku brutto za II kwartał 2026 roku kwotą 61 mln zł.
Krótko mówiąc, podmiot wygrywa większość spraw sądowych o SKD, a mimo to pomniejsza kwartalny wynik o kwotę niewiele niższą od łącznej wartości przedmiotu sporu w niezakończonych postępowaniach. Dokładnie tak, jakby spodziewał się, że umowy objęte tymi postępowaniami podzielą los tych frankowych.
Millennium Bank przyznaje również, że podjął decyzję o zaprzestaniu naliczania i pobierania odsetek od kredytowanych kosztów kredytu. Zmiana ta skutkować będzie obniżeniem przyszłych przychodów odsetkowych. Bank ujął szacowany negatywny wpływ tej decyzji w II kwartale, pomniejszając przychód odsetkowy o kwotę 35 mln zł.
Sekretny plan banków przeciwko sankcji kredytu darmowego: jedna ustawa sprawi, że konsumenci zostaną na lodzie?
To, że banki tworzą pierwsze odpisy na ryzyka prawne SKD na tak wczesnym etapie sporu, pokazuje, że problem abuzywności w umowach kredytów konsumenckich nie jest czysto hipotetyczny. Jest absolutnie realny, podobnie jak realny jest scenariusz, w którym TSUE, a następnie sądy krajowe, wiążą niedozwolony charakter opisywanej praktyki z pozbawieniem banku zarobku na kwestionowanej umowie. Oczywiście banki ani myślą składać broni. Tworzenie rezerw i częściowe uznawanie reklamacji to tylko jeden z elementów ich strategii.
Równolegle banki realizują zakulisowe działania, obmierzone na systemowe rozwiązanie problemu. Okazja ku temu nadarzyła się właściwie sama. Rządzący, dość nieoczekiwanie, podjęli decyzję o odebraniu UOKiK upoważnienia do prowadzenia prac legislacyjnych nad projektem nowej ustawy o kredycie konsumenckim. Ustawa ta jest Polsce niezbędna w związku z koniecznością implementacji unijnej dyrektywy CCD2, dotyczącej właśnie kredytów na cele konsumenckie. Niespełna dwa miesiące temu do publicznej wiadomości podano, że prace nad ustawą rozpoczną się od początku, i że stworzenie projektu powierzono Ministerstwu Sprawiedliwości. Temu samemu, które jest niezwykle zatroskane skalą roszczeń konsumenckich trafiających do sądów. Co ważne, resort podjął już pierwszą, zdecydowaną próbę zażegnania problemu – póki co wziął na celownik spory o hipoteki powiązane z kursem CHF, które postanowił usprawnić przy pomocy ustawy. Ta wejdzie w życie już w sierpniu, albowiem 23 lipca br. została ogłoszona w Dzienniku Ustaw.
Gdy informacja o rozpoczęciu prac nad ustawą o kredycie konsumenckim obiegła media, banki (i sprzyjający im eksperci) bardzo szybko zaczęły publicznie kolportować określoną narrację. Sektor zaczął chwalić decyzję rządu, a także poparł ideę przeciwdziałania nadregulacjom względem unijnego prawa. Jednocześnie przedstawiciele KNF zaczęli sugerować, że SKD mogłaby zostać całkowicie usunięta z ustawy. Alarmujące jest to, że na początku czerwca, podczas Europejskiego Kongresu Finansowego, minister sprawiedliwości Waldemar Żurek właściwie wprost dał do zrozumienia, że w sprawie sankcji kredytu darmowego niezbędna jest dedykowana ustawa.
Może to sugerować, że projektodawca nowej ustawy o kredycie konsumenckim istotnie nie chce regulować SKD tym dokumentem, a zamiast tego planuje opracowanie odrębnego aktu prawnego. Powstaje jednak pytanie, czy, po pierwsze, resort rzeczywiście napisze taki projekt, a po drugie, czy pomyślnie przejdzie on przez Sejm, Senat i zyska aprobatę prezydenta. Zakładając nawet, że taka ustawa rzeczywiście powstanie i zostanie wprowadzona w życie, może dojść do sytuacji, w której pomiędzy usunięciem SKD z nowej ustawy o kredycie konsumenckim a wprowadzeniem dedykowanych rozwiązań powstanie wielomiesięczna luka czasowa.
W tym okresie może dojść do poważnego rozłamu w orzecznictwie. Jak sądy mają orzekać w sprawach SKD w przypadku eliminacji sankcji z krajowego prawa? Już sam chaos orzeczniczy i niepewność związana z ostatecznym kształtem nowych przepisów mogą skutecznie zniechęcić kredytobiorców do dochodzenia roszczeń na drodze sądowej, i jednocześnie skłonić ich do przyjmowania propozycji ugodowych, otrzymywanych od banków na etapie postępowania reklamacyjnego. To, co dzisiaj jest dla klientów zaledwie jedną z opcji, wkrótce może się stać, przynajmniej czasowo, jedynym sensownym rozwiązaniem.
A nie zapominajmy, że kredytobiorcy gotówkowi, w odróżnieniu od frankowiczów, nie mogą czekać latami z wysunięciem swoich roszczeń: czas na złożenie oświadczenia o SKD mają maksymalnie do roku od całkowitej spłaty kredytu. Wymazanie sankcji kredytu darmowego z krajowych przepisów, choćby na rok, może pozbawić tysiące osób możliwości skutecznego dochodzenia roszczeń na drodze sądowej.
O skali zainteresowania sankcją najlepiej świadczą liczby. Z danych Związku Banków Polskich wynika, że do końca I kwartału 2026 roku sektor otrzymał ponad 104 tys. reklamacji związanych z SKD. Tylko od kwietniowego wyroku TSUE do banków wpłynęło 6,6 tys. nowych reklamacji. Pretensje kredytobiorców płyną szerokim strumieniem, mimo wciąż niekorzystnego dla nich orzecznictwa: publikacja stanowiska Trybunału w sprawie odsetek od kredytowanych kosztów poprawiła statystyki sądowych wygranych po stronie konsumenta o jedyne 5 pp. (wcześniej kredytobiorcy wygrywali ok. 15 proc. spraw, obecnie jest to 20 proc.). Na koniec I kwartału 2026 roku w sądach toczyły się 23 142 sprawy o SKD, całkowita liczba pozwów otrzymanych przez sektor w związku z sankcją przekroczyła już 27 tys.
PODSUMOWANIE
Najwięksi gracze na rynku kredytów konsumenckich jeden po drugim wdrażają strategie polubownego rozwiązywania sporów o SKD. Podmioty takie jak Pekao S.A., Alior Bank i Velo Bank częściowo uwzględniają roszczenia konsumentów na etapie postępowania reklamacyjnego i proponują zwrot odsetek pobranych od skredytowanych kosztów kredytu. Alior Bank od 1,5 roku księguje rezerwy na ryzyka prawne związane z sankcją kredytu darmowego, a w II kwartale br. pomniejszył wynik netto o koszt dostosowania wykonywanych umów do treści kwietniowego wyroku TSUE.
O pierwszych rezerwach na ryzyka SKD poinformował właśnie Millennium Bank. Odpis jest zaledwie kilkumilionowy, dowodzi jednak, że podmiot bardzo poważnie traktuje możliwość nagłej zmiany orzeczniczej. Millennium poinformował w najnowszym raporcie o tym, że planuje dostosować swoje umowy do orzecznictwa TSUE, co skutkowało pomniejszeniem przychodu odsetkowego o 35 mln zł.
Dodatkowo bank ujawnił, że w związku z niepewną sytuacją podjął decyzję o obciążeniu kwartalnego wyniku kwotą 61 mln zł. Świadczy to o tym, że bank jest świadomy negatywnego potencjału pozwów o SKD, ale nie jest jeszcze gotów, by obwieszczać światu, że księguje tytułem rezerw kwotę niewiele mniejszą od wartości przedmiotu sporu w toczących się postępowaniach.


