Podczas gdy sektor bankowy, wspierany przez stronę rządową, gorączkowo szuka sposobu na ucieczkę przed masowymi pozwami o sankcję kredytu darmowego, w sądach kiełkuje już nowy problem. Są nim, jak na razie incydentalne, unieważnienia umów złotowych kredytów hipotecznych. Co ważne, przyczyną tych unieważnień nie jest wcale WIBOR czy związane z nim braki w obowiązkach informacyjnych. W poniedziałek Bankier.pl opisał bardzo interesujący przykład prawomocnego wyroku, wydanego przez Sąd Okręgowy w Rybniku, unieważniającego umowę pożyczki hipotecznej z 2008 roku. Jakie były przyczyny przegranej banku i czy możemy się spodziewać, że podobne wyroki już wkrótce staną się nową codziennością?
Z tekstu dowiesz się:
- Co skłoniło Sąd Rejonowy w Wodzisławiu Śląskim, a następnie Sąd Okręgowy w Rybniku do stwierdzenia nieważności umowy pożyczki hipotecznej obsługiwanej przez Pekao S.A.
- Jak bank próbował się bronić przed roszczeniami kredytobiorcy i ile z tego ostatecznie wyszło
- Czy prawdą jest, że pożyczka hipoteczna zawarta w 2008 roku nie może zostać objęta sankcją kredytu darmowego
- Czy wyrok z Rybnika jest przełomem w walce złotówkowiczów z bankami, czy może jedynie kolejnym potwierdzeniem tego, co doświadczeni prawnicy wiedzą od dawna.
Pekao S.A. przegrywa z klientem w sprawie pożyczki zabezpieczonej hipoteką. Sąd prawomocnie unieważnia umowę
Na narracyjnym murze sektora bankowego, chroniącym jego przedstawicieli przed roszczeniami kredytobiorców złotowych, pojawia się coraz więcej pęknięć. Nie ma już właściwie tygodnia bez kolejnych, optymistycznych doniesień kancelarii prawnych, które prezentują w swoich social mediach skany wyroków zasądzających sankcję kredytu darmowego. Jakby tego było mało, media znów zaczynają interesować się postępowaniami dotyczącymi kredytów zabezpieczonych hipoteką – 31 sierpnia 2026 roku Bankier.pl opublikował tekst prezentujący kulisy sprawy, w której prawomocny wyrok zdecydowanie nie jest korzystny dla banku.
Chodzi o umowę pożyczki hipotecznej, podpisaną przez powoda w 2008 roku. Podmiotem udzielającym finansowania był SKOK im. Mikołaja Kopernika w Ornontowicach, przejęty w 2014 roku przez Pekao S.A. Pożyczka została zaciągnięta po części celem konsolidacji już posiadanych przez kredytobiorcę zobowiązań, część finansowania została natomiast wypłacona na dowolny cel. Pierwsze działania zmierzające do zakwestionowania umowy zostały przez klienta podjęte w maju 2025 roku – to wówczas przyszły powód w sprawie złożył w banku oświadczenie o skorzystaniu z sankcji kredytu darmowego.
Jest to sankcja, którą reguluje art. 45 ustawy o kredycie konsumenckim, wprowadzona do polskiego prawa z myślą o naruszeniach obowiązków informacyjnych względem konsumenta. Jeśli bank dopuścił się jednego (lub kilku) z naruszeń wymienionych w ustawie, kredytobiorca, po złożeniu w banku oświadczenia, ma prawo do zwrotu samego użyczonego kapitału, bez kosztów dodatkowych, w tym odsetek. W tym konkretnym przypadku powołanie się na SKD było związane między innymi z nieokreśleniem przez podmiot udzielający finansowania warunków, na jakich może dojść do zmiany oprocentowania kredytu.
Bank odrzucił jednak żądania wskazane w oświadczeniu, tłumacząc to tym, że SKD nie jest stosowana w przypadku kredytów zabezpieczonych hipoteką. Czy tak istotnie jest, wyjaśniamy w dalszej części artykułu. Po otrzymaniu odpowiedzi odmownej, kredytobiorca zdecydował się wystąpić na drogę sądową. Bank otrzymał zatem pozew, w którym zostały wskazane dwa roszczenia, główne i ewentualne. Roszczeniem głównym klienta było stwierdzenie nieważności całej umowy kredytowej, z uwagi na zawarte w niej klauzule abuzywne, natomiast roszczeniem ewentualnym – wspomniana już wcześniej sankcja kredytu darmowego.
Pożyczkodawca dał sobie praktycznie nieograniczoną możliwość zmiany oprocentowania, a klauzula abuzywna nie wiąże konsumenta
W tym miejscu przejdźmy do warunków, na jakich realizowana była sporna umowa. W chwili jej zawarcia oprocentowanie wynosiło 10,9 proc. w skali roku, natomiast stopa tego oprocentowania była zmienna. Z dzisiejszej perspektywy jest zupełnie jasne, że oferując konsumentowi kredyt na zmiennej stopie procentowej, przedsiębiorca powinien w sposób jasny i zrozumiały poinformować go o zasadach, na jakich może dojść do zmiany tego oprocentowania. SKOK zrealizował te obowiązki w sposób niedbały – jak wynika z ustaleń Bankier.pl, do korekty oprocentowania mogło dojść w wyniku zmiany „stóp procentowych ogłaszanych przez NBP, stóp procentowych pożyczek i kredytów udzielanych przez Krajową Kasę Oszczędnościowo- Kredytową, stóp procentowych ustalanych przez Banki, rentowności obligacji i innych papierów wartościowych emitowanych lub gwarantowanych przez Skarb Państwa, lub NBP, wskaźnika wzrostu cen towarów i usług konsumpcyjnych ogłaszanych przez Prezesa GUS”. Portal zwraca uwagę, że pożyczkodawca postanowił zastosować dodatkowy „bezpiecznik”, wymagany z uwagi na obowiązujące wówczas przepisy antylichwiarskie – z umieszczonych w umowie zapisów wynikało, że oprocentowanie nie mogło przekroczyć czterokrotności stopy lombardowej Narodowego Banku Polskiego.
W I instancji sprawa trafiła do Sądu Rejonowego w Wodzisławiu Śląskim, gdzie dostała sygnaturę I C 797/25. Sąd zbadał zacytowane powyżej zapisy umowne pod kątem art. 3851 § 1 kc, czyli przepisu, który określa, kiedy warunki umowy nie wiążą konsumenta. W toku postępowania sąd ustalił, że pożyczka została udzielona konsumentowi, a warunki umowy nie były indywidualnie negocjowane. Sąd ocenił, że umieszczone w umowie zapisy dawały kredytodawcy praktycznie nieograniczoną możliwość zmiany oprocentowania. Co ważne, żadna z opisanych w umowie podstaw do wprowadzenia zmian w oprocentowaniu nie wskazywała ani kierunku, ani skali czy proporcji takiej korekty.
Jeżeli zapis umowny ma charakter nieuczciwy, nie może wiązać konsumenta. Problem powstaje, gdy ów zapis jest tak istotny, że po jego wykreśleniu umowa ta nie może być dalej wykonywana. Znamy to doskonale ze spraw frankowych: gdy abuzywna klauzula przeliczeniowa wypada z umowy, w konsekwencji otrzymujemy dokument o zupełnie innej treści, którego strony z pewnością nigdy by nie podpisały. Efekt to stwierdzenie nieważności stosunku prawnego łączącego strony. Umowę traktuje się tak, jakby nigdy nie została zawarta. Dokładnie z tym scenariuszem mieliśmy do czynienia w Wodzisławiu Śląskim, tyle że pożyczka nie była indeksowana kursem franka szwajcarskiego. Był to klasyczny produkt złotowy.
W swoim pozwie pożyczkobiorca nie żądał zwrotu wszystkich spełnionych na rzecz banku świadczeń, a jedynie rozliczenia zapłaconych odsetek i prowizji. Sąd przychylił się do tego roszczenia i zasądził na rzecz powoda wskazaną w pozwie kwotę.
Sąd II instancji nie dał wiary argumentom banku. Konsument ma prawo do zwrotu zapłaconych odsetek i prowizji
Od powyższego wyroku pozwany bank złożył apelację, która trafiła przed oblicze Sądu Okręgowego w Rybniku. Bank użył szerokiego katalogu argumentów, zarówno z zakresu błędów proceduralnych, jak i samej wykładni prawa przyjętej przez sąd I instancji. Pozwany podniósł w odwołaniu, że sąd nie przesłuchał powoda na okoliczność wiedzy, jaką ten posiadał w zakresie oprocentowania pożyczki, nie dążył też do ustalenia, czy przed zawarciem umowy zostały przeprowadzone pomiędzy stronami negocjacje jej warunków. Ponadto bank stanął na stanowisku, zgodnie z którym Sąd Rejonowy w Wodzisławiu Śląskim błędnie zinterpretował art. 3851 § 1 i 2 kc.
Sąd Okręgowy w Rybniku podzielił w większości pogląd sądu I instancji, dotyczący nieprzejrzystości warunków umownych określających zmianę oprocentowania. Skorygowana została natomiast argumentacja dotycząca samego wyeliminowania umowy z obrotu prawnego. Owszem, sąd II instancji zgodził się co do tego, że niedozwolone postanowienie umowne nie wiąże konsumenta, zwrócił jednak uwagę, że w takiej sytuacji możliwe jest przekształcenie umowy na zobowiązanie oparte o stałą stopę oprocentowania. Dlaczego więc wyrok stwierdzający nieważność został utrzymany w mocy? Sąd w Rybniku wziął tu pod uwagę wyrok Sądu Najwyższego w sprawie II CSKP 617/22, zgodnie z którym opcja przekształcenia umowy nie występuje, gdy wolą strony było zawarcie kontraktu opartego o zmienne oprocentowanie.
W efekcie, 5 sierpnia 2026 roku Sąd Okręgowy w Rybniku oddalił apelację pozwanego banku. Wyrok jest prawomocny, a sygnatura sprawy w II instancji to II Ca 623/26.
Co wyróżnia tę sprawę na tle innych? Bezspornie jest to fakt, że pożyczka była zabezpieczona hipoteką. Wyrok z Rybnika pokazuje, że zobowiązania o charakterze hipotecznym wcale nie są „teflonowe” i nie do ruszenia. Jeśli umowa zawiera braki informacyjne (a w starszych kontraktach nie jest to wcale rzadka sytuacja), istnieją realne szanse na skuteczne zakwestionowanie jej przed sądem.
Sądy stwierdzały abuzywność warunków umownych w kredytach złotowych już w 2018 roku. Dlaczego media tak długo milczały?
O tym, że kredyt złotowy da się skutecznie podważyć w sądzie, doświadczeni prawnicy informowali na długo przed nagłośnieniem w mediach kontrowersji związanych ze wskaźnikiem referencyjnym WIBOR. A ponieważ wskaźnik nie wzbudzał wówczas większych emocji, prokonsumenckie wyroki sądów w zakresie tych kredytów nieszczególnie interesowały branżowych dziennikarzy.
Być może właśnie dlatego do społecznej świadomości nie przebił się wyrok z 27 marca 2018 roku, wydany przez Sąd Okręgowy w Siedlcach. Chodzi o sprawę I C 1139/16, w której powodem był PKO Bank Polski. Spór został zainicjowany w związku ze złotowym kredytem gotówkowym Platinum, który był przez klientkę banku spłacany nieregularnie. Po 6 latach od zaciągnięcia kredytu klientka przestała regulować swoje zobowiązania, co skutkowało wypowiedzeniem przez bank umowy i pozwaniem kredytobiorczyni o zapłatę kwoty 155.289,48 zł.
Klientka PKO BP, wobec powyższych działań banku, zgłosiła się po pomoc prawną do Kancelarii Sosnowski Adwokaci i Radcowie Prawni. Zespół prawny kancelarii przeanalizował umowę pod kątem występowania w niej klauzul abuzywnych. Wynik tej analizy okazał się pomyślny dla kredytobiorczyni: bank umieścił w umowie zapisy o nieuczciwym charakterze, co zostało podniesione jako argument w sądzie. W toku postępowania sąd postanowił przeprowadzić dowód z opinii biegłego. Ekspert z dziedziny rachunkowości potwierdził zastrzeżenia sformułowane przez kancelarię pod adresem nieścisłości zawartych w umowie. Podobnie jak w sprawie z Rybnika, tak i w Siedlcach bank przekonał się, że klauzule abuzywne nie wiążą konsumenta. W konsekwencji wypowiedzenie umowy okazało się nieskuteczne, a samo powództwo banku zostało oddalone.
Podsumowując ten wątek, wyrok z Rybnika nie jest przełomem dla kredytobiorców złotowych. Jest po prostu kolejnym dowodem na to, że w dobrze poprowadzonej sprawie możliwe jest udowodnienie przed sądem, iż bank nie dopełnił ciążących na nim obowiązków informacyjnych, związanych z ryzykiem zmiennego oprocentowania. Sądy wydawały takie wyroki już w 2018 roku, czyli jeszcze przed pierwszym orzeczeniem TSUE w sprawie frankowiczów. Mówimy o okresie, w którym linia orzecznicza w podobnych sprawach praktycznie nie istniała. Skoro więc sąd w Siedlcach już wtedy poszedł pod prąd i pokazał największemu bankowi w Polsce jego miejsce w szeregu, to dlaczego w 2026 roku sądy miałyby podchodzić z większym zrozumieniem dla abuzywnych praktyk sektora? No właśnie.
Dokładne analizy i ważne informacje dla kredytobiorców.
Śledź nasze profile, aby wzmocnić ich widoczność i być na bieżąco:
Kredyt hipoteczny a sankcja kredytu darmowego: co warto wiedzieć?
Na koniec warto zadać pytanie o to, czy posiadacz kredytu hipotecznego w złotówkach może w ogóle domagać się w sądzie zastosowania wobec jego umowy sankcji kredytu darmowego. Okazuje się, że sprawa jest dość skomplikowana, a sytuacja kredytobiorcy będzie się różnić w zależności od tego, kiedy i na jaką kwotę zaciągnął swoje zobowiązanie. Zacznijmy od kredytów najnowszych, udzielonych od 22 lipca 2017 roku, czyli od dnia wejścia w życie obowiązujących przepisów, zawartych w ustawie o kredycie hipotecznym. Od tego dnia kredytobiorca, którego zobowiązanie jest obciążone hipoteką, nie ma szans na zastosowanie wobec niego znanej nam z ustawy o kredycie konsumenckim sankcji kredytu darmowego. Co było wcześniej?
Wcześniej, 18 grudnia 2011 roku, w życie weszła ustawa o kredycie konsumenckim, regulująca sankcję kredytu darmowego. W momencie wejścia w życie nowych przepisów możliwe było objęcie tą sankcją również kredytu zabezpieczonego hipoteką, pod warunkiem, że wartość takiego kredytu bądź pożyczki nie przekraczała 255 550 zł. Tu jednak trzeba dokonać ważnego zastrzeżenia. Sankcja przewidziana dla kredytów hipotecznych była w tej wersji ustawy regulowana odrębnym artykułem. Podczas gdy kredytobiorców gotówkowych (i innych posiadaczy kredytów oraz pożyczek konsumenckich) obejmował obowiązujący do teraz (z drobnymi zmianami) art. 45, sytuacja kredytobiorców hipotecznych była regulowana artykułem 46. W ust. 1 tego artykułu wprowadzono ważne ograniczenie: otóż przepis precyzował, że w przypadku naruszenia przez kredytodawcę art. 35 tejże ustawy, kredytobiorca zwracał kredyt bez odsetek, jak i innych kosztów kredytu, należnych kredytodawcy za okres 4 lat poprzedzających dzień złożenia oświadczenia i w sposób ustalony w umowie. Tak jak i w „klasycznej” sankcji, kredytobiorca miał na skorzystanie z tego prawa rok, licząc od dnia wykonania umowy. Przepis ten został uchylony w 2017 roku, czyli wraz z wejściem ustawy o kredycie hipotecznym.
No dobrze, a co było jeszcze wcześniej, tj. przed grudniem 2011 roku, gdy w życie weszła ustawa o kredycie konsumenckim? Wcześniejsze przepisy, obowiązujące od 20 lutego 2006 roku, również dopuszczały możliwość objęcia sankcją kredytu lub pożyczki zabezpieczonej hipoteką. Obowiązywał jednak stosunkowo niski limit kwotowy, kwalifikujący umowę do objęcia sankcją – wynosił on wówczas 80 tys. zł. Dziś wydaje się to oczywiście niewielka kwota, jak na kredyt hipoteczny. Miejmy jednak na uwadze, że w tamtym czasie nieruchomości były dużo tańsze, i, zwłaszcza w małych miastach, zakup mieszkania za taką kwotę był jak najbardziej realny.
Nie jest więc wcale tak, że umowy złotowe zabezpieczone hipoteką, zawarte pomiędzy 2006 a 2011 rokiem, nie generują po stronie banków żadnego ryzyka. Wszak wyrok, który zapadł przed Sądem Okręgowym w Rybniku, dotyczy właśnie hipoteki z 2008 roku. I choć sąd uznał roszczenie główne powoda, czyli zdecydował o nieważności całej umowy, należy uznać za prawdopodobne, że roszczenie ewentualne wskazane w pozwie wcale nie było pozbawione podstaw. Umowa została zawarta w okresie, w którym zobowiązania hipoteczne mogły zostać objęte sankcją, czy się to bankom podoba, czy nie.
Sprawa z Rybnika jest kolejnym przykładem wyraźnej różnicy pomiędzy sporami o kredyty frankowe a tymi wynikłymi na tle sankcji kredytu darmowego. Franki zdominowały w pierwszej kolejności sądy okręgowe w największych miastach Polski: przeciętna wartość przedmiotu sporu była relatywnie wysoka, ze względu na to, że kwestionowane umowy w większości dotyczyły nieruchomości zakupionych w stolicach województw.
W przypadku sankcji kredytu darmowego, w zakresie, w jakim sankcja ta może dotyczyć zobowiązań objętych hipoteką, mamy do czynienia przede wszystkim z roszczeniami składanymi w mniejszych miastach. Sprawy te, z uwagi na wartość przedmiotu sporu do 100 tys. zł, trafiają do sądów rejonowych. Jest z tym związana pewna szansa po stronie powodowej: mianowicie, sądy rejonowe są znacznie mniej obciążone sprawami przeciwko bankom niż sądy okręgowe. W związku z powyższym, czas oczekiwania na rozstrzygnięcie może być dość krótki. W sprawie z Rybnika cały spór udało się zamknąć, i to w postępowaniu dwuinstancyjnym, w niewiele ponad rok. W przypadku sprawy frankowej, w sytuacji, w której bank złożyłby apelację, tak wynik, nawet dziś, byłby niemal niemożliwy do powtórzenia.
PODSUMOWANIE
- Sądy obu instancji stwierdziły nieważność umowy pożyczki hipotecznej obsługiwanej przez Pekao S.A. z uwagi na występowanie w tej umowie niejasnych zapisów dotyczących warunków, na jakich może dojść do zmiany oprocentowania. Po usunięciu tych warunków z umowy, jej dalsze wykonywanie nie byłoby możliwe – z tego względu konieczne było unieważnienie całego kredytu
- Bank, odrzucając reklamację klienta, w której ten powołał się na SKD, stwierdził, że sankcja nie przysługuje w przypadku zobowiązań hipotecznych. Nie jest to do końca prawdą, albowiem przepisy polskie zmieniały się w tym względzie kilkukrotnie, w związku z czym to, czy kredyt lub pożyczka hipoteczna kwalifikuje się do objęcia SKD, zależeć będzie przede wszystkim od daty zaciągnięcia zobowiązania oraz jego kwoty
- Wyrok z Rybnika nie zawiera żadnych przełomowych elementów, a jedynie pokazuje, że sądy już teraz mają narzędzia do zapewnienia konsumentom skutecznej ochrony w przypadku niewywiązania się instytucji finansowej z ciążących na niej obowiązków informacyjnych. Fakt, że wyrok ten został nagłośniony przez media, jest pozytywnym zjawiskiem, konfrontuje bowiem w sposób bezpośredni bankową narrację o niepodważalności kredytów złotowych z surową rzeczywistością sal sądowych.


